Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2019-05-16, 15:20   #1
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Dzisiejszy dzień był dla Jamesa o wiele ciekawszy, niż kilka poprzednich. Zaczęło się od niespodziewanej akcji w terenie - to mogło znaczyć, że G.C. wreszcie zaczęło działać na froncie. Ostatnio miał wrażenie, że wszystko trochę ucichło, ale w sumie... Nie jemu się nad tym zastanawiać. On był tylko trepem, jego zadaniem było pociąganie za spust, lub używanie siły wtedy, kiedy tego od niego wymagano.
Nauczył się nie myśleć, nie kwestionować rozkazów. I mimo tego, że obecność Shiv w jego życiu naprawdę wiele zmieniła powoli... Powoli znów zaczął się w to wdrążać i mimo tego, że nie chwalił jej się tym... Nienawiść do mutantów wcale nie zniknęła. Może na pewien czas przycichła za sprawą jego... Dziewczyny? Nie wiedział sam jak nazwać to, co ich łączy.
A może tak naprawdę chodziło o to, że ona non - stop im pomagała? Może po prostu cholernie się o nią martwił i winił ich wszystkich za to, że przez nich Shivali naraża się na niebezpieczeństwo?
Cholera, on już chyba tak naprawdę sam nie do końca wiedział co myśleć.
Wracając jednak do dnia dzisiejszego...
Udało im się pojmać kilku mutantów, następnie czekały ich przesłuchania. Wyciąganie informacji w siedzibie G.C. nigdy nie było przyjemne... Zwłaszcza, gdy osobą, która takie przesłuchanie prowadziła był Reynolds.
Nie miał skrupułów, używał często siły, niszczył im psychikę, aż wreszcie... Każdy pękał. Zajmowało to więcej, lub mniej czasu, ale w końcu każdy śpiewał. Szkoda tylko, że rzadko kiedy któryś z nich miał coś sensownego do powiedzenia. Przeważnie okazywało się, że informacje nie były warte tego całego bólu, który trzeba było zadać obiektowi.
Tak było i tym razem. Spędził z tym mężczyzną obdarzonym wyjątkowymi zdolnościami w jednym pokoju kilka godzin. Możliwe, że nawet trochę przesadził. Jego dłonie były zalane krwią, opuchnięte, a tamten... Tamten skończył w szpitalu.
Najgorsze, że nic przy tym wszystkim nie poczuł. Zupełnie, jakby wykonywał jakąś pracę w ogrodzie, czy coś w tym stylu - to było coś czym się zajmował i... Nie bolało go to. Co prawda jakiś głos gdzieś z tyłu jego głowy wręcz krzyczał do niego, ale... Nauczył się go ignorować.
Po drodze do domu wszedł do pobliskiego baru. Wypił kilka shotów, chcąc w ten sposób przytłumić wszelkie złe emocje zanim spotka się z Shivali.
Między nimi... Ostatnio nie było najlepiej.
Wściekała się na niego, że nie może odejść z G.C. Nie rozumiała, że jest tam uwięziony... No, a on się o nią martwił - chociaż nie umiał nazwać tego uczucia.
Wreszcie dotarł do ich mieszkania. Przekręcił klucze w zamku i wszedł do środka. Jak zwykle przystanął na parę chwil, by ponasłuchiwać, czy nie ma żadnych niezapowiedzianych gości.
Uznał, że wszystko jest w porządku, więc po prostu zostawił na podłodze torbę ze swoimi rzeczami, zdjął z siebie kurtkę i wszedł w głąb pomieszczenia.
- Cześć. - rzucił tylko widząc Shivali i ruszył do kuchni po szklankę wody. Wiedział doskonale co powie, gdy zobaczy jego dłonie, o ile już o tym nie wie - w końcu dalej byli splątani więzią.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2019-05-16, 15:56   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


To prawda, mogłoby być miedzy nimi lepiej. Może i byli w tym wszystkim razem - metaforycznie i też całkiem dosłownie, skoro w dowolnym momencie mogli się odwiedzać za pomocą mocy Shivali - ale cały czas byli tymi samymi ludźmi. Ona cały czas nie mogła zdzierżyć przemocy, robiła wszystko, żeby pomóc tym, którzy mieli więcej pecha niż ona, a on... Cały czas pracował w GC. Już poza tym, co tam robił, co popierał wszystkimi swoimi działaniami... to było niebezpieczne. Dla niego, dla niej, dla nich. Jedna zła osoba pozna prawdę i byli martwi. Za każdym razem, kiedy James wychodził rano, Shivali bała się, że już nigdy do niej nie wróci.
A przecież było jeszcze tyle niebezpieczeństw... Wszystko, co się działo na ulicach zmierzało w coraz gorszym kierunku, a James był wiecznie w samym środku akcji. Już zupełnie poza tym, że był po złej stronie barykady, poza tym, do czego prowadził, poza zagrożeniami ze strony GC... Mógł zginąć. Od tak, pewnego dnia zwyczajnie zginąć, nawet bez żadnego szczególnego powodu. Zupełnie jak mała Lizzie rok temu. Bezsensownie, bez konsekwencji, zwykłym przypadkiem, przez bycie w złym czasie w złym miejscu.
Ten dzień, nie wydawał się ani odrobinę nietypowy. Shivali była w swojej pracy, korzystając ze swoich fałszywych dokumentów. Przekładanie towaru, stanie na kasie... Wszystko, co normalne w małym sklepiku w samym środku wojny. Wróciła do domu, zupełnie zwyczajnie. Dopiero James zburzył ten porządek. Powinien już być w domu, ale ciągle nie wrócił. Martwiła się, jak zwykle w takich momentach, więc sięgnęła do niego mocą. Cały czas tam był, ale musiała się skupić, żeby go znaleźć. Alkohol. Siedział w barze i pił alkohol, kiedy ona tutaj siedziała i się o niego martwiła. Mógł chociaż do niej napisać.
Już była wzburzona, ale kiedy wrócił chwilę później... Nie musiała patrzeć na jego dłonie, żeby wiedzieć, w jakim były stanie. A on po prostu powiedział cześć i minął ją, jak gdyby nigdy nic. A najgorsze było to, że przez cały dzień nie zwróciła uwagi, żeby działo się u niego coś szczególnego. Stało się coś, a ona to zupełnie przeoczyła.
- Coś ty zrobił? - spytała, pojawiając się oparta o blat koło Jamesa, kiedy ten sięgnął po szklankę w kuchni. W momencie, kiedy odwrócił od niej wzrok, zniknęła, żeby wejść do kuchni, już w tej zupełnie fizycznej formie.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2019-05-16, 17:31   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Zawsze może być lepiej. Ciężko jednak o poprawę, gdy postanawia się związać swój los z mężczyzną takim jak James.
Od samego początku doskonale wiedziała jak ciężki ma charakter, oraz jak wiele przeszedł. Mogło wydawać się, że można go zmienić, ale... Powoli on sam dochodził do wniosku, że to niemożliwe.
To właśnie robił - katował, bił, mordował. Z zawodu był mordercą, nie potrafił robić nic innego i chociaż ciężko mu to przyznać przed samym sobą - tylko w tym czuł się naprawdę dobrze.
Ich cały związek był jedną wielką czarną komedią. Ich sposób postrzegania świata, oraz ideały, poglądy... Byli jak ogień i woda, dwa kompletnie różne charaktery. I to mogło ich zniszczyć - mimo uczucia, którym przecież się darzyli.
Jeśli chodzi o jego bezpieczeństwo... Cholera, w ogóle się o to nie martwił. Przez te wszystkie lata zdążył udowodnić sam sobie, że ciężko go zabić. Nie brał tego w ogóle przez uwagę, gdzieś w środku miał wrażenie, że jest nieśmiertelny. Możliwe, że to doprowadzi go do zguby.
Jakiś czas temu miał wrażenie, że z nią może wszystko. Może się zmienić, być kimś dobrym, robić coś dobrego... Ale życie szybko to zweryfikowało i sprawiło, że znów stał się człowiekiem, który odbierał innym wszystko z zimną krwią.
Miał problem z zaakceptowaniem samego siebie, więc dlaczego ona miała to akceptować? Mimo wszystko - była przy nim, starała się i... I za to ją tak cholernie kochał.
Tylko dlaczego był taki wściekły? Na nią, na siebie, na cały świat. Od wielu dni ten gniew eskalował, stawał się coraz większy i coraz bardziej go niszczył.
Uniósł do góry brew, gdy zadała mu pytanie. Zupełnie, jakby go nie zrozumiał, a jednak... Mimowolnie lewą dłoń odwrócił tak, by nie mogła jej obejrzeć, drugą, która dzierżyła szklankę również przekręcił w taki sposób, by nie widziała opuchlizny i zaczerwienień.
- To znaczy..? - spytał dość sucho, zupełnie tak, jakby pytał ją o zeszłoroczny śnieg.
W jego mniemaniu nie stało się nic takiego, po prostu był w pracy, po niej wypił parę kolejek i wrócił do domu. Przecież tak robili faceci w związkach, nie? Piwko, czy kilka shotów z kumplami po pracy i do domu. No, inna sprawa, że on nie miał kumpli.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2019-05-18, 12:24   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali stanowczo nie była w nastroju na słuchanie, jak James udaje, że nic się nie stało, na jakieś gierki i podchody. Była zła jeszcze zanim tutaj przyszedł. Martwiła się! Za każdym razem, kiedy wychodził martwiła się, a on sobie po prostu poszedł pić w środku dnia! A teraz oczywiście udawał, że to nic wielkiego. Nie, nawet nie. On udawał, że absolutnie nic nie miało miejsca. Wcale nie miał rozwalonych rąk i wcale... nie zrobił czegoś - bo ona nawet nie miała pojęcia czego! Nic dobrego, skoro był zły, udawał że to nie miało miejsca i poszedł się napić. Świetnie. Świetnie, po prostu świetnie.
- James, jakbyś zapomniał, musimy się ukrywać, bo mam telepatyczne zdolności - zgryźliwie mu przypomniała. Kiedy stali w jednym pomieszczeniu była w stanie wyraźnie poczuć rany na jego dłoniach, alkohol w jego krwi. Mimo wszystko, nie sądziła, że on jej tak po prostu powie. Chciał to ukryć, to będzie próbował to ukryć, jej jedna złośliwa uwaga nic nie zmieni.
I tak, zdawała sobie sprawę, że był wściekły, a ona właśnie mu machała czerwoną płachtą przed twarzą. Trudno, może to przynajmniej zadziała i coś jej powie. Z resztą, sama była zła i miała do tego święte prawo. Martwiła się o niego, nie powiedział jej gdzie idzie, a teraz jeszcze próbował coś przed nią ukrywać. Myślała, że byli w tym razem.
- Nie widziałam niczego, więc nie byłeś w emocjach... a jakimś cudem masz rozwalone dłonie i próbujesz to przede mną ukryć. Więc, coś ty zrobił? - spytała raz jeszcze.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2019-05-27, 20:40   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


To nie do końca tak, że próbował ją wciągnąć w jakieś gierki. W jego mniemaniu naprawdę nic się nie stało, dla niego to był dzień jak codzień. Obicie jakiegoś mutanta... Cholera, tym się właśnie zajmował. A to, że ukrywał dłonie... Robił to chyba jakoś bezwiednie, coś mu podpowiadało, że powinien tak zrobić.
- No tak, zdarza mi się zapomnieć. - odparł równie złośliwie co ona i uśmiechnął się lekko pod nosem sam do siebie.
Dlaczego mu to robiła, dlaczego miała do niego pretensje? Żył na krawędzi, starał się jak mógł, by to wszystko się nie posypało. Doskonale wiedział, że może któregoś dnia po prostu nie wrócić, ale nie mógł tak po prostu stamtąd odejść. Neumann i ta cała zgraja idiotów siedzących na stołkach w G.C. nie pozwoliliby mu na to. Zwłaszcza Neumann. Czy ona nie potrafiła tego zrozumieć?
Czuł, że wzbiera w nim gniew. Odstawił szklankę z wodą na blat i zacisnął na nim palce tak mocno, że aż zbielały mu knykcie.
Odetchnął głębiej próbując nie zareagować impulsywnie co w jego przypadku było dość... Trudne.
- Nic takiego. Przesłuchanie. Może mnie trochę poniosło. - powiedział w końcu przez zaciśnięte zęby i przymknął oczy czekając na jej następne słowa. Prawdopodobnie zaraz zacznie się kłótnia, których po prostu nienawidził - nawet jeśli było ich naprawdę nie wiele.
Wiedziała na co się pisze, wiedziała kim jest.
- Posłuchaj... Nie rozumiem o co Ci chodzi. Byłem w pracy, pracowałem, potem wypiłem dla rozluźnienia dwa shoty i wróciłem do domu. Z czym masz problem? - warknął po chwili zastanowienia mimo tego, że było to kompletnie niepotrzebne.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5