Poprzedni temat «» Następny temat
Squot
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-14, 10:06   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jechały na jednym wózku. Tak, można było tak powiedzieć, a mimo wszystko Wallace nie czuła żadnego pocieszenia. Dlaczego nie mogła tego przeczekać? W całym swoim życiu przecież przeżyła już naprawdę dużo gorsze rzeczy, niż to co się stało na moście. Wystarczyło tylko się wstrzymać z decyzją, a potem… potem, by sobie jakoś poradziła. Ale nie potrafiła. Nie teraz, kiedy heroina leżała na wyciągnięcie ręki, a ona tak pewnie i zdecydowanie wykonywała kolejne czynności. Matilde obserwowała kątem oka, jak Sam podwija swój rękaw. Zrobiło jej się niedobrze. To był jakiś koszmar. To był cholerny koszmar, a ona chciała się z niego wybudzić. Teraz. Wallace wzięła strzykawkę między zęby, by dzięki temu wypełnić i drugą strzykawkę. Kiedy to zrobiła, odłożyła łyżeczkę i jedną strzykawkę, a potem podeszła do Sam.
Słowa Bartowskiej wręcz ją zmroziły. Dziękowała jej? Za zniszczenie życia? Heroina to nie były żarty. Od tego nie było ucieczki. Jeśli się spróbowało raz… wpadało się w krąg bez końca. Nieważne jak bardzo się chciało z tego wyrwać. Wystarczyło tylko spojrzeć na Wallace. Nie chciała tutaj być. Nie chciała tego świństwa. Ale nie miała nad tym już żadnej kontroli.
– Znienawidzisz mnie za to – odpowiedziała w końcu, wbijając wzrok w jasne tęczówki Samanthy. Ale nie miała zamiaru pytać po raz kolejny. Dziewczyna wiedziała co robiła. Podjęła decyzję, a Wallace nie była kimś, kto potrafił przemówić do rozsądku. Do cholery, nie potrafiła nawet przemówić sobie do rozsądku!
– Na początku poczujesz chłód – powiedziała cicho, jakby czując się w obowiązku, by chociaż wyjaśnić Sam co się z nią będzie działo: – ale nie panikuj, to minie. A potem… potem sama zobaczysz.
Matilde postukała kilka razy w strzykawkę, a potem pod odpowiednim kątem wbiła igłę w żyłę Sam, nabierając do strzykawki trochę krwi, by ta wymieszała się z substancją. – Ściągnij pasek – nakazała, a gdy Bartowski wykonała jej prośbę, Wallace wreszcie wstrzyknęła jej całą substancję, powoli wyciągając igłę z żyły dziewczyny. Czuła się teraz tragicznie. Ostatnia osoba, z którą ćpała był Aaron. A wszyscy chyba wiedzieli, jak to się skończyło. Dziewczyna zacisnęła usta w cienką linijkę. Nie, to nie miało się powtórzyć. Sam nie skończy tak jak Aaron. To była znacznie mniejsza dawka.
– Połóż się na boku – dodała niemal od razu, mimo wszystko obawiając się, że coś złego mogłoby się wydarzyć. – Bo w przeciwnym razie… – ale nie była w stanie skończyć tej wypowiedzi. Flashbacki z tamtego poranka, kiedy znalazła martwego Whitemore’a uderzyły w nią z taką siłą, że Wallace zrobiło się słabo.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-14, 22:16   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Sama nie wiedziałam, czego po tym dniu oczekiwać. Z każdą mijającą chwilą, każdym kolejnym krokiem, każdą kolejną czynnością nabierałam przeświadczenia, że tak będzie lepiej, to mi zrobi dobrze, a jednocześnie... Jednocześnie łapałam coraz większe wątpliwościi. Setki myśli obijały się przez moją głowę. Nie wiedziałam, czy nie powinnam była chociaż uświadomić Aarona albo Ricky? Dać znać ciotce, jak to życie się walki, cegiełka po cegiełce? Nie wiedziałam już nawet, na czym skupić wzrok. Zabawne, że potrafiłam utrzymać z zewnątrz tą powagę i spokój, gdy moja głowa już niemal eksplodowała od nadmiaru emocji, pytań i zażaleń...
Nie zdążyłam wyłączyć telefonu. Nie zdążyłam też do nikogo napisać. W najgorszym wypadku... Czy im nie będzie lepiej beze mnie?
- Zobaczymy. - Odparłam tylko krótko, wciąż nie ściągając tego uśmiechu z ust. Naprawdę, potrzebowałam tego. Jak bardzo Tilda nie była w stanie tego zrozumieć, jak bardzo mogła to uznawać za głupotę, o ile nie miała więcej doświadczenia w walce z tym świństwem... Ja potrzebowałam w nie wejść. Nie radziłam sobie z rzeczywistością na trzeźwo. Nie, kiedy nic już nie szło jak powinno...
Kiwnęłam głową na jej kolejne słowa. Nie było tu czego komentować. Chyba nawet była wdzięczna, że choćby w ten początek mnie wprowadza, uprzedza, ostrzega..? To już i tak nie miało znaczenia. Nie teraz. Nie w tej chwili...
Te ostatnie sekundy... Zdawały się rozciągać. Miałam wrażenie, że widzę każde stuknięcie w zwolnionym tempie. Każdy ruch brunetki jak na filmie. Dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, w co się wpakowałam. W jakie bagno wchodziłam. Dopiero teraz do mnie doszło, że pierwsza strzykawka to co innego, niż pierwszy kieliszek...
Zmarszczyłam brwi, gdy igła przebiła moją skórę. Nim jednak dziewczyna zdążyła wstrzyknąć mi całą tę substancję, wysiliłam się, by cokolwiek powiedzieć. By... By mieć jakieś ostatnie słowo.
- Matilde... Jeśli coś się stanie... A Tobie trafi się okazja... Mogłabyś przekazać mojemu bratu, Aaronowi... Że go przepraszam? - Wydusiłam z siebie, znowu przywołując na usta uśmiech, nawet jeśli moje oczy w tym momencie zaczynały się szklić. Zgodnie też z jej poleceniem, ściągnęłam pasek z ręki - A Ricky Roseberry... ze ją kocham? - Dodałam po chwili, gdy strzykawka była już pusta, a Wallace wyciągała igłę z pod mojej skóry.
Rzeczywiście. Chłód przyszedł niemal od razu. Nie spodziewałam się tak szybkiego działania. W końcu... Do tej pory nie brałam nic, co w tak drastycznym tempie rozchodzi się po organizmie. To wrażenie jednak równie szybko minęło, a może to ja już straciłam wszelkie poczucie czasu? Czułam rosnące ciepło, jakieś dziwne przyjemne uczucie w całym ciele. Nawet nie wiedziałam, kiedy traciłam kontakt z rzeczywistością. Kiedy ten pokój zaczął się ode mnie oddalać. Kiedy wszystko wydawało się nierealne, odległe, zniekształcone... To... To było dziwne uczucie. Nie wiedziałam też, kiedy sobie odpuściłam, kiedy moje mięśnie dały za wygraną, kiedy się wyłożyłam na tej brudnej ziemi. Gdzieś tylko resztką logicznego myślenia przebiło się przez moją głowę to krótkie polecenie z ust mej towarzyszki. Połóż się na boku. Resztką sił, nim trans objął mnie całkowicie, obróciłam się, widząc teraz świat... Tak inaczej. Niby ten sam, a jakbym była daleko stąd... Patrzyłam na to wszystko, patrzyłam na przebijające się przez wybite okna zabite deskami światła... Nie miałam jednak odwagi spojrzeć na osobę, z którą tu byłam. A może po prostu już nie miałam sił?
Nawet nie wiedziałam, ile czasu obserwowałam to wszystko z tej odległości. Nie wiedziałam, bo w pewnym momencie... Całkowicie odpłynęłam, nie będąc już świadomą niczego...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-14, 23:24   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde wiedziała. Nie musiała czekać, by się przekonać. Kiedy nałóg zacznie wyniszczać Sam, dziewczyna w głównej mierze zacznie nienawidzić tego, kto jej dał tę pierwszą działkę. Wallace znała to z autopsji, czyż nie? Ona też nienawidziła Aarona. Kiedy była na odwyku, kiedy zwijała się z bólu, modląc się o kolejny zastrzyk, to w stosunku do niego kierowała największe pretensje. To on ją wprowadził w to bagno. To on dał jej to świństwo. A teraz ona przekazywała pałeczkę. Kiedyś, kiedy jeszcze mieszkała w Albuquerque obiecała sobie, że nikogo nie wprowadzi w świat heroiny. Miała dość pogrzebów, miała dość informacji o śmierci kolejnej osoby, z którą kiedyś miała styczność. Teraz jednak to nie miało znaczenia, prawda? Obie były równie żałosne, obie nie miały wyjścia. Ale to Wallace trzymała strzykawkę. To ona popełniała większą zbrodnię.
– Nic ci się… – chciała wejść jej w słowo, ale właściwie nie potrafiła składać fałszywych obietnic. Ta substancja to była śmierć. Teraz jej się nic nie stanie, miały stanowczo za mało heroiny, ale z kolejną strzykawką? Matilde nie była tego taka pewna. Aaron, przepraszała Aarona. Wallace nie była teraz do końca pewna, czy te słowa wydobyły się z ust Samanthy, czy padły w jej własnej głowie. W końcu ona też miała powód, by przepraszać Aarona, prawda? Jego śmierć właśnie szła na marne, a ona wracała do punktu wyjścia. Matilde przełknęła cicho ślinę. I na domiar złego padło kolejne imię. Ricky… Ricky Roseberry. Matilde zmroziło. Nie, tylko nie to. Poczuła się podle. Poczuła się, jak ktoś kto powinien po prostu zniknąć z tego świata i przestać zatruwać innym życie. Nie, nie przyjaźniły się dłużej, ale… ale jak ona mogła coś takiego zrobić komuś tak bliskiemu? Z zaciśniętymi wargami i przekrwionymi oczami obserwowała, jak Sam zapada w trans. I dopiero kiedy Wallace upewniła się, że dziewczyna położyła się na boku, Matilde sięgnęła po swoją strzykawkę. To było automatyczne, prawda? Najpierw pasek na wysokości łokcia, potem igła w żyłę. Trochę krwi, by substancja się wymieszała, a potem… potem strzał. Wprowadzony do żyły narkotyk, ciepło łaskocząc płynął naprzód aż w mózgu nastąpiła łagodna eksplozja, narastająca od szyi i gwałtownie się rozszerzająca. Matilde zdążyła położyć się na podłodze, przekrzywiając swoje ciało w bok, by w razie czego uniknąć wiadomego. Zanim jednak całkowicie odleciała, z jej oczu popłynęły łzy. Chciała do Willa. Chciała poczuć jego silne ramiona, chciała, by po nią przyszedł i ją stąd zabrał. Ale… ale było już za późno, prawda? Dlaczego nie napisała, kiedy jeszcze mogła? Tak bardzo chciała teraz do niego… Dziewczyna nawet nie zdążyła już usłyszeć dźwięku przychodzącego smsa. Była już w całkiem innym świecie.

następnego dnia, rano

Co ja najlepsze narobiłam, co ja najlepszego narobiłam, co ja najlepszego narobiłam. Przerażona Matilde wpatrywała się w całą scenerię, nie będąc w stanie powstrzymać ataku paniki. Trzęsła się. Nie kontrolowała też spływających po jej policzku łez, którymi niemal się dławiła. Co ja najlepszego narobiłam. Przyglądała się śpiącej Sam, przyglądała się dwóm strzykawkom, łyżeczce i zapalniczce i nie wierzyła własnym oczom. Nie, to nie mogło być prawdą. Nie zrobiła tego po raz kolejny. Nie. Nie mogłaby. Nie teraz, kiedy w jej życiu się układało. A jednak… a jednak to zrobiła, prawda? Wallace poczuła, jak robi jej się niedobrze. Poderwała się z miejsca, by w ostatniej chwili chwycić swoją torebkę i wybiec z budynku. Nie chciała tam dłużej być, to jedno. Po drugie, kiedy tylko znalazła się na zewnątrz, zwymiotowała do krzaków. Nie wiedziała ile czasu jej to wszystko zajęło, ale kiedy tylko Matilde wreszcie była w stanie sięgnąć po telefon i odczytać smsa od Hoppera… nagle straciła grunt pod nogami i opadała kolanami na ziemię. Nie rób nic głupiego. Cztery słowa. Cztery słowa, których potrzebowała usłyszeć kilka godzin temu. Cztery słowa, które prawdopodobnie powstrzymałyby ją przed zrobieniem tego świństwa, gdyby tylko nie była tak zajęta użalaniem się nad swoim losem. Przez ciało Wallace przeszedł kolejny spazm bólu. Mimo tego wszystkiego, w końcu podniosła się z tej przeklętej ziemi i nie oglądając się za siebie, ruszyła w kierunku przystanku autobusowego. Jedyne czego teraz pragnęła to wrócić do domu. Do Willa.
/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-08-15, 00:17   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiem jakim cudem nie słyszałam, gdy Matilde wstawała. Nie wiem czemu nie słyszałam jej niecierpliwych kroków, jej przerażonego biegu... Nie wiem czemu nie słyszałam skrzypiącej podłogi i otwieranych drzwi. Zupełnie, jakby mnie tu wcale nie było. A przecież... Byłam. Leżałam tu, wciąż pogrążona we śnie. O dziwo spokojnym i całkiem głębokim. Nie nawiedziły mnie tej nocy koszmary, nie wybudziły złe sny. Spałam... Tak dobrze...
Dopiero pojedyncze promienie słońca przeciskające się między deskami na oknach zaczęły drażnić moje powieki. Dopiero one zmusiły mnie do otworzenia oczu. Dziwne... Ten widok wydawał się taki znajomy, a jednocześnie... Tak inny?
Podniosłam się z podłogi, przeczesując otwartą dłonią włosy i próbując zrozumieć, co tu się właściwie wczoraj stało. Zaspany umysł z wyraźną trudnością przyswajał te informacje... Ale wystarczyło spojrzenie na te strzykawki, na łyżeczkę, na woreczek, który jeszcze nie był pusty...
Zacisnęłam wargi w cienką linię walcząc z własnymi myślami i ściągnęłam ku sobie swoje kolana, nie wiedząc nawet na co czekam. A kolejne minuty mijały, gdy ja tak trwałam zawieszona wierząc że... Że... Że Wallace wróci?
- Tilda? - Odezwałam się w końcu, licząc, że uzyskam jakąś odpowiedź - Tilda?! - Dodałam po chwili nieco głośniej, ale ponownie odpowiedziała mi tylko głucha cisza... Czyli... Byłam tu sama. Złapałam ten nieszczęsny woreczek, tak... Tylko na wszelki wypadek. Choć wizja kolejnego spokojnego snu była taka kusząca... Wspomnienie tego dziwnego uczucia... Też tak bardzo kusiło...
Wzięłam głębszy wdech, nim podniosłam się na nogi. Złapałam swoją walizkę, upewniając się, że nic z niej nie zniknęło. Sprawdziłam jeszcze telefon - jak zwykle, bez żadnych powiadomień. Westchnęłam ciężko wychodząc z budynku i kierując się gdziekolwiek przed siebie. Tutaj... Tutaj nie mogłam zostać. To było zbyt niebezpieczne...
Czułam się tak... Dobrze? To chyba najlepsze określenie. Czułam się po prostu dobrze. Czy to właśnie dlatego tak łatwo było wpaść w ten ciąg?
Tego miałam się dopiero dowiedzieć...

[z/t]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-22, 22:52   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


/ 27 luty 2019 - prosto z miejsca zdarzenia, Biblioteki Miejskiej

Nicholas z Bradleyem opuścili autem Grenville'a miejsce zamieszek, zmierzając do West Seattle. Kierujący pojazdem milczał przez całą drogę, uważnie obserwując okolicę, jaką jechali. W końcu zatrzymał się przy dzielnicy zamieszkanej, parkując w pobliżu zrujnowanego budynku. Wyłączył pojazd i westchnął, opierając się głową o podgłówek swojego fotela.
- Tu możemy porozmawiać.
Stwierdził, sprawdzając w upewnieniu, że ulica jest czysta. Nawet światła wyłączył, by nie zwracali na siebie uwagi.
- Muszę przyznać, że masz bardzo interesującą zdolność.
Przyznał. Po czym spojrzał na mężczyznę.
- Pracujesz dla jakiejś organizacji?
Zapytał go z ciekawości. Chcąc mieć pewność, czy podjęcie próby zwerbowania go w szeregi Rebelii. Czy się nadaje do tego.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-22, 23:49   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// 27.02 z bliblioteki


Jechali w milczeniu i Bradley nie miał nic przeciwko. Uspokajał się po tych wszystkich emocjach z zamieszek. Lubił taką dawkę adrenaliny, zwłaszcza jeśli ostatecznie wydostawał się cały i zdrowy. A nie zawsze tak to działało.
Gdy zatrzymali się pod jakąś ruiną, a Brad odwrócił się w kierunku mężczyzny. Był gotowy na rozmowę i miał nadzieję, że odpowie mu na wszystkie pytania.
- Widziałeś zaledwie małą część moich zdolności - odpowiedział mu. I nie żeby się chełpił, po prostu dał mu do zrozumienia, że niewiele jeszcze widział. Ta akcja nie pozwoliła mu w pełni rozwinąć skrzydeł.
- A jakie to ma znaczenie? - zapytał, marszcząc brwi. Zadawał pytania, chociaż sam miał mu powiedzieć kim jest. W dalszym ciągu nie wiedział nic o nim, nawet tego czy był mutantem. Teoretycznie mogła to być jakaś podpucha, więc nie chciał podawać mu żadnych wartościowych informacji. - Może najpierw powiedz mi kim jesteś. Chcę mieć pewność, że nie rozmawiam z agentem DOGS.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-23, 00:12   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Miło było usłyszeć, że mężczyzna posiada w zanadrzu jeszcze więcej niespodzianek ze swojej umiejętności. Już był ciekaw co jeszcze potrafi obecny tutaj mutant. Będzie może jeszcze okazja się tego przekonać i być może ujrzeć na własne oczy.
- Dobrze to wiedzieć. Chętnie bym się dowiedział co jeszcze potrafisz.
Nie ukrywał jak bardzo to było interesujące. Teraz jednak przeszli do poważniejszej kwestii spotkania.
- Ma duże znaczenie. Bo możliwe, że będę miał dla Ciebie propozycję.
Odparł na jego pytanie, dodając także coś co może by zainteresowało mężczyznę. Ale ten jak widać, nieufał nadal i chciał dowiedzieć się, z kim przyszło mu rozmawiać. Wspomnienie o DOGS wywołało u Nicholasa uśmiech, że aż pokręcił głową.
- Jeszcze chwilę temu sam mnie przed nimi uratowałeś.
Po udzieleniu tej odpowiedzi, zsunął z twarz szalik i spojrzał na niego. Teraz można było ujrzeć twarz Grenville'a.
- Zapewniam, że nie mam nic wspólnego z DOGS, a jedynie pragnę ich zniszczyć. Przetrzymują mojego brata. Potrzebujemy tak uzdolnionych ludzi jak Ty do dużej akcji na Dzielnice Ochrony Mutantów. Zainteresowany?
Przedstawił mu plan wstępny działania, co najbardziej może przyciągnąć zainteresowaniem mutantów, którzy pragną wolności, sprawiedliwości i zemsty. A także uratowania bliskich. Może uda się go przekonać i zaoferuje swoją pomoc?
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-23, 23:08   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Wzruszył ramionami, jakby niepewny czy mężczyzna będzie miał okazję zobaczyć pełen potencjał Brada. Nie pokazywał swoich sztuczek każdemu, no chyba że wymagała tego sytuacja, bo był w niebezpieczeństwie.
Zmarszczył nieco brwi na wspomnienie o propozycji. Nie zgodzi się na nich póki nie usłyszy konkretnej propozycji.
- Już się nauczyłem, że nie wszystko jest czarno-białe, a z pozoru przyjaciel może okazać się wrogiem - dał mu tymi słowami do zrozumienia, że wcale by się nie zdziwił, gdyby cała ta akcja była zaplanowana, a DOGS wprowadziło agenta, który miał zdobyć jego zaufanie i ostatecznie zdradzić. Różne były scenariusze, dlatego zachowywał dawkę ostrożności.
Trochę pomógł fakt, że mężczyzna ściągnął maskę i mógł teraz zobaczyć jak wygląda.
- Jestem zainteresowany. Byłem w tej dzielnicy "przejazdem" i niestety warunki lekko mówiąc mnie nie zachwyciły. Poza tym każda akcja, która wlicza zabijanie ludzi z GC i DOGS mnie interesuje - uśmiechnął się, nie kryjąc swojej wrogości i brutalności w kontaktach z agentami tych organizacji.
- Moja historia jest skomplikowana, ale póki co zatrzymałem się w bractwie. Próbuję od jakiegoś czasu dostać się do rebelii, ale osoba która miała mnie wprowadzić zniknęła i wszystko opóźniło się w czasie - stwierdził, mając niejasne przeczucie, że mężczyzna będzie w stanie mu pomóc.
Mogli pomóc sobie nawzajem, więc dlaczego by nie skorzystać?
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-24, 22:51   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


To prawda. W tych czasach trzeba być ostrożnym, ale też nie przesadzając. Nicholas rozumiał to, że nawet wśród przyjaciół ciężko o zaufanie stu procentowe, nie wiedząc czy nie zostanie się przez nich wydanym rządowi.
Na te słowa nic nie odpowiedział, a jedynie potwierdził skinieniem głowy.
Miło było usłyszeć, że nowy kolega jest zainteresowany dużą akcją.
- Przejazdem to mało powiedziane. Byłem tam wewnątrz i mógłbym przysiąc że jest gorzej.
Był tam z dwa razy. Lecz po tym czego dowiedział się od przetrzymywanej przez niego i Vincenta Caroline, musiał ograniczyć kontakt z bratem. To było dość trudne zadanie. Ale konieczne.
Słuchając dalej, miał wrażenie że znalazł kogoś, kto również miał swoje przeżycia w bractwie. Tu aż z zainteresowaniem spojrzał na rozmówcę. Wspomnienie o Rebelii i znikaniu członków, nie było już tak zachwycające.
- To właśnie mi się nie podoba. Jest nas coraz mniej.
Mówił tak, jakby był z Rebelii. Jakby do niej przynależał.
Westchnął spojrzawszy na swoją ranę na ramieniu. Po czym sięgnął po kluczyki i wyjął.
- Poczekaj chwilę. Wezmę tylko apteczkę z bagażnika.
Poprosił i wysiadł, rozejrzawszy się czy jest okolica spokojna. Zaszedł na tyły pojazdu i otworzył bagażnik, wyjmując z niego apteczkę. Zamknął i wrócił na swoje miejsce za kierownicą. Kluczyki włożył na miejsce a apteczkę pozostawił na kolanach.
- Masz to szczęście, że jestem z Rebelii.
Dodał, lub potwierdził, gdyby padło takowe pytanie ze strony towarzysza. Bądź ubiegł go w jego zadawaniu.
W między czasie, Nicholas zdjął jakoś z siebie kurtkę, krzywiąc się z bólu jaki zadawała mu kula w ramieniu. Następnie podwinął rękaw na tyle wysoko jak był wstanie. Problem w tym, że ranę miał na lewym ramieniu, więc trudno trochę w samochodzie o pomoc ze strony drugiej osoby. Apteczkę jednak otworzył i poszukał w niej gazę i waciki. Lecz nie bawiąc się teraz w odkażanie rany, postanowił od razu przyłożyć gazę. Co trochę dodatkowego bólu mu zadało.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-24, 23:57   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Obecnie Brad otaczał się ludźmi, którym mógł ufać. Jeśli komuś nie ufał to trzymał się z dystansem. Nie mógł sobie pozwolić na błędy. Nie po tym jak już drugi raz dał się przymknąć rządowi. Nie mogło się to powtórzyć w najbliższej przyszłości.
- Właściwie też byłem w środku. Odbiłem znajomą, ale zdążyłem zauważyć co się tam dzieje - mruknął i przypomniał sobie stan May. Nie chciał o tym myśleć, bo tylko się wkurzał. Nie było sensu teraz w to wnikać. I tak nie pojadą tam zaraz.
Zmarszczył brwi, gdy mężczyzna użył słów "jest nas coraz mniej" zaraz po tym jak Brad mówił o Rebeliantach. Czyżby to był jego szczęśliwy dzień? To że na tej akcji znaleźli się członkowie Rebelii było raczej normalne, ale że znajdzie się z jednym z nich w tym samym samochodzie to już coś. Jechali na jednym wózku dosłownie i mogło się okazać, że Brad dziś załatwi sobie przejście do upragnionej grupy.
Gdy mężczyzna na chwilę wyszedł po apteczkę, Brad pozostał czujny. Brak zaufania nadal pozostał, bo wiadomo, że nie buduje się go w 5 sekund.
Gdy wrócił, spojrzał na niego i na apteczkę. Za chwilę potwierdził, że jest z Rebelii.
- Rozumiem, że możemy sobie wzajemnie pomóc. Wprowadzisz mnie do Rebelii? - zapytał, chcąc mieć pewność. Jeśli nie zamierzał tego zrobić to pomoc Brada oczywiście nie dojdzie do skutku. Po chwili spojrzał na jego męczarnie i postanowił zaproponować pomoc.
- Mogę wyjąć tę kulę, ale wtedy zaczniesz bardziej krwawić - coś za coś, bo jeśli wyjmie mu ciało obce z ramienia to będzie raczej mniej bolało.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-25, 00:39   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


- Gratuluję. Chociaż Tobie się powiodło.
Nie łatwo jest kogoś wyciągnąć z tego piekła, jakim jest Dzielnica Mutantów stworzona przez rząd. Nie miał jednak pewności, czy osoba którą uwolnił mężczyzna, nie była kontrolowana przez DOGS. Chipy i te sprawy. Chyba, że jest na tyle ostrożnym, by wiedzieć jak działać. Czas pokaże.
Więcej na temat wnętrza wspomnianej dzielnicy nie musieli mówić. Obaj wiedzieli jak tam jest. Im więcej wiedzy tym lepszą akcję mogą przeprowadzić. Lecz potrzebują jeszcze więcej zainteresowanych.
Wróciwszy do rozmowy po tym jak przyniósł sobie apteczkę, Nicholas trzymając gazę na ramieniu spojrzał na kolegę.
- Tak. Lecz nie od razu. Muszę Cię sprawdzić, takie są u nas zasady. Dostaniesz zadanie do wykonania samodzielnie. Jeżeli mu podołasz, zostaniesz przyjęty. W czym się specjalizujesz?
Odpowiedział, zadając przy okazji rekrutacyjne pytanie, które również pomoże dobrać dla niego misję i ją wykonać. A później wiedzieć, do jakiej grupy go u nich przydzielić.
- Nie będziemy teraz bawić się w chirurga. Przeżyję. Jak dojadę do siedziby to zajmą się moją raną. Bez obaw.
Uspokoił go i raczej wiadomo było, że nie da się tak szybko wykończyć. Nie, kiedy jeszcze sobie nie ufali w stu procentach, ale zaakceptowali na tyle co mieli wspólnego.
- O jedno chyba Cię tylko poproszę.
Wygrzebał drugą ręką bandaż i mu podał.
- Zabandażujesz?
Samemu by sobie też poradził, ale trochę by to trwało. Więc jeżeli kolega się zgodził, to Nicholas zamknął apteczkę i położył na półkę przed szybą przednią i odwrócił się tak, by towarzysz miał dostęp do jego rany z przymocowaną gazą.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-26, 00:09   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Wzruszył ramionami. Nie wiedział dokładnie jaka była sytuacja. Jego akcja ratunkowa nie miała na celu uwolnienie więźnia tylko osoby trzeciej, która tam pojechała. Robiła za pielęgniarkę albo kogoś takiego, ale w tym czasie zaczęły się tam wyprawiać dziwne rzeczy i skończyła poobijana, że nawet sama nie mogła wrócić. Brad był poszukiwany, ale gdy czuł się w obowiązku albo robił coś dla przyjaciół to nie było sprawy, która by go przerosła.
- Rozumiem. Specjalizuję się w walce - odpowiedział, choć do końca nie wiedział jakie są u nich kategorie. On najlepiej czuł się w polu, gdzie miał okazje się wykazać. Miał nadzieję że dostanie tego typu zadanie. Przy okazji postanowił poruszyć temat kolejnej osoby. - Ktoś będzie rekrutował ze mną. Jej moc również was nie zawiedzie.
Miał na myśli oczywiście Colleen, bo choć do końca nie wiedział czy pójdzie z nim to chciał jej załatwić furtkę do świata zemsty. Nie mógł się wręcz doczekać.
Kiwnął głową odnośnie wyciągania kuli. Jego decyzja. Nie chciał się narzucać ze swoją pomocą chociaż faktycznie dopiero co się poznali i zaufaniem się zbytnio nie darzyli. Może to się zmieni jeśli Brad będzie w rebelii. A może nie, bo Brad miał dość poważne problemy z zaufaniem.
Na jego prośbę, po prostu wziął bandaż i zaczął prace. Obwiązał mu ranę na tyle mocno żeby zatrzymać krwawienie, ale nie na tyle żeby z powodu niedokrwienia stracił rękę. Gdy skoczył, odsunął się i spojrzał na twarz męższczyzny.
- W takim razie kiedy i gdzie to zadanie sprawdzające - zapytał chcąc mieć pewność, ze nie jest wodzony za nos. Nie lubił tego uczucia i chciał mieć wszystkie szczegóły, które będą mu potrzebne do przejścia na odpowiednią stroje mocy.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-05-26, 17:08   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Nicholas nie miał pojęcia, w jakie ostatnio akcje był zamieszany nowy członek rebelii, który właśnie otrzymał możliwość przejścia rekrutacji. Dobrze było z kolei usłyszeć, że specjalizuje się w walce.
- Kto taki?
Dopytał, by wiedzieć czy mężczyzna przyjdzie sam na to spotkanie czy ktoś będzie mu towarzyszył. Lepiej być świadom tego, żeby później nie było nieporozumień. A im więcej osób, tym lepiej dla nich. Uzupełnia braki jakie spowodowała epidemia w grudniu, oraz aresztowania. Trzeba rosnąć w siłę i pokazać nawet bractwu, że nie siedzą cicho jak myszki. Lecz nie można też o nich zapomnieć. Bowiem to dzięki ich pomocy, udało się dostać leki na wyleczenie z choroby. Jakby więc nie patrzeć, rebelia może mieć wobec nich dług do spłacenia.
Grenwille podziękował za zabandażowanie rany, choć nie ukrywał, że trochę bolało. W końcu pocisk nadal tkwił mu w ranie. Przezyje z dojazdem do siedziby. Rozwinął rękaw i ubrał na siebie z powrotem kurtkę. Trochę trudności z raną mu to sprawiało, ale jakoś poradził sobie.
- Lepiej będzie się umówić w konkretnym miejscu i telefonicznie. Wyślę Ci wiadomość zaszyfrowaną. Masz telefon?
Zapytał, spojrzawszy także na niego, co by mogli się wymienić numerami.
- Swoją drogą. Nicholas Grenville.
Skoro ważne sprawy mają za sobą, mogliby się poznać lepiej. Dlatego też przy przedstawianiu się, Nicholas wyciągnął w jego stronę dłoń by uścisnąć. Oczywiście, zdjął rękawiczkę.
[Profil]
  [AB+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-28, 22:15   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


- Była przywódczyni bractwa. Jeszcze dochodzi do siebie po tym co zrobiło jej DOGS. Chce zemsty tak samo jak ja - odpowiedział. Nie miał pojęcia czy Nicholas ją zna, ale była raczej głośną postacią w świecie mutantów, więc powinien wiedzieć. Wcześniej kontrolowała metale, a teraz mogła poruszać wszystkimi obiektami stałymi. Taka moc z pewnością przyda im się w walce. Niemniej dziewczyna musiała najpierw dość do siebie i nie zamierzał jej pośpieszać. Ale wolał od razu zaznaczyć taką możliwość Rebelowi.
Brad domyślał się, że Rebelia musi uzupełnić braki, bo dawno nie słyszał o żadnej poważnej akcji. I dwójka mutantów to może niedużo, ale ich moce mogły zaważyć w kwestii wygranej.
Kiwnął tylko głową odnośnie rany i nie zwracał już na nią więcej uwagi.
- Tak - odpowiedział i wyciągnął telefon, by mogli wymienić się numerami. Standardowa procedura dobiegła końca i dopiero teraz Brad się zorientował, że nie poznali swoich tożsamości.
- Bradley Grey - odpowiedział, ściskając krótko dłoń mężczyzny. Zastanawiał się jaką ma moc, skoro na ulicy korzystał tylko z broni palnej. Jakaś pasywka może? A w sumie co mu szkodzi zapytać. - Zdradzisz swoją moc?
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-06-02, 11:51   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


- Przywódczyń Bractw było kilka. Bez narzuconego nazwiska nie skojarzę od razu o kogo chodzi.
Być może przez wiadomości internetowe i prasę drukarską, jakieś nazwiska i wydarzenia Nicholas skojarzyłby. A tak w ciemno nie chciał niczego zakładać.
Wymienili się numerami telefonicznymi, co z jednej strony ułatwi im kontaktowanie się. A wcześniej jeszcze przedstawili się sobie, przy czym Nicholas nieco dłużej mu się przyglądał.
- Mam wrażenie że Cię kojarzę. Czy Twoje nazwisko nie widniało w aktach DOGS?
Dopytał przy okazji, mając dziwne wrażenie, że gdzieś jego nazwisko już widział. Może nawet i zdjęcie, choć było to dość dawno. Albo pomylił z kimś innym.
Pytanie o moc było dość zaskakujące. Ale skoro on znał jego umiejętności, nie stało nic na przeszkodzie by pochwalić się swoją umiejętnością.
- Mój organizm wytwarza trujące związki toksyczne w postaci smogu. Im więcej się go nawdychasz, tym źle dla Twoich płuc. To tak jakbyś wdychał czad, gaz czy cokolwiek z tym związane. Zwykle nie chwalę się tym co potrafię. Używam tego w ostateczności lub sytuacjach tego wymagających.
Odpowiedział patrząc na rozmówcę, co jakiś czas też zerkając na otoczenie. Zaprezentować tego nie mógł. Po pierwsze, że jest ciemno, a po drugie to miejsce publiczne i zamknięty samochód. Jeszcze ktoś by zauważył dym w pojeździe albo Bradley zacząłby się dusić. Będzie jeszcze okazja na zademonstrowanie swojej mocy.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6