Poprzedni temat «» Następny temat
Las przy drodze
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-05-13, 19:02   Las przy drodze



[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-13, 19:24   
  

   2 Lata Giftedów!


28 luty!

Nowe dresy od D.O.G.S. już wcale nie były takie czyste, a ciemna kurtka na boku miała ślad po kuli. Samochód porzuciłam kilka kilometrów stąd, wcześniej zabierając klucze do kajdanek martwemu ochroniarzowi, dzięki czemu nic nie krępowało już moich ruchów – poza tą przeklętą obrożą. Mogłam chodzić, mogłam biegać i cieszyłam się tym. Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz chodziłam po trawie, kiedy ostatni raz oddychałam świeżym powietrzem… Nie mogłam jednak o tym myśleć, cieszyć się tym, nie teraz. Wciąż byłam bezbronna. Nie mogłam używać swojej mocy, a w walce wręcz nie miałam przecież żadnych szans. Byłam wychudzona. Nie chciałam nawet zerknąć na siebie w samochodowym lusterku, ale miałam pewność, że wyglądałam tak, jakbym cudem uniknęła śmierci. I w sumie… chyba tak było, prawda? Byłam wrakiem człowieka. Tyle przeżyłam… Udało mi się uciec. Mogłam być wolna. Musiałam jednak najpierw wymyśleć jak się uwolnić i nie dać się zabić, dlatego zgarnęłam z furgonetki dwa pistolety, na którym kompletnie się nie znałam i nie byłam pewna, czy umiem strzelać, ale wolałam mieć je przy sobie. Przecież gdy wcześniej wsiadałam do furgonetki i starałam się ją odpalić, to też nie wiedziałam, czy umiem prowadzić, a na całe moje szczęście okazało się, że i owszem, potrafię. Więc może strzelać też umiałam? Nie pamiętałam swojego poprzedniego życia, prawie w ogóle. Musiałam improwizować.
Biegłam przed siebie. Brudne włosy lepiły się do mojej twarzy, na której wciąż miałam świeże ślady pobicia. W tym cholernym laboratorium ciągle ktoś mnie bił.
Miałam w sobie zaskakująco dużo siły jak na kogoś, kto ledwo żył, kto stracił wszystko i kto zdążył się już poddać, a potem nagle odzyskać nadzieję. Chciałam żyć, szczególnie teraz, jak miałam ku temu tak ogromną szansę… Ale nie byłam niezniszczalna. Wręcz przeciwnie. Nie jadłam nic od dwóch dni, nie piłam od wczoraj. Przebiegłam już chyba kilka kilometrów, choć mogło mi się tak tylko wydawać, a zaleczona przez przypadkowego mutanta rana na boku wciąż trochę mnie bolała. Musiałam się zatrzymać, nie było wyjścia.
Usiadłam, opierając się o drzewo. I przymknęłam na chwilę oczy, nie mogąc już wytrzymać. Dłonie mocno zaciskałam na obu pistoletach, gotowa do tego, by się bronić, gdy tylko zajdzie taka potrzeba… Musiałam odpocząć, a potem znaleźć kogoś, kto pomoże mi pozbyć się tej cholernej obroży.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-13, 19:38   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dzisiejszy dzień miał być dla Dale'a bardzo pracowity. Dzisiaj miał uwolnić Sam - o ile oczywisćie wszystko pójdzie po jego myśli. Chociaż... O to się raczej nie martwił. Niejednokrotnie udowodnił sam sobie, że gdy czegoś bardzo chce to mu się to udaje. Tak miało być i tym razem, a zaraz po tym wszystkim... Uratuje ich. Tajemniczy sms, którego dostał kilka dni temu jasno mówił o tym, że urodziło mu się dziecko. Z tym, że osoba, która go wysłała użyła liczby mnogiej. Czyżby... Miał ich dwójkę? A może... Może Colleen żyje?
Nie mógł pozbyć się z głowy tych myśli, wiedział na pewno, że musi ich uratować. A nie będzie to łatwe zadanie, miałby zaatakować D.O.G.S w pojedynkę?
Była już jedna taka próba i nie skończyła się najlepiej, a on doskonale o tym wiedział. Przecież jeszcze wtedy był w bractwie.
Jechał samochodem przez drogę chcąc bliżej przyjrzeć się miejscu w okolicach którego zdaniem Dale'a mogli przetrzymywać dziecko.
Słyszał oczywiście tylko plotki, ale musiał je sprawdzić, nie mógł bezczynnie siedzieć. To nie ten typ człowieka, zamiast zastanawiać się nad tym co powinien uczynić... Po prostu to robił.
Zmienił bieg i wyrzucił przez okno papierosa, którego przez cały czas trzymał ulokowanego między wargami.
Zasunął szybę i już miał wrzucać drugi bieg, gdy kątem oka dostrzegł ruch w krzakach. Nie miał nawet pewności czy mu się to nie przywidziało, ale... Postanowił to sprawdzić. Zatrzymał się na poboczu i opuścił pojazd. Przesunął palcami po pasie do którego przytroczony był pistolet w kaburze, oraz długi nóż. Nigdy nie wiadomo czy nie będą potrzebne.
Po tym szybkim przeglądzie uzbrojenia ruszył w głąb lasu - oczywiście zachowując czujność. Przedzierał się przez kolejne krzaki, kroczył między drzewami. Szedł za dźwiękami, które raz na jakiś czas słyszał. Był już pewien. Wiedział, że ktoś... Ucieka. Ciekawe tylko czy przed nim, czy przed kimś innym. Tak czy inaczej musiał z tym... Z tym kimś zamienić parę słów. Możliwe, że będzie wiedział gdzie Dale powinien zacząć poszukiwania.
Nic jednak nie mogłoby przygotować go na to co zobaczył, gdy wychylił się zza kolejnego drzewa.
Machinalnie jego nogi zrobiły się miękkie jak z waty, do tego stopnia, że nie dał rady na nich ustać. Opadł na kolana i otworzył szeroko usta, chociaż nie wydobyło się z nich żadne słowo.
Poczuł, jak jego ciało zaczyna drżeć. Po chwili w jego oczach stanęły łzy. Spuścił wzrok i oparł brodę o klatkę piersiową kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Nie.. Nie... - wymamrotał sam do siebie pod nosem czując, jak jego serce pęka na tysiące kawałków. To musiała być jakaś iluzja, może jakiś mutant miesza mu w głowie? Minęło tyle czasu odkąd ją ostatni raz widział, a teraz siedziała pod drzewem naprzeciwko niego... Brudna, wychudzona, zmarznięta...
- C... Colleen... Ty przecież... Ty nie istniejesz, umarłaś... - powiedział na tyle głośno, że mogła go usłyszeć. Po jego policzkach spłynęły pierwsze łzy. Właśnie teraz uświadomił sobie czym jest ból. On nie płakał - przynajmniej nie do tej pory. Nie wiedział tylko już sam czy to są łzy szczęścia, czy wręcz przeciwnie...
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-13, 19:59   
  

   2 Lata Giftedów!


Zimny wiatr łaskotał mnie po twarzy, a ja wsłuchiwałam się po prostu w szum drzew, w ciszę lasu. Ja… nie powinnam była tego robić. To oczywiste. Powinnam biec dalej w las, wymyśleć, co zrobię dalej, gdzie spędzę noc, co będę jadła. Musiałam znaleźć kogoś, kto mi pomoże, bo wiedziałam, że sama niewiele zdziałam. Ale… ale kto miałby mi pomóc, skoro nie znałam nikogo, skoro nie znałam nawet samej siebie? Problem leżał też w mojej paranoi, w moim braku zaufania do kogokolwiek. Z tego, co wiedziałam, to byłam głównym celem wszystkich. Mutanci chcieli mnie zabić. Ludzie też pragnęli mojej śmierci. A D.O.G.S. na pewno wiedziało już, że uciekłam. Byłam poszukiwana. Przez wszystkich. Jak miałam znaleźć kogoś, kogokolwiek, kto nie chciał zabić mnie przy pierwszej lepszej okazji?
Moja sytuacja była okropna. Ale przynajmniej nie byłam zamknięta w laboratorium, prawda? Mogłam próbować. Miałam jakieś szanse, minimalne, ale miałam. Po tylu dniach w zamknięciu… ciężko było mi jednak odpuścić sobie chociaż chwilę przyjemności, jaką z pewnością było spędzenie chociaż kilka minut w spokoju. Czułam się tak… normalnie. Jakbym od zawsze spędzała czas w tym miejscu. I wtedy przypomniała mi się ta dziewczynka, która zginęła. Gemma. Też byłyśmy wtedy w lesie. Były domki. I las. I było pięknie. Koniecznie musiałam znaleźć to miejsce, chciałam tam wrócić, bo czułam, że to właśnie był mój dom.
I ta chwila zatracenia mogła kosztować mnie cholernie wiele. Moje starania, moja ucieczka… Mogłam to wszystko zaprzepaścić tylko i wyłącznie dlatego, jak słaba byłam, jak bardzo tęskniłam do wolności… Głos.
Zerwałam się z miejsca tak szybko, jak tylko mogłam. Instynktownie wycelowałam oba pistolety w mężczyznę, który stał naprzeciwko mnie, który… który był mężczyzną ze zdjęć. Otworzyłam aż usta ze zdziwienia, a wtedy on wypowiedział imię, które… było moim imieniem.
Colleen. Colleen Marie. Tak się nazywałam. To byłam ja. Ale kim był mężczyzna, który stał naprzeciwko mnie ze łzami w oczach, którego zdjęciami atakowali mnie ci pieprzeni naukowcy? Kim on był do cholery? Wrogiem? Przyjacielem? Boże. Przełknęłam nerwowo ślinę, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Znałam swoje imię, ale na tym kończyła się moja wiedza. Nie wiedziałam, co robić…
- Kim jesteś? Mów, albo cię zastrzelę. Przysięgam. – powiedziałam z zaskakującą pewnością w głosie. Nie mogłam pozwolić na to, by mnie oszukał, by mnie zaatakował, albo wydał tym z laboratorium… Musiałam się bronić. Za wszelką cenę. Choćbym nigdy nie miała się dowiedzieć, dlaczego tak często pokazywali mi jego zdjęcia.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-13, 20:09   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Nie potrafił zrozumieć jakim cudem to jest możliwe. Przez tyle czasu żył w przekonaniu... Nie, był pewien, że Colleen nie żyje. Tak często widywał jej twarz w snach, winił się za to, że nie zdołał jej uratować - bo przecież powinien to zrobić. Kochał ją. Każdego dnia ją kochał, mimo tego, że zniknęła bardzo dawno temu... Nie potrafił myśleć o innych kobietach - nie, odkąd ją poznał.
A teraz... Tak po prostu przed nim stała. Piękna jak zawsze - pomimo jej okropnego stanu.
Tylko, że... Ona nie wiedziała kim jest. Nie pamiętała go, wyczyścili jej pamięć. Jej słowa sprawiły, że aż zachłysnął się powietrzem, a może zakrztusił własnymi łzami? Nie pamiętał kiedy wylał ich aż tyle, to musiało być bardzo dawno.
Przetarł wierzchem dłoni oczy, ale łzy wcale nie chciały przestać płynąć. Odetchnął głębiej, spróbował się wziąć w garść, chociaż to wcale nie było proste.
Dalej nie podnosił się z kolan, nie potrafił - jego nogi stały się cholernie miękkie. Właściwie to miał wrażenie, że za chwilę straci przytomność.
Colleen cały czas stała na przeciwko niego. Był na jej muszce, wycelowała w niego pistolety, ale... Nie bał się tego. Coś mu podpowiadało, że nie będzie w stanie go zabić. Nawet jeśli go nie pamięta to może... Może jakiś przebłysk, cokolwiek?
Chciał w to wierzyć, naprawdę bardzo chciał.
Nie miał jednak pojęcia co jej tak naprawdę zrobili, jak wiele jej odebrali. Wiedział, że miała doczynienia z potworami w ludzkich skórach, musieli jej zadać tak wiele bólu, a on... A on nie potrafił jej uratować. Gdyby tylko usłyszał wzmiankę, cokolwiek... Ruszył by jej na ratunek. Oczywiście, że jej szukał - miesiącami. Rozpuścił sieci, skorzystał ze wszystkich swoich kontaktów i każdy powiedział mu to samo. Każdy był przekonany, że Colleen Marie umarła.
Mylili się. Wszyscy się mylili.
Powoli znowu zaczął nienawidzić sam siebie. Jak mógł pozwolić jej gnić tam przez tyle czasu? Jak mógł nie wierzyć w to, że przeżyła? Błędy, kolejne błędy... Popełnił ich w swoim życiu już tak wiele...
- Jestem... Dale. Dale Fowler, my kiedyś... Kiedyś mnie kochałaś. - powiedział cicho opuszczając wzrok. Tak ciężko mu było na nią patrzeć, nie mógł znieść jej spojrzenia. Nie patrzyła na niego już tak jak wcześniej, wcześniej... Jej spojrzenie przepełnione było miłością.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-13, 20:49   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie rozumiałam. Czemu on wyglądał tak, jakby właśnie stracił wszystko? Klęczał, z oczu płynęły mu łzy. Tak po prostu. Przekrzywiłam nieznacznie głowę, nie potrafiąc spuścić z niego wzroku. Co się tu działo? Obserwowałam go, nie mogąc zrozumieć, dlaczego właśnie jego zdjęcia mi pokazywali. Dlaczego? Wiedziałam już, że zdjęcia kobiety, które widziałam równie często, przedstawiały moją matkę. Przypomniałam sobie to, jak wyglądała, ale… ale on… Znał moje imię. To na pewno. Znał je, bo gdy tylko je wypowiedział, to zrozumiałam, że tak właśnie się nazywam. No ale przecież moje imię mógł znać dosłownie każdy, prawda? To… kompletnie nic nie znaczyło, tak samo jak jego reakcja na mój widok. Może po prostu był dobrym aktorem? Może umiał udawać? A może był mutantem z taką mocą, że gra aktorska nie sprawiała mu kompletnie żadnego problemu i potrafił wmawiać innym dokładnie to, co chciał? Wszystko było możliwe. Póki nie miałam twardych dowodów, nie mogłam uwierzyć w ani jedno jego słowo, nie ważne, co mówił.
Zagryzłam nieznacznie wargę czekając na jego odpowiedź. Musiał mi powiedzieć. Powoli zaczynałam zauważać, że przypominałam sobie niektóre fakty z mojego życia, jeśli te kojarzyły mi się z czymś konkretnym… Przypomniałam sobie przecież moment, w którym aktywowałam swoją moc, gdy ochroniarz w samochodzie, którym mnie przewozili, celował we mnie pistoletem. Przypomniałam sobie chłopaka, którego kochałam i piękną blondynkę, moją przyjaciółkę, którzy zniszczyli jakąś część mnie, którzy zdradzili mnie ze sobą, gdy ta dziwna dziewczyna na stołówce wypowiedziała imię Aaron. Przypomniałam sobie też moją mamę, a teraz… a teraz miałam pewność, że Colleen Marie to ja, tylko dlatego, że mężczyzna wypowiedział to imię.
Może teraz byłam w stanie przypomnieć sobie i jego, jeżeli przedstawiłby się swoimi prawdziwymi danymi? Czułam, że jeżeli by skłamał, to bym o tym wiedziała. Nie wiedziałam skąd, ale… ale tak właśnie czułam. I w końcu się odezwał.
Dale. Dale Fowler.
Znałam go. Ale… kochałam go?
Opuszczony dom. Piętrowy. Chowam się na górze, chowam swoje rzeczy. Mężczyzna – Dale – jest na dole. Mówi, że mam go zaprowadzić do tego, co znalazłam. Robię to. A on rozbija butelkę o ścianę. Przykłada ostrą krawędź do mojej szyi. Boli.
On chciał mnie zabić.
- Kłamiesz! – wrzasnęłam i wystrzeliłam z jednego z pistoletów, trafiając w najbliższe drzewo za nim. Właśnie tam chciałam trafić, co znaczyło, że chyba jednak umiałam obsługiwać broń. To dobrze.
Oszukał mnie. Udawał. Na pewno chciał znów spróbować odebrać mi życie. Wiedziałam, od samego początku wiedziałam… Nie mogłam mu ufać. Był wrogiem.
- Czego ode mnie chcesz? – spytałam, próbując raz jeszcze, bo choć bardzo chciałam go zabić i pozbyć się problemu, uciekać dalej, to cholernie potrzebowałam odpowiedzi. Musiałam wiedzieć więcej. Dlaczego? Chcąc, czy nie chcąc, musiałam prosić go o pomoc. O informacje, które byłam w stanie zweryfikować, i które mogłyby polepszyć trochę moją sytuację.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-13, 21:03   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Wyglądał tak, ponieważ tak właśnie się czuł. Chociaż... No nie do końca. To zupełnie tak, jakby ktoś odebrał mu wszystko, a potem nagle - dla zabawy - pomachał mu tym przed nosem. Niby powinien być szczęśliwy, w końcu.. Ona przeżyła, była tu, a jednak... Nie pamiętała go. To wszystko co ich połączyło odeszło w zapomnienie, już nie była tą samą kobietą, którą pokochał. Odebrali jej tak wiele, mógł tylko sobie wyobrażać przez jakie piekło musiała przejść.
Odarli ją z człowieczeństwa, uciekała przez las jak zwierzę, była chuda tak, jakby zupełnie nic nie jadła od wielu dni... Odebrano jej to co najcenniejesze. Wolność, a jak się okazało również i pamięć.
Czy uda mu się odnaleźć w sobie tyle sił, by jej to wszystko przypomnieć? By udowodnić jej, że uczucie, którym kiedyś się darzyli jest w stanie przetrwać nawet taką próbę?
Musiał przynajmniej spróbować, tylko, że aktualnie nie potrafił się pozbierać.
Chciał poczuć jej dotyk, tak zwyczajnie chciał się do niej przytulić - poczuł się trochę jak mały chłopiec. Warto zauważyć, że nigdy jeszcze nikt nie doprowadził go do takiego stanu. Przeżył wojnę, przeżył rany postrzałowe, cięte, kłute. Torturowano go - nie raz. A jednak dopiero teraz zrozumiał czym jest prawdziwy ból, dopiero teraz nauczono go czym jest cierpienie.
Ona musiała sobie przypomnieć. Po prostu musiała.
Pociągnął nosem i ponownie przetarł dłońmi swoje oczy, oddychał ciężko. Próbował się pozbierać, ale mu to nie wychodziło. Nie mógł się nawet podnieść, chociaż bardzo chciał.
Przez sekundę - ledwie przez sekundę przemknęło mu nawet przez myśl, że gdyby go zabiła to wszystko by się skończyło.
Niestety... On nie rozwiązywał spraw w taki sposób. Nigdy nie szukał najłatwiejszego wyjśćia, zawsze próbował... po prostu próbował. I teraz również musiał to zrobić.
Te przebłyski, to wszystko co sobie przypominała niestety niespecjalnie działało na jego korzyść. Jak mógł jej udowodnić, że to wszystko jest prawdą? Nie miał pojęcia.
Nawet nie wzdrygnął się, gdy kula uderzyło w drzewo znajdujące się tuż obok niego. Spodziewał się tego, a to, że nie trafiła w niego... To było ostrzeżenie. Rozumiał to, wiedział, że gra teraz w niebezpieczną grę. Następna kula na pewno dosięgnie celu. Musiał uważać na słowa z tym, że tak wiele cisnęło mu się na usta, tak wiele chciałby jej powiedzieć...
- To... To prawda Colleen. Kochałaś mnie, a ja... Ja do tej pory kocham Ciebie. Nie skrzywdzę Cię, musisz... Musisz mi zaufać. Chociaż spróbuj. - wyrzucił z siebie i podniósł na nią wreszcie wzrok. Znała go przecież, znała go tak dobrze jak nikt inny. Powinna potrafić dostrzec w jego oczach tą miłość i to, że nie kłamie. Jak mógłby ją okłamać, przecież nie wiedział jak to się robi.
Powinien to wszystko mówić? Nie miał pojęcia. Mógł też przecież spróbować ją obezwładnić, pewnie sięgnął by po broń zanim zdążyła by się ruszyć, ale... Wtedy na pewno mu nie zaufa. Musiał tańczyć tak, jak mu zagrała. Już raz byli w tej sytuacji, prawda?
Jeśli została w niej chociaż część z dawnej Colleen... Nie zabije go. Nie będzie umiała.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-13, 21:25   
  

   2 Lata Giftedów!


Wiedziałam, że się nie zawaham przed zamordowaniem mężczyzny. Nic dla mnie nie znaczył. Zupełnie nic. Przedstawił się i faktycznie, znałam go. I pamiętałam, że chciał mnie zabić i obrabować.
Magnet Girl.
Jesteś słaba.
Jeśli przyda mi się informacja o tym, że tu byłaś, to ktoś się dowie.

Nie dość, że chciał mnie zabić, to był w stanie jeszcze bez problemu, ot tak, mnie zdradzić, byle tylko móc czerpać z tego jakąś osobistą korzyść. To było moje wspomnienie. Pamiętałam to. Pamiętałam jego głos i czułam ostrze butelki na moim gardle. Nie wymyśliłam sobie tego, a on… a on mógł wymyślać dosłownie wszystko. Każde jego słowo mogło być kłamstwem, jeżeli tylko tego właśnie chciał. Zdradziłam się ze swoją amnezją. Wiedział, że go nie pamiętam, więc… więc mógł mówić dosłownie wszystko, z nadzieją, że nie przypomnę sobie prawdy. Cholera.
Nie mogłam pozwolić sobie na jakiekolwiek potknięcie, a każda mijająca sekunda, podczas której Dale wciąż żył, sprawiała, że mogłam przegrać. Starałam się być skoncentrowana, pewna siebie, trzeźwo myśląca… ale moje obrażenia i mutazyna wciąż oddziaływująca na mój organizm wcale mi nie pomagały. Było źle, bardzo źle. Dlatego strzeliłam, choć ryzykowałam przecież, że ktoś nas usłyszy.
Nie było jedynego, dobrego wyjścia z tej sytuacji. Każda podjęta przeze mnie decyzja mogła skończyć się tragicznie, ale ja musiałam podjąć to ryzyko. Tak naprawdę to nie miałam innych opcji. No bo co… zabiję go, zanim zdąży mi odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie, i co z tego będę miała? Zostawię go żywego i ucieknę… ale dokąd? Nie miałam gdzie iść. Musiałam się dowiedzieć kim jest mężczyzna, czego chce, jak zdjąć obrożę i gdzie do cholery jesteśmy, żebym mogła odnaleźć drogę do domu.
Liczyłam na to, że Dale w końcu się przyzna. Ukróci swoje – i moje – cierpienia. Ale on brnął dalej w kłamstwa, patrząc na mnie spojrzeniem, z którego nie umiałam wyczytać kompletnie nic. I wciąż twierdził, że go kochałam, że on kochał mnie dalej… Jego słowa brzmiały tak irracjonalnie, że aż zaśmiałam się mimowolnie, wywracając z irytacją oczami. Kłamstwo.
- Chciałeś mnie zabić. – powiedziałam spokojnie, dumna z tego, że pamiętałam to wydarzenie, że nie pozwoliłam mu mnie oszukać – Pamiętasz? Bo ja tak. Przyłożyłeś mi rozbitą butelkę do gardła. Groziłeś mi. – dodałam, nie spuszczając z niego wzroku. Nie byłam taka głupia, za jaką mnie miał. Nie miałam zamiaru pozwolić mu na to, by mnie skrzywdził. Nie, absolutnie nie… Już wystarczająco się wycierpiałam.
- I skoro podobno tak mnie kochasz, to czemu mnie nie szukałeś, co? Marne kłamstwo, powinieneś się lepiej przygotować. – dodałam, uśmiechając się tak chłodno, że gdybym sama siebie zobaczyła w lustrze, to pewnie zrobiłoby mi się przykro, że byłam zdolna do takiego uśmiechu. To ze mnie zrobili. Byłam skrzywdzona, zniszczona, nieufna… Nienawidziłam świata. Bałam się go.
- Jak mam się pozbyć obroży? Gadaj. – warknęłam, ignorując już kompletnie to, kim był. Nie obchodziło mnie to. Ja już swoje wiedziałam, a teraz potrzebowałam od niego informacji, które mogły pomóc mi przeżyć.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-13, 21:48   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


On natomiast uważał inaczej. Coś mu mówiło, że nie będzie w stanie tego zrobić i jak na razie... Miał rację.
Nie potrafił wbić sobie do głowy tego, że ona może go nie rozpoznawać. Dla niego to była jakaś pieprzona abstrakcja, to wszystko co razem przeżyli, do cholery jasnej...
Gdyby tylko istniał jakiś magiczny środek, który pomoże jej odzyskać pamięć. Nie miał pojęcia czy taki jest, ale jeśli tak... Dobrze by było go zdobyć. Nie do końca rozumiał czym jest amnezja i jak z nią walczyć. Był żołnierzem, a nie cholernym lekarzem, nie mógł być na to przygotowany i nie do końca wiedział jak powinien z nią teraz postępować... Ale musiał spróbować, nic innego mu nie pozostało. Inna sprawa, że, gdy na nią patrzył czuł, jakby jego serce rozrywało się na tysiąc małych kawałeczków.
Już nie patrzyła jak dawniej, a on... Tylko tego w tej chwili pragnął. By spojrzała na niego w ten sam sposób co kiedyś.
Zabawne, że akurat teraz musiało do niej wrócić właśnie to wspomnienie, choć przecież mieli ich tyle... No cóż. Nikt nigdy nie powiedział, że będzie łatwo, musiał grać takimi kartami jakie dostał - jak zwykle.
Na szczęście miał świadomość tego, że dziewczyna będzie go potrzebować. Potrzebowała się ukryć, szukała odpowiedzi, musiała zdjąć jakoś z siebie tę obrożę... A on mógł jej w tym wszystkim pomóc. Zwyczajnie nie opłacało jej się go teraz zabijać. Więc... Będzie miał czas by przypomnieć Colleen czym jest miłość do niego.
Wzdrygnął się słysząc jej słowa i widząc ten... Uśmiech. Miał ochotę skulić się, ukryć głowę we własnych dłoniach i płakać - tak po prostu.
Nie zrobił tego jednak.
Zebrał w sobie siłę, by się podnieść. Otarł po raz ostatni łzy z policzków i wbił w nią wzrok.
- To co pamiętasz to nasze pierwsze spotkanie. I z tego co pamiętam nie tylko ja chciałem zabić Ciebie - też próbowałaś mi odebrać życie. - odparł już nieco spokojniej, chociaż głos mu się załamał gdzieś w połowie zdania. To było dla niego cholernie trudne, te wszystkie wspomnienia, które przywoływał to... Bolało. Po prostu bolało.
Słysząc ten zarzut, to, że jej nie szukał... Po czuł się, jakby ktoś go dźgnął prosto w klatkę piersiową czymś ostrym.
- Ja... Szukałem Cię. Przez wiele miesięcy, byłem przekonany, że nie żyjesz Colleen, gdybym tylko wiedział... Gdybym tylko wiedział... - ostatnie słowa powtórzył szeptem już bardziej sam do siebie. Czuł się winny jak cholera, ona miała rację - powinien ją odnaleźć, uratować. To właśnie robił przez całe swoje życie - ratował innych i szło mu to nieźle. Ale... Zawiódł ją. Zawiódł osobę na której mu najbardziej zależy. Poza tym pozostała jeszcze kwestia dziecka, które jest tam uwięzione... Wszystko mu się waliło. Jego cały świat właśnie runął, a Dale nie wiedział od czego zacząć sprzątanie tego bajzlu.
- Posłuchaj... Potrzebujesz mnie. - powiedział siląc się na spokojny ton, po czym sięgnął powoli dłonią do pasa - na tyle powoli, by nie pomyślała, że sięga po broń.
W geście dobrej woli odpiął kaburę z pistoletem i rzucił nim pod jej nogi, to samo zrobił z nożem.
- Nie wiem jak to zdjąć, ale dowiem się. Musisz się gdzieś ukryć, przeczekać. Możesz mieć wszczepiony GPS, musimy... Muszę to z Ciebie jakoś wyjąć.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-13, 22:35   
  

   2 Lata Giftedów!


Wydawało mi się, że kontroluję sytuację. Oczywiście, to mogło się zmienić, ale… póki co czułam się naprawdę dobrze. Może i nie wiedziałam co się dzieje, niewiele rozumiałam, ale przynajmniej nadal żyłam, prawda? To ja zadawałam pytania, to ja prowadziłam rozmowę i nawet przypominałam sobie pewne fakty z mojego poprzedniego życia, dzięki którym zachowywałam wzmożoną czujność wobec kłamstw Dale’a. Może to i lepiej, że na niego wpadłam? Cholera… Sama nie wiedziałam, ile jeszcze kilometrów byłabym w stanie tak przejść przez las. Gdzie bym doszła? Znalazłabym jakieś schronienie? Pożywienie? Kogoś, kto pomógłby mi ze zdjęciem obroży? Tyle było niewiadomych przede mną, a ten mężczyzna, na którego teraz patrzyłam, który wciąż klęczał na ziemi… on mógł być odpowiedzią na przynajmniej połowę z moich problemów. Pomoże mi. I dopiero wtedy go zabiję, tak kontrolnie, żeby nie mógł mnie zdradzić, nie po raz kolejny. Czułam bowiem, że jego słowa wypowiedziane wtedy w tym opuszczonym domu… To on mógł zdradzić mnie rządowi. Dlatego mnie złapali, dlatego obudziłam się w laboratorium, zamknięta, bez imienia, bez tożsamości. Dale mógł mieć swój udział w tym wszystkim, a ja chyba byłam bardzo mściwa.
- Cholera, to chyba masz problemy z pamięcią. Broniłam się. To była obrona konieczna. – powiedziałam bez cienia uśmiechu i… kłamałam. Pojęcia nie miałam o czym mówił Dale. Jedyne, co pamiętałam z tamtego wydarzenia to był jego atak na mnie, jego słowa. Nie przypominałam sobie, żebym to ja go atakowała, albo żebym chociaż się broniła… Tego nie pamiętałam, ale on przecież nie mógł o tym wiedzieć, więc tym razem to ja mogłam pokusić się o kłamstwo. On nie był wobec mnie uczciwy, ja też nie byłam.
Wstawał, a ja unosiłam broń co raz wyżej, tak, by cały ten czas celować w jego głowę. Byłam całkowicie na nim skupiona. Na tym, co robił, co mówił… I znów jego słowa wywołały we mnie cichy śmiech. No bo serio? Taki był we mnie zakochany, ojej, tak bardzo mnie kochał… A wcale mnie nie odnalazł. Nie pomógł mi. Kłamał.
- Gdybym ja kogoś kochała, poruszyłabym niebo i ziemię, żeby go odnaleźć. Zrobiłabym wszystko i by mi się udało. Więc skończ pierdolić. Zaoszczędzisz mó i swój czas. – dodałam oschle, zirytowana jego słowami. Wiedziałam, że mam rację. Kochałam w przeszłości. Kochałam Aarona i byłam gotowa zrobić dla niego wszystko. Do czasu, aż mnie nie zdradził. Wiedziałam więc, że gdyby Dale mówił prawdę, gdyby faktycznie mnie kochał… nie bylibyśmy tu teraz, bo uratowałby mnie dużo wcześniej. Kłamał, i był bardzo kiepski w swoich kłamstwach, ale faktycznie mógł mi się przydać przy zdjęciu tej cholernej obroży, o której nie miałam pojęcia.
Gdy mężczyzna sięgnął dłonią do pasa, ja zagryzłam wargę tak mocno, że aż poczułam krew. Dłonie na broni zacisnęłam jeszcze mocniej, o ile to w ogóle było możliwe. Czekałam na jakikolwiek głupi ruch z jego strony. Mogłam go zabić. Tu i teraz. Ale on nie zamierzał mnie atakować. Jeszcze. Starał się uśpić moją czujność. Rzucił swoją broń pod moje nogi, ale ja wcale nie wierzyłam w to, że pozbył się wszystkiego. Nie spytałam go jednak o resztę, skupiając się bardziej na tej przeklętej obroży. I… że co, miałam jeszcze jakiś nadajnik GPS?
- Jeden głupi ruch, a zginiesz w prawdziwych męczarniach. Obiecuję ci to. Masz czas do jutra, żeby mi pomóc, a jak nie… nie będziesz mi już dłużej potrzebny, więc pewnie domyślasz się, co się wtedy stanie. – dodałam, znów się uśmiechając. Cieszyłam się. Nie wiedzieć czemu, mężczyzna po prostu słuchał tego, co do niego mówiłam. Możliwe, że to była pułapka… Ale naprawdę starałam się być czujna. Musiałam zaryzykować i pozwolić mu na to, by mi pomógł. Nie miałam innego wyjścia.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-13, 23:22   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Oczywiście, że kontrolowała sytuację. Był skłonny jej się poddać całkowicie, byle by tylko móc z nią spędzić trochę czasu - pomóc jej.
Tego właśnie chciał, pomóc jej wrócić do dawnego życia, odzyskać pamięć, a jeśli okaże się, że nie jest to możliwe... Nauczy ją kochać od nowa, nie miał innego wyjścia.
Potrzebowała go, ale on też potrzebował jej. I nie chodzi tu tylko o uczucia. Jeśli pamiętała cokolwiek z pobytu w laboratorium, chociaż jakieś drobnostki... Być może to da mu szansę na odzyskanie dziecka. Ich dziecka.
Drugi raz nie popełni tego samego błędu co z nią, cholera... Gdyby tylko usłyszał cokolwiek, choćby głupią plotkę o tym, że Colleen przeżyła... Uwolniłby ją stamtąd. Tymczasem on zawierzył wszystkim, pogodził się z tym, że ona odeszła i... Zostawił ją na pastwę losu, na pastwę tych potworów. Jego nienawiść do samego siebie wciąż wzrastała, czuł się coraz gorzej. Wyobrażał sobie co musieli jej tam robić i czuł ucisk w żołądku, robiło mu się niedobrze.
To wszystko co teraz odczuwał... To zbyt wiele uczuć na raz jak na takiego małego człowieczka.
- To nie była obrona Colleen. Nie przypomniałaś sobie wszystkiego, z tego co widzę to są ledwie przebłyski... Ale to znaczy, że możesz odzyskać pamięć. Mam nadzieję, że tak jest. - odparł już naprawdę o wiele spokojniej. Powoli pojawiało się światełko w tunelu, nadzieja. Być może... Być może jeszcze będzie jak dawniej, może ona sobie wszystko przypomni. Tak bardzo tego chciał...
Starał się być wobec niej uczciwy, nie okłamywał jej, ale... No cóż, nie wierzyła mu. Rozumiał to doskonale, bo i dlaczego miała by mu zaufać? Przecież tak naprawdę myślała, że go nie zna. Był dla niej kimś obcym.
Wysłuchał co ma do powiedzenia i spuścił głowę. Czuł się jak zbity pies, każde jej słowo raniło go do głębi, ale najgorsze było to, że miała rację. Nie dał rady jej pomóc, chociaż powinien, to był jego obowiązek.
- Ja... Próbowałem. Naprawdę próbowałem, nie dałem rady Cię odnaleźć... Wybacz mi... - ostatnie słowa wyrzucił z siebie już szeptem, chociaż pewnie i tak to usłyszała. Potrzebował tego, potrzebował jej przebaczenia ponieważ jak na razie... Nie potrafił sam sobie wybaczyć.
Oddał jej broń przypiętą do pasa, ale miała rację - to nie było wszystko.
Wysłuchał co ma do powiedzenia i pokiwał głową na znak zrozumienia, po czym również powoli schylił się i podwinął do góry nogawkę. Odczepił od swojej nogi mniejszą kaburę w której spoczywał nóż - o wiele krótszy niż ten poprzedni. To jego ostatnia linia obrony. Rzucił jej pod nogi ostatni element uzbrojenia i uniósły ręce do góry, by pokazać jej, że się poddaje i nie będzie robił głupot.
- Coś... Coś wymyślę, nie wiem tylko czy dam radę do jutra, ja... Postaram się, Colleen. Wiem, że już raz Cię zawiodłem, ale nie tym razem, ja... Zdejmę to z Ciebie. Obiecuję. - wyrzucił z siebie mając świadomość tego, że i tak mu nie zaufa, nie uwierzy. Jego obietnica nie była dla niej nic warta, ale chyba bardziej obiecał to sobie, niż jej.
Ściągnął z siebie kurtkę i wolnym krokiem ruszył w jej kierunku wyciągając ubranie. Na pewno było jej zimno...
- Niedaleko stąd zaparkowałem samochód. Zabiorę Cię w bezpieczne miejsce... O ile ze mną pójdziesz.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-13, 23:42   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie za bardzo obchodziły mnie już słowa mężczyzny. Nie wierzyłam w nic, co mówił, więc czemu miałabym się przejmować? Potrzebowałam od niego jedynie pomocy z pozbyciu się obroży, a reszta… wyjebane. Patrzyłam mu w oczy, gdy twierdził, że nie przypomniałam sobie wszystkiego i zrobiłam wszystko, by nie zareagować na te słowa w żaden sposób. On miał rację, co trochę zbiło mnie z tropu. Skąd wiedział? Ja… czy on mógł mieć rację? Czy to ja go zaatakowałam, a on się tylko bronił? Nie. Na pewno tak nie było. To on był moim wrogiem, a nie na odwrót. On to wszystko zaczął. Pamiętałam to. Wyraźnie widziałam moment, gdy mi groził, gdy wbijał ostrze w moje gardło. Bolało. Nie wymyśliłam sobie tego wspomnienia, ale… ale może faktycznie to ja pierwsza go zaatakowałam. Nie chciałam w to wierzyć, nie chciałam mu wierzyć. Jeżeli bym mu zaufała, mógłby to wykorzystać na moją niekorzyść. Nie mogłam na to pozwolić. Mogłam tylko liczyć na to, że stopniowo odzyskam pamięć, którą odebrali mi w laboratorium. W miejscu, z którego Dale, ponoć szalenie we mnie zakochany, nie potrafił mnie uratować. Ba, nawet się nie starał, bo przecież pewnie bym się o tym dowiedziała, czy nie? Patrzył mi w oczy i przepraszał, i wyglądał jak człowiek zniszczony przez los i nawet przez chwilę było mi go żal. Ale opanowałam się w porę, na całe szczęście, bo nie mogłam sobie pozwolić na żadne emocje poza złością i determinacją. Tylko to mogło mnie teraz interesować.
I wtedy podał mi kolejny nóż, a ja, wciąż celując do niego, kucnęłam, by podnieść całą jego broń z ziemi i pochować po kieszeniach. Było mi ciężko z całym tym ekwipunkiem, ale nikt przecież nie powiedział, że będzie lekko.
Wciąż milczałam, nie reagując na żadną z jego obietnic, na żadne jego zapewnienie. Wciąż mu nie wierzyłam. Musiałam zobaczyć, że faktycznie mi pomaga, żeby uwierzyć. Póki co nie miałam absolutnie żadnych podstaw, by mu wierzyć. Kojarzył mi się z bólem, a bólu miałam naprawdę wystarczająco w ciągu ostatnich kilku tygodni… a może miesięcy? Sama nie wiedziałam, ile czasu spędziłam w zamknięciu, ale nie miałam zamiaru tam wrócić. Nie miałam zamiaru też pozwolić na to, by ktoś znów mnie skrzywdził.
Kiwnęłam jedynie głową, na znak, że rozumiem, a wtedy Dale zdjął z siebie kurtkę i ruszył w moją stronę. Zmarszczyłam czoło, nie rozumiejąc jego zachowania. Kompletnie go nie rozumiejąc.
- Stój. – warknęłam tylko, nie chcąc pozwolić na to, by się do mnie zbliżył, by mnie dotknął. Nie mogłam na to pozwolić. Chyba… chyba to był strach. Bałam się go, choć udawałam, że wcale tak nie jest. I bałam się tego, co mogłabym sobie przypomnieć, choć przecież tak bardzo chciałam pamiętać.
- Prowadź. – mruknęłam jeszcze, a gdy Dale ruszył przed siebie, ja podążyłam za nim, celując mu w plecy, zachowując czujność. Boże… Czy to możliwe, że go kochałam? Że on kochał mnie? Czy to możliwe, że jednak nie byłam sama na tym cholernym świecie?
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 17:13   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


To było zrozumiałe. Nie miała przecież powodów, by mu uwierzyć. Nic nie dały łzy, to wszystko co zobaczyła przed chwilą, on... Nie mógłby udawać czegoś takiego, ale skąd mogła to wiedzieć? Tak jak już mówiłem - w tej chwili był dla niej kimś obcym. Nie miał pojęcia czy to się zmieni w ciągu najbliższego czasu, ale wierzył w to. Może jeśli spędzą trochę czasu w swoim towarzystwie... Niektóre rzeczy pamiętała - sama się do tego przyznała, w jej głowie pojawiały się przebłyski. Wystarczy, że przyjdzie do niej odpowiednie wspomnienie i... Zaufa mu, uwierzy w to wszystko.
Na razie musiał zrobić wszystko, by nie wpakowała mu kulki między oczy.
A to też nie było prostym zadaniem. Zawsze była cholernie uparta i waleczna - nie dała sobie nic przetłumaczyć, musiało być tak, jak ona chce. Kiedyś przynajmniej miał coś do powiedzenia, a teraz... Teraz nie bardzo.
Najbardziej bolało go to, że miała rację z jedną rzeczą. Nie zdołał jej uratować, a powinien poruszyć niebo i ziemię. To... To była prawda, zwyczajnie był za słaby, by jej pomóc. Co mógł powiedzieć? Mógł tylko stać się jeszcze silniejszy, by taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła, musiał stać się kimś więcej niż był w tej chwili.
Colleen podniosła z ziemi ostatni element jego uzbrojenia. Nie zostawił sobie absolutnie nic - wiedział dobrze, że to niezbyt bezpieczne... Ale musiał tak zrobić. Gdyby odkryła, że zostawił sobie chociaż ten jeden nóż wszystko byłoby skończone.
W razie ataku... Cholera, jakoś dadzą sobie radę. Jasne - pewniej czuł się z pistoletem, lub nożem w dłoni, ale i bez tego potrafił sobie poradzić.
Pochowała cały jego ekwipunek po kieszeniach, a on ruszył w jej kierunku z kurtką, której niestety nie chciała od niego przyjąć. Stanął w miejscu, gdy kazała mu to zrobić, ale zanim zaczął ją prowadzić do samochodu... Delikatnie ułożył kurtkę na ziemi. Być może ją podniesie, zależało mu tylko na tym, by choć trochę się ogrzała.
- Proponuje ją założyć. Jeśli ktoś Cię zobaczy w tym... W tych ubraniach może być nieciekawie. - rzucił jeszcze tylko, po czym obrócił się do niej plecami i ruszył przed siebie.
Czuł, że celuje prosto w niego, takie rzeczy po prostu się czuło, ale nie miał na to wpływu.
Nie spodziewał się takiego scenariusza - nawet w najśmielszych wyobrażeniach. Widocznie życie jeszcze zbyt słabo pokopało go po dupie i postanowiło go zniszczyć jeszcze bardziej.
No cóż... Widocznie taki już jego los.
- Czy... Pamiętasz coś jeszcze? Miejsca, imiona, cokolwiek? Spróbuję Ci pomóc poskładać to w całość... - powiedział nie odwracając się do niej. Nie miał pojęcia czy na to przystanie, ale o wiele łatwiej by mu było gdyby wiedział jak wielkie są dziury w jej pamięci.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 17:34   
  

   2 Lata Giftedów!


Dale ruszył przed siebie tak, jak mu poleciłam, ale wcześniej zostawił na ziemi swoją kurtkę. Zmarszczyłam czoło, niezadowolona, bo bardzo nie chciałam się go słuchać i nosić jego rzeczy, bo były jego, ale musiałam niechętnie przyznać, że miał rację. Ludzie z laboratorium dali mi te ubrania, które miałam na sobie, więc mogli mnie po nich rozpoznać. Założenie czegoś innego było mądrym posunięciem, cholera, więc gdy on oddalił się ode mnie na względnie bezpieczny dystans, to podeszłam do kurtki, odłożyłam pistolety, zrzuciłam z siebie moją podziurawioną kurtkę i założyłam tą, która należała do mężczyzny. No cóż. Robiłam to tylko i wyłącznie ze względu na swoje bezpieczeństwo, a nie dlatego, że się go słuchałam, czy coś. Absolutnie nie zamierzałam się go słuchać. Zgarnęłam swoją broń i przyspieszyłam trochę, co by dogonić mężczyznę i już nie iść za nim, a obok niego. Chwilowo przestałam też w niego celować, ale wciąż byłam czujna. Musiałam być gotowa by odeprzeć ewentualny atak, a musiałam przyznać, że byłam całkiem pewna, że wcześniej czy później Dale mnie zaatakuje.
W końcu tego przecież chciał, prawda? Chciał mnie zabić, ale nie umiałam zrozumieć czemu nie zrobił tego od razu… Może mnie do czegoś potrzebował? Może była wyznaczona już jakaś nagroda pieniężna za odnalezienie mnie, a ja właśnie głupio szłam w kierunku auta mężczyzny, którym mógł wywieźć mnie ponownie do mojego więzienia? Istniała taka możliwość, ale niestety musiałam zaryzykować.
Chciałam ograniczyć rozmowę między nami do minimum. Totalnie nie czułam potrzeby rozmawiania z mężczyzną, ale on chyba myślał inaczej. Zmarszczyłam czoło, zirytowana, gdy odezwał się do mnie. Po co on to robił? Chciał dowiedzieć się, jak wiele sobie przypominałam, by moją odpowiedź przekazać do laboratorium, by powtórzyli badania na mnie, bym znów straciła pamięć? Nie mogłam przecież na to pozwolić. Nic nie zamierzałam mu mówić, choć gdzieś tam z tyłu głowy wiedziałam chyba, że mógłby mi pomóc, gdybym tylko mu na to pozwoliła.
- Pamiętam wszystko. A tak poza tym, to nie jest twoja sprawa. – powiedziałam, bardzo spokojnie. Zupełnie tak, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. Miałam szczerą nadzieję, że na tym temat się urwie. Nie ufałam mu. Nie zamierzałam mu się z niczego zwierzać, a jeżeli myślał inaczej, to musiał być strasznie głupi. Nic dziwnego, że chciałam go zabić, jak sam z resztą twierdził.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 18:03   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Cała ta sytuacja zaczynała go trochę irytować. I nie, to nie do końca tak, że był zły na nią, na jej zachowanie. Bardziej denerwowała go ta cholerna... Bezsilność. Nie mógł nic zrobić z tym, że go nie pamiętała, musiał iść obok swojej ukochanej, która traktowała go jak kompletnie obcego człowieka. To... Nie było zbyt przyjemne uczucie.
Starał się jak mógł jakoś do niej dotrzeć, ale to nie było proste. Kompletnie mu nie ufała - widział to w jej zachowaniu, spojrzeniu, we wszystkim.
Tak, czy inaczej - ruszył przed siebie. Dokładnie tak jak sobie życzyła. Uśmiechnął się pod nosem słysząc, że zrzuca z siebie poprzednie ubranie i zakłada jego kurtkę. Być może powoli dochodziła do wniosku, że on tak naprawdę nie chce dla niej źle?
Chwilę później dogoniła go i ku zdziwieniu Pana Fowlera... Opuściła na moment broń i zrównała z nim krok.
No proszę. Robimy postępy... Miał oczywiście świadomość tego, że nie opuściła gardy. Cały czas czekała na ewentualny atak z jego strony i eh... Ciekawe jak wielkie będzie jej zdziwienie, gdy taki wcale nie nadejdzie?
Potrzeba było czasu, rozmowy, musiała ponownie mu zaufać, a skoro... Skoro już kiedyś tak się stało to dlaczego by tego nie powtórzyć?
Westchnął cicho i uśmiechnął się słysząc jej odpowiedź na jego pytanie.
Pokręcił głową z niedowierzaniem i przeniósł na nią na moment wzrok. Nawet po utracie pamięci musiała być tak cholernie uparta?
- Nigdy nie byłaś dobrym kłamcą. Gdybyś wszystko pamiętała to pamiętała byś również mnie i nie mielibyśmy problemu. Zagrajmy w otwarte karty. Pewnie już zdałaś sobie sprawę z tego, że beze mnie daleko nie zajdziesz. Może czas chociaż trochę mi zaufać? Choć odrobinę? - powiedział już nie tak spokojnie jak wcześniej. Czy można go jednak za to winić? Znalazł się w naprawdę nieciekawej sytuacji, nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć. Od tak wielu dni problemy tylko się nawarstwiały. Zamiast być lepiej było coraz gorzej. Zwyczajnie... Miał tego dość. Powoli miał wszystkiego dość.
- Mam w kieszeni papierosy i zapalniczkę... Jeśli mogę... - ostatnie słowa powiedział trochę ironicznie, ponieważ nie zdążył się ugryźć w język. Nie powinien do niej mówić w taki sposób, ale to chyba naturalna reakcja. Najczęściej tak było. Zaraz po smutku i frustracji przychodził gniew.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5