Powrót do DOGS był męczący. Długi, za długi, trzymał oczy na zapałkach - i te zapałki prawie się łamały. W końcu jednak dojechał. Szukali go. Dzwonili do niego - odebrał, zapewnił, że zaraz będzie. Na miejscu zostawili go w spokoju widząc, jak się słania na nogach, więc wziął tabletki przeciwbólowe i zasnął jak dziecko. Dopiero na drugi dzień był na chodzie - w miarę. Dni mijały błyskawicznie. Na tłumaczeniu, na opowiadaniu, na zeznaniach i zbieraniu danych. Trupy w laboratorium, jedna żywa - i jeden z niewielu mutantów, wiernych jak pies, nie do końca na chodzie - ot, było co ogarniać. Zwłaszcza, że chyba ci na górze nie byli zadowoleni z Setha. Albo właśnie byli bardzo i dali mu urlop - Sahir w to nie wnikał. Nidy przecież nie wnikał w to, co robiło DOGS. Był tylko żołnierzem, który wykonywał rozkazy - i jak dotąd wykonywał je bardzo dobrze. Nie zawsze wszystko szło tak, jak powinno, ale niepowodzenia nigdy nie były związane z tym, że nawalił on sam - przez brak skupienia, przez niedokładność - przez cokolwiek tylko można było misje zawalić.
- (...) i wypuściłem te dwie dziewczyny. Nie wiem, czy były mutantkami. Zużyłem za dużo mocy. Gdybym został tam chwilę dłużej, zemdlałbym. - Tylko on, serdeczny pan psycholog, z którym rozmawiał i cały wielki zarząd, przed którym w końcu musiał się zacząć tłumaczyć. O tym wszystkim, czego oczy DOGS widzieć nie mogły. Taki raport trzeba było po prostu złożyć i tyle, nie było co się rozczulać, wzdychać i marudzić. - Zaraz po tym wróciłem do siedziby. - Notowali. Skrobanie po papierze, podczas gdy jego psycholog cały czas go obserwował. Sahir podał ich dokładne rysopisy i model broni, jakim operowały - być może tak uda im się znaleźć te dwie niecnotki, które sobie umknęły ku wolności? To też nie jego sprawa - jego sprawą się to stanie, kiedy nakażą je złapać - żywe czy martwe.
- Zdaje się, że podjąłeś najlepszą decyzję. - Friedrich podniósł na Sahira przenikliwe spojrzenie. Co on tu robił i dlaczego majaczył ze zwykłym pionkiem? Tego czarnowłosy nie wiedział - i guess what? Nic go to nie obchodziło! Dowódca Niebieskich Szwadronów przestał notować w swoim kajeciku zapadła cisza - jedna z tych, które określiłoby się mianem niezręcznej, ale dla Sahira była po prostu ciszą. - Twój ojciec, Eric, wiernie służył naszej sprawie, widzę, że ty jesteś równie oddany. - Sahir skinął głową, ale Friedrich już tego nie widział - opuścił spojrzenie na akta Allisona, które leżały przed nim i przewertował parę kartek, chociaż mutant dobrze wiedział, że musi je znać - a ich przeglądanie w tym momencie jest... cholera wie, po co jest. - Chcę zobaczyć, jak sprawdzisz się na stanowisku Zastępcy Dowódcy. - Przestał w końcu szeleścić tymi cholernymi karteluszkami.
- Słucham? - Czarnowłosy dosłyszał bardzo wyraźnie, nie trzeba mu było powtarzać - zapytał po głupiemu - machinalnie, wyrwało mu się z ut, zanim zdążył się zastanowić nad tym, co mówi. Po co mówi.
- Mam wobec ciebie duże oczekiwania.
Nie chciał. Nie chciał brać odpowiedzialności, nie chciał się interesować, nie chciał się udzielać. Dobrze mu było na jego miejscu, w kącie, gdzie nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Podobno jednak ludzie się zmieniali - i podobno zmiany te najczęściej wymuszał zmieniający się świat. Czy już tego czasem nie przerobili z Viki?
- Jeśli to możliwe, chciałbym odmówić.
- Wolałbym nie. - Odparł mu od razu Friedrich. - Jeśli sobie nie poradzisz, wrócisz na poprzednią pozycję.
- Tak jest. - Entuzjazm. Powinien się chyba cieszyć? Być może. Pewnie każdy normalny by się cieszył - tylko niby od kiedy Sahir był normalny?
[/zt]
_________________
<div style="width: 430px;">
<img src="https://data.whicdn.com/images/260195603/original.gif" height="120"; style="width:204px;border:1px solid #000000;">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px; line-height: 9px; font-size: 9px;font-weight:bold;color:#707070 ; text-align:center; margin-bottom:1px; margin-top: -10px">
~To take, one must first give.~
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-09, 00:04
//4 stycznia, ranek.
Ostatni miesiąc bardzo dał się we znaki Rządowi i wszystkim jego pracownikom. Odczuł to również sam Friedrich Weller - wieloletni żołnierz pracujący dla departamentu i dowodzący poszczególnymi oddziałami. Już od wielu dni prowadził rozmowy wśród swoich pracowników, by nabierać coraz większej niepewności względem ich wierności sprawie - niezwykle ważnej sprawie - bo dotyczącej bezpieczeństwa narodowego.
Dziś to się jednak miało skończyć. Mężczyzna siedział za swoim biurkiem, z nosem zanurzonym pomiędzy papierami z kolejnymi zarzutami, aktami, zdjęciami i dokumentacją medyczną. Miał przed sobą liczne protokoły przesłuchań, a kubek z jego kawą zdążył już dawno wystygnąć - mimo, że napoju wciąż się tam znajdowało do połowy naczynia. Widać było po mężczyźnie przepracowanie i zmęczenie. Ale pewne było, że dziś powie w końcu ostatnie słowo.
Przed biurem Wellera znajdowało się dwóch mutantów, należących do kundli. Mieli tylko jedno zadanie - pilnować, by nikt nieproszony nie przeszkadzał teraz ich dowódcy. Gdy jednak dostrzegli już w oddali na korytarzu tak znajomą sobie łysą głowę... Wymienili się jedynie porozumiewawczym spojrzeniem.
Oboje odeszli od drzwi, pozostawiając dla Ciebie otwartą drogę. Oczekiwali Ciebie. I mógłbyś przysiąc, że nawet ich przeprane mózgi wciąż wykazują się szyderczością wobec Ciebie...
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2019-02-09, 00:27
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Ostatni miesiąc był dla niego koszmarny. Nie dość, że zaraził się cholerną nieznaną chorobą, to jeszcze rozwaliło mu to nerkę i przeszedł operację. Od razu wyraził na to zgodę, byleby już tego bólu nie czuć. Co nie znaczyło, że był w pełni zdrowy. Jednakże, do służby mógł wrócić.
Nie umknęły jego uwadze, spojrzenia, jakoby coś ludziom w nim nie pasowało. Czy to też kundlom. Tego dnia przebywał w siedzibie DOGS. Podczas zajmowania się jak narazie papierową robotą, otrzymał od kolegi informację o tym, że ma się stawić u szefa w gabinecie. Brian zmarszczył brwi. Podświadomość podpowiadała mu, że że mogą być kłopoty. Choć nie muszą. Udał się duo odpowiedniego budynku, gdzie udał się korytarzem wprost do gabinetu przełożonego. Ubrany był w mundur niebieskiego szwadronowca. Dostrzegł spojrzenia kundli, którzy mu zrobili przejście. Zapukał i za pozwoleniem, wszedł do środka.
- Witam. Chciał Pan ze mną porozmawiać?
Zapytał dość spokojnie, starając się zachować spokój. Drzwi za sobą zamknął, po czym zbliżył się od biurka przełożonego, ale zatrzymując na odpowiednią odległości.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-09, 00:53
- Wejść! - Rozbrzmiał zdecydowany głos Friedricha zza drzwi, a Ty - mógłbyś przysiąc - że w tej samej chwili usłyszałeś, jak ciężkie buty kundli zaczynają się przemieszczać - tuż za Tobą, wgłąb pomieszczenia. Spojrzenie szefa na podwładnych jednak szybko te kroki wycofało - przez co zostałeś teraz wyłącznie Ty i Pan Weller.
- Kersey. - Mruknął raczej mało przyjemnie, nie odrywając wzroku od Twojej osoby. - Proszę usiąść. To będzie długa rozmowa i zdecydowanie nie przyjacielska, żołnierzu. - Wybrzmiał jego głos, niosąc się po tym niewielkim biurze. Nie minęła też chwila, jak przed Tobą wylądowała teczka oznaczona Twoim nazwiskiem. - Akademia Wojskowa. Liczne szkolenia. Zasługi dla państwa - najpierw przez pracę dla Genetically Clean, następnie, pomiędzy naszymi szwadronami. Świetlana kariera, że pozwolę to sobie powiedzieć. - Zaczął swój wywód, dość oschle, ale jednak... Na razie nie zapowiadało się na nic złego, prawda? - Powiedz mi, Kersey. Myślałeś kiedykolwiek o awansie? O zostaniu zastępcą, a może nawet dowódcą oddziału? Piąć się w górę? Myślałeś o tym? - Kontynuował, opierając swoje łokcie o blat biurka i nie spuszczając z Ciebie swojego zdecydowanego wzroku - który wręcz zdawał się hipnotyzujący. - Zapewne słyszałeś już o ostatnich przesłuchaniach. Po tej paskudnej chorobie wciąż próbujemy zebrać siły. Wiele osób zginęło, ta zaraza zdziesiątkowała zarówno ludzi, jak i mutantów. Sam doskonale to odczułeś, jak mniemam. A słyszałeś o sytuacjach w Dzielnicy? Ponoć rozprowadzane są nielegalne przepustki. Wiesz coś na ten temat? - Rzucał pytaniami, jednym po drugim. Wydawało się, że zna je już wszystkie na pamięć - z całą pewnością zwlekali z przepytaniem Ciebie przez tę minioną operację i to jedynie zwykła formalność. A może rzeczywiście choroba tak bardzo osłabiła wasze szeregi, że był potrzebny nowy dowódca lub oddział? Zapewne w najbliższych minutach się o tym przekonasz...
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2019-02-09, 12:17
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Po wejściu do biura Wellera, Brianowi już coś ne pasowało, kiedy usłyszał za sobą kroki obu kundli, których się minęło. Będąc wewnątrz pomieszczenia, Brian kątem oka obejrzał się za nimi, jakby zastanawiał czy to konieczne by go pilnowali. Przecież nie jest mutantem. Szef jednak poprosił ich gestem by opuścili pomieszczenie. Zatem został z nim sam na sam. Poważne spojrzenie skierował na Wellera, stając w pozycji niemal wojskowej, z rękoma za plecami. Lecz kiedy po wypowiedzeniu jego nazwiska, poproszono by usiadł, domyślił że to nie będzie krótka rozmowa. Czego więc mogłaby dotyczyć?
Skinął głową w zgodzie i przystąpił kilka kroków do przodu, siadając na jednym z wolnych krzeseł, na przeciwko biurka. Za chwilę przed sobą miał własną teczkę z osiągnięciami. Co ukończył, gdzie się szkolił i gdzie pracował zdobywając doświadczenia. Do czego to zmierzało?
Wyraz twarzy Kerseya pozostawał poważny i bez emocji. Lecz nie rozumiał jeszcze do czego zmierzać będzie rozmowa, póki nie usłyszał o awansie. To było zaskakujące, że aż na moment spojrzał na przełożonego. Nie dostał jednak chwili na udzielenie odpowiedzi, jako że szef kontynuował swoją wypowiedź. Wspominając o brakach w kadrach, o śmierci nie tylko mutantów ale i ludzi, o tej chorobie jak i ostatnich przesłuchaniach. Przez swój niemal miesiąc nieobecności na służbie, zdążył od kolegów dowiedzieć się istotnych i ciekawych rzeczy.
- Potwierdzam, że dotarły do mnie informacje o niezbyt pocieszającej sytuacji związanej z chorobą, przez którą sam przeszedłem. Jeżeli pyta Pan o sytuację w Dzielnicy z ostatniego miesiąca to zostałem zapoznany z faktami. Jednakże nie wiadomo mi nic na temat nielegalnych przepustek.
Nie dodawał tego, że przez chorobę był w ogóle wykluczony z funkcjonowania w terenie, czy to w dzielnicy czy jako patrol w mieście. A także zwalczanie agresywnych chuliganów. W jego kartotece zdrowotnej od końca listopada miał wypisywane zwolnienia, skarżąc się na grypę i pojawiające bóle na ciele. Ale czy to go usprawiedliwia?
Przyznał jednak szczerze w swojej odpowiedzi, nie poruszając póki co tematu z awansem. Jeżeli tutaj miał go dostać, to w jakim celu? Czym by na to zasłużył? Jedną z wielkich misji zawalił. Dostał upomnienie z wchodzenie w drogę Ogarowi, który przesłuchiwał mutantkę dość brutalnie. Czyżby chcieli mu to już odpuścić, dając szansę na większe możliwości mówiąc o awansie?
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-09, 19:33
- Hm, ciekawe... - Mężczyzna mruknął do siebie, gładząc swoją brodę z kilkudniowym zarostem. - A słyszałeś o ostatnich działaniach terrorystycznych? Ponoć Armia X ma swoich ludzi w granicach naszej dzielnicy bezpieczeństwa. W granicach, do których nigdy nie powinna mieć dostępu. Miałeś tam wiele patroli przed swoją chorobą, nic nie udało Ci się... Zaobserwować? - Kontynuował swoje pytania, znowu skupiając na Tobie swój przeszywający wzrok. Wciąż jednak brzmiał dość łagodnie - mimo ogólnie oschłego tonu. A to wszystko do momentu, aż na teczce z Twoimi osiągnięciami nie pojawiły się dwie kolejne teczki - jedna, w której znalazł się nie tylko plan dobrze Ci znanej kamienicy z terenu DOMu, lecz również raport z udanej akcji i przeszukiwań, a w druga - z kopią przepustki wydanej na nazwisko David Bell i wszelkimi potwierdzeniami, że osoba o takich danych... Po prostu ni istnieje. - Wyjaśnij mi więc żołnierzu, jakim cudem to właśnie Twój podpis widnieje w tych dokumentach, skoro nie miałeś nic wspólnego z nielegalnymi przepustkami. Co więcej - dlaczego w jednym z mieszkań z okolicy, gdzie wyjątkowo często to właśnie Ty prowadziłeś patrole, potwierdzono epicentrum nielegalnych działań? - W tym momencie Friedrich nie czekając na żadną Twoją reakcję, otworzył z impetem plik dokumentów, przedstawiając zdjęcia - a jakże - tak znanego Ci mieszkania. Tym razem zniszczonego jeszcze bardziej, niż podczas Twojej ostatniej wizyty. - Czy mówią Ci cokolwiek nazwiska Bartowski, Roseberry? Zastanów się porządnie, Kersey. - Padło w końcu z ust Twojego przełożonego, tonem nieznoszącym sprzeciwu, gdy sam mutant oparł się wygodniej o swój drogi fotel.
Cokolwiek się tu teraz działo... Mogłeś być pewny jednego - oni wiedzą, i to więcej, niż Tobie się mogło wydawać...
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2019-02-09, 20:02
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
- Szczerze przyznam, że nie zaobserwowałem nikogo z Armii X. Przy tak ścisłej ochronie wątpię by ryzykowali jakiekolwiek wtargnięcie. Chyba, że o czymś nie zostałem doinformowany? Gdybym zauważył niepokojące działania, lub osoby, zamieściłby to w swoich raportach.
Tutaj nie ukrywał już zaskoczenia, bowiem o Armii X mającej niby przebywać w Dzielnicy Ochrony Mutantów nie miał pojęcia. Czy to była prawda czy puszczona plotka?
W między czasie znów położono przed nim dokumenty. Bardzo dobrze znany mu teren DOMu, jakieś przeszukiwania i co gorsza, ta przepustka. Na niej dłużej zawiesił wzrok, słuchając przełożonego. Zmarszczył brwi i kiedy mężczyzna przerwał, wyjmując kolejne dokumenty pokazujące zdjęcia znanego mu mieszkania, czuł że coś mu w środku ścisnęło. I to znane mu nazwisko. Wiedzieli. Tego był już pewien. W głowie jednak powtarzał sobie, by grać. Grać tak i odpowiadać jak oni chcą usłyszeć. Choć z kłamstwem też nie powinien przesadzać. Skupił jednak uwagę na tym przeszukiwaniu i potwierdzeniu faktów, że David Bell nie istnieje. Albo nie jest tym, za kogo mógł się podawać. Tutaj z kolei okazał zaskoczenie. Nie musiał w sumie grać, że wiedział iż to była ściema, ale chociażby pod tym względem, że tak głęboko prześledzili jego działania. Potwierdzało to jedno - od ostatniego incydentu z Ogarem, śledzili jego działania.
- Przyznaję, że wydałem tę przepustkę, ponieważ potrzebny był ktoś do naprawy rur i kranów w danej kamienicy. Nie sprawdzałem danych osobowych tej osoby, nie miałem pojęcia, że to oszust.
Odłożył dokument i spojrzał na przełożonego, oczekującego odpowiedzi na ostatnie swe pytanie.
- Bartowski i Roseberry są mi znane.
Tu nie kłamał. Nie było po co. A Bartowskich, znał nawet dwóch.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-09, 22:27
- Kersey, na litość boską! - Rozbrzmiał zdecydowany głos Wellera, gdy ten uderzył zbitą pięścią o blat swego biurka. Zimna kawa w jego kubku wręcz zachlupotała, barwiąc brązowymi plamami pojedyncze akta rozłożone przed Twoją osobą. - Nie wmówisz mi, że nie miałeś pojęcia o tożsamości swego kompana z wojska. Nie obrażaj w ten sposób żadnego z żołnierzy! - Dodał po chwili, zabierając swoją rękę i rozmasowując ją drugą dłonią. Jak widać... Sam nie zamierzał aż tak ostro reagować. Prawdopodobnie takimi słowami nadepnąłeś mu na odcisk - sam bowiem również miał za sobą udaną karierę wojskową.
- Daję Ci ostatnią szansę. Co wiesz o tych kobietach. Dla kogo pracują. Jak się kontaktują. - Zarzucał Cię kolejnymi pytaniami, a jego twarz przestała wyrażać jakiekolwiek emocje, gdy i jego wzrok przewędrował z Twojego oblicza na kolejne teczki. Kolejne - wśród których mogłeś dostrzec również akta kobiet, o które byłeś pytany.
Czy jednak ostatnim razem jedna z tych teczek nie była... Jednak szczuplejsza?
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2019-02-09, 23:04
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Tutaj był już nie było co ukrywać, jakby Weller wiedział kto tak naprawdę został wpuszczony do Dzielnicy Ochrony Mutantów. Brian krył Dale'a, ale czy oni go rozpoznali? Jeżeli tak, to mogą mieć poważne kłopoty. Nie odpowiedział nic na te słowa. Lepiej to teraz przemilczeć, niż powiedzieć za dużo.
Zaraz dostał kolejne pytanie, które miało być jego ostatnią szansą. Przynajmniej tak brzmiało ze słów szefa. Pewność już była, że chodzi o kobiety. Choć imion ich nie podał, Brian domyślał że może chodzić i jego Samanthę i jej dziewczynę.
- O Roseberry wiem tylko tyle, że jest podobno w bliskiej relacji z Bartowski. Obie jednak nie są wstanie się ze sobą skontaktować. Bartowski nie ma pojęcia czy jej znajoma żyje czy też nie. Z rozmowy z nią wywnioskowałem, że odkąd przebywa w Dzielnicy, nie miała z nią żadnego kontaktu. Zamierzałem podjąć się odnalezienia tej mutantki, Roseberry.
Miał zamiar odnaleźć tę całą Ricky, ale nie jedynie ze względu na to, by i jej pomóc dostać się do DOMu by Samantha mogła z nią się zobaczyć. Celem było złapanie tej kobiety. Ale czy szef byłby wstanie zrozumieć działanie Kerseya? Że próbował "dobrocią" i zdobytym zaufaniem do mutanta zdobyć dane jego znajomych i ich odszukać? Teraz jednak sytuacja nie była dla niego zbyt wesoła, kiedy uderzał pięścią i okazywał namiastkę gniewu. Brian wiedział, że zawalił. Że ryzykował swoją posadą. Co gorszego może go spotkać, jeżeli jego odpowiedzi nie zadowolą przełożonego?
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-09, 23:36
Co mogło dziwić - mimo tego chwilowego pokazu gniewu, twarz Friedricha wciąż nie wyrażała żadnych emocji. Zdawał się być niewzruszony, choć z całą pewnością - każdy mógł dostrzec te kilka dodatkowych siwych włosów, jak i nowe zmarszczki goszczące na jego skórze. Zmęczenie również od niego biło z niesamowitą siłą - czy właśnie dlatego tak łatwo było go teraz wytrącić z równowagi?
- Oh, bardzo bliskiej. - Skomentował krótko Twoje słowa, wyciągając przed Tobą kolejne papiery. - Podsumujmy to. Wprowadzasz niebezpiecznego mutanta na teren dzielnicy, poszukiwanego z naszych akt - Fowlera. Znacie się jeszcze z wojska, ale twierdzisz, że nie wiesz kim jest ten oszust. Oczywiście, z Roseberry i Bartowski nic Cię nie łączy. Nawet fakt, że już przed laty, jeszcze przed rozpoczęciem kariery byłeś z tą drugą spisany. I że stawiałeś się Huxleyowi w czerwcu zeszłego roku, gdy ten ją przesłuchiwał. Zwiększona ilość patroli w okolicy, w której ta kobieta mieszka, również tu nie ma znaczenia, jak i fakt, że odnotowano wiele Twoich wizyt dokładnie w tej kamienicy, w której została osadzona. Fakt, że to właśnie w tej kamienicy były przeprowadzane rzekome naprawy również nie ma znaczenia. Jak i - ponownie odwołując się do danych sprzed lat - fakt, że i z Fowlerem Bartowski była spisywana. - Na biurku przed Tobą pojawiały się kolejne papiery, powoli zaczynając się piętrzyć. Widziałeś jednak, że to nie wszystko - a wszystko przez tę drżącą wargę Wellera. Mężczyzna jak widać dał Ci chwilę na zapoznanie się z każdym raportem, samemu w tym czasie biorąc łyk swojego kofeinowego napoju, krzywiąc się przy okazji na jego nieświeżość. - W jakim celu chciałeś odnaleźć rzekomą bliską osobę dla tej kobiety? Nie wmówisz mi chyba, że w celu jej schwytania. Tym bardziej w chwili, gdy ta kobieta nosi Twoje dziecko - co potwierdzają zarówno badania przeprowadzone w szpitalu, jak i jej wiadomości i połączenia wykonywane dokładnie na Twój telefon. Jesteś w stanie to wyjaśnić? - Zapytal, unosząc jedną ze swoich brwi, a swój wzrok skupiając dokładnie na wyrazie Twojej twarzy, gdy przed Tobą pojawiła się już teczka z aktami brunetki - otworzona na ostatnim badaniu, jakie było jej wykonane - wliczając w to USG...
- Bo dla mnie, to rysuje się w niezwykłą całość. Spotykasz, być może swą młodzieńczą miłość. Ta jednak współpracuje z terrorystami od lat i widzi w Tobie szansę na wybicie się w ramach własnej, rzekomo nieistniejącej już organizacji. Zbliża się do Ciebie. Sama w końcu nie ma już nic do stracenia. To Ty ryzykujesz. Ciągle Ty ryzykujesz. Prosi Cię o pieniądze, o pomoc, być może o leki? Pojawia się jednak w końcu też prośba o przepustki - by "sprowadzić kogoś jej bliskiego". W rzeczywistości jednak wykorzystuje Twoje przywileje dla własnych zysków, a na sam teren Dzielnicy zaczyna sprowadzać coraz silniejszych mutantów. To dlatego miała miejsce ta niebezpieczna rzeź, nazywana później ogniskiem. Nie zdziwiło Cię, że sama wyszła z niego bez szwanku? Musiała wiedzieć, co tam się stanie. Ty ryzykowałeś, by ona mogła sprowadzić armię X i bliskich sobie potężnych mutantów na teren DOMu. I potwierdzają to współmieszkańcy jak i prowadzone dochodzenie. - W tej chwili w Twoim kierunku zostało wysłane dziwne, przeszywające spojrzenie, które... Chyba wręcz zaczęło napawać Cię niepewnością. Czy rzeczywiście mogło tak być? - Dałeś się wykorzystać, Kersey. I wiesz dobrze, że my nie możemy sobie na to pozwalać. - Słowa Wellera, dziwnie odbijały się w Twojej głowie, mącąc w niej i w sumie... Byłeś w stanie coraz mocniej w to wierzyć. Czy serio mogłeś dać się wykorzystać? Czy to mógł być przebiegły plan znienawidzonych przez Ciebie mutantów? Bo przecież ich nienawidziłeś, prawda?
Czy mogło się okazać, że od początku brano Cię tylko na litość?
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2019-02-10, 00:30
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Tym razem Brian był w szoku. Nie spodziewał się tak zawiłej i zebranej ściśle dokumentacji na temat swój, Dale'a i Samanthy. Utwierdzało go w przekonaniu, że faktycznie był obserwowany. Zbyt szczegółowo. Kamery. Widział i wiedział że tam były. Ale co w tym przecież złego, że odwiedzał koleżankę z przeszłości? Jest mutantem. To była przeszkoda. Nie powinien się z nią zadawać. Nie powinien się z nią spotykać. Ale też nie mógł patrzeć jak cierpi. Co mógł innego zrobić?
Jeszcze to dziecko. Już samo przeczytanie tych wiadomości i zauważeniu nieodebranych połączeń, zszokowało go już wtedy, gdy jeszcze przebywał w szpitalu po operacji, wracając do zdrowia również po chorobie. Nie potrafił sobie wybaczyć tego, co jej zrobił. Co z nią będzie, skoro wiedzą o dziecku? I ono jest też jego?
Brian nie odpowiedział. Wpatrywał się właśnie w zdjęcie usg i badania swojej Samanthy, jasno dowodzące temu, że jest w ciąży. Wziął do ręki nawet to usg, jakby chciał przez ten moment nacieszyć swe oczy wieścią, że mógłby zostać ojcem. Tutaj jednak może nie być mu to dane.
Odłożył zdjęcie usg, słuchając kolejnych uwag. Nie uwierzyłby w to, że jego Sam mogłaby współpracować z terrorystami. Jest zbyt słaba na takie działania czy znajomości. A to z ogniskiem, że tam była. O tym nie wiedział. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie, jakby pierwszy raz słyszał o jej udziale w ognisku.
- Nie wierzę... Nie mogłaby...
To był jakiś absurd. Nie było go tam, nie miał dowodów. Ale z raportów kolegów gdyby przeczytał, to zapewne znalazłby takie zapiski, prawda? Musiałby z Sam porozmawiać o tym. Tylko czy będzie mu to dane? Czy on faktycznie był wykorzystywany? Trudno było mu to uwierzyć. I to przeszywające spojrzenie szefa. Brian nienawidził tego, jeżeli ktoś używał na nim mocy. Jednakże czemu dawał wiarę temu, że mogło być tak jak powiedział Weller?
Brian opadł plecami o oparcie krzesła, opierając przedramiona o podłokietniki krzesła, gapiąc się wprost w stok dokumentów na biurku leżących przed nim. Nie chciał uwierzyć w słowa przełożonego, ale czemu wydawały mu się takie przekonujące i prawdziwe?
- Co... Stanie się z dzieckiem? Co będzie z Samanthą Bartowski?
Zapytał ostrożnie. Chciał to wiedzieć. Miał prawo. Skoro byli tak przekonani, że to jego, że on będzie ojcem. Tak samo chciał wiedzieć jaki los czeka matkę jego dziecka.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-10, 14:59
Czas niemiłosiernie musiał się dłużyć, z każdą mijającą chwilą, którą poświęcałeś na lustrowanie papierów przed sobą. Cała ta sytuacja... Była tak nierealna. Jeszcze wczoraj z całą pewnością myślałeś o normalnym powrocie do służby w pełnym wymiarze godzin, a dzisiaj... Oskarżano Cię o współpracę z terrorystami. Na Boga - oskarżano Twoich bliskich o organizacje skomplikowanych akcji terrorystycznych prosto pod Twoim nosem. I co najgorsze... To wszystko, w jakiś dziwny, pokrętny sposób miało jakiś sens.
- To terrorystka Kersey. Oni mogą wszystko. - Odparł mężczyzna z ciężkim westchnieniem, kładąc przed Tobą już ostatni plik dokumentów. - Oddział antyterrorystyczny szwadronów już zabezpieczył jej mieszkanie, a samą kobietę aresztowano. Nie musisz się nią przejmować, jest w trakcie przesłuchań. Jak na razie jednak potwierdzają się wszystkie zarzuty. - Padło z ust Friedricha w tym jego specyficznym, oschłym tonie. - Oto zarzuty, które są przedstawione Tobie. Możemy pójść po dobroci, albo... - Przerwał, podsuwając pod Twój nos dość obszerną listę, która w całości opierała się o to, co zaledwie kilka chwil temu od niego usłyszałeś. Pod zarzutami natomiast, znalazłeś miejsce na swój podpis, jak i warunki, na które musiałeś się zgodzić - Oczywiście, rozumiesz, że kara nie może Cię ominąć. Nie chcemy jednak tracić tak doskonałego żołnierza. - Westchnął kolejny raz, biorąc kolejny łyk ze swojego kubka. Ty w tym czasie mogłeś się dokładnie zapoznać z treścią całego dokumentu. Od zezwolenia na zachipowanie i nieregularny podsłuch, przez ograniczenie obowiązków na czas rozwiązywania sprawy, aż po degradację do funkcji strażnika na bloku X... I dobrze wiedziałeś, że postawione warunki są bardzo łagodne, biorąc pod uwagę wszystko, o co Cię oskarżano. - Mogę Cię jednak zapewnić, że ta kobieta po rozwiązaniu nie będzie miała żadnych praw do tego dziecka. Nie jesteśmy jednak mordercami. Jeśli zgodzisz się na postawione warunki, a ją przekonasz do współpracy... Bękart będzie mógł trafić w Twoje ręce. Chyba rozumiesz, że oczekujemy wychowania w zgodzie z prawem, prawda? Jeśli jednak nie... - w tej chwili wzrok Wellera powędrował na drzwi, które do tej pory były zamknięte. Chyba nawet nie musiał mówić, jakie czekają Cię konsekwencje, jeśli nie przystaniesz na postawione warunki...
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2019-02-10, 18:47
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Nie tak wyobrażał sobie pracę i karierę w DOGS. Nie przemyślał widocznie wszystkiego, ryzykując bardzo dużo. Nie miał pojęcia, jakim cudem szef dowiedział się wszystkiego i tak obszernych szczegółów. Choćby tego, jakim cudem wiedzieli że to Fowler dostał od niego przepustkę? Starali się to tak rozegrać, by nie było podejrzeń. Gdzieś jednak był popełniony błąd. Pytanie, gdzie?
Nie chciał uwierzyć w to, że Samantha jednak mogła być tym terrorystą. Ale przecież żałowała tego, prawda? To niewinna dziewczyna. Nie została mutantem z własnej woli. Jeżeli i ją przesłuchują, to istniało ryzyko, że mogła im powiedzieć wszystko. Nawet o ich relacji. Nawet o Dale który u niej był. Co więc powinien zrobić?
Spojrzał już nie tak pewny siebie co wcześniej, kiedy jego oczom ukazał się dokument oskarżający go o to wszystko, co było do tej pory mówione. Wyrok kary i tak wydawał się być łagodny, z małym zastrzeżeniem.
- Zachipowanie?
Spojrzał w lekkim szoku na przełożonego.
- Dałoby radę to obejść?
Być może podpisałby to i zgodził się na postawione warunki, zdając sobie sprawę z tego, jak fatalnie wyglądała jego sytuacja. Nawet przetarł twarz, czytając po raz kolejny postawione mu zarzuty oraz warunki. Jeszcze ta kwestia z dzieckiem. Kątem oka zerknął w stronę drzwi, domyślając się jak to się skończy.
- Wychowam dziecko zgodnie z zasadami prawa, tylko co w sytuacji, jeżeli ona odmówi współpracy?
To też musiał wiedzieć. I tak oboje byli na skreślonej pozycji. Oboje wszystko tracili. Jednak to dziecko chciał uratować. Czuł się odpowiedzialnym za to, co jej zrobił. Więc nie może jej z tym zostawić.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-02-10, 20:53
- Masz cokolwiek do ukrycia, Kersey? - Zapytał Weller, unosząc jedną ze swoich brwi. Mogłeś dostrzec nutkę zdziwienia na jego twarzy - jakby próbował wywołać u Ciebie poczucie wstydu i niepewności. Czy serio miałeś co przed sobą ukryć? Przecież właśnie Ci udowodniono, że nic przed Rządem się nie pozostanie tajemnicą - nawet, jeśli wymaga to czasu. - Nie ma tu nic do obejścia. Powinieneś zostać zwolniony dyscyplinarnie i skazany za swoje czyny. Wzięto jednak pod uwagę Twoje dotychczasowe zasługi jak i działalność w poprzedniej organizacji. I tylko dlatego jesteśmy w stanie zrozumieć, że zostałeś niechybnie wykorzystany. - Stwierdził dość pewnym tonem, nie spuszczając z Ciebie swojego wzroku. - Twoja w tym głowa, żeby nie odmówiła. Albo Ty ją przekonasz, albo Huxley. Do tej pory był niezawodny, o czym zdążyłeś się już przekonać. Podejrzewam jednak, że w tej drugiej opcji nie będzie mowy o wychowaniu potomka, Kersey. - Rzucił w końcu, jakby zniecierpliwionym tonem, jednocześnie spoglądając na ekran swojego telefonu. - Nie mam jednak całego dnia. Proste pytanie żołnierzu. Jesteś z nami, czy przeciw nam?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum