Poprzedni temat «» Następny temat
Mieszkanie
Autor Wiadomość
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2019-02-08, 21:43   Mieszkanie
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Salon:




Kuchnia z jadalnią




Sypialnia:




Łazienka:


_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-11, 01:02   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


~19.02
Przyszedł wreszcie czas.
Tak wiele dni, nieprzespanych nocy, tak wiele koszmarów, bólu...
Od ich poprzedniego spotkania zemsta stała się jego jedynym celem. Nie miał nic poza tym, stracił niemalże wszystko - sięgnął dna.
Udało mu się odbić i przekuć to wszystko w siłę, a wszystko tylko po to, by odebrać wszystko człowiekowi, który zrobił jemu to samo.
Tej nocy Vera Neumann straci życie. Powtarzał to sobie od samego rana. Dokładnie wszystko zaplanował, pociągnął za każdy z możliwych sznurków - już samo ustalenie gdzie znajduje się jej mieszkanie wymagało od niego naprawdę wielu poświęceń. Wykorzystał do tego wiele osób i wiedział doskonale, że będzie musiał za to zapłacić, ale był w stanie to zrobić. Był w stanie oddać naprawdę dużo za to, by mieć okazję do zemsty.
Stał teraz oddalony o parę przecznic od strzeżonego osiedla na którym znajdował się apartament Neumann. Odziany na czarno sprawdził szybko całe swoje wyposażenie. Nie było tego wiele, to jednak w zupełności wystarczyło. Jego największą bronią była przecież jego moc, ale nie tylko. Również umiejętność planowania, dostosowania się do sytuacji. Miał mnóstwo czasu, by dobrze to przemyśleć.
Przesunął palcami po rękojeści długiego noża przytroczonego do pasa - pamiątka z czasów wojska. Nóż był bardzo ważnym elementem uzbrojenia dla każdego żołnierza, to ostatnia linia obrony. Należało dbać o to, by zawsze był naostrzony. Teraz taki właśnie był.
Dodatkowo miał ze sobą dwa pistolety z tłumikami w kaburach - one również zostały przytroczone do pasa. Posiadał także jeden mniejszy nóż ukryty pod nogawką spodni, oraz na wszelki wypadek dwa granaty - błyskowy, oraz odłamkowy. Nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą, prawda?
Miał w głowie plan całego osiedla, oraz wizję jej mieszkania - oczywiście nie wiedział czy informacje są wiarygodne, ale wystarczyły, by nakreślić plan działania. Dwóch ochroniarzy osiedla, oraz dwa psy - ochroniarze, których jej przydzielili. Widocznie ktoś wyżej musiał coś zwęszyć, ktoś domyślił się, że jej życie może być zagrożone.
Śmieszne.
Cały szwadron nie dałby mu rady - nie dzisiaj, tej nocy nikt nie był w stanie stanąć mu na drodze. Poza tym... Skoro Ci przebierańcy z G.C. ją ochraniali to jeden z nich musiał mieć klucz do jej mieszkania, co tylko ułatwiało sprawę.
Pociągnął ostatnie dwa machy z papierosa i wyrzucił go na ziemię dogaszając butem.
Poprawił na dłoniach rękawiczki - przecież nie mógł zostawić odcisków palców.
Ruszył w kierunku jej mieszkania. Miejsca, gdzie wszystko miało się zakończyć.
Znalazł się w pobliżu po dosłownie paru minutach, wyciągnął z kieszeni kominiarkę i...
Powstrzymał się, by nie parsknąć śmiechem, gdy ujrzał pierwszego Pana z G.C siedzącego w samochodzie, który kurewsko rzucał się w oczy. No dobra, oni chyba nie umieli tego robić dobrze. Co oni, zatrudniają ich z jakiegoś portalu dla ludzi szukających pracy?
Nie miało to jednak większego znaczenia. Po prostu trafił zły przydział, ale... To nie była sprawa Dale'a. Skoro tu był musiał stracić życie.
Założył na głowę kominiarkę i ze zwinnością wiewiórki kota zakradł się do samochodu. Niczym zjawa pojawił się przy szybie od strony kierowcy i jednym uderzeniem łokcia zbił szybę, korzystając z zaskoczenia mężczyzny przebił mu gardło nożem uprzednio wyciągniętym z kabury.
Nie zdążył nawet pisnąć, krzyknąć. Ostatni dźwięk jaki z siebie wydał to 'bulgot'. Umarł dusząc się własną krwią, a Dale patrzył przez moment jak się wykrwawia. Odsunął jego głowę tak, by nie uderzył nią w kierownicę i czasem nie nacisnął klaksonu. Przeszukał jego kieszenie - na całe szczęście znalazł w nich klucz do mieszkania. Wytarł nóż o fotel i schował na miejsce, po czym ruszył dalej.
Drugiego z ochroniarzy trafił przy budynku niedaleko wejścia na osiedle - stał oparty o ścianę kamienicy i palił papierosa. Eh. Czyli ten nałóg faktycznie zabija.
Rozejrzał się po okolicy - na całe szczęście nikogo nie było. Pewnie ze względu na późną porę. To również miał przemyślane - wiedział, że Neumann dzisiaj wróci dużo później.
Wysunął się zza rogu i wpakował mu kulę w łeb, po czym chwycił upadające zwłoki tak, by nie uderzyły o podłoże i nie wywołały zbędnego hałasu. Ukrył je w klatce wyżej wspomnianego budynku pod schodami. Do rana na pewno nikt nie zauważy... No, a przynajmniej miał taką nadzieję.
Zostało jeszcze dwóch. Dwóch pospolitych ochroniarze, ciecie, którzy niczemu nie byli winni. Ich nie zamierzał zabijać. Nie miał powodu.
Pierwszy znajdował się w budce przy bramie, miał za zadanie obserwować kamery, wypraszać niechcianych gości i tym podobne. Zdjął z siebie kominiarkę i nie przejmując się tymi plamami krwi na ubraniu wszedł na teren osiedla jak do siebie. Tak jak się spodziewał ochroniarz wyleciał z budki, by go wylegitymować. To mu wystarczyło, doskoczył do niego i w ciągu sekundy obrócił plecami do siebie. Dusił go do momentu, aż tamten nie stracił przytomności. Gdy to nastąpiło zaciągnął go z powrotem do budki i usadził na krześle. Wyglądało to tak, jakby spał. Unikając kamer ruszył w głąb osiedla.
Drugi z ochroniarzy był na obchodzie. Dale znalazł go nieopodal klatki Very. Powtórzył tą samą czynność z tym, że jego ukrył w krzakach, które prawdopodobnie były ozdobą tego miejsca. Tak jak te wszystkie drzewka i inne pierdoły. Zabawne, że taki potwór mieszka w takim ładnym miejscu...
Założył ponownie kominiarkę wiedząc, że nie uniknie kamer w budynku, a przynajmniej nie wszystkich. Zabrał nieprzytomnemu ochroniarzowi kartę dzięki której mógł dostać się do klatki w której znajdował się apartament Very i już po chwili wdrapywał się po schodach. Drzwi nie były problemem. Otworzył je za pomocą klucza i wszedł do środka.
W normalnych sytuacjach pomyślałby, że idzie mu zbyt łatwo, ale nie teraz. Wiedział, że najgorsze dopiero przed nim.
Będzie musiał spojrzeć jej w twarz, a w jego głowie znów zabrzmi ta cholerna melodia, plecy zaczną go boleć - jak na każde wspomnienie o niej. Blizny na twarzy będą go piec, jakby ktoś przykładał mu rozrzażony pręt do policzka.
Przypomni sobie po raz kolejny jak wiele mu odebrała, jak strasznie go upodliła, jak zrobiła z niego kundla, nic nie wartego psa.
Ale da sobie radę. Odbierze jej życie. Dzisiaj z uśmiechem na ustach umoczy swoje dłonie w jej krwi, potem uratuje Sam i... Odejdzie.
Nic więcej mu już nie pozostało.
Zamknął drzwi od środka i rozejrzał się po mieszkaniu.
Zerknął na zegarek - zostało mu jeszcze pare minut.
Zajął pozycję i... Czekał.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2019-05-13, 19:37   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Źle się działo. Czułam w kościach, jak ta organizacja upada coraz bardziej, jak zbliża się jej kres. Czułam, że upadek Genetically Clean wisi już w powietrzu. Byliśmy na równi pochyłej - ku samemu dnu - a wszystko przez tego geniusza, jakim okazał się być Haywell. Gnida sprowadziła nam na łeb same problemy, z którymi do dziś to JA musiałam się zmagać. Nikt inny nie miał wystarczająco samozapracia, Louanne od czasu ciąży była zbyt miękką kluchą, by móc mieć jakikolwiek wpływ na innych. A ja? Wiadomo było, że jak coś sobie postanowię... Nie będzie tak łatwo się mnie pozbyć.
To dlatego coraz później wracałam do domu. Dlatego coraz mniej czasu w nim spędzałam. Ale przecież... Przecież nic nie traciłam. Nie miałam rodziny, nie miałam partnera. Nie miał kto płakać za moją nieobecnością. Byłam całkowicie samowystarczalna. No, może poza jedną kwestią - ochroną.
Gdy tylko podjechaliśmy z Howardem przed ogrodzenie, czułam, że coś jest nie tak. Było... Zdecydowanie zbyt cicho. Co prawda - była już późna pora i normalnie nie powinno nawet na chwilę mnie to zająć, ale jednak... Te ciołki dostawały za to pieniądze, tak? Za ochronę. Ale jak widać - byli tak samo bezużyteczni, jak wszyscy moi poprzedni asystenci.
A może jednak moja paranoja wcale się tak mocno nie myliła?
Kierowałam się do swojego mieszkania tym samym tempem, co zawsze, po drodze wymieniając kilka słów z moim lojalnym gorylem. I coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu - że jednak coś jest nie tak...

Stukot moich szpilek niósł się przez klatkę, raz za razem, stopień za stopniem. Z całą pewnością doskonale było słychać, jak zbliżam się do własnych drzwi i w końcu przed nimi staję - z lekkim zawahaniem.
Teraz byłam pewna.
Gra się rozpoczyna...
Nacisnęłam na klamkę i nie napotkałam żadnego oporu. Uśmiechnęłam się pod nosem, nawet mimo faktu, że gdzieś tam w środku jeszcze chciałam wierzyć, że w rzeczywistości to niekompetencja tych debili. Trzymałam się jednak w gotowości.
- Howard. Sprawdź mieszkanie. - Rzuciłam sucho, gdy sama zdjęłam z nóg swoje drogie obcasy, a z ramion ściągnęłam markowy płaszcz, wieszając go na aksamitnym wieszaku w jednej z szaf przy wejściu.
Niemal natychmiast swoje kroki skierowałam ku łazience. Zabawa czy nie zabawa - należał mi się teraz relaks. Zasłużyłam na niego po całym dniu naprawiania błędów po tych ciołkach z administracji...
Nuciłam swoją piosenkę, odkręcając ciepłą wodę w wannie i wpuszczając do niej drogie olejki zapachowe. Po chwili też spięłam swoje włosy ozdobną spinką już rozkoszując się aromatem kwiatowym noszonym po pomieszczeniu. Moje zabawki były jak zawsze na miejscu - niewielkie, z pojedynczymi ładunkami, mieszczące się gdzieś pomiędzy szamponami a zapachowymi świeczkami. W końcu... No litości, wiedziałam, że jestem na celowniku bardzo wielu osób. Napsułam krwi zbyt wielu osobom...
Zdjęłam z siebie wszystko, co mogło mi przeszkadzać w tym małym domowym SPA. Ignorowałam każdy dźwięk, który mógł dochodzić spoza łazienki. Teraz... Teraz nic nie miało znaczenia. Byłam tylko ja, ta ciepła, pachnąca woda i moja piosenka.
- Everything is different the second time around...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-13, 19:51   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Gra to chyba niezbyt odpowiednie słowo jeśli chodzi o to wszystko. On nie zamierzał z nią w nic grać. Zamierzał zniszczyć jej cały świat, zniszczyć ją cegła po cegle. Tysiące razy oczyma wyobraźni widział, jak jego dłonie zostają umoczone w jej krwi.
Byli bardzo starymi wrogami, już kiedyś obiecał jej, że zginie. I zamierzał dotrzymać tej obietnicy... Za wszelką cenę.
Uśmiechnął się pod nosem słysząc dźwięk otwieranych drzwi. A więc zaczęło się.
Na sam dźwięk jej głosu machinalnie się wzdrygnął. Jak sama rozumiesz - nie kojarzył mu się z niczym dobrym.
Ukryty za jedną ze ścian zauważył z zadowoleniem, że Pani Neumann nie jest sama. Był z nią ten tępy osiłek, jak mu tam... Howard? Tak, chyba tak. Z resztą nie miało znaczenia jak ma na imię, skoro za chwilę przestanie istnieć.
Poczekał aż Vera uda się do łazienki i dopiero wtedy opuścił swoją kryjówkę. Jej ochroniarz był zbyt głupi, by go odnaleźć, zaczął sprawdzać mieszkanie w najgłupszy możliwy sposób. Odsłonił się na atak, dał Dale'owi szansę z której ten... Po prostu skorzystał.
Nóż błysnął w jego dłoni po to, by chwilę później wbić się w bok Howarda.
Przycisnął go do ściany i przedramieniem nacisnął na jego krtań.
Przyłożył palec do ust nakazując mu, by pozostał cicho. Mimo kominiarki, którą miał na głowie tamten mógł ujrzeć w jego oczach... Zadowolenie? Obłęd? Może jedno i drugie.
Uderzył go kilka razy w twarz. Skorzystał przy tym ze swojej mocy tak, by podnieść swoją siłę. Dlatego już przy pierwszym uderzeniu Howard miał złamany nos, przy następnych trzech razach pogubił kilka zębów.
Opadł na kolana, ale nie umierał. Jeszcze nie. Fowler doskonale wiedział gdzie powinien go ugodzić, by stał się nieszkodliwy, ale nie odszedł zbyt szybko z tego świata.
Bez ceregieli złapał go za włosy i ciągnąc jego cielsko za sobą złapał za klamkę od drzwi łazienki. Zamknięte, ale to też nie stanowiło problemu.
Puścił na moment Howarda i kopnięciem wyważył drzwi.
Wszedł ciągnąc znów jego cielsko za włosy i... Spojrzał na nią. Relaksowała się w wannie, zupełnie tak, jakby na to zasłużyła. Wszystko co tu zobaczył, ten przepych, przesadzone mieszkanie to.. To wszystko jej się nie należało. Powinna cierpieć tak długo jak to możliwe i dziś będzie. Będzie ją boleć tak, jak bolało jego.
Powoli uniósł dłoń do swojej twarzy i ściągnął z niej kominiarkę, po czym wbił spojrzenie w jej oczy.
Sięgnął po nóż i nie odrywając od niej wzroku przesunął ostrzem po twarzy Howarda - zostawiając na niej krwawy ślad. Potem powtórzył to samo z drugiej strony jego mordy, ale robił to dla czystej zabawy. Chwilę później już poderżnał mu gardło - miał zamiar przejść do głównego dania.
Pozwolił jej patrzeć jak jej ochroniarz wykrwawia się, jak dusi się własną krwią, a potem puścił jego łeb. W konwulsjach zaczął wierzgać na podłodze po to, by chwilę później umrzeć.
- Wiedziałaś, że po Ciebie przyjdę. Prędzej czy później. - powiedział spokojnie. Obserwował ją przez cały czas - był gotowy na to, by uniknąć jakiekolwiek pocisku, miał w pogotowiu swoją moc.
Podszedł do umywalki i złapał za buteleczkę perfum. Otworzył ją i powąchał.
- Ładne. - rzucił z uśmiechem na ustach, po czym oparł się jedną ze ścian. Był ciekaw co mu powie, co zrobi, czego tym razem spróbuje... Pragnął teraz zobaczyć jej uśmiech - tylko po to, by móc go zmazać z jej twarzy.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2019-05-13, 22:43   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Dla mnie to była gra - moja niewinna zabawa, która eskalowała do niebezpiecznej rozgrywki przez jeden, głupi błąd. Ale to zupełnie jak w szachach, prawda? Od jednego pionka może zależeć los króla. I dzisiaj, to ja byłam tą figurą...
Doskonale słyszałam wszystko, co działo się za ścianą. Nie miałam jednak nic do stracenia czy do ukrycia. A co więcej - mogłam odzyskać najcenniejszą dla mnie zabawkę, jeśli tylko poświecę te marne pionki ku własnej uciesze. Jeśli tylko zaryzykuję w imieniu mojej gry...
Nie przestawałam nucić swojej piosenki ani przez chwilę - nie, gdy jęki Howarda niosły się po mieszkaniu, nie, gdy słyszałam jak jego zęby rozsypują się niczym rozerwane koraliki po podłodze, ani też w chwili, gdy była słychać jak resztką sił próbuje się zaprzeć przed ciągnięciem swoimi ciężkimi butami.
Nie wzdrygnęłam się nawet, gdy drzwi zostały wyważone, a jedynie rozłożyłam swoje ręce na brzegu wanny, obracając się przez ramię i spoglądając na jego przedstawienie znad zapachu bąbelków. Cóż za ciekawa kompozycja się utworzyła, gdy jednak metaliczna woń krwi również zaczęła się nieść w tym parującym pomieszczeniu.
- Wiedziałam, że jeszcze się spotkamy. Jak widać piosenka nie kłamie. Wszystko jest inaczej za drugim razem. - powtórzyłam ostatni zaśpiewany wers, tym razem jednak bez żadnej linii melodycznej. W moich oczach z pewnością nie mógł dostrzec ani przerażenia, ani przejęcia się nagłą śmiercią mojego - już byłego - ochroniarza. Westchnęłam jednak ciężko, odwracając się w tej wannie tak, by nie musieć nadwerężać swoich biednych kręgów. Wyłożyłam się też wygodniej, jedną ze swoich dłoni delikatnie masując się po szyi i ramieniu, gdy drugą na nowo ułożyłam wzdłuż brzegu wanny. Nie odrywałam spojrzenia od blondyna, analizując wszelkie zmiany, jakie w nim nastąpiły. I nawet... Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak cieszyło mnie to, czego zapewne sam nie dostrzegał - jak stał się zimnym zwierzęciem napędzanym tylko jedną myślą.
Myślą o mnie.
Jeden z kącików moich ust nieznacznie się uniósł na jego lekki komentarz.
- Lepiej prezentują się na ciele. - skomentowałam to krótko, nie bardzo zważając na fakt, że to spotkanie raczej powinno być... Bardziej niezręczne. - Muszę Ci przyznać, Fowler. Niezły z Ciebie agent. - Dodałam po chwili zakręcając jeszcze lecącą wodę. Mimo wszystko - jej szum trochę przeszkadzał w tej konwersacji. - Ale domyślam się, że ta ścieżka z trupów wcale nie była po to, by do mnie dołączyć? - Zapytałam, zapewne za mocno go lekceważąc.
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-13, 22:57   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Być może Vera tak właśnie o tym myślała. Może dla niej to była zabawa, igranie z ludzką psychiką, niszczenie innych osób. Dla niego już dawno przestała nią być, obiecał sobie bardzo dawno temu, że znajdzie ją i zabije. I wypełniał tą obietnicę.
To prawda - jakiś czas temu można było tak jeszcze o nim powiedzieć. Pionek. Być może nawet i ona była tą całą królową, ale... Teraz wszystko się zmieniło. Sytuacja na planszy uległa zmianie, nie zostało jej więcej niż kilka - może kilkanaście minut życia i z pewnością to zrozumie - jeśli jeszcze nie zrozumiała.
Dlatego się nie śpieszył, nie miał ku temu już powodów. Znalazł się dokładnie tam, gdzie chciał się znaleźć od prawie roku.
Dlaczego nie miałby z nią porozmawiać? Ich ostatnia rozmowa przebiegała trochę... Trochę inaczej.
Nie musiała się jednak martwić o tortury. Dale nie był takim człowiekiem, nie musiał tego robić. Przeważnie kończył robotę dość szybko, nie przedłużał bezsensownie. Już sama jej śmierć będzie dla niego nagrodą, nie potrzebował jej cierpienia... Chociaż do tej pory myślał inaczej. Przez te wszystkie dni napędzał go gniew, motywował do działania. W tej chwili? W tej chwili poczuł... Spokój.
- To prawda. Tym razem wszystko będzie inaczej. - powiedział kiwając głową na 'tak'. Przesunął palcem po ostrej krawędzi noża, po czym wytarł go o swoje spodnie. Był cały we krwi tego... Tego świniaka, który leżał na posadzce w kałuży swojej własnej krwi. Przeniósł na moment wzrok na Howarda, po czym powrócił spojrzeniem do niej. Wiedział doskonale, że czegoś spróbuje, nie wiedział tylko czego. Był przygotowany na każdą ewentualność - przynajmniej miał taką nadzieję.
Twardo patrzył jej w oczy - a ona na pewno nie mogła dostrzec w nich strachu. Nie bał się jej. Już nie. Pokazała mu raz, że potrafi odebrać wszystko, potrafiła być straszna, ale... Nie w tej chwili. Panował nad sytuacją i musiał grać tak, by nie stracić tego panowania.
- Tak, pewnie masz rację. - skwitował krótko jej komentarz dotyczący perfum. Niestety nie bardzo go interesowało jak prezentują się na ciele, a już na pewno nie na jej ciele. On nawet nie patrzył na nią jak na człowieka. Dla niego była zwierzęciem, potworem. Drapieżnikiem, który rozrywa swoje ofiary na strzępy ciesząc się z tego... Tak, tym właśnie dla niego była.
- Nie rozumiem, niezły ze mnie... agent? - odparł trochę rozbawiony, a słysząc jej następne pytanie uśmiechnął się szeroko.
- Nie, przyszedłem po to, by patrzeć jak uchodzi z Ciebie życie. Powiem Ci jak to będzie wyglądać. Porozmawiamy sobie miło jeszcze przez parę chwil, po czym poderżnę Ci gardło, a Ty umrzesz ze świadomością, że ostatnie co zobaczysz to jedna z Twoich 'zabawek' z uśmiechem na ustach obserwująca Twoją śmierć. Tak to właśnie będzie wyglądać.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2019-05-24, 15:16   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Dla mnie ta gra się nie skończyła. To była partia, która trwała w zawieszeniu przez tak wiele, długich miesięcy. Och, cóż za szkoda, że ta moja zabaweczka tak dobrze się ukrywała! Z drugiej jednak strony... Mój głód na zabawę z każdym mijającym dniem, z każdą godziną wzrastał. Czy mogłam więc chcieć czegoś więcej? Wrócił do mnie, ten robaczek przybył, niczym przywołany moją głodną myślą na więcej zabaw. Dla mojej chorej rozrywki...
Uniosłam lekko swoją brew na jego słowa, by po chwili zacząć masować skórę swoich ramion i polewać ją wciąż ciepłą wodą. Bagatelizowałam go? Być może. A może to jednak tylko kolejny ruch na naszej planszy?
Jego zagrywki nie robiły na mnie wrażenia. Sama znałam je od podszewki, sama dokładnie w ten sam sposób się bawiłam. No i... Dalej byłam przekonana o własnej przewadze. Był na moim podwórku. Na moim placu zabaw. Z całą pewnością był świadom, że i ja mam swoje asy w rękawie.
- Korzystaj, póki możesz. Byłaby wielka szkoda, gdyby rozlały się na niewłaściwego mężczyznę. - Skwitowałam krótko, dość wymownie spoglądając na cielsko tego trupa, z którego wciąż rozlewała się krew na moją idealnie czystą posadzkę. Och... Budziło to wspomnienia. Tak miłe, wywołujące dreszcze wspomnienia... Chyba już mimowolnie przygryzłam lekko swoją wargę, na sam ten żelazny zapach. Pobudzało to moje zmysły i wyobraźnię, już miałam w planach naszą kolejną zabawę, gdy tylko Fowler wykona jeden, zdradliwy dla siebie ruch...
- Nie każdemu udałoby się tak po prostu wejść na moją posiadłość. I to... W takim stylu. Zadziwiasz mnie, Fowler. - Wyjaśniłam po chwili moje poprzednie słowa. Chyba dlatego byłam tak głodna kolejnych zabaw z nim. Był wyjątkowy, znosił wiele. Zapewniał mi rozrywkę na długie godziny. Chyba dlatego tak bardzo nie chciałam się z nim rozstawać. Pewne jednak było, że nie popełnię więcej tak głupiego błędu, jak przed niemal rokiem.
Uśmiechnęłam się nieznacznie słysząc jego plany co do mnie. Nie powiem - miał gość odwagę, by w ogóle o tym mówić. Wysoko też mierzył poprzeczkę - bo wbrew temu, co mogło mu się wydawać - wiele było potrzeba, by się mnie pozbyć. Miałam swoją siłę - i na pewno nie miałam zamiaru mu odpuszczać. Już nie...
- Och, do miłej rozmowy to nam brakuje co najmniej dobrej kawy. A już na pewno lampki szampana. - wyrzuciłam z siebie dość lekko, wychylając się lekko z wanny i łapiąc za butelkę, która przy niej stała. Jak dobrze, że moi pracownicy dobrze wiedzieli, czego mi potrzeba po całym dniu wrażeń! Bez ogródek odwinęłam sreberko, by po chwili - otworzyć ten trunek i nalać do nazbyt zdobionego kieliszka. Upiłam z niego zaledwie jeden łyk, by po chwili podnieść swoją dłoń w jego kierunku - w wyraźnym geście dzielenia się - Nie ma dobrej chwili rozluźnienia bez odrobiny bąbelków, czyż nie? - Stwierdziłam dość dwuznacznie, nie odrywając od niego wzroku, z wyraźnym uśmiechem na ustach i wciąż uniesioną dłonią ze szkłem.
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6