Poprzedni temat «» Następny temat
Salon
Autor Wiadomość
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-01-10, 14:55   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Na momencie odpłynąłem. Pogodny Agent zniknął i zastąpił go Phil wpatrujący się w przestrzeń gdzieś pomiędzy mną a Fay… A może gdzieś znacznie dalej? Bractwo. Już drugi raz dzisiejszego dnia o nim słyszałem i jakoś mi to nie leżało. Przez Bractwo nie było tu Imari. Była gdzieś daleko, w nie wiadomo jakim miejscu i jak… Jak się czuła? Czy było jej dobrze? Czy nie potrzebowała moich ramion?
Oczywiście, mogła to Fay swobodnie wyłapać. Nawet nie przez sam fakt, że zamilkłem i nagle nic nie mówiłem, nie dyskutowałem, jak przez moje spojrzenie, kiedy sama na mnie spojrzała. Ojej. Co też ona mówiła?
- Podejrzewasz tę podłą grypę? – zapytałem zaniepokojony. Więcej trosk. Meh-meh. – Nigdzie się nie wybierasz. Zostajesz tu. Ja sobie poradzę. I poszukam leku – stwierdziłem, mimo że w sumie nawet nie wiedzieliśmy, czy to ta zmutowana grypa, czy może zwykłe przeziębienie.
- I, Fay, aby szczerze. Muszę to wiedzieć prywatnie… – zacząłem, bo musiałem wiedzieć. Serio. Nie wiem, co bym odwalił w najbliższym czasie, gdybym jednak nie miał tego usłyszeć. A nie chciałem też stawiać Fay w złej pozycji, dlatego nie zamierzałem wykorzystywać tej informacji biznesowo… ani w ramach zemsty. Chyba. Może byłem tak naprawdę równie podły co Roger? Cóż, mimo wszystko wypaliłem:
- Gdzie mieści się nowe Bractwo? Muszę wiedzieć. Mam tam znajomą… Niezbyt dobrze wyglądała, jak ją dziś rano widziałem – stwierdziłem niepocieszony i jakby zdesperowany. Chyba serio byłem zdesperowany. I jeszcze ta Fay… Chora. Pokomplikowało się. Nawet umknęło mi zmuszanie jej do jedzenia. Tak wiele na głowie. Nawet Bono upiekłoby się niszczenie dywaników, bo pewnie uznałbym to za sprawkę wiewiór czy innego czorta. Grypa…
[Profil]
  [AB+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-01-12, 15:17   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie wiem - odparła cicho. Do tej pory wmawiała sobie, że nie ma takiej opcji, bo przecież gdy tylko dowiedziała się o tej chorobie, przestała zbliżać się do getta i nosiła maskę. Wiadomo, nie było to stu procentowe zabezpieczenie, ale miała nadzieję, że starczy. A teraz... naprawdę nie wiedziała, nie była lekarzem. Jednak mimo to nie potrafiła ukryć, że wizja bycia chorym zwyczajnie ją przerażała.
- Jeśli to to... wiesz jak to się kończy. Wszyscy szukają lekarstwa i... jak niby sobie poradzisz? Nie, już i tak za długo tu siedzę... nie powinieneś się w ogóle zbliżać - powiedziała - Bono? Bono! Idziemy - przywołała psa, bo nie było na co czekać. Po prostu lepiej dla wszystkich będzie jak wróci do mieszkania i jakoś sama się wykuruje. Nie chciała, żeby Asha też to złapało.
Słysząc pytanie wróciła spojrzeniem do mężczyzny i... przez chwilę nie miała pojęcia, co zrobić. Zawsze jej pomagał i był dla niej dobry, a gdy teraz czegoś chciał... nie mogła odwdzięczyć się nawet w taki pozornie prosty sposób.
- Phil, ja... nie mogę. Jeśli powiesz mi kto to, to dowiem się co z nią, ale... nie mogę zdradzić miejsca, przepraszam. Wiem, że nie zrobiłbyś z tą informacją nic złego, ale zrozum mnie... gdy ostatni raz zadano mi to pytanie... nie wniknęło z tego nic dobrego - zakończyła, kręcąc głową i wstając z siedzenia i... ugh, świat lekko zawirował, mroczki przed oczami się pojawiły się niespodziewanie, na kilka sekund wyłączając ją z tego, co działo się dookoła. Jedną ręką złapała się za oparcie krzesła, żeby zachować równowagę, a drugą podniosła do czoła, jakby to miało chociaż trochę zniwelować narastający ból głowy. Chociaż też nie wiedziała czy gorsze było to, czy fakt jak bardzo gorące było jej czoło. Chyba to drugie, bo jednak ból całkiem szybko minął, pewnie spowodowany lekkim osłabieniem i zbyt szybkim podniesieniem się. Kilka sekund i było po wszystkim, wszystko przeszło.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-01, 19:06   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Life is brutal and full of zasadzkas. Jedną z nich był sam fakt, że ponownie dałem się omotać urokom Imarki. Była niczym modliszka, pani pajęczyca, która zwabiła mnie do swej sieci, złapała i zniknęła, śmiejąc się ze mnie głupiutkiego. A ja wariowałem. Nie w trosce o własne życie, tylko o jej… i Faynej. Temat grypy wyszedł dość niespodziewanie i ze zgrozą zawisł nad nami oto tego wieczoru, kiedy z Fay faktycznie działo się coś bardzo nie w porządku. Ani mi się śniło wypuszczać ją z domu w takim stanie. Może to dobrze się stało, że na moment zasłabła? Tak, nie uszło to mojej uwadze. I tak, to potwierdziło moje słowa. A raczej myśli. Nieistotne.
- Myślę, że się nie dowiesz. Zostajesz tu i koniec, kropka. Siadaj. Zrobię ci gorącej herbatki i razem pójdziemy na górę – odparłem tonem, który wskazywał na to, że jakiekolwiek próby protestu zakończą się niepowodzeniem. Na początku mojej wypowiedzi dało się słyszeć również nutkę zawodu, którą oblałem w złość na wstrętny los. Ale mogłem się tego spodziewać. Tajemnica, którą musiałem poznać… Oby szybciej, nim będzie za późno. Nie wiedziałem już, czy bardziej obawiałem się o jej życie, czy swoje zdrowie psychiczne. Chyba czułem się nieco oszalały.
- Cóż, siadaj – rzuciłem do niej raz jeszcze, gdyby jednak coś nie dotarło. Chyba do mnie nie docierało, bo chwilę tak stałem… Rozwiałem ręką wyimaginowane chmury i wskazałem palcem na Fay. – I nie choruj mi tu. Ani mi się waż. Tym bardziej zwiewać.
I zabrałem się za robienie gorącej herbatki. Może powinienem posłać któregoś z chłopaków po leki? Pewnie z chęcią by mi podrzucili, a przy okazji wybadaliby, co za akcje robią policjanty.
- Spotkałem jakiś czas temu dawną znajomą… Zniknęła na długo, potem nie chciała się ze mną widzieć, a kiedy już się spotkała, okazało się, że… – zacząłem też jej opowiadać, nie okazując wyrazu twarzy. Liczyłem też na to, że to ją zaciekawi i nie będę musiał jej zmuszać do słuchania moich poleceń, hue. Papa-rodzic bardzo. Nie wiem… Miałbym ją pobić czy co? (Chyba Agent powinien iść na kursy w matkowaniu do Sam.) – Ktoś jej coś zrobił. Niedawno się dowiedziałem, a ONA – głupia koza – POSTANOWIŁA TAM WRÓCIĆ, ZAMIAST ZAMIESZKAĆ ZE MNĄ. I nie mogę nic zrobić, i to takie meh. Czy ja jestem aż taki zły, że ode mnie wszystkie stronicie?! – zapytałem tym razem nieco podirytowany. Z Mayą miałem ostatnio jedynie lepszy kontakt, ale to przez radio… Z Imarką chwilę też, ale zdecydowanie za krótko. Potem wszystko się zjebało. I gdzie to szczęście, ja się pytam?! Może straciłem moc? Może we śnie mi wstrzyknęli mutazyny? I chyba się zakochałem…? A może to oni mi coś namieszali w głowie? Wstrętne mutanty.
[Profil]
  [AB+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-03, 19:26   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tsa, life is brutal i zawsze musi czymś dopierdzielić, gdy już zacznie się robić w miarę spokojnie i stabilnie. Bo przecież nie mogło być za dobrze, prawda? Jeszcze nie daj Jeżu by się człowiek przyzwyczaił do takiego faktu i by pomyślał, że zawsze już tak będzie. Nie, nie ma tak, lepiej dowalić nieuleczalną na ten moment chorobą, niech się dziewczyna hartuje, o.
Tylko no właśnie... jak już, to niech to dotyczy jej i tylko jej. Dlatego właśnie nie chciała tu zostać, teraz, gdy dotarło do niej, że to wcale może nie być zwykłe przeziębienie, nie chciała wciągać w to Phila. No bo... nie dość, że tyle dla niej robił, tyle jej dawał, nie dość, że nie potrafiła mu się w żaden sposób odwdzięczyć, to jeszcze wpakowywała mu się do domu w takim stanie. Jakby jeszcze było mało, gdy poprosił ją o jedną jedyną rzecz, ona nie mogła zrobić nawet tego.
- Dowiem się. Jeśli jest w Bractwie, wystarczy mi jeden telefon. Przepraszam Phil, tylko tyle mogę zrobić - powiedziała, wzdychając pod nosem. Naprawdę chciała pomóc nieco bardziej, tylko... no naprawdę nie mogła zrobić to w sposób, jaki od niej oczekiwał. I nie miało to nic wspólnego z brakiem zaufania, bo doskonale wiedziała, że Neumann nie zrobiłby z tą informacją nic złego. Chodziło o lojalność wobec bractwa i nie łamanie tej jednej jedynej najważniejszej zasady.
Chwilowe zaćmienie minęło całkiem szybko, jakby rzeczywiście trochę za szybko wstała. Czarne plamy przed oczami znikały, ból głowy osiągał znośny poziom i po kilku długich sekundach mogła wrócić wzrokiem do zmartwionej twarzy Phila. No i co miała zrobić? Wróciła na swoje miejsce, przynajmniej jeszcze na chwilę.
- To naprawdę kiepski pomysł, żebym tu została - dodała, rzucając Philowi spojrzenie trochę spode łba, bo naprawdę głupio robił, zatrzymując ją tutaj. Miło, że chciał pomóc, ale powinien mieć na uwadze także swoje zdrowie. A jak ona będzie się czuć, gdy przez nią zachoruje? Już czuła się winna.
- Ugh, skąd ja to znam - mruknęła na kolejne słowa Neumanna, gdy ten zaczął swoją, nazwijmy to, krótką opowieść na odwrócenie uwagi. I całkiem zdała swoją rolę, gdy myśli Fay powędrowały w stronę Ronniego, który też zniknął już na całkiem długo i też nie rozstali się tak jak powinni, bez kłótni. Kolejna pozycja na liście rzeczy, które żałowała, a których nie mogła już zmienić.
- Fakt, jeśli jest uparta to nic nie zrobisz. Możesz tylko próbować ją przekonać, a i z tego może nic nie wyjść - dodała, znowu czując, jak bliska jest jej tego rodzaju sytuacja. Henderson też był uparty jak osioł - Oh, tak, jesteś strasznie zły. Tak okropnie zły, że pewnie do końca życia nie odwdzięczę ci się za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś - odparła, mając nadzieję, że sarkazm był dostatecznie słyszalny w jej głosie, bo cóż, dzisiaj jakoś wyszła z wprawy jeśli chodzi o nawet tak banalne czynności.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-04, 18:04   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Wywróciłem oczami jedynie na to jej uparcie. Wciąż powtarzała, że nie powinna tu zostawać, a ja nie zamierzałem wkoło recytować, że zostaje. Zignorowałem to, a za to popędziłem ją, kiedy herbatkę już zrobiłem, by ruszyła ładnie i grzecznie na górę. Znajdzie się w wyrku i wtedy będzie mogła sobie majaczyć dowoli.
- We, przestań! Nie chcę żadnego odwdzięczania się. Jedynie mnie… odwiedzaj i tyle – odparłem, powstrzymując się przed rzuceniem kochaj, bo to by dziwnie zabrzmiało. Jeszcze jakoś pedofilsko, a przecież nie o to mi chodziło, co nie? Potrzebowałem – przynajmniej od Fay strony – kompletnie innej miłości, nieseksowej.
- A gdzie ten Huncwot? Weź go zawołaj. Niech cię pilnuje na górze… – A przy okazji niech nie demoluje mi całego domu. Tak, jak Imari Blanc zdemolowała mi serce… I nie chciała go zostawić. – I miałem robić kakałko, ale może sobie odpuścimy, skoro ci gorzej. Gorące napary ziołowe, oke? – zapytałem Faynej. Jeśli by się uparła, to bym jej zrobił napój bogów z masą pianek i w jakimś mega cukierkowym kubeczku… Ale myślę, że powinna teraz jakieś ziółka na rozgrzanie i wzmocnienie.
- Wskakuj do łóżka i ani mi się waż uciekać czy coś. Odpalę swoją moc i będę milion razy bardziej zdrowszy od najzdrowszych… Tak bardzo, że będę antidotum na wszelkie trucizny, badum! A co! Nie wierzysz? Idę kupić jakąś jadowitą żmiję. Zdechnie sama od ugryzienia mnie – stwierdziłem niby rozbawiony, starając się znowu przestać myśleć o Imari. Pół dnia spędziłem na wymazaniu jej z mojej głowy, a tu, o, znowu przylazła.
Pokręciłem głową, znowu rozwiewając chmurki, i postawiłem tackę z herbatką i ciachami na stoliku obok łóżka. Zacząłem też uparcie rozważać, czy powinienem, czy raczej nie powinienem zasypać Fay ciepłymi kocami…
[Profil]
  [AB+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-05, 14:25   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


No i chyba wyszło na to, że miała zostać, chociaż nadal nie uważała, że jest to dobry pomysł. Nieważne, że miałaby problem z powrotem do własnego mieszkania, coś by wykombinowała, byleby tylko znaleźć się ze swoją chorobą jak najdalej od Phila.
-Przecież odwiedzam. Poza tym... hej, przecież nie tylko ja tutaj znam adres drugiej osoby - odparła, krzyżując ramiona i uśmiechając się lekko triumfalnie. Co to, tylko ona miała wyłączność na odwiedzanie kogoś? Phil przecież też wiedział, gdzie mieszka w Seattle i też mógł do niej wpaść raz na jakiś czas. Ona robiła to zdecydowanie rzadziej bo... cóż, ostatnio nie była najlepszą osobą do spędzania z nią czasu. Miała swoje problemy i obawy, którymi może nie do końca chciała się dzielić, a duszenie tego w sobie powodowało, że nie była najbardziej pozytywną osobą na świecie, chętną do rozmów i spotkań. W czterech ścianach małego mieszkania czuła się najlepiej.
- Jest, Bono jest tutaj - rzuciła, bo pies raczej cały czas kręcił się koło niej, czasem tylko znikając z pola widzenia gdy coś go bardziej zainteresowało. Za dużo było w domu Neumanna zajmujących rzeczy, ale generalnie przecież nie robił nic złego, niczego nie demolował. Na górze lepiej go przypilnuje, więc na czas pójścia na piętro już zahaczyła trzy palce o jego obrożę, żeby nigdzie nie odszedł.
- Okej, jak uważasz - odparła, wzruszając lekko ramionami. Będzie kakao? Okej. Będzie herbata? Też dobrze. Naprawdę nie robiło jej to większej różnicy.
- Jesteś pewny, że to zadziała? - spytała już w drodze po schodach na górę. Nie chciała być sceptycznie nastawiona do wszystkiego, ale używanie mocy cały czas w jej towarzystwie mogło być kłopotliwe - Dobra, okej, w porządku, wierzę. Tylko bez męczenia zwierząt - rzuciła, kręcąc lekko głową i nie mogąc się powstrzymać od lekkiego uśmiechu. A potem jeszcze jednego, gdy Bono wyrwał się i jako pierwszy postanowił usadowić się w nogach łóżka zanim ona zdążyła chociaż na nim usiąść. Nah, nie potrzebne były żadne koce, skoro zwierzak doskonale sprawdzał się w roli grzejnika.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-10, 14:14   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


W sumie racja. Fay miała rację, a ja po prostu wariowałem bardziej niż laska na PMSie. To osiągnięcie, warto zauważyć, ale też niezbyt potrzebne. Wolałbym oddychać zdrowym powietrzem i ogólnie normalnie funkcjonować. Bądź co bądź, miałem co robić i o czym myśleć. Mogłem też robić naloty na mieszkanie Fay nawet osiem razy w ciągu jednego dnia, a co! Mogłem. Zamiast schizować, że jestem taki samotny… kiedy tak naprawdę wcale takim nie byłem. Meh. Wstrętnie. Może już lepiej tego nie analizować.
- Zadziała, zadziała – zapewniłem ją. Jak miałoby nie zadziałać? Szczęście świetna sprawa, a przy odrobinie szczęścia nie stracę też przytomności… ani się nie zabiję czy coś. Hmm… Ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem aż nazbyt pewny swego – przynajmniej kiedy nie chodzi o Imarkę – i że kiedyś mnie to zgubi. Ciekawa teoria…
- Lepiej powiedz, jak się czujesz. Potrzebujesz czegoś jeszcze? Jak coś, to mnie męcz. Ja z chęcią się tu z tobą pomęczę. Będzie fajnie. Fajnie i dobrze… Może wezwę lekarza? Czy na razie nie przesadzać? Sam nie lubię lekarzy. Nawet te sexy panie doktor są strasznie przemądrzałe i wiedzą lepiej o tym, co powinieneś robić, a czego nie… – wyznałem Fayce, na moment gdzieś tam odpływając swoimi myślami. Na przykład niebezpieczne było wpadanie pomiędzy strzały krzyżowe. Phi! Niby dlaczego? Kiedyś muszę skoczyć w gorącą lawę. Ciekawe, co się wydarzy.
[Profil]
  [AB+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2019-02-18, 14:53   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż... Fay chyba nie była tego taka pewna. To znaczy... chciała wierzyć, że uruchomienie mocy wystarczy, żeby w razie czego uchronić się przed chorobą, ale co, jeśli tak się nie stanie?
Była mocno w kropce. Z jednej strony chętnie by stąd poszła, obojętnie gdzie, żeby tylko nie naraża Phila, ale z drugiej, jakaś egoistyczna część niej nie chciała być w tym momencie sama. A to właśnie by ją czekało, gdyby opuściła jego dom. Może to i dobrze, że ją zatrzymał, tym samym zadecydował za nią i... cóż, dalej się zobaczy. Może jutro obudzi się czując znacznie lepiej i okaże się, że pomyliła się co do diagnozy.
- Skoro tak mówisz - odparła tylko, zmuszając się do lekkiego uśmiechu. Pozostało jedynie mieć nadzieję, że będzie tak, jak mówi i już nawet teraz nie było za późno.
- Nie wiem, średnio. Głównie boli mnie głowa i chyba mam gorączkę - powiedziała, przykładając sobie wierzch dłoni do czoła. No cóż, z tym jeszcze cało się żyć - Nie, nic mi nie trzeba, naprawdę. Dzięki - dodała, unosząc kąciki ust na jego kolejne słowa. Ech, chciałaby być taką optymistką, ale ostatnio coś jej nie szło - Jutro zobaczymy, okej? Może po prostu trzeba mi trochę odpoczynku i rano będzie lepiej. A jak nie, to wtedy będziemy się martwić i zastanawiać nad lekarzem - powiedziała, chyba całkiem rozsądnie, prawda?
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-02-21, 13:35   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Myślę, że gdybym wskoczył do tej lawy, to byłoby mi bardzo gorąco. Tak, dokładnie tak. Tylko teraz halo, hjuston! tu ziemia! Piękna, wielka i okrągła, i totalnie skomplikowana wita! Bo jak już dłuższy czas leci wszystko bez zakłóceń, tak później wszystko się piętrzy i wybucha w jednym momencie. Fayne, Imarki, inne Matyldy… Ale wszystko będzie dobrze! Ja już o to zadbam! Zrobię tak, by było dobrze!
- Skoro nic już więcej nie potrzebujesz, to się oddalę i dam ci spać. Tylko dzwoń, jak już coś… Będę na dole. Zwarty i gotowy. Narobię może jakichś naturalnych lekarstw na grypy. BIO fajna rzecz – stwierdziłem, starając się być optymistycznie nastawiony do tego wszystkiego, a przy okazji starając się nie zakładać tego najgorszego. Może to faktycznie zwykłe przeziębienie? Jeśli się Fay szlaja to tu, to tam, a jest przecież zima i panują takie fale zachorowań, to mogła coś złapać ludzkiego, zwykłego, niewynaturzonego, prawda?
- Masz telefon pod ręką, co? To śpij dobrze. Śnij o czymś milutkim, a ty, Bono, nie chrap i nie budź nam Fay. Musi wypocząć – dodałem i powoli wycofałem się z pokoju. Zaświeciłem jeszcze wcześniej lampkę nocną, a zgasiłem główne światło. Zostawiłem na wszelki wypadek uchylone drzwi.

| z/t ?
[Profil]
  [AB+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-01-01, 00:56   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


| 24 kwietnia 2019 roku

Wielobarwne promienie słońca docierały do blatów w kuchni, kiedy ja niczym najwyższy wirtuoz we wszechświecie, kucharz – być może nie aż tak umiejętny jak mój gość, ale wciąż nienaganny – życia oraz samozwańczy mąciciel smaków paradowałem w niej, strojąc sobie żarty z przepisów zawartych w poważanej książce kucharskiej. Uśmiechnąłem się cwanie, poprawiłem okulary na nosie, które tkwiły tam bardziej do parady czy też – bądź również – do dodania mi większej powagi, z której to z kolei nie bardzo byłem znany w swej rodzinie. Cóż, w niej chyba nikt za bardzo nie był brany poważnie, ale to przemilczmy.
Podgłosiłem muzykę, kiedy tylko sprawdziłem muzykę. Kiedy zaś elegancka, solidna limuzyna wjeżdżała na podjazd mej posiadłości, znanej bardziej jako posiadłość Lucasa, hamburgery oraz frytki do nich były już gotowe. Tak, bardzo oryginalnie… Ale jak amrykańsko!
Niespiesznie rzuciłem rękawice kucharskie na blat, zdjąłem fartuszek, gdzieś tam go równie zawieszając i wyszedłem na ganeczek przywitać mojego gościa – kuzynkę Elaine. Uśmiechnąłem się kpiąco i niemalże od razu zmierzyłem od stóp do głów. Albo odwrotnie? A może i tak, i tak? Cóż, istotne, że ją bezczelnie zmierzyłem wzrokiem.
- Skarłowiaciałaś od naszego ostatniego spotkania – stwierdziłem, po czym postąpiłem czym prędzej tych kilka kroków i przytuliłem tego rudzielca. No, kurwa! NIZIOŁEK ELEJNEN PRZYBYŁ. Tak, czasami lubiłem na dziwne sposoby przekształcać jej imię, by ją denerwować, udając ignorancję odnośnie wymowy jej imienia. I dodając jakieś ujmujące jej określenia typu niziołek, karzełek albo krasnal.
- Sorry, że tak późno po ciebie posłałem, ale ostatnimi czasy miałem bardzo, ALE TO BARDZO, napięty grafik. Wiesz, kuzyńcio-biznesmen i te sprawy – podsumowałem i odsunąłem się, by jeszcze raz na nią spojrzeć. – Nie wierzę, że stąpasz po amerykańskich ziemiach! Co się stało? Kiedy się stało? Po co się w to wjebujesz? OSZLALAŁAŚ, haha! Niechybnie. I chodź, chodź. Zrobiłem ci jedzenie życia – kontynuowałem, mówiąc sto rzeczy na raz, bo dużo, no, mieliśmy sobie do powiedzenia, a czas tak wolno sobie leciał, nie przejmując się moim nawałem myśli. I stygnącymi fast-foodami, bo hot-dogi również miałem. I miałem rasową Coca-Colę, a jak! Tej z kolei sam nie robiłem. Kupiłem.
[Profil]
  [AB+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-01-01, 21:13   

Ogłoszenia? Natarczywość? Oczywiście. Elaine Weasley była małą brytyjką o ładnych rysach twarzy i szerokim, szczęśliwym uśmiechu. Była też uparta i zawsze dążyła do celu. Tym razem jej celem był Phil, kuzyn z Japonii. Jedyna znana jej żywa część rodziny, którą pamiętała, że kochała. Jechała w limuzynie do jego posiadłości. Czuła się jak jakaś królowa i jednocześnie mała prostaczka trzymająca na kolanach miskę z tradycyjnym polskim przysmakiem, którego nauczyła się kiedyś robić, gdy spotkała pewną Monikę w Londynie, a mianowicie miała pierogi z mięsem. Miała nadzieję, że mężczyzna polubi pierogi. Ona kochała. Gdy dotarła na miejsce uśmiechała się szeroko jak głupi do sera. Wysiadła z samochodu i ignorując jego złośliwe docinki pozwoliła się przytulić staruszkowi sama ściskając go tak mocno na ile miała siłę, a przyznajmy szczerze nie należała do umięśnionych osób. Brakowało jej rodzinnych uścisków. Należała do takiej osoby, że rodzina była dla niej najważniejsza. Nie znała w prawdzie tradycji Neumanów, bo mama niewiele o nich opowiadała, ale jak już miała Phila nie zamierzała od niego uciekać.
Też mam jedzenie! – wykrzyknęła i wyjęła miskę z pierogami. Ruszyła od razu do domu. — Zakończyłam swoją misję w Wielkiej Brytanii, więc czas na podbój Ameryki drogi kuzynie – wyszczerzyła się szeroko, ale mina jej jednak od razu zrzedła. W sumie miała słabe nowiny z Brytanii. — Drugim czynnikiem, który spowodował, że się tu znalazłam to to, że nic mnie już nie trzyma w Londynie. Moi rodzice zmarli czternastego marca – mruknęła z niepewnym uśmiechem. Pokręciła głową i położyła pierogi na blat stołu w salonie.
Zrobiłam pierogi. Nauczyłam się tego dania od Moniki, która przyjechała do Londunu pracować. Pochodzi z Polski, a danie to ich jakieś takie tradycyjne. Bardzo mi smakuje – zmieniła szybko temat.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-01-08, 15:13   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Oooooooooou… Nie miałem pojęcia, że Londyn zszedł. Oczywiście, reszta Londynu, bo Elaine była tu ze mną, a jako wzorowy ojciec kilku adoptowanych pannic, czułem się zobowiązany by zaopiekować się swoją dorosłą kuzynką. Pewnie również bym ją adoptował, gdybym mógł, ale tego – niestety – prawo już nie przewidywało.
Nim jednak w jakikolwiek sposób skomentowałem tę stratę, ta zmieniła temat. I chwała! Jedzenie ważniejsze od smutków! Popierałem.
- Pierogi? Wygląda jak podejrzany bezkręgowiec, złapany i przygotowany przez szalonego japońskiego rybaka – stwierdziłem, patrząc na misę z tym całym daniem. Zachwycony i udawanie przerażony, i ciekawy, i niemogący się doczekać aż w końcu napcham buzię tym czymś. Cóż, ostatecznie pewnie wepchnąłem samą Elaine do środka, byleby za bardzo nie przedłużać.
- Polska…? Praga, piwo i te sprawy? Czy to Czechy? Hmm… Dobra, siadaj i jedz! Sam robiłem, nie zamawiałem! Eeeej… I ty lubisz gotować? – zapytałem, siadając do stołu przed nią samą. Tak mi się spieszyło do pierogów. Złapałem za miskę i wrzuciłem kilka na talerz. Trochę więcej tych kilka. Gorzej, jeśli one jakieś takie trujące były… Ale kuzynka zdawała się chyba wiedzieć, co robi. I ta cała Monic. Jeśli coś pójdzie nie tak, ja i moja mafia ją dorwiemy w tej Polsce i zrobimy jej rzeczy! I dużo pierogów!
- Ale… Ty jedz, śmiało jedz, ja będę mówił, bo, wiesz, ja mam bardzo dużo pomysłów, kiedy wpadam w taki jakby trans. A powiedziałaś, że zamierzasz teraz podbijać Amerykę, więc ja już opracowuję nam strategię. Aby nie wiem, czy bawimy się w szefów kuchni… Co lubisz robić? Bo ja w swojej głowie już hotel i trzy restauracje wybudowałem w Seattle – stwierdziłem rozbawiony i westchnąłem, kiedy przegryzłem pieroga. To jakieś ciasto z nadzieniem. Wow. Myślałem, że serio jakiś płaz czy inne coś gwałtem porwane z wody… A tak serio, to wiedziałem, że wcale nie płaz. Ale lubiłem zgrywać głupka. Co ja na to poradzić mogłem? Taki ten mój urok.
- Chyba że kwiaciarnię! Twoja twarz pasuje mi do kwiatów – odparłem po chwili. Kompletnie byłem oderwany od rzeczywistości najwyraźniej.
[Profil]
  [AB+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-02-01, 17:02   

Wzruszyła ramionami i zaśmiała się cicho z jego komentarza. W sumie jej pierwsze skojarzenie na ich widok było takie same, ale smak był genialny, więc wiedziała, że będzie mu smakować. Mężczyźni lubią mięso, prawda? W tym czasie rozsiadła się na kanapie w salonie i rozglądała się z ciekawością. Dawno się z nim nie widziała. Ostatni raz w Japonii. Ciekawe ile się u niego zmieniło. W sumie niewiele też o nim wiedziała.
Warszawa, wódka i te sprawy – odpowiedziała i pokręciła głową. Piła kiedyś wódkę polską i była mocna. Nie smakowała jej za bardzo. W sumie jak każdy alkohol. Elaine miała naprawdę słabą głowę. — Kocham gotować. W Londynie miałam swoją restaurację, byłam szefem kuchni, ale wszystko sprzedałam – uśmiechnęła się szeroko na wspomnienie tego wszystkiego, co wyprawiała w kuchni.
Uśmiech z jej twarzy nie schodził. Phil wydawał się być bardziej zabawny niż przy ich pierwszym spotkaniu, ale może to mogło być tylko wrażenie. Słuchała go uważnie wsuwając przy tym jego jedzenie. Była w sumie głodna.
Nie no na razie jestem bezrobotna. Mam pieniądze ze sprzedaży wszystkiego w Anglii, ale powoli szukam czegoś dla siebie. Oczywiście na stanowisku kucharza – dodała podnosząc uważnie palec do góry.
Opowiedz mi co się u ciebie działo? – zapytała z ciekawością w głosie. Chciała wiedzieć ile w jego życiu się zmieniło.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-02-02, 18:10   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Warszawa, wódka i te sprawy, i wszystko już było jasne! To świetna sprawa, tak sobie myślę. Chociaż, kiedy było mi robić biznes z jakimiś Ruskami czy innymi Słowianami, to słabo to szło. Nieźle mnie podpili i, cóż, kompletnie nie rozumiałem, co oni tam sobie szeptali na boku… A oni tak lubią i jeszcze się radują, że nikt tego ich szelestu nie zrozumie! Bezczelne! A potem, chuj, uradowani, że biznes się udał. Raczej mnie nie okantowali, bo do dziś żyję w przeświadczeniu, że wszystko poszło spoko, ale tak naprawdę kto ich tam wiedział? Cholernie przyjacielscy byli. Przytulali, piątkę zbijali i się śmiali, a potem toast! Kolejny… Ale przeżyłem to spotkanie, zdobyłem, co było mi potrzebne, więc w sumie sukces, nie? No, i miałem nowych przyjaciół w biznesie, a to ważne.
- O, to wspaniale. Cenię sobie ludzi z pasją. W takich gotów jestem inwestować od tak, na słowo, teraz i zaraz! – rzuciłem hardo, po czym złapałem za butelkę Coca-Coli. Odkapslowałem. Jedną dla Elaine, drugą dla siebie. Upiłem. Jak miło było czasami wypić coś niezdrowego.
- Huh, dziewczyno! Dużo się działo u mnie… Cholernie dużo. Wybacz za słownictwo, ale taka prawda. Od pokazów mody, przez drobne rozboje, tortury i szantaże, po porwanie przez własną ciotkę – odparłem rozbawiony na jej pytanie, dosyć niepoważnie, by nie wzięła tego na poważnie, choć… Kto tam wiedział, czego gotowa była się po mnie spodziewać? Cóż, ale tak serio, to w sumie nie powinienem wyznawać jej żadnych sprawek mafijnych, bo to top secret, a te sprawy z rebelią… w sumie również. Imarkę chyba także powinienem chronić top secretem. Moja biografia byłaby więc ostatecznie grubą książką z czarnymi paskami, zamiast tekstu.
- I coś, czego nie zrobiłem i raczej nie zrobię – stwierdziłem, wstając na moment, by wziąć do rąk marynarkę, w której dziś biegałem. Wyciągnąłem małe czerwone pudełeczko. Cholera, tak długo ze mną chodziło, że powinienem je wymienić na nowsze. Nieco się starło. Z wierzchu. Otworzyłem je czym prędzej, kiedy zasiadłem do stołu. Pokazałem Elaine skromny pierścionek, bez udziwnień, bez oznak starości. Po prostu prosty, złoty, z niewielkim diamentowym oczkiem.
- Jest taka jedna panna… Ale hardo nam pod górkę, a kiedy już wychodzimy na prostą, to potem ja okazuję się być palantem albo ona leci oddawać się innym, ech – stwierdziłem rozmarzony. Choć ostatnimi czasy raczej było między nami lepiej niż gorzej. Awww.
[Profil]
  [AB+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-02-03, 17:37   

Coca-cola! Z chęcią się napiła. Dawno nie piła gazowanych napoi i powiedzmy trochę za nimi zatęskniła. Spojrzała na niego zaskoczona. Ten kuzyn zdecydowanie należał do zaskakujących osób, ale w sumie nie znała innych kuzynów z jej rodziny. Phil był jedyną znaną jej rodziną. Wiedziała, że byli inni, ale jej mama niechętnie o nich mówiła.
Jak porwanie? – zaśmiała się. To musiało być ciekawe, nawet jeśli mogłoby być żartem. Rodzina zwykle cię nie porywa bez powodu, może to jednak jakaś metafora?
Spojrzała na pudełeczko w jego dłoni i jeśli pozwolił wzięła je do ręki, aby przyjrzeć się pierścionkowi. Był śliczny. Nie sądziła, że ten szalony Phil mógł być zdolny do takich rzeczy. Uśmiechnęła się mimowolnie w taki melancholijny sposób. Lubiła zaręczyny i śluby. Były dla niej najlepsze. Lubiła gotować na takie imprezy, lubiła patrzeć na młodych i szczęśliwych ludzi.
W jakim sensie innym? – zapytała spoglądając na niego. — Phil? Czy ty cykorzysz? Jeżeli uważasz, że ona jest ciebie warta, że jest dla ciebie najważniejsza i jeżeli chcesz chronić ją do końca swoich dni daj jej ten pierścionek, oświadcz się jej i pokaż, że chcesz ją dla siebie! – spojrzała na niego z zawziętością w oczach. Tym zielonym oczom, w których płonął ogień nie powinno się odmawiać.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5