Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2018-12-13, 23:35 Spotkanie-przepustka (22.11.2018) Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Nie ważne jak fatalnie czuł się Nie ważne, że miał gorączkę, kaszlał i miał katar. Że bolało go gardło i miał ochotę wszystko pieprznąć. Ale nie dzisiaj. Po dwu tygodniowych ponad ustaleniach planu, w końcu doszło do jego realizacji. Dale miał dostać się do Dzielnicy Ochrony Mutantów, dzięki załatwionej przepustce przez Briana. Fowler miał wejść jako fachowiec od napraw rur i kranów. Skoro mniej więcej się na tym znał, będzie znacznie łatwiej w tłumaczeniu się innym szwadronom.
Dnia tego, w samo popołudnie, Brian czekał na placu, spoglądając w stronę rogatek, gdzie powinien pojawić się Fowler. Tam też przebywało dwóch szwadronowców, przydzielonych do pilnowania przejścia. Dobrze się złożyło tak, Że Solo i jego kompan dzisiaj nie mieli dyżuru. Zatem bez problemu Dale powinien przejść przez kontrolę. I gdyby tak się stało, że po sprawdzeniu papierów i przepuszczenia go, Brian skierowałby się w jego stronę. Ubrany w mundur niebieskiego szwadronowca, z szalikiem na szyi.
Wysłany: 2018-12-14, 00:16
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Minęły ledwie dwa dni od mojej fatalnej pobudki pod kamienicą. Dwa dni i jedna noc, odkąd los postanowił połączyć ścieżkę moją i Morisa, w tym padole nieszczęść. Minął też ponad tydzień, od czasu, gdy próbowałam zakończyć swój żywot - wciąż nieświadoma tego, jak wielu osobom na nim zależy.
Od ponad 48 godzin nie opuszczałam jednak swojej zagrzybiałej klitki. Tutaj czułam się bezpieczniejsza, mimo, że przecież klatka jak i drzwi nie stanowił żadnej bariery. Ale jednak... Słowa tego gangstera dalej odbijały się w mojej głowie.
Walczyłam z myślami. Nie wiedziałam co robić. Tym bardziej, gdy z każdym dniem czułam się gorzej - i to samo widziałam po Kerseyu. Prosiłam go już, by sobie odpuścił, by odpoczął - przecież dla mnie nie było warto. Byłam nędznym robakiem - i tego myślenia nie potrafiłam się wyzbyć. Tym bardziej - teraz, gdy patrząc w lustro widziałam zakrwawione białko, spuchnięte powieki i tą paskudną ranę pod okiem... Gdy widziałam kolejne siniaki na mojej skórze, gdy czułam ból w mięśniach. Byle opryszki, naszprycowane tym samym gównem, za którym ja tęskniłam - były w stanie pozbawić mnie resztki człowieczeństwa.
Siedziałam więc - w rogu swojego śmierdzącego pokoju, walcząc ze wzrastającą gorączką, walcząc z cierpieniem, które ogarniało moje ciało, walcząc - z objawami choroby, po której nie spodziewałam się niczego tragicznego.
Tak samo, jak nie spodziewałam się tej wyjątkowej dziś wizyty...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-12-19, 16:43
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Dale czekał na ten konkretny dzień od dłuższego czasu. Dziś miał wreszcie zobaczyć się z Sam i skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie cieszył. Inna sprawa, że nie miał prawa tego po sobie pokazać.
Wiele razy już wchodził, że tak to ujmę, do jaskini lwa, ale kiedyś to wszystko było jakieś... Prostsze. Stawka nie była tak wielka jak teraz, teraz miał do stracenia najważniejszą dla niego osobę. Nie mógł zawalić, nie mógł dać się złapać ponieważ... Cholera, po prostu był jej to winien. Jak mógłby pozwolić na to, by dalej cierpiała?
Pragnął ją tylko stamtąd wyciągnąć, nic więcej nie było mu potrzebne w tej chwili do szczęścia. Żeby tego dokonać musiał dowiedzieć się jak to wygląda w środku.
Dlatego właśnie szedł wolnym krokiem z papierosem w dłoni w kierunku rogatek.
Brodę miał o wiele krótszą niż zwykle - ledwie dwu, może trzy-dniowy zarost. Podobnie włosy, trochę niechlujnie ułożone. Odziany był w flanelową koszulę w kratę, oraz niebieskie, brudne, robocze spodnie. Przez ramię miał przewieszoną torbę, która przy każdym ruchu wydawała z siebie charakterystyczne dźwięki obijającego się o siebie metalu - oczywiście miał ze sobą narzędzia. Kilka kluczy, młotek i parę innych pierdół. Generalnie wyglądał zupełnie jak inny człowiek.
Miał przy sobie również dokumenty, które otrzymał od Briana.
Na jego twarzy błąkał się lekki uśmiech, typowy dla niego.
Gdy dotarł wreszcie do rogatek wyciągnął wszelkie potrzebne papierki, oraz przedstawił się okazując tym, którzy go sprawdzali fałszywe dokumenty. Dał im się przeszukać, oraz wytłumaczył po co go wezwano. Na całe szczęście obyło się bez większych problemów.
Wszedł do środka. Nie mógł się powstrzymać przed rozejrzeniem się po okolicy. Pierwsze co w niego uderzyło? Wszechobecny... Smutek? Woń strachu, śmierci? Wszystko tu było nie tak, jak powinno być - a z pewnością nie tak jak opisywały to media, ale nie dziwił się temu wcale. To tylko utwierdziło go w przekonaniu, że musi jak najszybciej wyrwać stąd Sam.
Zauważył Kerseya i widząc, że tamten ruszył w jego kierunku przyjął odpowiednią pozę - trochę przestraszonego całą tą sytuacją, ale próbującego udawać twardego Pana majstra. No, coś na zasadzie 'Ja nic nie wiem, ja przyszedłem tylko przekręcić kilka śrubek'. Czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Wystarczyło mu tylko, by Brian zaprowadził go w pobliże miejsca w którym znajdowała się Samantha. Dalej, cóż... Jakoś da sobie radę.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2018-12-20, 21:29
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Brian obserwując z oddali rogatkę, w końcu dostrzegł wyłaniającego się z niej Fowlera. Jak widać, przepustka się sprawdziła i koledzy przepuścili młodego pracownika, którego wezwał Kersey. Nie ruszył się z miejsca, czekając aż ten go wyłapie i sam podejdzie, co też uczynił. Kiedy zaś stanął przed nim, Brian skinął mu głową na gest powitania. Po czym rzucił.
- Za mną.
Ruszył w stronę bardziej ubogiej dzielnicy tego miejsca, gdzie większość kamienic bywała zaniedbana. Ta gorsza część, prezentowała sobą jeszcze większą rozpacz i smutek, niż widział to wokół siebie Dale.
- To co tu widzisz zachowaj dla siebie.
Uprzedził go szeptem, kiedy zrównali się w drodze w znanym sobie kierunku. Chodziło właśnie o otoczenie. Brian zauważył jak kolega rozglądał się chyba nie dowierzając jak Rząd potrafi kłamać i mówić nie całą prawdę.
Resztę drogi przeszli spokojnie aż pod samą kamienicę. Brian wpuścił Dale'a do środka i udał z nim na piętro, gdzie swój pokój miała Samantha. Skierowali się do niego, a po drodze Kersey dopowiedział kilka szczegółów.
- Jesteś tu by naprawić rury w jej łazience, bo są przecieki. Potem zaprowadzę Cię do innej łazienki w innym pomieszczeniu, pod pretekstem, że jakąś pracę tu jednak odwalisz. Gotowy?
Po przedstawieniu mu planu, zapytał wprost, czy jest gotów na spotkanie z Sam. Jako że stanęli już przed drzwiami jej pokoju. Jeżeli zaś Brian otrzymał odpowiedź, zapukał dla informacji a następnie otworzył drzwi i wszedł do środka. Jako szwadron nie mieli tego obowiązku. A w przypadku Samanthy, to on już dla jej bezpieczeństwa wchodził bez pukania. Zwłaszcza po tym jak raz przyłapał ją na odbieraniu sobie życia.
- Sam, masz gościa.
Rzekł, kierując słowa w stronę kąta, gdzie siedziała dziewczyna. Nie ma co ukrywać, że chyba nie było dnia, tygodnia czy miesiąca, by nie widział u niej ani jednej rany, siniaka czy obicia. Zawsze coś na swoim ciele miała. Pomijając tatuaże. Normalnie serce ściskało. Dlatego Brian wcześniej uprzedzał kolegę, że może może nie zobaczyć takiej Sam, jaką znał.
Wysłany: 2018-12-20, 21:47
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Przestałam liczyć czas. Teraz liczyłam tylko na przetrwanie.
Złe samopoczucie, zmęczenie jak i ból pozbawiały mnie całkowicie energii. Siedziałam, a jednak mogło się wydawać, że zaraz zniknę w tej ścianie. Moje powieki robiły się coraz cięższe i z całą pewnością - gdyby nie wizyta Kerseya i dodatkowego gościa Morfeusz pochwyciłby mnie w swoje objęcia.
Spojrzałam jednak w kierunku drzwi, w sumie tylko jednym okiem, gdyż drugie tak bardzo teraz bolało... Zranione oko na krótki moment przykryłam własną dłonią, co by móc nieco bardziej skupić swój wzrok na tym, co było mi przedstawiane.
Bałam się. Po prostu się bałam. Niby... Niby mogłam Brianowi ufać, ale jednak... Strach był silniejszy. Kto mógł tam stać? Ogar? Morris? Ugh... Przecież nikt inny nie odnajdywał w spotkaniu ze mną żadnej uciechy.
I dopiero wtedy to do mnie doszło. Ta szpetna gęba była mimo wszystko tak znajoma, dobre 10 lat młodsza...
- D-Dale... - Wyburczałam tylko przez zaschnięte gardło, spuszczając dłoń luzem na swoje nogi.
On żył. On żył. I to tak bardzo mnie cieszyło! Nawet jeśli nie byłam zadowolona z faktu, w jakim stanie musiał mnie oglądać...
Byłam wychudzona. Z całą pewnością studenci medycyny mogli się na mnie uczyć anatomii. Siniaki nie opuszczały mojej skóry, tak samo jak zadrapania. Ale z całą pewnością najgorzej teraz prezentowała się ta paskudna rana na lewym policzku i erozja w rogówce - przez którą całe białko miałam zakrwawione, a powiekę spuchniętą. Przedramiona również starałam się schować, bardziej, pod za dużymi rękawami zarzuconej na ramiona bluzy. W tym momencie wstydziłam się każdej, nawet najmniejszej rany na moim ciele...
Nie mogłam jednak odpuścić. Nie byłam pewna, czy to nie są kolejne zwidy, kolejne majaki. Czy oni oboje na pewno tu są? Gorączka ze mną pogrywała i z całą pewnością nawet to było po mnie widać, gdy rumieńce zaczęły pojawiać się na mojej skórze, a z mojego nosa zaczynało cieknąć - i to bynajmniej ze wzruszenia.
Wstałam - o ile można to powiedzieć o dziwnych wygibasach, które musiałam odprawić pod tą nieszczęsną ścianą, by w ogóle do tego doszło - po czym krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej, powolnym krokiem po prostu ruszyłam w stronę tych drzwi, przerzucając swój wzrok z Dale, na Briana i znowu na Dale'a - jakbym chciała się upewnić, że oboje na pewno tu są...
A gdy tylko ten obraz nie wyparował sprzed moich oczu, gdy tylko wyciągnęłam w kierunku mężczyzny swoją rękę... Ja... Ja po prostu wybuchłam. Ostatnio bardziej wszystko przeżywałam, samej nie do końca wiedząc czemu. Po prostu się popłakałam, co wprawiło moje zranione oko w jeszcze większy ból, ale to wcale nie miało znaczenia. Nie, gdy jednak jedna z bliskich mi osób wcale nie była martwa.
Nie miałam jednak sił, by odpowiednio się przywitać. Nie miałam sił nawet na to, by podziękować. Ja... Złamali mnie. Nie byłam sobą. Nie wierzyłam w to, co się dzieje i nie potrafiłam się tym cieszyć.
Runęłam na ziemię, na własne kolana po prostu zanosząc się szlochem...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-12-22, 16:04
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Fowler ruszył leniwym krokiem za swoim bezwłosym kolegą. Rozglądał się oczywiście po okolicy, ale nie robił tego bezczelnie - to rzucił okiem w prawo, to w lewo...
Przytłaczała go panująca tu atmosfera, im głębiej wchodzili w ten syf tym mocniej uderzały w niego wspomnienia. Wiedział doskonale co mu to przypomina. Wojnę. Piekło przez które przeszedł kilka lat temu, ten sam smród, wiszący w powietrzu strach... Cholera, wszystko zataczało koło - wrócił do punktu wyjścia. Mało tego czekała na niego kolejna walka. Walka o Sam, jak mógłby ją tutaj zostawić? Być może będzie to ostatnia rzecz, którą zrobi w życiu, ale będzie warto. Dla niej.
Kiwnął głową na znak zrozumienia, gdy Kersey poprosił go o milczenie. Oczywiście, że tak - nie sypał, nigdy tego nie robił i tym razem również tak będzie.
Idąc tak między kamienicami Fowler odruchowo analizował otoczenie, szukał ewentualnych dróg ucieczki, kryjówek, oraz miejsc w których najlepiej będzie mu się bronić. Zawsze miał plan awaryjny - musiał przecież mieć.
Wreszcie Brian wpuścił go do jednej z kamienic, nieco żwawszym krokiem wdrapał się po schodach. Zatrzymali się przed drzwiami, a Dale wysłuchał słów Kerseya i wciągnął głębiej powietrze do płuc. Nie miał pojęcia co go spotka za chwilę, nie wiedział w jakim ona jest stanie i... Cholera, martwił się o nią.
- Tak, stary, otwórz te cholerne drzwi.. - rzucił już lekko zirytowany tym całym przeciąganiem. Czekał na tę chwilę kawał czasu i miał dosyć przedłużania.
Wszedł zaraz za nim do pomieszczenia i przesunął go ręką.
Nie wyobrażał sobie nawet, że może ją zobaczyć w takim stanie. Nigdy w życiu nie pomyślał, że ktokolwiek będzie w stanie ją tak złamać, zniszczyć, sponiewierać. Automatycznie poczuł mocny ucisk w klatce piersiowej.
Torba z narzędziami spadła z jego ramienia uderzając o podłogę, ale on kompletnie to zignorował. Obejrzał ją od stóp do głów, gdy w tak cholernie żałosny sposób próbowała się podnieść, wyrwać z tego kąta w którym siedziała skulona jak pies...
Chciał coś powiedzieć, cokolwiek, ale nie potrafił z siebie wydobyć nawet słowa.
Nie płakał - on nigdy nie płakał, zbyt wiele łez wylał w swoim życiu.
Do teraz.
Teraz jego oczy zaszkliły się. Mimowolnie zacisnął zęby czując jak ogarnia go gniew.
Kto śmiał? Kto jej to wszystko zrobił i jakim, kurwa, prawem Brian na to pozwolił? Gołym okiem było widać, że ich coś łączy, przecież Fowler nie był ślepy. Nie miał pojęcia co, ale od samego początku miał wrażenie, że Sam znaczy coś również dla niego. Był tutaj - był w środku. Jak mógł na to pozwolić?
Dziewczyna ruszyła w jego kierunku, a Dale widząc jak chwieje się na nogach w ciągu ulamka sekundy pokonał dzielący ich dystans i również przyklęknął łapiąc ją zanim boleśnie uderzy w podłogę.
Objął ją mocno i przytulił do siebie, jedną dłonią pogładził jej włosy.
- Co oni... Co oni Ci zrobili... - wyszeptał bardziej do siebie niż do niej. Pokręcił delikatnie głową z niedowierzaniem, po prostu nie mieściło mu się to w głowie. I nienawidził siebie samego za to, że zniknął. Za to, że do tego dopuścił. Powinien tu być, powinien ją obronić przed tym wszystkim. Powinien poderżnąć gardło każdemu śmieciowi, który podniósł na nią rękę. Miał tylko ją, tylko na niej mu zależało. Była dla niego jak rodzina, jak siostra. Kochał ją całym sercem, dzięki niej pamiętał jeszcze co to znaczy być człowiekiem. I pozwolił na to, by odarli ją ze wszystkiego, z godności, z człowieczeństwa.
Jedna z jego dłoni cały czas delikatnie gładziła jej włosy, palce drugiej zacisnął w pięść. Czuł, jak się w nim gotuje. Czuł, że musi się uspokoić, ponieważ może zrobić coś bardzo głupiego.
- Wyjdź. - warknął nie odwracając się nawet w kierunku Briana. Chyba mógł im pozwolić na chwilę prywatności, prawda? Nie musiał ich pilnować, wystarczyło, żeby stanął przed drzwiami.
- Wyjdź.. Proszę. - dodał po chwili zastanowienia, chciał, żeby to zabrzmiało łagodniej, ale średnio mu to wyszło. Oczywiście Kersey bez większych trudności powinien rozpoznać po tonie jego głosu, że to nie jest odpowiedni moment, by mu się sprzeciwiać. No, ale przynajmniej grzecznie poprosił, nie?
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2018-12-22, 18:52
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Gdyby mógł, jakoś bardziej pomóc Sam, już dawno by to uczynił. Niestety był na takiej pozycji Szwadrona, że nie mógł nic zrobić, jak jedynie wspierać ją swoją obecnością i przynosząc chociażby jedzenie, leki, przemywać rany jak i zapewnić jej cieplejsze warunki na przetrwanie zimy, przynosząc koc czy ciepłe ubrania. A nawet napoje. Sam wiedziała o tym. Robił co mógł i ile mógł. Nie mówiąc jej jednak o planach swoich jak i ustalonych z kimś. Dzisiaj zrobił jej taką niespodziankę, że sam nie spodziewał się takiej reakcji z jej strony.
Gdy otworzył drzwi i oboje z Dalem weszli do środka, Samantha mimo prób wstania, nie ukrywała szoku a później rozpłakała się. Często to widział, jak płakała. Jak słabła psychicznie. Ale może to spotkanie z Fowlerem doda jej sił i energii? By chcieć żyć i móc przetrwać kolejne tygodnie w tym miejscu? Jeżeli nie miesiące. Rząd nie zakładał jej wolności. Przynajmniej tyle wiedział.
Fowler szybko podszedł do dziewczyny chwytając ją w ostatnim momencie, kucając przy niej. Brian dostrzegł w jego reakcji mowy ciała jak i w głosie, że i jego jej stan mocno dotknął. Uprzedzał go, że może zobaczyć inną Samanthę, niż tę jaką znali wcześniej.
Praktycznie Brian powinien pozostać w pomieszczeniu i przypilnować pracownika, ale w tej sytuacji chodziło by dać im trochę prywatności.
- Będę za drzwiami. Pamiętaj... Nie mamy za dużo czasu.
Spełni jego prośbę, ale tym samym przypomniał mu, jak bardzo mają czas ograniczony i żeby nie zapomniał trochę poudawać hydraulika.
Otrzymawszy potwierdzenie, Kersey wyszedł i zamknął drzwi za sobą, pozostając na miejscu, opierając się o ścianę tuż obok wejścia do pokoju Sam. Westchnął ciężko, czując jak choróbsko daje mu w kość. W dodatku jego nerka się odezwała, że skrzywił się trochę. Będzie musiał udać się do swojego lekarza. Ale to pewnie po tym, jak Fowlera wypuści z DOMu.
Wysłany: 2018-12-26, 19:16
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Czułam się źle. Czułam się winna. Te kilka miesięcy w Departamencie wpłynęło na mnie tragicznie - doszukiwałam się błędów w każdym moim czynie i co najgorsze - widziałam je nawet teraz, nie będąc świadomą, że odwiedziny Dale'a to tylko i wyłącznie sprawka tej dwójki - i to całkiem nieźle przemyślana.
Miałam wrażenie, że to ja musiałam sypnąć. Że kiedyś pewnie powiedziałam zbyt dużo. Może w nieświadomości zbyt często powtarzałam imiona tych, na których mi zależy? Nie mogłam powstrzymać szlochu, nie mogłam powstrzymać łez - nie, gdy miałam wrażenie że blondyn tu jest właśnie przeze mnie.
- Nie... Nie możesz... Nie powinieneś... Tu być... Nie... - Powtarzałam ledwie zrozumiale pomiędzy próbami złapania oddechu w przerwach od płaczu. Słone krople wciąż jednak opuszczały moje powieki, powoli spływając po moich policzkach i mocząc w tym momencie jego koszulę, do której próbowałam się wtulić. Z całą pewnością Fowler mógł poczuć, jak moje ciało drży - z czystego strachu. Strachu... O niego.
Nie potrafiłam się opanować. Nie potrafiłam przestać. Nie potrafiłam na to spojrzeć z innej perspektywy. Dla mnie to było takie proste - skazałam kolejną osobę na los podobny do mojego. Nie było innego wyjścia. Pewnie dobrze się ukrywał przez te długie miesiące, pewnie był bezpieczny, a ja wszystko zepsułam. Tak było. Tak musiało być. I nie mogłam sobie tego wybaczyć...
- Przepraszam... Że tak bardzo... Zjebałam... - Wydusiłam z siebie, wciąż mając w głowie jak żałosnym robakiem byłam. Jak nie zasługiwałam nawet na śmierć. Jak w tym momencie po raz kolejny pokazuje, jak bezwartościowa jestem. A co najgorsze... Wiedziałam, że mój czas dobiega końca. Może właśnie to mnie tak bardzo bolało?
Mimo, że przecież przed kilkoma dniami sama chciałam pożegnać się z życiem, teraz nie do wytrzymania była myśl, że tak wiele osób miałoby być jej świadkiem. Tam gdzieś w środku aż poczułam nieprzyjemne ukłucie, przez które złapanie oddechu było wyjątkowo trudne. Dopiero teraz dochodziło do mnie, co zrobiłam. Dopiero teraz uderzyło mnie to, jak bardzo zbliżyłam się z Kerseyem. I sam fakt jego wyjścia... Przeraził mnie jeszcze bardziej.
Łzy powoli ustawały, mimo, że moje wargi wciąż drżały. Odsunęłam się jednak od silnego ciała przyjaciela, bojąc się, że znowu moja moc zadziała wbrew mnie. Że znowu postąpię wbrew logice. Że znowu... Dam się ponieść dla chwili szczęścia. Spojrzałam w ziemię, pociągając nosem i powoli szczypiąc się po dłoniach - mając nadzieję, że to tylko sen. Że to się nie dzieje. Że wcale mnie takiej nie ogląda. Ale żaden bodziec, ani chwila bólu nie rozmazywały tego obrazu.
I nawet nie miałam odwagi spytać w tym momencie o Roseberry, mimo, że przecież Dale był jedyną znaną mi żywą osobą, która mogła o niej wiedzieć cokolwiek...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-01-06, 22:47
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Nie miał pojęcia co siedzi w jej głowie - skąd mógł wiedzieć? Mógł tylko stwierdzić bez cienia wątpliwości, że te potwory w ludzkich skórach doprowadziły ją do ostateczności, złamały i przede wszystkim mocno skrzywdziły. Och, przecież doskonale wiedział jak to jest być złamanym. Sam to przetrwał, choć nie wiem, czy można porównywać ich krzywdy, cierpienie. W końcu... Ile ona już tutaj była? Kawał czasu, prawda?
Przesunął delikatnie dłonią po jej policzku ocierając łzy i jeszcze mocniej przycisnął ją do swojego ciała. Oczywiście nie na tyle mocno, by sprawić jej ból.
- Hej... Spokojnie. Nie przejmuj się mną, wszystko załatwiłem. Nikt nam nie przeszkodzi, nikt mnie tutaj nie zobaczy. - wyszeptał rozglądając się po pomieszczeniu, które w niczym nie przypominało domu. Wyglądało raczej jak legowisko jakiegoś zwierzęcia - czy tym właśnie się stała? Czy straciła resztki człowieczeństwa?
Nawet jeśli właśnie tak było... On zamierzał pomóc jej odzyskać godność. Odzyskać dawne życie. No... Dobra, może wszystko nie wróci do czasów z przed getta, ale na pewno mógł ją w jakiś sposób stąd wyciągnąć.
- Nie przepraszaj mnie. To ja zjebałem. Powinienem być przy Tobie, powinienem do tego nie dopuścić, a teraz... Teraz jesteś tu. - poczuł jak po raz kolejny dnia dzisiejszego ogarnia go gniew. Gniew na siebie samego. Dlaczego musiał zachować się jak pieprzony egoista, dlaczego nie potrafił poradzić sobie z tym wszystkim co go spotkało w inny sposób? Gdyby tylko został w tym przeklętym mieście, gdyby nie uciekał od problemów... Wszystko mogło potoczyć się inaczej.
Jeśli chodzi o Briana... W normalnych warunkach Fowler naprawdę byłby w stanie zrozumieć brak możliwości pomocy z jego strony, ale nie dziś. Nie w tej chwili, gdy zobaczył ją w takim stanie. Prawdopodobnie i tak czeka ich niezbyt miła rozmowa, ale teraz liczyła się tylko ona, dlatego w głębi duszy blondyn naprawdę ucieszył się, gdy Kersey wyszedł z pomieszczenia. Mruknął tylko coś niezrozumiałego, gdy tamten przypomniał mu o ograniczonym czasie i powrócił spojrzeniem do Sam.
Odsunęła się od niego, a on tylko głębiej wciągnął powietrze do płuc. Powoli sięgnął dłonią do jej dłoni. Splótł ich palce mocno ze sobą - zupełnie tak jak zrobiła to ona, gdy przyszedł do niej zaraz po kilku dniach spędzonych z Verą. Wtedy... Tym prostym gestem dała mu nadzieję, oby w tej chwili to zadziałało podobnie.
- Posłuchaj mnie, spójrz na mnie... Spójrz. - powiedział nieco pewniejszym głosem i sięgnął drugą dłonią do jej podbródka, by unieść jej twarz do góry.
- Wyciągnę Cię stąd. Obiecuję. Postaram się zrobić to jak najszybciej, do tej pory... Postaram Ci się pomagać. Jak tylko będę mógł - przekazuj informacje przez Briana. Rozumiesz? - tylko tyle był w stanie dla niej zrobić. Wydostanie jej stąd wydawało się niemożliwe, ale czy to pierwszy raz? Za czasów wojska właśnie z tego słynął - wybierał się tam, gdzie inni się bali. I zawsze wracał. Tym razem musi być dokładnie tak samo.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2019-01-07, 21:08
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Nie rozumiałam jego słów. Nie wiedziałam, co chce mi przekazać. Co załatwił? Wejście do tego mieszkania? Że nikt tu nie przyjdzie? Te słowa przeraziły mnie chyba jeszcze bardziej - może to była wina tego spotkania z Morrisem i świadomość, że przecież wiszę mu grube pieniądze?
Wiedziałam, że Dale był najemnikiem, a do tego - był teraz w getcie. Co jeśli wola przetrwania zrobiła z nim dokładnie to samo, co ze mną?
Niemal bezgłośnie pisnęłam na te słowa.
- Przepraszam! Nie powinno Cię tu być! Ja wszystko, wszystko oddam! Oddam mu te trzy tysiące, Dale, błagam Cię... - Zaczęłam bredzić przez łzy, całkowicie tracąc zdrowy rozsądek. Coraz bardziej gubiłam się w tej siatce kłamstw, którą przecież sama zaplotłam.
Dopiero jego kolejne słowa jakkolwiek otworzyły mi oczy. Wciąż jednak szlochałam, do tego... Wstydząc się wszystkiego, co do tej pory zrobiłam.
Właśnie w niego zwątpliłam. I przyznałam się do długu...
Do kurwy nędzy.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam... - Powtarzałam niemal maniakalnie, nie radząc sobie z tą sytuacją. I dopiero ten jego prosty gest, to splecenie dłoni... Jakkolwiek pozwoliło mi się opanować. A wszystko przez to krótkie wspomnienie, gdy to on tracił nadzieję a ja mogłam cieszyć się wolnością. Przez wspomnienie mojego dawnego mieszkania. Naszych przepitych litrów, chwil trudnych i radosnych, przez wzgląd... Na naszą przyjaźń.
Zaszlochałam krótko, przypominając sobie, jak bardzo marnowałam swoje życie, gdy jeszcze je miałam. Gdy mogłam z niego korzystać. Gdy miałam przy sobie wszystkich, na których mi zależało.
A dzisiaj - dzisiaj nie mogłam sobie pozwolić na to, by przeze mnie cierpieli.
- Jezu, Fowler, nie... - Wymruczałam tylko na jego słowa, gdy tak zmuszał mnie do patrzenia w jego oczy. A to przecież wcale nie było łatwe zza spuchniętego oka. - Nie możesz. - Dodałam po chwili, kręcąc swoją głową i panicznie podnosząc dłoń na kark, gdzie dalej znajdowała się blizna i ten przeklęty nadajnik. On... On nie mógł tak ryzykować. Nie dla mnie.
Nie dla mnie...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-01-09, 22:48
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Blondyn widział w jakim stanie znajduje się Sam. Od momentu wejścia do tej nory rozumiał, że ona stała się kompletnie kimś innym. Teraz były dwie drogi - albo kompletnie się załamie, albo zahartowana tym wszystkim stanie się jak z kamienia. On poszedł właśnie tą drugą ścieżką - i pomoże jej zrobić dokładnie to samo. Jeszcze będą to wspominać przy butelce najtańszej whisky, był tego absolutnie pewien. Choć do tego z pewnością jeszcze długa droga - dadzą radę. Przecież kto jak nie oni?
Jeśli chodzi o te pieniądze - oczywiście nie mógł mieć o nich pojęcia. Do momentu, aż o nich nie powiedziała. Cholera jasna w co ta dziewczyna się znowu wpakowała...
- Zaraz, jakie pieniądze? Komu je wisisz? Za co? Trzy tysiące nie są problemem, powiedz mi jak nazywa się ten człowiek, a zrobię tak, że nigdy więcej nie będzie Cię niepokoił. Wiesz, że mogę to zrobić. - powiedział, a w pewnym momencie można było wyczuć zdenerwowanie w jego głosie. Co ona mogła tutaj kupować? Jakaś jego część chciała wierzyć w to, że mogło to przecież być jedzenie, ubrania, leki, cokolwiek... Wiedział jak działają takie miejsca - i właśnie dlatego przez głowę przeszła mu inna myśl. Prochy, pieprzone prochy. Oby tylko się mylił...
Bolały go jej łzy. A bardziej go bolało to, że nie mógł nic na to poradzić - nie mógł jej stąd wyrwać tak od razu, chociaż chętnie by to zrobił.
- Nie przepraszaj mnie. Nie masz za co. - wymamrotał niewyraźnie, ponieważ myślami był już gdzieś indziej. W głowie już powoli układał sobie plan na dalsze dni - wydostanie jej nie będzie proste, ale już się na to uparł. Musi mu się udać.
Przygryzł dolną wargę i westchnął cicho.
- Wszystko się ułoży Sam, rozumiesz? Musisz mi zaufać. Ufasz mi, prawda? Potrzebuje tylko Twojego zaufania i tego, żebyś była silna. Wytrzymaj jeszcze trochę. - powiedział pewnym głosem i uśmiechnął się delikatnie chcąc jej dodać otuchy, siły. Puścił jej rękę i sięgnął po torbę. Wyciągnął z niej jeden z kluczy i jednym ruchem odkręcił od niego rączkę - skorzystał przy tym ze swojej mocy, wcześniej użył jej przy zakręcaniu tak, by przy ewentualnej kontroli nikt nie mógł dostać się do ukrytej we wnętrzu narzędzia rzeczy. Był to mały rulonik, który jej podał.
- Schowaj to dobrze. - gdy Sami sięgnęła po przedmiot zauważył coś na jej ręce. Złapał ją mocno za przedramie i odwrócił jej rękę wewnętrzną stroną do siebie. Wiadomo co mógł tam zauważyć.
- Co... Co to kurwa jest...? - spytał łamiącym się głosem i wbił spojrzenie w jej oczy.
Mogli byśmy na tym zakończyć, ale warto jeszcze chyba wspomnieć o tym czym właściwie jest ten cały 'rulonik', który jej dał. Nie, to nie żaden gryps, ani w tym rodzaju. Gdy dziewczyna go rozwinie ujrzy ich fotografię - z przed wielu lat. Na tym zdjęciu siedzieli na ławce, Dale obejmował dziewczynę, a na ich twarzach widniały szerokie uśmiechy.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Wysłany: 2019-01-10, 20:53
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
On nic nie wiedział. Nie wiedział o moim długu, nie wiedział o moim oprawcy, nie wiedział o moim nałogu... Jakby mógł? Nie widzieliśmy się tak dawno a moje życie już dawno obrało sobie drogę po równi pochyłej - prosto na dno, od którego tak ciężko było się odbić.
Zasłoniłam swoje usta dłonią, gdy zrozumiałam, że powiedziałam za dużo. Pokręciłam przecząco głową, zamykając swoje powieki i przełykając głośno ślinę. A jego słowa... Choć przecież miały być pokrzepiające, wprowadziły mnie w jeszcze większą panikę.
- A-ale... To ja zjebałam... Nie możesz... - Wydusiłam z siebie, biorąc głębszy wdech. - Morris nie jest byle kim Dale. To mafia. To pieprzona mafia! - Niemal wykrzyczałam, wciąż próbując uniknąć jego wzroku. Było mi tak wstyd, tak piekielnie wstyd... Dlaczego w ogóle wpakowałam się w to pierdolone bagno?! Dlaczego nie mogłam przestać myśleć o tych prochach, które zabrał mi Brian? Dlaczego właśnie teraz musiałam spojrzeć z utęsknieniem na te paskudne, obdrapane drzwi, za którymi schował się Kersey? Oh, ile było by prościej znów uciec w świat używek, byle pozbyć się tych wszystkich negatywnych emocji, byle... Nie czuć. Odciąć się od bólu, odciąć się od wyrzutów sumienia, od wszystkiego...
Nie sądziłam jednak, że po chwili będę rozumieć jeszcze mniej. Jak ma się niby ułożyć, skoro wpakowałam go w ten syf? Tu się nic nie układa. Tu nic nie wychodzi, chyba że...
Powróciłam wzrokiem na blondyna i zbliżyłam się do niego - na tyle, by móc swoją obdrapaną dłonią dotknąć jego karku. By mieć pewność, że i jego nie naznaczyli jak byle psa. Że nie skrzywdzili go tak, jak mnie.
Czując, że jego skóra jest gładka w tym miejscu, że nie ma tej charakterystycznej blizny, że pod jego skórą nie można wyczuć tego przeklętego urządzenia... Znowu się popłakałam. Teraz jednak z radości i z ulgi. -Jesteś... Wolny... - Wyszeptałam tylko przez łzy, wycierając nos o rękaw swojej bluzy, akurat w momencie gdy mężczyzna zaczął grzebać w swojej torbie. Nie wiedziałam co kombinuje - tym bardziej, gdy zaczął jeszcze majstrować przy tym narzędziu. Przetarłam jednak wierzchem swojej dłoni mokre powieki, uważając na zranione i bolące oko. Po chwili wyciągnęłam też swoją dłoń po tajemnicze zawiniątko, by po chwili syknąć - czując mocny chwyt i pociągnięcie.
Mojego przedramienia nie zdobiły bowiem już tylko tatuaże, a również zabliźniające się rany cięte, siniaki i zadrapania - które wciąż tak piekielnie bolały...
- To... boli... - Mruknęłam tylko żałośnie, jakby chcąc odwrócić uwagę od tego, co właśnie zobaczył. Ale przecież dobrze wiedziałam, że tak łatwo o tym nie zapomni. Załkałam, kolejny raz już dzisiejszego dnia. - Ja... Ja myślałam, że... Że was już nie ma... Albo że o mnie zapomnieliście... I... I... - Nie byłam w stanie nawet dokończyć, znowu zanosząc się płaczem. Poczułam się wręcz słabo od tego natłoku emocji, mając ochotę się zwinąć w pozycję embrionalną i więcej nie wstawać. Moje nogi wręcz zadrżały a całe ciało znów chciało opaść - byle odpocząć...
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2019-01-11, 17:27
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Zdecydowanie zbyt wielu rzeczy nie wiedział. Powinien trochę bardziej postarać się o zdobycie jakichkolwiek informacji o niej, powinien... Właśnie. Tak wiele rzeczy zrobił źle, tak strasznie teraz tego wszystkiego żałował... No, ale przecież miał się zrehabilitować, prawda? Podaruje jej wolność - czy jest coś cenniejszego od niej? Zapewni jej normalne życie. Nawet jeśli miałby się ukrywać wraz z nią do końca życia. Właśnie w tej chwili powinien być tylko dla niej - bardziej niż kiedykolwiek wcześniej był jej potrzebny i... Ona jemu też. Miał tylko ją.
- Oczywiście, że mogę. Ba, nawet muszę. Nie przeraża mnie fakt, że to mafia. Jestem żołnierzem, nie z takimi zagrożeniami się mierzyłem. - wzruszył ramionami. Nie miało dla niego znaczenia co to za ludzie. Nie mógł pozwolić na to, by ktoś ją krzywdził - choćby był niewiadomo jak wysoko postawiony. Jeśli będzie musiał wykończy ich wszystkich po kolei. Albo zginie próbując. W głowie już zanotował nazwisko, czy też pseudonim. Morris... Zaraz po wyjściu stąd popyta kogo trzeba.
Sam zbliżyła się do niego, a on pozwolił jej dotknąć się po karku. W końcu zrozumiał co miała przez cały ten czas na myśli. Od początku, odkąd się tutaj pojawił była przekonana, że również go zamknęli. No, to się troszkę nie zrozumieli.
Wbił spojrzenie w jej oczy i po raz kolejny poczuł ból widząc jej łzy. Nie ważne, że tym razem były raczej spowodowane ulgą.
Chwilę później niestety już nie miała powodów do radości.
To co zobaczył na jej ręce... Był na nią wściekły. Rozumiał to, ale i tak był wściekły. Jak ona mogła... Przecież ona nie mogła odejść, nie mógł na to pozwolić. Nie mógł jej stracić, jak sobie poradzi bez niej?
- Jak mogłaś tak pomyśleć? Ja... Wiem, zniknąłem. Nie powinienem, strasznie zjebałem, ale... Przecież zawsze wracam, tak? Zawsze... - wyszeptał odwracając wzrok. Nienawidził siebie za to, że ona była w takim stanie. Po raz kolejny poczuł się jak najgorszy śmieć - oczywiście wciąż z tego samego powodu.
- Posłuchaj... Musisz mi obiecać, że więcej tego nie zrobisz. Proszę, obiecaj mi to... - dodał po chwili i zabrał dłoń z jej ręki. Opuścił głowę i wbił spojrzenie w podłogę.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu
name:
Brian Anthony Kersey
age:
35 lat
height / weight:
182/96
Wysłany: 2019-01-12, 13:57
Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Brian nadal pozostawał na korytarzu, za drzwiami pokoju Samanthy. Podniesione głowy słyszał wyraźnie, mogąc domyślać się o czym rozmawiali. Ostrzegał Dale'a, że z Sam nie jest dobrze i może być zaskoczony tym co zobaczy. Nie wspomniał mu o tym, że próbowała popełnić samobójstwo. To nie był czyn, którym warto się chwalić. Dobrze że w porę wtedy przyszedł do niej i zapobiegł najgorszemu. To jednak nie zmieniało całości jej sytuacji psychicznej i fizycznej. Do jego uszu także dotarła informacja o jakichś pieniądzach.
Zakatarzony z gorączką stał i pilnował wejścia. Rozglądając się, czy czasem ktoś nie przechodzi. Mutant to nie byłby problem. ale mundurowy, to już inna sprawa. Spojrzał na zegarek, by wiedzieć jak dużo czasu zostało jeszcze Fowlerowi, na rozmowę z Sam. Całego dnia nie mieli przecież.
Wysłany: 2019-01-27, 23:07
Multikonta: Caroline, Joe
#FPTP
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Żołnierz, nie żołnierz - nawet nie chciałam myśleć, że przez kogoś tak bezwartościowego jak ja miałoby mu się cokolwiek stać. Tym bardziej, że wiedziałam, że Morris nie ma żadnych skrupułów. Nie zadawał pytań - działał. I to w najgorszym tego słowa znaczeniu.
- Nie rób tego, Dale, błagam Cię! - Rzuciłam w jego stronę, nie mogąc się powstrzymać przed kolejnym napływem strachu i negatywnych emocji. Wzięłam więc głębszy wdech i spojrzałam w jego oczy. - Nie rób nic głupiego. Ja tylko.. Tylko... Muszę spłacić ten dług. Wtedy będzie w porządku. Tylko z tym mi pomóż, proszę... - Ledwo wycedziłam przez własnej zęby. Nie spodziewałam się po sobie, że kiedykolwiek będę kogoś prosić o pieniądze - tym bardziej w takim celu. A jednak - i dla mnie słońce w końcu zaszło.
Nie byłam jednak w stanie utrzymać tego kontaktu wzrokowego. Nie, gdy coraz więcej moich brudów wychodziło na światło dzienne. Gdy zdawałam sobie sprawę, jak beznadziejną osobą jestem...
Zabrałam w końcu swoją rękę i poprawiłam na niej rękaw, by po chwili skrzyżować swoje przedramiona na wysokości klatki piersiowej. Pilnowałam, by brzeg ściągaczy nie uciekł spomiędzy moich palców. Przybrałam też nieco zgarbioną, zamkniętą pozycję. Nie potrafiłam inaczej sobie radzić z tym wstydem i wyrzutami sumienia, które coraz bardziej mnie nachodziły. Przyrzekłabym, że robiło mi się wręcz niedobrze.
- To już siedem miesięcy, Dale. Siedem miesięcy bez nikogo z Was. Bez Ciebie. Bez Ricky. Bez Aarona. Bez nikogo. A wciąż trwa wojna. Wciąż trwa ta przeklęta wojna... Ja... Myślałam... Myślałam że wszyscy... Nie... Nie żyjecie... - wyrzuciłam z siebie między kolejnymi szlochami. Już tylko pojedyncze łzy spływały po moich wychudzonych policzkach - widać i na łzy brakowało mi już sił.
Otarłam swoją skórę o materiał wiszący na moim ramieniu.
- Bo wtedy mnie wskrzesisz i zabijesz drugi raz za głupotę? - Spróbowałam się wysilić na żart, przywołując dość wymuszony uśmiech na moje spierzchnięte usta. Nie wiem czego oczekiwałam ani czego się spodziewałam po tych słowach. Chyba... Chyba chciałam jakkolwiek rozluźnić tę ciężką atmosferę? Wystarczało mi, że na co dzień jest tu trudno. Nie potrzebowałam dokładać sobie zmartwień przez tych, którzy powinni nieść mi radość w tych tragicznych czasach, no nie?
_________________
The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum