Z jednej strony było jej żal tych wszystkich ludzi, bo przecież szukali leku na chorobę. Na te samą, która też dawała jej się we znaki. Po za tym byli ogrodzeni od swoich bliskich... Jednak to było tylko jedna strona medalu. Druga nie mogła pojąć... DLACZEGO. Nic nie usprawiedliwia tego co tutaj się wyprawiało. Dwóch ludzi... takich jak ona i oni. Stracili życie. Za co? Za jakiś rzekome uzdrowienie jakim oszukuje ten facet. Lasair nie wierzyła, że krew tych ludzi może przywrócić do ją do zdrowia. Jeszcze widząc te twarz oraz czując każdy popchniecie, każdy dotyk tych ludzi. Tego wszystkiego było za dużo. Po prostu nie wytrzymała i miała dość tego, że ją popychali. Jak powiedziała tylko prawdę... A oni są głupcami. Mając gdzieś to, że tej chwili była chora. Przywoła wspomnienie goryla ze którego widziała przed zamknięciem. Korzystając z jego mocy-siły odepchnęła od siebie tych wszystkich, którzy odważyli się popchnąć. Miała jeden cel dorwać zabójców swoich rodziców i tych niewinnych ludzi.
Ból ją z jednej strony trochę sprowadził do brutalnej rzeczywistości, z drugiej... no wkurzyła się. Ktoś śmiał bić JĄ na JEJ terenie i to przy publice. Odruchowo warknęła, obierając sobie już całkiem za cel mężczyznę. To, co się działo bliżej ogniska straciło na znaczeniu, gdy zaczęła używać swojej mocy. W najgorszym wypadku koledzy będą musieli również ją spacyfikować.
Zabije, zwyczajnie zabije.
Może mutant wykazywał się w walce agresją, ale to ta jej najpewniej była silniejsza i bardziej naturalna. Furiacko rzuciła się na przeciwnika, zważając ledwie na tyle, by nie zostać sprowadzona jego uderzeniem do poziomu ziemi, jeśli nie uda się go uniknąć. Choćby miało się skończyć na chaotycznym okładaniu wroga z całej siły po twarzy lub wyrwaniem ręki ze stawu, musiała wyładować nadnaturalną agresję.
// Moc: Wzmocnienie drapieżnika - zwiększa się jej siła i wytrzymałość, osiągając poziom równy dużym drapieżnikom w rodzaju wilków, dodatkowo wyraźnie zwiększając jej agresję
Tępo i trochę nieprzytomnie spojrzała jak Maysilee ląduje na ziemi, popchnięta przez jakegoś pieprzonego jegomościa. Z opóźnieniem, ale mimo wszystko, zrozumiała co się własnie stało i głęboko zakopana lojalna część jej samej, kazała jej zareagować.
- Ej! - Krótko bo krótko i niezbyt pomocnie, ale to zawsze coś! Gdyby trochę mniej wypiła, na pewno żwawiej reagowałaby na to co się właśnie dzieje. Pomogłaby koleżance wstać, odpłaciłaby typkowi za dotykanie Mays i za wczasu zauważyłaby dryblasa, który kierował się ku niej.
- Hej! - Niemal powtórzyła, to co usłyszała przed chwilą. Złapała za nadgarstki dryblasa, który poderwał ją z ziemi i zamajtała nogami. Zrobiło jej się za gorąco. Ze strachu, ze złości, z powodu rozpalającego się w niej ognia, nie wiadomo.
- Nie estem sszmat... - Na krótko zacisnęła powieki oraz usta i odwróciła twarz, żeby uchronić się przed pluciem faceta. Aż żołądek jej się podniósł z obrzydzenia. Maria wbiła pazury w ręce, próbując się wyrwać z jego łapsk, póki jej własne nie objęły płomienie i parzące mężczyznę.
- Spae cię ebańcu! - Wydyszała, zwracając na niego twarz. Z przyjemnością spojrzała na swoje dłonie i płomienie, które tak często ratowały ją z opresji.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-01-14, 00:26
Uratowany przez dzwonek?
Dźwięk syren zdawał się oddziaływać wręcz z niezwykłą mocą na tłum, który do tej pory był tak zapatrzony w całe przedstawienie mające tu miejsce. Ci biedni, chorzy ludzie, którzy do tej pory próbowali się posilić ciałem zmarłej Goldhope, czując przyrost sił i ustępującą chorobę, przestając odczuwać ból, jako jedni z pierwszych ruszyli przed siebie, niemal biegiem, ku wzglęnej wolności. Nim jednak zniknęli - między drzewami i krzakami w skwerze, nawoływali pozostałych do tego cudownego leku, za dowód podając własne, lepsze samopoczucie. I rzeczywiście - ci, którzy byli w najgorszej sytuacji, nie mający sił na nic, próbowali się doczołgać do truchła kobiety - będąc świadomymi tego, że jeśli teraz tego nie zrobią, to choroba z całą pewnością zaprowadzi ich do robu w zaciszu cel Departamentu...
Ci, którzy wciąż potrafili poruszać się o włąsnych siłach, również byli ciągnięci wolą przetrwania - w kierunku odwrotnym od tego, z którego nadchodziły specyficzne, niebieskie światła i uciążliwe dźwięki. Jak było też widać - i Maisilee chciała w tym tłumie zniknąć - szorując kolanami i nadgarstkami po zimnym asfalcie, raniąc się coraz mocniej, a co gorsza - pakując się prosto pod nogi spanikowanych uciekinierów.
Nikt nie patrzył na biedną kobietę. Nikt się nie przejął, gdy jej drobne i chude ciałko chciało stąc uciec. Nawet ci, którzy się o nią potykali - nie reagowali, tylko parli dalej, do przodu. Griffith za to odczuła to przez bodźce bólowe - gdy twarzą uderzyła o ziemię, co wywołało krwawienie z nosa. Gdy ktoś nadepnął na jej lewą dłoń, niemalże ją miażdżąc i łamiąc jej dwa palce. Gdy ktoś skopał jej biedne nogi, powodując siniaki. Gdy przy kolejnym upadku, obito jej żebra po prawej stronie - niemal po niej przechodząc. Cały ten ból sprawił, że jej umysł niemal natychmiast otrzeźwiał - ale cóż z tego, skoro traciła siły, a wróg był coraz bliżej?
Pewne było jedno - Maria pozostała sama, tracąc swoją nową przyjaciółkę z oczu. Prawdopodobnie ta była już nawet za daleko, by zareagować na jakikolwiek krzyk czy wołanie o pomoc. Może właśnie to uwolniło w Ortedze tę niezwykłą siłę, o której do tej pory zapomniała?
Wzrok mężczyzny był mętny a ruchy mało zdecydowane. Z Elwirą wygrywał jedynie rozmiarem i siłą, co chciał pokazać przed tym tłumem, nie zważając na zbliżający się oddział Szwadronów. Wymierzył swój cios, wysoko unosząc pięść, ale dokładnie w tym momencie brunetka zareagowała - łapiąc go za przedramię i przypalając jego kurtkę. Gorąc bardzo szybko w niego uderzył, wywołując przeraźliwy krzyk, a tor jego ciosu znacznie obniżając. Nasza żywa pochodnia została upuszczona, jednak bardzo nieprzyjemnie została uderzona w splot słoneczny - co spowodowało nagły atak duszności i nudności. Co najgorsze - całe to zajście było dokładnie obserwowane przez zbliżające się posiłki panny Murray...
A gdy o niej mowa - dzika bestia się w niej przebudziła. Na szarżę próbowała odpowiedzieć szarżą, wydając z siebie dziki, niemal zwierzęcy ryk i pędząc na swego przeciwnika. Uchylenie się przed jego atakiem w tym szale bojowym zdawało się być niezwykle łatwe, jej ciało reagowało naturalnymi odruchami drapieżnika na polowaniu. A to polowanie miało się dziś zakończyć bardzo nieprzyjemnie...
Krótki skok i użycie siły w połączeniu z tą niezwykłą agresją sprawiły, że Melanie bardzo szybko znalazła się na mężczyźnie - okładając go pięściami, drapiąc i rozlewając jego krew po ulicy i chorych, którzy nie mieli szansy stąd odejść. Jej otępiony drapieżnością umysł kazał jej zabijać, kazał jej go wykończyć, kazał zakończyć polowanie. A gdy już twarz mężczyzny nie przypominała ludzkiej, dała całkowity upust swej zwierzęcej stronie - odrywając od tułowia jedną z rąk swego przeciwnika...
W korzystaniu ze swej mocy nie miała jednak szczęścia Lasair - która wciąż zmagała się z nieprzyjemnymi halucynacjami. Jej wizja przybrania siły goryla zakończyła się jedynie na krótkiej myśli, by po chwili... Nic się nie stało. A przynajmniej na to nie wyglądało. Roarkedaughter bowiem, zamiast skopiować moc umiejętnośći jednego z naczelnych, wykorzystała... Kameleona. Jej ciało zaczęło się nienaturalnie rozpływać, próbując zniknąć gdzieś pomiędzy przepychającymi się chorymi.
Przy samym ołtarzu jednak, na którym kobieta wciąż próbowała skupiać wzrok, właśnie miała stać się kolejna tragedia. Na nic były słowa sprzeciwu Jensena. Na nic była jego próba ochrony tej ostatniej kobiety. Zamaskowany Uzdrowiciel po prostu wepchnął blondynkę w płomienie, nie siląc się nawet na żaden komentarz. Nie siląc się na powiedzenie czegokolwiek. Nawet nie spojrzał za cierpiącą ofiarą, kórej wrzask rozniósł się po okolicy - po prostu się odwrócił, kierując swe kroki ku stacji metra - tak spokojnie, odrzucając po drodze lustrzaną maskę, która chroniła jego twarz - i tylko nieliczni mogli dostrzec cień uśmiechu malujący się spod jego kaptura...
Tobias jednak już nie miał czasu się nad tym zastanawiać, gdy płomienie ogarnęły i jego rękaw, topiąc plastikową powłokę jego kurtki. Czuł ból pochłaniający jego rękę i musiał reagować szybko - niemal zrywając z siebie to odzienie, co z całą pewnością pozostawi brzydkie blizny na jego skórze...
To jednak nie było najgorsze. Gorszy był krzyk - krzyk, który nie ustępował. Krzyk zkatowanej duszy skazanej na potępienie. Krzyk Promise'a, który tak mocno wżerał się w umysł bruneta - wyraźnie mu sygnalizując, że żywot tego chłopaka właśnie uległ końcowi.
To był krzyk, który będzie go nawiedzał jeszcze bardzo długo...
D.O.G.S. za to zaczęło reagować. Osemka zebranych szwadronowców, oporządzona, z wyciągniętą bronią wtargnęła w tłum reagując na każde niepoprawne zachowanie. Każdy przejaw użycia mocy był przez nich wyłapywany - zmierzali w kierunku każdego, kto wykazywał się agresją. Co było jednak przykre - pierwszą osobą, która poczuła pocisk paraliżujący na swoich plecach była ich koleżanka po fachu, skundlona Melanie. Widać nikt nie miał zamiaru ryzykować, że jej siła obróci się przeciw nim. Kolejny pocisk powędrował za to prosto w klatkę piersiową i tak ogarniętej nieprzyjemnymi torsjami Marii. W kogo wycelują następne strzały, gdy tłum stawał się coraz mniejszy, przez co jednostki stawały się coraz bardziej widoczne?
Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...
kontrola pogody
55%
sanitariuszka | informator
name:
Maysilee Griffith
alias:
Sally Griffin | June Hawkins
age:
24 lata
height / weight:
165/47
Wysłany: 2019-01-15, 22:07
Multikonta: Levi, Jane
1 Rok na Giftedach!
Prawdopodobnie - ba! z całą, zdecydowanie jak największą pewnością - jeszcze nigdy aż tak bardzo się nie upiła. Oczywiście, nawet na trzeźwo podejmowała czasem skrajnie głupie decyzje, jednak ta również zdawała się przewyższać wszystkie dotychczasowe. W końcu wizyta w getcie sama w sobie należała już do ryzykownych, niepewnych wyczynów, ale... Ognisko pełne chorych, zdesperowanych mutantów o iście kanibalistycznym zapale?! Serio, Maysilee? Serio?!
Im bardziej w to brnęła, tym bardziej idiotyczne jej się to zdawało. Najgorsze, iż dopiero w tej chwili, bowiem wcześniej... Cóż, to brzmiało niczym najlepszy możliwy pomysł. Oczywiście, jeszcze wtedy, gdy wszelkie ogniska utożsamiała z miłymi, przyjaznymi aktami zażyłości pomiędzy mieszkańcami tej okolicy. Topionymi piankami, ziemniakami z popiołu, pieczonymi kiełbaskami czy innymi niezmiernie podobnymi daniami... Szkoda tylko, że jej mocno podpity umysł nie dopuścił do siebie myśli, iż w podobnym miejscu takie imprezy były raczej bardziej niż mniej niemożliwe.
Teraz już to wiedziała... Sunąc na kolanach i obcierając nadgarstki o twardy, popękany asfalt, obijała się o nogi kolejnych osób i wiedziała. Coraz bardziej z każdym kolejnym uderzeniem, kopniakiem czy zaryciem w ziemię. A przecież najgorsze miało dopiero nadejść... Minęło kilka zatrważająco krótkich chwil, nim tłum całkowicie pogrążył się w panice, a Maysilee boleśnie to odczuła. Wszyscy po prostu uciekali. Zupełnie tak jak ona, choć - co gorsza dla niej samej - wciąż jeszcze na własnych nogach. Nie tyłem, nie na klęczkach... Po prostu torując sobie drogę ku wyjściom i kompletnie nie patrząc na to, co deptali.
A Maya? Mimo otrzeźwienia, jakie - o zgrozo! - przynosił jej ten ból, wcale nie poderwała się na równe nogi. Nie była w stanie zrobić tego wcześniej, teraz także zdecydowanie nie wchodziło to w grę. Ostatkiem sił... Jakimś niezgłębionym - przynajmniej przez nią samą - instynktem zlokalizowała znajomą twarz w tłumie, łapiąc nogawkę uciekającej kobiety i jęcząc coś głośno, mimo krwi spływającej jej z nosa do ust. Nawet jeśli pomyliła osoby, potrzebowała pomocy w ewakuacji, a przecież ją tu znano. Musiała jakoś się stąd wydostać. Po prostu desperacko złapała - jak sądziła - koleżankę, usiłując podnieść się z ziemi. I jeśli tylko jej się to udało, zamierzała po prostu zdać się na tę - czy jakąkolwiek inną - pomóc.
Lasair widząc, że jej moc zadziała inaczej niż tego by chciała, bo zamiast zyskać siłę to wtapiała się w otoczenie. Czując moc swojego najlepszego przyjaciela, poczuła się jak w domu. Tęskniła za swoim małym gadzim Jamsem. Zamiast próbując przywołać moc goryla. Starała się pogłębić wtapianie się w otoczenie, by być jak najbardziej mniej widoczna.
Jeśli jej się to udało próbowała dalej wydostać się tego zbiorowiska, ale nie tracąc z oczu uzdrowiciela. Nienawidziła tej twarzy oraz tego co tutaj wyprawiał. Jak można zabijać niewinne osoby. Nawet dla zdrowia innych, to po prostu nie ludzkie, nie humanitarne i ogólnie obrzydliwe. Chociaż sama była chora to w życiu by nie odebrała by życia dla własnego zdrowia. Zamiast dołączać do tych kanibali to ruszyła za uzdrowicielem. Który próbował uciec... jak tchórz. Nie doczekanie jego... Nikt nie będzie zabiał ludzi, a później o tak sobie uciekał z miejsca przestępca. Powiadają życie za życie, jednak w tym będzie jeszcze większa rozkosz. Zwłaszcza, że ten morderca ma oblicze najbardziej znienawidzonej osoby przez Lasair.
Cóż, jeśli ktokolwiek w tych warunkach chciał obserwować twarz Melanie, mógł dostrzec czystą satysfakcję. To moc nad nią panowała, a nie ona nad nią. Z przyjemnością wyładowywała się na mężczyźnie, gdy tylko się go uchwyciła. To, co właśnie z nim robiła z pewnością nie polepszy opinii o kundlach. Tylko nigdy jej to nie obchodziło.
Ciało z pewnością zostałoby zmasakrowane doszczętnie, gdyby nie przyjacielski pocisk paraliżujący. Mięśnie błyskawicznie zareagowały napięciem, a Melanie padła na swoją ofiarę. Ból i niemożność sensownego poruszenia się trochę ją ocuciły z szału, lecz wciąż nie na tyle, by człowieczeństwo w pełni wróciło.
Ot, leżała sobie, starając się uniknąć nadmiernego bólu przy porażeniu. Przeklinała przy tym w myślach wynalazcę prądu, rasizmu, rządu i reszty cywilizacji.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-01-26, 19:57
Nikt nie jest świadom, jak tragicznym przeżyciem jest wojna, dopói sam jej nie doświadczy.
Tak działo się też dzisiaj. Bo czy okrutne wydarzenia z tego placu w ogóle by się odbyły, gdyby nie ta walka pomiędzy ludźmi i mutantami? Gdyby nie kolejne naloty z Europy, budzące traumę u tak wielu Amerykanów?
I czy w ogóle mogliśmy mieć pewność... Że ta choroba też nie ma czegoś z tym wspólnego?
Nikt nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Nie, gdy tłumy parły, uciekając przed kolejnymi pociskami spod rąk Szwadronowców. Jako pierwsza, nieprzyjemne porażenie prądem poczuła Melanie - która całkowicie pochłonięta przez swoje zwierzęce instynkty, nawet nie zwróciła uwagi na wzywane przez siebie wsparcie. Jej ciało, otumanione kolejnymi falami bólu po prostu opadło - przez co w najbliższych minutach była całkowicie wyłączona z kolejnych akcji. Bycie kundlem miało jednak swoje dobre strony - wszyscy znali możliwości swojej koleżanki, dzięki czemu panna Murray mogła być pewna, że więcej dzisiejszego dnia nie oberwie. Będzie ją czekać wyłącznie... Krótka rozmowa, z jednym z przełożonych. I to od niej będzie zależeć dalszy los kobiety.
Mniej szczęścia miała jednak nasza żywa pochodnia - była mutantem. Dostała bezpieczny dom. Dbano tu o nią. I jak ona się odwdzięcza? Biorąc udział w zamieszkach, nielegalnym zgromadzeniu? Używając swoich mocy, tak na widoku i zachęcając do tego innych? O nie, to Rządowcom zdecydowanie się nie spodobało. Strzał paraliżujący trafił Ortegę w ramię, po chwili ogarniając wyładowaniami cale jej ciało. W podobnej sytuacji znalazł się też ten olbrzymi agresor, który jeszcze kilka chwil temu chciał się popisać swoją niezwykłą siłą. Obie kobiety, choć całkowicie wyrwane z ferworu walki - mogły wyraźnie obserwować, jak kolejne ofiary, kolejni zbyt zdrowi chorzy również zostają trafieni i padają - niczym muchy, skazane na ten okrutny los...
I czego by nie mówić o Dzielnicy - wszyscy tu przecież wiedzieli, że to było lepsze miejsce niż cele D.O.G.S.
Ale czy ktokolwiek wiedzial, co stanie się ze schwytanymi?
Mógł się tego domyślać Toby, który przecież ledwie kilka godzin temu doświadczył na własnej skórze, jak wiele może się stać. Pozostał on jednak - przy ognisku, bez sił i z poparzoną ręką. Myśli z całą pewnością nie dawały mu spokoju - podobnież., jak jęki zbłąkanych dusz, których nie zdołał dziś uratować, a co więcej - przyczynił się do ich śmierci. Odróżnienie wyrzutów sumienia od nawiedzeń może się teraz okazać wyjątkowo ciężkie. Minęła zaledwie chwila, nim i przy chlopaku znaleźli się kolejni żołnierze, celując w niego bronią, a po chwili go skuwając - by wywieźć go wraz z pozostałymi złapanymi prosto do siedziby poza miastem...
Dopiero teraz Maysilee mogła dostrzec pewną dobrą stronę tego, co się działo. Czołgając się po ziemi, między nogami uciekających - była niemal niedostrzegalna. Praktycznie za każdym razem, gdy oczy któregokolwiek ze stróżów prawa chciały powędrować w kierunku tłumy - Griffith padała na ziemię, unikając kolejnych szans na trafienie. Pewne jednak było, że musi się stąd wydostać - nim tłum zninie sprzed jej oczu...
Desperacka próba zatrzymania kogoś w tłumie na nic jej się zdała. Kobieta, którą chwyciła za nogawkę niemal odkopała jej rękę, idąc dalej. Wtem jednak... Znalazł się ktoś, kto młodziutką członkinią bractwa przejął się dużo bardziej.
Zakrwawiony mężczyzna, wyglądający na jakieś... Pięćdziesiąt lat? Nachylił się przed kobietą. Jego twarz zdobily blizny, a nieułożone, przetłuszczone włosy w kolorze blondu lekko opadały na jego jasne oczy - które w tej chwili niemal zakryły się szkarłatnymi łzami.
- Patricia... Ty jednak żyjesz? Oh, Patricia! - Zaczął płakać, pomagając brunetce we wstaniu. To właśnie na jego ramieniu mogła się oprzeć, opuszczając ten przeklęty skwer...
Lasair natomiast, uspokojna miłymi wspomnieniami ubudzonymi przez swoje moce, nabrała nowych sił, których nawet choroba nie była w stanie jej odebrać. Miała teraz tylko jeden cel - jedną misję. To właśnie dlatego ruszyła za uzdrowicielem - prosto w stację metra i z dala od tłumów. Tłumów, które do tej pory mogły stanowić dla niej wsparcie...
___________________________
Maria oraz Melanie zostają schwytane po zakończeniu dzialania pocisków paraliżujących. Wraz z Tobym zostają wywiezieni do siedziby D.O.G.S. Szczegóły dotyczące dalszej rozgrywki zostaną z wami skonsultowane poprzez PW.
Maysilee udaje się uciec z pomocą obcego mutanta.
Lasair wyrusza za uzdrowicielem. Wątek będzie kontynuowany w opuszczonej stacji metra.
Maria, Maysilee, Melanie oraz Toby w nagrodę za udział otrzymują +1% opanowania mocy oraz koło ratunkowe.
Nagroda dla Lasair zostanie przyznana po zakończeniu gry w metrze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum