Poprzedni temat «» Następny temat
Poczekalnia
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-12-30, 14:01   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Szczepionka? Czy była możliwość ukradnięcia jednej malutkiej szczepionki? Skoro jej mężowi zrobiło się po tym lepiej… dlaczego nie miało to się udać z Hopperem? Wallace przez moment poczuła narastającą ekscytację. Nadzieję.
– Jest w kiepskim stanie, nie można go ruszać, ale może wpadniemy na jakiś pomysł z lekarzem – odpowiedziała po prostu, powracając myślami do tego w jaki sposób wynieść ze szpitala kilka ampułek tej cholernej szczepionki. Walić to, serio. Miała zamiar to zrobić. Dla niego. I nie potrwało to długo, bo po chwili lekarz ją zawołał i… cóż. Matilde poczuła ukłucie w klatce piersiowej. Byłaby chyba skończoną idiotką, gdyby się nie bała, prawda? Ale nie zamierzała dać się pożreć przez strach. Dla niego była w stanie zrobić wszystko. Matilde podniosła się z krzesła i zanim odeszła, zwróciła się do tej starszej pani
– Powie pani mojemu narzeczonemu, że jestem w środku? – bo gdzie on do cholery był! Miał być jej partnerem, a chował się w toalecie! Super, naprawdę super. Matilde ruszyła do gabinetu, rzucając niby do chłopczyka, a jednak z całą pewnością do swojego teamu: – teraz wejdziemy, okej? Nie będziesz płakać?
I cóż, po prostu przekroczyła próg gabinetu, niemal od razu siadając na krześle naprzeciwko lekarza i przy okazji posyłając mu przeuroczy, przeuprzejmy i przemiły uśmiech. Nie zamierzała zdradzać po sobie, jak bardzo się stresowała.
– Dzień dobry, czy to na pewno jest bezpieczne? – odezwała się niemal od razu. Ale co poradzić. Była tylko troskliwą matką, bardzo przejętą losem swojego synka. Nie było w tym nic dziwnego. Miała o wiele więcej ważniejszych pytań, ale nie chciała tego załatwiać tak od razu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Conor Govain



Różnica między niemożliwym a możliwym, leży w ludzkiej determinacji.

Fazowanie

63%

F.P.T.P





name:

Conor Jason Donovan

alias:
JeyJey/ Dony

age:
24

height / weight:
183/75

Wysłany: 2019-01-02, 10:22   
   Multikonta: Ricky
  

   #FPTP


Byłem trochę spanikowany jasne. Przecież każdy by był gdyby siedziałby na tym miejscu. No dobra może nie każdy, ale nie dostawałem odzewu od Rocky i trochę się zaniepokoiłem. Może byli przygotowani na jakieś straty i to ja nimi bym był. Może z resztą kto ich tam wie. Przyszedłem sam. Dla mnie wyglądali oni podejrzani, bo ich znam i wiem że bez przygotowania by nie weszli, ale z drugiej strony nie mogłem od nich niczego wymagać. Nawet większość mnie nie znała.
Siedziałem i patrzyłem na doktorka, który przeglądał papierki, gdy nie znalazł tego czego szukał dosiadł się do komputera. Nie podobało mi się to, ale nie mogłem na to nic poradzić. Pewnie miał ten dokument też na komputerze. Skrzywiłem się lekko wiedząc że nie mogę się ruszyć i zobaczyć co on robi. W tym czasie wyciągnąłem telefon jeszcze raz. Martwiąc się czemu nie dostałem odpowiedzi od Roseberry. Napisałem jej jeszcze jednego SMS'a. W chwili gdy wysyłałem wiadomość usłyszałem westchnienie i ujrzałem ulgę na jego twarzy. Uśmiechnąłem się lekko sam do siebie.
- Wszystko uzupełniłem czy czegoś brakuje? - zapytałem niby od niechcenia zagadując do lekarza. Przecież każdy normalny pacjent chyba by rozmawiał prawda? Starałem się unikać patrzenia na igłę i woreczek, bo przecież wydałbym się z tym że jednak nie przeszkadzają mi igły.
- Długo jeszcze? Nie lubię zbytnio szpitali. Rozumie Pan złe wspomnienia. - powiedziałem i odetchnąłem głęboko podkreślając jak źle mi się o tym wszystkim myśli. Wydaje mi się że byłem dość dobrym aktorem. DOŚĆ... I w tym momencie dostałem odpowiedź od Rocky. Przeczytałem ją i włożyłem telefon do kieszeni trochę załamany, ale myśląc jak wyjść z tej opresji cało.
[Profil]
    [A+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2019-01-02, 18:55   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Taka była prawda odkąd z siostrą wyjechały i rzuciły życie Seattle. Nie czuła potrzeby by tutaj wracać nawet z wizytą. Pewnie jeszcze by nie odwiedziła dawnego zakładu pracy, gdyby nie ta akcja i choroba. Która atakuje ludzi i nawet w Bractwie są chorzy.
- Dzięki na pewno znajdę - powiedziała, czyli jednak coś się tutaj zmieniło. Nie wszystko było takie same. Sama Rocky nie wiedziała czy to dobrze czy też źle. Jednak pocieszające było, że personel myśli o chorych, a nie własnej wygodzie.
Rocky wyszła za dziewczyną z pokoju pielęgniarek oraz popatrzyła w kierunku, którym jej wskazała. Wychodziło na to, że nie będzie wstanie zajrzeć do Conora i sprawdzić o co chodzi. No cóż, jak zostanie sama wymyśli jakiś sposób by mu pomóc. Na razie nie mogła pozwolić sobie na to by od razu spalić swoją przykrywkę. Przecież w tym całym ,,laboratorium krwi" może być coś co im się przyda. Coś ciekawego...
- Serio kolorowa krew? To już na prawdę jest coś obrzydliwego. Dzięki za ostrzeżenie - powiedziała do swojej dawnej znajomej. Przecież kobieta nie miała pojęcia, że Rocky również jest jak to ona określiła ,,kosmitką". Naprawdę ledwo się powstrzymała by nie stanąć obronie mutantów tylko jedynie wyrazić swoje obrzydzenie nimi.
Kiedy została sama raz przeczytała wiadomość od Conora by wiedzieć co dokładnie on oczekuje. Sama podążyła do miejsca, gdzie miała się udać by zająć się swoją sprawą. Być może zdoła grać na czas albo zdobyć kilka tych cudownych szczepionek by sprawdzić ich skład.
Nim weszła do laboratorium rozejrzała się dyskretnie czy nikogo nie ma pobliżu, bo przecież nie miała pewności czy laboratorium będzie sama.
- Uważajcie przy poborze krwi sprawdzają kto jest mutantem, jeśli coś zauważą kierują to do Departamentu. Po za tym ktoś mógłby pomóc Conorowi utknął w gabinecie poboru krwi i potrzebuje pomocy - powiedziała do słuchawki do pozostałych. Z tego co kojarzyła to niektórzy planowali oddać krew. Skoro ona miała sprawdzać wczorajsze to nie będzie mogła zamieszać w ich badaniach. Więc lepiej by sami uważali... Po za tym miała miała nadzieję, że ktoś jednak zdoła jakoś pomóc Conorowi. Nawet jeśli nie spodziewali się jego tutaj...
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-01-03, 01:38   

ALEX
Hasła wymyślają po to, aby dobrze zabezpieczyć się przed przebiegłymi hakerami. Ale jak widać, program Alexa zadziałał bardzo dobrze, jedynie problemem był czas, że nie wykonał swojego zadania od razu, a zmuszał do oczekiwania na powodzenie rezultatu.
Wszystko ładnie szło, dopóki Parker nie trafił na kolejny zabezpieczony folder. AH6N2. Podobnie jak wcześniej, rozszyfrowanie długiego hasła trwało ponad pięć minut. Alex nieźle zasiedzi się w tej łazience. Z kolei na laptopie poziom baterii wykazywał 72%.
W końcu się udało. Program zakończył pracę z powodzeniem, ukazując mieszane hasło z literami różnej wielkości oraz cyframi. Jego zawartość była znacznie ciekawsza. Kilka plików tekstowych posiadało listy pacjentów szpitala Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego jak i tutejszego szpitala. Lista była podobna do tej, jaką udało się uzyskać Rocky. Z tą różnicą, że w pliku znajdowali się wszyscy, których są założone kartoteki i jedynie zaznaczano kto oddał krew i czy zalicza się ona do stworzenia szczepionki.
Inny dokument, był podpisany nazwą AH6N2. Po jego otwarciu, nagłówek był wpisany nieco inaczej, bowiem A/H6N2. Najwyraźniej była to nazwa wirusa, oznaczonego jako groźna grypa. Opisano objawy, które udało się departamentowi określić na obserwacji zachorowań wśród ich pracowników jak i mutantów. Plik zawierał sporo stron, bo nawet zamieszczono tabele porównań i proces zaawansowany choroby, który może prowadzić nawet do śmieci.
W kolejnych stronach podano informacje o podjętych próbach badań i znalezieniu szczepionki, przy której zaobserwowano dziwne reakcje "alergiczne" u osób przebywających przy zakażonych. Jakimi były wysypki na dłoniach i twarzy. Po pobraniu krwi od tych osób i przebadaniu pod względem stworzenia lekarstwa, przetestowano działania na kilku chorych osobach. Testy pochłonęły ze sobą kilka ofiar śmiertelnych, którym lek nie pomógł, dopóki nie dopracowano odpowiednich medycznych składników.
Zaznaczono, że stworzenie takiej szczepionki nie jest proste, jeżeli nie znajdzie się osoby posiadającej specyficzny surowiec w swojej krwi, odporny na zakaźnego wirusa.
Sporo było również opisanych komentarzy lekarzy, specjalistów i doktorów medycznych, którzy badali sprawę i szukali lekarstwa. Nie zaznaczono jednak, gdzie szukać gotowego lekarstwa ani gdzie jest ono tworzone.


MATILDE
- Przykro mi. Życzę powodzenia, na pewno wyzdrowieje
Kobieta próbowała pocieszyć Matilde, że przy rozmowie z lekarzem, na pewno jej pomoże. Jej brat dostanie szczepionkę i dojdzie do siebie. Więcej wiary!
- Oczywiście. Przekażę.
Odpowiedziała starsza kobieta, poproszona przez Wallace o poinformowanie jej nieokrzesanego męża, który na dobre zapamiętany będzie w tym szpitalu, przy tych ludziach.
Mały Henryk pokiwał przybranej mamie, że nie będzie płakać. Dziecko a widocznie chyba zrozumiało sytuację. Ale czy na pewno? Okaże się później.
Doktor Stafford wpuścił Matilde z dzieckiem do środka, lecz nie zamknął jeszcze drzwi. W ostatniej chwili podbiegła do niego pielęgniarka wręczając mu kartotekę.
- To tego małego chłopca.
Rzekła i wycofała się, kiedy lekarz podziękował. Wszedł do środka i zamknął drzwi, kierując się do swojego biurka.
- Naturalnie. I nawet bezbolesne. Lekkie małe ukłucie.
Odpowiedział z uśmiechem i usiadł na krześle przy swoim biurku zaglądając do dokumentu otrzymanego z danymi chłopca. Zdziwienia nie ukrywał po sobie, kiedy przeczytał w myślach imiona tego dziecka. Musiał przyznać, że ma on bardzo kreatywnych rodziców...
W między czasie, Matilde miała czas na rozejrzenie się po gabinecie. Uwagę jej mogła wrócić szafka z przeszklonymi drzwiami, która była wypełniona wszelkimi buteleczkami, podpisana literami i cyframi jako nazwy szczepionki. Inne posiadały swoje nazwy pisane łaciną a inne normalnie po angielsku. Takich szafek były trzy, wysokie. Jedna, centralna posiadała jeden zestaw sześciu buteleczek, podpisanych "przeciw A/H6N2", schowany z tyłu na drugiej półce od podłogi. Puste strzykawki niestety nie były w widocznym miejscu. Te mieli schowane w szufladzie, komodzie znajdującej się za wspomnianymi szafkami. .
- Czy Henryk miał styczność z zakaźną chorobą, przed którą mam go zaszczepić?
Zapytał dodatkowo, spoglądając na kobietę. Chciał takie informacje wychwycić, by wiedzieć czy szczepionka jaką mu poda, będzie skuteczna i w jakiej dawce powinien ją otrzymać.


CONOR
Sytuacja dla Conora była napięta. Lecz w tym momencie, lekarz nie zwracał na niego uwagi i szukał tego konkretnego dokumentu, jaki był mu w tej chwili potrzebny. Aż dziwne, ze nagle mu zniknął, co mu nie dawało spokoju. Tym samym Conor miał chwilę czasu dla siebie, by móc wymienić kilka smsów ze swoją znajomą.
- Przydałoby się by zostawił Pan kontakt, na wszelki wypadek, gdybyśmy potrzebowali pańskiej krwi ponownie. Bo kto wie, może to Pana krew będzie skuteczna w walce z zakaźną chorobą?
Odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- Jeszcze trochę. Wytrzyma Pan.
Mógłby mu podać leki, ale nie w tym momencie, gdzie teraz pobierana jest krew. Dostanie chłopak potem od niego tabliczkę czekolady na pocieszenie i wytrwałość.
Lekarz na razie go zostawił samego i skierował się do swojej gabloty by tam sprawdzić czy nie schował przypadkiem tej konkretnej teczki. Akurat przechodził przy krześle, gdzie Conor siedział i zostawił tam zwiniętą kurtkę. Coś lekarzowi nie pasowało, kiedy tam spojrzał. Kant teczki wystawał z odzienia, że po prostu wziął kurtkę, przez co wypadła teczka i pozostałe papiery z pieczątkami Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego. Pan Hardwick zmarszczył brwi nie wyglądając na zadowolonego odkryciem.
- Co to ma znaczyć?
Wziął do ręki teczkę i papiery, kurtkę odrzucając na oparcie krzesła.
- Chciał Pan to ukraść?
Pokazał Donovanowi, czekając na wyjaśnienia. Ktoś będzie tu miał poważne kłopoty.
Doktor wyciągnął zaraz telefon i wybrał odpowiedni numer, by skontaktować się z kimś, kto zajmie odpowiednio złodziejaszkiem.


ROCKY
Kolorowa krew, to bardzo rzadkie zjawisko. A koleżance Rocky chodziło oczywiście o jednolity inny kolor krwi mutanta niż czerwona ludzka. Bardzo rzadkie przypadki, ale się zdarzały. Takich to nawet nie ruszano w ogóle a jedynie wykorzystywano do innych badań i eksperymentów. Kto wie, może i związanych z mutacjami? By je jakoś lepiej udoskonalić? Technika, medycyna i nauka co roku idą do przodu o jeden stopień.
Rocky zaczęła działać. Udając się do laboratorium wykorzystała spokój i ciszę na korytarzu, by przekazać swoim towarzyszom kilka istotnych informacji. Nikt jej w tym nie przeszkodził. Kiedy jednak zdecydowała się wejść do pomieszczenia, nie była w nim sama. Na końcu pomieszczenia znajdowali się kobieta i mężczyzna pracujący nad badaniem krwi. Pobierali z woreczka, podglądali pod mikroskopem, mieszali z konkretnymi chemikaliami i medykamentami i czymś tam jeszcze. Oboje oczywiście byli odpowiednio ubrani w fartuch, rękawice i czapkę, a nawet i maseczkę na twarzy.
To była jedna część tego dużego pomieszczenia. Pod ścianami dało się dostrzec lodówki z przeszklonymi drzwiami. Każda osobno odpowiadała konkretnej grupie krwi, według nich były posegregowane. Co więcej, po prawej stronie segregowano tych pacjentów, których krew nie pomoże w wyleczeniu choroby. Na swoich etykietach miały podane nie tylko grupę krwi, ale imię i nazwisko dawcy, jego numer kontaktowy oraz krzyżyk. Tak samo jak na liście, jaką dostała Rocky od koleżanki. Nie tylko krew segregowana była wedle grupy, ale i nazwiskami. A przy niektórych, znajdował się znany dopisek "M".
Druga strona pomieszczenia miała odłożone w swoich lodówkach krwi pacjentów oznaczone fajką, haczykiem oznaczającym iż posiada składnik pozwalający stworzyć szczepionkę leczniczą na zakaźną chorobę. Jaka była duża różnica między pogrupowanymi krwiami? Tych "odpornych" było bardzo mało... Bez trudu Roseberry by odnalazła nazwiska tych osób co widnieją na liście.
Nie da się ukryć, że wejście nieznanej pielęgniarki zostało dostrzeżone przez kobietę, która od razu do niej podeszła.
- Co pani tu robi?
Pierwszy raz ją widziała. Janette Thomson. Takie dane prezentowały się na jej plakietce, z dopiskiem że jest hematologiem i naukowcem.



______________________________
- Czas na odpis: 48h od tego posta. Chyba że odpiszecie szybciej, to MG uczyni to samo. Jeżeli ktoś będzie chciał dać odpis, ale nie jest wstanie wyrobić się w podanym czasie, MG poczeka dodatkową dobę.
- Kolejka odpisów: dowolna.

WYJAŚNIENIA:
- Conor - Dostajesz upomnienie od MG, za wstawienie wcześniej pustego posta. Fabularnie idzie to na niekorzyść Twojej postaci.
Oddajesz krew, Twoja wytrzymałość wynosi: 90%
- Alex - Udało Ci się uzyskać dostęp do najważniejszych informacji ukrytych w komputerach Szpitala. Wykorzystaj tę wiedzę dobrze. Wszelkie objawy danej choroby, ich postęp rozwoju znajdziecie w informatorach chorych postaci.
Stan baterii Twojego laptopa wynosi: 72%
- Marian i Leilah - przegapili kolejkę. Uznaje się, że Marian pozostał przy toalecie niepełnosprawnych, gdzie przebywa Alex. Leilah zajmuje niepełnosprawnym zaprowadzając go do innej łazienki.
[Profil]
 
 
Marian Cook



The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude

Gastrofereza

73%

wolontariusz/Kucharz w Bractwie





name:

Marian Cook

alias:
Jason Grimoire

age:
21

height / weight:
1,85/72

Wysłany: 2019-01-03, 14:25   
   Multikonta: -
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Marian usunął się z miejsca tak szybko, jak tylko się tam znalazł, wracając do swojej towarzyszki "życia", którego po powrocie zapewne trochę mu zabraknie. No cóż, przynajmniej zabawnie było.
Gdy już wrócił, zauważył, że Matilde już zniknęła. Dosyć oczywiste było dla niego gdzie się teraz znajduje i odgrywając swoją rolę nadgorliwego rodzica, zwyczajnie wparował do gabinetu lekarskiego, nieważne czy ktoś próbował go powstrzymać czy nie, chociaż zapewne wszyscy słyszeli raban i raczej nie mieli wątpliwości kim był. Heh, na coś się to jednak przydało.
- Jason Grimoire, ojciec Henryka.
I nie zważając na zbytnie miłe słowa czy zachowanie, oparł się o ścianę przy drzwiach.
_________________
"Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
[Profil]
  [B+]
 
Alex Parker



x

wyostrzone zmysły

73%

Programista/specjalista ds IT





name:

Alex Parker

height / weight:
183/78

Wysłany: 2019-01-03, 14:29   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Studiowanie zdobytych informacji, przychodziło mu dość szybko, przy wyostrzonym wzroku. Czytał, czytał i był coraz bardziej zaniepokojony tym, co tam odnalazł. Jeżeli szybko nie zdobędą szczepionki, Liam i inni chorzy umrą.
Uznał, że trzeba natychmiast przekazać innym co odnalazł.
- Mam listę pacjentów. - zaczął, po czym rozpoczął kopiowanie i szyfrowanie znalezionych danych na swój komputer - Wygląda na to, że próbują pozyskać surowicę z krwi osób odpornych na wirusa. Mam dokładną rozpiskę wszystkich objawów choroby. Nie ma jednak dokładnego składu szczepionki. Poszperam jeszcze - i jak powiedział, tak zrobił. Zaczął poszukiwać wzoru, lub cokolwiek podobnego.
Słysząc informację o Connorze..cóż, nie mógł mu pomóc.
- Nie odwalcie żadnego przypału, nim nie będziemy mieć szczepionki, lub receptury w ręku. - mruknął.
Na wszelki wypadek przygotował powerbank, gdyby przestał mieć szczęście.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2019-01-03, 19:29   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde posłała mężczyźnie lekki uśmiech, kiwając głową i kładąc swoją torbę z dziecięcymi akcesoriami na podłodze. Był lekarzem, nie miała więc żadnych powodów, by mu nie zaufać, prawda? A skoro powiedział, że to bezpieczne…
– Słyszałeś, Henry? Nawet nic nie poczujesz – mruknęła do swojego synka, rozpinając mu bluzę, by tym samym przygotować chłopca do tego okropnego czynu. W pewnym sensie miała nadzieję, że podczas zabiegu mały zacznie płakać. Im więcej narobi rabanu, tym mniejsze podejrzenia będą na nią rzucać. W końcu co za matka zajęłaby się okradaniem lekarskiego gabinetu, kiedy jej dziecko tak bardzo cierpiało, huh?
Wallace wykorzystała chwilkę, w której mężczyzna zerkał na dokumenty Henryka, po czym rozejrzała się uważnie po gabinecie. Starała się w jak najkrótszym czasie jak najdokładniej zarejestrować ułożenie wszystkich intrygujących przedmiotów. Bo kiedy przyjdzie jej wykonać zadanie, nie będzie czasu na poszukiwania… Ale chyba wszystko wydawało się być na widoku, nie? W zasadzie to byłoby bardzo głupie, gdyby trzymali to w sejfie. Pacjentów była cała masa, a grypa wydawała się sprawą życia i śmierci. Chyba nie było czasu na takie zabawy. I z jakiegoś powodu nie miała żadnych wątpliwości, że „A/H6N2” było tym czego właściwie szukała. Wydawało jej się, że ta nazwa obiła jej się w słuchawce.
– Miał – przyznała smutnym głosem, wyczuwając niesamowicie dobry moment, by zacząć właściwie to co chciała powiedzieć. Posłała tylko krótkie spojrzenie wchodzącemu do gabinetu Marianowi (najwyższy czas), po czym kontynuowała: – mieszkamy z moim bratem, który jest bardzo poważnie chory… Próbowaliśmy zawołać dla niego pomoc, ale początkowo odmówiono nam miejsca w szpitalu, a potem po prostu… – pociągnęła nosem, a jej oczy zalśniły – Jest z nim naprawdę kiepsko, wie pan? Ma jakieś cholerne halucynacje i staje się taki… taki agresywny dla każdego kto nie jest rodziną. Kilku lekarzy próbowało, ale on… – potrząsnęła głową, wzdychając ciężko, po czym przetarła wierzchem dłoni kąciki oczu. Tego dnia naprawdę dużo płakała i zabawne, że wcale nie musiała się do tego zmuszać. To po prostu się działo. – Nie wiemy co z nim robić, doktorze… Nie wiemy, czy w ogóle uda się go ściągnąć do szpitala… I jeszcze to cholerne ubezpieczenie… Jedna kobieta z poczekalni powiedziała, że jej mąż otrzymał jakąś szczepionkę i że jest z nim o wiele lepiej. I proszę mi powiedzieć, doktorze – Wallace zagryzła dolną wargę, głaszcząc chłopca po głowie i ściągając mu całkowicie bluzę: – czy jest jakaś nadzieja dla mojego brata? Czy ta szczepionka, o której mówiła ta kobieta to to co dostanie Henryczek? Czy mogłoby mu to pomóc? – i ponownie nawiązała z lekarzem kontakt wzrokowy. Było widać w jej spojrzeniu ten nieopisany ból i zmartwienie. Naprawdę potrzebowała pomocy, a on przecież był lekarzem, tak? Mógłby jej coś doradzić, zaoferować… dać.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2019-01-05, 20:34   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Wiedziała o co chodziło z tą krwią i jej innych kolorach niż czerwony. Może źle się wyraziła, albo też nie sprecyzowała tego. Jednak mniejsza o to zrozumiała, że Pati miała na myśli o innych kolorach niż czerwony mówiąc o kolorowej krwi. Szczerze to ciekawe czy jakiś mutant ma tęczową krew. Jednak Rocky pracując w Bractwie nie spotkała się z taką, ale widziała nie kiedy różne krwi. Więc na pewno inny odcień jej nie zdziwi.
Nie było się nad czym rozwijać ani też opisywać raz jeszcze co działo się przed wejściem do laboratorium. Ważniejsze było, że nikt nie przypał jej gadaniu do siebie oraz nie zaczepił. Zdołała wejście pożyczonym kitlu i pierwsze co zrobiła to się rozejrzała po pomieszczeniu. Nie było w nim nadzwyczajnego o to zwykłe laboratorium z kilkoma blatami z komputerami i mikroskopami oraz innymi urządzeniami. Lodówki do przechowywania próbek oraz inne nie zbędne wyposażenie takiego obiektu. Jednak nim bardziej zagłębiła się do pomieszczenia usłyszała pytanie kobiety, która do niej podeszła.
- Można powiedzieć, że zgłosiłam się jako woluntariuszka do pomocy. Nazywam się Rocky i kiedyś tutaj pracowałam. Co tutaj robię... cóż kazano mi się tutaj zgłosić niech pani zadzwoni i potwierdzi moje słowa - powiedziała do kobiety, bo taka była prawda sama zgłosiła się do pomocy widząc nawał pracy i korzystając, że nadal miała tutaj znajomości. Szkoda, że ta kobieta jej nie znała łatwiej było jej wytłumaczyć. Jednak no cóż niech zadzwoni do kogo trzeba by sprawdzić. W razie czego to może powiedzieć kto kazał jej tutaj przyjść z tymi dokumentami. - Mam pomóc segregacji krwi i dostałam te dokumenty - dodała po chwili przekazując jej co sama dostała od Patricia.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2019-01-05, 21:41   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Leilah pchała wózek z niepełnosprawnym uśmiechając się do niego słodko i zapewniając, żeby się nie martwił, że zaraz będą na miejscu. Jednocześnie zastanawiała się gdzie będzie lepiej pojechać, żeby móc się jednocześnie rozejrzeć. W końcu wybrała, jedno z pięter wyżej, żeby zobaczyć czy znajduje się tam cokolwiek co może być ciekawego. Najpierw jednak zaprowadziła chłopaka na wózku do łazienki upewniszy się, że jest wolna.
-Proszę się nie śpieszyć, poczekam na zewnątrz rzuciła po czym wyszła z łazienki zaczęła rozglądać się po korytarzu obserwując jakie pomieszczenia znajdują się w zasięgu wzroku.
[Profil]
  [AB-]
 
Conor Govain



Różnica między niemożliwym a możliwym, leży w ludzkiej determinacji.

Fazowanie

63%

F.P.T.P





name:

Conor Jason Donovan

alias:
JeyJey/ Dony

age:
24

height / weight:
183/75

Wysłany: 2019-01-05, 22:15   
   Multikonta: Ricky
  

   #FPTP


Oj miał kłopoty niestety musiał się do tego przyznać. Było tak ładnie tak sympatycznie, ale niestety nie mogło to trwać w nieskończoność. Rocky nie mogła mu pomóc i wątpił w to by ktokolwiek inny przyszedł mu na ratunek. Oni musieli być dogadani, a On wbił tu tak po prostu wymykając się z bractwa. Zamiast mu pomóc powinni go jeszcze bardziej skopać. Nie patrzył na doktora. Po prostu miał nadzieję że to się szybko skończy i wyjdzie wracając do siebie.
Wtedy właśnie usłyszał jak coś spada na podłogę i przeniósł wzrok na doktora, który trzymał w ręku jego kurtkę, a teczka którą miał Conor leżała na ziemi. Spojrzał na lekarza z niedowierzaniem i zdziwieniem.
- Co to?! - prawie krzyknął podskakując z zaskoczenia na fotelu. Zerknął w oczy doktora. Może nie był zbyt dobrym mówcą, ale miał nadzieję, że obejdzie się bez większych problemów. Oby bo przecież nie chciał używać swoich umiejętności. Był na to przygotowany, ale jeszcze nie teraz.
- Nie mam pojęcia co to jest. Musiało spaść jak zdejmowałem kurtkę. - powiedział Conor i machnął na to ręką, którą mógł poruszać. Kłamać na szczęście potrafił. To było na jego korzyść.
- Niech Pan nie robi wielkiej afery przez to że spadła z biurka jakaś teczka. Przyszedłem tu by pomóc oddając krew, a Pan chce ściągnąć na mnie ochronę, bo ktoś nie ułożył dobrze papierów na biurku. - dodał i przewrócił oczami olewając jego oskarżenia i wracając do wpatrywania się w piękny biały sufit gabinetu. Nie mógł wpłynąć na wybór lekarza. Jeśli zawoła tu ochronę to wtedy zobaczymy jak to się potoczy.
[Profil]
    [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-01-06, 02:23   

ALEX
Szukanie konkretnego wzoru nie było łatwe. Ponieważ konkrety były ukryte w treści wszelkich informacji zebranych na temat danej choroby. Ustaloną jakąś nazwę, objawy i próby odnalezienia odpowiednich składników na stworzenie szczepionki czy lekarstwa, gdzie głównym elementem była krew odpornych ludzi. Co więcej, szukając Alex mógł trafić na dokument w formie pliku, jakie objawy otrzymują osoby odporne na wirusa, które przebywają w obecności zarażonego. Co objawia się jakimiś delikatnymi przebarwieniami skóry. Coś na wzór alergicznego uczulenia. Nieszkodliwe, ale pokazujące jak jawnie organizm broni się przed zarażeniem.
Kopiowanie i szyfrowanie potrzebowało czasu. Niestety łazienka nie może być wiecznie zajęta. Kolejny raz Alex mógł usłyszeć przemieszczający się wózek inwalidzki, który zatrzymał przed drzwiami i poruszył klamką. Westchniecie osoby na nim siedzącej, postanawiającej poczekać. To szpital, nie dziwne że korzystanie z tej łazienki jest dość częste, bowiem przystosowana jest dla osób niepełnosprawnych na wózku inwalidzkim. Tym razem to była kobieta.


MARIAN I MATILDE
Dziecko jak to dziecko, przyjęło informację w miarę spokojnie. Miał nie płakać i być dzielny. Więc taki powinien być. Niczego się nie bać. To tylko małe ukłucie. A może nic nie poczuje? Henryk był spokojny i jedynie spoglądał na obcego mu lekarza jak i "mamę". A za chwilę i "tatę", który wparował do gabinetu.
Podczas wysłuchiwania odpowiedzi kobiety, do gabinetu wparował mężczyzna, który przedstawił się jako ojciec chłopca.
Doktor Stafford rzucił okiem raz jeszcze na wypełniony dokument małego pacjenta, odnajdując tam nazwisko ojca Grimoire. Zatem nie wypraszał ani nie zwracał uwagi, słuchając matki dziecka.
- Czyli stadium choroby przechodzi w zaawansowany poziom. Hmm...
Zmarszczył brwi, kiedy usłyszał objawy jej brata. Zdziwiła go jednak informacja, jakoby nikt nie przyjechał go zbadać czy zabrać do szpitala. Zwykle takie telefony są odbierane i akcje szybko realizowane. Chyba że stało się coś o czym jeszcze nie wiedział, że ratownicy nie nadążają za wezwaniami.
- Powiem tak. Pani brat powinien jak najszybciej trafić do szpitala. Być może jest jeszcze szansa go uratować. I tak... jest szczepionka ale nadal nie mamy pewności czy ona faktycznie zwalczy chorobę na takim poziomie zaawansowania co jest pani brat. A jeżeli o chłopca chodzi, szczepionka na pewno uodporni go na tę chorobę.
Zapewnił z lekkim uśmiechem, chcąc im dodać otuchy, że chłopcu nic nie grozi. Ich celem przecież było zadbanie o zdrowie pacjentów.
- Proszę tutaj usiąść z dzieckiem i odsłonić mu ramię.
Poprosił, wskazując wolne krzesło znajdujące się przy stoliczku z potrzebnymi medykamentami. Lekarz wstał i podszedł do umywalki, gdzie umył ręce, wytarł, nałożył rękawiczki i zaczął przygotowywać szczepionkę z dawką dla dzieci. Te z kolei miał w szufladzie ze strzykawkami. Dawki były odmierzone dla dzieci i dla dorosłych.


ROCKY
Kobieta wysłuchała odpowiedzi nowego pomocnika i jakoś nie do końca chciała jej wierzyć na słowo. Już miała wyjąc telefon by faktycznie zadzwonić, ale powstrzymał ją od tego kolega.
- Nie mamy za wiele czasu by teraz bawić się w sprawdzanie. Jeżeli pracowała i wie co ma robić, pozwól jej pracować. Każda pomoc się przyda, nawet byłych pracowników.
Rzucił za jej plecami, odwracając się profilem do Rocky, lecz pozostając na swoim stanowisku. Podobnie jak koleżanka, był ubrany ubrany w biały kitel, posiadał rękawiczki, maskę na twarzy i zabezpieczający czepek na głowie.
Janette westchnęła i schowała telefon.
- To co przebadaliśmy, włożyliśmy do lodówki. Kolejna następna półka. Sprawdź na jakim nazwisku skończyła sprawdzać Twoja poprzedniczka i zanotuj nowe dane. Jak skończysz, z tej strony, zrób to samo z drugą.
Poinstruowała Rocky i jeżeli ta nie miała pytań, wróciła do swoich obowiązków.
Panna Roseberry miała zajęcie. Krwi nowych i nie wpisanych do tabelek było znacznie więcej. Mało jednak tych odpornych, które by pomogły na stworzenie zdecydowanie więcej szczepionek. Takie nazwiska jakie miała podane na liście, krew ich właścicieli znajdowała się w lodówkach.
Wykonując swoje zadanie, mogła wykorzystać moment na rozejrzenie się i poszukanie czegoś interesującego. Na biurkach leżało sporo dokumentacji medycznej. Tak samo jak poprzednim razem, lista pacjentów którym pobierano krew i także zaznaczano, czy nadaje się do stworzenia szczepionki. W tym akurat przedziale, znacznie więcej znalazło się krwi mutanckiej. Jednakże były normalnej barwy, nie kolorowe, nie tęczowe. Jednym z ważnych dokumentów była teczka podpisana A/H6N2. Wewnątrz niej znajdował się szczegółowy opis choroby, objawów i podjętych prób stworzenia szczepionki. Nawet kilka wzorów, z czym co było mieszane i kiedy wprowadzono krew odpornych i pobierano z niej surowicę. Ostatni z ponad dziesiątek prób musiał być tym właściwym, choć nie zaznaczono i nie opisano komentarza, czy się sprawdził. Najwyraźniej nadal był w fazie testowej. Pierwsze wzory będące nie powodzeniem, opisywały ilość zgonów. Ta liczba za każdym razem zmniejszała się. A ostatnie notowania, pokazały się, że są blisko rozwiązania.


LEILAH
Addams zaprowadziła niepełnosprawnego do wolnej łazienki piętro wyże. Niczego zaś interesującego nie znalazła na tym piętrze, a jedynie panującą w większości ciszę i przechodzących od czasu do czasu pacjentów, którzy wracali do swoich pokoi lub z nich wychodzili, oraz pielęgniarki. W tej części znajdowały się sale chorych.
- Nie przeżył. Podali mu lekarstwo ale chyba było za późno.
- Biedny chłopak. Co ta dziwna choroba z nimi robi. Miał całe życie przed sobą.
Mijające Leilah dwie pielęgniarki wymieniały się właśnie smutną wiadomością odnośnie jednego ze swoich pacjentów. Nawet tutaj nie są wstanie zapanować nad epidemią. Tacy chorzy, znajdowali się na końcu korytarza w specjalnie oddzielonej części, by nie mieli kontaktu z innymi pacjentami. Wstęp tam był raczej zabroniony dla osób, nie będących z ich rodzin.
Chłopak przez ten czas skończył swoje potrzeby w łazience i wyjechał z niej zdecydowanie z ulgą.
- Dziękuję Pani.
Rzekł z wdzięcznością i lekko uśmiechnął.


CONOR
Jakoś doktorowi Hardwickowi nie chciało się wierzyć w słowa Donovana. Niby jakim cudem te dokumenty miały spaść na krzesło i zostać przykrytym jego kurtką, kiedy leżały pomiędzy innymi papierami a nie dosłownie na widoku?
- Jakoś nie chce mi się wierzyć, że mogła od tak spaść przy pańskim zdejmowaniu kurtki, kiedy leżała przy drugim stosie dokumentów.
Wskazał ten stos, który był dalej od krawędzi blatu.
Zadzwonił więc do ochrony.
- Doktor Kevin Hardwick. Proszę o przysłanie ochrony do mojego gabinetu.
Poprosił i podziękował. Rozłączył się i schował telefon.
- Wyjaśnimy to z ochronną. I niech pan siedzi spokojnie, inaczej uszkodzi sobie żyłę.
Uprzedził i położył zaraz teczki na swoje miejsce na biurku. Poszukiwana zguba się odnalazła. Lekarz podszedł ponownie do pacjenta, by sprawdzić jak dobrze idzie pobieranie krwi. Jeszcze trochę a będzie koniec.



______________________________
- Czas na odpis: 48h od tego posta. Chyba że odpiszecie szybciej, to MG uczyni to samo. Jeżeli ktoś będzie chciał dać odpis, ale nie jest wstanie wyrobić się w podanym czasie, MG poczeka dodatkową dobę.
- Kolejka odpisów: dowolna.

WYJAŚNIENIA:
- Alex - Dotarłeś do informacji o krwi osób, które są odporne na nieznaną chorobę. Niestety nie znalazłeś jeszcze nic na temat wzorów, jak otrzymać taką szczepionkę.
Stan baterii Twojego laptopa wynosi: 68%
- Conor - Oddajesz krew, Twoja wytrzymałość wynosi: 85%
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2019-01-06, 11:21   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie spodziewała się usłyszeć czegoś takiego. Co jeśli ludzie w Bractwie byli już na tym etapie, że nawet jeśli mieli zdobyć ten cholerny lek to i tak było już za późno? Co jeśli ta ich cała misja miała zdać się na nic? Wallace skinęła lekko głową, wzdychając cicho.
– Czyli mam się liczyć z myślą, że to lekarstwo nie jest wystarczające? – szepnęła cicho, bo tak w tej jednej chwili po prostu straciła całą motywację. Właściwie po co to wszystko skoro i tak mogło być za późno? Nie należała do optymistycznych ludzi. Życie już dawno to zweryfikowało. Po prostu jakimś magicznym trafem, jej zawsze przydarzała się ta najgorsza możliwa opcja. Tym razem mogło być podobnie. – Ten lek działa od razu? Czy potrzeba trochę czasu aż się odpowiednio zaszczepi w organizmie? – spytała jeszcze, bo wolała wiedzieć, czy będzie żyć złudną nadzieją, czy od razu wszystko będzie wiadome. Nie zniosłaby chyba tej pierwszej wersji. Siedzieć przy łóżku chorego i nie wiedzieć co się wydarzy… Wallace usiadła z Henrym na wskazanym miejscu, podwijając jego koszulkę na ręce, by odsłonić chłopczykowi ramię.
– Bądź dzielny, okay? – mruknęła do malca, głaszcząc go po głowie i jednocześnie nie spuszczając wzroku z lekarza. Starała się zapamiętać każdy jeden szczegół podawania tej całej szczepionki. W końcu, jeśli dopisze jej szczęście, będzie musiała to powtórzyć. I jeśli lekarz w końcu skończył przygotowania i zabrał się za dokonanie szczepienia, Matilde przytrzymała silnie Henry’ego, rzucając Marianowi przeciągłe spojrzenie. Czas, by jej partner wkroczył do akcji.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Alex Parker



x

wyostrzone zmysły

73%

Programista/specjalista ds IT





name:

Alex Parker

height / weight:
183/78

Wysłany: 2019-01-06, 14:39   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie mógł już dłużej ryzykować. Za dużo osób się zaczynało tu kręcić. Zaklął cicho pod nosem.
- Już wychodzę, minuta ! - krzyknął i zaczął kopiować i szyfrować zdobyte dane.
- Słuchajcie, muszę się stąd zawinąć. Jak wezwą tu ochronę, to jestem w dupie. - wymamrotał do słuchawki. - Zamrożę obraz z kamer, nie zabawcie tu za długo. - skontrolowała stan baterii.
Mógł jeszcze zaryzykować i spróbować gdzieś indziej...ale nie. Miał już dużo danych, a gdyby go złapano, to cała ta akcja na nic.
Dane skopiowane, zaszyfrowane. Upewnił się, że ładnie po sobie posprzątał i nikt nie wykryje włamania, po czym naszedł czas na finał.
- Zamrażam obraz za 3...2...1... - i klik.
Spuścił wodę w toalecie, po czym odkręcił kran, że niby korzystał z tego przybytku. Zaczął pakować elektronikę do torby. Za chwilę stąd wyjdzie, ale musiał być pewien, że nic tu nie zostawi
[Profil]
  [AB+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2019-01-07, 21:33   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Na pierwszy wrzut oka widać było, że kobieta jej nie wierzy i tylko ślepy tego, by nie zauważył. Niestety Rocky zbytnio się tym nie przejął, ponieważ to nie była jej sprawa. Zadzwoni, sprawdzi i wszystko się wyjaśni... Taka była prawda już czekała i widziała oczami wyobraźni jak wyciąga telefon. Widziała jej minę, kiedy przełożeni potwierdzają. Jednak te wizje nie doszły do skutku potwierdzając, że nie nadaję się na jasnowidza. Gdyż do akcji wkroczył jej partner odzywając się i jakby stając po stronę Rocky. Co niezmiernie ucieszyło panią Roseberry, że tak szybko poszło.
- Dobra - powiedziała tylko na polecenie kobiety. Nie było sensu mówić nic więcej. Zresztą nie dzwoniła i nie sprawdzała jej słów, czego Rocky nie lubiła. Tylko uwierzyła na słowo i tutaj się chwali. Przynajmniej mogła szybko zająć się tym papierami bardziej się nimi zapoznając.
Dwójka współpracowników zajęła się swoimi obowiązkami ona z kolej usiadła gdzieś by spojrzeć na listę. Dyskretnie rozglądając się po otoczeniu, by rozeznać się po pomieszczeniu. Widziała dokumentacje leżącą na biurku, które zwróciły uwagę Rocky. Korzystając z okazji, że musiała podejść do lodówki i spojrzeć na listę by sprawdzić na jakim nazwisku skończyła jej poprzedniczka. Co jakiś czas zerkając na pracowników laboratorium. Próbując wyłapać gdy pochłonie ich całkowicie praca. Jeśli wyłapała taki moment to położyła swoje dokumenty na pozostałych. Kiedy miała z powrotem wracać do przeglądania zaznaczania przejrzała wszystko co leżała. Zwracając uwagę na teczkę, którą wmieszała swój plik dokumentacji.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Marian Cook



The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude

Gastrofereza

73%

wolontariusz/Kucharz w Bractwie





name:

Marian Cook

alias:
Jason Grimoire

age:
21

height / weight:
1,85/72

Wysłany: 2019-01-07, 23:17   
   Multikonta: -
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Aby przejść do działania, została do omówienia tylko jeszcze jedna sprawa, tak na wszelki wypadek.
- Mhm... - mruknal zwracając na siebie uwagę, robiąc przygnębioną, a mniej wkurzoną minę- To się wstrzykuje, prawda, Panie doktorze? Ale jak to dawkujecie, to na pewno nie jest całkowocie bezpieczne...- i udając, czy też nie do końca udając, poruszenie przypomnieniem historii przez Matilde i ogólnie jej zachowaniem, smutnym i miłym głosem zwrócił się do doktora, jakby był ich wybawicielem i katem.
Marian działał, był to najwłaściwszy czas. Widząc znak swojej partnerki, mniej lub bardziej życiowej, oraz słysząc w słuchawce głos Alexa, który najwyraźniej bardziej niż problemy żołądkowe miał problemy... Nazwijmy to, biegunkowe. Bo będzie musiał nieźle biegać, ha ha ha..... Marian chyba dostanie więcej niż tylko jeden wpierdol.
I tak jak się mniej więcej spodziewali, każdy miał od teraz przesrane. Nawet lekarz.
Używając swojej mocy na nim, chciał go skazać na natychmiastowe opuszczenie pomieszczenia
, próbując sprawić, aby lekarz mógł wręcz poczuć to "pęknięcie tamy", poczuć jak jego zwieracze dają mu sygnał, że długo jeszcze nie pociągną.

No, będzie małe szuku szuku i zwiewu zwiewu, najlepiej jak najszybciej, dopóki efekty do niego nie powrócą, nawet jeśli byłyby lekkie. Tak na wszelki wypadek, jakby jednak przesadził i usadził doktorka na bardzo, bardzo długą chwilę.
_________________
"Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
[Profil]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5