Poprzedni temat «» Następny temat
Poczekalnia
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:17   Poczekalnia





Poczekalnia jest miejscem ciepłym i uspokajającym, gdyż zachowane zostały zielone barwy ścian i ciepłe barwy mebli. Można tu odpocząć i poczekać na diagnozy, czy możliwość skontaktowania się z lekarzami.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-12-13, 22:35   

/ 8 grudnia 2018

Liczba zachorowań ludzi znacznie rosła. Grypa stopniowo zaczęła atakować kraj już od ostatniego miesiąca. Nikt jednak nie spodziewał się tego, że wspomniana choroba, okaże się czymś więcej niż zwykłą grypą. Poza podstawowymi objawami, pojawiały kolejne dość niepokojące, trudne do przypisania do poszczególnej kategorii chorób.
Chorych przybywało coraz więcej. Szpitale miały przepełnione sale chorych. Niewielu osobom udało się pomóc. Nieuniknione były zgony. Do jednego udało się zaś dojść, że dotychczasowe lekarstwa, antybiotyki podawane chorym, nie pomagają tak jakby tego oczekiwano. Brakowało im jednak czegoś, co pomoże dosłownie wyleczyć zarażonych.
Rząd ostatecznie, po konsultacjach z lekarzami odpowiednich specjalizacji, podjął decyzję o obowiązkowych szczepieniach zapobiegającym zakażenia chorobą.
Chodzą również spekulacje, że lekarze prowadzący badania nad krwią, pobieraną od chorych i zdrowych osób, doszli to bardzo ciekawego zjawiska naukowo medycznego, jakoby krew odpornych wpływała pozytywnie, zwalczając zakaźną chorobę. Lekarze zachęcają swoich pacjentów do oddawania krwi, w celu udzielenia pomocy chorym bliskim. Przejdzie ona dokładne testy badań i jeżeli będą one pozytywne, oznacza to, że krew danej osoby jest źródłem do powrotu do zdrowia.


_______________________________________
- Udział w sesji może wziąć każdy w celu zaszczepienia się lub oddania krwi.
- Na posty czekam do 14 grudnia, godz. 22:00.
[Profil]
 
 
Conor Govain



Różnica między niemożliwym a możliwym, leży w ludzkiej determinacji.

Fazowanie

63%

F.P.T.P





name:

Conor Jason Donovan

alias:
JeyJey/ Dony

age:
24

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-12-13, 23:00   
   Multikonta: Ricky
  

   #FPTP


/ 8 grudnia


Wiedział, że coś się działo z Esther i z innymi jego znajomymi. Widział w telewizji jak gadają o tej chorobie, najpierw normalka grypa. Coś zwykłego, a teraz? No cóż nie podobało mu się to coraz bardziej i musiał coś z tym zrobić. Gdy zaczęli mówić o szczepionkach i pobieraniu krwi, najpierw się wahał, ale w momencie gdy zaczął odwiedzać Esther częściej jego obawy minęły. Wiedział że mogą z krwi dowiedzieć się o mutacji. Spoko nie przerażało go to skoro mógł pomóc, a przecież nie pierwszy raz byłby ścigany.
Wszedł do poczekalni i rozejrzał się. Usiadł na jednym z foteli i przygotował swoje dokumenty na Jasona Donovana. Nie był na tyle głupi by podać swoje pierwsze imię. Oczywiście kilka tygodni przygotowywał papiery i wszystko co mogliby próbować ściągnąć z neta więc miał nadzieję że wyjdzie mu ta piękna i jakże cudownie zaplanowana akcja. Szybko iść oddać krew i wyjść. Tylko tyle go interesowało.
[Profil]
    [A+]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-12-14, 10:34   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Co za popieprzone czasy, zeby jakies epidemie wybuchaly, do cholery nie zyjemy w XIX w koncu. Ale jako szefowa ochrony trzeba bylo swiecic przykladem, wiec Leilah postanowila rowniez oddac krew, uwazala sie za dosyc odporna na chorobska osobe. A kiedy okazalo sie, ze maja isc w sumie wieksza grupa, to chyba lepiej bedzie jak ktos ich bedzie ochraniac, nie wiadomo co moze sie stac.. Zanim wyszla wziela ze soba telefon, do kieszeni upchala rekawiczki i to zarowno gumowe jaki skorzane by ubrac je przed wejsciem do szpitala, miala na sobie wysokie kozaki pod kolana na stabilnej podeszwie, w jednym z nich ukryla pistolet. OStatnia rzecza jaka wziela byly sluchawki by moc porozumiewac sie z reszta. Jak tylko weszla na miejsce, znalazla wolne krzeszlo w poblizu recepji i usiadla na nim czekajac na rozwoj wydarzen.
[Profil]
  [AB-]
 
Alex Parker



x

wyostrzone zmysły

73%

Programista/specjalista ds IT





name:

Alex Parker

height / weight:
183/78

Wysłany: 2018-12-14, 10:43   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Całe życie unikał kłopotów. Żył w samotności latami. Teraz jednak było inaczej. Był członkiem Bractwa, organizacji zrzeszającej takich jak on - mutantów. Do tego jego najlepszy przyjaciel umierał na to jebane choróbsko, więc jeżeli tylko mógł mu jakoś pomóc, miał zamiar to zrobić. Dlatego też wszedł do szpitala, z czapką na głowie, z torbą w której miał laptopa, słuchawki, telefon i zapasową baterię do komputera i kilka powerbanków, na wypadek, gdyby się to przedłużało a brakło na przykład prądu.
Uznał, że łazienka dla niepełnosprawnych, będzie najbezpieczniejszą miejscówką, udał się więc właśnie tam. Zamknął drzwi na zamek, usiadł niczym królewicz na tronie, podpiął się ze sprzętem i uruchomił wszystkie niezbędne programy, w tym ten do komunikacji głosowej. Upewnił się, że zarówno połączenie, jak i komunikacja między nimi, była odpowiednio zabezpieczona i zaszyfrowana.
Włożył słuchawkę do ucha i mógł odklepać mały sukces.
- Jestem gotowy - powiedział cicho, co mogli usłyszeć jego towarzysze w zbrodni.
[Profil]
  [AB+]
 
Marian Cook



The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude

Gastrofereza

73%

wolontariusz/Kucharz w Bractwie





name:

Marian Cook

alias:
Jason Grimoire

age:
21

height / weight:
1,85/72

Wysłany: 2018-12-14, 15:34   
   Multikonta: -
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Marian przyszedł wraz z Wallace i jakimś dzieciakiem zapożyczonym z Bractwa. Był w czapce, ubrany zimowo, całkowicie zakryty. Posiadał ukrytą broń zagłady masowej przypiętą na plecach, dla niewtajemniczonych- Patelnię i słuchawkę ukrytą w uchu. Gdy usłyszał znajomy głos, od razu rozpoczęli wspólnie ich misję. Musieli być zdecydowani, sytuacja jaka panowała zupełnie Marianowi nie odpowiadała- patrząc na wszystkich chorych czuł się troche podle, no ale cóż- oni dostaną opiekę. Mutanci już tak łatwo nie mają.
Podszedł do recepcji wraz z maluteńkim dzieciakiem trzymanym na rękach przez Wallace.
- Dzień Dobry, nazywam się Jason Grimoire. Przyszedłem zarejestrować na szczepienia mojego kochanego synka.- wskazał na chłopaka obok niego. Dla Mariana kłamanie też nie było zresztą rzeczą trudną. Bycie nadopiekuńczym rodzicem, który ma wyrzuty o wszystko? Jasne, czemu nie.- Ale czy to jest na pewno darmowe? A bezpieczne? Slyszałem, że szczepionki powodują autyzm... Nie moge pozwolić, aby Henrykowi Blueberry Cierpisławowi Delfinowi coś się stało!
I pokazujac klasę swoją grą aktorską, tupał nogą zakładając ręka na rękę.
_________________
"Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
[Profil]
  [B+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-12-14, 18:11   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace nie widziała innego wyjścia. To co teraz robiła było cholernie ryzykowne, ale nie mogła dopuścić do tego, by to okropne choróbsko wykończyło Hoppera. Jej moc znowu okazała się kompletnie bezużyteczna. Okej, niby trochę udało jej się załagodzić objawy, ale to w żadnym stopniu nie było satysfakcjonujące. Ani bezpieczne. Wiedziała, że to kwestia czasu aż coś złego się wydarzy, a nie mogła do tego dopuścić. Nie mogła go stracić. Musiała zrobić wszystko co w jej mocy, by przywrócić Hopperowi zdrowie i sprowadzić Jocelyn do domu. Ta rozłąka z córką… to ją wykańczało psychicznie. Tęskniła za nią. I nawet się nie zastanawiała dwa razy nad dołączeniem do tej akcji. Musiała to zrobić jeśli chciała zawalczyć o swoją rodzinę.
Więc po prostu to zrobiła. Przewiesiła przez ramię torbę z dziecięcymi rzeczami (a fakt, że schowała w pampersach pistolet nie powinien nikogo dziwić bo to był zdecydowanie artykuł pierwszej potrzeby jeśli chodzi o opiekowanie się dzieckiem), wzięła na ręce Henry’ego i udała się z Marianem do recepcji. Okej, chyba nie musze mówić jak bardzo powstrzymywała się przed wywróceniem oczami, kiedy usłyszała słowa swojego… hmm… tymczasowego partnera? Cholera. Musiała się dobrze wpasować w tą rolę. Więc po prostu uroczo uśmiechnęła się do recepcjonistki.
– Judy Hallen, jestem chętna na oddanie krwi – a potem odeszła kawałek, by zacząć niezwykle uprzejmie i przyjacielsko zagadywać pacjentów szpitala odnośnie tego choróbska i doświadczenia ze szczepienia. Miała tylko nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Czuła niesamowity ciężar na barkach, bo jeśli coś złego stanie się temu dzieciakowi to sobie chyba nigdy tego nie wybaczy. Musiała go pilnować jak oczka w głowie. W dodatku czuła niepokój, że te ukryte słuchawki przez które miała się porozumiewać z Alexem i Leilah okażą się jakimś syfem. Ugh. Chciała, żeby już było po wszystkim.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-12-14, 19:04   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


// 8 grudnia

Niepokojące było to, co teraz działo się w ich otoczeniu. Ta cała choroba, która terroryzowała społeczeństwo coraz bardziej się rosła. Co raz więcej chorych... W tym wszystkim jedyne pocieszenie było to, że ona i jej siostra są zdrowe. Jednak na jak długo i co z tymi, którzy już zachorowali. Nie mogła przejść obojętnie obok tych wszystkich cierpiących z powodu choroby. Zwłaszcza, że część z nich znała, bo należeli do bractwa. Wiadomo ludziom łatwiej było się zaszczepić oraz walczyć z tą chorobą. Jednak im znacznie trudniej, ponieważ mieli ograniczony dostęp do leków. Dlatego jak tylko Rocky usłyszała o szczepieniach i poborze krwi w szpitalu oraz o tworzącej się grupie. Postanowiła wziąć udział w tej całej akcji. Po pierwsze musiała pomóc swoim podopiecznym, którzy liczyli na nią. Jednak w tym wszystkim był drugi powód. Szpital, w którym to się odbywało znała bardzo dobrze, ponieważ pracowała Grace Hospital. Liczyła na to, że może ciągle pracują tam jacyś znajomi. Z których będzie łatwiej dowiedzieć się co właściwie zawierają te szczepionki. Czego szukają krwi zdrowych osobach? Gdyby wiedziała co jest w tym wszystkim grane. Być może zdołała by otworzyć skład szczepionek w bractwie. Bo ile mogą zdobyć czasie tej akcji... A jak by wiedzieli jak je wytwarzać. Ilu chorym by mogli pomóc?
Ubrana zwyczajnie jak zwykła pacjentka, która przyszła do szpitala. Tylko z dodatkowo miała słuchawkę w uchu by mogła łatwo porozumieć się z pozostałymi. Nie mogli liczyć na to, że będą mieli okazje spotkać się gdzieś, pogadać i ustalić kroki. Tak to małe urządzenie wiele ułatwiło. Słysząc w nim, że Alex jest gotowy weszła nie długo po Marianie i Wallace. Kierując się za nimi od razu recepcji. Jako, że para odgrywała swoje role, zatroskanych rodziców ustała w kolejce, która zaczęła się tworzyć do recepcji. By poczekać na swoją kolej... Liczyła na to, że spotka kogoś znajomego, bo przecież nie minęło wcale tak wiele lat odkąd tutaj pracowała. Nie mogli wymienić całego personelu. W sumie nie pomyliła się za bardzo, ponieważ poznała pielęgniarkę, która przyszła po dokumenty już zarejestrowanych osób.
- Patricia - zwróciła na siebie uwagę z kobiety, kto wie może wykorzysta stare znajomości. - Nadal tutaj pracujesz? - przecież to było oczywiste, ale co tam. Przecież dawno się nie widziały. Patricia mogła z pięć razy zmienić miejsce pracy czy też oddział.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-12-15, 21:29   

MARIAN I MATILDE
Poczekalnia zapełniała się powoli. Przy recepcji zaczęły robić się kolejki. Zapoczątkowana była właśnie przez parę młodych ludzi z dzieckiem. Kobieta przyjmująca rejestracje jak i wydająca kartoteki do konkretnego lekarza, spojrzała na pana Jasona Grimoire.
- Tak panie Grimore. Szczepiania są darmowe i bezpieczne. Nie słyszałam o by powodowały autyzm.
Zapewniała z miłym uśmiechem, wyjmując zaraz czystą kartotekę z polami do wypełnienia, jak dane osobowe pacjenta.
- Proszę to wypełnić.
Poleciła ojcu małego dziecka, przenosząc następnie wzrok na kobietę, która przedstawiła się jako Judy Halle. Ochotniczka na oddanie krwi.
- Panią proszę na prawą stronę. Tam czekają chętni do oddania krwi. Doktor Hardwick będzie prosił.
Matilde została przez recepcjonistkę skierowana na miejsce poczekalni, gdzie czekał już na swoją kolej Conor.
Nie da się też ukryć tego, jak bardzo Matilde zachęciła pacjentów do rozmowy o chorobach i szczepieniach. Im starsza kobieta, tym bardziej wstecz się cofała zaczynając słowami "za moich czasów..."


CONOR
Zanim Conor zjawił się w szpitalu by oddać krew, poczekalnia dopiero co zaczynała zapełniać się. Miał to szczęście, że był następnym w kolejce by być wezwanym przez lekarza do gabinetu.
Właśnie otworzyły się drzwi i wyszła z niego kobieta w średnim wieku, z upiętymi włosami w kok będąc lekko przy kościach.
- Proszę pamiętać o lekach.
Przypomniał jej lekarz, kiedy kobieta w podziękowaniu opuszczała gabinet i skierowała do wyjścia ze szpitala. Wtem wysoki mężczyzna, brunet, dobrze zbudowany, ubrany w biały kitel medyczny z plakietką swojego nazwiska jako Dr Kevin Hardwick, zwrócił się do Conora z lekkim uprzejmym uśmiechem.
- Zapraszam Pana.
Drzwi były otwarte i czekał aż pacjent wejdzie. Przy okazji spojrzał w kierunku recepcji, zauważając ile ludzi teraz przychodzi. Pracy mają na cały dzień.


ALEX
Wybranie łazienki dla niepełnosprawnych okazuje się być dobrym wyborem, ale nie na tyle, by starczyło kabla na podłączenie się do gniazdka kontaktowego, które bardziej znajdowało się bliżej umywalek niż samej ubikacji. Nie obejdzie się bez pracy przy bateriach i powerbankach, jeżeli wszystko ma pójść sprawnie. Z zasięgiem nie było problemu. Przynajmniej na razie. Dźwięk i obraz funkcjonowały poprawnie.


ROCKY
Powrót do byłego miejsca pracy przynosi wspomnienia. Na pewno połowa dawnego personelu nie uległa zmianie. Kilkoro znajomych na pewno by znalazła. Tak jakby los chciał, Patricia wyłoniła się z rogu korytarza zmierzając do recepcji po dokumenty. Usłyszawszy znajomy głos, skierowała wzrok na osobę, która wypowiedziała jej imię. Rozpoznała w niej Rocky.
- Witaj. Tak, nadal pracuję.
Odpowiedziała jej z lekkim uśmiechem, kierując się zaraz do szuflady z kartotekami, znajdującej się przy ścianie w recepcji, wyszukując dane konkretnej osoby. Dawała się w chwili obecnej nie mieć czasu na rozmowę. Sytuacja w kraju z powodu epidemii nieznanej choroby podwoiła pracę lekarzy i pielęgniarek, więc nie mogła tracić w tej chwili cenne minuty na rozmowy.


LEILAH
Obserwatorka całego zgromadzenia. Ujrzenie przystojnego lekarza, mogło wzbudzić zainteresowanie, choćby na plakietce z jego nazwiskiem, gdzie poniżej miał wpisaną swoją specjalizację "Hematolog". Kierując dalej wzrok na personel medyczny, wielu z nich było zdeterminowanych do swojej pracy, inni poddenerwowani. Również pacjenci zwracali na siebie uwagę. Rozgadane kobiety, które nakręciły się w wymianie zdań na temat choroby i szczepionek. Młody chłopak ciągle spoglądający na zegarek, na oko zdawał się być niecierpliwym studentem. Zaś na końcu kolejki nastolatka z kapturem na głowie i czarna torbą przewieszoną przez ramię. Ręce schowane w kieszeni kurtki. Próbowała zachować spokój, lecz wewnętrznie ogarniał ją stres. Jakby nie wiedziała, czy postępuje dobrze tutaj przychodząc.


______________________________
- Czas na odpis: 48h od tego posta. Chyba że odpiszecie szybciej, to MG uczyni to samo. Jeżeli ktoś będzie chciał dać odpis, ale nie jest wstanie wyrobić się w podanym czasie, MG poczeka dodatkową dobę.
- Kolejka odpisów: dowolna.
[Profil]
 
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-12-16, 22:49   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Uśmiechnęła się, kiedy kobieta na nią spojrzała i odpowiedziała. Co znaczyło, że ją rozpoznała. Jednak widząc, że zamierza odejść. Postanowiła zadziałać, bo w sumie nie wiedziała czy prócz Pati spotka kogoś jeszcze. Miała się zarejestrować, spróbować zagadać lekarza. Jednak teraz widząc swoją znajomą oraz korzystając swojej edukacji. Przecież praca w szpitalu wiele uczy... np tego, że jak jest jakaś epidemia to zawsze brakuje ludzi do pracy.
- Pati... Co prawda chciałam oddać krew, ale czy nie przydała by się wam jakaś pomoc - cały czas była lekarzem i tego to nikt jej nie odbierze. Nikt nie jest stanie zabrać jej tych wszystkich lat nauki. Może tutaj już nie pracowała, ale na pewno przyda się im pomoc. Jeśli pielęgniarka się zgodzi będzie miała możliwość wglądu do dokumentów oraz większe szanse na poznanie składu szczepionek.
Przychodząc liczyła na to, że może kogoś spotkać, a teraz kiedy jednak los zechciał by się tak się stało. Nie zamierzała rezygnować, bo przecież tutaj chodziło o ludzi chorych. Wśród, których może się znaleźć Ricky więc musiała coś zrobić. Nawet pomóc lekarzom i pielęgniarką zajmować się tymi wszystkimi osobami, które się zgłosiły tutaj.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Marian Cook



The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude

Gastrofereza

73%

wolontariusz/Kucharz w Bractwie





name:

Marian Cook

alias:
Jason Grimoire

age:
21

height / weight:
1,85/72

Wysłany: 2018-12-17, 19:16   
   Multikonta: -
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Marian przyjął kartę mamrocząc pod nosem z groźnym wyrazem twarzy, starając się jak tylko mógł. Oj będzie miał o czym opowiadać i z czego się śmiać, nie ma co. W każdym razie, zaczął powoli wypisywać dane zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami.
- Mhm, wszędzie te walone podpisy, kartki, formularze, pergaminy. W średniowieczu jesteśmy czy jak? I w ogóle po co tyle tego, co to za obyczaje tak pytać się o wszystko, ha?! Co, może jeszcze będę musiał wam nasrać do kubka, aby mieli moje DNA. Na pewno to spisek, ja wam mówię! Wszyscy kłamią, wszyscy! No ale chociaż dobrze że darmowe, to chociaż piniążki się będą zgadzać.... Ale by tylko nie poszło to na koszt zdrowia mojego najukochańszego, najlepszego synka! Nie pozwolę!
I tak narzekając, wypisał cały formularz. Powoli mu się kończyły pomysły.... Ale, ale, cóż to, czy mnie oczy nie mylą?! Jakaś doktor jest piekielnie gruba... Dietetyczka! No, lepszej okazji nie było!
I wytykając palec na nią, jednocześnie bardzo przepraszając ją w myślach, lekko krzyknął.
- CO TEN SZPITAL REPREZENTUJE?! JEŚLI TAK MA WYGLĄDAĆ DIETETYK, TO CO DALEJ, CHIRURG Z PARKINSONEM?! A MOŻE PEDIATRA PEDOFIL?! NIE ZGADZAM SIĘ NA TAKIE TRAKTOWANIE MEGO UKOCHANEGO HENRYSIA, CIERPISŁAWCIA MOJEGO!
Powoli zaczął sie zastanawiać, ile czasu minie zanim go poproszą o wyjście. Albo w ogóle wywalą... no cóż, jedyne co mu pozostało to zrobić potem wielkie zadośćuczynienie całej służbie zdrowia. I zmienić twarz. Chociaż szkoda, bo nie była taka zła. Ciekawe czy Autopatelniany atak byłby wystarczający....
_________________
"Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
[Profil]
  [B+]
 
Alex Parker



x

wyostrzone zmysły

73%

Programista/specjalista ds IT





name:

Alex Parker

height / weight:
183/78

Wysłany: 2018-12-17, 19:30   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Alex uśmiechnął się pod nosem, słuchając tego monologu Mariana, ale też musiał się skupić na swojej robocie. Śmieszki śmieszkami, ale mieli tu ważną misję do zrobienia.
Dobrze, że miał duży zapas baterii, ale gdyby to się przedłużyło, mógł przecież usiąść na podłodze, bliżej kontaktu. Najwyżej wilka dostanie, czy jak to się mówiło. W każdym razie monitorował sytuację na miarę na bieżąco.
- Marian...nie odjebuj aż takiego fakapa, bo cię zaraz wyjebią. - usłyszeli jego głos w słuchawce.
Skupił się na swojej robocie. Nie mógł zaliczyć przypału jak ostatnio. Zabezpieczył się maksymalnie, upewnił że w razie kichy, będzie mógł się wycofać bez śladu i rozpoczął małe " włamuwłamu.". Szukał wszelkich informacji o tej chorobie, badaniach nad lekiem jak i o samym leku.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-12-17, 20:48   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dobrze. Im starsze panie, tym nawet lepiej. I chociaż Matilde było ciężko utrzymać ten sztuczny, fałszywy uśmieszek, to grała dalej swoją rolę. W końcu chodziło tutaj o zdrowie jej Willa. Nie miała zamiaru zawalić. Ba, zamierzała być wybitna w tej całej misji. Czego właściwie się nie robi z miłości, huh? Trzymając Henryka na kolanach westchnęła ciężko, obserwując jakie zamieszanie robi Marian.
– Wie pani – zaczęła smutnym głosem, przenosząc spojrzenie na jakąś babcię z wnuczkiem – Mieliśmy brać dzisiaj ślub – o, nawet pociągnęła nosem. Tak dla efektu. Wallace pokręciła ze smutkiem głową. – Nasi goście… wszyscy się pochorowali. Nawet ksiądz! Wyobraża sobie to pani? – jęknęła cicho, nie mogąc się powstrzymać, by nie uronić łzy przed tym dramatem jaki ich właśnie spotkał. – Wszyscy odwołali wizytę wczoraj. Rozumie pani? Wczoraj! Miałam być żoną! Miał być ślub i wesele! Mieliśmy wyznać sobie miłość przed samym Bogiem! Mieliśmy nawet zaplanowaną pogodę! – jęknęła, słysząc w uchu słowa Alexa. Chyba miał rację. Chyba powinna upomnieć swojego niedoszłego męża. Matilde pociągnęła nosem, ponownie kierując wzrok na Mariana. – Jay, imbryczku! – skarciła go, jednocześnie mając ochotę zwymiotować. Hopper będzie musiał jej to odpowiednio wynagrodzić. Zdecydowanie. – Wie pani, on tak z nerwów… Tak bardzo chcemy znaleźć lekarstwo, by móc się wreszcie pobrać… Słyszała coś pani o tym lekarstwie? Jest skuteczne? Istnieje w ogóle? – i wydęła usta w podkówkę. Tak bardzo przecież cierpiała. Okropny los nie pozwalał jej wyjść za mąż.
Ostatnio zmieniony przez Matilde Wallace 2018-12-18, 14:09, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Conor Govain



Różnica między niemożliwym a możliwym, leży w ludzkiej determinacji.

Fazowanie

63%

F.P.T.P





name:

Conor Jason Donovan

alias:
JeyJey/ Dony

age:
24

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-12-17, 23:10   
   Multikonta: Ricky
  

   #FPTP


Niewiele było osób, ale tylko na początku. Gdy tak siedziałem i czekałem za własnym miejscem zobaczyłem kilkoro osób wchodzących do poczekalni. Poznałem jedynie naszego kucharza z bractwa, jednego z informatyków i kobietę która weszła ostatnia. Naszą panią sanitariusz uśmiechnąłem się delikatnie widząc ich wchodzących i robiących sceny by zakryć się przed wykryciem.
Słysząc Pana doktora wstałem i podszedłem. Podałem mu dłoń na przywitanie i wszedłem do gabinetu.
- Witam, widzę że dobrze trafiłem. Kolejka się wydłuża pracy sporo będzie. - oznajmiłem zaczynając jakkolwiek rozmowę. Spojrzałem na doktora i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Chciałbym was wspomóc i oddać krew. - odezwałem się i usiadłem gdzieś na fotelu (jeśli takowy był). Patrzyłem dokładnie na każdy jego ruch i byłem czujny żeby wychwycić choć krztę łgarstwa. Byłem na to uczulony. Niestety na jakiś czas tak mi zostanie po tamtych wydarzeniach. Czekałem grzecznie aż doktor wypełni swoje papierki podpisywałem to co było potrzebne czytając wszystko do ostatniej kropeczki. Nawet najmniejszy druk.
[Profil]
    [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-12-18, 20:56   

ROCKY
Patricia odeszła do szuflad z kartotekami, wyszukując konkretne nazwiska i wyjmując z cztery teczki. Usłyszała jednak co powiedziała Rocky. Nawet spojrzała na nią trochę z wahaniem. Nie da się jednak ukryć tego, że pomoc się przyda. Podeszła zatem do swojej dawnej znajomej.
- Nie że ukrywam, że pomoc przyda się.
Przyznała, tylko nie była pewna czy od tak mogłaby bez konsultacji z przełożonym pozwolić Rocky pracować.
Uwagę swoją na całą poczekalnie zwracał Marian. Więc i na niego spojrzała, który to musiał ponarzekać na wszystko i jeszcze uniósł się głosem. Jakby zapomniał, gdzie znajduje.
- Chodź.
Zwróciła się ostatecznie słowami i spojrzeniem na Rocky i opuszczając recepcję, ruszyła w stronę pokoju pielęgniarek. Droga do niego prowadzona była dla Roseberry znana. Przecież tu pracowała.
Weszły do środka.
- Poczekasz? Muszę dostarczyć kartoteki lekarzowi.
Poprosiła i nawet nie czekając na odpowiedź, zostawiła koleżankę i ruszyła korytarzem dalej.
Z kolei Rocky, pozostając samej w pomieszczeniu dla pielęgniarek, była sama. Wszystko było jak zwykle sterylne i poukładane w szafkach. Nic w nich jednak nie znajdowało się nieznajomego. Te same buteleczki z lekami, tabletki w opakowaniach i buteleczkach. Co z kolei mogło zwrócić uwagę Rocky, to leżące papiery na jednym z biurek. Wyglądało jak lista pacjentów będących dawcami krwi, przy których grupach stawiano krzyżyki lub haczyki. Co to mogło oznaczać?


MARIAN
Kiedy Marian przyjął papiery i zaczął je wypełniać, musiał swoje zarzucić jaki to system szpitala jest zły i mieć pretensje o papiery. Kobieta go przyjmująca, normalnie była w szoku jego słowami i próbowała go uspokoić.
- Proszę Pana. Proszę się uspokoić i zachować ciszę. To szpital.
Musiała zwrócić mu uwagę i to dość stanowczo. Jeżeli się nie uspokoi, będą musieli wezwać ochronę by wyprowadzili go. Miło zaś było ze strony jego partnerki, że zareagowała, ale dość "delikatnie".
Recepcjonistka odebrała wypełniony formularz i sprawdziła czy wszystko zostało wypełnione jak należy.
- Proszę poczekać w kolejce z synkiem do pana doktora Oscara Stafforda.
Wskazała mu na tę samą poczekalnię, ale gabinet drugiego doktora znajdował się obok. Widocznie jeden zajmował się szczepieniami, a drugi pobieraniem krwi.


MATILDE
Siedząc obok niej kobieta, słuchała uważnie i z przejęciem o tym, jak to los przekreślił tej młodej parze ślub. Ale jak widać, dziecko i tak mieli nieślubne. W tych czasach to już nic ją nie zdziwi. Może to, że nagle wszyscy goście się pochorowali? Tak po prostu? Aż się przeżegnała.
- Współczuję Ci dziecinko. Za moich czasów też pojawiały się choroby ale nie takiego pokroju. Rozumiałabym, że dawniej to nie mieli takich lekarstw i rozwiniętej medycyny. Ale teraz? Wszystko jest zatajone! Ludzie mają tylko umierać.
Prychnęła jakby była zła na służbę zdrowia. Ciekawa była czy w Polskiej jest lepiej.
- Czy słyszałam?
Zamyśliła się na moment.
- Nie skarbie. Nawet moi synowie nic nie wiedzą. Jeden jest ginekologiem, drugi policjantem a trzeci został księdzem. Najwięcej to od ostatniego się dowiaduję, ile pogrzebów w tym miesiącu wykonał.... Świat się wali... Mówię Ci.
Wzruszyła ramionami, pokręciła głową i zaczęła interesować się tym młodym chłopakiem Marianem, co tak się awanturował. Nawet i na niego machnęła ręką.


ALEX
Słuchanie sytuacji w poczekalni było wręcz zabawne, ale nie mogło to potrwać długo. Tak samo jak nie można za długo przesiadywania w łazience dla niepełnosprawnych. Czas gonił.
Przeszukując serwery szpitala, nie było łatwo. Trzeba było bardzo się postarać i wiedzieć, do jakich komputerów dostać się. A gdzie najwięcej pozyska się informacji, jak nie z urządzeń należących do przełożonych czy samego dyrektora?
Jako dobry informatyk, zabezpieczył swoje włamywanie się do komputerów by móc w razie czego usunąć swoje ślady. Zajęło mu to trochę czasu, aż dostał się do komputera jednego z wyżej postawionych pracowników szpitala. Jednakże znaleziony folder, podpisany "ściśle tajne" okazał się być zabezpieczony hasłem.
Mało tego. Alex mając bardzo dobry słuch, mógł usłyszeć jak ktoś podjeżdża wózkiem inwalidzkim pod drzwi i próbuje je otworzyć. Odpuścił, jak zorientował się, że jest zajęte. Postanowił poczekać, aż osoba przebywająca wewnątrz łazienki, zrobi swoje.


CONOR
Lekarz uścisnął dłoń Conorowi, zapraszając do środka. Zamknął za sobą drzwi, kiedy oboje znaleźli się wewnątrz gabinetu.
- Żeby Pan wiedział, codziennie tak mamy. Ledwo znajdujemy czas na odpoczynek.
Przyznał i wskazał Conorowi krzesło dla pacjenta przy biurku. Doktor Hardwick zajął swoje miejsce, wyszukał dokument i podsunął z długopisem w stronę pacjenta.
- Proszę wypełnić. A następnie pobiorę Panu krew.
Oznajmił i wstał zaraz, kierując się do szafek, gdzie przygotował sprzęt do poboru krwi.
W dokumencie Conor mógł znaleźć takie pola do wypełnienia jak: imię i nazwisko, data urodzenia, miejsce urodzenia, miejsce zamieszkania, grupa krwi jaką posiada, czy chorował, jeżeli tak to na co, czy bierze leki i czyw ostatnim czasie dostrzegł u siebie dziwne objawy. Zwykłe podstawy.
Co jednak było ważne, na burku doktora Kevina znajdował się stos innych dokumentów. Część luzem, część w teczkach. Jedna z wystających kartek posiadała pieczątkę Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego.



__________________________
- Czas na odpis: 48h od tego posta. Chyba że odpiszecie szybciej, to MG uczyni to samo. Jeżeli ktoś będzie chciał dać odpis, ale nie jest wstanie wyrobić się w podanym czasie, MG poczeka dodatkową dobę.
- Kolejka odpisów: dowolna.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5