Poprzedni temat «» Następny temat
Kwadrat
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-12-03, 00:01   Kwadrat


[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-03, 01:30   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


//19 listopada

Był wieczór. Chyba nawet późny. Trudno było mi to określić, w końcu zmrok zapadł już przed kilkoma godzinami, a mój telefon od dłuższego czasu był już rozładowany. Nie powstrzymało mnie to jednak przed wyruszeniem w te najciemniejsze zakamarki dzielnicy poświęconej mutantom. W końcu... Znalazłam się w potrzasku.
Obiecałam Brianowi o siebie zawalczyć. Miałam przetrwać. Ale to wcale nie było takie proste. Głód wciąż dawał mi się we znaki, podobnież jak braki w towarze, którym sama miałam dysponować. Ciężko było mi się też pogodzić ze wszystkim, co się stało w przeciągu ostatnich kilku dni...
Plan był prosty. Te ostatnie banknoty ciążące w mojej kieszeni miałam dziś tutaj wydać. Zasilić się, choć odrobinę. Znaleźć największe gówno za jak najniższą cenę - byle samej móc odlecieć, choć na moment, choć na krótką chwilę, a resztę przehandlować za wyższą stawkę, gdzieś na ulicach, na świetle dziennym...
Numer ten powtórzyć bym miała kilka razy, aż odrobię te braki, które narobiłam. To wydawało się proste. To nawet brzmiało jak całkiem dobry plan.
Szkoda tylko, że przez ten zjazd z czternastego dnia miesiąca całkowicie straciłam rachubę czasu i przegapiłam już moment spłaty...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2018-12-03, 22:52   
  

   1 Rok na Giftedach!


|późny wieczór 19 listopada

Samantha Bartowski miała przesrane. Samantha Bartowski miała naprawdę mocno przesrane i nie trzeba było być mutantem ze zdolnością jasnowidzenia, aby domyślić się, jak miała potoczyć się ta iście bagienna historia. Wystarczyło po prostu być nim - naprawdę wkurzonym i zdeterminowanym człowiekiem, który od paru dni przymusowo załatwiał sprawy w tym syfiastym getcie - i, co za tym szło, posiadać odpowiednie środki do znalezienia tej cholernej ćpunki.
Być może ktoś inny postanowiłby dać jej jeszcze jedną szansę. Być może ktoś inny zaprosiłby ją na przyjacielską rozmowę, goszcząc herbatą i ciastkiem, a następnie pytając o to, dlaczego - do kurwy nędzy - postanowiła wyłamać się z szyku i najwyraźniej rozpierdolić cudze pieniądze. Być może ktoś inny kazałby jej to wszystko tak po prostu odpracować, wyznaczając jakąś prawdopodobną datę, ale... Levi nie był kimś innym. Levi był Levim i, co gorsza, sam także miał nad sobą innych ludzi. Nawet jeśli pozwalano mu działać na własną rękę, wciąż miał zobowiązania. A przez takie śmieci jak Bartowski, sam zaczynał podpadać zwierzchnikom.
Co gorsza, pozornie łatwe do naprostowania, sprawy w DOMu naprawdę mocno wymknęły się spod kontroli. Znacznie bardziej, niżeli mógłby sądzić. Zamiast jednego dnia spędzonego na porządkowaniu tego, co narobili jego nieudolni współpracownicy, zajmowało mu to już praktycznie tydzień. Kiedy zatem dotarło do niego, iż jedna z opłacanych - co z tego, czym? - osób nie dostarczyła pieniędzy za towar, podszedł do tego naprawdę personalnie.
Teoretycznie wszystko załatwił. W teorii nie musiało go tu być, już nie, ale Samantha również nie miała obowiązku przebywania w getcie. Jeśli tak bardzo tego chciała, mogła zacząć wąchać kwiatki od spodu. Wpierw jednak zamierzał jej to osobiście powiedzieć, już od dłuższego czasu podążając za nią z trójką swoich ludzi. Zdesperowanych, potrzebujących ofiarowanej im zapłaty i przede wszystkim - bez skrupułów. Nie trzeba było być ani trochę inteligentnym, żeby domyślić się, co miało miejsce, kiedy wreszcie zaszli drogę swojej ofierze. Reszta obecnych tutaj ludzi po prostu zaczęła się wycofywać.
- Dobry wieczór, Samantho. - Rzucił, zaciągając się papierosem i kiwając głową na karczków, by ci jak najbardziej otoczyli kobietę. - Nie zapomniałaś o czymś?
[Profil]
  [B-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-04, 00:22   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Niczego się nie spodziewałam.
Nie mogłam,
Po prostu... Nie mogłam.
Przejrzystości umysłu wciąż nie odzyskałam, podobnież jak pełni sił. Zapomniałam, że tu należy utrzymywać czujność - kompletną, całkowitą, w każdej chwili. Zupełnie tak, jakbym zapomniała, w jakim piekle się znalazłam. A przecież blada skóra, podkrążone oczy i wciąż swędzące rany na przedramionach skutecznie mi o tym przypominały... Byłam w DOMu. W teorii, według rządu, miejscu, które miało mi zapewnić bezpieczeństwo.
Gdyby ktokolwiek wiedział, jak dalekie to było od prawdy...
Nie byłam zdolna zareagować. Ja... Ja tylko szłam. Chciałam to wszystko naprawić. Chciałam wyjść na prostą, spłacić swój dług i być może.... Może nawet z tym zerwać. Dokładnie tak, jak obiecałam Kerseyowi. Czy to nie byłby piękny początek walki o samą siebie?
Nim jednak zdążyłam cokolwiek przemyśleć, nim dopadłam do któregokolwiek z dilerów na tej przebrzydłej uliczce - to mnie dopadniętą pierwszą, całkowicie blokując mi przejście dalej. I normalnie... Pewnie bym tego nawet nie brała do siebie. Ale oni... Oni znali moje imię.
- C-co? - Wymamrotałam, otwierając szerzej oczy w zdziwieniu. Głodny umysł nie był w stanie przeanalizować tej sytuacji i dodać dwóch do dwóch, podobnież, jak nie potrafił przypomnieć sobie dzisiejszej daty. Rozejrzałam się dookoła, samej nie wiedząc, po co. W końcu... Byłam śmieciem. Tu nie miałam swoich kompanów, którzy zawsze staną za mną murem. Byłam sama. Znowu. I nie spodziewałam się nawet, jak bardzo źle to się może dla mnie skończyć...
Przełknęłam głośniej ślinę, starając się zachować jakąkolwiek powagę i spokój, choć to przecież wcale nie było łatwe. Okazanie słabości jednak nie wchodziło w grę. Podniosłam swój wzrok na nieznajomego z papierosem, chowając własne dłonie do kieszeni - jakby to miało jakkolwiek pomóc.
- Pewnie zapomniałam, a Ty chcesz mi o tym przypomnieć? - Odparłam, próbując zachować kamienną twarz, gdy jednak oczy i tak zaczynały się szklić. Byłam przerażona. Pociągnęłam krótko nosem, jednocześnie czując, jak krople zimnego potu zaczynają się zbierać przy mojej skroni.
O rany... Gdybym tylko wiedziała, cóż za zaszczyt mnie kopnął z tym nieznajomym...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2018-12-05, 00:49   
  

   1 Rok na Giftedach!


- Jesteś bardzo wygadana, jak na kogoś, kto już jest martwy. - Stwierdził prosto, strzepując popiół papierosowy wprost na buty rozgadanej panienki. - Skoro już jednak tak bardzo świecisz swoją bystrością, to... Powiedz mi, jaki mamy dzisiaj dzień?
Nic nie zwiastowało tego, co miało nadejść. Ton jego głosu był wyjątkowo miękki i spokojny, być może nawet aż nazbyt czuły. Zupełnie tak, jakby Levi wcale nie zamierzał rzucić niedopalonego papierocha na ziemię, chwytając kobietę za przednią część kołnierza i unosząc ją o kilka centymetrów w górę - tak, by czubkami palców ledwo dotykała ziemi.
- I gdzie, do kurwy nędzy, są moje pieniądze?! - Wcale nie musiał tak bardzo na nią warczeć ani pokazywać tej furii, jaką kryło teraz jego spojrzenie. Uznał jednak, iż nie miało mu to w nawet najmniejszym stopniu zaszkodzić, skoro... Cóż, to on miał tutaj przewagę, gwałtownie opuszczając Samanthę Bartowski na ziemię i wręcz ją od siebie przy tym odpychając.
- Nikt nie lubi spóźnialskich, prawda? - I znowu mówił spokojnie, miękko, płynnie... Zupełnie tak, jakby nic się nie stało...
[Profil]
  [B-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-05, 01:35   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie potrafiłam skojarzyć, o co tu może chodzić. Kompletnie straciłam rachubę czasu, przez co nawet nie przyszło mi do głowy, ze to może mieć cokolwiek wspólnego z tymi zaginionymi prochami. A przecież... Przecież miałam to dziś naprawić! Dziś, gdy w końcu byłam w stanie stanąć na nogach i nie sunąć się na ziemię po kilku krokach. Dziś, gdy w końcu mogłam wziąć głębszy oddech bez myślenia o nieprzyjemnych konwulsjach w żołądku. Dziś... Gdy jednak los mi nie sprzyjał...
Próbowałam zrobić krok w tył, ale i to było niemożliwe. Rzeczywiście, towarzysze tego nieznajomego wystarczająco mnie otoczyli, by uniemożliwić mi ucieczkę. Wystarczająco, bym poczuła się prawie jak w celi... Jak bardzo starałam się nie okazywać strachu - krople potu spływające po skroni jak i zwężone źrenice wyraźnie mnie sprzedawały. I dopiero... Dopiero jego kolejne pytanie rozświeciło mój umysł.
- Ja... Ja nie wiem... - Odparłam, choć pewnie i to było bezcelowe. Nie minęła też chwila, jak jednak doszło do pierwszego kontaktu. Syknęłam, gdy poczułam to nieprzyjemne pociągnięcie, tym bardziej, gdy kołnierz od kurtki tak nieprzyjemnie drażnił źle zabliźnioną ranę na karku... Mimowolnie uniosłam własne dłonie do ręki mężczyzny, jakby złapanie jej miało zelżyć jego uścisk. Wtedy też pewnie wyraźnie były widoczne moje zabandażowane i sączące się rany na nadgarstkach... - To... To wina... Kundli... - Wymamrotałam lekko ochrypniętym głosem, z trudem łapiąc wdech w tej pozycji. Nie wiedziałam nawet kiedy, zostałam jednak puszczona, jednak... Nie potrafiłam utrzymać równowagi. Runęłam na ziemię, pod ich nogami. Syknęłam - już sama nie wiedziałam czy z bólu, czy jednak z szoku, choć pewnie dłonie miałam już obdarte. - To wina kundli... - Powtórzyłam, potulnie, starając się utrzymać powagę w głosie. Nie chciałam płakać. Nie mogłam znów płakać. A w sumie... Nie kłamałam. - Odrobię wszystko. - Wyrzuciłam z siebie, podnosząc wzrok na tego psychopatę. I teraz tylko liczyłam, że przy tej przepychance nie zgubiłam ostatnich dolarów, które się mnie trzymały... Inaczej... Inaczej będę musiała być naprawdę przekonująca, by Brian oddał mi resztę tych przeklętych tabletek - nim będzie za późno.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2018-12-05, 03:29   
  

   1 Rok na Giftedach!


- Kundle mnie nie obchodzą, do jasnej kurwy. - Tak samo jaj jej niewiedza, tak samo i ta odpowiedź nie była czymś, czego oczekiwał. Ba, jeśli mógł być jeszcze bardziej wściekły, prawdopodobnie miało to miejsce właśnie w tej chwili. I choć nie podniósł ponownie głosu ani nie postanowił po raz kolejny złapać jej chudego, parszywego ciałka, nadal czując tamten paniczny dotyk na własnym przedramieniu, furia dosłownie promieniowała z jego oczu.
- Kundle. Mnie. Nie. Obchodzą. Nawet zaćpana w cztery trupy, chyba wiesz, gdzie, do chuja pana, jesteś. - Halo, dziewczyno, obudź się. To była specyfika tej roboty. Brudnej roboty, paskudnej roboty, roboty w pierdzielonym getcie. Bardzo dobrze płatnej, jak na te warunki, roboty. Dostawała tyle, ile miała, bo ludzie jego pokroju wiedzieli, z czym wiązało się wykonywanie takiej fuchy w takim miejscu. Dodatkowy procent za ryzyko, którego należało być świadomym. Mogła to połknąć i wysrać, jak na jego oko, byleby potem móc to dalej sprzedać. Jemu nikt nie zamierzał pobłażać ze względu na tchórzliwe debilki.
- Odrobisz i co? Następnym razem miałbym oczekiwać, że wyjebiesz mi pół towaru do najbliższego ścieku, jak zobaczysz jakiegoś kundla? TO JEST PIEPRZONE GETTO! - Warknął, ponownie podnosząc głos, choć nie na tyle, aby jego słowa poniosły się echem po okolicy. Ostatnim, czego chciał, była wizyta jakiegoś patrolu. Nawet jeśli dziewczyna szczęśliwie postanowiła pójść w miejsce, w którym D.O.G.S. po prostu zazwyczaj się nie pojawiało... Do największej, najpaskudniejszej mordowni tej Dzielnicy... Zawsze mogli zrobić to po raz pierwszy. A tego nie chciał. Równie mocno, co przepieprzania jego własnej, ciężkiej pracy.
- Podnoś się. Wstawaj, do diabła. - Syknął, trącając butem kolano Samanthy. Co za idiotka, co za pieprzona idiotka. Czy do tego miejsca trafiali sami najbardziej debilni mutanci?
[Profil]
  [B-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-09, 02:55   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie sądziłam kiedykolwiek, że będę żałować wyjścia z cel departamentu. Nie sądziłam, że kiedykolwiek tak bardzo będę się bała. Bo mimo wszystko... Na terenie departamentu nie chcieli mnie zabić. Tam chcieli informacji. Katowali, psuli, niszczyli i łamali. Ale... Nigdy nie chcieli zabić. I byłam tego świadoma. Byłam tego pewna.
A tutaj... Właśnie dzisiaj... Nie byłam pewna niczego.
Co najgorsze - ledwie kilka dni temu chciałam się zabić - a teraz tak panicznie się bałam spotkania ze śmiercią.
Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Nie wiedziałam, jak zareagować. Każda opcja dialogowa wydawała się teraz złą opcją. Nie miałam nic na swoją obronę. Nie miałam przy sobie nikogo, kto stanąłby w mojej obronie. Byłam... Skazana na siebie.
I chyba nie miałam już nic do stracenia.
- To mnie zabij. - Mruknęłam, wciąż łamiącym się głosem. Tonący brzytwy się chwyta, jak to mówią. I chyba właśnie się jej chwytałam. Ale przecież... Jeśli i on mnie skreśli, to nie zobaczy już ani swojego towaru, ani pieniędzy. A moja krew była zdecydowanie za mało warta.
Ledwie powstrzymywałam łzy pakujące mi się do oczu. Byłam już zdesperowana. Nie wiedziałam, jak walczyć. Stres zaczynał mnie opanowywać i byłam prawie pewna, że niebawem i moc we mnie uderzy. To ohydne paskudztwo, przez które się tu znalazłam...
Łypnęłam, czując jego but na swoim kolanie. To przecież wcale nie bolało - jeszcze. Ale jednak... Sam bodziec, sama postawa obronna robiła swoje. Przymknęłam na krótką chwilę powieki, jakbym szykowała się do ciosu - to chyba zostało mi z tych pamiętnych spotkań z Huxleyem. Wszystko zdawało się mniej boleć, gdy nie musiałeś na to patrzeć...
Ruszona jednak adrenaliną - niemal natychmiast odepchnęłam się dłońmi od podłoża i chwiejnym ruchem - wstałam. Nie wiedziałam, co mam robić. Spojrzeć na niego? Przybrać pozycję obronną?
Stałam więc. Jak wryta. Spięta. Zagryzając własne wargi.
Było mi tak bardzo wstyd...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Levi Morrison



I've got the scars from tomorrow and I wish you could see...That you're the antidote to everything except for me.

86%

dealer/fałszerz





name:

Lewis Morrison

alias:
Levi

age:
29

height / weight:
187/83

Wysłany: 2018-12-10, 00:52   
  

   1 Rok na Giftedach!


Jeśli tylko mógł czegoś naprawdę autentycznie nienawidzić, z pewnością byli to tacy ludzie jak Samantha Bartowski. O ironio, wcale nie przez to, że się przeciwko niemu buntowali czy też robili coś, czego nie zamierzał tolerować. O nie, nienawidził niekontrolowanego chaosu, zbytecznych problemów, kłopotów dosłownie zwalających mu się lawiną na łeb, jednak jeszcze bardziej nie mógł znieść tego... Poddawania się losowi.
Patrząc teraz na kobietę przed nim, pałał do niej obrzydzeniem nie ze względu na to, jakim rebelem była. Oj, nie. Ona nie była żadnym rebelem. Nie sprzeczała się z systemem, nie miała w sobie nawet krzty tego ognia, jaki cenił w ludziach. Zamiast utracić towar w jakiejś naprawdę godnej akcji, po której wciąż pałałby gniewem w stosunku do niej, jednak mógłby przynajmniej częściowo stwierdzić przynajmniej się starała... Ona po prostu oddała cały ładunek.
Była miękka, była słaba, była wręcz obrzydliwie posłuszna wobec autorytetu tych, którzy rzekomo sprawowali władzę nad gettem. Nie miała pazura, iskry, czegokolwiek. A on patrzył z pogardą na takich ludzi, teraz także przyglądając jej się z wyraźnym zniesmaczeniem, gdy stwierdziła, że mógł ją zabić. Nawet jeśli ten tekst sam w sobie zasługiwał na miano pyskówki, nie był nią przez ton, w jakim wypowiedziała go Samantha.
- Po prostu zabierzcie mi ją z oczu. - Parsknął wreszcie, kiwając głową na swoich pomocników, a następnie przenosząc niechętne spojrzenie na stworzenie przed nim. - Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, ale masz czas do końca tygodnia, żeby zwrócić mi moje pieniądze. Możesz już zacząć obciągać jakieś kutasy. Nie chciałbym być na twoim miejscu, jeśli tego nie zrobisz. Możesz mi wierzyć. - Po tych słowach, obrócił się na pięcie, zostawiając ją z dwoma osiłkami i po prostu odchodząc w towarzystwie trzeciego z nich.

[z/t]
[Profil]
  [B-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-12-11, 23:54   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiedzieć czemu, w tym wszystkim najbardziej dotknęły mnie... Jego słowa.
Kim się stałam? Dlaczego w ogóle musiałam przed kimś takim jak on stanąć? Dlaczego musiałam teraz słuchać tak ohydnych słów, jednocześnie walcząc z tym ściskiem w żołądku?
Niby... Niby jeszcze nie spadłam aż do takiego dna. Niby nie musiałam jeszcze robić tego, co sugerował mi ten oprych. Ale jednak... Czy już nie zaprzedałam swojego ciała? Nie za pieniądze - a za chwile czucia się kochaną i potrzebną...
Bolała mnie ta myśl. I bolał mnie fakt, że nawet teraz myślałam o Brianie - tyle, że pragnąc, by oddał mi ten towar.
Nawet nie zdążyłam zareagować, gdy rozkaz miał zostać spełniony. Widząc jego odwrót na pięcie, sama również to chciałam zrobić - popchnięta adrenaliną i wolą przetrwania. Byłam jednak zbyt słaba, nie miałam na to sił. Dopadli mnie - prawdopodobnie dając przedsmak tego, co jeszcze miało mnie czekać. Ból przychodził niespodziewanie, jednak ciosy nie bolały tak, jak te zadawane przez Ogara - nawet mimo tego, że nie samymi pięściami siłowali się mężczyźni.
Na moje szczęście - nie trzeba było wiele, nim odleciałam świadomością gdzieś daleko, poza te ramówki cierpienia. Nie czułam już, jak kastet rozrywa skórę pod moim okiem, jak kolejne siniaki pojawiają się na mojej skórze. Nie czułam puchnącej powieki i zranionego oka.
A rano, obudziłam się - obita - pod własną kamienicą. Czyżby znak ostrzegawczy?

[z/t]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6