Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...
kontrola pogody
55%
sanitariuszka | informator
name:
Maysilee Griffith
alias:
Sally Griffin | June Hawkins
age:
24 lata
height / weight:
165/47
Wysłany: 2018-12-03, 00:43
Multikonta: Levi, Jane
1 Rok na Giftedach!
|popołudnie 19 listopada
Pomimo niechęci do pozostawiania chorej dziewczynki, musiała, po prostu musiała ponownie ją opuścić. Poranne odwiedziny w jednym jedynym sklepie, w jakim mogła w ogóle dostać to, czego potrzebowała, nie okazały się zbyt owocne i - ku jej kompletnej żałości - musiała spróbować obejść się bez paru rzeczy. Z początku nie była do tego jednak jakoś wyjątkowo źle nastawiona. Ot, spodziewała się przecież, iż w getcie nie ma wszystkiego. Wierzyła w swoje zdolności, wierzyła w wolę przetrwania Clary i jej matki, i... Spróbowała.
Szkoda tylko, iż była to mało owocna próba. Owszem, podała dziecku najpotrzebniejsze leki, ale wyczerpała przy tym praktycznie większość posiadanych - zdecydowanie jednorazowych, zwłaszcza w obliczu choroby - akcesoriów medycznych. Desperacko potrzebowała co najmniej kilku strzykawek, jakichś gaz do robienia zimnych okładów i czegoś na dodatkowe zbicie gorączki. Tego, czego nie było możliwości kupić z zwyczajnym markecie. Swoją drogą, żałośnie słabo wyposażonym.
Instruując zatem znajomą, by przypadkowo nie pogorszyła stanu córki, z sercem w gardle wyszła na ulicę. Nie zamierzała wracać do sklepu. Nie było najmniejszego sensu. Skręciła zatem zupełnie w inną stronę, kierując swoje kroki ku typowemu pchlemu targowi. Teoretycznie bywało tu dosłownie wszystko. W praktyce, posiadane towary zależały od dnia, godziny, a nawet pogody. Nie mówiąc już o masie innych czynników, jakie skłaniały ludzi do wysprzedawania posiadanych rzeczy za parę kartek na bardziej pożądane produkty czy też za dosłownie kilka dolarów.
Nie zastanawiała się zbyt wiele. Chciała po prostu zdobyć to, czego potrzebowała, to właśnie na tych poszukiwaniach skupiając całą swoją uwagę. I choć - o dobry losie - jej spojrzenie ponownie przesunęło się po znajomej sylwetce, ani na moment się na niej nie zatrzymało. Wbrew temu wszystkiemu, o czym myślała jeszcze tego ranka, nie czuła się już urażona, obrażona czy zła. Wręcz przeciwnie, czuła się zatrważająco obojętna.
Nie chciała przyznać, że mogłaby się martwić. Co dopiero mówić o tym, iż przez moment poczuła się ważna, że po raz kolejny dała sobie wmówić, iż miała na kogoś jakiś wpływ. Zdawała sobie sprawę z własnej słabości do biednych, pokrzywdzonych i potrzebujących mężczyzn. Tym bardziej teraz, kiedy Thomas tak brutalnie jej to uświadomił. I to... Dokładnie to ją bolało. Nie złościło, nie irytowało, teraz już wyłącznie bolało.
Nie miała jednak czasu na to, by rozczulać się nad własną ugodzoną dumą. Zabierając to, co było jej potrzebne, odeszła bez nawiązywania interakcji. Najwyraźniej tylko ona w głębi duszy potrzebowała jakiejś rozmowy.
Być może i ona zamierzała go ignorować. Być może tak było lepiej. On… się pogubił. Nie potrafił nawet stwierdzić, czy ona tutaj faktycznie była. Nie potrafił nawet do końca stwierdzić, gdzie on się znajdował. Jacyś ludzie kazali mu przyjść w to miejsce. Podobno można było tutaj dostać coś na tą paskudną chorobę. Warto było spróbować. Nie miał pojęcia, że znowu ją tutaj spotka.
Była prawdziwa? Czy była tylko zjawą, która postanowiła go dręczyć?
Nie umiał tego odróżnić. Może nawet nie chciał próbować. Nie umiał stwierdzić czego chciał, a czego nie. Wiedział jednak, że nie powinno jej tutaj być. Nieważne pod jaką postacią. Przetarł twarz dłonią, po czym zrobił kilka kroków w jej kierunku. Chyba naprawdę potrzebował się położyć. Zaczął widzieć podwójnie, może nawet potrójnie. Miał jednak cel. Przecisnąć się niczym zjawa i wychrypieć niskim tonem głosu, tak by tylko ona go usłyszała: – uciekaj stąd.
Zabrzmiał jak paranoik? Być może. Powinna stąd uciekać. Jeśli była zjawą – takie dręczenie nie przynosiło niczego dobrego. Nie chciał jej. Ale jeśli była człowiekiem – powinna się ratować. DOM to była jedna wielka kostnica, ale na razie tylko on był tego świadomy. Niedługo… niedługo wszyscy to zrozumieją. Ale teraz najważniejsze było, by stąd uciekała. Thomas jak gdyby nigdy nic ruszył dalej, kierując się do wyjścia.
/zt
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum