Poprzedni temat «» Następny temat
Trail's End Motel
Autor Wiadomość
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-12-02, 09:14   
  

   1 Rok na Giftedach!


Chrząknął cicho, odsuwając od niej twarzy. Było w jej spojrzeniu coś co sprawiło, że momentalnie poczuł się wyjątkowo niekomfortowo w tej sytuacji. - Więc już wiesz. - powiedział, w końcu spoglądając w jej oczy. - Nie wiedziałem co się z nim dalej działo. Został tam, wstydził się tego co zrobił i odszedł sam? Nie wiem. - wytłumaczył jej, rozkładając szeroko ręce. To była jedyna linia jego obrony. To nie tak, że zataił przed nią wszystko. Gdyby wiedział czy Leon żyje albo znał dokładne miejsce jego pobytu nie robiłby z tego tajemnicy. Ronnie wiedział tylko, że to Hawthorne złamał się jako pierwszy, a potem zniknął. - Nie pytałaś, więc uznałem że są rzeczy, których nie chcesz wiedzieć. - powiedział, wstając z kanapy. Przeczesał palcami już stanowczo przydługie włosy, odwracając się do niej plecami. Czuł się głupio. Szczególnie w tych okolicznościach. Najpierw ta głupia sytuacja z walką, teraz to z Leonem. Wszystko było na opak. Chciał, żeby mu ufała, ale jednocześnie… Nie potrafił się zdobyć na pewien poziom szczerości w stosunku do niej. To nie była nawet kwestia tego, że mało kogo tak naprawdę darzył zaufaniem. Nie wiedział nawet jak to wytłumaczyć. Przez lata przyzwyczaił się do tego, że był sam. Czasami będąc częścią większej grupy, a czasami podróżując z jedną osobą. Niemniej jednak zawsze był w pewien sposób wykluczony, osamotniony i lubił swoją niezależność. Tak też nauczył się sam załatwiać swoje sprawy, idąc zasadą “im mniej wiesz, tym lepiej śpisz”. Oszczędzał innym informacji jego zdaniem zbędnych, sam niosąc ich ciężar. To nie był brak zaufaniem, to była potrzeba bunkrowania się we własnej głowie, zamykania się na innych.
- Pieniądze się przydadzą. Moje stare oszczędności wziął szlak, więc warto zrobić nowe. - wzruszył ramionami,.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-02, 16:16   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Tak, wiem - powiedziała cicho, odkładając lekko zakrwawiony wacik do miski, którą wcześniej przygotowała sobie na stole, jednocześnie schodząc z jego kolan i opadając na miejsce obok na kanapie - W porządku, nie wiedziałeś wszystkiego, ale... to też było ważne i... i... powinieneś mi powiedzieć, a nie, że... dopiero gdy wszystko wróciło... - pokręciła głową, drżącą dłonią przeczesując wciąż jeszcze delikatnie wilgotne włosy. Myślała, że przez te dni jakoś udało jej się poradzić sobie z natłokiem niechcianych wspomnień z pobytu w DOGS, ale teraz, patrząc na to, jak roztrzęsiona była, praktycznie na skraju kolejnej fali łez... chyba nie do końca jej się to udało. Albo może inaczej, było dobrze, dopóki o tym nie myślała, dopóki była zajęta czymś innym. Ale gdy na zaczynała to roztrząsać... wszystko wracało na nowo.
- Nie pytałam, bo nigdy bym nie pomyślała... prędzej bym obstawiała, że to ja się złamałam... - odparła, a potem już głos uwiązł jej w gardle, a do oczu napłynęły łzy. Wszyscy wiedzieli, że była w ich małej grupie najsłabszym ogniwem. Dlatego też plan był taki, żeby nie wchodziła do środka, żeby nie ryzykowała złapaniem, co jak wiadomo szlag trafił. Czasem zastanawiała się, czy to nie była jej wina i o to rzeczywiście cholernie bała się zapytać. Gdyby się potwierdziło, nie wiedziała, czy byłaby sobie w stanie z tym poradzić. Z tego samego powodu nie chciała też odzyskiwać wspomnień, ale na to już było za późno.
Wstała z kanapy, chwyciła za butelkę, której zawartości przed chwilą używała do dezynfekcji ran Ronniego i podeszła do części kuchennej, gdzie z jednej z szafek wyciągnęła dwie szklanki i nalała do obydwu po trochę trunku, jednocześnie wierzchem dłoni przecierając policzek. Tak radziła sobie z tym przez ostatnie kilka dni i tak samo miała zamiar poradzić sobie z tym teraz. Może to nie było najlepsze czy najmądrzejsze wyjście, ale... naprawdę się sprawdzało. A dalej... liczyła, że czas uleczy rany. Po prostu. Przejdzie jej.
- Pieniądze nie są najważniejsze, a jeśli tak to ma wyglądać za każdym razem, to... na pewno warto? - spytała, opróżniając swoją szklankę, odstawiając ją i odwracając się w jego stronę.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-12-02, 17:18   
  

   1 Rok na Giftedach!


Było coś przerażającego w tego typu rozmowach. Pozwalanie komuś zajrzeć do twojego wnętrza. Bardzo dawno tego nie robił. Chyba wyszedł z wprawy. Nigdy nie wiedział co powiedzieć. Był dobry w rzucaniu nic nie wartymi słowami, ale gdy przychodziło o te ważne jego umysł wypełniała tylko i wyłącznie pustka. Nie chciał sobie pozwalać na przywiązanie do kogokolwiek. Tak było znacznie łatwiej, bezpieczniej. Zachowanie trzeźwego umysłu było znacznie prostsze, gdy kryteriami dokonywanych decyzji był czysty pragmatyzm, logika. Teraz te granice zaczynały się zacierać. Ot, młodziutka, urocza i niestety uparta jak osioł dziewczyna sprawiła, że nie zawsze myślał logicznie.
Chciał ją chronić. Zaoszczędzić zbędnych informacji, które były tylko i wyłącznie raniące. Bo co miała z tym zrobić? Niczego nie dało się zmienić. Leon podjął już swoje decyzje i nikt nie wiedział się z nim stało później. Wydawało mu się, że informacja była najbardziej wartościowa i nie tego by przed nią nie ukrył. Wybrał nie mówić jej o tym, zapominając że podjęcie tej decyzji nie powinno należeć do niego, ale już tak był. Decydował za innych, jeśli wydawało mu się, że robi dobrze. I pod jakimś kątem mu się tak wydawało.
Biodrami oparł się jedną z szafek, krzyżując ręce na piersiach. Jego wzrok utkwił w czubkach zniszczonych butów. - Uznałem, że jeśli naprawdę chciałabyś się dowiedzieć co się stało, sama dążyłabyś do prawdy. Więc uznałem, że skoro tego nie robisz oszczędzę ci tego - powiedział, starając się zignorować napięcie, które wypełniało przestrzenie między nimi. Czuł się jak na świeczniku, zdając sobie sprawy z tego, że nie ucieknie tej rozmowy, a końcem tego okażę się, że ją cholernie zawiódł. Nie ją pierwszą zresztą. Nie chciał popełniać starych błędów, ale jak widać tak już miało być.
Pokręcił głową. - Nie, Fay, ty gdy trzeba było podjąć tą decyzję odeszłaś - mruknął, unosząc w końcu wzrok. Nie miał jej tego za złe. To była ciężka decyzja i oboje wiedzieli, że należało chronić Bractwo. Nie mógł winić ją za to, że zdecydowała zostawić ich na pastwę oddziałów DOGS.
Nie za bardzo wiedział co powinien teraz zrobić. Przecież nie był w dobry w pocieszaniu, ale Fay wydawała mu się teraz tego potrzebować. Ale czy na pewno ze strony kogoś kto w jej oczach zdecydował się ją okłamać?
Wypił alkohol, który mu wcześniej podała.
- A cokolwiek warto w tych czasach? - zapytał, wzruszając ramionami i odbijając się od kuchennego blatu. Podszedł do niej, odsuwając szklankę jeszcze dalej od niej. - Uznałem, że tak będzie po prostu lepiej, rozumiesz? - szepnął, podsumowując to wszystko co siedziało w jego głowie. Oparł czoło o jej czoło, pochylając się nad nią. Przetarł dłonią jej policzek. - Nie wiem co mam ci powiedzieć, Fay. Taki już jestem, tak działam.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-02, 19:21   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Popatrzyła się na niego z wyrzutem - Chciałam. Ale... jest Penny, musieliśmy przyczaić się na jakiś czas... sam wiesz, jak to wyglądało - pokręciła głową. Nie, to nie były żadne wymówki, naprawdę robiła co mogła, po prostu... też nie mogła za wiele. Każda informacja była na wagę złota.
Ostatecznie wyszło jak wyszło. Dodała dwa do dwóch po powrocie niechcianych wspomnień, spowodowanym mocą jej siostry. Gdyby sprawa Leona wyszła wcześniej, teraz przynajmniej nie miałaby tak wiele do przetrawienia. Przy tak dużej ilości złych rzeczy, które wydarzyły się w DOGS, przynajmniej na to jedno byłaby przygotowana. Zupełnie jakby jej siostra nagle otworzył zamknięte na siłę drzwiczki pokoju, a teraz, po ich otwarciu, wszystko co było w środku zwaliło się na nią, przygniatając do ziemi.
- Z tego też wcale nie jestem dumna - westchnęła pod nosem. Wcale nie przesadzi mówiąc, że była to jedna z najtrudniejszych decyzji w jej życiu. Chronić Bractwo, albo osoby, na których jej zależało. Wybrała to pierwsze, zapomniała o swoich uczuciach, schowała egoizm i wybrała życie większej grupy osób. Ostatecznie i tak szlag trafił wszystkich bez wyjątku.
Niewiele było jej trzeba, żeby alkohol znowu, jeszcze mocniej uderzył jej do głowy. Mimo to pewnie zdecydowałaby się na kolejną turę, gdyby szklanka nie została odsunięta dalej od niej, a sięgnięcie po nią uniemożliwione przez stojącego obok niej Ronniego.
- Mało jest takich rzeczy - przytaknęła, uśmiechając się słabo. Można byłoby podać tu kilka przykładów, jednak wszystkie są każdemu dobrze znane, a wypowiedziane na głos niestety tracą swój urok i wydają się banalne i oklepane. Lepiej było po prostu się ich trzymać, bez opowiadania o tym na prawo i lewo.
- Rozumiem, ale... nie możesz decydować za mnie. Naprawdę wolałabym dowiedzieć się tego od ciebie, a nie przez przypadek... w pakiecie z wszystkim innym - westchnęła pod nosem, przymykając powieki, gdy zbliżył się do niej i dotknął jej policzka. Nawet jeśli za bardzo nie wiedział, co robi, to robił to dobrze. Jego bliskość dużo dawała.
- Wiem, Ronnie. Takiego cię kocham - szepnęła, otwierając oczy i mrugając kilkukrotnie i nawet, jeśli kolejne łzy spłynęły po jej policzku, to i tak czuła się lepiej. Nie chciała się kłócić, złość też jej przechodziła. Chciał dobrze i doceniała to nawet, jeśli w tym jednym przypadku to się nie sprawdziło.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-12-03, 20:48   
  

   1 Rok na Giftedach!


Może i w pewnych sprawach można było uznać go za doświadczonego. Jednak wciąż pozostawało tak wiele, o których nie miał pojęcia. Nie był zbyt wnikliwy jeśli chodzi o ludzką psychikę. Wręcz przeciwnie. Nie raz i nie dwa pochwalił się wyjątkowo słabymi umiejętnościami okazywania empatii. Być może dlatego nie przewidział skutków zachowania niektórych rzeczy w sekrecie. W końcu skąd miał wiedzieć? Nie żeby jakiś cichy głosik z tyłu głowy nie podpowiadał mu, że powinien sam rozpocząć rozmowę o Leonie.
Zignorował go.
- Wiem, ale nie pytałaś - odparł jej, wykorzystując to jako swój najsilniejszy argument. Nie zadawała pytań dotyczących DOGS, wiedząc że Ronnie odzyskał wspomnienia, więc sama do końca nie chciała wiedzieć. Tak to sobie tłumaczył. Nie chcąc myśleć w tym momencie, że być może było to spowodowane tym, że ufała mu. W końcu powiedziałby jej o czymś ważnym, prawda?
- Nie mam ci tego za złe, Fay - pokręcił głową i mówił naprawdę szczerze. Nie po to, żeby poczuła się lepiej. Zresztą zdążyła już go trochę poznać. Rzadko kiedy mówił cokolwiek tylko po to, żeby ktoś miał lepsze samopoczucie.
Uśmiechnął się do niej blado w odpowiedzi na jej słowa. Chyba oboje wiedzieli, że faktycznie istniało kilka rzeczy, które jednak były czegoś warte. Które sprawiały, że Ronnie momentami cieszył się, że jednak żyje. Niemniej jednak nie nazwali tego. Jedyna rzecz, której jeszcze nie nazwali.
- Musisz się do tego przyzwyczaić - zażartował głupio. Z pewnością kompletnie nie chciała słuchać jego szowinistycznego gadania człowieka, który myślał, że pozjadał wszystkie rozumy. Po prostu zawsze tak było. Uważał, że wiedział co jest najlepsze dla ludzi, na których mu zależało.
Zamarł na chwilę, słysząc z jej ust słowa, których jeszcze od niej nie słyszał. Czy to żałosne, że przez chwilę poczuł się jakby znów miał szesnaście lat i jego serce gwałtownie zatrzepotało w piersi, wybudzając się z marazmu? Jakąś częścią siebie miał wrażenie, że od bardzo dawna nie czuł się tak bardzo przerażony jak w tej chwili. Powód? Nieznany. Nie wierzył w przeznaczenie, ani inne bzdety. Niemniej jednak osoby, które kiedykolwiek decydowały się na powiedzenie mu tych słów były martwe. Nie mógł pomyśleć o tym w tej chwili. Nie byłby sobą jeśli w takim momencie nie pomyślałby o czymś tak bardzo ponurym.
Otworzył usta, żeby powiedzieć jej to samo, ale ostatecznie stchórzył. Sam nie wiedział dlaczego. Czego się bał? Tej filigranowej kobietki stojącej przed nim? Bał się tego, że mógłby poczuć się szczęśliwy. Wtedy miałby jeszcze więcej do stracenia. To nie Fay się bał, a tego że kiedyś ktoś mu ją odbierze, a bacząc na czasy w jakich przyszło im żyć to było bardzo możliwe. Więc wybrał milczenie w najmniej odpowiednim momencie. To było lepsze niż fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Dlatego objął ją tylko, przyciskając mocno ramieniem do swojej piersi. Wiedział, że będzie tego cholernie żałował. Po cichu jednak liczył, że zdawała sobie sprawę z tego, że ją kochał. Był tylko zbyt głupi, by powiedzieć to za pomocą słów. Zamiast tego pocałował ją, przyciągając do siebie jeszcze bliżej o ile było to w ogóle możliwe.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-05, 08:41   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Fakt, nie chciała wiedzieć o rzeczach, które zdarzyły się w DOGS, ale chodziło jej bardziej o to, co im robili, jak postępował z nimi rząd. To ją martwiło i zwyczajnie lepiej spała nie mając pojęcia o tym, co się tam działo.
Jednak Leon był zupełnie inna sprawą. Chciała wiedzieć, dlaczego z nimi nie wyszedł i każda informacja była dla niej istotna. A teraz okazało się, że to on był tym, który zdradził i z jednej strony była mocno wkurzona tym faktem, ale z drugiej... bez słowa zniknęła z jej życia osoba, z którą trzymała się w bractwie przez cztery lata. Nadal nie potrafiła zdecydować, czy doprowadzić tą sprawę do końca, czy odpuścić, uznając że przeszedł na stronę przeciwnika. Dokonał wybroru.
- Trzymałam się planu, bractwo nie miało być w to zamieszane - westchnęła pod nosem. Co z tego, że Ronnie nie miał jej tego za złe, jeśli ona sama trochę jeszcze miała? Mimo, że wiedziała, że wtedy żadna z opcji nie była dobra i w każdej ktoś musiał ucierpieć
- Niedoczekanie - mruknęła, uśmiechając się pod nosem. Słabo i tylko przez krótką chwilę, ale jednak. Raczej nie miała zamiaru pogodzić się z tym, że ktoś będzie chciał jej narzucić swoją wolę, jeśli ona chciałaby coś zrobić inaczej. Ronnie mógł próbować ją do czegoś przekonać, coś wytłumaczyć, ale podejmowanie za nią decyzji nigdy nie spotka się z jej aprobatą. Wyjątkowo tego za tym nie przepadała.
Nie planowała tego wyznania. Gdy zaczęły się w niej rodzić pewne uczucia, owszem, dość często o nich myślała, ale odnosiła wrażenie, że dobrze było tak, jak było i nie było potrzeby psuć tego słowami, z którymi jedna ze stron mogłaby się do końca nie zgadzać. Wszystko przychodziło z czasem i u różnych osób ta granica między przywiązaniem i przyzwyczajeniem, a czymś naprawdę poważnym zacierała się w innym momencie.
Ale cóż, stało się. Może po prostu trochę nieświadomie zdradziła to, co wiedziała już od dawna, może alkohol dodał jej nieco odwagi. W każdym razie gdy te słowa już padły, byłaby przeszczęśliwa słysząc to samo w odpowiedzi. Jak każdy. Kolejne sekundy dłużyły się niemiłosiernie gdy Ronnie milczał, a z każdą kolejną Fay nabierała wątpliwości. Widząc to lekkie przerażenie na jego twarzy sama zaczynała się bać, czy aby wszystkiego nie spieprzyła. Może się myliła i między nimi nie miało być nic więcej oprócz wzajemnej ucieczki w siebie i w swoim towarzystwie nie myśleniu o codzienności?
Już chciała cofnąć swoje słowa, powiedzieć, że nieważne, żeby zapomniał o tym, co właśnie usłyszał i nie przejmował się, bo wypiła trochę za dużo. Jednak w tym samym momencie ją przytulił i wszelkie wątpliwości w jednej chwili zniknęły. Pocałunek był jeszcze dodatkowym zapewnieniem bo mimo, że żadne słowa nie padły, to wiedziała, że wszystko idzie ku dobremu. Najwidoczniej potrzeba było trochę więcej czasu.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-12-06, 21:25   
  

   1 Rok na Giftedach!


Ronnie wolał wiedzieć. Mimo, że nie były to najlepsze wspomnienia. Jednak chciał być świadomy tego się stało w DOGS. Nie potrzebował więcej powodów, aby nienawidzić tej organizacji i tego co sobą prezentowała. Czuł potrzebę, by pamiętać, wiedzieć. Nie zniósłby słodkiej nieświadomości. Cały czas zachodziłby w głowę co się stało, co im zrobili, o co pytali i co on powiedział. Zresztą musiał wiedzieć jak doszło do ataku na Bractwo. Tego nie mógł sobie wybaczyć i chyba nie wytrzymałby niepewności i podejrzeń, że być może on zdradził wrogowi ich bezpieczną kryjówkę. Zdawał sobie sprawę z tego, że być może to na nic. Że tylko domaluje kilka blizn na umyślę, dochodząc do prawdy. Musiał jednak karmić czymś swój gniew. Czym byłby bez niego? Musiał nienawidzić, a po tym co się stało w DOGS nienawidził jeszcze bardziej, był jeszcze bardziej wściekły. Miał wrażenie, że cała ta sytuacja z Penny jest po części próbą podejścia do wszystkiego na zimno. W ostatnich tygodniach tak wiele brutalnych myśli odwiedzało jego umysł. Misja odnalezienia rodziny Penny wydawała się być jednak ważniejsza niż pragnienie odegrania się. Liczył, że być może z czasem przyjdzie zdrowy rozsądek, ale… Na co on liczył? Przecież rozsądek nie był jego najlepszym przyjacielem. Zwykle uciszał go na odczepne jakby był namolnym znajomkiem, który wiecznie stoi mu na drodzę.
Nic nie spieprzyła. To on był w jakiś sposób spaczony, bo zamiast czuć strach powinien czuć szczęście. Panicznie bał się jednak tego drugiego uczucia, bo ilekroć sobie na to pozwalał zawsze było mu to odbierane. Nie miał jednak nad tym już żadnej kontroli. Stało się. Czy był w stanie powiedzieć na głos te dwa magiczne słowa czy nie. Nie zmieniało to tego co czuł, a teraz zdawał sobie sprawę z tego, że było to odwzajemnione. Jak do tej pory starał się nawet sam przed sobą tego nie nazywać. Tak było mu odrobinkę łatwiej. Od tygodni jednak tkwili w tej nie do końca określonej relacji i wydawało się im to nie przeszkadzać. Teraz, gdy Fay powiedziała to na głos, nagle coś go zablokowało. Nie chciał jej odpychać, udawać że mu nie zależy, udawać że te uczucia z jego strony nie istnieją, jednocześnie nie był w stanie tego powiedzieć. Faktycznie. Potrzebował czasu. Być może miłość w jego wydaniu nie była słowami. To te małe rzeczy - dostawał szału, że odchodziła bez słowa, zachodził w głowę co się dzieje, gdy zapomniała się odezwać, jego skóra reagowała na każdy jej dotyk. Być może zapomniał jak dobrze jest usłyszeć te słowa od drugiej osoby. Teraz też okazał to na swój sposób. Nie uciekł z krzykiem (jeszcze tego by brakowało), nie parsknął ironicznie, nie zganił jej za przywiązywanie się. Pocałował ją, a wkrótce przycisnął do siebie bardziej, podnosząc do góry. Być może ona nie zapomniała o dzisiejszych zwadach, ale on się kompletnie wyłączył. Było tu i teraz. Wszystko inne wydawało się nie warte uwagi.
Gdy jednak uspokoił swój oddech, sięgając do kieszenii po papierosy, ciężar jej słów go przygniótł. Usiadł na brzegu łóżka, odpalając papierosa. - Oni chcą rewolucji. - zaczął cicho. Zdawało się, że te dwie sprawy nie łączyły się ze sobą, jednak właśnie ta myśl odbijała się echem w jego głowie od momentu, gdy opuścił jej ramiona - powinna uciekać jak najdalej stąd. Jak najdalej od tego co będzie się działo. - Obawiam się, że jeśli się to zacznie Seattle nie będzie bezpiecznym miejscem - dodał po chwili, wciągając potężny kłąd dymu głęboko do płuc i wypuszczając go powoli.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-09, 13:28   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Każdy kiedyś umierał, a w obecnych czasach było to jeszcze bardziej pewne i trudne do przewidzenia niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie dlatego pojawiało się pytanie, czy przez to nie powinni się spieszyć, nie bać podejmować takiego ryzyka? Fay też bała się, że Ronniemu może się coś stać, zresztą, jeszcze przed chwilą zachodziła w głowę co się wydarzyło, że przyszedł do niej w takim stanie i wkurzała się, gdy nie chciał zdradzić jej konkretniejszych informacji. Jednak to nie powstrzymywało ją przed działaniem. Wręcz przeciwnie, bała się, że nie będą mieli tyle czasu, ile by dla nich chciała i to także mogło mieć wpływ na jej wcześniejsze słowa. Doświadczenia z DOGS w bolesny sposób pokazały, jak w jednej chwili szlag może trafić wszystko i wszystkich, więc ostatecznie naprawdę się cieszyła i czuła ulgę, że Ronnie wiedział.
Odwzajemniła pocałunki, każdy cholerny coraz bardziej ochoczo. Tęskniła za tym i to cholernie, w końcu przez ostatnie kilka tygodni raczej ograniczała kontakty do minimum, skupiając się na szukaniu siostry. A teraz? Cała ta tęsknota zdawała się znaleźć swoje ujście, gdy oplotła jego szyję ramionami i niedługo później wszystko skończyło się cudownie jak zwykle, pozwalając w o wiele przyjemniejszy sposób na chwilę zapomnieć.
Nie był to lek na całe zło tego świata, wiadomo. Po wszystkim, leżąc na brzuchu na swojej połowie łóżka, przykryta pościelą od pasa w dół, wciąż była w kiepskim stanie, który nie pozwalał stuprocentowo cieszyć się z obecności Ronniego. Była może trochę spokojniejsza, może zaczynała dostrzegać światełko w tunelu, jednak wciąż przede wszystkim potrzebowała czasu. Westchnęła pod nosem, słysząc jego kolejne słowa, tak bardzo wracające ją do ponurej rzeczywistości. Naciągnęła pościel wyżej, trzymając ją zwiniętą nad biustem przysunęła się bliżej mężczyzny.
- Nie o to właśnie wszystkim chodziło? Żeby w końcu działać, żeby w końcu coś się zmieniło? - spytała, muskając ustami jego ramię, ostatecznie przytulając do tego miejsca swój policzek, żeby siedząc lekko za nim wciąż mieć dobry widok na jego twarz. Kolejne słowa jeszcze bardziej dały jej do myślenia - No tak, Penny... - szepnęła myśląc, że to o małą chodzi. Musieli jeszcze bardziej przyspieszyć poszukiwania, jeśli chcieli odciągnąć małą jak najdalej od całego tego bałaganu.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-12-17, 23:37   
  

   1 Rok na Giftedach!


Był niedobitkiem. Wielokrotnie ocierał się już o śmierć. Nie raz i nie dwa był jej zatrważająco blisko. Za każdym razem, gdy wydawało mu się, że nie zależało mu na własnym życiu, właśnie w takiej chwili dochodziło do niego jak bardzo się mylił. Chciał żyć. Nawet jeśli jego żywot miał być tak godny pożałowania i pozbawiony jakiejkolwiek godności. Czasami dawał sobie spokój ze zdrowym rozsądkiem. W końcu po co się przejmować jeśli koniec jest już tak bliski? Chwilami był zaledwie na wyciągnięcie ręki. Niemniej jednak były momenty, gdy nie potrafił iść za ciosem. Tak jak teraz. W końcu mógł wyjść z założenia, że co ma do stracenia i znów w tym momencie pojawiła się myśl, że być może zbyt wiele. Sęk w tym, że nie miał nad tej kontroli. Jak bardzo nie chciał się przywiązywać do kogokolwiek, nie miało tu już żadnego znaczenia. To już się stało, po prostu Ronnie nie chciał powiedzieć tego na głos.
Pokiwał niechętnie głową. - Jasne, i dobrze, mam dość patrzenia z boku na to co się dzieje, nie zmienia to jednak faktu, że już widziałem jak to działa, a zazwyczaj przy tym cierpią niewinni. Mimowolne straty. Dla lepszego dobra czy jak to tam leciało - mruknął niechętnie. Dość się już napatrzył na to co działo się w Afganistanie, by wiedzieć że tak właśnie wygląda wojna. - Nie miałem na myśli tylko Penny, Fay. - obrócił się w jej stronę, licząc że zrozumie o co mu chodzi. Nie chciał jej odsuwać, ale… Wolał żeby było daleko, ale była żywa.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-12-18, 00:37   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Na to chyba nie mieli żadnego wpływu. Zmiany wymagały działania, działanie pochłaniały ofiary i tego nie dało się niestety obejść w żaden sposób, choćby nie wiadomo jak się chciało. Jedynym wyjściem było odsunięcie się od całej sprawy, ale oboje wiedzieli, że taka opcja nie wchodzi w grę. A przynajmniej Fay wiedziała, to na pewno, bo jak się miało zaraz okazać, Ronnie łudził się, że mogłaby tak o, zostawić wszystko i wyjechać w bezpieczne miejsce.
- Nikt nie ma na to wpływu. Sam pewnie wiesz najlepiej, że gdy już się zacznie, to... to będzie jak loteria, gdzie każdy będzie mieć nadzieję nie znaleźć się w nieodpowiednim miejscu i czasie - odparła cicho, wzdychając pod nosem. Bezczynność może i działałaby na ich korzyść, jednak żadne z nich nie było skore do zaprzestania działań. Jakichkolwiek. Czy to tych wymagających broni, czy tych polegających na zdobyciu pewnych informacji.
Słysząc kolejne słowa Ronniego, jedynie uniosła brwi ku górze, mrugając kilkukrotnie. No chyba się przesłyszała. Szczególnie po tej ich całej wcześniejszej rozmowie.
- Nie ma mowy. Jeśli ty i wszyscy inni tu zostaną, to ja też - powiedziała, zaciskając usta. Mogła wyjechać na jakiś czas, odstawić Penny do rodziny, ale jeśli jej przyjaciele i rodzina wciąż będą w Seattle, to ona też nigdzie dalej się z niego nie ruszy. Jaki byłby sens w tym, gdyby wyjechała? Sama? A wszyscy inni zostaliby tutaj, narażając życie. Żaden.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-12-18, 17:54   
  

   1 Rok na Giftedach!


Poniekąd był już tym zmęczony. Chociaż miał zaledwie trzydzieści trzy lata czasami czuł się jakby miał dwa razy tyle. Miewał momenty, gdy po prostu miał ochotę rzucić to wszystko, spakować te kilka rzeczy, które miał, załatwić bezpieczne przejście przez granicę, zaszyć się gdzieś w Veracruz i żyć swoim życiem, zostawiając za sobą wszystkie problemy. Wiedział jednak, że nie jest w stanie tego zrobić. Po prostu. Nie potrafił stać z założonymi rękoma. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli by to zrobił, to i tak myślami byłby tutaj i prędzej czy później wróciłby, bo normalne życie nie było dla niego. Już nie.
- Nie da się uratować wszystkich. - odpowiedział jej, kiwając głową. Nie żeby odczuwał nawet taki obowiązek. Przynajmniej sam nie zdawał sobie sprawy z tego, jednak czuł się winny temu co stało się w obozie Bractwa. Dbał o te miejsce, zależało mu na ludziach, którzy tam byli. Jego odejście związane było bardziej z osobą Colleen niźliby z samym Bractwem Dlatego czuł się przygnieciony ciężarem tego co się tam stało. Bo był za nich odpowiedzialny, a tak bardzo ich zawiódł.
Wywrócił oczami i jeśli byłoby to tylko możliwe z biologicznego punktu widzenia, wykonałyby obrót o calutkie trzysta sześćdziesiąt stopni. Rozumiał ją. Nie za bardzo chciał temu przyklaskiwać czy podziwiać jej pragnienie zostania tutaj. W tym momencie wolałby gdyby była egoistką. Dla jej własnego dobra. - Powinnaś się chociaż nad tym zastanowić. - powiedział nieco goniącym tonem.
Zegar na ścianie przypomniał, że już dawno powinien być w Lagunie. Westchnął ciężko i zaczął szukać swoich ubrań. - Muszę już iść. Porozmawiamy jeszcze o tym, okej? - zapytał, chociaż… Czy powiedziałaby tak czy odmówiłaby mu to i tak nie miało znaczenia, bo nie miał zamiaru tego odpuszczać.
/zt
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6