Goth chciała poznać swoją bratanice dowiedzieć się o niej jak najwięcej i spędzić z nią trochę czasu sam na sam. Po za tym planowała dać mężczyzna możliwość pogadania. Miała tylko nadzieję, że zachowają się jak dorośli dzieci, a nie nastolatkowie. Zwłaszcza po wyskoku Conora na wstępnie dzisiejszego dnia. Po kolacji Esther zaproponowała małej oprowadzanie po domu, aby pokazać jej jak mieszka jej ciocia. Liczyła, że być może mała będzie częstym gościem o ile Nick się zgodzi. Kiedy były w salonie przystanęła na chwilę bowiem w tym pokoju miała torbę z prezentem. W sumie to była dobra okazja by jej go wręczyć.
- Powiedz mi Van lubisz śpiewać? - zapytała się dziewczynki z uśmiechem i w sumie też badając grunt. Chciała wiedzieć czy trafiła z prezentem czy też nie. Po za tym ona sama w jej wieku uwielbiała śpiewać jak i tańczyć oraz grać różne role. Już w tedy chciała zostać aktorką co niestety jej nie wyszło... cały czas powtarzała może kiedyś...
Nie bez przyczyny zatrzymała się w tym pokoju, bo wiem tutaj miała telewizor mogły zagrać po jednej piosence dając im więcej czasu na rozmowę.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Vanessa od uwięzienia jej mamy nie jadała tak pysznej kolacji. Pamiętała, że jej mama kiedyś robiła równie pyszne posiłki. Niestety nie zawsze miała takie jedzenie jak dzisiaj. I nie to, że tato się nie starał! Starał się i to bardzo, ale niestety, nie kryjmy nie potrafił tak dobrze gotować! Gdy Van najedzona mogła pospacerować po domu musiała przyznać, że jest ogromny i piękny. Ona miała jeden pokój z tatą i tam musieli jakoś sobie radzić. Dziewczynka była tak wniebowzięta widząc to wszystko, że cicho westchnęła gdy już stanęły w salonie.
- Tutaj jest pięknie...bardzo mi się podoba ciociu.
Uśmiechnęła się lekko i skinęła głową na jej pytanie. Oczywiście, że lubiła śpiewać, które dziecko nie lubi? Mogła tak udawać piękne wokalistki!
- Uwielbiam! Czasem jak tata jest w pracy to sobie śpiewam ale potem tata się denerwuje bo jak wraca i sprawdza czy odrobiłam to co kazał to nie mam nic zrobione i wtedy jest zły.
Przyznała nieco zawiedziona, bo jak to tak? Śpiew jest fajniejszy niż jakaś tam durna matematyka czy czytanie lektury!
Naprawdę cieszyła się, że Vanessie smakowała kolacja, bo widać było to po małej wszystkiego próbowała i zjadała w całość. Nie ma nic lepszego dla gospodarza jak widzi iż goście zjadają wszystko. Esther postanowiła trochę zapakować Nickowi by Van miała trochę na inne dni. Nie wiadomo czy tam mieli porządne sprzęty kucharskie. Niestety ona miała, bo zadbały o kuchnie i pokoje najbardziej. Większość mebli mieli po poprzednim właścicielu.
- Cieszę się, że ci podoba. Ty i twój tata jesteście zawsze mile tutaj widziani - naprawdę coraz bardziej lubiła swoją bratanice, bo była rozkosznym dzieckiem. - Latem można kąpać się w jeziorze mam, ponieważ mam prywatną plaże - pokazała przez okno, z którego było widać plaże oraz molo z małą łodzią. Cóż chciały by ich dom był w lesie oraz dostępem do wody by mieć możliwość ucieczki gdyby w razie jakiś kłopotów. - Po za tym w domu jest basen. Umiesz pływać tak? - dodała po chwili, bo jeśli mała nie umiała. Zawsze ciocia mogła ją nauczyć pływać, bo to jest jak jazda na rowerze. Po za tym w domu mogła być sobą nie musiała bać się obcych.
Słysząc, że Vanessa uwielbia śpiewać i oraz, że Nick denerwuje się kiedy zamiast odrabiać lekcje to śpiewa. Uśmiechnęła się...
- To pewnie tata zabije mnie za ten prezent - powiedziała z uśmiechem wręczając dziewczynce prezent w którym był zestaw dziecięcego karaoke.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Nie no tego się nie spodziewała, dom był piękny a okolica, która należała jak się okazało również do jej ciotki sprawiła, że mała Van zaniemówiła. Własna plaża? Basen...tego się nie spodziewała! A już na pewno nie otrzymania zestawu do karaoke. Mina dziecka...bezcenna. Niemal rzuciła się z radością na ciocię i uściskała ją z całych sił.
- O jej! Ciociu dziękuję! Ale to było pewnie bardzo drogie...będę uważała by go nie zniszczyć! Dziękuję!
Pisnęła radośnie wyciągając z torby na prezenty ów zestaw. Uściskała go z całych sił i schowała ostrożnie do torby.
- Postawię go obok prezentu od wujka. Będą mi zazdrościli inne dzieci.
Klasnęła w dłonie zadowolona. Niestety tak to już było, rywalizacja miedzy dziećmi nie tylko w mocy, jakie posiadały ale i w tym co posiadały.
- Nie, nie potrafię pływać. Mama...mama miała mnie nauczyć...
Urwała nagle robiąc się smętna i przybita. Tęskniła za matką i bolało ją to, że nie mogła jej pomóc tamtego dnia, ani teraz. Milczała przez długą chwilę by w końcu przenieść wzrok na ciotkę. Tato nie powiedział jej tego kim jest dla niego, Van przekonana że to jakaś daleka krewność nie wnikała w szczegóły. Ciocia, to ciocia i tyle. Przyjaciółka taty, może jakaś daleka rodzina. Nigdy jednak nie powiedziałaby, że są rodzeństwem.
Nic dziwnego, że się nie spodziewała, bo przecież nawet jej ojciec nie wiedział jakich warunkach mieszka jego siostra. Esther kupiła ten dom razem ze swoją przyjaciółką jakiś rok temu, po tym czasie źli ludzie zabili jej przyjaciółkę i została w nim sama. Sama w takim dużym domu nie licząc Zefia.
- Dziękuje... uje.. uje - który podleciał siadając na oparciu fotela i oczywiście jak to on witając się powtarzając ostatnie słowo jakie usłyszał. Esther uśmiechnęła się na widok swojego pupila, bo przecież dostała go od ojca na czternaste urodziny.
- Nie masz co się przejmować od czego są ciocię jak nie rozpieszczenia - powiedziała do Vanessy, bo faktycznie trochę to kosztowało i wymagało dostępu do telewizora lub komputera. Nawet nie wiedziała czy tam gdzie mieszkają mają dostęp do takiego sprzętu. Jak nie będzie musiała o tym pomyśleć, by jej bratanica miała laptopa na którym mogła by się uczyć i grać. - Na pewno padną ze zazdrość... A przy okazji poznaj Zefira. gdzieś tutaj pewnie też biega Jogi - jak nie było go domu to pewnie goni wiewiórki w lesie cały z niego psiak, że trudno go utrzymać w miejscu.
- To może ja cię nauczę, a kiedy twoja mama wróć zaskoczysz ją tym, że już potrafisz - powiedziała próbując trochę pocieszyć dziecko. Wiedziała jak to jest stracić rodziców, bo przecież straciła oboje zostali zamordowani. Van miała to szczęście, że mogła mieć nadzieje, że kiedyś jej mama wróć i będzie z nią i z tatą.
Esther chętnie by powiedziała dziewczynce, że jest jej taką prawdziwą ciocią, bo jej tata to jej brat. Ale już nagrabiła sobie u Nicka tym, że wyjawiła prawdę Conorowi. Więc wolała pierw pogadać z nim, nim cokolwiek opowie Van. Przecież mogła wiele jej odpowiedzieć o jej dziadkach, bo o tacie w jej wieku to nie zbyt. Jedynie Chris by mógł opowiedzieć parę zabawnych historii.
Chciała poprawić humor dziecku by nie myślało o tych ponurych sprawach tylko przyjemnych. Szafce miała kolorowe szkiełka wzięła klika do dłoni różnego koloru, po czym podeszła do swojej bratanicy.
- Zawsze kiedy mi smutno biorę je do ręki, bo kiedy przez nie spojrzysz wszystko ma jeden kolor zależy od tego jaki kolor weźmiesz - zaczęła mówiąc podając jeden kolor Van, który sobie wybrała. - Jednak kiedy wezmę je do ręki mogę rzucać kolorowe światła na sufit - złożyła ręce razem pokazując o czym mówi. Kiedyś bała się swojego daru, ale znalazła się osoba, która pokazała jej dobrą stronę jej. - Też tak możesz robić wystarczy latarka i kilka tych szkiełek.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Niestety Van i jej tato nie mieli stabilnego miejsca pobytu. Co rusz uciekali, ukrywali się mimo że Vanessa powinna mieć miejsce stałe, gdzie mogłaby przebywać miedzy rówieśnikami co niestety w przypadku Van i jej rodziny nie było możliwe. Ojciec dziewczyny był ścigany, a skoro on ona również, mimo że "źli ludzie" nie do końca wiedzieli jakie posiada zdolności. O ile w ogóle o niej wiedzieli. Skupiła się jednak na tym co usłyszała, nim właściciel skrzeczącego głosu pojawił się spojrzała zaciekawiona na ciocię, może to ona tak skrzeczy...ale nie, po chwili ujrzała gadającego ptaka. Roześmiała się lekko słysząc jak powtarza jej słowa.
- Ale on jest fajny!
Pisnęła i wyciągnęła dłoń by go pogłaskać.
- Mogę pogłaskać? A Jogi to kot?
Zapytała zaciekawiona. Kochała psy, ale wiedziała że posiadanie takiego pupila wiąże się z kolejnymi obowiązkami. Mimo to zawsze pragnęła psiaka. Propozycja nauki pływania była całkiem fajna!
- Pewnie ciociu! Fajnie by było o ile tato się zgodzi bo ja sama nie mogę wychodzić z domu...
Urwała, dom to dużo powiedziane, tutaj był dom. Ona z Nicholasem mieszkali z innymi mutantami. Niestety dzieci jak dzieci, Van była dzieckiem które gdyby dowiedziało się prawdy zapewne wpadłoby w ogromną radość, w końcu to rodzina, bliska rodzina. Ale też miała świadomość, że jeśli dowiedziałby się o tym ktoś postronny mogłoby to się źle skończyć nie tylko dla nich ale i dla Esther oraz jej chłopaka. Wszyscy byliby zagrożeni. Ale może kiedyś Van się o tym dowie w bezpiecznym miejscu, o odpowiedniej porze.
- Wow...ciociu jakie to piękne.
Westchnęła cicho i uśmiechnęła się lekko. Przyglądając się temu co robi. Widząc szkiełka uśmiechnęła się lekko.
- Mogę ciociu kilka zabrać?
Poprosiła. Ona sama nie miała takiej fajnej zdolności.
- Panujesz nad światłem ciociu? Ja tak nie potrafię, tatuś mówi że dla złych ludzi jestem niebezpieczna, że moja moc jest taka niebezpieczna jak tatusia.
Przyznała cicho i uśmiechnęła się lekko. Ona nie miała władzy nad ogniem czy światłem, czy nawet trującym powietrzem...ona uczyła się panowania nad własnym dotykiem, który jest niebezpieczny gdy ta zaczyna się denerwować czy stresować. Pamiętała jak wczoraj ostatnią swoją ofiarę. Całkiem przypadkowa! Nie by jakoś specjalnie. Ale jednak...
Może Van nie miała stabilnego miejsca do mieszkania. Za to miała ciocię, która zawsze chętnie udzieli jej schronie w swoim domu. Zwłaszcza, że przygotowała go na to by był bezpieczny i nie tak łatwo było do niego się wkraść. Nie chciała przecież powtórki z rozrywki, kiedy to jej rodzice zostali zamordowani w domu. Dlatego ten miał kilka sprzętów pomagający zapewnić wewnątrz nim i jego okolicy bezpieczeństwo. Nie ma mowy o podejściu do niego bez wiedzy domowników. Nawet kiedy nie ma jej domu wie, kto w nim jest i kiedy wszedł. Bezpieczeństwo przede wszystkim... Niby czemu zdecydowała się w nim pozostać niż zamieszkać z resztą w rebelii...
- Zefir - powiedziała do papugi wyciągając dłoń tak by ta mogła usiąść na niej. Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać, bo był zaciekawiony nową osobą, którą się pojawiła się w domu. Zresztą ze Zefira to bardzo ciekawskie ptaszysko. Wszędzie musi wsadzić swój dziob. - Jasne na bardziej lubi jak ktoś drapie go tutaj - powiedziała pokazując w którym miejscu lubi być dotykany. Pomimo tego, że jest bardzo przyjaznym stworzeniem nie ufała mu na tyle by nie obserwować go gdy dziewczynka go dotyka.
- Jogi to pies z rasy wilczaków czechosłowacki. Zefir leć po Jogiego i powiedz mu do domu - wyjaśniła Van kim, a raczej czym był Jogi by nie była zaskoczona jak do domu wpadnie cały w błocie szczekając radośnie i skacząc na wszystkich. Również przykazała Zefirowi by poleciał, po niego, aby dziewczynka mogła sama poznać psa, który za nic nie chce się słuchać Esther. Jeśli mu to nie jest na łapę... Zefir słysząc polecenie skrzeknął niezadowolenie i zaraz wyprostował skrzydła by wylecieć przez okno aby poszukać psa i przekazać mu wiadomość.
- Razem pewnie uda nam się go przekonać, po za tym przecież sam może ci tutaj przywodzić albo ja mogę jechać po ciebie. Nie będziesz sama - powiedziała zgodnie z prawdą, bo przecież wcale nie miała na myśli by Vanessa jechała do niej autobusem. Sama by umierała i zamartwiała się o dziewczynkę co może stać się pod czas drogi.
Esther chciała by Vanessa znała prawdę i nie obawiała się tego, że ktoś może się dowiedzieć prawdy. Przecież kiedyś i tak wyjdzie to na jaw wiecznie nie będę udawać przyjaciół czy też znajomych. Nie po to szukała braci by żyć od nich z daleka chciała by znowu byli rodziną. Brakowało jej przynależność do rodzinny więc cieszyła się, że ją odnalazła oraz z tego, że miała tak wspaniałą bratanicę jaką była Van.
- Możesz wziąć ile chcesz i domu bawić za pomocą latarki - powiedziała, bo miała ich pełno, a jak zabraknie zawsze może je do kupić. - Zgadza się panuje na światłem jak i jego energią cieplną - przyznała się, chyba pierwszy raz powiedziała komuś o swojej zdolność, bo na prawdę tego chciała i nie było ku temu żadnych powodów. Jednak zaskoczyło ją to, że Van również posiada moc. Nick nic jej na ten temat nie mówił. Pewnie z tego samego powodu z jakiego wtedy skłamał co do imienia swojej córki. - Każdy potrafi co innego inni potrafią się bronić by źli ludzie ich nie skrzywdzili, a inni potrafią robić inne rzeczy - cóż taka była prawda, każdy miał inną moc. Niektóre były do siebie podobne ale jednak inne.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Uradowana spoglądała jak papuga siada na wyciągniętej dłoni ciotki uśmiechnęła się wesoło i wpierw delikatnie podsunęła dłoń tak, by mógł ją wyczuć. W końcu nie chciała zrobić mu krzywdy. A pewna, że z każdym zwierzakiem się tak robi to też tak zrobiła. Dopiero potem pogładziła we wskazane miejsce delikatnie drapiąc. Uśmiechnęła się lekko do cioci dostrzegając jak ptaszysko nagle prostuje skrzydła i poleciało w poszukiwaniu psa.
- Wiesz ciociu, czasem bywa tak, że tatuś wyjeżdża wcześnie rano i wraca bardzo późno w nocy, albo dopiero kolejnego dnia. Ale fajnie by było, gdybym mogła tutaj zostawać jak tatuś będzie musiał iść do pracy. Nie lubię siedzieć sama. A do tego niektóre zadania jakie tato mi zostawia są tak trudne, że nie rozumiem ich. I muszę czekać na tatę aż wróci.
Skrzywiła się nieco bo prawdę mówiąc prace domowe i nauka odbiegały od tego co powinna dziewczynka w jej wieku wiedzieć będąc jak inne dzieciaki. Niestety ona nie była taka jak inni, była zupełnie inna. Przez co byli zagrożeni i musiała uczyć się tak jak się uczyła.
- Tak jak mamusi...widziałam jak ją zabierali.
Przyznała cicho i westchnęła. Od tamtego czasu sporo minęło, a ona sama nadal miała okropne koszmary.
- Ja potrafię poparzyć i zatruć rany.
Przyznała spoglądając na ciotkę.
- Tatuś powiedział, że muszę bardzo uważać bo jak źli ludzie się dowiedzą co potrafię, może się to bardzo źle skończyć. Jak mam koszmary, nie panuję nad tym...wtedy jeśli ktoś nie jest dobrze ubrany to mogę go poparzyć nawet przez ubranie. Tatuś mówił, że to jak bardzo gorąca woda, jak wrzątek.
Dodała cichutko bojąc się, by nikt nie usłyszał.
Nie raz już kazała Zefirowi poszukać Jogiego wiadomo taka papuga z góry szybciej znajdzie tego urwisa niż ona miała chodzić i szukać. Po za tym Esther wiedziała, że psiak nie mógł za daleko odbiec od domu. Chociaż często bywał nie usłuchany wiedział dokąd może się za puść by nie narobić sobie i właścicielce kłopotów.
- Hmm.... dam ci swój numer i jeśli twój tata się zgodzi bym cię zabierała do siebie i ja nie będę w tedy w pracy. To będę po ciebie przyjeżdżać lub po prostu spędzimy czas w rebelii i pomogę ci z tymi trudnymi zadaniami - powiedziała do niej, bo na prawdę polubiła dziewczynkę i chciała ją lepiej poznać. Po za tym zawsze chciała być ciocią i spędzać czas ze swoimi bratanicami lub bratankami. Jednak nie mogła obiecać Van, że za każdym razem ją przywiezie do siebie. Przecież miała swoje obowiązki jak praca czy też wyjazdy na misje. Jednak była pewna, że w tym wszystkim znajdzie czas dla swojej bratanicy.
- Nie martw się jestem pewna, że twój tata bardzo kochał mamę oraz zrobi wszystko by sprowadzić ją z powrotem- spróbowała pocieszyć małą, bo tak na prawdę nie wiedziała czy Nick kochał swoją partnerkę. Jednak zakładała, że musiał ją kochać... nie widziała innej opcji. Po za tym nie Esther nie chciała by mała się smuciła. Dlatego próbowała ją jakoś pocieszyć. Wiedziała jak to jest stracić rodziców, ale Van miała to szczęście, że nie była sama. Miała tatę, a teraz nawet ma ciocię, która jest dla niej zrobić wiele.
- To masz naprawę silną moc, pewnie trudno jest ci na nią zapanować. Co? - powiedziała sama pamięta swojej początki z korzystaniem mocy. Nie zawsze wychodziła, kiedy chciała. Nawet zdarzało się tak, że to jej moc decydowała o tym kiedy się uaktywnić. Przez co zaczynała świecić jak jakiś świetlik lub podgrzewała różne rzeczy. -Niestety wszyscy musimy ukrywać się ze swoimi zdolnościami, bo ludzie nie potrafią zrozumieć, że jesteśmy tacy jak oni tylko mam dodatkowy talent - to była naprawdę przykre, że potrafili nas zaakceptować takimi jakim jesteśmy. Przez to musimy porzucać rodzinny, marzenia, szkoły po prostu nie możemy normalnie żyć.
- Panowie pewnie jeszcze poradzą sobie bez nas chcesz wypróbować karaoke. Tylko musisz mi dać trochę forów, bo pewnie nie jestem tak dobra jak ty - Esther zdecydowała się zmienić trochę temat. Po za tym naprawdę liczyła, że tej dwójce testosteronu uda się dogadać, bo jej na tym zależało.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Propozycja była całkiem fajna. Pomoc w zadaniach, do tego przyjemność dodatkowo to lepsze niż siedzenie nad książkami i uczenie się nic nie rozumiejąc! A tak, będzie miała ciocię obok, która jej wyjaśni wszystko oraz czas, który będzie mogła z nią spędzić. To było lepsze niż przypuszczała.
- Dobrze ciociu. To byłoby wspaniale! Mogłybyśmy spędzić więcej czasu ze sobą.
Uśmiechnęła się wesoło i uściskała kobietę lekko radosna.
- Pewnie, że tata kocha mamę, w jej urodziny co roku kupujemy z tatusiem czekoladki dla mamy i odkładamy. Jak mama wróci to będzie mogła je zjeść.
Pochwaliła się bo po części to ona namawia zawsze tatę by coś kupić a potem sama odkłada w papier by mogło to poczekać na mamę. Chociaż powoli boi się najgorszego. Mianowicie, że ona mogła być już martwa. W końcu trochę lat minęło od tego gdy ją zabrali.
- Przeważnie w nocy, wtedy budzę się jak mam koszmary. Gdyby ktoś nieodpowiedni wszedł w tym czasie i mnie dotknął...mogłabym go skrzywdzić.
Powiedziała smutno i cicho westchnęła.
- Boją się nas. Kiedyś czytałam, że ludzie bali się chorych na trąd. Oni nas tak samo traktują. To jest niesprawiedliwe. Przecież nikomu nie robimy krzywdy. Nikogo nie zabijamy. Czemu oni nas nie lubią ciociu? Czemu krzywdzą takich jak my?
Zapytała cicho starając się jakoś to wszystko pojąć. Na pytanie o karaoke uśmiechnęła się lekko.
- Chętnie! Lubię śpiewać!
Klasnęła w dłonie z radością.
Niestety nie było jej dane skończyć uczelni wyższej, bo ktoś postanowił zamordować jej rodziców. Jednak cały czas miała swoje podręczniki oraz książki. Zamierzała wróć na uczelnie, kiedy mutanci w końcu będą mieli taką możliwość. Może chemia nie była jej marzeniem, ale bardzo sprawia jej przyjemność. Dlatego chętnie pomoże jej przy lekcjach.
-Oczywiście... Pogadam z tatą o tym. Okej - powiedziała, bo przecież do Nicka należało ostatnie zdanie. Esther nie chciała za bardzo wcinać się miedzy Nicka i Vanesse i burzyć jego metod wychowanych. Jednak nie widziała nic złego w tym, żeby posiedziała z małą nad zadaniami. Szkole nie skończyła tak dawno by niczego nie pamiętać po za tym miała kilka własnych podręczników. Więc mogła pomóc małej. Kto wie, być może jej bratanica również polubi chemie.
- To dobrze, że o niej pamiętasz i dbasz o to by miała prezenty jak wróci - powiedziała do niej. Nie ważne było, że pewnie większość z tych czekoladek będzie przeterminowanych. Liczy się gest... Była pewna, że ten wzruszy matkę dziewczynki. Ona przynajmniej miała nadzieję, że jej matka wróci. Esther nie miała takiej nadziej co do rodziców. Za to przez ostatnie lata marzyła i bardzo pragnęła odnaleźć braci. By znowu mogli na siebie polegać oraz aby byli rodziną. Jej marzenie się spełnia, więc pewnie i Vanessy marzenie się spełni.
-Kochanie życie nie zawsze jest takim jakim byśmy chcieli. Jeszcze nie tak dawno ludzie nie akceptowali czarnoskórych, a dziś proszę mają równouprawnienia. Kto wie, może i my doczekamy się akceptacji - powiedziała do Vanessy nie chcąc wracać do tego tematu akceptacji jak i mocy. Ponieważ widziała, że przygnębiał dziewczynkę.
Wyciągnęła z pudełka płytę oraz resztę zestawu dając możliwość dziecku złożyć stojak do mikrofonu sama. Natomiast ona zajęła się włączaniem płyty oraz podłączania tego wszystkiego do telewizora. By mogły się bawić piosenkarki na scenie. Szkoda tylko, że tutaj były piosenki z bajek Disney. Nie starsze znała ale gorzej było z tymi nowszymi... Jednak ważne by Vanessa się dobrze bawiła.
- Śpiewamy razem czy każda poklei? - zapytała się bo mogły śpiewać razem do jednego mikrofonu lub na zmianę. Nie ważne co wybierze, ona się dostosuje.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Móc skorzystać z okazji i przebywać z ciocią zastanawiała się czy nie jest to ktoś bliższy niż ciocia od "ciocia". W końcu widziała jak rodzeństwo mutantów reaguje na siebie gdy przebywała z rebeliantami sam na sam bo tato musiał wybrać się na misję. Wiedziała doskonale co się wówczas z nim dzieje. Widziała w końcu ów "misje" może nie były one tak niebezpieczne bo mogła być tam obecna ale równie dobrze mogło coś się wydarzyć gdyby nagle okazało się, że to zwyczajna pułapka. Vanessa słysząc słowa cioci uśmiechnęła się radośnie i skinęła głową.
- Świetnie ciociu.
Uściskała ją mocno i uśmiechnęła się promiennie.
- Ciociu...czy Ty i tatuś...jesteście dla siebie kimś bliskim? Bo...tatuś się martwi o Ciebie i tak dziwnie patrzy na wujka. Tak samo spoglądał na takiego chłopaka, który mnie skrzywdził. Tatuś Ciebie kocha ciociu...ale...jesteś jego siostrą prawda? Ale ciii ja nic nie powiem, że ja wiem. Tatuś myśli, że ja jestem jeszcze mała i nie rozumiem, ale się bardzo myli. Nie mam już czterech lat.
Westchnęła pod nosem bo fakt, czasem ojciec traktował ją jak kilkuletnie dziecko. A ona nie była już taka mała. Na pytanie o śpiew zamyśliła się na chwilę.
- Może razem?
Zapytała zerkając na ciocię, bo ona sama nie bardzo potrafiła śpiewać, przynajmniej tak uważała.
Zazwyczaj rodzeństwo łączy specyficzna więź. Jednak Esther nie miała pojęcia, że Vanessa potrafiła ją dostrzec. Nie zawsze jest ona widoczna dla zwykłego oka. Czasem można dostrzec podobieństwa. Esther miała inny kolor oczów i włosów niż jej bracia. Oni byli blondynami o niebieskich oczach natomiast ona rudzielcem o piwnych oczach. Jedynie rysy twarzy mieli do siebie podobne, ale co się dziwić jak ona bardziej przypominała matkę z wyglądu, a oni ojca. Esther nie wiedziała, że Van zaczęła łączyć fakty, że ona i Nick są rodzeństwem, a nie tylko znajomymi. Chociaż spodziewała się, że to wyjdzie na jaw prędzej czy później. Zwłaszcza po dzisiejszym zachowaniu mężczyzn to nie miała pojęcia, że dziecko potrafi to wszystko dostrzec i wyciągnąć tak trafne wnioski. Pierwszej chwili całkowicie ją zaskoczyła swoją wypowiedzią. Nie wiedziała co powiedzieć totalnie ją zamurowało i zaskoczyło. Najchętniej by powiedziała jej prawdę, ale wiedziała, a raczej domyślała się, że jej ojciec woli sam jej powiedzieć. Tylko jak miała wybrnąć z tak bezpośredniego pytania.
- Vanessa... Tata traktuje cię jak małe dziecko, bo dla niego zawsze będziesz jego malutką córeczką. A to czy jesteśmy kimś bliskim powinnaś zapytać tatę. Ja chętnie bym ci opowiedziała, ale nie mogę bez jego zgody. Mam nadzieję, że jesteś dość duża i rozumiesz - powiedziała ostrożnie dobierając słowa. Ponieważ prawdą było by powiedzieć, że tak jestem siostrą twojego taty i wujka Chrisa. Jednak po prostu czuła, że to powinien powiedzieć jej Nicholas. Równie mocno chciała zapytać, co dokładnie jej tamten chłopak zrobił. Jednak powstrzymała się przed zadaniem tego pytania. - Wujek zasłużył sobie, że tata nie patrzy na niego przychylnie, ponieważ nie był za miły - dodała po chwili, bo taka byłą prawda. Conor nie zachowywał się tak jakby tego chciała. Miała tylko nadzieję, że nie pozabijali się tam na osobność.
- Może być piosenka Być tam z Dzwonnika z Notre Dame?- zaproponowała przeglądając spis piosenek.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Vanessa była mądrym dzieckiem i co najważniejsze...pojętnym. Szybko łączyła fakty, pojmowała sens tego co się dzieje. Może przez to, że tyle przeszła w swoim jakże krótkim życiu? A może to przez to, że po prostu dziewczynka od małego wychowana była zgodnie z tym, że wiedziała o wszystkim co dzieje się dookoła? Tego nikt nie wie. Tak czy inaczej było widać, że jest bardziej rozwinięta niż inne dzieci w jej wieku.
- Rozumiem ciociu. Już wszystko wiem.
Uśmiechnęła się lekko i objęła ją lekko z uśmiechem na ustach.
- Wujek nie wie co się stało prawda? Tatuś też nigdzie mnie nie zabierał. Dopiero tutaj...sam też mało co mówił i wychodził. Dopiero teraz jak odnalazł ciocię powiedział, że zabierze mnie ze sobą.
Przyznała z uśmiechem na ustach.
- Może być.
Zgodziła się z uśmiechem na ustach. Cieszyła się, że miała rodzinę, miała bliskich krewnych. Jednak też wiedziała, że musiała bardzo uważać by nikt nie dowiedział się o tym bo wówczas nie tylko ona i jej ojciec byliby zagrożeni ale również Esther i jej partner.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum