I'd like to get to know you but you're talking much too slowly
Superszybkość
85%
Łowca w bractwie
name:
Michael Ryan
alias:
Streak
age:
26
height / weight:
180/69
Wysłany: 2018-11-12, 02:59
Multikonta: Jamie/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
Czy Mike mógł się poszczycić tym, że trzech ludzi dziś było przez niego nieprzytomnych? Może troszeczkę, przynajmniej póki co udawało mu się nie uśmiercać nikogo. Bardzo bał się przejść przez tą cienką granice w tych obecnych czasach, bo czuł wewnętrznie, ze owe zdarzenie mogłoby go zmienić. W końcu nigdy nie zapomina się swojego pierwszego zabójstwa.. A skoro chciał zostać kiedyś bohaterem, nie mógł sobie pozwolić na to. Teraz jednak nie mógł nawet odetchnąć po pokonaniu bardziej rosłego goryla od siebie. Większości było wiadome, że szybcior nie należał do kalibru ciężkiej masy, był raczej z tych szczupłych, ale dobrze zbudowanych. Teraz jednak miał mało czasu na jakąkolwiek reakcję. Mógł się przez chwilę poczuć niczym sarna w potrzasku, a na pewno nie chciał stracić swojej głowy. O ile wcześniej widział jak oprych się zbliżał, tak teraz był tuż praktycznie obok niego, a jego oręż nieprzyjemnie go oślepiało w oczy. Dlatego tak jak Hooper przewidział Mike zamierzał odskoczyć w lewą stronę by uniknąć zamachu na własne życie. Co przy jego umiejętnościach nie powinno być zbyt wielkim problemem. Prawdopodobnie czekałby do praktycznie ostatniej sekundy nim owy byczek by zamachnął się i wymierzał w niego siekierą, by w razie czego trafił w podłogę czy gdzieś indziej.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-11-12, 17:07
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Obserwowała młodego, obserwowała fiolkę..
To znaczy, że.. spodziewali się ataku mutantów? Albo raczej - właśnie go przechodzili? Nie, nie, na pewno nie. To nie było możliwe.. Bo jak? Ruszyła się lekko i jęknęła z bólu od razu. To nie był dobry pomysł.
Obserwowała drzwi, tak jak i jej oprawcy, patrząc też na mężczyzn.
Dwóch? A trzeci? Rozejrzała się z trudem naokoło siebie. Widziała gdzies trzeciego? Jaką za broń, oprócz mutazyny mieli ze sobą? Jaka była naokoło?
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Mike rzeczywiście znalazł się w potrzasku. Znajdował się na drodze swoich kompanów do czystego strzału i pędził na niego olbrzym z ciężkim, ostrym orężem. To nie wyglądało dobrze - ani trochę.
Próbował jednak się ratować, robiąc unik w swoją lewą stronę. O ile rzeczywiście udało mu się przez to odblokować wroga, o tyle dla niego samego to wcale nie skończyło się kolorowo.
Strzały oddane przez Williama i Liama choć celne, niekoniecznie dały ten skutek, na który mężczyźni liczyli. Owszem, goryl został ranny, otrzymując jedną kulkę tuż nad obojczykiem, a drugą - w swój lewy bok, tuż nad nerką. Spowodowało to, że do tej pory wymierzona w Ryana siekiera wypadła mu z impetem z dłoni, na szczęście jednak trafiając bruneta jedynie trzonkiem w głowę - co mimo wszystko pozbawiło go na chwilę wizji, jak i przytomności. Mniej szczęścia miał jednak mężczyzna znajdujący się pod nim, którego siekiera trafiła ostrzem w głowę, przepoławiając nieprzyjemnie jego czaszkę i rozbryzgując krew zarówno na ciało waszego omdlałego przyjaciela, jak i na podłogę i ścianę. Cóż... To z pewnością nie był zbyt przyjemny widok. Dobrze, że chociaż jeden z was nie musiał tego oglądać. Przynajmniej - na razie.
Tyle szczęścia nie miała jednak kobietka, która była tu uwięziona. Mogliście zauważyć, jak wpada ona w panikę, zaczyna się hiperwentylować i zanosić płaczem. Widzieliście, jak szara taśma na jej usta to znacznie utrudniała. Widzieliście, jak blednie w oczach, próbując krzyczeć przez nieprzyjemne pasmo kleju. Na jej poranionej twarzy widzieliście ból i cierpienie. I widzieliście złamania na jej ręku - dokładnie w 3 miejscach, z czego jedno - otwarte.
Goryl wciąż jednak stał, jęcząc żałośnie z bólu. Próbował się schylić, by podnieść swoją broń, co skutecznie utrudniała mu rana w boku. Widać jednak było, że nie miał przy sobie nic innego i w tym momencie przemawiała przez niego tylko wola przetrwania. Siekiera była jego jedyną nadzieją, by stanąć z wami do walki - nawet będąc rannym. Widać też było, że nic sobie nie zrobił z zabitego towarzysza - czyżby ci ludzie nic dla siebie nie znaczyli?
Skupiając się jednak na fanie masakr piłą mechaniczną w wersji demo nie zauważyliście, jak wcześniej podziurawiony przez was wróg resztką sił podnosi swoją dłoń i strzela przed siebie, w kierunku rozmywających się plam. On umierał, wykrwawiając się. Zdobył się jednak, na ten ostatni gest, na ostatnie tchnienie, gdy kula z jego lufy powędrowała prosto w łydkę Hoppera. Rana, choć krwawiąca i boląca nie była jednak nazbyt poważna, gdyż strzał na ślepo nie pozwolił mężczyźnie uszkodzić jakiegokolwiek strategicznego miejsca w ciele przywódcy bractwa.
__________________________
Dwójka mężczyzn stała przy framudze, nasłuchując każdego strzału padającego zza ściany. Byli gotowi, skryci, cisi... Na Twoje stęknięcie młody jedynie obrócił się w Twoim kierunku, przykładając palec do swoich ust, by po chwili pokazać gest podcinania gardła - prawdopodobnie po to, by pokazać Ci, jak skończysz, jeśli jednak będziesz zbyt głośno. Nie potrafiłaś określić, jaką broń mieli przy sobie, poza tą widoczną w ich dłoniach - wszystko skutecznie ukrywali pod swoimi ubraniami.
Samo obracanie się za to wywoływało kolejne fale bólu. Chyba z tego względu nie byłaś w stanie ogarnąć wzrokiem całego pomieszczenia. Ale za Tobą... Prawie na pewno coś się ruszało...
Widziałaś jednak truchła innych osób podobnych Tobie, Wszyscy z połamanymi rękoma - dokładnie w 3 miejscach, wszyscy pozbawieniu włosów, wszyscy z ranami na skórze. Wszyscy przechodzili tu dokładnie to samo, co Ty.
Widziałaś krzesła. 4 poza Twoim były zajęte. Pewna byłaś jednak życia tylko jednej współofiary - tylko u tego jednego chłopaka widziałaś ruszającą się klatkę piersiową. U jednej z ofiar byłaś niemal pewna zgonu - To właśnie przy tamtym krześle ci mężczyźni się znajdowali, gdy mówili o śmierci.
_________________________
Mike jest niezdolny do reakcji przez jeden post. Przez następne dwa posty będzie mu się kręcić w głowę i będzie czuł się nieobecny.
Rana w nodze Williama zmusza go do kuśtykania. Nie jest jednak na tyle poważna, by zagrażać jego życiu lub zdrowiu.
Cóż, nie mogło im iść za dobrze, prawda? Na ten moment największym problemem pozostawał goryl, Hopper miał zamiar dobić go dwoma kolejnymi strzałami. Mężczyzna niemal na pewno nie miał na sobie kamizelki, ale mimo wszystko, Axon wolał celować w głowę - skoro niewiele sobie zrobił z dwóch kolejnych postrzałów, lepiej było nie ryzykować. Nie było też sensu zostawiać go przy życiu, był zbyt niebezpieczny, żeby go przesłuchiwać. Cóż, pozostawało mieć nadzieję że Mercy będzie w tym budynku, spotkają kogoś jeszcze albo przynajmniej Hopper znajdzie jakieś dokumenty, z których coś wyczyta.
Drugi problem - martwy napastnik, który jednak nie był martwy. Oberwanie kulki na metadonie to zawsze było dziwne uczucie, stanowczo zbyt mało bolesne, w porównaniu do tego czego Hopper mógł się spodziewać. Trzeba było się go pozbyć i jeśli Liam tego nie zrobił, Will miał zamiar upewnić się, że mężczyzna już nie wstanie.
Jeśli wszystko poszło gładko, któryś z nich musiał ocucić Mike'a, a drugi powinien w tym czasie dowiedzieć się jak najwięcej od tej kobiety na krześle, uspokoić ją i - kto wie - może nawet namówić ją do współpracy. Nie mogli sobie pozwolić na rozprężenie, nie kiedy nie mieli pojęcia co mogą znaleźć za następnymi drzwiami, ale nie było sensu ruszać dalej w tym momencie.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-11-16, 14:55
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Niewiele mogła zrobić.. a coś się wyraźnie działo. Obserwowała młodego, ale.. cóż, tego mogła się spodziewać. Gdzieś musiał być trzeci z mężczyzn i całkiem prawdopodobne, że był gdzieś za nią.. i niedaleko innych krzeseł, z ludźmi takimi jak ona. Niektórzy nadal żyli. Nie wiedziała czy powinna pomyśleć 'na szczęście' czy 'niestety' jak o tym myślała. Na szczęście, jeśli ktoś zamierza ich teraz uratować. Niestety, jeśli nic z tego nie wyjdzie albo będzie tylko gorzej.
Niewiele słyszała za drzwiami, a ruszanie się sprawiało, że fale bólu ogłuszały ją skutecznie. Oddychała płytko, nie czując już smrodu pomieszczeń, zapewne od długiego czasu. Oblizała spierzchnięte wargi i obserwowała wejście.. Bo co innego jej zostalo?
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Wysłany: 2018-11-16, 21:28
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Sytuacja nie przedstawiała się wesoło, kiedy trafiając z Williamem w goryla, ten po dwóch strzałach nie upadł. Ale upuścił narzędzie zbrodni, którym w łeb dostał Mike. Na całe szczęście nie ostrzem a trzonkiem. Trzeba było się go pozbyć na dobre i tego dokonał właśnie William, posyłając dodatkowe dwa pociski.
Jakby tego było mało, Liam usłyszał kolejny strzał i dostrzegł jeszcze dychającego trupa, który okazał się nie być jeszcze trupem. Wycelował w niego i strzelił z dwa razy, by na dobre mieć pewność że już więcej nie podniesie ręki i nie będzie robił takich niespodzianek. Wtem także spojrzał na Williama, jakby chciał upewnić się, czy ten dostał czy nie. Bo jak na razie, stał Jeżeli udało im się już tym razem na dobre powstrzymać tych dwóch typów, Liam bardziej przejąłby się Mike'm do którego miał zamiar podejść i sprawdzić, czy dość mocno dostał w głowę czy też nie. Kucnął przy nim, dotykając jego ramienia swoją prawą ręką, przekładając broń do lewej. Szturchnął, by sprawdzić czy się ocknie. Jeżeli nie pomagało, klepnął go w policzek i tym samym sprawdził, czy w miejsce gdzie został uderzony, nie było czasem poważnej rany. Różnie to bywa z trzonkami, zwłaszcza od siekiery.
Obrazem zmasakrowanej głowy się nie przejął. Wiele widział w życiu jak i w lękach osób, z którymi miewał styczność.
Kobietę pozostawił Willowi, jako że on tu dowodzi, sam zadecyduje co z nią zrobić. Zapewne Liam by jej pomógł, gdyby nie świadomość że za kolejnymi drzwiami czekać mogą na nich kolejni ludzie, utrudniającym im zadanie.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-11-17, 19:40
Dobiliście ostatnich dwóch agresorów w tym pomieszczeniu, w każdego z nich posyłając po dwie kule. Mężczyzna, którego bronią do tej pory była siekiera, runął swoim cielskiem prosto na nieprzytomnego Mike'a, zapewne nieprzyjemnie przetrącając mu co najmniej zawartość żołądka. Z całą pewnością - Ryan będzie się teraz zmagał nie tylko z bólem głowy, ale i brzucha...
W pokoju zapadła jednak dziwna, spokojna cisza, przerywana jedynie szlochem ten biednej, obitej, łysek kobiety. Nie była ona w stanie mówić, nie była w stanie na was spojrzeć - panika, strach i przerażenie całkowicie ją ogarnęło. Jej rany, choć widocznie już starsze, zdawały się wciąż sączyć nieprzyjemną wydzieliną z krwią.Całe jej ciało drżało i jedyne czego mogliście być pewni, to to, że nie uda się wam jej uspokoić przez najbliższe kilka minut...
Co się jednak tyczyło głowy Streaka - skóra tuż przy linii jego włosów została naderwana a stróżka krwi powoli zaczęła się sączyć z tej rany. Nie była ona poważna i zapewne sam guz i formujący się siniak bardziej dadzą się we znaki brunetowi, gdy tylko się przebudzi.
______________________
- Kurwa, dobijmy ich. - Wyszeptał głos młodego chłopaka w chwili, gdy tylko padły ostatnie 4 strzały. Mimo, że jego głos był tak cichy, doskonale to słyszałaś. Może już byłaś przewrażliwiona? Może po prostu chciałaś umrzeć? Gdyby tylko Twój wzrok osiągnął swoje optimum, z całą pewnością dostrzegłabyś pojedyncze kropelki potu spływające po jego skroni, jak i widoczne napięcie na jego ciele. I dopiero po tych słowach, po pokręceniu głową przez drugiego z mężczyzn - usłyszałaś za sobą szelest i dwa stuknięcia ciężkich butów. Twój stan jednak wciąż nie pozwalał Ci się obrócić. Mogłaś być jednak pewna - ten ostatni był tuż za Tobą....
_____________________
Michael będzie silniej odczuwał skutki uboczne swojej mocy. W tej chwili będzie zdolny do przebudzenia, lecz przez najbliższe kilka akcji - będzie mu się kręcić w głowie jak i w żołądku.
Wysłany: 2018-11-17, 22:29
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Udało się na dobre zabić przeciwników, że nie powinni im już więcej przeszkadzać w wykonywaniu zadania. Jednakże zbyt pięknie być nie mogło, jako że mężczyzna od siekiery musiał akurat runąć na ich biednego kolegę. Liam od razu podszedł i pozostawiając na razie broń przy koledze, obiema rękoma odsunął goryla za niego. Było to odrobinę uciążliwe ze względu na ranę w ramieniu, za którą złapał się po wykonaniu zadania i pozwoleniu Mike'owi oddychać. Grymas bólu nie zszedł mu z twarzy. Zaraz wziął swoją broń w dłoń, przekazując swojej lewej ręce a prawą dalej próbował obudzić Ryana.
Jeżeli to nadal nic nie dawało, Liam zabezpieczył swoją broń na razie i schował za plecami w spodnie. Po czym wziąłby chłopaka pod pachami i przesunął w bezpieczniejszą część pomieszczenia. A mianowicie przy ścianie gdzie znajdują się drzwi do kolejnego pokoju. Z tą różnicą, że od strony, gdzie otwarte skrzydło zakrywałoby osoby za nimi się znajdujące. Liam przyjrzał się wcześniej owemu skrzydłu by stwierdzić jak one otwierają się.
Zaraz po tym wyjmie z kieszeni chusteczkę i przyłoży do rany na głowie Mike. Póki ten się nie ruszał, chusteczka nie powinna zsunąć się. Następnie wyjął swoją broń i odbezpieczył, przenosząc spojrzenie na Williama, oczekując znaku czy ruszają dalej. No i przede wszystkim sprawdzając jak on się trzyma. O sobie na razie nie myślał, by zabandażować jakoś ramię. Mimo że rana nadal bolała i krwawiła. Nie obficie, ale strumyczkiem. Dokuczliwa kulka.
I'd like to get to know you but you're talking much too slowly
Superszybkość
85%
Łowca w bractwie
name:
Michael Ryan
alias:
Streak
age:
26
height / weight:
180/69
Wysłany: 2018-11-18, 20:23
Multikonta: Jamie/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
Ostatnie to co pamiętał to unik przed gorylem co w niego mierzył siekierom. Widział, ze ominął to, ale potem po prostu nawet jak na jego zwolnione widzenie, nie był w stanie dokładnie ogarnąć co się stało. A przede wszystkim jak mógł stracić przytomność? To była po prostu chwila, co w jego przeliczeniu powinna dłużej trwać, a jednak teraz wyglądał podobnie do gościa co był obok niego nieprzytomny. Nie wiedział także o tym, ze cześć jego ciała została pokryta krwią i to nie tylko tą po trzonku od siekiery, która skutecznie go unieszkodliwiła.
Jeśli myślał, że Goryl tak będzie na niego leciał, ze aż zmiażdży go swoim grubym cielskiem, może wcześniej by mu powiedział, że zbiry raczej go nie kręcą.. Jednak nie odczuł tego, po prostu jego ciał wydało stękniecie w tym momencie. Nic nie odczuwał dopóki na pewno się nie ocknął, miał stan wyjebki w tym momencie… Na szczęście ktoś go z tej niewoli i ciężkiego ciała goryla wyciągnął. Był to Liam. Mógłby mu być wdzięczny, tylko, że… No właśnie czy on dostawał od niego po twarzy.. Nawet jeśli to były klepnięcia.
Po chwili jednak rzeczywistość do niego wracała i o ile nie był w pozycji pod ścianą czy tez dalej odciągnięty od oprycha, to pierwsze co zrobił, to niekontrolowany zryw, by był w pozycji na klęczki i po prostu zwymiotował. Może nie było to coś miłego, ale zapach jaki poczuł w pomieszczeniu zaraz po przebudzeniu, wraz z bólem brzucha i zawrotami głowy spowodowały normalną reakcją ciała. Chciał się odezwać, ale wzrok na moment zdążył się na chwile wyostrzyć i zobaczył obok siebie Liama i poczuł odklejającą się chusteczkę, lekko się do niego uśmiechnął. Siadł kawałek dalej i przetarł swoją brodę, czując jak ciało mu drga. Coś czuł, ze przynajmniej póki chwile nie dojdzie do siebie, będzie raczej bardziej wadził niż pomagał. Dlatego wzrokiem starał się odnaleźć Willa by dać mu znak, że póki co nie da rady wystartować do drzwi jak przy ostatnich razach. To by było jak wystawienie siebie na ostrzał. Nie mógł być pewny przy tym, że znów chciało mu się wymiotować, a świat się kręcił jakby co najmniej najebał się w trzy dupy.
Dlatego jeśli nie był pod ścianą to na pewno planował tam dotrzeć, by dać im pole do popisu i nie zawadzać. Potrzebował chwili, chociaż jeśli naprawdę sytuacja miała być za chwile tragiczna na pewno ruszy swoje cielsko by zaryzykować. Chciał chronić swoich kompanów a nie być im kulą u nogi, zwłaszcza, ze wzrok raz mu się poprawiał, a raz lekko zamazywał, ale był w stanie dostrzec to, ze i Will został ranny.
Hopper musiał znaleźć sposób, żeby przejść do kolejnego pokoju, odnaleźć Mercy, a przy okazji upewnić się, że żadnemu z jego ludzi nic się nie stanie - a przynajmniej nic poważniejszego. Liam już dostał kulkę, Mike był nieprzytomny, z resztą sam Will miał problem, żeby stawiać ciężar ciała na jednej nodze. Kobieta na krześle nie wydawała się szczególnie zdolna do współpracy.
Przed nimi było ostatnie pomieszczenie. Musiało być ostatnie, sądząc po rozmiarze kompleksu te drzwi musiały być ostatnie. Mogli po prostu wejść, nikt tam przecież nie musiał na nich czekać... Rzecz w tym, że czekał. Hopper czuł to w kościach, a w takich sprawach nauczył się ufać swojej intuicji. Nie mogli sobie pozwolić na ryzyko.
Kiedy Liam i Mike ustawili się za drzwiami, mógł zacząć działać.
- Zaraz ściągnę ci taśmę z ust. Będę potrzebował, żebyś za chwilę zaczęła krzyczeć, okay? - powiedział do kobiety półgłosem. I kiedy tylko pozbył się knebla, szybko, choć cicho ustawił się za drzwiami. Liczył, że kobieta zacznie krzyczeć, a jeśli nie - pewnie parę okrzyków zaraz jej się samo wymknie.
Hopper strzelił. W pustą przestrzeń, chociaż jeśli kobieta ciągle nie robiła hałasu - wystarczająco blisko, żeby zaczęła w końcu krzyczeć.
- Kurwa mać! - rzucił podniesionym tonem. Kolejny strzał. - Uważaj na..! - Trzy strzały, jeden po drugim, w szafkę, drzwi, kolejne tak, aby nieco rzeczy się rozsypało. Hopper doskonale znał odgłosy takich miejsc, potrzebowali zamieszania. Chwila przerwy, strzał, kilka sekund, dwa kolejne strzały. Okrzyk bólu, w jego własnym wykonaniu. A potem cisza. Wygląda na to, że posiadacze tych obcych głosów, ktokolwiek próbował włamać się do tego miejsca, właśnie zginęli. Hopper błyskawicznie, starając się robić jak najmniej hałasów, wymienił magazynek. Pozostało im czekać, aż ktokolwiek był po drugiej stronie drzwi, postanowi sprawdzić pobojowisko. Cholera, Hopper tego nienawidził. Może to i działało na korzyść Ryana, ale nie na korzyść Mercy. Rzecz w tym, że Will nie mógł sobie pozwolić na bardziej agresywne zagranie. Mogła być tam w środku, a poza tym miał swoich ludzi na głowie. Potrzebowali, żeby to ich przeciwnicy otworzyli te przeklęte drzwi.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-11-19, 23:52
Zgodnie z przewidywaniami Hoppera, kobieta zaczęła krzyczeć w niebogłosy, gdy tylko kolejne strzały zaczęły padać. Bała się, był przerażona, jej głos zdawał się niezwykle zachrypnięty, jakby od wielu dni nie miała kropli wody w ustach. Z jej spierzchniętych, podrażnionych od taśmy ust zaczęła się sączyć strużkami fioletowo-szkarłatna krew. A gdy tylko przerażenie ogarnęło ją jeszcze mocniej - mogliście wręcz dostrzec, jak na jej skroni pojawiają się ciemne, niemal czarne żyłki, podobnież jak na jej szyi i karku. Płakała, tak żałośnie płakała, wołając o pomoc, gdy straciła nadzieję na to, że to właśnie wy możecie być jej ratunkiem...
__________________________
- Oż kurwa... - Wzdrygnął się się nastolatek, co bez problemu mogłaś dostrzec. Słyszałaś krzyki z drugiego pomieszczenia. Słyszałaś tę rozpacz. Jeden z wrzasków mógł Ci się wydać znajomy - ale czy byłaś na tyle zdeterminowana, by skojarzyć tę barwę głosu z twarzą?
Widziałaś poruszenie w tym pokoju. Widziałaś, jak pozostali żywi również reagują emocjonalnie na wszystko co się tam dzieje. A gdy jeden z mężczyzn sam zaczął płakać i wyć żałośnie - widziałaś, jak jeden z waszych oprawców bez chwili zawahania wyciąga w jego kierunku broń - nie tą ze strzykawkami, a zwykły pistolet. Niczym w zwolnionym tempie, widziałaś wypuszczoną przez niego kulę, przechodzącą prosto między oczami tego biedaka. Słyszałaś, jak szloch ustach, a z jego rany zaczęła sączyć się tak samo ciemna, tak samo zabariona na fioletowo krwista maź. A co gorsze - widziałaś też, jak fioletowe kawałki jego mózgu rozbryznęły się na ścianie za nim. Czemu musiałaś zajmować właśnie takie miejsce, gdzie to wszystko widziałaś?
Może przez skupienie na tej krótkiej scenie nie byłaś w stanie dostrzec, jak starszy z mężczyzn przekazuje coś młodszemu. Jak obaj wkładają to sobie do ust. Jak padają słowa "bez świadków. Bez żywych. Bez zwierzeń.". Jak kolejne strzały padają...
Pif.
Paf...
Pif...
Paf...
Jeden po drugim - trup, nie trup, każde krzesło po kolei było eliminowane. Już tylko jedno krzesło, jedna osoba dzieliła Cię od spotkania ze śmiercią. Widziałaś, jak mężczyzna celuje do osoby po Twojej prawej. I nie mogłaś kompletnie nic z tym zrobić...
Wysłany: 2018-11-20, 00:26
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Mike się ocknął, ale na tyle gwałtownie, że zaraz zwymiotował na boku. Liam z jednej strony odczuł ulgę, że chłopak jest przytomny. Z drugiej zaniepokoił jego czynnością, stwierdzając, że to pewnie skutki uboczne korzystania z mocy. W tym przypadku współczuł mu. Ale zaraz przeniósł spojrzenie na Williama, unosząc brew ku górze, zastanawiając co on teraz odwala. Każe kobiecie krzyczeć? Co chciał tym osiągnąć? Szybko Liam się przekonał, jakiego on wariata zgrywał, robiąc zamieszanie. Ellsworth stał ścianie dość blisko drzwi, które mógłby otworzyć. Mike'owi kładąc rękę na barku, i kręcąc głową, by nie wstawał. Ma chwilę odpocząć, gdyby chciał poderwać się do pomocy. Liam obserwował sytuację i zachowanie Williama aż skończył i wymienił magazynek. A że stali dość blisko drzwi i wejścia, zapewne usłyszeli niezbyt przyjemne słowa. Niepokojące zaś okazały się późniejsze strzały. Czyjś również szloch. Odgrywali się tym samym?
Nie zastanawiając się i mając przygotowaną broń do strzelania, mimo obolałego ramienia, Liam otworzył drzwi i wycelował oraz oddał od razu dwa strzały na pierwszego na jego linii wzroku mężczyznę. Mając nadzieję, że to ten, który był przyczyną hałasu i rozstrzeliwania. Zaraz po tym by się schował za drzwiami, gdyby miał możliwość dokonania uniku i nie bycia na linii ich odstrzału. Ne zamierzał już czekać na kolejny plan Williama. Robienie hałasu widocznie nie przyniosło niczego dobrego.
I'd like to get to know you but you're talking much too slowly
Superszybkość
85%
Łowca w bractwie
name:
Michael Ryan
alias:
Streak
age:
26
height / weight:
180/69
Wysłany: 2018-11-20, 02:05
Multikonta: Jamie/Tom
Pierwszy strzał! #ZadaniaMG
1 Rok na Giftedach!
Mike czuł się trochę jak nieobecny, starał się pozbierać, ale brzuch czy też lekko wariująca moc wcale nie ułatwiały mu zadania by się ogarnął na tyle by móc wszystko zrobić prawie bezbłędnie. Poczuł się przez moment jak kula u nogi. Na dodatek wzrok co jakiś czas mu się zamazywał, co było skutkiem ubocznym jego mocy i znacznego teraz osłabienia. Najchętniej posiedziałby sobie dłużej, jednak wiedział, ze zaraz będzie musiał wstać, zwłaszcza, ze słyszał i trochę widział jak Will robi swoją prowokująca szopkę. Współczuł tej dziewczynie. Przyjrzał jej się wcześniej i wyglądała opłakanie, a teraz musiała wyglądać jeszcze gorzej niż wcześniej.. Ten wszechobecny fioletowy płyn wcale nie pomagał.
Mike zamierzał jeszcze teraz posłuchać się Liama, zwłaszcza, ze tez usłyszał strzały w pokoju obok, nie wróżyło to nic dobrego. Albo zabijali świadków, albo siebie nawzajem.. W to Ryan jednak wątpił. Kiwnął mu głową i patrzył jak otwierał drzwi, na moment zamgliły mu się znów oczy, a dłoń zadrżała. Nie lubił efektów ubocznych swojej mocy. Jednak nie zamierzał stać z założonymi rękami. jeśli Liamowi czy Willowi nic się nie stało, postanowił ten jeden post jeszcze odpocząć by dojść do siebie, jednak jeśli sprawa naprawdę będzie tragiczna i będzie widział (jeśli akurat wzrok mu nie wysiądzie) zagrożenie, będzie chciał ratować swoich kompanów (odpychając ich, czy też zabierając z miejsca lecenia pocisku). Póki co nie chce pakować się do środka nowego pomieszczenia.
Hopper popełnił błąd? Możliwe. Stawiał wiele na jedną kartę, ale nie mógł sobie pozwolić na powolne działanie. Nie kiedy nie wiedział co działo się z jego siostrą, która mogła właśnie umierać. Nie mogli po prostu poczekać na lepszą sytuację. Musieli ją sami stworzyć i Hopper stanowczo nie miał zamiaru martwić się tamtą kobietą na krześle. Nie przyszli tutaj po nią.
Bardziej zmartwiły go odgłosy strzałów. Podobnie jak Liam nie miał zamiaru dłużej czekać. Dla niego jednak najważniejsze było szybkie rozeznanie się w sytuacji. Kto do kogo strzelał? W pomieszczeniu była Mercy? Miał czystą linię strzału? Nie miał zamiaru zabijać tych ludzi, potrzebowali mieć z kogo wyciągnąć informacje o jego siostrze. Oprócz tego, nie chciał żeby postronnym świadkom coś się stało - o ile cokolwiek jeszcze ich obchodziło, biorąc pod uwagę rany wylotowe z tyłu czaszki. Jeśli był w stanie, strzelił w jednego z przeciwników, tak aby go zranić i nie zrobić nikomu postronnemu krzywdy. Ale przede wszystkim nie mógł dopuścić do sytuacji, w której ktokolwiek celowałby w Mercy. Jeśli miałoby do tego dojść, wolał już zabić przeciwnika czy ryzykować postrzeleniem kogoś innego.
_________________ Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2018-11-24, 14:22
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Glos, glos.. znała go skądś? Nie, chyba nie. Nie była w stanie go skojarzyc. Ale to dziwne, coś się dzieje, jakieś strzały.. Ci tutaj też nie wydają się zadowoleni. Czyli coś nie idzie po ich myśli. I mogła zacząć się modlić po cichu do jakiś bogów, jakichkolwiek, kogokolwiek kto słucha albo chce sluchać albo.. W sumie wszystko jej jedno. Bezgłosna modlitwa była jedynym, co mogła obecnie zrobić.
Dopóki nie uslyszała strzałów w pomieszczeniu, mogła mieć nadzieje.. Ale szybko ją traciła. Obejrzała się w bok, chociaż przecież nie chciała tego widzieć.. Wciągnęła głęboko w płuca powietrze, kłujace, bolesne. To był błąd. Zaniosła się kaszlem, zamknęła oczy.. Wszystko bolało znów dwa razy bardziej o ile w ogóle było to możliwe.. wydawało jej się za każdym razem, że nie - nie może boleć bardziej. A potem, gdy tylko się ruszyła, odetchnęła za mocno albo ktoś ją dotknął uświadamiała sobie, ze może.. I to było przerażajace.
Oddychając krotkimi, urywanymi oddechami by nie zanieść się znów kaszlem.
Jedyne, co mogła i co zamierzała zrobić, to rzucić się z krzesłem w bok jeśli będą chcieli strzelać w nią. Co innego jej zostało? Nic. Nawet jeśli wyląduje na połamanej ręce... trudno. Chociaż wolała by nie. Ale jeśli, to to lepsze niz smierć.. bo to za drzwiami brzmiało jak nadzieja, a nadzieja popycha ludzi do podejmowania kolejnych i kolejnych wysiłków, nawet jeśli wydają sie niemożliwe.
Chwilę potem drzwi się otwarły, odruchowo podniosła wzrok ale z bólu nie widziała nic poza rozmytymi kształtami, a chwilę później rozpoczęła się strzelanina.. Skuliła się na krześle, jeśli ten który miał ją dobić zajał się czymś innym. Jeśli nie i zamierzał kontynuować egzekucję - chciała się rzucić w bok by uniknąć kulki w głowę.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum