Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #2
Autor Wiadomość
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-09, 17:13   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Właściwie on sam nie spodziewał się tego po sobie. Po jaką cholerę znowu ingerował w to wszystko? Przecież powinien już się nauczyć, że sam nie zmieni świata, nawet nie powinien próbować go zmieniać. Jedna uratowana osobę w te czy we wte... No, ale nie potrafił inaczej. Być może się nie przyjaźnili, ale Matilde była dość istotnym elementem jego życia. Przypominała mu o przeszłości, była jedną z osób, które kiedyś pragnął chronić. Tak - dokładnie tak było. W pewnym momencie zatracił się w sprawach bractwa na dobre, zależało mu na nich wszystkich. Być może nawet przez chwilę poczuł się tam jak w domu... Niestety nie potrafił tak żyć. Musiał po raz kolejny wrócić na front, by odzyskać sprawność - zarówno psychiczną jak i fizyczną. I dlatego stał się członkiem rebelii. Tam mógł po raz kolejny stanąć do walki i robić to do czego został stworzony. Zabijać - czy w słusznej sprawie? Nie ważne. Ważne, że w jakiejkolwiek sprawie. I wrócił silniejszy niż kiedykolwiek. Z kilkoma nowymi bliznami, ale z celem. Cel był mu potrzebny - nawet jeśli przemawiała przez niego tylko i wyłącznie chęć zemsty.
Patrząc jej w oczy chciał, by ujrzała w nich spokój. Potrzebował w tej chwili jej zaufania jak niczego innego - musieli się zgrać, zacząć działać jak jeden mechanizm a wydostaną się stąd bez większych problemów. Na całe szczęście Wallace dość szybko zebrała się do kupy co było dość... Imponujące. Być może to adrenalina? Tak, czy inaczej nie każdy tak szybko podniósłby się po wpakowaniu kulki w łeb swojej przyjaciółce... Ale dała radę i to było najważniejsze. Później będzie czas na żałobę.
Kobieta oparła się na jego ręce, dobrze. Nie musiał się oglądać czy za nim nadąża - czuł jej ciężar. Poprowadził ją najlepszą jego zdaniem drogą, łapał małe oddechy, starał się nie wpuszczać zbyt wiele dymu do swoich płuc. Przez to nie odpowiedział jej, gdy stwierdziła, że nie mogą wzbudzać podejrzeń. Kiwnął tylko głową, gdy odezwała się po raz kolejny - czyli miał rację. Była w ciąży. Po prostu, kurwa, świetnie. Zaklął w myślach, ale nic się nie odezwał.
Dym powoli się przerzedzał, oddalali się od miejsca wybuchu. Jak na razie wszystko szło dobrze, ale ich szczęście nie trwało zbyt długo.
Pierwszą rzeczą, którą dostrzegł była lufa broni, następną czarny mundur. Jakieś oddziały z DOGS? GC? Antyterroryści? Nie miało to większego znaczenia. Zareagował automatycznie, złapał mocno za rękę Matilde i wciągnął ją w boczną uliczkę, przycisnął ją plecami do ściany, sam zajął miejsce obok niej i powoli wyciągnął broń z kabury. Obrzucił nerwowo spojrzeniem uliczkę w której się znaleźli. Zobaczył drzwi - to była ich szansa, z pewnością za chwilę zaczną przeczesywać zaułki. Ponownie złapał ją za dłoń i pociągnął w kierunku budynku. Złapał za klamkę - zamknięte. Nie miało to jednak większego znaczenia. Wyważył je jednym mocnym kopnięciem... No, może trochę podkręcił swoją siłę używając swojej mocy, żeby nie było, że taki siłacz z niego, huh.
Wciągnął ją na klatkę. Potem po schodach na górę... I co dalej?
- Kurwa... - zaklął cicho rozglądając się po korytarzu. Nie spodziewał się, że pojawią się tak szybko...
- Za wcześnie, za wcześnie... - mruknął sam do siebie pod nosem.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-11-09, 21:35   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie do końca wiedziała, czy Dale zdawał sobie sprawę z tego, że tak jakby zaczynała właśnie rodzić. Ale nie chciała go chyba uświadamiać. Przynajmniej nie teraz. Za bardzo ją przerażała myśl, że mężczyzna mógłby zacząć robić to co każda normalna osoba, czyli… cóż – panikować. Powinna oddychać, powinna brać głębokie oddechy. To pomagało, a przynajmniej tak czytała na tych wszystkich durnych forach internetowych. Ale przecież nie mogła tego robić. Musiała jak najbardziej ograniczać wdychanie dymu, zasłaniając sobie usta i nos skrawkiem materiału. Nie chciała jeszcze bardziej pogorszyć swojego stanu, który szczerze mówiąc i tak był już marny. Ledwo stawiała kroki, bo wciąż tak niesamowicie kręciło jej się w głowie i kolana miękły pod ciężarem ciała, ale gdzieś z tyłu głowy miała tą cholerną motywacją. Musiała to przeżyć. Nie dla siebie, jej życie nie było zbyt wiele warte. Ale musiała zapewnić bezpieczeństwo Obcemu.
Cieszyła się, że miała tutaj Dale’a. Gdyby nie on, nie udałoby jej się stamtąd wydostać. Widziała jak wielką trudność sprawiało jej chodzenie. Ale miała jego, prawda? Mogła się na nim wesprzeć, mogła liczyć na jego pomoc. Sama nie zaszłaby nawet stu metrów. Ale nie było rozsądne zacząć się tak szybko cieszyć. Matilde nigdy nie była optymistką i w tym momencie chyba to było niesamowicie dobrą sprawą. Liczyła się z tym, że w każdej chwili mogła dostać skurczy. Że mógł ją złapać tak silny ból brzucha, że nie będzie w stanie się ruszyć. Ale jeszcze nie teraz. To mówiła śmierci, czyż nie? Raz po raz, kiedy po nią przychodziła. Po prostu nie teraz. I tak jak się spodziewała. Najgorsze było dopiero przed nimi. Nie widziała tego co Dale, za bardzo była skupiona na stawianiu kolejnych kroków, ale kiedy nagle poczuła jak mężczyzna mocno ją ciągnie, a potem przyciska do muru budynku… wiedziała co się kroiło. Nie odezwała się słowem, za bardzo była przerażona, że ich zdradzi. Ale musieli z tego jakoś wyjść. Przecież jej to obiecał, prawda? A ona mu ufała. Ufała, że nic złego im się nie stanie. Dawno na nikim nie polegała aż tak bardzo jak teraz na Fowlerze. Matilde dość posłusznie weszła z nim do budynku, z trudem wspinając się po tych cholernych schodach. Powoli zaczynała czuć nieprzyjemne ukłucia w lewym podbrzuszu, ale na razie zdecydowała się to po prostu ignorować.
– Myślisz, że tu przyjdą? – spytała cicho, praktycznie półszeptem. Nie miała pojęcia, czy tu gdzie się znajdowali było bezpiecznie. Nie wiedziała nawet co kroiło się za rogiem. Matilde przełknęła cicho ślinę, sięgając ręką do swojej torebki po pistolet. Chuj z tym, że nie mogła go utrzymać w rękach. Wolała mieć jakieś zabezpieczenie. – Gdybyśmy tylko mogli się dostać do Chinatown, mam tam mieszkanie i… – zacisnęła usta w cienką linijkę. Cholera, dlaczego gadała o tak nierealnych sprawach? Najpierw musieli się stąd jakoś wydostać. Powinna spytać o to, czy mieli jakikolwiek inny plan od oczywistego jakoś przeżyć? Poczuła się jednak w obowiązku, by wreszcie poinformować mężczyznę o najważniejszym. – Bo Dale, ja rodzę.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-10, 16:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Hm, możliwe, że gdzieś tam to do niego docierało, ale może starał się odepchnąć tą myśl na dalszy plan? Kurwa, jakby i bez tego było łatwo i przyjemnie. No, ale jak się wali to wszystko na raz, nie? Niech więc będzie i rodzenie. Panika raczej mu nie grozi - był przyzwyczajony do radzenia sobie w stresowych sytuacjach, przeważnie zachowywał zimną krew. Tak było i w tym przypadku.
I wszystko szło po jego myśli, byli o krok od wydostania się z tej pieprzonej pułapki, zabrakło im ledwie... Minuty? Może nawet nie całej i zniknęliby z pola widzenia wszelkich organizacji, które na nich polują. Oczywistym było, że jeśli ich złapią prawdopodobnie to właśnie ich obwinią o ten wybuch. W końcu byli oboje mutantami, świetnie nadaliby się na kozła ofiarnego. Dlatego nie mógł na to pozwolić.
Tak, czy inaczej - w tej chwili znajdowali się na pieprzonej klatce schodowej, a Fowler nie bardzo miał pojęcie co dalej uczynić. Chyba będą musieli polecieć na żywioł i liczyć na łut szczęścia. Do schody przyszło mu kilka opcji - może wejść wyżej i spróbować dostać się na dach? Cholera, chyba to nie był najlepszy pomysł. Matilde była w kiepskim stanie, nie chciał jej ciągać po tych wszystkich schodach...
Mógłby ją ponieść, ale wtedy trudniej by było im się obronić przed ewentualnymi napastnikami.
- Tak. Przyjdą, wyznaczą kilka oddziałów do przeszukania budynków. - odparł krótko nie siląc się na jakiś szept, czy coś w tym rodzaju.
Kompletnie zignorował jej słowa o mieszkaniu w Chinatown. Jeśli uda im się jakoś stąd wyrwać będą myśleć co dalej. Może być i Chinatown.
Następne jej słowa... Cóż, tego już nie można było zignorować. Przeniósł na nią wzrok, być może powinien być przerażony, spanikowany... Ale nie był. Mogła ujrzeć na jego twarzy tylko spokój - podobnie jak w jego oczach.
- A więc urodzisz. Zaraz po tym jak Cię stąd zabiorę. - odparł, po czym wciągnął głębiej powietrze do płuc. Schody przeciwpożarowe. Za oknem jednego z mieszkań - muszą takie być, a przynajmniej... Przynajmniej powinny.
Wyważył kopnięciem kolejne drzwi, złapał Matilde za dłoń i bezczelnie wciągnął ją do czyjegoś domu. Liczył na to, że będzie pusty, ale... Ale się mylił. W przedpokoju pojawił się jakiś mężczyzna - średniego wieku dość dobrze zbudowany brunet. Zaraz za nim stała blondynka - w podobnym wieku, oraz... Dziecko. No kurwa, tego to nie przewidział.
Puścił dłoń swojej towarzyski i korzystając z tego, iż właściciele mieszkania byli w lekkim szoku zamknął za sobą drzwi, po czym szybko pokonał dystans dzielący go od wyżej wspomnianego mężczyzny. Złapał lewą dłonią za jego gardło i zwiększył swoją siłę za pomocą mocy. Przyparł go do ściany, a broń wycelował w kobietę. Być może dziecko nie powinno na to patrzeć, ale... To był jedyny sposób, by ich uciszyć.
- Dobra, sprawa jest prosta. Nie chcemy was skrzywdzić. Wystarczy, że będziecie przez parę chwil cicho i nikomu nic się nie stanie. - powiedział sucho, po czym zerknął na Matilde.
- Sprawdź, czy są tu schody pożarowe. - rzucił do niej. Jeśli nie będzie, cóż... Chyba będą musieli skakać, albo wymyślić coś innego.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-11-11, 14:01   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie było dobrze. Szczerze? Nawet gdyby Wallace miała ochotę panikować, zachowywać się jak przerażone zwierzę, drama queen czy cokolwiek, to po prostu nie było na to czasu. Musiała zrobić dosłownie wszystko, by zignorować te wszystkie nagromadzające się emocje i skupić się na przetrwaniu. Sukcesywnie odpychała od siebie obraz leżącej na środku asfaltowej uliczki Cass, próbując schować wydarzenia sprzed ostatniej godziny do jakiegoś niewidzialnego, wielkiego pudełka. Obiecała zaufać Dale’owi i w tym momencie nawet nie przychodziło jej do głowy, że mężczyzna mógłby ją wystawić. Przerażało ją to jak bardzo była teraz od niego zależna. Nienawidziła być od kogoś zależna, ale czy miała jakieś wyjście. Liczyło się tylko to, by dostać się w bezpieczne miejsce. Musieli współpracować i się stąd jakoś wydostać. Musieli to zrobić razem. Chodzenie po schodach jeszcze nigdy nie sprawiało jej tylu trudności. Bóle brzucha coraz bardziej się nasilały, ale nie mogła teraz sobie pozwolić na poddanie się. Miała rodzinę, dla której musiała walczyć.
– W porządku – przyznała po prostu, choć to wcale nie było od niej zależne. Nie mogła się tak po prostu zgodzić, skoro nie miała na to wpływu. Ale chciała, by Dale dostrzegł, że mu ufa. Chciała, by zrozumiał, że zrobi wszystko, by się stąd wydostać. Chciała, by mimo jej opłakanego stanu, on również dostrzegł w niej jakiś spokój. Spokój, którego nie było, ale spokój, który usiłowała osiągnąć. Nieważne jak jej myśli się rozbiegały, starała się myśleć tylko o najważniejszym. O oddychaniu, o stawianiu kolejnych kroków i o zaufaniu.
Nie spodziewała się tego co miał zamiar zrobić Fowler, ale najwidoczniej tego dnia odczuwał niesamowitą potrzebę ukazania swoich imponujących umiejętności. A ona nie zamierzała się z nim kłócić. Chociaż wciąż jej ruchy były spowolnione, to gdy tylko dostrzegła jak Dale grozi temu facetowi, Matilde drżącą dłonią uniosła swój pistolet. I mimo, że nie wątpiła w to, że Fowler sobie z nim poradzi, w tym najczarniejszym scenariuszu musiała go osłaniać. Bo wbrew pozorom to była praca zespołowa. A potem dość żwawym (jak na jej możliwości) krokiem zaczęła iść w kierunku okien, dostrzegając tylko kątem oka wzrok przerażonego dziecka.
– Zaraz będzie po wszystkim – obiecała, choć musiało to zabrzmieć niezbyt szczerze, skoro wciąż trzymała w ręku cholerny pistolet. Nie mogła jednak przejmować się tym chłopcem, nie w tym momencie. Wallace wychyliła się przez okno, a kiedy nic nie dostrzegła, ruszyła w głąb mieszkania, by sprawdzić pozostałe pomieszczenia. W międzyczasie złapał ją niesamowity skurcz, który sprawił, że musiała na krótką chwilę przystanąć i przytrzymać się czegoś, ale świadomość o braku czasu kazała jej się wziąć w garść. Da radę. Ból nie był jeszcze aż tak straszny. Bywało gorzej. Matilde znalazła to czego szukała dopiero w sypialni. Wyjrzała przez okno, by ocenić sytuację na ulicy. Przez chwile korciło ją, by krzyknąć, ale w ostatnim momencie się powstrzymała. Wróciła do pomieszczenia, w którym był Dale i skinęła energicznie głową.
– Są schody i kilka zaparkowanych furgonetek przecznicę dalej – to nie była najlepsza wiadomość. Rząd już tutaj był, a to znaczyło, że mieli jeszcze mniej czasu. – Ale żadnych mundurowych. – przynajmniej na razie, no albo właśnie przeczesywali budynek. W każdym razie w tej konkretnej minucie droga była całkiem wolna. Wallace z wyciągniętym przed siebie pistoletem mierzyła w kobietę, a potem spojrzała na Dale'a. - Możemy zwinąć samochód.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-11, 20:34   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


To prawda - z pewnością nie była mu w tej chwili potrzebna drama queen. Potrzebował jej pomocy, a przynajmniej... No, żeby nie przeszkadzała. Pewnie, wszystko rozumiał. Ciąża, rodzenie i takie tam, aczkolwiek... No kurwa, nie teraz!
Fowler cieszył się cholernie z tego, że zaufała mu bez większych ceregieli. Cóż, to właśnie robił - wydostawał siebie, oraz innych z sytuacji pozornie bez wyjścia. Tak miało być również tym razem, przecież nie pierwszy raz patrzył śmierci prosto w twarz. Za jakiś czas będą się z tego śmiali, kto wie, może nawet jeśli urodzi jej się syn to będzie nazywał się Dale( :lol: )?
No... Dobra, może przegiąłem. Ucieczka przed DOGS, zamordowanie koleżanki, hmm. Może to nie będą zbyt wesołe wspomnienia, ale przynajmniej wyjdą z tego całe. No, o ile wszystko pójdzie po jego myśli. Dobra, z resztą dosyć tych pesymistycznych wizji. Z pewnością będzie dobrze.
Jasne, że to wszystko nie było od niej zależne, ale jeśli to, że będzie starała się nie urodzić u obcych ludzi w mieszkaniu pomoże to... To niech to po prostu zrobi. Wystarczy, że choć trochę to opóźni, potem jakoś sobie z tym poradzą.
Wracając do wyżej wspomnianej wesołej rodzinki do której domu tak po prostu sobie bezczelnie wtargnęli...
Fowler cały czas trzymał na muszce kobietę, a mężczyzna był na tyle mocno przyciśnięty do ściany, że nie specjalnie miał możliwość ruchu. Blondyn czekał, aż Matilde sprawdzi to, o co ją poprosił. Starał się zachować kamienną twarz, ale pierwsze krople potu pojawiły się na jego skroni. Był coraz ciężej.
Dodatkowo usłyszał otwieranie drzwi od klatki schodowej. Jeśli zaczęli już przeszukiwać mieszkania, cholera... Naprawdę nie mieli zbyt wiele czasu.
Wallace po paru chwilach dała mu znać jak wygląda sytuacja. Nie najlepiej, ale mogło być znacznie gorzej.
- Dobra. Oddajcie jej telefony. - powiedział stanowczo patrząc na każdego z chwilowych 'zakładników'. Już po chwili wykonali jego polecenie i Matilde mogła od nich odebrać sprzęt. Gdy już to zrobiła westchnął cicho.
- Przykro mi stary.. - mruknął i mocno uderzył mężczyznę kolbą pistoletu w głowę. Tamten stracił przytomność i osunął się bezwładnie po ścianie.
- Zajmijcie się ojcem. - rzucił. To powinno ich zająć przynajmniej na chwilę. Wyciągnął dłoń w kierunku Matilde i wspólnie pognali w kierunku schodów pożarowych.
Pomógł jej wyjść przez okno i już po paru chwilach schodzili na dół. Faktycznie, było kilka ciężarówek, ale po mundurowych nie było śladu.
Gdy wreszcie znaleźli się na dole rozejrzał się w poszukiwaniu samochodu. Musiał być starszy, by Fowler mógł bez problemu zneutralizować alarm no i oczywiście nie mógł rzucać się w oczy.
Na całe szczęście całkiem niedaleko nich stał wiekowy sedan zielonej barwy. Z pewnością auto jakiegoś starszego osobnika. Szkoda dziadka, ale w tej chwili Matilde była najważniejsza. Ruszył w tamtym kierunku oczywiście wyciągając do niej rękę, by mogła się na niej oprzeć.
- Jeszcze trochę. Zaraz będziesz bezpieczna... - mruknął cicho. Oby obyło się bez dalszych komplikacji. Dobrze, że w zakres jego (jak to ktoś ładnie powiedział) imponujących umiejętności wchodziła kradzież samochodu!
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-11-11, 23:20   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Szczerze, Wallace nie potrafiła sobie wyobrazić, by kiedykolwiek mogła wspominać te wydarzenia dobrze, czy miło. Nie mówiąc już o jakimkolwiek sentymencie, ale hej… zawsze mogło być gorzej. Cholera, kiedy zrobiła się z niej aż taka optymistka? Cóż, Matilde chyba po prostu była niesamowicie wdzięczna, że miała teraz kogoś przy sobie. Miała u Fowlera dług wdzięczności, którego prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie spłacić. Ale o tym pomyśli kiedy indziej. Teraz musiała chamsko zarekwirować telefony komórkowe jednej z najbardziej obrzydliwych amerykańskich rodzin. Matilde wrzuciła sprzęt do swojej torebki, a potem… po prostu odruchowo się skrzywiła, kiedy Dale przywalił gospodarzowi. Nie, żeby było jej go specjalnie szkoda, ale ten dzieciak nie zasługiwał na to.
Gdzieś z tyłu głowy cały czas siedziała jej ta przerażająca myśl, że nie zdążą. A ci ludzie..? Zostawiali ich za sobą. Na pewno ich sprzedadzą przy pierwszej lepszej okazji. W tym momencie Wallace już nie potrafiła dłużej stwierdzić co było słuszne, a co nie. Wiedziała tylko, że tego dnia przekroczyła naprawdę sporo granic i… i prawdopodobnie będzie musiała przekroczyć jeszcze więcej. Ale po raz kolejny – nie było na to czasu. Musiała zmusić każdy mięsień swojego ciała do współpracy. Brzuch pobolewał ją jeszcze bardziej, ale póki co nie zamierzała informować o tym Dale’a. Nie wiedziała nawet czy to było normalne! Ale chyba adrenalina działała i to jej wystarczyło. Przynajmniej do momentu, w którym nie znajdą się w jakimś cholernym samochodzie. Kiedy Dale zajmował się włamywaniem do samochodu, Wallace rozglądała się na wszystkie strony, by móc w odpowiednim czasie wykryć zagrożenie. Huh. Chyba jednak bycie skupioną i posiadanie jakiegoś zajęcia pomagało. Ale tak bardzo bolało… Nim jeszcze wsiedli do samochodu, Wallace zdała sobie sprawę z czegoś niesamowicie ważnego. Otworzyła więc swoją torebkę, by wyrzucić zarekwirowane telefony do kosza na śmieci. Ot, na wypadek, gdyby ktoś chciał ich namierzyć. A potem… potem nareszcie usiadła do tego samochodu i wtedy poczuła jak fala bólu uderza ją wręcz ze zdwojoną siłą…
– Nie dam rady dłużej – mruknęła, zaczynając panikować i spoglądając na Dale’a z przerażeniem. Mieli jeszcze tyle do przebycia… W każdej chwili mógł ich złapać jakiś patrol, czy co. Musieli wybrać okrężną drogę i… –Obiecaj, że nikomu nie powiesz o tym co zrobiłam – wyrzuciła z siebie, sięgając po swój telefon. Musiała zadzwonić do Willa. Musiała zrobić to w tym momencie. I po niesamowicie szybkiej wymianie zdań, Matilde odłożyła sprzęt i wbiła wzrok przed siebie, by po kilku minutach przekląć. Straciła powoli orientację i rachubę, nie wiedziała ile jeszcze mieli do przebycia, ale… – Patrol, na pewno nas zatrzymają – przetarła twarz dłonią, oddychając z trudem. Denerwowała się, a to nie pomagało jej sytuacji.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-12, 20:59   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Hmm, możliwe, że trochę przegiąłem z tymi miłymi wspomnieniami. Prawdopodobnie to wszystko zostawi trwały ślad na psychice Wallace, będzie przez dłuższy czas dźwigała spory ciężar na swoich barkach. Ale to wszystko kiedyś ustanie. Czas wcale nie leczy ran, jedynie przyzwyczaja do bólu. I ona nauczy się z tym żyć, a jeśli kiedyś będzie potrzebowała pomocy... Cóż, myślę, że po tym wszystkim co spotkało ich dzisiaj będzie mogła na niego liczyć. Nie do końca umiał to wytłumaczyć, ale przecież... Uratowała mu kiedyś życie - to po pierwsze. Po drugie przez pewien czas oboje należeli do bractwa. Traktował ich wszystkich jak swoją rodzinę i nie miało większego znaczenia to, że teraz nie należeli do tej samej organizacji. Były osoby, które mogły na niego liczyć. Nie zapomniał o nich nawet jeśli oni zapomnieli o jego istnieniu. I chyba właśnie w tej chwili to pokazywał - robił to, co potrafił najlepiej. Walczył. O kogoś, nie o siebie. I zamierzał dać z siebie wszystko.
Dale wcale nie oczekiwał żadnej zapłaty za to wszystko. Robił to dlatego, że taki właśnie był. Być może dla pewnych osób był skończonym skurwielem, oraz bucem do którego lepiej nie podchodzić, ale moim skromnym zdaniem - dobrze mieć go po swojej stronie. Bo jeśli na kimś mu choć trochę zależy to poruszy niebo i ziemię, by takiej osobie pomóc. W tych trudnych czasach warto kogoś mieć. Mieć wsparcie, przyjaciół. Ile dajesz od siebie tyle do Ciebie wraca - a Pan Wiewiór chyba bardzo mocno w to wierzył.
Ah, ale właśnie. Przecież mówię o tym wszystkim zupełnie w taki sposób, jakby już wydostali się z tych pieprzonych kłopotów. A to jeszcze nie był koniec. Chociaż wydawało się, że większą część przeszkód już pokonali. No właśnie - tylko im się wydawało.
Parę chwil zajęło mu odpalenie samochodu za pomocą kabli, w zasadzie dawno tego nie robił. Mimo wszystko i tak poradził sobie dość sprawnie. Matilde zajęła miejsce obok niego - tak było najlepiej. W razie problemów miał ją obok siebie, mógł szybciej zareagować.
Mimo jej paniki on miał wymalowany na twarzy całkowity spokój. Może gdzieś głęboko w sobie też był przerażony tym wszystkim, ale starał się przyjąć tą sytuację na chłodno. Potraktować jak każdą inną misję. Jest cel, który należy chronić. Paru przeciwników, oraz miejsce do którego musi się dostać. Czym to się różniło od standardowych zadań przydzielanych mu przez dowódców za czasów wojska? No dobra. Może znaleźlibyśmy parę różnic, ale lepiej o tym nie mówmy.
- Dasz radę. Jeszcze trochę, wytrzymaj. Musisz wytrzymać. - powiedział nie patrząc na nią, ponieważ zajęty był wyciskaniem z tego grata udającego samochód tak dużo jak tylko się da.
Przeniósł wzrok na Wallace, gdy odezwała się po raz kolejny.
- Obiecuję. - odparł tylko krótko przez moment łapiąc z nią kontakt wzrokowy. Mogła mu w tej kwestii zaufać. Potrafił trzymać język za zębami. Nawet po trzech dniach spędzonych z uroczą Verą nie powiedział nic. Więc dlaczego miałby wysypać się sam z siebie?
Matilde porozmawiała chwilę przez telefon, a on nawet nie pytał z kim. Tak jak ona zaufała jemu - tak on postanowił zaufać jej.
- Cholera... - mruknął cicho pod nosem widząc wspomniany przez nią patrol. Zwolnił znacznie i wstrzymał na chwilę oddech. Przejechał wolno obok funkcjonariuszy, nie zatrzymywali każdego, ale gdy się minęli i spojrzeli sobie w oczy... Nie wiem, poznali go, czy co? Tak, czy inaczej nie zastanawiał się nad tym dłużej. Dokładnie w tym momencie, gdy rozległ się dźwięk syren Fowler zmienił bieg i przyśpieszył. Potem wrzucił kolejny i kolejny. I w tej właśnie chwili pożałował, że nie jedzie swoim samochodem. Ten pierdolony sedan nie dawał im zbyt wiele możliwości, ale... Cóż, był całkiem niezłym kierowcą.
- Mam nadzieję, że zapięłaś pasy. - rzucił tylko skręcając ostro w prawo i wjeżdżając w jakąś cholernie ciasną uliczkę. Zmieści się, zmieści... Musi się zmieścić.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-11-14, 20:05   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nieważne jakie opinie krążyły o Dale’u. Nieważne, że większość miała go za gbura. To co robił było naprawdę dobre. A Matilde… Matilde pewnie nigdy nie byłaby skłonna do tego typu poświęceń. Im więcej czasu mijało, tym bardziej zdawała sobie sprawę jak bardzo zepsuta była. Nic, praktycznie nic nie było w niej dobrego. I to w jakimś stopniu naprawdę ją przerażało. Jak miała wychować dziecko, kiedy była aż tak tragiczna? Cholera, chwilę temu strzeliła swojej najlepszej przyjaciółce w głowę. Co z niej w ogóle był człowiek? Wallace przetarła twarz dłonią. Po prostu chciała mieć to wszystko za sobą. Nieważne jakie miało być zakończenie. Była… po prostu zmęczona.
– Nie mam na to żadnego wpływu – wyrzuciła lekko podenerwowana, kiedy nadeszła kolejna fala bólu. Prawdopodobnie gdyby wciąż była na ulicy, nogi by się pod nią ugięły i tak po prostu by upadła. Ale byli w samochodzie. I Wallace z całej siły złapała się za uchwyt przy dachu, nie będąc w stanie stłumić pełnego bólu i cierpienia jęknięcia. Jeszcze nie. Cholera, jeszcze nie. Skurcze dopadały ją coraz częściej i były bardziej intensywne. Ale wciąż miała trochę czasu. Kilka godzin. Wystarczyło tylko spokojnie, regularnie oddychać. To miało pomóc. I zdecydowanie nie miała zamiaru rodzić w samochodzie. Nie. Nie godziła się na to. I stanowczo nie miała zamiaru wypychać z siebie dziecka, kiedy nie było przy niej Willa. Ale kiedy Dale obiecał jej zachować wydarzenia z ulicy w sekrecie, Matilde poczuła się odrobinę lepiej. Co prawda wciąż zastanawiało ją to co o niej musiał w tym momencie myśleć, ale chyba bała się zadać to pytanie. O ironio, chyba nikt nie był w stanie gorzej o niej myśleć niż ona sama myślała o sobie.
Wydawało jej się, że wreszcie wszystko zaczęło się układać. Ale kiedy usłyszała dźwięk policyjnych syren i zobaczyła w bocznym lusterku ścigający ich samochód, zrozumiała, że wreszcie dopadła ją karma. Wcześniej nawet w to nie wierzyła. Uważała to za bzdury. Ale teraz…? Matilde zamknęła oczy, nie zważając na słowa Fowlera odnośnie pasów. Co jej było po pasach, skoro zaraz miała zginąć? Z ust Wallace ponownie wydobyło się pełne cierpienia jęknięcie. Ale musiała się wziąć w garść. Tak. Wierzchem dłoni wytarła wilgotne oczy, po czym obróciła głowę przez ramię, by ocenić sytuację.
– Jeśli będziesz wykonywał gwałtowne, ryzykowne manewry to ich zgubimy – powiedziała w końcu, rozglądając się za jakimiś bocznymi uliczkami. A kiedy jakaś pojawiła się w zasięgu jej wzroku, niemal od razu poinformowała o tym Dale’a.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-21, 16:55   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


To bardzo dobrze, że wyrobił sobie właśnie taką opinie. Przez to mniej ludzi próbowało się do niego zbliżyć, a co za tym idzie - nie było wiele osób, które mogły go skrzywdzić. To nie ważne, że zmienił się przez to wszystko co przeżył ostatnim czasem. Dobrze, że tak o nim myśleli.
W tej chwili nie liczyło się nic poza uratowaniem życia tej dziewczynie. Jej, oraz tej nienarodzonej istocie, którą nosiła pod sercem. Nie wiem, czy potrafiłby sobie wybaczyć, gdyby i tym razem zawalił.
Wracając do tematu ryp Cassandry... Niestety musiało tak być, a im wcześniej Matilde zda sobie z tego sprawę z tym lepiej. Znał ból po utracie kogoś bliskiego, doskonale również wiedział jak to jest odebrać życie takiej właśnie osobie. Został do tego już w swoim życiu zmuszony - podobnie jak ona przed chwilą.
Od samego początku jednak wydawała mu się silną kobietą, więc o ile nie jest to tylko maska... Poradzi sobie i z tym.
Zignorował jej odpowiedź na jego słowa. Huh, jakieś humorki ciążowe, czy coś? Dobra, może - ale tylko może - to być spowodowane tym, że pewnie za chwilę urodzi w kradzionym samochodzie w towarzystwie gościa, który nie ma pojęcia jak się odbiera poród.
Raz na jakiś czas zerkał na nią, z jego skroni spływały kolejne krople potu. Mocno dociskał gaz, wręcz do podłogi, ale pościg cały czas trwał. Zgubienie ich nie było wcale nie należało do prostych zadań.
Jeśli chodzi o pasy... Co ona, nie ogląda tych wszystkich filmików mających przekonać nas do ich zapinania? Cholera jasna, to bardzo ważna rzecz, ale... Chyba lepiej już jej nie drażnić, dlatego Dale nic się nie odezwał.
- Co Ty nie powiesz.. - mruknął cicho pod nosem, również trochę poirytowany. Być może udzielił mu się nastrój Matilde.
Słuchał jej uwag i skręcał w uliczki, które wybierała. Zacisnął mocniej palce na kierownicy, gdy wjechali na jedną z tych większych ulic. Zerknął w lusterko. Dalej byli tuż za nimi. Sięgnął jedną dłonią po broń i wybił szybę po swojej stronie łokciem, po czym za pomocą lufy pistoletu usunął kawałki szkła, które mogłyby go pokaleczyć.
Wyciągnął rękę przez szybę i wycelował w opony pierwszego samochodu, który pojawił się po ich lewej stronie. Samochód wpadł w poślizg, Dale oddał jeszcze kilka strzałów, udało mu się przebić opony jeszcze jednego auta. W paru słowach - spowodował za nimi karambol, zderzyło się ze sobą kilka samochodów. To powinno zatrzymać ich ogon. A przynajmniej na jakiś czas - być może wystarczy, by oddalić się na bezpieczną odległość.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-11-21, 20:43   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Była spanikowana i zestresowana, a skurcze nachodziły ją w coraz to krótszych okresach czasu. Gdzieś podskórnie czuła, że przy dobrych wiatrach to wszystko to była kwestia jednej, marnej godziny. Potrzebowała jak najszybciej znaleźć się w Chinatown. Potrzebowała mieć obok Willa. Ale to wszystko z każdą kolejną minutą się coraz bardziej komplikowało. Gdy przeszła ją kolejna fala bólu, z ust Wallace wydobyło się kolejne pełne cierpienia jęknięcie. To wszystko nie powinno tak wyglądać. Skupiła się jednak na tym, by co chwilę wyszukiwać jak najbardziej zawiłej i możliwie najlepszej drogi. Musieli się z tego jakoś wyplątać. To co ich ścigało nie miało wygrać tego pojedynku. Nie tym razem.
I było jej niesamowicie źle z tym jak zachowywała się w stosunku do Dale’a. W normalnych okolicznościach pewnie miałaby to całkowicie gdzieś, ale nie w tej sytuacji. Nie, kiedy już teraz zawdzięczała mu tak niesamowicie dużo. A przecież miał spełnić obietnicę. Miała mu zawdzięczać jeszcze o wiele, wiele więcej. Kiedy mężczyzna zaczął strzelać… to było ryzykowne zachowanie. Ale całkiem mądre. Przynajmniej na początku. Matilde w bocznym lusterku obserwowała zamieszanie na drodze, czując wewnętrzną ulgę, kiedy odległość między przeciwnikiem się zwiększała. Po raz kolejny skierowała Fowlerowi w boczną uliczkę, w którą po chwili skręcili. Byli już nie tak daleko Chinatown. Jeszcze tylko kilka przecznic. Kilka dużych skrzyżowań. Problem był jednak taki, że zwrócili na siebie uwagę. Mieli ich zaraz zacząć ścigać, szukać. Jakiś inny patrol, czy coś o wiele gorszego. A Matilde była w całkiem kiepskim stanie, a sprawne poruszanie wydawało się niemożliwe. Nie było dużo czasu, ale musieli coś zrobić.
– Zatrzymaj się – powiedziała, kiedy znaleźli się w jakiejś spokojniejszej okolicy. – Musimy jak najszybciej zmienić samochód – wyjaśniła, wskazując gestem głowy na zaparkowany na poboczu samochód. Musieli to zrobić, by bez problemu dotrzeć do Chinatown. Byli już niesamowicie blisko, nie mogli ryzykować. Wallace położyła dłoń na brzuchu, jakby chcąc nieco uspokoić swoje dziecko. Cierpiała. Niesamowicie cierpiała, ale była w stanie zrobić wszystko. I jeśli Dale zgodził się z nią co do planu, bez zastanowienia otworzyła drzwi samochodu i z trudnościami, ale determinacją dotarła do tego drugiego samochodu. Nie mogła myśleć o bólu. Nie mogła myśleć o tym, że coraz ciężej przychodziło jej stawianie kolejnych kroków. Musieli odjechać stąd jak najszybciej. Musieli odjechać, póki na horyzoncie nie pojawił się jeszcze ogon. I jeśli Dale włamał się do samochodu, dziewczyna bez zastanowienia zajęła miejsce pasażera, przekazując Dale’owi adres, pod którym miała się spotkać z Hopperem.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-24, 17:08   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dale był w stanie to wszystko zrozumieć. On akurat był pieprzoną ostoją spokoju, sam już nie wiem, czy to przez to, że jest takim cholernym bucem, czy przez coś innego... No, ale to przecież nie ważne. Najważniejsze, że potrafił to wszystko jakoś ogarnąć.
Nie miał pojęcia co zastanie w Chinatown, wiedział tylko, że muszą się tam dostać. Musiał jej zaufać, chociaż... Nie specjalnie mu się to podobało, ponieważ nienawidził być zależny od innych. Z drugiej strony jeśli tam jest ktoś, kto odbierze poród to chyba dobrze, ponieważ Dale raczej nie miał nikogo kto mógłby pomóc. Jeśli chodzi o jakąś nielegalną broń czy coś w tym stylu to nie było większego problemu, ale urodzenie dziecka, huh. No, tutaj nawet jego znajomości nic nie pomogą.
Blondyn z każdym kolejnym jękiem Matilde zaciskał mocniej palce na kierownicy. Oddychał powoli i głęboko, starał się zachować pełen spokój. Musiał realnie ocenić sytuację, musiał zrobić wszystko co w jego mocy, by ją stąd wydostać. I wiedział doskonale, że nie może dać ponieść się emocjom - ponieważ wtedy mogą stracić wszystko.
Jeśli chodzi o to jak Wallace się wobec niego zachowywała... Hej, serio - nie miało to większego znaczenia. Przecież miała prawo do tego, by tak się zachowywać, gdyby on był na jej miejscu, cóż... Prawdopodobnie by kogoś zamordował. Ekhm... No dobra, może złe porównanie biorąc pod uwagę to, co stało się parę chwil wcześniej. Nie ważne.
Cały ten manewr z poprzebijaniem opon jakimś cywilom okazał się strzałem w dziesiątke. A przynajmniej w dziewiątkę. Jego towarzyszka się odezwała i zupełnie jakby czytała mu w myślach - zaproponowała coś co sam zamierzał zrobić. Naprawdę był dla niej pełen podziwu. W tym stanie starała się jeszcze logicznie myśleć i wychodziło jej to naprawdę nieźle. Nie mam pojęcia, czemu oni wcześniej się nie zaprzyjaźnili czy coś... No, ale nic straconego - po tym wszystkim mogą nawet zostać bff, czy coś!
- Nie ten. Ten drugi. - rzucił zaraz po tym jak zaparkował ich auto i wysiadł z samochodu. Miał na myśli stojący obok trochę lepszy wóz - również nie rzucał się w oczy, ale był lepszej generacji i w razie problemów łatwiej będzie mu uciec przed bożeobynie pościgiem.
Włamał się w ciągu paru chwil i odpalił drugi już dzisiaj kradziony samochód. Wolno włączył się do ruchu, a wolną dłonią sięgnął do schowka. Wyciągnął z niego czapkę i okulary przeciwsłoneczne - czyli starter pack 'jestem cywilem' (Nie mogłem się powstrzymać xd). Założył to na siebie i jak gdyby nigdy nic opuścił szybę, po czym oparł na drzwiach rękę. Zimny łokieć jest, czapka jest, okularki są - czy teraz może im się nie udać?
Chyba szło nieźle, ponieważ bez większych problemów minął pierwszy z policyjnych wozów.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-11-24, 18:16   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Naprawdę było jej wszystko jedno, który wybiorą samochód. Po prostu chciała, by ten koszmar się skończył. Rozumiała, gdyby to był pieprzony film akcji – zabawa byłaby przednia. Ale nie w prawdziwym życiu. Nie w tych okolicznościach. Nie, kiedy faktycznie od tego wszystkiego zależało życie kilku osób. Miała nadzieję, że ten plan po prostu wypali. Kiedy zmieniali auto wszystko zależało od ułamków sekundy. Niby zyskali przewagę, zostawili za sobą bałagan, ale to naprawdę była kwestia czasu…
Teraz już nie tylko byli osobami, które najwidoczniej nie przypadły patrolowi do gustu. Nie. Teraz byli zbiegami, którzy spowodowali wypadek. Wallace z każdą kolejną sekundą traciła kontrolę nad swoim umysłem. Nieważne ja bardzo próbowała zachować resztki trzeźwości umysłu, to już nie było możliwe. Nie z tym bólem. Nie z tymi skurczami. Nie z kropelkami potu, spływającymi po jej skroni. Nie z kolejnymi wydobywającymi się z jej ust jękami. I kiedy mijali ten cholerny patrol… to był po prostu łut szczęścia. Nieważne na jaki genialny pomysł wpadłby Dale, nie umiałaby dłużej współpracować. Bardzo nie chciała odpaść z gry, bardzo nie chciała się poddać. Ale teraz… to już nie było od niej zależne. Jedyne co ją zdołało jeszcze uspokoić to mijanie kolejnych przecznic. Przecznic, które były tak cholernie znajome. I nawet jeśli chciałaby zaszczycić Fowlera jakąś luźną pogawędką, to nie była w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa.
Dopiero widok tego konkretnego budynku przyniósł jej chwilową ulgę. W Matilde jakby wstąpiły ostatnie siły, którymi była w stanie powiadomić Dale’a, gdzie dokładnie znajdował się parking. Sama właściwie nie dowierzała jakim cudem ten plan się powiódł. Jakim cudem bezpiecznie dojechali pod wskazany. Jakim cudem udało im się przeżyć…
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-11-24, 19:25   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Być może dla niej nie miało to znaczenia, ale w jego trochę popsutej głowie pojawił się plan i w nim był właśnie ten samochód. Tyle w temacie, o.
Tak, czy inaczej - byli coraz bliżej celu. Bez większych problemów mijali kolejne samochody. Niestety poruszali się trochę wolniej niż wcześniej. Nie mógł rozwinąć żadnych wyższych prędkości, ponieważ wzbudził by w ten sposób podejrzenia.
Przetarł wierzchem dłoni czoło z potu i odetchnął głębiej.
Od początku wierzył w to, że im się uda i jak widać na załączonym obrazku wiara działa cuda. Jeszcze tylko kawałek, jeszcze chwila i to wszystko się skończy.
I hej, wcale nie wymagał od niej żadnej luźnej pogawędki - chyba sam nie miał na taką siły, nie po tym wszystkim. Kto by pomyślał, że dzisiejszy dzień skończy się właśnie w taki sposób... Dobra, zaraz. Właściwie to on się jeszcze nie kończył. Dzisiaj miało wydarzyć się coś jeszcze. Oby nie w tym pieprzonym samochodzie.
Matilde wytłumaczyła mu w którym miejscu powinien się zatrzymać, a on uspokoił się trochę, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wreszcie udało im się zgubić pościg.
Nawet pozwolił sobie na zdjęcie jednej dłoni ze skrzyni biegów po to, by złapać ją na moment za ręke. Taki mały gest, ale chciał jej w ten sposób... Sam nie wiem - dodać siły? Może przekazać jej, że wszystko będzie dobrze, że w nią wierzy i zaraz będzie po wszystkim?
Puścił jej dłoń i zaparkował samochód. Otworzył drzwi i wyszedł z auta, pognał zaraz do niej, by otworzyć te od strony pasażera i pomóc jej się wydostać.
Nie miał pojęcia co dalej. Gdzie ją zaprowadzić i przede wszystkim - kim jest tajemnicza osoba z którą Matilde rozmawiała przez telefon? Co prawda miał pewne podejrzenia i jeśli one się sprawdzą to będą w domu.
- Niech Twój znajomy się pośpieszy... - rzucił krótko rozglądając się po okolicy.
~ I oby to był Will... - dodał w myślach.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-12-05, 19:37   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Chyba jeszcze nikomu nie zawdzięczała tak dużo jak Dale’owi. Nieważne, co o tym sądził. Nieważne, jakie pobudki nim kierowały. Miała wobec niego naprawdę spory dług wdzięczności i niezależnie od tego jaką osobą była, nie miała zamiaru o tym zapominać. Nigdy. A teraz… teraz szczęśliwie – choć panującej atmosferze było daleko do jakichkolwiek ciepłych emocji – ją dowiózł na miejsce. Chyba się nawet trochę uspokoiła. Przynajmniej ta jedna rzecz jej wyszła. Przynajmniej ta jedna rzecz im się udała. Przeżyli. Nieważne jakim kosztem, nieważne ile zła spowodowali po drodze. Po prostu – przeżyli. A to… to przecież było ich głównym celem.
Ten gest… Ten uścisk dłoni. Wallace przeniosła wzrok na mężczyznę, by po chwili tak po prostu skinąć głową. Szczerze mówiąc, kompletnie się tego nie spodziewała. Ale z jakiegoś powodu – to tak po prostu spełniło swoją funkcję. Z jakiegoś powodu poczuła się jakby faktycznie miało być dobrze. Może niekoniecznie dzisiaj, niekoniecznie w tym miesiącu. Ale ostatecznie… tak… chyba wierzyła, że wszystko się ułoży. A potem, tak po prostu resztkami sił wysiadła z tego pieprzonego samochodu i razem z Dalem poczekała na Hoppera, czy kogokolwiek, kto miał do niej przyjechać.

/zt x2
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-06-19, 18:40   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


02.06.2019 (niedziela) około 13:00

Downtown Seattle, jeden ze zjazdów z ekspresowej I5- ulicy szybkiego ruchu przecinającej niemal całe miasto z północy na południe. Normalnie wszystko działa bez zarzutu, ale dzisiaj jeden nieuważny kierowca wszystko zmienił. Coś poszło nie tak. Kot wyskoczył mu na drogę albo ptak narobił na szybę, nieistotne. Biały van zaczął hamować skręcając gwałtownie, w czym radośnie pomagała wciąż mokra po przedpołudniowym deszczu nawierzchnia i nadmiar towaru z tyłu. Kierowca jadącego tuż za nim autobusu próbował odruchowo ominąć tak powstałą przeszkodę, ale przez to walnął w zabezpieczenie po boku drogi przebijając je swoim pędem, wyrzucając przednie koła poza obrys konstrukcji i wbijając kabinę kierowcy w żelbetonowy słup wiaduktu, z którego ten zjazd prowadził. Był on na tyle blisko, by autobus zatrzymał się w takiej pozycji, ale zgrzyt metalu o beton nie wróżył temu stanu rzeczy długiej przyszłości. Na szczęście następni kierowcy już zorientowali się, że coś jest nie tak i stanęli.
Mary była w okolicy na zakupach. Dopiero dotarła w tę okolicę. Wysiadła przystanek wcześniej żeby się przejść chwilę. Korzystała z ostatniego dnia wolnego, jaki dał jej Nicholas. Ręka już się zagoiła. Na szczęście nie było to nic tak poważnego. Po wyciągnięciu jakiś dwóch małych odłamków i zaszyciu było cacy. Co prawda blizna wciąż trochę szczypała, ale nie było to na tyle poważne.
Nagły dźwięk hamowania i zderzenia przyciągnęły jej uwagę. Tak samo zresztą jak wszystkich na ulicy. Ruda ukryła się w bramie żeby wbić się w swój kostium superbohatera. Szczególnie trudne to to nie było. Włosy już związane, bluza na wierzchu, bo jednak nadal był trochę chłodek gdy wychodziła. Upewniła się, że plecak zamknięty i wyszła w miarę dyskretnie z klatki, by po chwili ruszyć w stronę wypadku. Przebiegła między zgromadzonymi pod wiaduktem gapiami od razu zahaczając jednego, wyglądającego na dość bystrego, by zrozumieć jej polecenie.
- Wezwij straż pożarną i pogotowie.- rozkazała swoim niemal boleśnie mocno zmienionym głosem, którym nie była w stanie mówić zbyt dużo bez zdzierania gardła. Widząc, że chłopak wyjął telefon i wziął się za dzwonienie do odpowiednich służb, dziewczyna odezwała się jeszcze do pozostałych -Odsunąć się! To nie jest stabilne!- krzyknęła po czym na jednym ze swoich glifów wleciała na górę żeby ocenić sytuację.
[Profil]
    [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6