Poprzedni temat «» Następny temat
The sadest thing about betrayal? It never comes from enemies
Autor Wiadomość
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-10-30, 19:17   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy biegła przez kolejne ulice. Nie mogła być pewna, co zastanie, kiedy w końcu wejdzie do ich mieszkania. Nie była w stanie namówić go, żeby zaczął się bronić. Nie była w stanie nic zrobić, dopóki nie znajdzie się na miejscu. Bał się o nią, nie chciał, żeby tutaj przychodziła... ale nie mogła mu pozwolić dać się po prostu zabić. Musiała coś zrobić, zwłaszcza jeśli uważał swoją siostrę za tak niebezpieczną. Nie mogła po prostu mieć nadzieję, że się opamięta. Shivali ułożyła nawet plan. Chciała cicho wkraść się do mieszkania i - chociaż nigdy nie trzymała broni - zabrać tą Jamesa, żeby wycelować w jego siostrę. Kazałaby jej się wynosić, dziewczyna nie miała pojęcia co by zrobiła, gdyby ta jej nie posłuchała... ale nie mogła jej po prostu pozwolić zabić Jamesa.
Zatrzymała się pod drzwiami, łapiąc oddech. Musiała wiedzieć czy da radę się przekraść, dlatego znowu zaczęła patrzeć oczami Jamesa, ale był już sam. Bogu dzięki, że był sam, nie ważne jak załamany był. Shivali weszła do mieszkania, już o niebo spokojniejsza, chociaż na pierwszy rzut oka widać było, że całą drogę biegła.
Widziała resztki stołu, widziała tą biedną, niczemu nie winną ścianę i krwawy ślad prowadzący do kuchni. Nie trzeba było mieć z Jamesem telepatycznej więzi, umożliwiającej patrzenie jego oczami, żeby domyślić się, gdzie go znajdzie. Dziewczyna w milczeniu poszła po apteczkę, zanim w końcu usiadła przy nim, cały czas równie zła o to, jak niewiele brakowało, żeby zginął i jak bardzo nic z tym nie zrobił. Zabrała mu butelkę z ręki i odłożyła ją gdzieś poza jego zasięgiem. Alkohol z pewnością był tym, co w tym momencie rozwiąże wszystkie jego problemy. Świetny pomysł, że natychmiast po niego sięgnął, na pewno poczuł się przez to lepiej. Cały czas w milczeniu, dziewczyna zaczęła się zajmować ranami na jego twarzy. Chyba nabawi się kolejnej blizny.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-10-31, 15:22   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Pogrążony w tych wszystkich depresyjnych rozmyślaniach kompletnie zamknął się na ich więź. Gdzieś tam w środku czuł, że Shivali za chwilę tutaj będzie, że jest zdenerwowana, że się o niego martwi, ale - jakkolwiek to zabrzmi - na chwilę obecną go to nie interesowało.
Zupełnie jakby wróciła do niego dawna cząstka jego osobowości, ta, która kazała mu wszelkie problemy zwalczać alkoholem w towarzystwie samotności.
W tej chwili pragnął tylko założyć po raz kolejny mundur i ponownie rzucić się w ferwor walki. Wtedy o niczym nie myślał, liczył się tylko palec na spuście, dobre oko i jak najwięcej martwych przeciwników.
Eh. Załamanie nerwowe było ostatnią rzeczą, której w tej chwili potrzebował. Warto także napomknąć, że w jego przypadku nie było to wskazane, ponieważ w takim stanie najczęściej popełniał błędy. Czasem mniejsze, czasem większe - ale prędzej czy później i tak zawsze żałował.
Kolejny łyk alkoholu, kolejna fala ciepła przetaczająca się przez jego przełyk. Zabawne, w tym wypadku nawet wódka nie chciała pomagać. Więc co?
Odpowiedź była bardzo prosta, ale oczywiście nie pojawiła się w jego głowie.
Potrzebował jednej konkretnej osoby.
No właśnie, a co z Tą osobą?
Najpierw ją usłyszał. Doskonale wiedział, że to właśnie ona, ale nawet nie podniósł wzroku.
Potem poczuł wyraźnie jej złość. Była na niego wściekła za to, że się nie bronił. Zdaniem Shivali powinien coś zrobić i... Cholera, pewnie - mógł do tego nie dopuścić. Dlaczego tego nie zrobił? Gdzieś w głębi duszy czuł, że powinien na to pozwolić Scarlett, że... Być może nawet na to zasłużył? Czy faktycznie nim był? Zdrajcą?
Shivali znalazła się obok niego i wyciągnęła mu z dłoni butelkę z jego prywatnym antydepresantem.
Sięgnęła dłonią do jego twarzy, a on... Złapał ją za nadgarstek. Być może nie zrobił tego mocno, ale zdecydowanie zbyt gwałtownie. Odsunął jej dłoń od swojej twarzy.
- Zostaw... - wybełkotał tylko. Chciał czuć, jak krew spływa mu po twarzy, chciał czuć to pulsowanie spowodowane rozcięciem.
Drugą dłonią sięgnął po butelkę. Potrzebował alkoholu. I bólu.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-10-31, 20:50   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Nietrudno się domyślić, że to wszystko nieszczególnie pomagało w uspokojeniu gniewu Shivali. Tak, czuła jak fatalnie miał się James. Ba, nawet chciała mu pomóc, chociaż najwidoczniej była jedyną osobą w pokoju, którą obchodziło w jakim on był stanie. Chciał dać się zabić! I na dodatek jeszcze nie uważał tego za taki zły pomysł. A teraz, kiedy mimo wszystko próbowała coś z tym wszystkim zrobić, on jej nawet nie pozwalał. Świetny pomysł James! Tak trzymaj! Alkohol na pewno pomoże w tym momencie! Po co miała go opatrywać, przecież wylizywał się z gorszych rzeczy w gorszych warunkach, co tam jakieś skaleczenia! Czy on przypadkiem nie miał złamanych żeber? Na dobrą sprawę powinien to zobaczyć lekarz, ale Shivali już widziała jak uda jej się zaciągnąć Jamesa do jakiegoś szpitala.
- Słuchaj - wycedziła. - Chcesz bólu? Świetnie, mogę cię kopnąć w jaja. Nie mam zamiaru sprzątać twojej krwi po całym mieszkaniu, więc pozwól mi się opatrzyć albo idź po wybielacz i zabierz się do roboty, zanim wszystko zaschnie. I zostaw tę cholerną butelkę - mówiła niesamowicie spokojnym głosem, powoli, niezwykle lodowato i... pewnie. Koniec końców, to była dziewczyna, która wygarniała oficerom DOGS co sądzi o ludziach strzelających do dzieci, kiedy została już z nimi sama, a oni wszyscy byli uzbrojeni.
Nie, James nie zostanie tutaj na podłodze i nie będzie się upijał. Nie, bo ona tak powiedziała. Albo pozwoli sobie pomóc, albo niech się bierze za coś produktywnego. Po dzisiejszym, będą mieli masę roboty. Jeśli wierzyć groźbą jego siostry, musieli się jak najszybciej wynieść. Może lepiej, żeby James nie wracał w ogóle do GC.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-11-01, 17:31   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


To prawda - to wszystko co robił James raczej nie sprzyjało poskromieniu złości Shivali, ale... W tej chwili to było na drugim planie. Właściwie wszystko zeszło na drugi plan - poza myślą, że stracił Scarlett. A przecież nigdy miało do tego nie dojść - od zawsze mieli siebie, byli cholerną rodziną, teraz...
Kurwa, Reynolds raczej nie należał do typu osób, które wiecznie dramatyzują. Gdyby jednak ktoś zobaczył go w tej chwili mógłby takie właśnie odnieść wrażenie.
I nie... To nie było wcale tak, że chciał dać się zabić. Był prawie pewien tego, że Scottie nie odbierze mu życia, ale czy był jakikolwiek sposób na to, by wyjaśnić to Shivali? Uhm... Chyba nie. A przynajmniej nie teraz.
Co do jego żeber, cóż... Całkiem możliwe, że zostały połamane.
- Ja... To nie tak... - wybełkotał tylko cicho, gdy Shivali skończyła mówić. Cholera, nigdy... Nigdy do niego tak nie mówiła, nie w taki sposób. Musiał jednak przyznać, że przyniosło to zamierzony efekt, ponieważ tak szybko jak sięgnął po butelkę... Tak szybko ją odstawił i puścił jej dłoń.
Szczerze mówiąc nie miał siły na nic - nie miał ochoty tu niczego sprzątać, ani się stąd wynosić. Do jego serca zaczęła się powoli wkradać obojętność. Chciał tylko mocno przytulić do siebie Shiv i zapomnieć o wszystkim innym.
Dobra.. Wiedział doskonale, że nie może sobie na to pozwolić. Nie ze względu na siebie, tylko ze względu na taką jedną Hinduskę, którą przecież obiecał bronić.
Więc, no. Wyjątkowo być może pozwoli jej opatrzyć swoje rany. I nie, wcale nie ma to nic wspólnego z tym, że naprawdę nie chciał jej bardziej denerwować.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-11-09, 21:37   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Tak, w zasadzie... Ona nigdy tak nie mówiła, do nikogo. W zasadzie nawet nie przeklinała. Po prostu była bardzo, bardzo zła i naprawdę zależało jej na Jamesie. Czy to normalne, że chciała równocześnie upewnić się że wszystko z nim w porządku i nawrzeszczeć na niego za to jakim był idiotą? Właściwie, sam to sobie zrobił - rękę nawet dosłownie - a ona po prostu chciała sprawić, żeby było choć trochę lepiej. Chociaż fizycznie, z tymi wszystkimi skaleczeniami, otarciami... Złamania żeber chyba bywały niebezpieczne, Shival nie była pewna, nie znała się na tym. Może powinna zacząć się znać? W końcu w świecie w którym żyli nie mogli być bezpieczni. Własna siostra zrobiła to Jamesowi, bo chronił mutantkę. Co gdyby Shivali nie wyszła na zakupy? Przecież nie mogła się spodziewać wizyty dziewczyny. Sama nie potrafiła walczyć, nigdy nie chciała. A co z tym, że skoro już raz ktoś wtargnął do ich domu, to mogło się powtórzyć? Nawet jeśli się przeprowadzą.
Kolejną myślą, która w nią uderzyła, było to, że to wszystko przecież było przez nią. Może nieświadomie, może nie chciała nic złego zrobić, może chciała żeby James się bronił... ale przecież mógł zginąć. To całe zamieszanie przez to, że chciał ją chronić. Bo ona była w pobliżu. Była mutantką. W tym kraju to było jak wyrok, zwłaszcza po tym jak wzięła udział w Marszu Pokojowym. I co najgorsze, to już nie dotyczyło tylko jej. Przecież na własne oczy widziała, co się stało z Jamesem, a gdyby GC naprawdę się dowiedziało... Musieli uciekać...
Dziewczyna w milczeniu opatrywała jego rany, nie chcąc na głos dzielić się wszystkim, co chodziło jej po głowie. James już miał w swojej wystarczający mętlik, wystarczy mu. Poza tym, poza tym całym zamartwianiem, chyba była ciągle na niego zła i nie miała ochoty rozmawiać. Dziwne, że jej emocjom nie przeszkadzało tak bardzo kłócić się ze sobą.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-11-10, 15:21   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


No to go zaszczyt kopnął, nie ma co... Właściwie to nie miał pojęcia, że Shivali jest w stanie mówić do kogokolwiek w taki sposób, a na pewno nie sądził, że kiedyś ją do tego sprowokuje. Z drugiej strony - czy mógł jej się dziwić? Wiedział doskonale, że znaczy dla niej tyle samo co ona dla niego. Czuł to, podobnie jak wiele innych emocji, które odczuwała ona. Być może faktycznie zachował się jak idiota i zasłużył na to, by na niego nawrzeszczeć?
Ona... Po prostu nie myślała tak jak on. James chyba uznał, że należało mu się to wszystko, że powinien pozwolić Scarlett na to wszystko. Gdzieś w głębi duszy faktycznie uważał się za zdrajcę i teraz pluł sobie w brodę - gdyby tylko powiedział jej o tym wszystkim wcześniej, przygotował ją jakoś...
Może wtedy to wszystko wyglądałoby inaczej, może by go zrozumiała.
To nie do końca tak - nie chronił po prostu mutantki. Chronił osobę, którą kochał, bez której nie wyobrażał sobie już życia. I gdyby trzeba było - oddałby za nią życie bez zastanowienia. Był tego absolutnie pewien, od jakiegoś czasu znaczyła dla niego tak wiele... Nawet nie umiał tego wyrazić słowami, ale przecież nie musiał. Wystarczy, że o tym pomyślał - tak, jak teraz.
No i może faktycznie Shivali powinna nauczyć się opatrywać poważniejsze rany. Przy nim może jej się to jeszcze przydać. Tak wiele blizn znaczyło już jego ciało, a teraz zyskał przynajmniej kilka kolejnych. Ciekawe, czy będzie jej się tak samo podobał z tym rozciętym ryjem, hmm.
Na chwilę obecną Reynolds nie myślał o ucieczce. Był po prostu rozdarty psychicznie - od dłuższego czasu nie wyrzucił z siebie wszystkiego co leżało mu na sercu. Właściwie... Nie pamiętał czy kiedykolwiek to robił. To wszystko co powiedział po części sprawiło, że zrobiło mu się lżej, ale myśl, że tak strasznie spierdolił relacje z siostrą nie dawała mu spokoju. Nie wiem co by w tej chwili zrobił, gdyby nie Shiv. Prawdopodobnie wpakowałby się w coś bardzo głupiego.
James cały czas czuł jej złość, co prawda została trochę przytłumiona przez troskę, ale dalej była wyraźnie wyczuwalna.
Podniósł dłoń do jej twarzy, przesunął palcami po jej policzku i wbił w nią spojrzenie. Nie musiał właściwie nic mówić, ale jednak się odezwał.
- Przepraszam... Przepraszam Cię... - wychrypiał słabym głosem. Był wykończony, po prostu zmęczony tym wszystkim. Dlaczego jego życie musiało być ciągłą walką? Nawet, gdy wreszcie zrobiło się lepiej... Minęło parę chwil i wszystko musiało się spieprzyć.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-11-21, 23:01   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Tak, chyba stanowczo powinna się bardziej zainteresować opatrywaniem ran. Mogłaby to nawet robić na odległość, z wykorzystaniem swojej mocy. Przecież mogłaby być wtedy zawsze w stanie pomóc swoim bliskim, a po tym co się wydarzyło tego dnia... Wiedziała, że musi być na to gotowa. Gdyby Jamesowi stało się coś naprawdę złego, gdyby nie miała czasu dzwonić po karetkę, musiałaby działać od razu... Czy dałaby radę? A przecież wiedziała, jakie życie prowadził James. To mogłoby się wydarzyć w dowolnym momencie, daleko od ich domu albo właśnie tutaj. Powinna być przygotowana, kiedy to się w końcu stanie.
Ale najlepiej było jak najbardziej to odwlec w czasie. Nie pozwolić, żeby kłopoty znalazły ich w domu... więc musieli się przenieść. Może James powinien z tym wszystkim w końcu skończyć, w końcu kiedy tylko GC się dowie kim dla niego była... Nie mogła na to pozwolić, a teraz kiedy jego siostra o wszystkim wiedziała... Shivali nie mogła wiedzieć, co ona zrobi. Może powinni się przenieść do innego miasta, zmienić nazwiska. Może gdyby zgłosiła się do szwedzkiej ambasady dałaby radę uciec z kraju, ale co wtedy z Jamesem? Dałby radę wyjechać, kiedy granica była tak dokładnie sprawdzana? Był człowiekiem, ale relacje Ameryki z Europą nie mogły być gorsze.
Kończyła zajmować się jego twarzą, kiedy poczuła dotyk na swoim policzku. Nagle zrobiło jej się po prostu niesamowicie przykro. Tak bardzo się o niego bała, kiedy tutaj biegła...
- Po prostu nie daj sobie nic zrobić, okay? Nie dałabym rady bez ciebie - powiedziała cicho, sięgając do jego dłoni i zaplatając ich palce. Tak bardzo chciała się po prostu do niego przytulić... ale nie mogła. Jeszcze nie. - Jakiś lekarz powinien zobaczyć twoje żebra - dodała. Powinni to sprawdzić, choćby sama miała g zaciągnąć na pogotowie.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-11-24, 16:18   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Oby nigdy więcej taka umiejętność nie była jej potrzebna. Reynolds oczywiście nie planował takich incydentów w przyszłości, ale wszystkiego nie mógł przewidzieć. Zwłaszcza, gdy prowadzi się taki tryb życia jak on. Nie miał pojęcia co stanie się w ciągu kilku następnych minut, a co dopiero spojrzeć dalej w przód...
Wiedział jednak na pewno, że ze wszystkim sobie poradzi. Przecież musiał, nie mógł odejść - nie teraz, gdy jego życie nabrało większego sensu. Wreszcie pojawił się ktoś, kto sprawił, że poczuł się kimś. Jak mógłby ją zostawić?
Ucieczka z miasta... Jasne, to brzmi jak plan, ale czy mogli tak po prostu to zrobić? Problem był taki, że Reynolds był zbyt mocno wciągnięty w to wszystko. Gdyby odszedł... Cóż, możliwe, że do końca życia musiałby się oglądać przez ramię.
Był jednak gotów jej na to pozwolić. Nie ważne jak strasznie cierpiałby po jej stracie - chodziło o jej bezpieczeństwo. Nie mógł pozwolić, by cokolwiek jej się stało, ponieważ sam by tego nie przeżył. Czuł obowiązek chronienia jej przed wszystkimi i przed wszystkim. Nawet jeśli miałoby to oznaczać, że muszą się rozstać musi zapewnić jej bezpieczeństwo. To dla niego sprawa priorytetowa.
Spojrzał jej prosto w oczy, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się do góry. Zacisnął mocniej palce na jej dłoni i przez parę chwil nic nie mówił. Przyglądał się jej i po raz kolejny uświadomił sobie, że Shivali jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Serce mu się krajało, gdy widział ją w takim stanie - zmartwioną, smutną. Gniew już chyba z niej uchodził, a przynajmniej na razie. No, może uda mu się jej już dziś nie zdenerwować...
- Nie zostawię Cię... - wyszeptał. Z pewnością nie były to puste słowa, sam mocno w to wierzył i zamierzał zrobić wszystko co w jego mocy by tak właśnie było.
No, ale jak miał jej nie wkurzać, skoro już zaczęła z jakimiś lekarzami.
- Nie... Nie dzisiaj. Mam zaufanego lekarza, skontaktuję się z nim, ale już nie dziś... Wytrzymam. Nie jest tak źle, prawie nie boli. - w tej chwili akurat można śmiało stwierdzić, że łże jak pies. Bolało - przy głupim oddychaniu cierpiał, ale było to do wytrzymania. Czy mieli doczynienia ze złamaniem? Chyba nie, może jakiś mocny obrzęk... Chociaż kto wie.
Wyciągnął do niej drugą rękę chcąc przyciągnąć ją do siebie i przytulić. Tylko tego teraz pragnął. Zamknąć cały swój świat w ramionach i nie puszczać. Trzymać ją blisko siebie i nie zwracać uwagi na nic, niczym się nie martwić.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-12-13, 18:34   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


I co ona miała z nim zrobić? Chyba nie była zbyt dobra we wściekaniu się na innych. Po prostu… Będą musieli znaleźć jakiś sposób, żeby to wszystko teraz jakoś ułożyć. To jak James się czuł z tym wszystkim co się stało, jego rodzinę, ale też całe ich życie! Ich dom, ich poczucie bezpieczeństwa… choć może, tym razem chodziło po prostu o nią. Zamieszkała z Jamesem właściwie przez przypadek, była w tragicznej sytuacji i nie miała nikogo innego do kogo mogłaby się zwrócić, wtedy jeszcze nawet nie mieli pojęcia, że to wszystko wypali. Została u niego jedną, drugą noc, zaczęli się przyzwyczajać do swoich codziennych rutyn, ona dostała fałszywe nazwisko, znalazła jakąś drobną pracę, gdzie nikt nie będzie sprawdzać kim właściwie była… Pozwoliła sobie poczuć się bezpiecznie, jakby życie tam na zewnątrz nie było nieustannym pasmem nieszczęść. Jakby nigdy nie trafiła do DOGS, jakby Lizzie nigdy nie zginęła… Jasne, angażowała się w pomoc innym mutantom, nie o to chodzi! Rzecz w tym, że po raz kolejny zapomniała, że to dotyczyło też jej. Że w dowolnym momencie GC mogło trafić na jej trop - na trop jej bliskich - i chcieć zrobić im krzywdę. James był dla nich zdrajcą! Przecież Shivali czytała w gazetach o tym jak traktują takich jak on, a przecież on codziennie wchodził do ich siedziby, codziennie mógł pakować się w pułapkę. Co jeśli następnym razem będą na niego czekać, przygotowani. Przecież nie da rady go stamtąd wyciągnąć!
- Musisz z tym skończyć - zaczęła cicho. - Z GC - doprecyzowała. Zbyt dużo ryzykował teraz, kiedy tutaj mieszkała. Musiał rozumieć czemu mu o tym mówiła. Nie zniosłaby, gdyby coś mu się przez nią stało i miała tylko dwie opcje, żeby zmniejszyć na to szanse. Albo on tam ciągle przestanie się wpakowywać… albo ona będzie musiała zniknąć, tak żeby już więcej nie ściągać na niego zagrożenia.
A te słowa Jamesa… One naprawdę wiele dla niej znaczyły. Potrzebowała go, bardziej niż kogokolwiek wcześniej. Za każdym razem jak przypominała sobie o tym jak dzisiaj mogło być blisko coś niesamowicie mocno ściskało jej gardło, a w jej oczach zaczynały pojawiać się łzy.
- Ja dosłownie czuję, jak cię boli, James - odpowiedziała mu na te jego jakże męskie słowa o tym, że absolutnie nie potrzebuje lekarza, próbując wrócić do tego wcześniejszego, nieco bardziej imponującego tonu, ale z dość marnym skutkiem. Chyba była już na niego za mało zła i zbyt mocno wracały do niej te wcześniejsze emocje, żeby to jej teraz dobrze wyszło. Choć z drugiej strony… absolutnie się na tym nie znała, a to najpewniej nie był pierwszy raz, kiedy James był tak poobijany. I może faktycznie miał rację, że to nie było tak pilne? Shivali nie była w stanie stwierdzić co było bardziej niebezpieczne, bezczynne czekanie czy wysyłanie go do szpitala, gdzie kto wie, kogo spotkają… Zdecydowała się mu zaufać. - Pierwsza rzecz którą zrobisz jutro, okay?
Chętnie dała się przyciągnąć bliżej, czując silne ramiona Jamesa wokół swojego ciała - jak jakieś dziwne potwierdzenie, że wszystko jeszcze będzie dobrze. Mogłaby już tak zostać, po prostu się tym wszystkim nie martwić i liczyć, że wszystko po prostu jakoś się ułoży... ale nic by się nie ułożyło. Jeśli to miało się dla nich dobrze skończyć, musieli sami o to zadbać, świat nie był bajką, chociaż niektórzy mieli magiczne moce.
- Musimy poszukać sobie innego miejsca - odezwała się po chwili milczenia. Gdzieś, gdzie nie będą musieli martwić się o niezapowiedziane wizyty. Przynajmniej za drzwiami domu powinni być bezpieczni.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-12-19, 20:44   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Szczerze, to nie mam pojęcia co powinna z nim zrobić. Nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie, ale wiem na pewno, że Shiv trafiła na dość ciężką osobę.
Do niego kompletnie nie potrafiło dojść - mimo tak długiego czasu - że komuś na nim naprawdę zależy, że ktoś może się o niego tak cholernie troszczyć. Nigdy w życiu nie martwił się tak naprawdę o siebie. Zawsze walczył za coś, za kogoś. Za swój kraj, za kolegów - by wyszli z tego cało, później za ideały organizacji do której dołączył. Nie myślał o sobie i to mu niestety zostało do tej pory pomimo zmiany tak wielu poglądów. Zmieniał się przy Shivali na lepsze, to był fakt, ale nie można przecież liczyć na to, że pozbędzie się starych przyzwyczajeń, że całkowicie zmieni myślenie. Nie tak od razu.
To, że znaleźli się pod jednym dachem faktycznie było zupełnym przypadkiem, czymś, co nigdy nie powinno się zdarzyć. Reynolds nigdy nie przypuszczałby, że to wszystko potoczy się w taki sposób, a jednak był wdzięczny losowi za to wszystko. I był wdzięczny jej. Za wszystko, za to, że postanowiła z nim zostać. Mimo tego co widziała, mimo tego jakim był człowiekiem i jak strasznych czynów się dopuszczał ona nie odpuszczała, trwała w tym całym bagnie. Była obok, a teraz? Teraz coś jej zagrażało. To znaczy... Jasne, była mutantką, właściwie ciągle jej coś zagrażało, ale teraz to... To było coś zupełnie innego. Bał się tego co może zrobić jego własna siostra. Gdyby ją znalazła, a jego nie byłoby w pobliżu... Nie chciał nawet o tym myśleć.
Był zdrajcą. Cholernym zdrajcą, zachował się jak jakiś zakochany szczeniak, zdradził wszelkie swoje wartości dla jednej kobiety.
Ale... Odpowiadało mu to. Tylko tego teraz pragnął - nie liczyło się już nic poza nią, liczyły się tylko chwile spędzone w obecności Shivali. Nawet jeśli miał porzucić swoje poprzednie życie. Tak strasznie nie chciał pozwolić jej odejść, ale wiedział, że może być do tego zmuszony. Jej bezpieczeństwo było najważniejsze. Cholera... Tyle niedopowiedzeń, tyle pytań bez odpowiedzi. Najważniejsze z nich to:
"Co dalej?

- Masz rację. Powinienem... Nie mogę jednak odejść z dnia na dzień, nie wiesz jak to jest, to... Skomplikowane. - wymamrotał odwracająć wzrok. Nie chciał się w to bardziej zagłębiać. Kiedyś to zostawi. Musiał to zrobić dla niej, przede wszystkim dla niej.
W tej chwili oni po prostu potrzebowali siebie nawzajem i musieli to przetrwać. Reynolds nigdy nie powiedziałby tego na głos, ale nie miał pojęcia jak sobie poradzi bez niej. Przez ten czas, który spędzili razem... Stała się dla niego motywacją, by dalej walczyć. Dawała mu siłę i przede wszystkim stała się częścią jego samego. Bez niej... Nie chciał nawet o tym myśleć, nie teraz.
- Nie jest tak źle.. - mruknął wymijająco mając na myśli ból, który odczuwał. Przeważnie był dobrym kłamcą, ale nie przy niej. Tak, czy inaczej miał nadzieję, że to przejdzie. I wcale się nie mylił, ponieważ już parę chwil później Shivali wyraziła zgodę na to, by odłożyć lekarza na jutro. I całe szczęście.
- Okay. Jutro się tym zajmę. - przytaknął, a po chwili już trzymał w ramionach cały swój świat i cały ten ból, całe to zdarzenie, to wszystko odeszło gdzieś w niepamięć. Ułożył się nieco wygodniej na podłodze zmuszając tym samym ją, by oparła się na nim. Objął ją nieco mocniej i oparł brodę na jej głowie. Przymknął oczy i wciągnął głębiej powietrze do płuc.
- Znajdziemy coś. Nie przejmuj się tym teraz, ukryję nas. Jestem w tym całkiem dobry. - wyszeptał. Pragnął tylko ciszy, ciszy przerywanej ich oddechami i niczym więcej. Przesunął delikatnie palcami po jej ręce.
- Hej... Będzie dobrze. Wszystko się ułoży, prawda? - potrzebował potwierdzenia. Musiała w to wierzyć tak samo jak i on.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2019-01-24, 02:00   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


- Oni cię zabiją, James - odpowiedziała, nie mogąc zapanować nad łamiącym się głosem. W momencie, kiedy tylko ludzie, z którymi pracował, z którymi ryzykował życiem, dowiedzą się że pomagał mutantce, był martwy. Jego siostra musiała o tym wiedzieć, a Shivali nie miała pojęcia, co siedziało jej w głowie. Może wyrzeczenie się brata będzie dla niej zbyt trudne, żeby mogła o tym powiedzieć komukolwiek. Może będzie tylko zbyt trudne, żeby mogła go sama zabić, więc powie o tym innym. Może po prostu była rozsądna i wolała wrócić z oddziałem, żeby na pewno nic jej się nie stało.
Shivali próbowała się łudzić, że były jeszcze inne scenariusze, że to nie musiało się tak tragicznie kończyć… ale nie potrafiła ich sobie wyobrazić. Nawet jeśli GC uznałoby, że James nie był zdrajcą, że to wszystko jej wpływ - w końcu była telepatką - to ona skończyłaby martwa, a James by tego po prostu nie zostawił, ciesząc się że chociaż jemu udało się przeżyć. Próbowałby ją pomścić, a oni by go zabili. Może parę miesięcy później, ale obydwoje kończyli martwi. To nie było rozwiązanie. Nie mogli tego ukrywać w nieskończoność, każda tajemnica prędzej czy później wyjdzie na jaw, a Shivali nie mogła pozwolić, żeby to się tak dla nich skończyło. Przecież zasługiwali na swoje własne szczęśliwe zakończenie. Nie mogli tak bardzo ryzykować, nie ważne co myślał James. To była dosłownie kwestia życia i śmierci! Martwił się co się z nią stanie, próbował jej zapewnić bezpieczeństwo, ale co z nim? Kto miał o niego zadbać, jeśli nie ona? Nie powinni nigdy być w tak chorej, chorej sytuacji, żyć w kraju gdzie mogą zginąć przez to kim są czy z kim mieszkają - ale byli. A Shivali miała zamiar o niego walczyć, nawet jeśli on sam już dawno odpuścił tę sprawę.
Czy on się kiedyś nauczy, że przy niej nie musiał - a nawet nie mógł - niczego ukrywać? Martwiła się, zwłaszcza że próbował udawać, że wszystko w porządku i musiała na nim wymusić, żeby w ogóle zobaczył go jakikolwiek lekarz. Z drugiej strony, on za bardzo się nie martwił, a przynajmniej nie tym. Będzie mieć bliznę, ale fizycznie chyba wszystko było w porządku. Teraz trzeba było tylko pomóc mu to wszystko poukładać sobie w głowie i odnaleźć się w tej całej sytuacji. Pomijając już wszystko, co się stało, to że mógł zginąć, że musieli się ukrywać... w pewnym sensie stracił dzisiaj siostrę, jedną z niewielu osób, które ciągle były jego rodziną.
Obydwoje siebie niewiarygodnie potrzebowali w tamtym momencie. Shivali nigdzie nie czuła się równie bezpiecznie jak przy nim, kiedy przyciskała policzek do jego klatki piersiowej, palcami muskając jego ramię. Wszystko waliło im się na głowę, ale jakimś cudem w tamtym momencie potrafiła udawać, że wszystko było w porządku. Ba, chyba nawet potrafiła uwierzyć, że będzie. Wiedziała, że James coś wymyśli, potrafił sobie radzić w takich sytuacjach, kiedy ona spanikowana nie miała pojęcia co w ogóle zrobić. NIgdy nie znała takiego życia, gdyby nie tamten marsz pokojowy to pewnie nigdy by go nie poznała. Teraz próbowała się nauczyć jak żyć, kiedy ktoś na zewnątrz pragnie twojej śmierci, a ty musisz ukrywać kim jesteś, łącznie nawet z imieniem. Jeśli musiała przez to przechodzić, miała szczęście, że James był z nią. Wiedziała, że zrobi wszystko, żeby była bezpieczna. Tylko czy ona potrafiła upewnić się, że jemu nikt nie zrobi krzywdy?
- Wszystko się ułoży - powtórzyła cicho za nim. Przecież musiało. Świat zawsze znajdował jakiś sposób, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6