Poprzedni temat «» Następny temat
Mieszkanie #1
Autor Wiadomość
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-28, 22:28   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Obserwując poczynania chłopaka, oparła się nieco wygodniej o zimną ścianę, przy której siedziała, choć - tak całkowicie prawdę mówiąc - jakakolwiek pozycja nie byłaby w tym wypadku prawdziwie wygodna. Kręgosłup Maysilee zdawał się aż prosić o to, by podłożyła pod plecy jakąkolwiek, nawet najcieńszą poduchę, jednak ta wyraźnie nie znajdowała się w zasięgu wzroku dziewczyny. I choć Maya niewątpliwie już poprosiła Thomasa o udostępnienie jej długopisu, zatem najpewniej mogła spytać także o poduchę... Nie zrobiła tego.
Zwyczajnie nie chciała być niemiła, a wygląd tego miejsca sugerował, iż dużo bardziej prawdopodobne było spanie na zwiniętych swetrach czy innych kawałkach materiału, jakie widziała rzucone w jednym kącie, niżeli na prawdziwych poduchach. Gdyby o tym wiedziała, gdyby w ogóle go wcześniej znała, zapewne coś by mu przyniosła. Nie było to dla niej przecież większym problemem niż przemycanie leków albo środków higieny. Złapała się nawet na tym, iż odnotowała sobie w głowie to, by spytać go o potrzebne rzeczy, nim opuści jego mieszkanie. Tak po prostu. Za udzielenie dachu nad głową, kiedy tego potrzebowała. Przysługa za przysługę, jakakolwiek męska duma nie powinna na tym ucierpieć.
Teraz jednak skupiła się na aktualnej rozmowie, dziękując mu skinięciem głowy za przyniesiony długopis i zapisując adres na kartce. Być może nie mieszkała tam na co dzień, jednak dalej podnajmowała niedużą kawalerkę na obrzeżach - nieustannie od czasu pierwszego odejścia z Bractwa, do którego obecnie wróciła. Powrót nie oznaczał jednak braku konieczności posiadania czegoś swojego. Po prostu chciała mieć własny kąt, nawet jeśli częściowo pusty i niezamieszkany. To było coś tak bardzo innego od surowych, grubych murów siedziby mutantów... Dawało jej poczucie bycia w domu - niepełne, ale jednak. Między innymi dzięki temu znajdowała w sobie siłę, by dalej iść z uśmiechem przez życie.
- Jesteś dobry. - Odparła, patrząc mu prosto w oczy. - A przynajmniej ta wersja ciebie. - Poza fatalnym epizodem, nie zrobił jej przecież krzywdy. Był stosunkowo miły i pomocny, a to niewątpliwie o czymś świadczyło. Podsuwając mu karteczkę z adresem, ponownie się uśmiechnęła.
- Wszystko byłoby o wiele łatwiejsze. - To mówiąc, nie przestała się uśmiechać, jednak w wyrazie jej twarzy pojawiła się jakaś melancholia, coś... Nostalgicznego i nie do końca radosnego. W końcu naprawdę by tego chciała. Tej prostoty związanej z odnalezieniem kogoś, na kogo powrót nieśmiało się czekało. Przez chwilę miała nawet takie wrażenie, jednak ono bardzo szybko minęło... I pozostała pustka. Powoli zapełniana, ale pustka. - Czy to nie zabawne? Na swój sposób tragikomiczne. To mogłabym być ja. To mógłbyś być ty, ale tak nie jest.
Jeśli kiedykolwiek zastanawiała się nad kolejami losu i jego złośliwościami, to była pora, by stwierdzić, że życie naprawdę potrafiło być wredne. Potrzebowało się czegoś, chciało się tego, miało na wyciągnięcie ręki, jednak ostatecznie okazywało się, iż to była tylko ułuda. Coś podobnego, jednak nie tak, by zastąpić prawdziwy obiekt tęsknoty.
I mimo że mimowolnie zwracała się ku substytutowi, musiała na to uważać. Musiała zwracać uwagę, aby znowu nie uwierzyć w to, iż miała do czynienia z kimś, kim Thomas niewątpliwie nie był. Chciała mu pomóc, wesprzeć go, ale nie przekraczając granicy pomiędzy jawą a snem. Jeśli mieli się zaprzyjaźnić - choć było chyba za wcześnie na podobne myśli - musiała pamiętać, że to z nim miała to zrobić. Nie z Jensenem, z Walkerem. Byli tak łudząco podobni... A to bywało złudne.
Nie odpowiedziała już na jego kolejne słowa. Posłała mu tylko dosyć nieobecny uśmiech, siedząc w ciszy do czasu, kiedy nie przeszli do działania. Przyglądała się Thomasowi w zaciekawieniu, obawiając się mrugnąć, by czegoś nie przegapić. To było zarazem wyjątkowo interesujące, wręcz fascynujące, jak i sprawiało, że z minuty na minutę zaczynała coraz bardziej się stresować. A kiedy Thomas wpadł w ten dziwny trans... Nie mogła powstrzymać się przed tym, by pomachać ręką w jego kierunku... Nie zareagował...
Ani za pierwszym razem, ani za jakimkolwiek kolejnym. Mijały minuty, a Sally zaczęły drętwieć nogi. Podniosła się zatem z podłogi, zaczynając robić jak najcichsze rundki wokół pomieszczenia. Nie chciała szperać Walkerowi po mieszkaniu, dlatego ograniczyła się do tego jednego pokoju, w którego podłodze zaczynała wydeptywać ścieżkę, od czasu do czasu zatrzymując się na rozciąganie. Wyjęła też wreszcie zegarek, by w nerwach obserwować, jak pięć minut zmienia się w kwadrans, a kwadrans w pół godziny... Po czterdziestu pięciu minutach nie wiedziała już, czy nie powinna czegoś zrobić. Czy to tak miało być? Nie powiedział jej, jak to wyglądało...
Nie spodziewała się jednak czegoś tak... Gwałtownego...
Nagle wszystko zaczęło dziać się w zatrważająco szybkim tempie, a ona dosłownie dopadła do trzęsącego się chłopaka, w pierwszej chwili znowu nazywając go Toby. Dopiero w kolejnej, całkowicie nie przejmując się złamaniem jakiegokolwiek kręgu, spróbowała podłożyć mu szybko ściągnięty sweter pod głowę, jednocześnie usiłując jakoś go ocucić.
- Thomas? Thomas?! - Panikowała. Jak cholera... Nie chciała zabić człowieka!
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-11-01, 19:32   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiedział nawet dlaczego to tak wiele dla niego znaczyło. Ale te jej słowa, to jak była przekonana o jego dobroci sprawiły, że Thomas poczuł przyjemne ciepło w środku. Chyba nawet nie potrafił tego wytłumaczyć, po prostu w tym świecie, w którym człowiek gotował drugiemu człowiekowi piekło… to był chyba najlepszy możliwy komplement. Walker odwrócił na moment wzrok, by na moment spuścić wzrok na okruszki po niedawno zjedzonej kanapce, po czym wyrzucił z siebie ciche:
– Nie, to ty jesteś dobra – a on? On jeszcze kilkanaście minut temu posłał ją na ścianę, prawdopodobnie przyczyniając się do powstania nieprzyjemnych zadrapań i siniaków. Chłopak przełknął cicho ślinę, powoli podnosząc wzrok na jej twarz. – Nie powinnaś tutaj przychodzić.
Może nie zabrzmiało to zbyt przyjemnie, ale taka była prawda. Dziewczyna powinna na siebie o wiele bardziej uważać. Nie zamierzał jej robić krzywdy. Ale ktoś inny mógłby, prawda? Nie chciał, by spotkało ją coś złego. A ona była tak cholernie naiwna i łaskawa… Walker potrząsnął tylko głową, chcąc odgonić od siebie te wszystkie myśli. Nie wiedział, kiedy właściwie stał się wobec niej taki opiekuńczy. Znali się raptem pół godziny.
– Nie godzę się z takim losem – powiedział prosto z mostu. Potrzebował to zrozumieć. Jakoś nie kupował takiego przypadku. To mogli być oni. I to byli oni. Po prostu oboje tego nie pamiętali. To było jedyne sensowne wytłumaczenie. I… I Thomas nie przyjmował innego. W tym momencie za wszelką cenę chciał po prostu zmienić kolej rzeczy. Chciał, by oboje się o tym przekonali. Czy to naprawdę było aż takie złe?
Najpierw jednak musiał jej jakoś pomóc. I pomagał, czyż nie? Naprawdę pomagał. To dla niej krążył po tym dziwnym świecie ciemności, wyszukując kompletnie obcych sobie ludzi… Nie spodziewał się jednak, że skutki używania mocy będą aż takie tragiczne. W jednym momencie po prostu krew zaczęła lecieć mu z nosa, a potem dostał atak epilepsji, niemal nie zadławiając się własnym językiem. Jego kontakt z rzeczywistością był równie ograniczony co w trakcie transu, nie wiedział więc jakim cudem wyłapał to cholerne Toby. Ale z jakiegoś powodu to zaczęło przebijać się do jego świadomości. Zaczęło powodować, że drgawki się uspokajały. Nie wiedział co właściwie działo się w tym cholernym czasie. Nie wiedział nawet ile minęło. Ale nagle przez jego sine usta wydobył się gwałtowny odgłos, a jego oczy powoli się otworzyły. Był cholernie skołowany. Nie wiedział co się działo. Nie wiedział nawet gdzie jest. A poruszenie jakąkolwiek kończyną w tym momencie wydawało się luksusem. Po prostu wciąż leżał niemal sparaliżowany, a z jego ust wydobyło się łamliwe i chrapliwe: – Maisie?
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-11-01, 21:52   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Słysząc kolejny komplement, który - bądź co bądź - naprawdę sprawiał, że się rumieniła, musiała jednak niesmacznie pokręcić głową. Nie uważała się za kogoś na tyle dobrego, by być tak nazywaną. Owszem, starała się robić dobre rzeczy, ale czy to czyniło z niej kogoś lepszego od każdego normalnego - ani złego, ani dobrego - człowieka? Niektóre jej poczynania były wręcz fatalne, czego wielokrotnie żałowała. Szczególnie własne tchórzostwo sprawiało, iż czuła się ze sobą kiepsko. Nie nieustannie, ale jednak stosunkowo często. Z niego zaś wynikało dużo innych rzeczy... Czasem także korzystnych, nie mogła temu zaprzeczyć. Na przykład, cóż, była tutaj... Właśnie w tym miejscu i właśnie z Thomasem, chcąc pomóc mu znacznie bardziej niż jakiemukolwiek innemu człowiekowi, ponieważ coś w nim przypominało jej o tamtym wieczorze, gdy w panice opuściła najlepszego przyjaciela. Instynktownie chciała odkupić chociaż część win. To zaś faktycznie było dobre. Samo w sobie, ponieważ nie czyniło z niej dobrego człowieka... Równało tylko część win i wyrzutów sumienia. Aczkolwiek Maysilee i tak czuła się wyjątkowo mile skomplementowana, nawet jeśli jego późniejsze słowa zabrzmiały odrobinę upiornie.
- Chciałam i nadal chcę tu być. - Niczego nie była aż tak bardzo pewna. Chciała przysłużyć się czemuś większemu, nawet kosztem ryzyka, jakie ponosiła podczas pobytu w DOMu. Musiał to zrozumieć, nawet w małym stopniu. W końcu on sam pewnie też nie siedziałby w miejscu, gdyby wiedział, że ktoś inny, ktoś wart ryzykowania go potrzebował. Właśnie w tej chwili, bez niepotrzebnego zwlekania, bowiem ono przynosiło wątpliwości. - Poza tym obiecałam, że ci pomogę. - Przypomniała, choć nadal nie do końca wiedziała, jak niby mogłaby w czymkolwiek go wesprzeć.
To on ją kojarzył. Griffith się wyłącznie wydawało i to tylko na samym początku, zaledwie przez ułamek sekundy, nim nie postanowił wyprowadzić jej z błędu. I nawet jeśli wciąż wyjątkowo mocno zastanawiało ją to, o co chodziło w tej całej sprawie... Skoro miał tak dużą pewność, co do tego, jak się nazywał, nie mogła tego otwarcie kwestionować. Zdarzało się, że ludzie wyglądali podobnie. W tym wypadku także mogło chodzić o jakiś wyjątkowo przykry zbieg okoliczności, nawet jeśli chciałaby, aby było inaczej. Przyjęłaby to z otwartymi ramionami, bez jakichkolwiek nadmiernych prób wyjaśnienia sytuacji... Byleby tylko. Ale niestety... Niestety nie miało być tak łatwo.
- Nic z tym nie zrobisz. - Westchnęła cicho, przyglądając mu się kątem oka. Miała potrzebę - naprawdę mocną i uporczywą - chwycenia go za rękę. Przejechania palcami po stwardniałej, szorstkiej skórze, muśnięcia ciepłego naskórka, zwyczajnego dotyku. Nim sama się obejrzała, ostrożnie i bez słowa znowu wyciągnęła ku niemu dłoń. - Znasz swoje imię, swoje nazwisko... A to nie pozostawia zbyt wielu złudzeń.
Cóż, przynajmniej nie powinno, choć nadal tak samo się o niego niepokoiła. Zupełnie tak, jakby znali się już od naprawdę długiego czasu, a ona właśnie wychodziłaby z siebie i... Nie, nie stawałaby obok, tylko dreptała po pokoju, aby nie siedzieć w miejscu. Musiała w końcu rozładować jakoś stres spowodowany tym całym oczekiwaniem. Czy miał odnaleźć jej przyjaciół? Byli tu jeszcze? Jeśli tak, to czy nie lepiej byłoby, gdyby odeszli w światło? Czy w to, czym tam miał być ten pozaziemski portal do spokojnej, rajskiej krainy? Czy byli na nią źli? Pamiętali o niej? Co się z nimi stało?
I co się działo z Thomasem?
Ten... Atak, jakiego nagle dostał, sprawił, iż Maysilee dosłownie spanikowała. Mimo że powinna zachować się niczym sanitariuszka z Bractwa, jaką przecież niewątpliwie była, nie zrobiła tego. Wręcz przeciwnie, starając się utrzymać materiał pod głową chłopaka, usiłowała jakoś go ocucić, co w tym stanie nie było raczej zbyt mądrym pomysłem... A jednak się udało... Albo po prostu mu przeszło - nie miała bladego pojęcia, co z tych dwóch wchodziło w grę. Najważniejsze jednak, iż powieki Thomasa zadrżały, a do uszu Griffith dotarło cichutkie słowo, na które z początku nie zwróciła większej uwagi. Łamiąc niepisaną zasadę o braku niechcianego, stanowczo zbyt bliskiego kontaktu, osunęła się bardziej płasko na podłogę, przylegając policzkiem do piersi Thomasa tak, iż słyszała i czuła, jak mocno łomocze mu serce. Nie objęła go zbyt mocno, na oślep dotykając tylko jego dłoni, gdy nagle jej brwi zmarszczyły się w konsternacji.
- Jak mnie właśnie nazwałeś? - Nie wiedziała, czy się nie przesłyszała. Nie miała pojęcia, czy przypadkiem sobie czegoś nie uroiła, ale Maisie nadal brzmiało w jej uszach. Nie była twardym człowiekiem. Wręcz przeciwnie, przytłoczona całą tą sytuacją, zaczęła najzwyczajniej w świecie szlochać wprost w koszulkę Walkera. - M-myś-ślałam, ż-że um-mier-rasz-sz. N-nie r-rób tak więęc-cej. - Znali się zaledwie chwilę, ale nie chciała, by tak skończył. O dobry losie, zaczęła się do niego przywiązywać. Na ten swój dziwny, mimowolny sposób.
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-11-02, 21:10   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Może w tym tkwi cały problem – powiedział cicho, chyba bardziej do siebie samego niż do niej. Nie chciał się z nią kłócić, nie chciał rządzić jej życiem, ale nie podobało mu się, że tak chętnie tutaj przyszła. Że tak chętnie tutaj przebywała. Nie powinna. Wolał, by dziewczyna była rozsądniejsza, by bardziej dbała o swoje życie. Przecież Thomas mógł się okazać kimś zupełnie innym. Kimś kto chciał jej zrobić krzywdę. Na samą myśl poczuł silną złość. Przecież nawet nie potrafił wykluczyć takiej opcji. Rzeczywiście mógł chcieć zrobić jej coś złego… To go dobijało. To go cholernie dobijało. Walker po prostu zdecydował się nie komentować jej dalszych słów. Nie mógł przyjąć do wiadomości tego, że nic z tym nie zrobi. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie czuł się aż tak bezradny jak w tym momencie. To było… to było parszywie przygnębiające.
– Może źle pamiętasz – powiedział po raz kolejny. Tylko to miało dla niego sens. On nie pamiętał w ogóle, ale ona przecież nie mogła być tak święcie przekonana co do swojej pamięci, prawda? Nikt nie mógł być. Nie w dobie mutantów i innej zarazy, która miała umiejętności zrobienia praktycznie wszystkiego… Czemu nie mogła wykazać choć trochę optymizmu? Czemu tak notorycznie obdzierała go z nadziei? Walker nic już więcej nie dodał, dość smutno wracając do swojego rytuału, który skończył się tak… tak źle.
Był w szoku i kompletnie stracił poczucie rzeczywistości. Za cholerę nie wiedział co się tutaj wydarzyło. Po prostu w jednej chwili został całkowicie odcięty od tego świata, a w drugiej jego ciało zaczęło drżeć, przyprawiając chłopaka o utratę przytomności. Teraz natomiast… teraz ta nieznajoma znajoma brunetka po prostu się do niego przytulała, łkając, a on… on nie rozumiał.
– Ja… – starał się coś powiedzieć, ale nie było to najłatwiejsze. Nie, kiedy czuł na języku metaliczny posmak krwi. Jak ją nazwał? Walker potrząsnął głową. Nie wiedział. Nie pamiętał, by w ogóle jakoś ją nazywał. Próbował się podnieść do siadu, ale najwidoczniej Sally miała co do tego zupełnie inne plany i postanowiła efektownie zasmarkać mu koszulkę.
– Hej… – powiedział łagodnie, wyraźnie zaskoczony jej reakcją. Był w szoku, był otumaniony, nie za bardzo kontrolował swoich odruchów. No, a przynajmniej jednego odruchu. Tego, który nakazał położyć jedną rękę na plecach dziewczyny i przesunąć nią kilka centymetrów do góry. – Już wszystko dobrze.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-11-02, 22:11   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie była głucha, a nawet wręcz przeciwnie - mimo że w tamtej chwili jej wzrok skierowany był na przybrudzoną szybę okienną, wciąż przeniosła go na chłopaka, gdy ten napomknął coś o problemie, którego ona zdecydowanie nigdzie nie dostrzegała. Nieznacznie zmarszczywszy brwi, spojrzała na niego w niemym pytaniu. Nie miała bladego pojęcia, o co mu chodziło, zwłaszcza że dotychczas nie wydarzyło się nic wyjątkowo złego. Owszem, zaliczyli kilka potknięć, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto ich nie robił. Było względnie dobrze. Mieli pomóc sobie nawzajem, całkiem w porządku się przy tym dogadując... Czego jeszcze można było chcieć? Mimo to, cóż, nie postanowiła spytać go o ten domniemany kłopot, bo tak naprawdę chyba wolała pozostawać w błogiej nieświadomości. Przynajmniej po części.
Ten sam powód - niechęć do dalszych nieprzyjemnych dyskusji - sprawił także, iż postanowiła odpuścić... Po raz kolejny przyznać mu rację, chociaż odrobinę go pocieszając. Najwyraźniej to dokładnie tego potrzebował, wręcz zabiegając o proste i jednocześnie nadzwyczaj kłamliwe tak. Nie chciała mu tego całkowicie odbierać, nawet jeśli była tu z całkowicie innej przyczyny. Jeżeli gdzieś tam była inna, druga Maysilee Griffith, która za nim tęskniła i wyrzucała sobie spowodowanie rozłąki... Jakże mogłaby być tak egoistyczna, aby odebrać go tej dziewczynie? Owszem, naprawdę pragnąc, by znowu było dobrze i by w jej towarzystwie pojawił się ktoś taki jak Thomas - zwłaszcza tak podobny do jej martwego najlepszego przyjaciela - ale mając świadomość, iż ich rozwijająca się relacja... Jakakolwiek by nie była, nie mogła trwać wiecznie. Sama Griffith nie byłaby w stanie zbyt długo walczyć z pragnieniem powtórnego zrobienia z niego kogoś, kim nie był. O podwójna zgrozo, w tej chwili była jednak skłonna zrobić to, co zawsze przychodziło jej nawet aż nazbyt łatwo - wykorzystać białe kłamstwo, aby podnieść Walkera na duchu. Wyłącznie po to, by dojrzeć iskierkę nadziei w jego oczach...
- Straciłam już tyle osób, że mogłam to wyprzeć. Zapomnieć kogoś, kogo strata byłaby zbyt bolesna. - Powiedziała cicho, odwracając wzrok. Nie, nigdy by tego nie zrobiła. Nie utraciłaby wspomnień o osobach, które kochała czy ceniła. Zatrzymałaby je nawet w najdrobniejszych zakamarkach umysłu, żeby pozostały tam już na wieczność, żeby pamięć o nich była już zawsze żywa. Tym bardziej zaś nie wykreśliłaby człowieka, który był tak podobny do kogoś, kogo już trzymała w sercu... Ale Thomas Walker - kimkolwiek był w życiu przed gettem - przecież nie musiał tego wiedzieć. Jeśli miało mu to pomóc, była gotowa jeszcze przez jakiś czas brnąć w te złudzenia, nawet jeśli ostatecznie miał przypomnieć sobie swoje dawne życie i nie odnaleźć jej w nim. Była gotowa zaryzykować zostanie znienawidzoną, byleby odpłacić się za to, co właśnie robił.
Niechętnie, jednak bez słowa sprzeciwu, postanowił spróbować odnaleźć jej przyjaciół. Choć sam miał w swojej historii znacznie więcej pustych kart, zajął się zapełnianiem tych w jej życiu. Ona zaś w pierwszej chwili była mu za to wyłącznie dozgonnie wdzięczna. W drugiej? W drugiej całkowicie o tym zapomniała, przerażona bliskością tej dozgonności. Nie wiedziała, co się z nim działo, jednak to wyglądało naprawdę poważnie. Zupełnie tak, jakby... Umierał. Jakby jej prośba mogła go zabić. Kiedy zatem otworzył oczy, nie oderwała się od niego ani na sekundę, nawet nie myśląc o tym, by zasypać go jakimikolwiek pytaniami. Dopiero po chwili dotarło do niej to, co usłyszała, ale jeszcze szybciej przestało mieć to jakiekolwiek znaczenie.
Gdzieś za oknem uderzył piorun, posyłając w niebo setki iskier i na ułamek sekundy rozświetlając pomieszczenie. Rozgardiasz, jaki zrobił się na zewnątrz, docierał nawet tutaj. Krzyki, wołania o wiadra z wodą, łuna czegoś, co musiało być ogniem z niewielkiego pożaru. Niebo było jednak całkowicie czyste, a deszcz leciał wyłącznie z oczu Maysilee, która nieświadomie zasmarkiwała przy tym także koszulkę chłopaka.
- C-co to bby-ło? - Wyszeptała dopiero wtedy, gdy częściowo opadła z sił, czując ból głowy i suchość w gardle. Nie było jej zbyt wygodnie - zapewne żadnemu z nich nie było - ale nie oderwała policzka od piersi Thomasa, przymykając oczy, gdy gładził ją po plecach. To był taki ciepły odruch... Znajomy i otulający... Chciała poczuć go jeszcze przez chwilę... I pewnie milczałaby jeszcze przez jakiś czas, gdyby nie wspomnienie, jakie znów powróciło.
- Nazwałeś mnie Maisie. - Podnosząc głowę i opierając dłoń na jego klatce piersiowej, spojrzała mu prosto w oczy, płaczliwie pociągając nosem. - [b]Nikt od czasów Tobeya nie nazwał mnie Maisie. Kim jesteś? Co tu robisz? Jakie są twoje zamiary? To zbyt duży przypadek, nawet dla mnie./b]
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-11-03, 20:24   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Nadzieja. Tego właściwie potrzebował. Nadziei. A teraz ona postanowiła mu zamącić w głowie tego typu słowami, a on jak ten tonący… chwytał się brzytwy, doskonale zdając sobie sprawę z tego jak niezdrowe i toksyczne to właściwie dla niego było. Był zagubiony, nic właściwie nie wiedział, ale powinien mieć w sobie wystarczająco dużo rozsądku, by wiedzieć. To co mówiła nie mogło być szczere. Z jakiegoś jednak powodu zdecydował się całkowicie jej uwierzyć. Z jakiegoś powodu zdecydował się tak naiwnie skinąć głową, przyjmując do wiadomości, że wyparła go z pamięci. Zdecydował się jednak kontynuować ten temat zgodnie z zawartą umową. Najpierw pomoże jej z odnalezieniem przyjaciół, a potem ona odpowie mu na pytania, których w zasadzie miał całkiem sporo. Wraz z upływającym czasem – coraz więcej. Właściwie, zdał sobie sprawę, że chciał wiedzieć o nie jak najwięcej. Możliwie, chciał wiedzieć o niej wszystko. Czy to było uczciwe? Czy mógł sobie życzyć tego typu spraw? Jeśli go wyparła, to oboje byli sobie całkowicie obcy. Ona nie pamiętała jego, on jej. Pewnie nie miała potrafić mu pomóc. Chyba, że… chyba, że jakoś jej pomoże sobie przypomnieć. Tylko jak? Nie wiedział jaki kiedyś był. Nie wiedział co mogło przywrócić jej wspomnienia. Ile razy próbował to zrobić u siebie? Nigdy nie wychodziło. Czemu miałoby pomóc jej? A jednak… a jednak mimo wszystko tak emocjonalnie reagowała, wypłakując się w jego koszulkę. Znali się tak krótko… w tym musiało być coś więcej. I nieważne jak niezdrowe miał wobec tego podejście… nie przyjmował do wiadomości, że się nie znali. Nie opłakiwałaby go.
– Ja… – po raz kolejny nie wiedział co jej odpowiedzieć. Sam nie miał pojęcia co do cholery się tutaj wydarzyło. Nigdy nie był w podobnej sytuacji. – Ale widziałem… – zaczął, chcąc przekazać jej radosną nowinę, ale wtedy ona nagle wyrzuciła z siebie te słowa, kompletnie wybijając ją z rytmu. Nazwał ją Maisie? Kiedy, teraz? Nie pamiętał tego. Przerażony wzniósł brwi, kręcąc głową. Musiała mu uwierzyć, że nie wiedział o czym mówiła. Dlaczego miałby ją nazywać Maisie, skoro przedstawiła się jako Sally? – Naprawdę nie mam pojęcia, Sally – położył nacisk na jej imię. Nie podobało mu się, że go oskarżała. Nie wiedział co tu do cholery się działo, nie potrafił znaleźć żadnego logicznego wyjścia. – Oni żyją. Ta dziewczyna żyje. A chłopak… to skomplikowane. Twierdzili, że tam był, ale jednocześnie są przekonani, że też żyje. To… – mówił szybko, niespójnie. Nie umiał tego ubrać w słowa, ale chciał, by mu uwierzyła. Jej bliscy żyli, czy to nie najważniejsze?
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-11-03, 21:23   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Znajomy czy nie, przejęła się nim zdecydowanie znacznie bardziej niż ktokolwiek, kto nie reagował w aż tak emocjonalny sposób. To było wręcz jej przekleństwem. Z jednej strony, wrażliwość czy empatia były potrzebnymi, pożądanymi cechami... Z drugiej? Doprowadzały do niezręczności, bólu głowy i pociągania nosem, a także do wycierania oczu brzegiem rękawa, kiedy w kieszeni zabrakło chusteczki.
Jeszcze chwilę wcześniej to ona usiłowała jakoś podnieść chłopaka na duchu, teraz zaś on robił to dla niej. O zgrozo, wyglądając niczym ktoś, kto przed kilkoma chwilami powrócił z martwych... Co nie było wcale tak wielkim pomówieniem, jeśli dobrze rozumiała działanie jego mocy. Była jednak zbyt skołowana, żeby dokładniej o nie spytać, zwłaszcza że pozornie krótkie i nieszkodliwe słówko całkowicie wybiło ją z resztek rytmu.
- Nie przesłyszałam się. - Pokręciła głową, mówiąc bardziej do samej siebie niż do niego. - Nie chcę być niemiła, naprawdę tego nie chce, ale sam wiesz, jak to wygląda. Jednocześnie nic nie wiesz i wiesz wszystko. Maysilee. Nazywam się Maysilee. Maisie, jak nazywał mnie mój najlepszy przyjaciel. Ten, którego szukałeś. Sally to tylko obecnie przyjęte zdrobnienie, uproszczenie. - Nie do końca wiedziała, czemu zdecydowała się mu to powiedzieć, zwłaszcza że powinna być w stosunku do niego znacznie bardziej podejrzliwa niż wcześniej. Mimo to, cóż, chciała zobaczyć jego reakcję, bo jej własna...
Jej własna nie była w tym momencie taka jak zwykle. Zamiast rzucić mu się na szyję, okazując jawną radość z informacji dotyczących Alex, Griffith pobladła niczym kartka papieru, czując niezdrowo przyspieszone bicie własnego serca. Mogła szukać przyjaciółki... Mogła spróbować ją znaleźć, ale Toby... Tak naprawdę wciąż nic o nim nie wiedziała. I to ją piorunowało. Nie mogła wariacko się cieszyć, kiedy Thomas mówił o nim w taki sposób.
- To? - Nie po raz pierwszy dostrzegła, iż miał skłonność do urywania zdań w jednym z najważniejszych, najbardziej istotnych momentów. W tej chwili także to zrobił, sprawiając, iż tylko jeszcze mocniej wbiła w niego spojrzenie, jakby chciała prześwidrować go nim na wskroś. Nim jednak dała mu okazję do tego, aby ponownie się do niej odezwał, postanowiła ostrożnie dokończyć za niego, nawet jeśli chciała usłyszeć coś całkowicie innego. - Jest niemożliwe?
Być może Thomas był zaznajomiony ze światem zmarłych. Z jego wcześniejszych słów wynikało, iż praktycznie nieustannie w nim funkcjonował, znał reguły i zasady, rozmawiał z duchami, dowiadywał się kolejnych informacji... A mimo to czuła, jak mocno był skołowany. Zdania, jakie wypowiadał, nie były przepełnione pewnością, a nawet wręcz przeciwnie... Jakże zatem ona miała cokolwiek z tego pojmować? Pogubiła się, bezradnie zerkając na Walkera.
- Jak to? Utknął tam? Może jest w śpiączce? - Było tyle możliwości, a Maysilee w tym momencie zaczęła rozważać praktycznie każdą z nich. Całkowicie zapomniała o tym, co miała robić, nadal opierając dłonie na ciele chłopaka i pozostając w jego strefie komfortu, mimo że na własnej skórze przekonała się, iż raczej nie lubił, gdy ktoś w nią wchodził. - Co mówili?
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-11-04, 19:27   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Nie kłamię – odwarknął, nie do końca rozumiejąc skąd pochodziła cała ta złość, ani agresja. Ale skoro mówił, że nie pamięta, to nie pamiętał, tak? Nie przypominał sobie, by jakkolwiek ją nazywał. Nie przypominał sobie, by to imię mu cokolwiek mówiło. – W przeciwieństwie do ciebie – dodał, nie potrafiąc wyzbyć się tego tonu głosu. Po prostu z jakiegoś powodu był na nią zły, że go okłamywała w tak błahej sprawie. I cóż, w pewnym sensie przeczucie go nie myliło. Sally kompletnie do niej nie pasowało. Maysilee? O wiele lepiej. Walker spróbował podnieść się do siadu, ale było to niesamowite ciężkie, kiedy jakaś histeryczka leżała mu na klatce piersiowej. O tak, był na nią niesamowicie zły. O wiele bardziej niż wcześniej mu się wydawało.
A potem zaczęła mu zadawać niesamowicie irytujące i denerwujące go pytania. Co ją tak właściwie obchodził ten chłopak? I skąd niby Thomas miał znać odpowiedzi na to wszystko. Nie miał nawet zamiaru już ukrywać, że nie podobało mu się to jak bardzo ograniczała jego ruchy.
– Możesz ze mnie zejść? – warknął w końcu, a jeśli nie zamierzała spełnić jego prośby, to nie zważając na nią, po prostu zaczął podnosić się z tej cholernej podłogi. Miał gdzieś, czy równowaga dziewczyny zostanie przy tym zachwiana, czy nie. Naprawdę potrzebował teraz nieco przestrzeni. Nie potrafił do końca zidentyfikować swoich emocji. Nie wiedział skąd się one brały. Ale wiedział jedno – nie mógł się doczekać aż ona zniknie z jego oczu.
– Nie wiem co się stało z twoim głupim kolegą, okej? Żyje. Tylko to miałem sprawdzić. – wyrzucił z siebie, przesuwając otwartą dłonią po swojej twarzy i odwracając się do niej plecami.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-11-04, 20:11   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiedziała, czemu aż tak bardzo się wściekł... W jednej chwili był miłym, trochę skołowanym gościem, który uspokajająco gładził ją po plecach, sprawiając tym samym, iż czuła się zadziwiająco bezpiecznie... W kolejnej zaś warczał na nią niczym wnewione zwierzę, prawie pokazując dziąsła zębów.
- Co? - Spytała niepewnie, nie do końca rozumiejąc, dlaczego zarzucał jej kłamstwo. Nie kojarzyła nawet momentu, w którym mógłby jakieś odkryć, jednak wystarczyła chwila, aby Maysilee pojęła, o co mu chodziło.
Przedstawiła się mu dokładnie tak jak w Bractwie, dokładnie tak jak to robiła już od wielu miesięcy, wręcz lat. Zdrobnienie, ksywka... Coś w tym rodzaju z pewnością nie było kłamstwem, dosłownie w żadnych kategoriach.
A jednak Thomas zrobił z tego gigantyczny problem, sprawiając, że bardziej niż chętnie odsunęła się od niego, kiedy postanowił na siłę podnieść się z ziemi. Nie powinien tego robić, zwłaszcza chwilę po tamtym ataku, ale nie powstrzymywała go. Być może to leżenie tak bardzo wpłynęło na jego humor, a ona chciała jeszcze kilku odpowiedzi... Których najwyraźniej nie zamierzał jej udzielić, tylko jeszcze bardziej się irytując i pozostawiając ją w niewiedzy, w niepewności. Jak mógł być tak nieczułym człowiekiem, gdy jeszcze moment wcześniej zachowywał się naprawdę przyjacielsko?
- Nie wiem, co się stało z twoją głupią pamięcią, okej? - Stwierdziła, nawet nie udając, że go nie przedrzeźnia. - Żyjesz, po co ci znajomość reszty historii? - To mówiąc, dosyć ostentacyjnie odwróciła się plecami do niego, wbijając wzrok w pęknięcia na ścianie przy oknie. Pomyśleć, że jeszcze chwilę temu tak bardzo się o niego niepokoiła, a on okazał się być kompletnym bucem i grubianinem. I nie pomagało mu nawet to, jak miły i troskliwy był jeszcze chwilę wcześniej. Najwyraźniej natrafiła na moment, w którym aktywował swoją drugą osobowość, a tego Thomasa - tego, który posłał ją na ścianę - nie była w stanie lubić. Po prostu... Był dla niej wyjątkowo nieprzyjemnym typem.
- Zeszłam z ciebie, teraz ty zejdź ze mnie. - Burknęła cicho, bez pytania wyciągając rękę po jakiś stary płaszcz, żeby włożyć go sobie pod plecy, a z własnego swetra uformować coś na kształt poduszki. Skoro już musiała tu zostać, mogła chociaż spróbować zmrużyć oko. Co z tego, że kompletnie nie znała Walkera i nie wiedziała, czy może mu ufać w sprawach zasypiania w jego towarzystwie? Była zbyt zmęczona i przybita ostatnimi wydarzeniami, żeby myśleć o takich rzeczach. Dodatkowo raczej wątpiła, że była w ogóle w stanie zasnąć. Z jej ust wydobyło się jednak prawie bezgłośne, bardzo ostrożne i niezbyt przekonane:
- Dobranoc. - Tym samym dosyć jasno dawała mu znać, że nie chciała z nim już dalej rozmawiać. Zapowiadała się bardzo długa i bardzo milcząca noc...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-11-08, 19:19   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Thomas po prostu parsknął gorzkim, lodowatym śmiechem. Po co mu była reszta historii? Czy ona naprawdę musiała zadawać takie okropnie nietrafione pytania? Nie zamierzał jej jednak odpowiadać. Nie zamierzał jej uświadamiać. Proszę bardzo, niech sobie myśli co tam chce. Miał tego po prostu dość. Jej tonu, jej obecności, jej zamartwiania się o jakiegoś kolesia. Po prostu chciał, by sobie już stąd poszła, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że to nie nastąpi aż tak szybko. A przynajmniej nie do rana.
– Wystarczy jeśli mi zejdziesz z oczu – warknął przez zaciśnięte zęby. Obserwował kątem oka jak dziewczyna się rozkłada na podłodze i… co mógł powiedzieć? Sam ja tu ściągnął. Mimo tego jak bardzo był na nią zły, nie zamierzał jej stąd wyrzucać. Nie chciał, by ją złapali i zatrzymali. Nie potrafił do końca tego wszystkiego wyjaśnić, ale w jakimś dziwnym stopniu zależało mu, by chociaż ona była bezpieczna. W milczeniu podał jej jeszcze jakiś szalik, po czym przeszedł na drugą część mieszkania. Tak, zapowiadała się naprawdę długa noc. Chłopak usiadł na podłodze, opierając się plecami o ścianę i zamknął oczy, próbując sobie to wszystko jakoś ułożyć.

/zt x2
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-12-04, 00:33   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


|wieczór/noc 20 listopada

Czy mogła się bardziej pomylić, gdy myślała, że już nigdy więcej nie znajdzie się w tym mieszkaniu? No, przynajmniej nie znajdzie się w nim dobrowolnie? Nie narzekała na to jednak, nie zastanawiając się także zbytnio nad powziętymi środkami, przez które pośrednio znalazła się właśnie tutaj, a nie w innym miejscu. Nie miała na to zbyt wiele czasu, nadal nie do końca wiedząc w szczęście w nieszczęściu, jakie sprawiło, iż nie musiała samodzielnie ciągnąć półprzytomnego Thomasa prawie na samą górę kamienicy. Te wszystkie wąskie, poniszczone stopnie stromych schodów nie wyglądały zbyt bezpiecznie - nawet wtedy, kiedy wchodziło się po nich bez dodatkowego balastu.
Maysilee do samego końca z niepokojem przyglądała się dwóm niezbyt postawnym mężczyznom, którzy zdecydowali się jej pomóc. Teoretycznie nie obawiała się powierzyć im bezpieczeństwa chorego człowieka, zwłaszcza że znała obu z nich, ale jeśli chodziło już o stan klatki schodowej... Popsucie się poręczy czy zawalenie którejś ze ścian nie były wcale aż tak nieprawdopodobnymi scenariuszami. To samo tyczyło się prowizorycznych noszy zrobionych ze starego, nadmuchiwanego materaca ze spuszczonym powietrzem.
Ku jej uldze, po kilku dłużących się minutach, wreszcie wszyscy szczęśliwie trafili do niedużego mieszkania, które było dokładnie tak obskurne i pozbawione większości sprzętów, jakim je zapamiętała. Za nic w świecie nie chciała zostawać w nim sama, zwłaszcza że światło w pewnym momencie postanowiło zgasnąć i więcej się nie włączyć, Miała nadzieję, iż było to wyłącznie skutkiem tymczasowego braku prądu, a nie jakiejś większej awarii.
Nie mogła jednak prosić dwóch mutantów o to, by pozostali razem z nią i z osłabionym, chorym mężczyzną. Obaj mieli swoje własne rodziny... Dzieci, żony... Bliskich, na których mógł przenieść się ten podejrzany wirus grypy. Już i tak wiele dla niej zrobili, po stokroć razy odpłacając jej się za wszelką wcześniejszą pomoc. Pożegnała ich zatem z sercem w gardle, po czym postarała się zamknąć drzwi na wszelkie możliwe zabezpieczenia i blokady, jakie tylko były dostępne. Sama nie wiedziała, czemu, ale ta cała atmosfera przyprawiała ją o dreszcze.
Choć widok z okna kamienicy - najwyraźniej umieszczonej na niedużym wzniesieniu lub tylko sprawiającej takie wrażenie - był na swój sposób piękny. Być może ciemność, jaka zapadła w tej części miasta, miała w tym swój współudział, ale dostrzegalne światła reszty wielkiego Seattle... Tej całej reszty za murem... Zapierały dech w piersiach. Do tego stopnia, iż mimowolnie stała przez chwilę w miejscu, opierając się o parapet i po prostu patrząc.
Przynajmniej do czasu, kiedy jakiś szmer od strony Thomasa nie sprawił, że nie wróciła do rzeczywistości. Musiała się ogarnąć. Potrzebowała jakiegoś realnego planu, bo nie miała już przecież do czynienia z małym, niezmiernie leciutkim i ugodowym dzieckiem. Oj nie. Nie miała także pomocy ze strony kogokolwiek innego - już nie.
Owszem, razem ze starym dmuchańcem, który nadawał się jeszcze do naprawy przy pomocy srebrnej taśmy, dostała też reklamówkę przypadkowych ubrań - bardziej przypominających szmaty, lecz z pewnością wartościowych dla ludzi tu mieszkających - po świętej pamięci mężu matki małej Clary, ale... Nawet w szpitaliku Bractwa nie musiała działać samodzielnie. Nie przy wszystkim, co obecnie trochę ją przerażało.
Zaczęła jednak od jak najdelikatniejszego - no, najdelikatniejszego na jej możliwości - przeciągnięcia i przeturlania Thomasa tak, żeby nie przesuwać materacem po szorstkiej podłodze, po czym zabrała się do prac naprawczych. Nigdy przedtem nie zastanawiała się, jak ciężko może być nadmuchać materac bez jakiejkolwiek pompki, jednakże po kilkunastu... No, może bliżej kilkudziesięciu minutach skończyła z mniej-więcej napompowanym łóżkiem, na które ponownie przetargała chorego, usiłując nie zważać na jakiekolwiek pomruki dezaprobaty.
Potem zaś...
Cóż, wcale nie było łatwiej, ale nie mogła stwierdzić, że nie wykonywała wcześniej większości z tych czynności. Korzystając z połowy z dosłownie paru kropli wody, jakie poleciały z kranu, obmyła nieco spoconego, rozgrzanego chorego. Nie chciała być pruderyjna, jednakże półmrok panujący w mieszkaniu z pewnością trochę ułatwił jej częściowe zmienienie góry ubrania Thomasa - na coś, co przypominało spory spadochron, szczerze mówiąc - i zostawienie go w samych bokserkach z nogami przykrytymi jakimiś ciepło wyglądającymi płaszczami.
Nie miała zbytniej siły na nic więcej, siadając na podłodze i opierając się plecami o ścianę - z głową podpartą na kolanach. Dopiero wtedy poczuła się tak naprawdę, naprawdę zmęczona, nieświadomie przymykając oczy i... Usypiając, choć teoretycznie powinna czekać, aż jej znajomy postanowi się ocknąć. Wyczerpanie było jednak silniejsze.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-12-06, 21:39   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Pamiętał, że ją zobaczył. Znowu ją zobaczył. Nie chciał tego. To nie powinno się wydarzyć. Jej nie powinno tutaj być. Thomas.. Thomas już nic z tego nie rozumiał. Być może jednak była tym pieprzonym duchem i postanowiła go dręczyć, bo źle ją potraktował? To było możliwe. To mogło się wydarzyć. To pasowało do duchów i ich wrednej natury. Ale… z jakiegoś powodu chyba wcale w to nie wierzył. Z jakiegoś powodu był stuprocentowo pewny, że dziewczyna jednak była żywa. Że wciąż chodziła po tym świecie. I o ile nie miał żadnych dowodów na to, że to ostatnie nawiedzanie wcale nie było jego – spowodowanym wysoką temperaturą – urojeniem, to wciąż nie potrafił tego zrozumieć. Już nawet nie chciał tego zrozumieć. Był po prostu zły i bezradny, że jednak go nie posłuchała. Przecież powiedział jej, by uciekała. Chciał, by była mądra i się tutaj nie plątała. Czy naprawdę prosił o tak dużo?
A jednak… a jednak ich spojrzenia się spotkały. Znowu. Znowu na środku ulicy. Pamiętał, że chciał coś powiedzieć. Chyba chciał na nią nakrzyczeć, to by miało całkiem dużo sensu. Ale zamiast tego, tak po prostu zrobiło mu się słabo. Zobaczył mroczki przed oczami, uderzyła w niego fala gorąca, a potem… po prostu osunął się na ziemię, tracąc przytomność.

Nie wiedział ile to wszystko trwało. Nie miał pojęcia co się wydarzyło. Film jakby mu się urwał i Thomas… był zagubiony. Nie wiedział gdzie był, nie wiedział co się stało. Znowu stracił pamięć? Znowu wycięto z jego mózgu część wspomnień? Ta wizja… to chyba go całkowicie sparaliżowało. Przez dłuższą chwilę obawiał się otworzyć oczy. Czy znowu znajdzie się w tamtym miejscu? Czy znowu zobaczy surowy sufit laboratorium? Czy znowu przed oczami pojawią się lekarze? Czy znowu zobaczy podłączone do swoich żył rurki? Ale wtedy do jego uszu dotarł płytki oddech. Chłopak przełknął cicho ślinę, odważając się do przekręcenia głowy w bok i wtedy… znowu zobaczył . Nie wiedział co poczuł w tamtym momencie. Z całą pewnością była w tym wszystkim swego rodzaju ulga. Był bezpieczny, chociaż tyle. Ale oprócz tego…? Żołądek podszedł mu do gardła. Walker nie miał siły się nad tym zastanawiać. Nieważne jak bardzo chciał wiedzieć co tu do jasnej cholery się wydarzyło i dlaczego ona wciąż tutaj była, nie był w stanie się nad tym głowić. Czuł się… czuł się jakby umarł i ktoś postanowił go przywrócić do życia. Było po prostu chujowo. Mężczyzna wziął do ręki jakiś leżący na podłodze szalik, po czym zmusił się do siadu tylko po to, by opatulić ją tym cholernym szalikiem. Nie miał zamiaru jej budzić. Niech się wyśpi. Potem… potem dowie się wszystkiego. I potem… potem zakończy to raz na zawsze. Tak bardzo nie powinno jej tu być.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-12-06, 22:16   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Po tych wszystkich dniach, jakie spędziła w getcie, czas nie miał dla niej większego znaczenia. Wiedziała, kiedy było jasno, a kiedy ciemno. Wiedziała, kiedy nadchodził wschód, a kiedy zachód. Kiedy zapewne mijał kolejny dzień z jednego wielkiego ciągu godzin, które dosłownie zlewały się w jedno... Nie miała jednak bladego pojęcia, jaką kartkę z kalendarza należałoby zerwać, gdyby Thomas w ogóle posiadał tu takie rzeczy. Szybki rekonesans pozwolił jednak stwierdzić, że nie tylko nie było tu podobnych luksusów. O zgrozo!, tak naprawdę nie było tu praktycznie niczego.
Nie wiedziała, jak można było żyć w ten sposób, naprawdę tego nie wiedziała. Nawet w najgorszych, najbardziej desperackich momentach własnej tułaczki, miała przynajmniej coś więcej, niż tylko starą poduszkę, z której tumanami wylatywało żółtawe pierze. Dlaczego Walker odrzucał jej propozycje pomocy, nie mając nawet podstawowych dóbr, jakie chciała mu zapewnić? Dlaczego musiał być tak cholernie dumny, uparty, a przy tym także wybitnie niekulturalny? O ironio, pomimo tych wszystkich cech charakteru, które przed nią odkrywał, naprawdę chciała, by się do niej odezwał. Ta martwa cisza ją dobijała... Mimo wszystko, pozwalając jej też usnąć.
Nie był to jednak zbyt głęboki sen, zważywszy na to, iż wystarczyło najmniejsze - zdecydowanie przypadkowe - smyrnięcie szalikiem twarzy Maysilee, by ta nieprzytomnie wymamrotała coś, co brzmiało niczym:
- Ppapaniec. - Moment później, jej głowa ponownie opadła jednak na bok, opierając się o ścianę, a jedna z rąk instynktownie złapała rękę mężczyzny. Nie był to, co prawda, bardzo silny uścisk, ale z pewnością nie chodziło wyłącznie o muśnięcie skóry. Nie patrząc na towarzysza ani nie próbując walczyć z ciężkimi powiekami, Griffith znowu wymamrotała ciąg jeszcze bardziej niezrozumiałych słów, kończąc za to już zdecydowanie bardziej jasnym przekazem:
- Masz takie miłe, ciepłe dłonie... To gorączka? - Mruknęła, przecierając oczy wierzchem dłoni. Nie miała pojęcia, co się stało i zdecydowanie potrzebowała dłuższej, cichej chwili, by zrozumieć aktualną sytuację. Cóż, najwyraźniej odrobinę jej się przysnęło, jednakże ciemność za oknami pozwalała Maisie stwierdzić, iż nie było jeszcze aż tak źle. To mógł być kwadrans, godzinka, pół czy dwie, ale nie cały dzień. Najważniejsze zresztą, iż najwyraźniej nie tylko ona postanowiła się przebudzić. Przenosząc zaspane spojrzenie w kierunku Thomasa, ziewnęła cicho i ogarnęła go spojrzeniem.
- Wstałeś. - Tak... Zaiste, to było wyjątkowo odkrywcze spostrzeżenie. Niezmiernie, niezmiernie fascynujące i edukujące. Aczkolwiek nie miało się na nim skończyć. - Dawno temu? Trzeba było mnie obudzić. - To ona powinna dbać o sytuację, czyż nie? Tymczasem skończyła opatulona szalikiem, dosłownie zwinięta w kłębek i... Cóż, mimo to, dosyć zmarznięta. - Opatul się bardziej. Zrobię ci coś do picia.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-12-09, 21:23   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie chciał jej obudzić. A przynajmniej nie w tym momencie. Z jakiegoś nieznanego powodu po prostu uważał, że zasługiwała na chwilę odpoczynku. Nie potrafił tego do końca wytłumaczyć, ale to wydawało się dla niego ważne. Niemal tak samo ważne jak fakt, że będzie musiał ją porządnie ochrzanić za to, że go nie posłuchała i nie uciekła z tego miejsca. Przecież właściwie chyba zrobił wszystko co w jego mocy, by ją zrazić do siebie i tego miejsca. A jednak, chyba był głupi skoro twierdził, że pojawiała się tutaj dla niego. Walker przełknął cicho ślinę, słysząc to niezrozumiałe mamrotanie dziewczyny i czując jak łapie go za rękę. I znowu to wszystko wydawało się dla niego niepojęte. Zamarł w bezruchu, nawet nie próbując zrozumieć swojej reakcji.
– Z pewnością – odparł tylko, cofając ręką. Swoją drogą, serio? Nie mógł mieć już tak po prostu miłych i ciepłych rąk? Aż tak bardzo go nie znosiła, że odbierała mu jakąkolwiek pozytywną cechę? Nie był jednak w stanie się dłużej nad tym zastanawiać. Siedział półnagi na skraju tego cholernego łóżka, przyglądając się uważnie brunetce i próbował… próbował zrozumieć co właściwie czuł w tym momencie. Miał tyle pytań. Ale czy w ogóle mógł jej zaufać? Czy mógł jej zaufać w jakiejkolwiek kwestii? Już raz go okłamała.
– Nie – wyrzucił z siebie zachrypnięte, aczkolwiek stanowcze. Nie chciał, by mu przynosiła coś do picia, nie chciał się opatulać. Po prostu: nie. – Co tutaj robisz, hm? Chyba dość jasno ci powiedziałem, byś stąd zwiewała – potrzebował zrozumieć, dlaczego bawiła się w Matkę Teresę. Zwłaszcza w jego sytuacji. Przecież dał jej wystarczająco dużo powodów, by go miała gdzieś. A ona była na tyle głupia, by mimo wszystko tutaj siedzieć. – I nie mów mi, że chcesz się zaprzyjaźnić bo w to nie uwierzę – dorzucił jeszcze. Z takimi jak on ludzie nie chcieli się przyjaźnić. I chyba dopiero teraz do Thomasa dotarło to, że był praktycznie cały nagi, bo sięgnął ręką po zwiniętą bluzę i założył ją na siebie.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-12-09, 21:53   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie sądziła, że ktoś mógł tak bardzo nie lubić jej dotyku, zwłaszcza jeśli zaledwie kilka chwil wcześniej sam go zainicjował. Mimo to, kląskając tylko językiem o podniebienie i nieznacznie unosząc brwi, puściła dłoń Thomasa. Oczywiście, że wolałaby tego nie robić. Nawet jeśli był na coś chory, był też ciepły - no, przynajmniej pod tym fizycznym względem, bo psychicznie wręcz, auć!, mroził - a jej było odrobinę zbyt chłodnawo.
Gdyby był kimkolwiek innym, zapewne przysunęłaby się bliżej niego, jednocześnie obserwując to, w jakim był stanie, jak i również wzajemnie trochę się grzejąc... Ale... Cóż. To był Thomas Walker. A Thomas Walker najwyraźniej wybitnie jej nie lubił. W tak krótkim okresie, przez jaki się znali, wielokrotnie dawał jej to do zrozumienia. Co było... Przykre. Bardziej, niżeli chciałaby, żeby było.
- Nie ma, że nie. - Odparowując praktycznie ułamek sekundy po tym, jak tak ostentacyjnie odmówił zrobienia tego, o co go poprosiła, wbiła w niego najbardziej stanowcze spojrzenie, jakie potrafiła przywołać. - Pół nocy staram się, żeby trochę ci się poprawiło, bo nie lubię, jak faceci w ten konkretny sposób padają mi do stóp. I nie zamierzam dać ci tego spartaczyć. - Mógł jej nie lubić, mógł sobie mówić wszystko, co tam chciał, ale taka była prawda. Zdecydowanie bardziej wolałaby, by hejtował ją jako zdrowy, nie jako chory człowiek. Zresztą... Nie musiał jej przypominać o tych wszystkich razach, kiedy wyganiał ją z getta. Doskonale je pamiętała, mrucząc pod nosem coś, co brzmiało jak oj, wiem. Chwilę później odezwała się już głośniej i wyraźniej, przenosząc wzrok na mętną szybę najbliższego okna.
- Zgrywam głupią i naiwną dziewczynę, która szuka sobie kogoś, kim może się zająć. To zimne noce dla samotnej kobiety. Przecież już to ustaliliśmy. - Odparła spokojnie i bez większych emocji, przeciągając się kilka razy, nim nie poprawiła szalika na ramionach i nie zaczęła tak naprawdę podnosić się z zajmowanego miejsca. I choć przy poprzedniej wypowiedzi nie patrzyła w kierunku Thomasa, teraz postanowiła to zrobić. Wzruszając ramionami, szepnęła do niego porozumiewawczo:
- Nie sądzę, żebyś umierał, na pewno nie z tęsknoty, ale chyba nadajesz się na popaprańca. Czyli to jednak ten adres. - Teoretycznie przestała się na niego o to złościć i w tym momencie odwrócenie ról w pewnym sensie ją bawiło, jednak nadal się niepokoiła. Wciąż się martwiła, teraz wstając na nogi i rozglądając się dookoła. Cóż... Nadal było tu strasznie ciemno, a to utrudniało jakiekolwiek ogarnięcie tego, gdzie mogła cokolwiek znaleźć. Po raz kolejny spojrzała zatem na Walkera, robiąc jeszcze krok czy dwa i nachylając się nad nim niczym przedszkolanka podczas leżakowania.
- Dasz sprawdzić sobie temperaturę i powiesz mi, gdzie mogę znaleźć coś, na czym podgrzeję trochę wody? Czy będziesz niemiłym gremlinem? - Spytała, unosząc brwi. Tak czy siak, zamierzała to wszystko zrobić. Inaczej nie byłaby sobą.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5