Poprzedni temat «» Następny temat
Sklep Into the Rabbit's den
Autor Wiadomość
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-10-03, 19:13   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Całkiem możliwe, że specjalnei tak zwiała od pocałunku, niemniej jednak było to dość przebiegłe zagranie. Nie sądziła też, że Phil zostanie "w okolicy" przez co miała na myśli swoją okolicę jakkolwiek dłużej. Nie liczyła na to właściwie, to lepsze określenie.
Splotła ręce na jego plecach i wydawała się całkiem zadowolona z tego, że tak stoją, przytulając się i chłonąc swoje cieplo i zapach skóry, perfum.. Zawsze ją to uspokajało, uświadomiła sobie właśnie. Lubiła bliskość drugiego czlowieka, taką fizyczną, chociaż przecież jej moc i umiejętności opierały się w dużej mierze na emocjach.
- Tak, to całkiem prawodopodobne, ze wykorzystujesz mnie, żeby się schować i nawet mnie o tym nie poinformujesz.. - tak, wciąż marudziła i wciąż była trochę.. salty. Ale nie potrafiła nie być mimo wszystko. Niech wie jak ją tamta sytuacja dotknęła i jak na nią wpłynęła.
Spojrzała w górę, odsuwając się nieznacznie ale wciąż go nie puszczając.
- Nie możesz zniknąć moich problemów, nawet jakbyś chciał. Radzę sobie, jakoś.. i DOGS raczej nie ma mnie na swojej liście, jak na razie. Ale, jeśli jednak tam trafię.. naprawdę byś coś z tym zrobił? Masz w ogóle takie możliwości? - uniosła jedną brew, nie bardzo wiedząc czy nadal sobie robi jaja czy już nie. Bo mówić mógł. I zwykle mówił dużo. Nigdy nie była jednak pewna ile z tego jest prawdą, a ile żartem. I w sumie zawsze ją to jakoś.. pociągało? Teraz nie była pewna co o tym myśli.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-10-27, 16:53   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Trwanie – tak, to faktycznie było piękne. Wtuleni, bezpieczni, uzupełnieni na swój popaprany sposób. Szczęśliwi, warto napomknąć! Ja i Imarka, choć mieliśmy niezbyt dobre relacje na przestrzeni ostatnich la, byliśmy superko i właśnie znowu czułem to coś, co ciągnęło mnie ku niej, ku niej bardziej, ku niej szaleńczo. Ach, jaki romantyk ze mnie. Albo kobieciarz…? Uch, mama nie byłaby dumna.
Powstrzymałem przemożną chęć podrapania się po głowie. Nie chciałem ranić Imarki, ale chyba nie potrafiłem nie kochać większej ilości ludzi na tym świecie równie mocno, co kochałem ją. Sorka… Ale i tak była tak niesamowicie śliczna, kiedy nie miała pojęcia, czy mówiłem poważnie, czy może żartowałem. Szkoda aby, że gdzieś tam tlił się ten niepokój, który nie pozwalał jej żyć w beztrosce. Byłaby jeszcze piękniejsza. Lśniłaby.
W końcu spoważniałem. Trochę. Może bardzo dużo jak na mnie w jej obecności.
- Nie ma rzeczy niemożliwych – stwierdziłem, nie szukając tych kruczków, których jednak nie byłem w stanie zrobić. Dla przykładu, nie umiałbym skoczyć na jednej nodze tak, by znaleźć się na księżycu. No, chyba że w sumie spotkałbym jakiegoś gostka, co umiałby w teleportacje międzygwiezdne… No, te mutanty to dobra rzecz. Umożliwiały znacznie więcej niż mógłbym sobie wyśnić wcześniej, więc w teorii, to ja mogłem wszystko. Nawet pocałować Imarkę bez dostania w twarz?
Spróbowałem. Tylko, żeby pokusić jednak trochę los, nie załączyłem swojego wewnętrznego szczęścia, więc jeśli jednak Blanc postanowi nie ulegać mojemu urokowi osobistemu, to nie uderzy w ścianę, łamiąc sobie nadgarstek, tylko trafi na mój zakochany ryjek. Ale kiedy ją tak obejmowałem, kiedy czułem pod palcami miękkość jej skóry… Ach, Imarko, ty mnie kochaj, nie nienawidź.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-10-28, 12:45   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Pokręciła głową, bo on naprawdę był niereformowalny.. Tyle lat, nic się nie zmieniło jak widać. A może nawet było gorzej? Kto wie, ciężko jej to było teraz określić, za krótko się widzieli, a jednak wystarczyło na tyle, by była w stanie powiedzieć, że.. właściwie, do cholery, jak on z tym swoim podejściem jeszcze żył? Jakim cudem?! Przecież nie jest idiotą! ..Chyba. Bo czasem naprawdę nie wiedziała.
- Nie mogę z tobą.. - fuknęla.
I może gdyby włączył swoje szczęście, to by mu się udało - to znaczy wtedy raczej nie byłoby się nad czym zastanawiać.
Pchnęła go lekko w pierś, by się odsunął.
- Zgłupiałeś. Doszczętnie. Wiesz, że minęlo kilka lat i chciała bym porozmawiać jak dorośli ludzie? Tylko z tobą chyba się nie da - pokręciła głowa, zawiedziona - Próbujesz wszystko wykręcić na lewo, nie mówić nic albo mówić tyle, żeby mi się wydawało, że cokolwiek się dowiedziałam.. tylko.. no, to chyba przestało działać - wzruszyła ramionami.
- Więc albo chcesz mówić wprost i poważnie, albo.. nie wiem. Miło było się widzieć..? - zmarszczyła nos w niezadowoleniu.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-10-28, 20:03   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Westchnąłem zawiedziony, opadając tyłkiem na imarkowe łóżko z Ikei. Nie wiem, czy to bardziej oznaczało moją kapitulację, czy miało utrzymać Imarkę w przeświadczeniu, że tak prędko się mnie stąd nie pozbędzie? Tylko, no, pragnąłem jej podarować cały świat, ale nie potrafiłem jakoś wyrwać z siebie tej całej prawdy o mnie i o moim życiu. Od czego miałbym zacząć? Co powiedzieć?
Teraz ten charakterystyczny uśmieszek zniknął całkowicie z mojej twarzy. Jakaś część mnie pragnęła przepaść, zniknąć stąd, ale… jednak z jakiegoś powodu tu byłem, zbliżyłem się ponownie do Imari i nie chciałem jej zostawiać, bo…
Spojrzałem na nią, w górę. Dotąd wbijałem spojrzenie w swoje dłonie. Nie chciałem się przyznać do czegoś przed samym sobą. To popaprane.
- Obawiam się, że prawda nie jest tym, co chciałabyś usłyszeć… a na pewno nie tym, co chciałbym ci dać – odparłem. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że zabrzmiałem jak Gandalf jakiś albo inny Yoda. Mądrze w opór. Szkoda aby, że nie było mi do śmiechu. Jakby ktoś po prostu pstryknął, wyłączył.
- Zależy mi na tobie, Imari. Zależy, dlatego nie chcę… Nie spodoba ci się nic z tego… – zacząłem, ale nie potrafiłem kontynuować. Spuściłem wzrok. To było bez sensu. Prawda była taka, że cokolwiek bym nie powiedział, to i tak miałem ją stracić. Niezależnie od tego, czy bym ją chronił, czy mówił jej całą prawdę. Jak leciało.
- Żałuję, że wtedy zniknąłem na zbyt długo…, że cię straciłem. Ale musiałem… Robiłem i robię zresztą tyle skrajnie różnych rzeczy… Nie powinnaś o tym słuchać. Serio. – Zero. Wciąż nie potrafiłem wyrzucić z siebie jakichkolwiek konkretów. – Dla mafii. Pracuję między innymi dla mafii… a raczej mafia pracuje dla mnie, bo jakby szefuję trochę. I wiem wiele… Znam tajemnice – kontynuowałem, przypominając sobie ponownie, że Imarka naprawdę nie była Imarką, choć dla mnie już zawsze miała nią być.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-10-28, 20:24   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Widząc jak się wycofał spojrzała na niego uważniej, z nadzieją, że może jednak potrafi się przed nią otworzyć i powiedzieć jej coś więcej oprócz żartów i półsłówek i półkłamstw i trochęprawd. Tak wyglądał przynajmniej, myśląc i zastanawiając się zanim się odezwał, wpatrując się w swoje dłonie. Imari oparła swoje o blat kuchenny, czekając na coś.. właściwie, cokolwiek. Jakąś informację na jego temat, coś więcej niż 'robiłem takie tam..'. I przez chwilę miała wrażenie, że naprawdę się doczeka, ale Phil nie potrafił z siebie wydusić.. ani słowa prawdy. Przynajmniej dla niej tak to wyglądało. Te kilka lat temu pewnie kwiczała by na myśl jaki to jest tajemniczy, ale.. o ile nadal miała słabość do facetów, których można by bardzo ogólnie określić mianem "łobuzów" to przy okazji jednak dorosła.
- Nie ma mi się podobać. Chcę wiedzieć.. - rzeczy. Wszystko. Cokolwiek może nawet, jeśli wszystko to za dużo, ale Phil już zaczął gubić się w swojej wypowiedzi.
- Wiesz, że to nadal nie mówi.. niczego, prawda? To są nadal półsłówka, jakieś pół-zdania, które może wystarczą, jak z mówieniem dziecku o seksie. Nie mówić więcej niż jest potrzebne, dopóki samo nie zapyta dalej. Więc pytam. I już jakby.. nie jestem dzieckiem - wzruszyła ramionami, splatając dłonie na piersi i obserwując dalej Neumanna, nie mając pojęcia czy powie jej cokolwiek czy zaraz zerknie na wyimagonowany zegarek na nadgarstku i stwierdzi, że jest bardzo zapracowany i musi już iść.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-11-03, 23:23   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Czułem się niechybnie jak osoba przeklęta, która, choć bardzo pragnęła, nie potrafiła wydusić z siebie chociażby paru słów… Utajnionych słów. Skrzętnie. Umiejętnie. Skutecznie. Pragnąłem być z nią szczery, wyznać jej to wszystko, co miało uspokoić jej duszę… albo też zaniepokoić, bo to wcale nie były lekkie rzeczy. Nieistotne intencje, które stały za powiedzeniem jej czy też nie, bo i tak nie potrafiłem się na to zdobyć…
…a byłem przyparty do muru czy też znalazłem się pomiędzy młotem a kowadłem. Mówię albo tracę – istna drama dla nastolatków wlepiających swoje biedne oczęta w ekrany telewizorów. Pewnie by mi kibicowali, a przynajmniej ta żeńska część. Chłopakom pewnie spodobałby się mój styl bycia, bo jakby nie patrzeć, to całkiem fajne miałem życie. Szkoda tylko, że Imari by tak tego nie określiła, gdybym jej powiedział, gdybym tylko się zdobył i to zrobił.
- Z takich najgrubszych faktów o mnie… Jestem agentem Lucasa. Poczekaj… I jest… taka organizacja przestępcza. Działa w niemalże całym kraju. Zajmuje się głownie handlem bronią, ale nie tylko to ma na swoim koncie. Operuję jej centrum, okręgiem, w którym powstała – Seattle, ogólnie stanem Waszyngton. Przemycam również, co wiesz. Wczoraj zabiłem trzech ludzi i jednego mutanta, a raczej wydałem na nich wyrok śmierci, bo nie zrobiłem tego własnoręcznie. Prosili się – zacząłem w końcu, bezemocjonalnym tonem, a przynajmniej takim starałem się mówić. Nie patrzyłem na nią, nie potrafiłem. Nie chciałem ujrzeć jej reakcji na te newsy. Mogłem sobie mieć beztroskie spojrzenie na swoje mroczne biznesy… Ja mogłem.
- Też jestem mutantem. I wiem, że Imari to nie jest twoje prawdziwe imię – kontynuowałem, zamilkając na moment. Cholera. Cisnęło mi się na wargi, by powiedzieć do niej Marceline, ale, no, naprawdę mi na niej zależało i nie chciałem durnie wystawiać jej na dekonspirację. Kto wie? Może miała rację, że wszystko miało uszy? I nie znało się dnia ani godziny, kiedy ktoś miał nam wbić ostry nóż w plecy? – Nim nadejdzie wieczór, być może skoczę do D.O.G.S. dyktować im warunki nowej umowy z Lucasem, bo ten podpisał jakieś gówniane papiery, i zapewne dostarczę szefowi nowy towar, który nieco może rozzłościć szefa innej mafii. W międzyczasie pewnie Lucas coś wymyśli albo ktoś z moich bliskich... – Zakończyłem szeptem, bo już nie miałem pojęcia, co mógłbym rzec. Numer buta? Ulubiony kolor? Zdradzić nazwiska z moich lewych prawek? Czy może po prostu powinienem zamilknąć, wstać i wyjść? Ech, te wyroki zawsze zapadały w tym trybie najbardziej dłużącego się czasu.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-11-05, 18:23   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Widziała, że coś tam myśli wyrażnie i zastanawiała się czy tak bardzo przyzwyczaił się do ukrywania tego, czym się zajmuje, że nie potrafi tego nawet powiedzieć, ubrać w jakiekolwiek sensowne słowa i po prostu opisać, nazwac jakoś czy jeszcze coś innego? Może nikt go o to nie pytał, bo kto wiedział ten wiedział, a kto nie, ten był calkiem odsunięty od wszystkiego, jak ona i nie miał nawet pojęcia? To było całkiem prawdopodobne, bo wydawało jej się że Phill może być całkiem sprawnym kłamcą i ukrywać bez problemu swoje podwojne zycie.
Drama godna nastolatków, każde z nich miało by pewnie swoich zwolenników i przeciwników, kibiców jeśli można to tak określić. Częśc uważała by Imari za lamę, pierdołę kompletną, część wzdychała by do Phila jako tego serialowego bad boya, któremu wszystko uchodzi na sucho przez jego charyzmę i wygląd, część nie dowierzała by jak można być tak dobrą postacią jak Imari i twierdzili by, ze kreacja jest płytka i słaba. Czyli właściwie samo życie.
Uniosła brew, gdy zaczął, bliska prychnięcia, ale mężczyzna szybko ją powstrzymał. Wzruszyła więc lekko ramionami i oparła się wygodniej, obserwując go, zastanawiając się czy mówi prawdę.. Ją samą zadziwiało to, że mu nie wierzy, a przynajmniej ciężko jej wierzyć w to, co mówi. Zapewne przez cały ten czas kiedy wszystko traktował jako żart i wszystkie rozmowy między nimi miały podobny ton.
Chociaż teraz opuścił wzrok i wydawał się.. cóż, wydawał się męczyć z tym co mówi i co przed nią odkrywa. Więc wyglądało na to, że nie kłamie.
Zagryzła wargi, bo wcale a wcale nie podobało jej się to, co słyszy.. ale sama o to prosiła, tak? Zacisnęła ręce na ramionach. Co miała mu odpowiedzieć? Bo największą ochote miała kazac mu po prostu wyjść.. Tylko, że przecież dostała czego chciała. A przy okazji gęsiej skórki.
- Czym.. - brzmiała jak stare zardzewiałe zawiasy w drzwiach, odchrząknęła - Co takiego zrobili? - nie była głupia, wiedziała, że nie każdy jest dobry, ale też i Phill tutaj na takiego nie wychodził. Bo nic nie jest czarne ani białe, a dla ludzi zawsze ich strona jest tą dobrą i moralną.
Wiedział, że to nei jest jej prawdziwe imię? Więc zapewne wiedział też więcej. Ale co? Ile z tego? Nie chwaliła się tym, że ma rodzeństwo, ale przecież nie było tak ciężko do tego dojść jeśli ktoś wiedział, że jest Marcelie Hopper, a Will był poszukiwany, a ona naprawdę nie chciała by to obróciło się przeciwko nim. Bo tak naprawdę na czym stała? Phil chce dla niej dobrze, a może wcale nie? Może chce dobrze dla siebie? Tylko wtedy dlaczego by jej to mówił? Mógł znaleźć jakieś inne wymówki, kłamać, nie powiedzieć, że wie o jej prawdziwej tożsamości.. Nie potrafiła tego obecnie rozgryźć i bała się, że teraz nie tylko siebie może wpakować w jakieś bagno, był przecież jej brat i siostra.. I całe Bractwo. A gdy się odpowiadało za kogoś jeszcze, nagle wszystko robiło się trudniejsze.
Wciągnęła głęboko powietrze w płuca, przesuwajac wzrokiem po podłodze. Miała masę pytań, nie wiedziała czy chce znać odpowiedzi, a jednak te cisnęły jej się na usta. Ale była tylko jedna rzecz, którą mogła sprawdzić...
Neumann od chwili się nie odzywał, a Imari wyglądała jakby w ogóle go nie słuchała. W końcu podniosła jednak wzrok.
- Spójrz na mnie - poprosiła. Tak, to czy naprawdę jest mutantem mogła sprawdzić w ciągu jakiś dwóch sekund, ale wymagała do tego kontaktu wzrokowego. Mężczyzna niechętnie, ale podniósł na nią spojrzenie i przez chwilę mogło mu się wydawać, że jej oczy na moment pociemniały, ale to szybko zniknęło.
Faktycznie był mutantem.
Nawet tego jej nie powiedział?
Nigdy nie pytała, ale też ona nie ukrywała swojej mutacji...
Pokręciła głową, spojrzała w bok zrywając kontakt wzrokowy, a milczenie przedłużało się.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że jesteś mutantem? Dlaczego nie powiedziałeś, że wiesz o mnie więcej niż ja sama ci powiedziałam? Dlaczego wpadłeś na mnie akurat teraz? - zmarszczyła brwi, chyba nie będąc specjalnie zadowolona. Westchnęła po raz kolejny.
- Właściwie... Nieważne. Muszę to przetrawić, a ty nie wydajesz się chętny na odpowiadanie na kolejne pytania. Jeśli to wszystko... to chciała bym, żebyś wyszedł - za dużo na raz? Być może. Być może za dużo, za późno.
W końcu mógł jej zacząć mówić już dawno. Pewnie by zrozumiała.
Teraz?
Nie wiedziała w co wierzyć.
Przesunęła po mężczyźnie spojrzeniem, aż zatrzymała się na jego oczach.
Nie była obrzydzona, była raczej.. zła, smutna, zrezygnowana, przytłoczona, zaskoczona... Było naprawdę wiele określeń, a ona musiała sobie wszystko poukładać w głowie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-11-19, 18:50   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Stąpałem po grząskim gruncie. Miałem tego świadomość, a mimo to podarowałem jej bukiet kwiatków o swoim życiu i nazywałem ten krok niejakim progresem, chociaż wcale nic nie zyskiwałem. Oddawałem. Cenne i zarazem niebezpieczne informacje. Serio, Blanc była jedną z tych osób, które gotów byłem bronić za wszelką cenę przed tą drugą czy tam trzecią częścią mojego życia. Niestety, miała tak złośliwy charakter, że się nie dało i teraz właściwie z tego grząskiego gruntu przeszedłem na toń, o której głębokości i niebezpieczeństwach nie miałem zielonego pojęcia. Pewnie to właśnie stąd brała się ta niechęć do roztkliwiania się o sobie przed innymi, przed Imarką…
Darowałem sobie tłumaczenie jej, w jaki sposób goście z mafii zasłużyli na śmierć. Po prostu się nie wykazali, zawiedli. Myślę, że wiedziała czy tam się tego domyślała, tylko darowała sobie sama odpowiedź na to pytanie. Brzmiało zbyt prosto i zbyt brutalnie. Jednocześnie.
Podobnie jak proste i brutalne musiało być spojrzenie Imari, którego w dalszym ciągu unikałem, póki nie poprosiła zaskakująco łagodnie, bym na nią spojrzał. Nie mogłem się oprzeć, więc to zrobiłem. Myślałem, że ujrzę jakieś wyrzuty, jakieś cienie osądu, ale nie… Nic z tych rzeczy. Ona zaczęła robić coś ze swoimi oczami, wwiercać się jakby w moje i to, cóż, to było zdecydowanie za wiele. Otworzyć się otworzyłem, ale nie zamierzałem pozwalać na pranie mózgu czy inne czytanie w myślach.
- CO TY ROBISZ?! Co ty zrobiłaś? – zapytałem, zaciskając powieki, kręcąc głową, jak gdybym chciał się pozbyć z niej… czego? Uroku złego babskiego chyba. – Nie wiem, co to było… I nie wiem, czego ty chcesz, Imari… Myślałem, że szczęście mnie tu przyprowadziło, ale to był chyba jakiś podły pech – podsumowałem. Wstałem z ikeaowskiego łóżka i wystrzeliłem w kierunku drzwi. Tak, jak chciała. Ona nie chciała, bym ja tu był, ja zaś nie chciałem dłużej przebywać w jej towarzystwie. Może po prostu musieliśmy trochę pobyć sami.

| z/t
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6