Poprzedni temat «» Następny temat
Mieszkanie #1
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-10-16, 21:32   Mieszkanie #1



[Profil]
 
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-16, 23:12   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


|bezpośrednio z uliczki [05.10.2018 roku]

Wiele osób na jej miejscu prawdopodobnie nigdy w życiu nie dałoby się pociągnąć obcemu chłopakowi z getta w jakieś całkowicie nieznane im miejsce. Wiele osób skwitowałoby to prostym um, nope, po czym odeszłoby w swoją stronę, zwłaszcza jeśli miałoby jeszcze całą masę spraw do załatwienia przed godziną policyjną. Wiele osób miałoby równie mocne poczucie zagrożenia ze strony obecnego towarzysza Maysilee, co ze strony D.O.G.S. Dzielnica Ochrony Mutantów nie słynęła w końcu ze zbyt przyjaznych mieszkańców.
Griffith jednak bez protestów pozwoliła Thomasowi wciągnąć się do pierwszej z brzegu klatki schodowej, gdzieś pomiędzy kolejnymi stawianymi krokami, rzucając tylko dosyć naiwne:
- Obiecujesz? - Czy naprawdę pytała go o to, czy obiecywał, że nie zrobi jej nic złego? Owszem. Czy miała poczuć się lepiej, jeśli chłopak potwierdzi? Prawdopodobnie tak. Czy w tej chwili myślała o tym, jak bardzo zostałaby opieprzona, gdyby ktokolwiek z jej bliskich - z przywódcą okolicznego Bractwa Mutantów na czele - dowiedział się o tym, co właśnie robiła? Nigdy w życiu, po prostu wypchnęła to ze swojego umysłu, nim zdążyło na dobre zaistnieć w jej myślach. Tak już po prostu miała…
Znali się już zresztą pewnie około dwudziestu pięciu minut i choć praktycznie nic o nim nie wiedziała, niewątpliwie podał jej swoje nazwisko. To natomiast było powoli kiełkującym zalążkiem obustronnego zaufania, czyż nie? No, dobrze - nie było. Otarcie na skórze nadal ją szczypało, a plecy pobolewały, jednak była naprawdę skłonna zawierzyć Walkerowi swoje życie przez kilka najbliższych minut, ponieważ mógł mieć informacje, które były dla niej cenniejsze od wszystkiego innego. Poza tym chciała mu przecież pomóc. Potrzebował jej, aby dotrzeć do głębi tego, co go nękało, dlatego nie mógł jej skrzywdzić… Prawda?
- Widzisz, jak dyszę? - Spytała, starając się dotrzymać mu kroku, gdy pokonywali kolejne schodki, tylnymi drzwiami wychodząc z jednego budynku tylko po to, aby przemknąć przez podwórko i ruszyć ku kolejnym drzwiom oraz następnym, zdecydowanie dłuższym schodom. - Duchy się nie męczą, co nie? Gdybym była duchem, sunęłabym obok ciebie. Smukła, eteryczna, ładna i niezasapana. - Znowu podejmując temat, jakiego nie mieli okazji dokończyć na ulicy, spojrzała na swoje odbicie w szybie na korytarzu, którym aktualnie zmierzali. Cóż, pewnie nadal była smukła, ale jej policzki przybrały naprawdę różowawo-czerwony kolor, a włosy całkowicie skołtuniły się od wiatru, dodatkowo najwyraźniej także się elektryzując. Nie była duchem.
Niewątpliwie za to zapisała w swojej pamięci jedno zdanie, jakie o nich wypowiedział… Umiał je przywoływać. I choć w tamtym momencie po prostu zamilkła, nie do końca wiedząc, co mogła mu na to odpowiedzieć, z każdą kolejną chwilą pozwalała sobie na coraz odważniejsze pytania… Czy chciała jego pomocy? Czy chciała tak naprawdę wiedzieć, co stało się z dwójką bliskich jej ludzi? Czy chciała potwierdzić to, co nieuniknione? A może wolała dalej mieć te okruchy nadziei, trzymając się ich w najmroczniejsze dni, kiedy powracała pamięcią do przeszłości? Tak czy inaczej, nie chciała rozmawiać z nim o tym na korytarzu, kątem oka ostrożnie przyglądając się chłopakowi.
- Dobrze się czujesz? - Nie wyglądał dobrze. - Tam na ulicy… Zanim dokończyłeś zdanie, dosyć mocno się zakołysałeś. Wszystko w porządku? Gdzie tak właściwie idziemy? - Choć powinno to być pierwsze pytanie, cóż, było ostatnie...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-10-22, 16:46   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Thomasowi chyba ulżyło, kiedy Sally nie uciekła. Chociaż to co robiła było skrajnie głupie i nieodpowiedzialne to nie potrafił nie czuć w klatce piersiowej tej dziwnej radości. Zbyt długo czekał na ten moment. Zbyt wiele dziur miał w głowie. I na tym etapie swojego życia… chyba nie przeżyłby kolejnego dnia z brakiem świadomości. I, choć niezwykle przerażała go ta myśl, chyba nie pozwoliłby jej tak po prostu odejść. Nie wiedział jeszcze do czego dokładnie był zdolny, ale w tej jednej sprawie… cóż… był naprawdę zdesperowany. Pewnie dlatego tak po prostu jej przytaknął, gdy poprosiła o zapewnienie. Nie, nie miał zamiaru jej nic zrobić. W jego intencjach nie leżała krzywda dziewczyny. Potrzebował tylko odpowiedzi. Problem tkwił jednak w tym, że nie do końca potrafił zagwarantować jej bezpieczeństwo. Chyba właśnie dlatego był tak bardzo spięty. Nie wiedział przecież co się wydarzy jeśli to co mu powie nie przypadnie mu do gustu. Nie wiedział kim był. Nie panował nad swoimi reakcjami, czego najlepszym przykładem był ten jego ostatni nagły wybuch. I nawet jeśli chciałby to jakoś przewidzieć… nie potrafił. Nie znał siebie. Ale to nie było coś, czym powinno się dzielić z osobami, od których czegoś potrzebował. Dlatego Thomas jedynie się uśmiechnął. To wszystko.
– Powiedziałby każdy duch, który chciałby mnie oszukać – odparował, ale chyba tylko dla samej sztuki mówienia bo… coraz bardziej przychylał się do jej wersji wydarzeń. No, a przynajmniej do tego, że nie było martwa. Tylko, czy to miałoby sens? Że pojawiła się tutaj tak nagle? Teraz, kiedy właściwie stracił całą nadzieję, że jeszcze ją spotka? To było dziwne uczucie. Ale tak. Chyba jej wierzył. Walker zmarszczył brwi.
– Poza tym… wciąż jesteś ładna – wyrzucił z siebie, właściwie nawet nie wiedząc dlaczego te słowa wypłynęły z jego ust. Była ładna, to fakt, ale… huh. Czy to w ogóle było do niego podobne? Walker momentalnie przyspieszył, odwracając wzrok. Nie speszył się, nie czuł wstydu – i to chyba jeszcze bardziej go dziwiło. A więc był tego typu człowiekiem?
– Chyba coś zobaczyłem i… – potrząsnął głową, to nie było ważne. Pewnie mu się tylko wydawało. Pewnie widział to co chciał zobaczyć. Thomas wskazał gestem głowy na drzwi do mieszkania. – Tutaj mieszkam, będziemy tam bezpieczni. Mój współlokator chyba już nie wróci, więc… – i znowu posłał jej to błagalne spojrzenie. Po prostu chciał, by z nim tam weszła. Wiedział jak beznadziejnie to brzmiało, ale nie umiał tego ubrać w słowa. Dlatego po prostu otworzył na oścież drzwi, posyłając jej wyczekujące spojrzenie. – Jak tylko skończy się godzina policyjna odprowadzę cię gdziekolwiek chcesz.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-22, 18:07   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- A więc jestem duszką oszustką? To może mi powiesz, jakie jeszcze rodzaje duchów masz w zanadrzu? Poza Wróżką Duszką, oczywiście. Tej nie musisz mi przedstawiać. - Prawdopodobnie nie w taki sposób należało się zwracać do praktycznie obcego, totalnie zestresowanego faceta, jednak Maysilee praktycznie nigdy nie zwracała uwagi na podobne błahostki.
Tak samo jak w przypadku instynktowego przejścia na ty, jakie zaliczyli już na samym początku znajomości, teraz też nie przykładała uwagi do tego, co wypadało. Pobyt w niezmiernie przyjemnym DOMu, jak i ucieczka przed potencjalnie nadchodzącym patrolem D.O.G.S. zbliżały ludzi. No, o ile to nie była jedna wielka ściema, a ona nie miała skończyć jako potrawka na jutrzejszy obiad... Ale przecież ufała w jego dobre intencje. Wyglądał na... Impulsywnego nie-mordercę. Chyba. Jej osąd był obecnie lekko zaburzony. Tak samo jak oddech.
Który momentalnie wstrzymała na ułamek sekundy, słysząc dosyć zaskakujący komplement. Zdecydowanie nie spodziewała się takich słów, toteż jej policzki jeszcze bardziej się zaczerwieniły, a ona sama odchrząknęła, na chwilę odwracając wzrok... Co nieomal poskutkowałoby potknięciem się o kolejny schodek, gdyby nie uniosła nogi, chybotliwie ją na nim stawiając. Ponadto niezbyt przywykła do tak otwartych tekstów, przez co wyjątkowo odjęło jej mowę. Przynajmniej na chwilę, ponieważ moment później wypaliła:
- Ty też jesteś ładny. - Rzuciła, próbując dotrzymać mu kroku, choć zdecydowanie przyspieszył i pozostawił ją w tyle.
Cóż, prawdopodobnie nie to chciał usłyszeć typowy mężczyzna, ale... Gdyby nie wyraźna, wręcz przeraźliwa chudość, niezbyt czyste ubrania i raczej nieczęsto myte włosy, naprawdę byłby niczego sobie. Kiedyś musiał być. Zwłaszcza te oczy do niej przemawiały. Z tym, iż patrzyła na nie czysto... Neutralnie. W innych warunkach prawdopodobnie byłby całkiem przystojnym facetem, ale nie umiała wyobrazić sobie tego, by czuła do niego pociąg. Zbyt mocno przypominał jej zmarłego przyjaciela, za bardzo widziała w nim... No, cóż, własne tchórzostwo z tamtego wieczoru. Aczkolwiek nie kłamała. To była dosyć niezręczna, ale prawdziwa odpowiedź, która zapewne - na ich szczęście i z powodzeniem - miała już wkrótce odejść w niepamięć.
- I? - Nie lubiła niedokończonych historii. To był najgorszy rodzaj odpowiedzi, nawet jeśli czasami sama się do niego uciekała... Lub ktoś jej przerywał. Dokładnie tak, jak ona zrobiła to w przypadku Thomasa, dopiero moment później orientując się, że chyba weszła mu w słowo... I w pokazywanie mieszkania, którego próg przekroczyła, rzucając przy tym spojrzenie w kierunku Walkera, nim rozejrzała się po wnętrzu...
- Um... Jest... Bardzo ładne. - Nie było, naprawdę nie było, ale niewątpliwie miało swój DOMowy urok. Taki... Spartański... - Macie tu dużo przestrzeni...
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-10-22, 20:00   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Rodzaje duchów? – powtórzył po niej, marszcząc brwi. Co ona sobie w ogóle wymyśliła? Ale właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiał. Duch to duch, nie dzielił ich na jakieś kategorie. Teraz jednak nie dawało mu to spokoju. Na moment przystanął, by spojrzeć jej w oczy.
– Jedni są pogodzeni ze swoim losem, ci nie stanowią żadnego zagrożenia. Są też tacy, którzy wypierają rzeczywistość i wtedy robi się naprawdę niebezpiecznie. Kojarzysz coś takiego jak opętania? – czemu on właściwie jej to mówił? Skoro już uwierzył w to, że nie była duchem… sprawy się znacznie komplikowały. Mogła być kimś, kto miał mu zaszkodzić. Ale z drugiej strony był już w DOMu. Nie mógł trafić gorzej, piekło było tutaj. Dlatego westchnął cicho. – Istnieją naprawdę. – dorzucił, nie czekając na jej odpowiedź. Nie chciał jednak wchodzić w szczegóły. To nie było nic przyjemnego. Nawet teraz nienaturalnie – chociaż przecież i tak już był biały jak papier – zbladł. A potem… potem Sally nagle wyrzuciła z siebie, że on też był ładny i teraz Thomas tym bardziej nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Jeśli wcześniej nie czuł wstydu, teraz był wręcz zażenowany. Kompletnie nie wiedział co na to odpowiedzieć, więc unikając kontaktu wzrokowego sprawił, że stało się jeszcze bardziej niezręcznie niż wymagała tego sytuacja.
– I… – kontynuował, wzdychając ciężko. Właściwie próbował znaleźć odpowiednie słowa. Nie chciał, by to zabrzmiało aż tak źle jak miało zabrzmieć. Ale jak inaczej miał jej wytłumaczyć, że znowu ją zobaczył? Że nawiedzała go nie tylko w snach, ale w normalnej, szarej egzystencji również? Na szczęście kupił sobie trochę czasu, kiedy pokazywał jej swoje mieszkanie. Słysząc jej słowa, nie potrafił powstrzymać cichego parsknięcia. Nie umiała kłamać. To dobrze. To miało znacznie ułatwić sprawę.
– Lokator jest… był… Polakiem – skomentował te odważne i dziwne napisy na ścianach. Nie bardzo rozumiał co to wszystko znaczyło, ale nie wnikał w to. Nie obchodziło go to. A teraz… teraz żałował. Mężczyzna nie wracał od trzech dni i Walker był prawie pewien, że już go więcej nie zobaczy. No, przynajmniej żywego. Thomas zamknął za sobą drzwi, po czym oparł się plecami o ścianę, tym samym przeczesując włosy dłonią.
– Wiem jak to zabrzmi – powiedział na swoją obronę, powoli wracając spojrzeniem do jej twarzy. – Ale miewam przebłyski… Widzę obrazy i… zobaczyłem obraz. Twoja twarz w jakimś samochodzie to… to wszystko.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-22, 20:48   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Za czasów mojej młodości... - Zaczęła, starając się nie przerywać, choć jednoczesny niezmiernie szybki chód wcale w tym nie pomagał. - To jest na początku dziewiętnastego wieku... Często mieliśmy jakieś nawiedzenia. Mieszkanie w olbrzymich, cienistych posiadłościach temu sprzyjało, czyż nie? Pamiętam, jak woźnica spadł z powozu i stratowały go konie. Potem nawiedzał stajnię, a pani matka była z tego niezmiernie niezadowolona. To był dla nas rodzaj uciążliwego ducha, ale wy... Nekromanci, ducholodzy, trupoznawcy, zmarłopasjonaci zapewne macie na to swoje własne określenia? Właśnie o nie mi chodzi.
Ktoś, kto nie znał jej na co dzień, zapewne mógłby być zadziwiony ilością słów, jakie padły z ust Maysilee wyłącznie w przeciągu chwili, jednak ona sama tak naprawdę już wcale tego nie zauważała. Miała dużo lepsze rzeczy do obserwacji, starając się wyczuć moment, w którym powinna ponownie rzucić okiem na twarz towarzyszącego jej chłopaka. Nie bez powodu mówiła przecież to, co mówiła. Wcale nie musiała traktować go monologiem wypowiadanym w tonie szlachcianki z przeszłości. Chciała tylko poznać jego reakcję na nieświadome przyznanie, że była duchem.
Nie wytrzymała jednak zbyt długo, zaledwie kilkadziesiąt sekund - pełnych kompletnej ciszy z jej strony - chichocząc pod nosem. Jak na paskudne otoczenie, chodzenie gdzieś z nieznajomymi i towarzyszące im niebezpieczeństwo, była w całkiem niezłym nastroju. Nie zapomniała tamtego zawodu, zszokowania czy dezorientacji. Zwyczajnie postanowiła przykryć je uśmiechem, z początku na siłę unosząc kąciki ust, teraz jednak robiąc to już całkowicie szczerze. W końcu była śmieszkiem. Nie dało się oszukać natury. Nie do końca spoważniała nawet wtedy, gdy spytała:
- Miałeś z nimi do czynienia? Z opętaniami? - Choć powinien jej się zjeżyć włos na głowie, nie mogła zaprzeczyć... To było ciekawe. Zastanawiało ją, czy filmy faktycznie ukazywały prawdziwy wygląd takiego człowieka, jego zachowanie, uczynki... I chociaż zapewne nie miała dostać odpowiedzi, zwłaszcza że najrozsądniej byłoby o to nie pytać... Chciała to wiedzieć. Otworzyła usta, aby wydobyć z nich kolejne słowa, jednak równie szybko ponownie je zamknęła. Bladość na twarzy Thomasa mówiła sama za siebie, a Sally momentalnie postanowiła zrezygnować z tego pomysłu.
Prawdopodobnie powinna także odpuścić sobie kolejną wypowiedź, bo i ona poczuła nagłą niezręczność, jaka jeszcze wyraźniej zawitała pomiędzy nimi, jednak miała chociaż wątłą nadzieję, że jej słowa odrobinę poprawiły mu humor. W końcu ludzie wewnętrznie lubili, gdy ktoś nazywał ich ładnymi, prawda? Nawet jeśli nie za bardzo to okazywali, szczere odpowiedzi na komplementy były... Dobre. Przynajmniej na chwilę, zanim nie zniknęły w gąszczu innych słów.
- I? - Nawet słysząc ciężkie westchnięcie Thomasa, nie mogła ukryć, że powtarzanie jednej, prostej literki - a może wyrazu? - odrobinę ją bawiło. Oczywiście, chciała dowiedzieć się coś więcej, ale jej uwaga ponownie została odwrócona. Tym razem przez wygląd mieszkania, który... Zaskakiwał. Nie do końca pozytywnie, ale nie było tu aż tak fatalnie. Widywała bardziej upiorne miejsca. Oni tu przynajmniej mieli jakąś przestrzeń. Oni, a może już tylko on? Skoro jego współlokator był...
- Przykro mi. - Powiedziała cicho, posyłając Thomasowi pocieszający, delikatny uśmiech. Nie wiedziała, jaki miał stosunek do swojego współmieszkańca, ale każde odejście było na swój sposób trudne. Kto jak kto - Sally dosyć dobrze o tym wiedziała. Straciła wiele osób. Ten wieczór jej o tym przypominał, zwłaszcza że słowa Walkera także nasunęły skojarzenia.
- Przebłyski wspomnień? - Spytała, przyglądając mu się ze zmarszczonymi brwiami. - W samochodzie? Skoro mówisz o Bostonie... Może jednak pracowałeś tam w drive-thru? - To było najlogiczniejsze wyjaśnienie. A skoro już o jedzeniu była mowa, Maya dyskretnie sięgnęła do plecaka. - Miałam dać ci kanapki. Gdzie je położyć? Masz jakiś stół... Czy coś?
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-10-23, 18:13   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Słysząc słowa dziewczyny, Thomas zacisnął usta w cienką linijkę, tym samym powstrzymując niebezpiecznie wznoszący się kącik ust. Za jej czasów, huh? Czyli dwa lata temy? Walker wydął usta w podkówkę, kiwając przy tym sarkastycznie głową. Och, oczywiście, że wierzył w jej piękną i barwną historię. Nie wiedzieć z jakiego powodu nie chciał jej jednak wyprowadzać z błędu. Czy to znaczyło, że był żartownisiem? Czy to znaczyło, że miał wewnętrznie ukryte poczucie humoru? Nie umiał tego stwierdzić. Nie umiał siebie rozgryźć. Zauważył jednak, że im dłużej z nią przebywał, tym więcej zaskakujących rzeczy odkrywał.
– Niech zgadnę. Pani matka potraktowała go solą i siarką? – wzniósł wysoko brwi, przez kilka sekund utrzymując z brunetką kontakt wzrokowy. Dopiero po chwili wzruszył lekko ramionami. Nieważne jak absurdalne było to co mu mówiła, ale z jakiegoś powodu musiał na to odpowiedzieć.
– Nie znam innych zmarłopasjonatów..? – co to w ogóle było za słowo? Nieważne, Walker potrząsnął głową. Ale z drugiej strony… jakby miał się nad tym dłużej zastanowić to chyba chciałby, by istniał ktoś równie porąbany jak on. Może wtedy Walker rozumiałby o co w tym wszystkim chodzi? – Ale ja nazywam ich po prostu, cóż, złamarlakami.
To oczywiście nie była prawda. Nie miał w zwyczaju nazywać duchów, bo cóż… nie było na to czasu. Musiał się skupić na ratowaniu własnego tyłka i unikaniu opętania, ale… nie musiała o tym wiedzieć. I kiedy zadała mu to pytanie, Walker wzruszył ramionami i wybąkał: – ano, miałem.
To tyle. Nic więcej. Potem jakby nabrał wody w usta. Nie wiedział co na to wszystko odpowiedzieć. Tak. Mu też chyba było przykro z powodu współlokatora, ale na dobrą sprawę praktycznie w ogóle się nie znali. Sam Thomas nie był do końca pewien, czy tamten mężczyzna był w ogóle żywy. Wysyłał zbyt wiele sprzecznych sygnałów, by Thomas mógł to ustalić.
– Ja… – zaczął, mrużąc oczy. To pytanie chyba zbiło go z tropu. Czy pracował w drive-thru? Skąd miał to wiedzieć? Nic nie pamiętał, ale… – Nie, nie sądzę, bym z całego życia zapamiętał tylko jakąś klientkę.
To nie miałoby sensu. Musiał mieć jakąś rodzinę, prawda? Jakim więc cudem nie pamiętał żadnego ze swoich bliskich, a pamiętał ją? Nie mógł jej znać tylko z widzenia. To było dość pewne. Walker ściągnął brwi. – A co jeśli… jeśli ty też nie masz wszystkich wspomnień?
Czy to było możliwe? Nie potrafił tego stwierdzić, ale… skoro go nie pamiętała może o to w tym wszystkim chodziło? Nie pamiętali siebie nawzajem? Oboje stracili wspomnienia mniej więcej w tym samym czasie i w tych samych okolicznościach? Na pytanie o stół, Thomas jedynie pokręcił przecząco głową.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-23, 19:11   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Siarką? - Mrugając w lekkim skonsternowaniu, przecząco potrząsnęła głową. Słyszała o soli, ale... O siarce? Nigdy w życiu. Nawet jeśli to była wyłącznie wymyślona historyjka, odpowiedź Thomasa wzbudziła w Mayi dodatkowe zaciekawienie, co doprowadziło do dosyć szybkiego odpuszczenia sobie dalszych wygłupów. Zamiast tego postanowiła zadać mu kolejne - z wielu przeszłych, teraźniejszych i zapewne też przyszłych - pytań.
- Używacie... Używasz siarki? Co ma robić? - Dosyć błyskawicznie zaakceptowała fakt, iż miała do czynienia z jedynym znanym zmarłopasjonatą, bo... Skoro on nie znał żadnego innego, to pewnie nie było nikogo takiego więcej. W końcu w normalnych okolicznościach podobni ludzie zbierali się w grupy, tworzyli jakieś stowarzyszenia albo coś w tym rodzaju... Wymieniali się doświadczeniami, poradami, zadaniami. Co zapewne było łatwiejsze od radzenia sobie z tym całkowicie samemu. Zwłaszcza w DOMu, w którym musiało być naprawdę wiele duchów. I choć o opętania nie chciała już więcej pytać, widząc reakcję Walkera, sprawa getta zdecydowanie siedziała jej w głowie.
- Dużo jest tutaj tych zmarlaków? - Czy mutanci w ogóle mogli zostawać duchami? A może czekał ich inny - lepszy albo gorszy - los? Nie mogła ukryć, że ją to na swój sposób pasjonowało. Jeszcze nigdy nie miała do czynienia z kimś, kto mógłby odpowiedzieć na pytania dotyczące tej dziedziny nieżycia.
Toby też byłby zaciekawiony...
Ta jedna myśl, przebłysk wspomnień dotyczących ich licznych rozmów, wystarczył, żeby poczuła się źle. Nie na tyle, by to otwarcie okazać, ale wciąż nie tak. Nie postanowiła jednak całkowicie zejść z tematu, zamiast tego robiąc coś wręcz przeciwnego. Skoro już poznała kogoś, kto mógł jej coś powiedzieć...
- To może wydać ci się dziwne, ale... Widziałeś kiedyś któregoś z prezydentów? - Spytała nagle, wbijając w niego spojrzenie. W końcu ci ludzie ponoć nawiedzali Biały Dom i jego okolice, a także pojawiali się w innych miejscach. Czy byli warci zobaczenia? Czy faktycznie mogli służyć dobrą radą? Czy Tobias miałby szansę z nimi współpracować? Gdyby tylko żył... Gdyby żył. Nie chciała jeszcze poruszać tego tematu, prosić o kolejną, największą przysługę. Nie teraz. Było na to zdecydowanie za wcześnie, a ona nadal nie wiedziała, czy chciała.
- Niektórych ludzi zapamiętujemy bez zbytniego zastanawiania się. Może teraz też tak było? A co do wspomnień... Mam ich nawet aż za dużo, Tommy. - Powinna go tak nazywać? Nie powinna? To przychodziło jej dosyć instynktownie. - Mam ich naprawdę wiele. - Stwierdziła prosto, kręcąc przy tym głową. Gdyby miała go zapamiętać... Cóż, zapewne by to zrobiła. Nie sądziła, by utraciła jakiekolwiek wspomnienia, nawet jeśli kilka z nich jak najbardziej się do tego nadawało. - Chętnie oddałabym komuś część z nich, ale to nie jest takie proste... - Tym razem nie zamierzała zadawać mu tego niezmiernie głupiego pytania, jakie momentalnie przyszło jej do głowy. Wiedziała, że nie pamiętał, jak utracił znaczną większość pamięci. Czego to było wynikiem? Ingerencji Rządu? Wypadku podczas przebywania w zamknięciu albo podczas ucieczki? Czegoś innego? Nigdy nie przeżyła podobnej sytuacji i nie była w stanie wpaść na coś, czym mogłaby mu pomóc.
- A więc... - Odchrząknęła, robiąc sobie kawałek miejsca na niezbyt czystej podłodze i siadając tam po turecku, nim przesunęła kanapki w jego stronę. Być może on wolał stać, ale jej krótkie nogi nie były przyzwyczajone do podobnych wyzwań, jakie dzisiaj przeszły. - Jak sądzisz? Co mam zrobić, żeby ci pomóc? Chcesz posłuchać czegoś o Bostonie? Albo o moim Bostonie?
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-10-24, 18:29   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Słysząc pytanie o siarkę, Walker po prostu parsknął cichym śmiechem. Tym razem nie był w stanie się powstrzymać i grać na zwłokę. Po prostu pokręcił z lekkim rozbawieniem głową, jednocześnie zostawiając dziewczynę bez odpowiedzi. Cóż… niech to pozostanie jego tajemnicą. Chociaż na dobrą sprawę może powinien ją uświadomić, że ani sól, ani siarka właściwie w niczym nie pomagały?
– Więcej niż żywych – stwierdził po prostu, już o wiele poważniejszym tonem głosu. Chociaż ponownie… miał naprawdę duże problemy z rozróżnieniem tych żywych od martwych. To nie była łatwa sprawa, zwłaszcza dla kogoś kto balansował na granicy życia praktycznie każdego dnia. Niejednokrotnie nachodziły go refleksje, że może on też był już martwy, że może wcale nie miał mocy i to wszystko po prostu było jakimś życiem pozaziemskim…
– Nie, ale fajnie by było, huh? Zaczerpnąć porady od samego Lincolna – to byłoby coś. Szkoda tylko, że to nie działało tak do końca. Najczęściej spotykał po prostu pijaków, albo kogoś kto nie potrafił pogodzić się z własnym życiem. Nie były to jednak tak interesujące osoby jak Lincoln.
– Bez obrazy, Sally, ale.. – nie do kończył. Po prostu potrząsnął głową, ale jego mina była wystarczająco wymowna. Byłą fajną dziewczyną. Ładną i miłą. Ale nie była kimś, kogo można było zapamiętać bardziej od własnej rodziny. Musiał jakąś mieć. Musiał mieć kogokolwiek o wiele bardziej wartego zapamiętania. Tak nakazywał zdrowy rozsądek.
– Tak, chyba chciałbym – powiedział po chwili. Przez krótką minutę się zawahał, ale ostatecznie sam usiadł na tej podłodze, dość nieufnie spoglądając na te kanapki. – Dzięki – dodał po chwili, po czym sięgnął dłonią po jedzenie, by wziąć dużego gryza. W pewnym sensie zachowywał się jak ktoś, kto nie jadł od kilku tygodni. Nawet nie zauważył, kiedy z kanapki nie pozostało praktycznie nic.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-24, 19:10   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Reakcja chłopaka była dostatecznie jasna, by Maysilee zorientowała się, że nie miał zamiaru udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi, jednak - o dziwo nawet dla samej siebie - postanowiła jej od niego nie wyciągać. No, przynajmniej nie w tym momencie, ponieważ nie ukrywała, że miała skłonność do zapamiętywania niektórych tematów i wyciągania ich znacznie później - kiedy jej rozmówca trafił uwagę i zaczynał mówić dla samego mówienia... Lub po alkoholu. Cóż, prawdopodobnie była jedną z nielicznych osób, które lubiły słuchać pijanych ludzi, ale zazwyczaj się z nich nie śmiały. Po prostu dominowała wtedy szczerość.
Oczywiście, nie oznaczało to, iż prowokowała podobne sytuacje. W swoim dosyć impulsywnym i pełnym przygód życiu, cóż, nie miała mimo wszystko zbyt wielu sytuacji do tego, by zabalować. Nie ufała sobie zresztą na tyle, żeby dać się porwać w tan. Wystarczyło, że lubiła siebie na trzeźwo, a dotychczas przeżyte sytuacje sprawiały, iż nie odwlekała zbyt długo tego, czego pragnęła. Nie potrzebowała alkoholu, by stać się trochę odważniejsza. Zwyczajnie myślała o tych wszystkich, którzy nie mogli już spełniać własnych marzeń. To właśnie dla nich starała się oddychać pełną piersią, choć nie zawsze było to łatwe. W takich zaś sytuacjach trochę pomagało tłumienie smutków...
Być może spotkanie kogoś, kto miał możliwość porozmawiania ze zmarłymi także mogło się temu przysłużyć? Naprawdę zastanawiało ją to, co mu mówili, zwłaszcza że - jak sam teraz stwierdził - w Dzielnicy Ochrony Mutantów było więcej duchów niż żywych... Musiał napotykać ich raz po raz, a oni musieli dosyć często orientować się, że ich widział. Wtedy zapewne pojawiały się pytania, prośby, żale, wspomnienia... To było niezmiernie przykre, ale też w pewien sposób budujące. Przynajmniej mieli kogoś, kto ich dostrzegał. Nie musieli krzyczeć w eter. Szkoda tylko, iż dla samego Thomasa musiało to być dosyć ciężkie.
- Powinienieś spróbować przejechać się do Waszyngtonu, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. Podejść pod Biały Dom i zawołać tych zmarłych, którzy tam jeszcze zostali... - Stwierdziła z naprawdę dużym entuzjazmem, dopiero po chwili orientując się, jakie głupstwo palnęła. Poczuła się jak ostatnia idiotka, naprawdę poczuła się niczym największa debilka, z jaką kiedykolwiek miała styczność, bo... Mówiła do kogoś, kto był tu uwięziony, uziemiony i nie mógł tak po prostu wybrać się na przejażdżkę. To nie były już te dobre, dosyć spokojne czasy... Otoczenie skutecznie powinno jej o tym przypomnieć. I teraz to zrobiło.
Maysilee wzięła głęboki wdech, uśmiechając się przepraszająco. Naprawdę nie chciała przypominać mu o jego beznadziejnej sytuacji. Nie po to przecież tu była. Zamiast pomagać, prawdopodobnie tylko wszystko pogarszała. Odwróciła więc wzrok, wpatrując się w jedno z okien i ponownie odchrząkując.
- Są przywiązani do tego miejsca? Nie mogą go opuścić? Czy dobrowolnie tu zostają? - Spytała cicho, zastanawiając się, jak to właściwie było. Czy zmarli musieli błąkać się wyłącznie w okolicy miejsca, w którym zakończyli swój żywot? Czy wyglądali dokładnie tak samo jak w chwili śmierci? Czy ktoś bez tych specjalnych mocy mógł tak naprawdę się z nimi skontaktować? Miała naprawdę wiele pytań, jednak znaczną większość z nich pozostawiała na później. Nie chciała jeszcze bardziej męczyć Walkera, zwłaszcza że musiała dać mu zjeść. W spokoju.
Wyrozumiale kiwnęła głową. Nie czuła urazy. Ona także nie do końca rozumiała, czemu zapamiętał właśnie ją. Nie czuła się na tyle wyjątkowa, aby być czyimś jedynym wspomnieniem. Wręcz przeciwnie - zamiast napawać ją dumą, przepełniało ją to kompletnym niezrozumieniem, konsternacją. Dokładnie taką, jak na samym początku ich spotkania. Dlatego postanowiła mówić, by zagłuszyć narastającą ciszę. Wpierw jednak rzucając nieco rozbawione:
- Nie zamierzam cię otruć. - Gdy spostrzegła, jak Thomas spojrzał na swoją kanapkę. Chwilę później pogrążyła się już jednak we wspomnieniach, zaczynając swój cichy monolog - przez swoją melancholijność idealnie pasujący do tej pory dnia i roku.
- To było... Późne lato. Początek września, który podczas drogi był naprawdę piękny, ciepły i słoneczny, ale w Bostonie zmienił się w nieustannie lejący deszcz, chmury i poranne mgły. - Zaczęła, przygryzając wargę, nim powróciła do opowieści. - To... Naprawdę ładne miasto. Da się to zobaczyć nawet wtedy, kiedy leje. Ma swój charakter i naprawdę żałuję, że nie mogliśmy zobaczyć go od innej strony. Byliśmy wtedy uciekinierami, wiesz... Ja, moja siostra i przyjaciel, o którym ci mówiłam. Zamiast w pensjonacie czy hotelu, spaliśmy w opuszczonym magazynie, który strasznie śmierdział solonymi śledziami. Jedliśmy je praktycznie przez cały pobyt. Solone śledzie, frytki z McDonald's i ten ketchup, jaki do nich dołączają. Plus czasami jabłka z targu. W Bostonie mają naprawdę dobre jabłka. To też portowe miasto, więc powinno być łatwo uciec z niego za granicę, ale... - Ale teraz wiedziała, że powinni kierować się zupełnie w inną stronę. Do Meksyku. Wtedy jednak o tym nie pomyślała i to był jej błąd, ich błąd.
- Pomożesz mi? - Spytała nagle, całkowicie przerywając opowiadanie. - Tak jak mówiłeś? Pomożesz mi sprawdzić, co się z nimi stało? - Unosząc wzrok, posłała mu proszące spojrzenie. - A wtedy ja, niezależnie od wszystkiego, powiem ci, co zechcesz.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-10-26, 20:50   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Jeśli kiedykolwiek wyjdę stąd żywy, a mutanci będą mogli swobodnie podróżować między stanami to mogę ci nawet wysłać stamtąd pocztówkę – wyrzucił z siebie, nie do końca panując nad swoim lekko poirytowanym tonem głosu. Nieważne jaką dziewczyna robiła minę. Nieważne, że posyłała mu przepraszające spojrzenie. W jakimś stopniu to go dotknęło. On nie miał żadnej przyszłości. Dla niego istniały tylko te wysokie mury, za którymi było coś do czego tęsknił. Coś czego prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie zobaczyć.
– Po części wszystko – wzruszył lekko ramionami. Każdy duch był innym przypadkiem. Nie lubił ich szufladkować. Czasami byli o wiele bardziej żywi od tych, którym wciąż biły serca. Za każdym stała jakaś niesamowita historia… Co tu dużo mówić. Wystarczyło spojrzeć na krąg jego najbliższych przyjaciół.
Nie zamierzała go otruć? Chyba w to wierzył. Jakoś nie miał z tym problemu, po prostu nie do końca wiedział, czy ta kanapka nie była jakimś chorym urojeniem jego zagłodzonego i zamroczonego umysłu. Ale czy byłby w stanie oszukać zmysł smaku? Im dłużej Walker się nad tym zastanawiał, tym chyba gorzej się czuł z tym, że rozmawia więcej ze sobą w myślach niż z nią w rzeczywistości. Ale nie zdążył nawet jej podziękować za dożywienie bo ona zaczęła opowiadać, a on… po prostu zamienił się w słuch. I kiedy miał wrażenie, że dziewczyna zacznie mówić coś co go zainteresuje, czy zaciekawi ona… właściwie wyskoczyła z tą dziwną prośbą. Skąd miał niby wiedzieć co się z nimi stało?
– Rozdzieliliście się? – zapytał, bo to właściwie było pierwsze co mu przyszło do głowy. Myślała, że się na nich natknął? Przecież jej mówił, że kompletnie nie miał żadnych wspomnień. Po chwili jednak… coś go olśniło. A więc to takiej pomocy potrzebowała. – Umarli. – skwitował po prostu. Nie przepadał za kontaktem z duchami. Nie przepadał za tym uczuciem. Nie wiedział w jakim tamci mogli być stanie. Mogli go opętać. A jednak z jakiegoś powodu był w stanie zrobić wszystko, byle się dowiedzieć o swojej przeszłości.
– Żeby to zadziałało muszę mieć coś co do nich należało i znać ich pełne imiona – wyrzucił w końcu beznamiętnym tonem głosu, przenosząc wzrok na ścianę naprzeciwko, a dokładniej na te dzikie napisy pozostawione przez jego polskiego współlokatora.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-26, 21:21   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Naprawdę nie chciała go urazić. Po prostu... Nie pomyślała. Szczerze mówiąc - jak zwykle. W końcu nawet przed wojną zdarzało jej się paplać różne, często bezsensowne i nieświadomie raniące rzeczy. I chociaż na co dzień starała się pilnować tego, co mówiła, tym razem była na to zdecydowanie zbyt roztargniona. Owszem, brała różne scenariusze pod uwagę, gdy wychodziła z Bractwa i kierowała się ku bramom DOMu, jednak nawet w najdziwniejszych z nich nie przewidziała czegoś takiego. Miała... Po prostu wejść, wykonać swoje zadanie, a potem wyjść. Z mniejszymi lub większymi problemami, ale przed początkiem godziny policyjnej.
Tymczasem ta najprawdopodobniej już niedługo miała się zacząć - o ile nie trwała od kilku dobrych chwil; Maysilee była nazbyt rozkojarzona, żeby teraz szukać zegarka, który zdjęła kilkadziesiąt minut wcześniej - a ona nadal pozostawała w strefie zamkniętej. Na dodatek, najwyraźniej mając spędzić noc w mieszkaniu człowieka, którego raz po raz nieświadomie irytowała. Całe szczęście, jeszcze nie postanowił jej stąd wyrzucić. I tak musiało zostać, bo naprawdę nie chciała skończyć na ulicy. Nawet jeśli chłopak nie był zbyt przewidywalny, zdecydowanie wolała mierzyć się z jego zachowaniami niż z grupą D.O.G.S. polujących na buntujących się mutantów.
- Ależ oczywiście, że wyjdziesz. - Stwierdziła, chcąc, by to zabrzmiało naprawdę pocieszająco. Zupełnie tak, jakby mówiła oczywistą oczywistość. Skoro najwyraźniej miał naprawdę dużo informacji o tym miejscu, znał zasady, jakie tu panowały, poza tym - być może mógł liczyć na pomoc duchów, których nie widział nikt inny... Naprawdę mógł przeżyć. Im bardziej o tym myślała, tym pewniej na niego patrzyła. Mógł dać sobie radę... I wysłać jej nawet miliard pocztówek.
- Kiedy byłam młodsza, zawsze prosiłam turystów o pocztówki. - Sama nie wiedziała, czemu postanowiła mu o tym powiedzieć. Prawdopodobnie mogło to zabrzmieć głupio, ale dla niej samej było całkiem dobrym wspomnieniem. Doskonale pamiętała tamtą małą dziewczynkę, która dziurawiła ściany przy pomocy szpilek i kleiła kolorowe kartki pocztowe nierównymi kawałkami półprzezroczystej taśmy.
W tamtym czasie marzyła o wyrwaniu się z Kansas City. O dalekich podróżach, odkrywaniu nowych miejsc, stawianiu stóp tam, gdzie nie był nikt inny. Nie mogła tego jednak zrobić. Nie miała rodziny, z którą mogłaby wybierać się na wakacje. Te zaś spędzała wyłącznie w jednym miejscu, okazjonalnie odwiedzając letnie obozy dla takich jak ona. Obcy ludzie - często naprawdę skonsternowani jej prośbą - dawali jej namiastkę wielkiego świata. A potem te wszystkie kartki przepadły... Wspomnienia pozostały jednak na swoim miejscu, choć także powoli blakły, przytłumione obrazami coraz bardziej rozwijającej się walki... Produkowała więc nowe, dobre sceny w swojej głowie, nawet jeśli nie zawsze było o to łatwo.
- Nie jesteś zbyt rozmowną osobą, co? - Zerkając na niego kątem oka, przygryzła wargę i pokręciła głową. - Albo po prostu starasz się być chodzącą tajemnicą. Jedno z dwóch. Na pewno. - Szczerze mówiąc, liczyła na jakąś głębszą odpowiedź, ale chyba powoli zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, iż najpewniej nie miał jej takiej udzielić. Wyraźnie nie był kimś, kto snuł długie opowiadania czy chociaż sporo mówił. Z jednej strony, zostawiało to duże pole do popisu dla samej Maysilee. Z drugiej? Nie wiedziała, czy nie jest dla niego zbyt męcząca. A nawet jeśli... Na ten moment przynajmniej tego nie okazywał. No, przynajmniej do czasu.
Słysząc pytanie Thomasa, ostrożnie skinęła głową, wbijając w niego spojrzenie. Wiedziała, że się zorientował, słyszała to także w jego tonie i wiedziała, że... Nie był zadowolony. Ale przecież sam się zaoferował, co nie? Nie uroiła sobie tamtych słów, nie były tylko wytworem jej wyobraźni czy przesłyszeniem. Zaoferował się. Mimo to, odezwała się dopiero po dłuższej chwili.
- My... - Mało komu w ogóle o tym mówiła i nie potrafiła tak od razu ubrać tego w odpowiednie słowa, nawet jeśli starała się to zrobić. - Moja siostra poszła do człowieka, który miał nam pomóc w ucieczce zagranicę. W Bostonie. A wtedy pojawiła się policja... Kilku policjantów i ktoś od D.O.G.S. Toby kazał mi uciekać, a ja... Uciekłam. Myśleliśmy, że skoro był człowiekiem, nie mieli go zatrzymać. Ale te wystrzały... Były takie głośne... - Stchórzyła, tak po prostu. Do tej pory ją to bolało, nawet teraz powodowało wilgoć w oczach. - Alex znalazła mnie po dwóch dniach. D.O.G.S. zabrało ją kilka miesięcy później, więc... Nie żyją, tak mi się zdaje. - Co zaś tyczyło się rzeczy należących do zmarłych...
- Mam jej spinkę... Na włosach. To wystarczy? I materiałowa chusteczka do nosa? Nic więcej mi po nich nie zostało. - To naprawdę ssało. Była tak blisko, a mogło się nie udać. To było takie gorzkie. - Mam zdjęcie w portfelu, ale stare. Pozaginane i rozmazane...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-10-28, 14:36   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Thomas jedynie wzruszył ramionami. Nie chciał się z nią kłócić, ale z całą pewnością nie obiecywałby wysyłać pocztówki nieznajomej osobie, gdyby nie był pewny, że nigdy stąd nie wyjdzie. Dla niego nie było za bardzo przyszłości. Ale ona… ona mogła się uratować. Nie wiedział, czy była mutantką. Nie wiedział, czy była człowiekiem. Liczył jednak, że kiedy następnego ranka opuści DOM to już nigdy więcej jej tutaj nie zastanie.
– Zapisz mi więc adres – powiedział z bladym uśmiechem na twarzy, ale chyba oboje doskonale wiedzieli, że nigdy z niego nie skorzysta. Ale cóż, miał cel. Może o to w tym wszystkim chodziło? By mieć jakikolwiek cel? Nawet jeśli niezbyt realny? Nie zastanawiał się nad tym za bardzo. Chyba nie było potrzeby. To tylko głupie mrzonki, które jedynie zadawały kolejne bolesne ciosy. Walker potrząsnął głową. Nie, nie był zbytnio gadatliwy. Wolał tracić energię na coś innego. Ale jednak, nie chciał jej zostawiać w ciszy.
– Sam jestem dla siebie tajemnicą – przypomniał jej. Chyba po części wiedział jak się musiała czuć. Próbowała go rozgryźć, ale to nie było łatwe. Może dlatego, że sam kompletnie nic o sobie nie wiedział? Walker westchnął cicho. – Każdy duch jest inny, wiesz? To wciąż ludzie, po prostu… martwi. Każdy z nich ma inny powód, dla którego zostają na tej ziemi. Dla jednego w Seattle są najszczęśliwsze wspomnienia. Dla innego – wciąż są tutaj ludzie, którymi musi się opiekować. A jeszcze kolejny czuje sentyment do monopolowego bo kupił tam tanio gorzałę.
Walker posłał jej delikatny uśmiech. I nie, nie żartował. To się naprawdę wydarzyło. Ba. Ostatni przypadek przecież dotyczył jego najlepszego przyjaciela. Mężczyzna nie zamierzał jednak informować o tym Sally. Wysłuchał uważnie jej słów, nijak tego nie komentując. Powinien powiedzieć, że mu było przykro? Doskonale zdawał sobie sprawę, że pewnie nie chciała usłyszeć tego typu słów. Po prostu… sięgnął dłonią do jej ręki. Nie trwało to jednak zbyt długo bo już zaraz podniósł się z podłogi, by wyciągnąć ze starego kartonowego pudła świece i zapałki. Rozstawił je w okręgu, odpalając jedną po drugiej.
– Zdjęcia powinny wystarczyć. Kogo mam przyzwać? – zapytał jeszcze, zawieszając wzrok na jej twarzy. Musiał znać ich dane, jeśli to miało się udać.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-10-28, 18:15   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Tak, znali się dopiero od kilku chwil. Tak, nadal praktycznie nic o nim nie wiedziała, a on sam najwyraźniej nie miał zamiaru tego zmienić, zachowując się niczym uosobienie tajemnicy. Tak, wiele osób powiedziałoby coś o zasadzie ograniczonego zaufania... Ale Maysilee - mająca tak zrobić przecież już nie pierwszy raz - nie myślała o tym wszystkim, kiedy ochoczo sięgnęła do torby po nieduży notes z jasnoniebieskimi kartkami. Poszukując długopisu, po raz kolejny rozejrzała się dookoła. Tym razem jednak już nie w poszukiwaniu stołu, na którym mogłaby położyć notesik, a chociaż kawałka ołówka, ponieważ jej wrodzona skłonność do gubienia przyborów do pisania najwyraźniej nie zawiodła i w tym wypadku.
- Masz... No, wiesz. Coś? - Spytała, wykonując przy tym jednoznaczny ruch kojarzący się z zapisywaniem. Skoro wiedział, co to jest stół, na sto procent miał wiedzieć, czym były pióro czy długopis. To ona zaliczała właśnie chwilę zaćmienia umysłu, nie do końca mogąc sobie przypomnieć, jak nazywało się to, o co jej chodziło. Nie przejmowała się tym jednak, wychodząc z założenia, że Thomas i tak nie miał wziąć pod uwagę tej możliwości. Nie wiedziała, co mógł sobie pomyśleć, ale to nie była raczej pierwsza myśl, jaka przychodziła ludziom do głowy na widok takiego gestu. Może po prostu chciała być... Tajemnicza albo milcząca? Zupełnie jak on?
- A gdyby okazało się, że... No, wiesz. Jesteś kimś, o bycie kim nigdy byś się nie podejrzewał? Rządowcem pod przykrywką, komu specjalnie dla tego celu wymazano pamięć? Synem Donalda Trumpa? Seryjnym zamordowywaczem małych kotków? - Spytała, przyglądając mu się z uwagą. Oczywiście, nie chciała go obrażać, po prostu bardzo mocno ją to interesowało. I nieważne, jakie teorie spiskowe mogłyby iść za jego utratą pamięci. Chciała wiedzieć, co by było, gdyby okazało się, że wszystkie z nich były prawdziwe. Bycie chodząca tajemnicą nawet dla siebie samego było... Zarazem niezmiernie ciekawe, jak i na swój sposób przerażające. Nie wiedziała, czy chciałaby, by coś takiego spotkało ją samą.
I chociaż Thomas zdecydowanie nie wyglądał ani na rządowego superszpiega, ani na rodzinę byłego prezydenta, ani na kogoś, kto lubił dręczyć małe, urocze zwierzaki... To były wyłącznie przykłady tego, co mógł o sobie odkryć. Być może tak naprawdę był oszałamiająco bogaty, miał całą masę wpływów i to miało go stąd wyciągnąć. Rozważanie takiej opcji zdecydowanie bardziej jej się podobało. Nie chciała, by tu tkwił. Drobne sprostowanie - nie chciała, by ktokolwiek przebywał w tym miejscu wbrew własnej woli lub pod wpływem jakiekolwiek przymusu, ale w przypadku Walkera nie chciała tego... Jakby odrobinę bardziej. Tak po prostu.
- Zresztą... Kto wie, może gdzieś tam masz kogoś, kto bardzo na ciebie czeka, bo zawsze byłeś wspaniałym człowiekiem o złotym sercu? - Przecież nie chciała być ponurakiem. - Może ktoś niedługo przywita cię uściskiem, który nie będzie pomylony. - Cóż, nadal czuła jego zaangażowanie w powitanie, jakie mu zafundowała. Skrycie wierzyła jednak w to, iż kogoś prawdziwie znajomego i drogiego sercu przywitałby w inny sposób. Co miała poradzić na to, jak bardzo romantyczno-dramatyczną była duszą? Podobny scenariusz dziejący się w prawdziwym życiu byłby dla niej czymś naprawdę wspaniałym. Takim typem człowieka była.
- Mówisz, że ktoś mógłby tu zostać z powodu gorzały? - Spytała, jednocześnie śmiejąc się z tego pod nosem. Cóż, jeśli by się temu trochę przyjrzało, to faktycznie miało duży sens. Różne charaktery, różne duchy. I chociaż nadal nie zgadzała się z własną śmiercią, w pewnym stopniu zastanawiała się, jakim byłaby duchem. Czy coś - i co - sprawiłoby, że by tu została? I czy... Czy zrobili to jej przyjaciele?
Czując uścisk dłoni Thomasa, odpowiedziała tym samym, posyłając mu uśmiech pełen wdzięczności. Po tym zaś po prostu przyglądała się temu, co robił, jednocześnie sięgając po fotografię, którą nieświadomie kilka razy przekręciła w palcach, nim rozłożyła ją i na nią spojrzała. Pozaginana na cztery części, była taka sama, jaką ją zapamiętała. Rozmazana, trochę wyblakła, ale przedstawiająca dosyć szczęśliwe czasy. Być może nie najszczęśliwsze, bo już wtedy musieli mierzyć się z widmem pościgu, ale... Kiedy byli bliżej? To naprawdę ich zbliżyło, nawet jeśli Alex nadal często dąsała się na Toby'ego. Na zdjęciu z wnętrza samochodu była jednak pośrodku, wychylając się z tylnego siedzenia i trzymając ręce na ramionach Maysilee, jak i Tobiasa. Jakiś czas potem wszyscy zostali rozdzieleni...
- Tobias Jensen i Alexis Ketman. - Powiedziała cicho, wyciągając zdjęcie w kierunku Walkera. - Dziękuję.
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-10-28, 21:47   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Sądząc po wnętrzu mieszkania, pytanie o jakikolwiek długopis rzeczywiście mogłoby się wydawać nieco abstrakcyjne, ale wśród wszystkich artykułów pierwszej potrzeby, których nie miał w swoim mieszkaniu a powinien mieć, długopis… długopis tutaj był. Thomas skinął lekko głową, dość mechanicznie robiąc kilka kroków w głąb mieszkania. Nie myślał za bardzo nad tym co robił. Nie wiedział gdzie się właściwie wybierał. Po prostu po jakichś kilkunastu sekundach wrócił z brzydkim, praktycznie całkowicie wypisanym, ale jednak, z długopisem. Podał go tak po prostu Sally.
– To mogłoby się wydarzyć – stwierdził bez wahania. Miała rację. Nie wiedział kim był, nie wiedział do czego był zdolny. Nie pamiętał też swojej ucieczki z DOGS. Mógł być przykrywką. To miałoby sens, ale… – Lubię myśleć o sobie, że jestem… no wiesz… całkiem dobry – mruknął posępnie. Mimo wszystko był chyba jakimś optymistą, skoro nadal wierzył, że było w nim coś dobrego. Nie umiał sobie wyobrazić, by był w stanie kogoś naumyślnie skrzywdzić. A z drugiej strony… jego moc była wystarczająco mroczna, by pozbawić go złudzeń.
– Jedyne co pamiętam to ty. I przywitałaś mnie uściskiem – przypomniał jej, a potem zrobił dłuższą pauzę. Nie wiedział dlaczego to cisnęło się mu na usta, ale koniecznie musiał wyrzucić z siebie: – to mogłabyś być ty.
Chyba nawet była w jego typie. Wszystkie elementy układanki mu pasowały. Boston, to że ją pamiętał, to jak na niego zareagowała… Ale jednak… jednak go nie znała. To… to było dziwne. A może… może to ona była rządowcem? Może to ona była dzieckiem Trumpa? Może po prostu z nim grała w jakąś chorą gierkę? Thomas przełknął ślinę.
– Nazywa się Damien – dodał wciąż spięty. Te myśli mu się nie podobały, te myśli były niesamowicie złe, ale… ale prawdopodobne, czyż nie? Musiał się mieć chyba na baczności. Zwłaszcza, że dziewczyna tak szybko zgodziła się na jakiekolwiek interakcje. Zupełnie jakby była pozbawiona instynktu samozachowawczego. Może właśnie kryło się pod tym coś więcej?
Mimo wszystko miał zamiar jej pomóc. Tak jak ustalili. Rozpalił te świeczki. Wziął od niej te zdjęcie, które położył na podłodze, a potem zamknął oczy i… i właściwie odpłynął do innego świata. Jeśli cokolwiek mówiła – nie słyszał jej. Jego zmysły były całkowicie wyłączone. Po prostu niczym po omacku krążył w świecie mroku, starając się znaleźć Tobiasa Jenkinsa i Alexis Ketman. Nie było to łatwe. Chyba po raz pierwszy w życiu trafił na tego typu labirynt. Labirynt bez wyjścia. Co do Alexis – był wręcz przekonany, że żyła. Nie było jej tutaj. Nikt o niej nie słyszał. Tobias jednak… był zagadką. Z tego co widział wynikało, że tutaj był. Ale nie był martwy. Czuł to. Thomas czuł się dziwie nieswojo. Na jakiekolwiek zapytanie o chłopaka przechodziły go palpitacje, aż wreszcie… aż wreszcie krew zaczęła płynąć z jego nosa. Walker chciał się stamtąd wydostać. Chciał odejść, zniknąć, ale wtedy kompletnie stracił nad sobą kontrolę. Świece zgasły, a on opadł na podłogę, drżąc i dostając ataku epilepsji. Z jego ust natomiast sączyła się piana.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5