Poprzedni temat «» Następny temat
The sadest thing about betrayal? It never comes from enemies
Autor Wiadomość
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-10-03, 18:40   The sadest thing about betrayal? It never comes from enemies
   Multikonta: Bradley Grey


// początek września

Scarlett ostatnio była nieswoja. Tortury z Verą były niepokojące i choć dziewczyna nie pokazywała prawdziwych emocji to potem przeżywała to wszystko ze zdwojoną siłą w samotności. Wielokrotnie potem budziła się z krzykiem, a głowę miała zapełnioną koszmarami. Jakby tak się przyjrzeć to w jej życiu nie było ani jednego pozytywnego aspektu. Cały czas działała na nienawiści, to ona ją napędzała. Mechanicznie wykonywała swoje obowiązki, nie miała życia prywatnego, więc jej stan psychiczny bardzo odbiegał od normalnych standardów.
Sama nie potrafiła nic na to poradzić ani otworzyć się na ludzi. Co prawda było kilka osób, które lubiła. Swojego brata kochała. Ale nikt poza nim nie był jej tak szczególnie bliski. I nie sądziła, że kiedykolwiek będzie jej to dane. Prędzej spodziewała się, że zginie na misji. Co w sumie było więcej niż prawdopodobne.
Tymczasem szła właśnie do domu swojego brata. Chciała z nim porozmawiać i generalnie spędzić czas, bo ostatnio znowu się mijali, a ona zwyczajnie nie miała do kogo buzi otworzyć. Zresztą to chyba normalne, że tęskniła za własnym bratem. Pomimo ogólnej opinii dziewczyna miała serce.
No dobra, prawdziwy powód był taki, że musiała od niego wyciągnąć, dlaczego ją okłamał. Dowiedziała się całkiem przypadkiem, że mieszka tutaj. Sam powiedział jej coś zupełnie innego i chciała teraz wyegzekwować kto jest kłamcą.
- James! Jesteś tu? - krzyknęła, wchodząc do środka pomieszczenia. Rozglądała się za znakami jego obecności i faktycznie coś było. Poznała jego buty i inne części garderoby, na których był jego zapach. Rzuciło jej się w oczy parę wojskowych elementów, więc zaczęła szperać i szukać o co w tym wszystkim chodzi.
Co najbardziej ją zdziwiło? Że w domu były ślady obecności nie tylko jej brata, ale na dodatek jakiejś kobiety. Czyżby sprowadzał dziwki? Chyba nie, biorąc pod uwagę spójność w dowodach.
Podeszła do biurka i zaczęła szperać w jego wnętrzności. Jedna szuflada była zabezpieczona zamkiem, ale dla prawdziwego włamywacza nie ma rzeczy niemożliwych. Wsuwka do włosów i całe zabezpieczenie poszło się je****. Tym sposobem zaczęła przeglądać papiery i coraz mniej wierzyła w to co widzi.
Powoli zaczęła składać fakty, ale to co wychodziło jej w tym równaniu bardzo jej się nie podobało. Z każdym kolejnym dokumentem rozumiała coraz więcej i coraz większa wściekłość ją ogarniała.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-10-03, 19:44   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Jeśli chodzi o James'a... Też był nieswój, choć kompletnie z innych powodów niż jego siostra. Jak to mówią... Miłość uskrzydla? No, tak jakby, ponieważ w jego przypadku to wszystko nie było takie proste. Obecność Shivali w jego życiu... Wiele namieszała, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę fakt, że nie mieli prawa ze sobą być - a jednak w tym trwali. W tym... Jakkolwiek to nazwać.
Jedyną osobą, która mogła zauważyć zmianę w jego zachowaniu (poza wyżej wspomnianej) była właśnie jego siostra - i może to właśnie było powodem jej dzisiejszej wizyty? Niezapowiedzianej z resztą wizyty.
Dlaczego nie powiedział jej, że mieszka właśnie tutaj? Nikt nie miał prawa wiedzieć. Nawet ona - biorąc pod uwagę to jak oddana była organizacji dla której oboje pracowali... Być może zwłaszcza ona? To nie tak, że jej nie ufał... Po prostu znał jej poglądy i wiedział doskonale, że na chwilę obecną różnią się znacznie od tych jego. Tak jak już mówiłem - wiele się zmieniło.

Tego dnia Shivali błąkała się gdzieś po mieście załatwiając jakieś swoje sprawy - nie specjalnie mu się to podobało, ale co mógł zrobić? Nie mógł przecież trzymać jej na uwięzi... Zrobił co mógł, dał jej schronienie, fałszywe dokumenty, dodatkowo od jakiegoś czasu robił co mógł, by w GC nikt nie zainteresował się tym, czy Shivali faktycznie jest martwa...
James wrócił do domu trochę później niż zwykle - niestety, ponieważ gdyby akurat dziś był w domu chociaż te pół godziny wcześniej... Mogło by do tego wszystkiego nie dojść.
Mężczyzna wszedł na klatkę i jak zwykle przystanął na parterze nasłuchując. Do jego uszu nie doszły żadne niepokojące dźwięki, więc wspiął się cicho po schodach, aż dotarł do swoich drzwi. Stanął przed nimi jak wryty. Jego uwagę od razu zwrócił mały papierek, który leżał na ziemi. Zawsze przed wyjściem układał go między drzwiami, a futryną w taki sposób, że przy otworzeniu upadał on na ziemię - a jego informował o obecności nieproszonych gości.
Lewą dłonią sięgnął po nóż, natomiast prawa chwyciła za pistolet. Oparł nadgarstek prawej ręki o lewy, tak, by bez problemu móc korzystać z obydwu broni.
Popchnął ramieniem drzwi i wszedł do środka stąpając cicho. Rozejrzał się i wolnym krokiem wszedł w głąb pomieszczenia. Wreszcie zauważył - o dziwo - znajomą sylwetkę, lufa broni natychmiast powędrowała w kierunku potencjalnego przeciwnika, ale tak szybko jak podniósł broń... Tak szybko ją opuścił widząc... Scottie.
Popatrzył na nią, potem na to co trzyma w rękach i westchnął cicho. Schował obydwa elementy swojego wyposażenia.
- To... Zamierzałem Ci powiedzieć. - powiedział dość sucho. Akurat w tym wypadku nie kłamał, naprawdę chciał jej powiedzieć o tym wszystkim, ale... Jeszcze nie teraz. To, że dowiedziała się w taki sposób... Cholera, łatwo nie będzie.
- Kto Ci powiedział, że można mnie tu znaleźć? Ktoś z GC? - spytał po chwili ponieważ to, że się tutaj znalazła świadczyło o tym, że kryjówka nie była tak dobra, jak myślał.
Ile dowiedziała się z dokumentów, które trzymała w ręku? Mogła z nich wywnioskować wiele, chociaż nie wszystko... Jego siostra nie należała do głupich więc... Prawdopodobnie połączyła wszystkie elementy układanki.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-10-03, 21:12   
   Multikonta: Bradley Grey


Miłośc uskrzydla? Dawny James strzelałby do tych skrzydeł sądząc, że to kaczki. A teraz nagle i jego uskrzydla? Dobrze, że Scottie tego nie słyszy, bo chyba puściałby pawia.
Pomijając naturę jego brata, jego szorstkość i ciężki charakter, do którego nawet jego własna siostra nie potrafiła się do końca przebić, ale zakończymy na tym, że znalazł MIŁOŚĆ, a własnej siostrze nie potrafił powiedzieć, że ją kocha! Okazać jej jakichkolwiek uczuć. Poza jednym epizodem na treningu ich relacja była oparta na WIERZE i PRZEKONANIU, że oboje dbają o siebie w równie mocnym stopniu.
Ale teraz? Cały światopogląd runął dziewczynie w gruzach i nie wiedziała już co jest prawdą a co nie. Mało tego, nie wiedziała kim jest osoba, która podaje się za jego brata. Bo jak dla niej to równie dobrze mógłby być zmiennokształtny mutant, którego trzeba wyeliminować.
Owszem, wiedziała, że się zmieniał choć tej zmiany nie rozumiała. Nie spodziewała się natomiast, że jest ona aż tak drastyczna. Z wroga mutantów stał się KOCHANKIEM?! To przechodziło jej możliwości pojmowania.
Żałowała, że nie zastała w domu tej kobiety, dla której naraża się jej brat. Ciężko przewidzieć wynik, ale byłaby to walka na śmierć i życie.
W końcu do środka wszedł on - agent całego tego zamieszania - James RUCHACZ MUTANTÓW Reynolds. Aktualnie ledwo rozpoznawała w nim swojego brata. Nie mogła się powstrzymać od drobnej łzy, która spłynęła po jej policzku. Jedyna osoba, w którą wierzyła i której bezgranicznie ufała zawiodła jej zaufanie. Stała się jej wrogiem.
Gdy on schował swoją broń, ona wyciągnęła zza paska sztylet. Zrobiła kilka kroków w jego kierunku, ale trzymała póki co dystans.
- "Zamierzałem ci powiedzieć"? Tylko tyle masz mi do powiedzenia? - syknęła z wściekłością. Nie wierzyła teraz w żadne jego słowo.
- No tak. Ja się dowiaduję, że mój BRAT jest zdrajcą, a ty się martwisz tylko tym kto mógł wygadać twoje położenie - warknęła, wciąż najeżona i groźna, z nożem w ręku, gotowa w każdym momencie zaatakować.
- Co to za dziwka i dlaczego ją chronisz? - zapytała niskim tonem, a w jej oczach mógł zobaczyć jedynie chłód i nienawiść. Oczekiwała wyjaśnień, bo po tym wszystkim chyba chociaż to jej się należało.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-10-11, 15:08   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


To prawda - takie słowa nigdy nie wyszły by z ust James'a, ale... On już nie był tym samym człowiekiem. Odkąd Shivali pojawiła się w jego drzwiach dawny Reynolds gdzieś zniknął. Co miała w sobie takiego? Tego niestety nie wiedział, ale wiedział z pewnością, że była inna niż wszystkie kobiety jakie spotkał na swojej drodze.
Jeśli chodzi o umiejętność mówienia o swoich uczuciach - dalej niestety jej nie nabył, chociaż... Być może to się wreszcie zmieni.
To wszystko co zobaczył w oczach swojej siostry szczerze go przeraziło. Patrzyła na niego podobnie jak wtedy na tego człowieka, który spoufalił się z mutantką - na zebraniu G.C. Zupełnie jakby stał się dla niej kimś zupełnie obcym, a co gorsze... Wrogiem, którego należy jak najszybciej zlikwidować. Poza tym... Łza, która spłynęła po jej skórze, łza, która znalazła się tam z jego powodu.
Zawiódł ją, zdradził. Doskonale o tym wiedział, ale jak miał jej o tym wszystkim powiedzieć? Kiedy to zrobić, w jakie słowa ubrać? Nie potrafił i... Właściwie do tej pory nie miał pojęcia jak to wszystko wytłumaczyć.
Chwilę później Scarlett wyjęła broń. Przeniósł wolno wzrok na ostrze sztyletu, który dzierżyła w dłoni, po czym wrócił spojrzeniem do jej oczu. Nie mógł uwierzyć, że zdobyła się na coś takiego... Kiedy stała się tak podobna do niego sprzed lat?
Czy potrafiłaby odebrać mu życie? Nie wierzył w to, a raczej... A raczej nie chciał w to wierzyć.
- Nie wiedziałem... Nie wiedziałem jak Ci o tym wszystkim powiedzieć. - odparł zgodnie z prawdą, choć oczywiście jak przystało do niego - brzmiało to zupełnie tak, jakby mówił o wczorajszej pogodzie.
- Nie jestem zdrajcą, ja... Nie wiem, nawet jeśli nim jestem chyba przestaje mnie to powoli obchodzić. Spójrz co my robimy, gdzie pracujemy, kim są nasi przełożeni, spójrz jak to wszystko wygląda! Na naszych oczach zamordowali kogoś tylko za to, że związał się z nieodpowiednią kobietą, a Ty nawet, kurwa, nie drgnęłaś! Kim się staliśmy Scottie? Chcesz być zapamiętana jako maszyna do zabijania, jako nikt więcej poza zwykłym potworem? - wyrzucił z siebie, a raczej wykrzyczał. Miał zwyczajnie dość tego wszystkiego, a przede wszystkim nie mógł patrzeć na to kim stała się jego siostra - osoba dla której zrobiłby wszystko. Nie ważne było to, że na chwilę obecną gotowa była go pociąć.
- Nie wiem... Bo na to zasługuje. Na to, by ją chronić. - odparł na następne pytanie. Co prawda miał coś jeszcze wspomnieć o określeniu, którego użyła, ale uznał, że nie ma to większego sensu. To tylko przymiotniki, nic nie warte epitety.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-10-16, 19:45   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali tutaj fizycznie nie ma - tylko James ją widzi.

Shivali była na zakupach i w najlepsze szukała pełnoziarnistych bułek, kiedy nagle poczuła, że coś było nie tak. Potrzebowała chwilki, żeby zniknąć z widoku, znaleźć wystarczająco ciche miejsce i zerknąć czy u Jamesa wszystko w porządku... ale kiedy to zrobiła, nagle wszystko ogarnął mętlik. Ominęły ją wszystkie słowa, wszystko co wiedziała, wiedziała z głowy Jamesa. Tamta dziewczyna była z jakiegoś powodu istotna, trzymała wycelowany w niego sztylet... a on nie był pewny czy go nie zaatakuje. Nawet nie trzymał nic, czym mógłby się obronić. Shivali poczuła jak serce podchodzi jej do gardła. Nie chciał się bronić? Nie mógł?
- Powinnam po kogoś zadzwonić? - spytała, uważnie obserwując jego reakcję, bo pewnie nie będzie w stanie odpowiedzieć jej wprost. Nie miała pojęcia czy policja jest dobrym rozwiązaniem, co prawda jej nie było w domu, ale nie miała pojęcia co James trzymał... Na pewno miał jakiegoś przyjaciela, który by mu pomógł, jeśli z jakiegoś powodu nie mógł z nią walczyć, prawda? Kto by ją zaszedł od tyłu czy cokolwiek innego, ona się absolutnie na tym nie znała.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-10-24, 18:42   
   Multikonta: Bradley Grey


Nie był tym samym człowiekiem przez mutanta. Ich biedna matka przewraca się w grobie jak to widzi. Kto by pomyślał, że potężnego Jamesa zdoła obezwładnić jedna kobieta. Scarlett była przerażona tym wszystkim, a wiadomo że w określonych sytuacjach na strach reaguje się agresją.
I nie oczekiwała od niego, że zacznie mówić o swoich uczuciach, ona też nie potrafiła. Akceptowała go takiego jaki był i martwiła się o niego, ale nie próbowała go zmieniać. I z pewnością nie robi tego ktoś kto kocha. Choć Scottie mało wiedziała o miłości, bo nigdy zbyt wiele jej nie doświadczyła, to od razu stwierdziła, że jej brat musiał zostać omamiony w jakiś mutancki sposób. Nie przypuszczała, żeby targały nim prawdziwe uczucia.
Cóż, obecnie widziała w nim jedynie wroga. Uczucia rodzeństwa przeszły na dalszy plan, bo całą jej głowę zalała wściekłość i nienawiść. Z minuty na minutę stawał się jej coraz bardziej obcy i nie sądziła, żeby potrafiła mu wybaczyć. W obecnej chwili chciała go zabić albo zgłosić to do władz, żeby oni go zabili.
Okoliczności, w jakich się o tym wszystkim dowiedziała nie były sprzyjające. Wzmacniały jej wszystkie negatywne emocje, z którymi nie potrafiła sobie obecnie poradzić. Czy będzie potrafiła poradzić sobie z tym wszystkim?
A wyciągnięcie broni to naturalna reakcja kogoś, kto stoi w obliczu wroga. Nie zamierzała puścić mu tego płazem. Prychnęła, gdy stwierdził, że nie wiedział jak jej o tym powiedzieć.
- Nie wiedziałeś? Hm, a może by tak "rucham mutantkę, więc teraz jestem po ich stronie"? To by wystarczyło na początek - warknęła coraz bardziej zdenerwowana. Jego zachowanie nie pomagało w tej sytuacji. Wyglądał jakby nic sobie nie zrobił z jej uczuć. Jego słowa bolały i raniły do żywego, ale jej twarz chwilowo pozostawała kamienna.
- TO MUTANCI SĄ POTWORAMI! - zagrzmiała, zaciskając mocniej palce na sztylecie. Oceniał ją i całą organizację, zmienił cały światopogląd dla jakiejś kurwy. - Będę zapamiętana jako wyzwoliciel dla ludzi, którzy są atakowani przez mutantów. Zapomniałeś o naszej matce? Bo skoro to robisz to jasne, że ja nic dla ciebie nie znaczę.
Jej wzrok zmieniał się co chwila. Raz smutny, później zawiedziony, potem wściekły itd.
- A ty jako kto będziesz zapamiętany? Podwójny szpieg, który doprowadził do upadku GC? Ten facet zasługiwał na śmierć za zdradę, a mutant zasługuje na śmierć z zasady. Powinieneś skończyć jak on - i powiedziała to, choć tak naprawdę wcale tak nie myślała. Sądziła, że jest silna i jest w stanie wydać swojego brata w obliczu takiej zdrady.
Jego ostatnie słowa przelały czarę goryczy. Mutantka zasługuje na to, żeby ją chronić, ale w ogóle nie martwi się o swoją siostrę, która również zostanie posądzona o zdradę, jeśli jego zdrada wyjdzie na jaw. No chyba, że ona go wyda.
Jej złość wzięła górę i rzuciła się na niego z tym nożem. Wykonała cięcie jakby chciała zobaczyć wnętrze jego klatki piersiowej. Oczywiście zdołał się uchylić, ale przed ciosem z pięści w twarz już nie zdołał. Był silniejszy, ale ona była szybka i wściekła ( :lol: ), więc jednocześnie groźniejsza. wyglądała jakby naprawdę chciała mu zrobić krzywdę, więc może lepiej, żeby zaczął walczyć albo przynajmniej się bronić.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-10-24, 19:27   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


To prawda. Mutantka go tak zmieniła, ale to nie miało żadnego znaczenia - to, kim była. Nawet gdyby była normalna... Prawdopodobnie poczułby do niej dokładnie to samo. Pech jednak chciała, że niestety Shivali posiadała tą całą swoją moc i w tym właśnie był problem.
Ich matka zginęła przez podobnych do kobiety, którą pokochał, ale czy można ją za to winić? Czy można winić wszystkich mutantów za błąd kilku przedstawicieli ich rasy?
Cholera... To brzmiało tak dziwnie, dawny James w życiu by tak nie powiedział, ba, nawet by tak nie pomyślał. Tylko, że dawnego James'a już nie ma.
Czy chciał ją zmienić? W pewnym sensie tak, chociaż nazwałbym to inaczej. Chciał, by dostrzegła jak cholernie złe jest to, co robią. Mało w swoim życiu walczyli? Zabijali w imię swojego kraju, a teraz? W imię czego? Prawda była taka, że stali się zabawkami ludzi w garniturkach, którzy w życiu nie trzymali broni w ręku. Stali się maszynami do zabijania, podludźmi gotowymi wypełnić każdy - nawet ten najbardziej pozbawiony sensu rozkaz. James zwyczajnie nie chciał już tak żyć. Chciał być kimś innym - częściowo dla Shivali, ale nie tylko. Również dla swojej siostry, gdyby potrafiła tylko dostrzec to co on, gdyby dowiedziała się w innych okolicznościach... Ale niestety czasu nie da się cofnąć. Podobnie jak wypowiedzianych słów.
Czy obawiał się tego, co może zrobić jego siostra? Nie zdradzi go, nie wyda go władzom - nie wiedział czemu, ale był tego pewien. Prędzej sama by go zamordowała, niż pozwoliła na to komukolwiek innemu.
Reynolds wyczuł obecność Shiv, nawet nie musiał się oglądać - wiedział, że tutaj jest. A jak inaczej? Gdy tylko czuła, że coś jest nie tak natychmiast się pojawiała. Zawsze tak było. Ledwie zauważalnie kiwnął głową na 'nie', gdy spytała, czy powinna po kogoś zadzwonić. O nie... Z tym zamierzał poradzić sobie sam.

Nie mógł patrzeć jej prosto w oczy, ciężko było mu znieść to co w nich widział. Na chwilę obecną wręcz biła z niej nienawiść - niestety skierowana w jego stronę. Jednak.. Musiał to wytrzymać. Nie mógł jej pokazać swojej słabości - nie w tej chwili, gdy próbował do niej dotrzeć. Jedyne czego pragnął z jej strony to zrozumienie, albo chociaż próba zrozumienia jego poczynań. Z drugiej strony... Cholera, znał ją dobrze. Wiedział doskonale, że jeśli w ogóle coś do niej dotrze to z czasem.
- Nie jestem po 'ich' stronie. Jestem po swojej stronie. Po jej stronie, ale również po Twojej. Do jasnej cholery, dlaczego dla Ciebie wszystko musi być czarne, albo białe?! - odwarknął, choć raczej w tej chwili nie kierował nim gniew, a raczej... Bezsilność? Tak, chyba tak.
Mężczyzna zacisnął zęby, gdy Scottie wykrzyczała, że mutanci są potworami. Jakiś czas temu myślał dokładnie tak samo, ona... Cholera, a jeśli nigdy nie zmieni zdania? Jeśli od dnia dzisiejszego mieli zostać wrogami? Jedno było pewne - nie skrzywdzi jej, ani nie pozwoli na to nikomu innemu.
- Wyzwoliciel? Raczej jako przyrząd, bezmyślne stworzenie, które potrafi tylko nacisnąć na spust. A jeśli przestaniesz być przydatna to Cię wykończą i tyle z Twojego wymarzonego tytułu wyzwolicielki. - wyrzucił z siebie, jego wypowiedź wręcz kipiała ironią.
- Nigdy nie zapomę o naszej matce, jak w ogóle śmiesz tak mówić? A Ty? Znaczysz dla mnie więcej niż ktokolwiek inny. Jesteś moją siostrą, moją jedyną rodziną. Mów co chcesz, nazywaj mnie zdrajcą, ale pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. - zdążył powiedzieć tylko tyle, ponieważ w następnej chwili Scottie już rzuciła się na niego. Spodziewał się tego, uchylił się przed cięciem, niestety nie był na tyle szybki, by uniknąć ciosu w twarz. Poczuł, jak pęka mu łuk brwiowy, a krew zalewa jego lewe oko. Pięknie, po prostu pięknie.
Odsunął się od niej i przetarł wierzchem lewej dłoni twarz, by zmazać z niej choć trochę krwi.
Po czym... Odpiął pas do którego przypięte miał dwie kabury - z bronią, oraz nożem. Odrzucił cały swój ekwipunek gdzieś na bok i w ciągu chwili pokonał dzielący ich dystans. Złapał ją za nadgarstek tej dłoni, która dzierżyła sztylet, natomiast prawym przedramieniem naparł na jej klatkę piersiową. Przyparł ją do muru, po czym...
Przysunął sztylet który trzymała prosto do swojego gardła. Poczuł na skórze chłodny dotyk stali i spojrzał jej w oczy.
- Nie będę z Tobą walczył, Scottie. Jesteś dla mnie wszystkim, nie podniosę na Ciebie ręki. Jeśli uważasz, że zasługuje na śmierć... Zrób to. - wyszeptał. Nie przerywał kontaktu wzrokowego.
Doskonale wiedział, że Shiv to wszystko widzi, miał tylko nadzieje, że nie zrobi niczego głupiego...
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-10-24, 19:58   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali tutaj fizycznie nie ma - tylko James ją widzi.

Shivali poczuła, jak coś jej się zaciska na gardle, kiedy James pozbył się broni. Nie popierała przemocy, ale teraz był bezbronny, a tamta kobieta - jego siostra - cały czas ściskała sztylet. Ale to wszystko było nic w porównaniu do tego co zrobił za chwilę. Czuła zimne ostrze na jego gardle, czuła jak bardzo był zdecydowany...
- James... - zaczęła łamiącym się głosem. Nie mógł tego zrobić, nie mógł pozwolić żeby ona mu to zrobiła. Sięgnęła do niego dłońmi, położyła swoje ręce na jego ramieniu, próbując jakoś do niego dotrzeć, chociaż cały czas wpatrywał się w tamtą kobietę. - James, proszę, nie możesz po prostu... Nie możesz umrzeć. Potrzebuję cię.
Nie mógł przecież się poddać, nie mógł jej zostawić. Nie po tym ile razem przeszli, po tych wszystkich miesiącach.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-10-24, 21:03   
   Multikonta: Bradley Grey


Mógł siebie oszukiwać, że to nie miało znaczenia. Ale gdyby nie miał z niej tej psychicznej więzi to raczej nie dopuściłby nikogo tak blisko siebie. Może i brakowało mu tego, ale był taki jak Scottie. Ona też w głębi duszy chciałaby mieć kogoś bliskiego poza bratem, natomiast świadomie uciekała od podobnych sytuacji, bo znała problemy i konsekwencje. Przez chwilę była zadurzona w swoim dowódcy i to dla niego robiła wiele strasznych rzeczy, ale obecnie? Chyba po prostu takim była człowiekiem i nie ma co doszukiwać się tutaj tłumaczenia. Od dziecka miała psutą psychikę i przełożyło się to na jej obecny stan.
I tak, ona winiła wszystkich mutantów za kilku przedstawicieli ich rasy. Bo ta sytuacja nie była jedyna. Mutanci stanowili zagrożenie dla ludzi, byli niebezpieczni i nieprzewidywalni, a większość nie wyglądała jak ludzie i nie zachowywała się jak ludzie, więc wniosek prosty - mutanci to nie ludzie. Sami uważali się za formę wyższą, ale Scarlett widziała w nich jedynie robaki próbujące zapanować nad miastem.
Najpierw jakaś mutantka go zmieniła, a teraz oczekiwał jakiejś zmiany od niej? Grubo się pomylił, jeśli sądzi, że może nią manipulować tylko dlatego, że jest jego siostrą. Czasy, w których patrzyła na niego jak na swojego bohatera oficjalnie się skończyły. Jej nie przeszkadzało, by być maszyną do zabijania. O ile dawało jej to okazję do zabijania mutantów to wszystko grało.
Dziewczyna była wściekła, a jak wiadomo w złości robi się różne rzeczy, więc kwestia wydania nie była dla niej aż taka oczywista, bo sama jeszcze nie wiedziała co zrobić. Nadal była w szoku. James był ostatnią osobą na świecie, którą podejrzewała o zdradę. Jeśli jemu nie mogła ufać to już nikomu nie mogła.
Był tchórzem, skoro nie potrafił patrzeć jej w oczy po tym co zrobił. Z jej oczu biła nienawiść i będzie tak jeszcze przez długi czas, o ile wcześniej go nie zabije. Ona już widziała jego słabości, nawet nie musiał niczego pokazywać. To jasne, że ta mutantka była jego słabością. Wyrzekł się dla niej własnej rodziny. Odwrócił się od jedynej siostry.
- Wmawiaj sobie co chcesz, ale na pewno nie jesteś po mojej stronie - warknęła do niego. Nie skomentowała tego, że wszystko jest czarne albo białe, bo właśnie takie było życie i jeśli jeszcze się tego nie nauczył to jego problem. Ona nie zamierzała go uświadamiać.
- Wolę być przyrządem, które wykończy mutantów niż zdrajcą. I cóż, rozwiązanie jest proste: nie przestanę być przydatna - jego ironia nic nie dała. Chyba nie oczekiwał, że kobieta zmieni zdanie? Już na pewno nie teraz i nie w takich emocjach. Zaśmiała się sarkastycznie z jego słów. Właśnie, że zapomniał o ich matce, co było widoczne w jego czynach.
- Gdybym cokolwiek dla ciebie znaczyła nie zrobiłbyś mi tego. A już na pewno nie dowiedziałabym się o tym w TAKI sposób - czuła się jak nic nie warty śmieć. Wszystko w co wierzyła przepadło. - Naprawdę?! Mogę na ciebie liczyć?! To zabij mutantkę i zapomnijmy o tym.
Wiedziała, że tego nie zrobi. Nie miał jaj. Zdradził wszystko i wszystkich, nawet własną siostrę dla jednej osoby. Nawet go już nie poznawała.
Uśmiechnęła się widząc jak krew zalewa jego twarz. Zdecydowanie za mało, ale zawsze to jakiś początek. Przypuszczała, że zacznie z nią walczyć, ale on odpiął pasek z bronią, a potem przyparł ją do muru. Myślała, że zabije ją, żeby nikomu nie powiedziała o tym wszystkim, ale on przyłożył sztylet do swojego gardła. Zaskoczył ją i na chwilę się zawiesiła, ale tylko na chwilę.
- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo - odpowiedziała mu, również patrząc mu w oczy. Nie wierzyła, że jest dla niego wszystkim, bo jego czyny pokazały dokładną odwrotność. Mógł zobaczyć w jej oczach tylko nienawiść i chłód i być może zastanawiał się teraz, czy nie stracił swojej siostry na dobre.
Przycisnęła mocniej sztylet do jego gardła, a kiedy ostrze przecięło skórę i z szyi pociekła wąska stróżka krwi, odsunęła broń i pokręciła głową.
- Za bardzo mnie zraniłeś, żebyś mógł tak szybko zginąć. To byłaby zbytnia łaska - odparła i uderzyła go po raz kolejny w twarz, a kiedy cofnął się o krok zamroczony uderzeniem, kopnęła go w brzuch.
- Nawet teraz nie powiesz mi wszystkiego nie? Po co, skoro jestem nic nie wartym człowiekiem. Lepiej zwierzyć się mutantowi - warczała co chwila i znów w przypływie emocji rzuciła się na niego ze sztyletem, tym samym zostawiając mu szramę na twarzy.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-10-25, 16:58   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Z tym, że w jego mniemaniu wcale siebie nie oszukiwał. Zakochał się w osobowości tej pięknej Hinduski, w tym, że była doskonała w każdym calu. Nie w jej mocy, ale ta więź, która ich łączyła... Tylko to wszystko potęgowała, sprawiała, że kochał ją jeszcze mocniej. Potrzebował jej jak powietrza - to wiedział na pewno. Nie dopuszczał nigdy nikogo do siebie, ale ona... Ona wszystko zmieniła. Otworzyła mu oczy na świat, sprawiła, że zaczął dostrzegać to czego wcześniej nie widział. Dla niego Shivali była pewnego rodzaju wybawieniem, szkoda, że dla jego siostry wręcz przeciwnie. Dlatego nie mógł pozwolić na to, by się kiedykolwiek spotkały. Co miałby wtedy zrobić? Walczyć ze Scottie? Cholera, nie chciał tego... Z drugiej strony dawno temu obiecał sobie, że nigdy nie pozwoli skrzywdzić Shiv. Ta kobieta zbyt wiele w życiu przecierpiała i nie zamierzał pozwolić na to, by ktokolwiek zadał jej kolejne rany. Już nie.
To prawda - wielu mutantów popełniało błędy, kiedyś tego nie widział, ale teraz... Rozumiał już, że nie można winić ich wszystkich. Przecież tak samo jest wśród ludzi, prawda? Nie wszyscy są dobrzy, a to cudowne i kochające się rodzeństwo już z pewnością należy do tych złych, do potworów najgorszego sortu.
Zabawne jak szybko można zmienić swój światopogląd o 180 stopni z powodu jednej osoby, impulsu, kilku chwil spędzonych razem... James był chyba najlepszym tego przykładem.
Być może Scarlett jeszcze nie wiedziała czy go wyda, czy nie - ale on był niemalże pewien, że tego nie zrobi. Znał ją przecież, cholera, naprawdę dobrze ją znał. Nie wyda go, prędzej sama wymierzy sprawiedliwość - ale już chyba to mówiłem.

Czy nie potrafił spojrzeć jej w oczy dlatego, że był tchórzem? Nie do końca. Myślę, że zwyczajnie ciężko było ujrzeć nienawiść w spojrzeniu osoby, którą się naprawdę kocha. Mimo wszystko - i z tym da sobie radę. Był w końcu żołnierzem, całe życie walczył, był sam. Nie chciał jej stracić, ale... To co zrobił w jej mniemaniu było niewybaczalne. Jedyne co Reynolds mógł zrobić, to pluć sobie w brodę, że nie porozmawiał z nią wcześniej... Być może to by coś zmieniło.
- Jestem i zawsze będę. Nic tego nie zmieni. - odparł dość spokojnie, gdy stwierdziła, że nie grają do jednej bramki. Myliła się, cholernie się myliła. Byli w końcu rodziną i o ile nie zatłucze go tutaj na śmierć to będzie ją wspierał.
Zignorował jej następne słowa. Boże, tak bardzo się myliła... Zabawne, pracując z Verą Neumann dalej wierzyła, że nie kopną jej w dupę. Jasne - o ile nie zacznie za dużo myśleć nad sensem rozkazów pewnie będą ją głaskać, dalej zwodzić. Prędzej czy później i tak bańka pryśnie, ale nie martwił się tym. Zamierzał być wtedy obok i zamordować każdego kto spróbuje podnieść rękę na jego siostrę. Nawet jeśli jego obecność nie będzie przyjęta przez Scottie z radością - on z pewnością będzie na miejscu, gdy pojawią się problemy. I to właśnie sobie przyrzekł w myślach.
- Znaczysz do mnie więcej niż ktokolwiek, ale nie zrobię tego. Nie zabiję jej. Obiecałem, że ją ochronię. Kocham ją, rozumiesz? Nie rzucam słów na wiatr i nie pozwolę jej skrzywdzić, ani sam tego nie zrobię. Nigdy. - rzucił z kamienną twarzą. Był w pełni świadom tego, że Shiv wszystko to widzi, że słyszy co mówi. Nigdy nie powiedział jej tego w twarz, ale... Pewnie wiedziała, że tak jest.

Walka z nią była ostatnią rzeczą, której chciał. Nie potrafił podnieść na nią ręki, ale wiedział też doskonale, że go nie zabije. Być może bardzo pokiereszuje, ale nie zabije. Mimo tego, iż było to ryzykowne, to, że przyłożył sam sobie ostrze do gardła... Cóż, był gotów podjąć to ryzyko.
Poczuł dotyk Shivali na swoich ramionach, usłyszał rozpacz w jej głosie. Próbował przekazać jej myślami, że nic mu nie będzie i żeby się nie wtrącała. Nie wolno jej, nie mogła się tutaj teraz pojawić... Nie w tej chwili.
Najpierw cięła delikatnie jego gardło, a potem uderzyła go kolejny raz, tym razem pękła jego warga.
Scottie kopnęła go mocno w brzuch, a on z trudem łapiąc powietrze uderzył plecami o ścianę i osunął się po niej. Brunetka dopadła go w ciągu chwili.
Poczuł jak ostrze rozcina mu twarz, jak chłodny metal przesuwa się po jego skórze, po policzku i idzie wyżej. Przymknął oczy, stal przecięła jego powiekę. Dobrze, że zasłonił powieką oko - inaczej pewnie by je stracił.
Z trudem wypuścił powietrze z płuc, krew zalewała jego twarz, ledwo ją widział, ale...
Na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. Nie uśmiechał się do niej, tylko do Shiv, która w tej chwili znajdowała się mniej więcej gdzieś za plecami jego siostry.
Oczywiście Scarlett nie mogła wiedzieć, że szczerzy się do swojej 'mutantki'. Chciał w ten sposób przekazać Shivali, że wszystko będzie dobrze, że jakoś z tego wyjdzie, bo... Bo wyjdzie. Chyba...
- Co mam Ci powiedzieć... Co chcesz wiedzieć? - wysapał próbując się podnieść, przecież... Przecież zawsze się podnosił, prawda?
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-10-25, 18:15   
   Multikonta: Bradley Grey


Nie mogła znieść jego słów. Tych kłamstw, że jest po jej stronie i zawsze będzie. Stek bzdur, teraz to zrozumiała. Może i przez pewien czas się dla niego liczyła, ale gdy znalazł sobie kogoś, bardzo szybko odeszła w kąt i stała się niedoinformowana i ignorowana.
Ostatnio rzadko się widywali, więc nie miała nawet okazji, żeby zobaczyć jakichkolwiek zmian w jego zachowaniu. Zresztą był wobec niej tak skryty, że pewnie i tak by nie zauważyła.
Wszystko zmieniła jedna mutantka. To przykre, że wyrzekł się dla niej własnej rodziny i porzucił wszelkie ideały, które miały dla niego znaczenie. Splugawił nawet pamięć ich matki, co samo w sobie było trudne o wybaczenia.
- PRZESTAŃ KŁAMAĆ! - krzyknęła rozjuszona. Nie wierzyła w jego słowa i chciała go zabić za te wszystkie łgarstwa, które wyszły z jego ust. I pomyśleć, że tak w niego wierzyła. Był jedyną osobą w jej życiu, która się liczyła i którą kochała. Wszystko to zepsuł swoim podłym zachowaniem.
A co do rozkazów to nigdy nie myślała nad ich sensem. Po co? Dla niej rozkaz to czynność, którą miała bezwarunkowo wykonać, co też robiła. Od lat, więc trochę za późno, żeby ją umoralniać. Zwłaszcza po tym wszystkim co przeżyła i co sama uczyniła. Zresztą sam dawał jej przez całe życie taki, a nie inny przykład. Chciała iść w jego ślady, być tak silna jak on. No i była, nawet silniejsza, bo nie złamała się dla jakiejś mutantki.
A potem wypowiedział kolejne słowa i jej świat się zawalił po raz kolejny. Pomijając kłamstwo, że coś dla niego znaczy, powiedział słowa, których nigdy nie użył względem niej. Poczuła przeciągłe ukłucie w klatce piersiowej, a do oczu napłynęły jej łzy. Czy potrafi opanować swoje emocje?
- Mi nigdy nie powiedziałeś takich słów. Narażasz MOJE życie, ale MUTANTA nie pozwolisz skrzywdzić? - zapytała, wyraźnie załamana tym co słyszy. Jak mógł tak stracić głowę, przecież to nienormalne! Ale to mutantka, mogła sprawić swoją mocą, że zachowuje się całkiem jak nie on. - Prędzej czy później ją dorwę.
Zapowiedziała lojalnie, choć może nie powinna, bo on nie był wobec niej lojalny. Znalazła w papierach dość, żeby móc zacząć ją ścigać.
Jej walka z nim nie sprawiała żadnego problemu. Może dlatego, że była w furii i nie miała wyrzutów, bo był większy i silniejszy? Mało honorowo co prawda, bo wcale się nie bronił, ale nie obchodziło jej to. Przecież nie zabrała mu broni, mógł walczyć jeśli chciał. Tym lepiej.
- Czego się cieszysz? - warknęła, bo jego uśmiech ją dodatkowo zirytował. Jeśli chciał ją sprowokować i pokazać nadal swoją wyższość, to mogła mu pokazać więcej swoich umiejętności. Obserwowała kiedy próbował się podnosić. Nie przeszkadzała mu w tym, przynajmniej na razie.
- Od jak dawna to trwa? I jak to się stało? Jaką moc ma to coś? - zapytała chłodno. Jej twarz przybrała neutralny wyraz, oczy również straciły wyraz. Zupełnie jakby przesłuchiwała schwytanego wroga.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-10-26, 11:41   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali tutaj fizycznie nie ma - tylko James ją widzi.

Nie słuchał jej. Wszystko, co chciała zrobić nie działało. On cały czas się nie bronił, tak bardzo wierzył, że jego własna siostra się opamięta... Ale Shivali znała takich ludzi. Dla nich liczyła się tylko rasa, nic więcej, a skoro ktoś nie był po ich stronie - był przeciwko nim. Zbyt często lądowała po przeciwnej stronie barykady, żeby o tym nie wiedzieć. Oni zabili dziecko! Małe, bezbronne dziecko, tylko przez to, że było mutantem. Dlaczego nie miałaby zabić Jamesa za to, że ukrywał jednego z nich? Że ukrywał Shivali? Wiedziała że jej nie wyda, kochał ją - dziewczyna poczuła gulę w gardle, kiedy pierwszy raz przyznał to na głos. Rzecz w tym, że jeżeli nie miał zamiaru się bronić, to mogło się dla niego skończyć tragicznie. Musiał o tym wiedzieć, skoro ona to wiedziała. To było zwyczajne samobójstwo... A Shivali nie miała zamiaru mu na to pozwolić.
- Nie mam zamiaru pozwolić ci się zabić, James - zaczęła wściekle. Czuła ból, który zadawała mu siostra. Jak on mógł ciągle wierzyć, że ona mu nic nie zrobi? Jak mógł oczekiwać, żeby Shivali stała tutaj z założonymi rękami? - Wracam do domu. Jeśli nie masz zamiaru się bronić - w porządku. Najwidoczniej ktoś musi to zrobić za ciebie.

James z pewnością mógł odczuć, że Shivali nie poświęca mu tyle uwagi, może nawet jej obraz całkowicie zniknął. Miało to jedną, prostą przyczynę: rzuciła wszystko, żeby wybiec ze sklepu i ruszyć do mieszkania. Nie była w stanie równocześnie skupiać się na wymijaniu przechodniów, oglądaniu co się tam działo i rozmawianiu z Jamesem. Była niesamowicie wściekła... ale Boże, oby tylko zdążyła na czas.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-10-26, 15:41   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Tak dla odmiany on nie potrafił znieść tego, że ona mu nie wierzy. Cholera, jak mogła nie widzieć tego co on, dlaczego nie potrafiła chociaż po części zrozumieć tego co do niej mówił? Ech... Oboje byli strasznie uparci. To chyba rodzinne, czy coś.
To nigdy nie działało w ten sposób. To, że nie mówił jej tego wszystkiego... Chyba po prostu miał wrażenie, że nie musi. Gdyby tylko wiedział jak strasznie się myli prawdopodobnie byłby w stanie coś z tym zrobić, ale teraz? Teraz to nie miało większego znaczenia. W jej oczach był zwykłym śmieciem, zdrajcą.
To prawda, ostatnim czasem rzadko mieli dla siebie czas. Czy był sens kłamać? Nie do końca. Poświęcił cały swój czas 'tej mutantce'. Kolejny błąd, jeden z wielu. Nie powinien zaniedbywać swojej siostry, a jednak to zrobił.
Przełknął jej krzyk, właściwie... Był w stanie przełknąć wszystko. Cholera, nawet jeśli nie potrafił udowodnić tego Scottie - kochał ją tak mocno jak brat może kochać siostrę. Tylko ona mu została, w ich żyłach płynęła ta sama krew.
-Myśl co chcesz. Powiedziałem Ci jak jest i to nie zmieni się tylko dlatego, że w Twoim mniemaniu każde moje słowo jest kłamstwem. - odpowiedział jej całkowicie spokojnie, a przynajmniej tak spokojnie jak potrafił. Warto zauważyć, że w tej sytuacji naprawdę ciężko było nie wybuchnąć.
Następne słowa Scarlett, cóż... Zabolały go. Zraniły, poczuł jakby ktoś wbijał mu nóż prosto w serce. Miała rację - nigdy jej tego nie powiedział. Właściwie... Nigdy nie użył takich słów.
- To... Masz rację. Nigdy tego nie powiedziałem, ale zawsze to czułem. Nie chcę się tłumaczyć. Mimo tego, że nie usłyszałaś tego ode mnie myślałem... Byłem pewien, że to wiesz. - odparł dość cicho, autentycznie było mu głupio z tego powodu. W jego oczach pojawił się błysk, gdy kobieta odezwała się po raz kolejny. Dość niebezpieczny błysk.
- Nie dorwiesz. Znasz mnie jak nikt inny. Wiesz, że Ci na to nie pozwolę. - powiedział sucho. Nie mógł jej na to pozwolić. To nie oznaczało wcale, że zamierzał z nią walczyć, ale... Powinna wiedzieć, że jeśli Reynolds pragnie kogoś ochronić to naprawdę ciężko jest się do tej osoby choćby zbliżyć.

Krew bryzgała z jego twarzy, poza tym czuł dość mocny ból w klatce piersiowej, trochę nad brzuchem. Czyżby złamała mu jakieś żebro? Oby nie..
Po chwili udało mu się podnieść, chociaż trzeba było przyznać, że nie było to najłatwiejsze - ale nie z takimi ranami wstawał, kurwa, on zawsze wstawał.
Zanim odpowiedział swojej siostrze skupił uwagę na Shivali.
~NIE! - krzyknął głośno w myślach starając się przekazać jej, że nie ma prawa się tutaj pojawić. Nie teraz, jeśli to zrobi... Zniszczy wszystko, spieprzy całą sprawę. Nie mógł jej na to pozwolić, ale z drugiej strony - czy mógł ją zatrzymać? Błagał ją myślami, próbował jej przekazać, że to załatwi. Żeby mu zaufała... I miał cichą nadzieję, że tym razem go posłucha.
Oparł prawą dłoń na brzuchu i powoli podniósł wzrok na Scottie.
- Od jak dawna? Od pół roku, może więcej, a co do jej mocy... Jest tutaj. Nawet w tej chwili. Widzi to co ja, czuje to co ja. Możesz być z siebie dumna, każdy cios zadany mi zadaje ból również jej. - powiedział - być może trochę z przekąsem.
Zrobił kilka kroków w jej stronę.
- Wiesz czym się różnimy? - zawiesił na chwilę głos, odwrócił głowę w bok i splunął krwią na podłogę.
- Tym, że ja bym nigdy nie podniósł na Ciebie ręki. Nie ważne co byś zrobiła. Stanął bym za Tobą zawsze, w każdej chwili. Nie potrafiłbym Cię skrzywdzić. Ty natomiast jesteś zwykłym potworem. Śmiesz zarzucać mi, że nic dla mnie nie znaczysz? - wskazał palcem na swoją twarz.
- Od dzisiaj z dumą będę nosił bliznę na twarzy. Bliznę, którą zostawiła mi rodzona siostra.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-10-26, 18:54   
   Multikonta: Bradley Grey


Oj tak, jej upór był niemalże namacalny. Jak już obrała jakieś zdanie to nic go nie zmieni. Mogła iść po trupach do celu, ale z głową podniesioną wysoko - wierna swoim ideałom. Nie zmieniała swoich poglądów pod wpływem innych osób, a już z pewnością nie ze względu na jakiegoś mutanta.
Jasne, że nie musiał mówić jej wszystkiego, ale miło byłoby, gdyby czasem zainteresował się co u niej poza jej treningami czy opowiedział coś o sobie. Przez niego i ona zachowywała się względem niego z dystansem.
Cóż, ona kochała go najmocniej na świecie. Innego rodzaju miłości nie znała, bo nigdy nie była w nikim zakochana, wszystkich od siebie odpycha. Jedynie brat był jej oparciem, gdy naprawdę go potrzebowała. A teraz wszystko to zniknęło jak bańka mydlana.
- A co, może nie dałeś mi powodów do braku zaufania? - warknęła. Mógł teraz obracać sytuację i robić z niej najgorszą, ale prawda była taka, że to on kłamał i on zmienił swoje życie dla osoby z rasy, której jeszcze niedawno oboje szczerze nienawidzili. Jak teraz mogła mu uwierzyć, kiedy doszczętnie zniszczył zaufanie?
- NIE POTRAFIŁEŚ mi tego powiedzieć i nigdy nie będziesz potrafił. Zresztą już tego nie chcę - odparła. Skoro wyznał miłość mutantce, ale własnej siostrze nigdy nie powiedział, że ją kocha to raczej sprawa jest jasna kto jest wyżej w tej hierarchii. I pomyśleć, że gdyby to był człowiek to nie widziałaby nic złego w tych zmianach.
- W takim razie zabij mnie, bo tak jak ja znam ciebie, tak ty znasz mnie. Jestem bardzo dobra w swojej pracy i nie przestanę jej ścigać - znalazła dość informacji, żeby zacząć. Poza tym jak już wcześniej zostało powiedziane była bardzo uparta i zwyczajnie nie przestanie, dopóki jej nie dorwie. A będzie to bardzo miłe dla niej spotkanie, kiedy wypatroszy jej bebechy. A potem zabije tego zdrajcę.
Ból fizyczny, który czuł był niczym w porównaniu z tym co działo się w głowie i sercu Scottie. Nie pokazywała tego tak bardzo, ale była zrozpaczona i zniszczona po tym wszystkim co zobaczyła i co usłyszała. A to jeszcze nie wszystko!
Oszukiwał ją co najmniej pół roku i na dodatek połączył się z nią w jakieś dziwny twór. Miała tylko nadzieję, że on też nie stał się mutantem, bo tego by nie zniosła.
- Ból to ona dopiero poczuje - powiedziała, ale potem zdała sobie z czegoś sprawę. Mutantka widziała całą tę scenę, co w sumie jest ok, bo wiedziała, że Scarlett po nią przyjdzie.
- Czyli kontroluje twój umysł, dlatego zachowujesz się jak pies na łańcuchu? - zapytała, mając nadzieję, że to w tę stronę idzie. Kiedy do niej podszedł, naostrzony sztylet miała gotowy. Ale on zamiast tego zaatakował ją słownie. Patrzyła tylko na niego. Gdy skończył mówić, podeszła do niego, że gdyby byli równi staliby twarzą w twarz.
- Wolałabym, żebyś tysiąc razy podniósł na mnie rękę niż żebyś zranił mnie w taki sposób. Skrzywdziłeś mnie bardziej, niż możesz sobie wyobrazić, ale to nie ma dla ciebie znaczenia. Zresztą chyba lubisz potwory skoro jesteś z mutantką - stwierdziła. Patrzyła mu w oczy, bo rozmowa z nim nie miała sensu. Nie zabije go, nie jest w stanie tego zrobić. - Noś bliznę jak chcesz, ale tak właśnie traktuję wrogów. I jeszcze jedno... nienawidzę cię i nie mam już brata, tak samo jak ty nie masz już siostry - powiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła z mieszkania, zostawiając za sobą wszystko co kiedyś ceniła.

z/t
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
James Reynolds



"Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by."

Ochroniarz Verki!





name:

James Reynolds

age:
32

height / weight:
190/100

Wysłany: 2018-10-26, 20:04   
   Multikonta: Dale Fowler
  

   Pisze dobre wąteczki!


Uparte, okropnie uparte stworzenie. Czasem tak strasznie tego w niej nienawidził, ale czy miał do tego prawo? Przecież był dokładnie taki sam, ona... Była do niego podobna w wielu kwestiach. To, że się tak nagle zmienił nie oznaczało przecież, że wszelkie przyzwyczajenia, nawyki, czy cechy z poprzedniego życia gdzieś zniknęły, odeszły w niepamięć. Gdzieś tam w środku dalej pozostawał tą samą osobą - co prawda z innymi priorytetami i poglądami, ale to wciąż był on.
- Dałem. Dałem Ci wiele powodów do braku zaufania, nie pokazywałem Ci nigdy co czuje. Przykro mi, że dopuściłem do tego wszystkiego. - co mógł więcej powiedzieć? Taka była smutna prawda, zawalił na każdej linii, nie był nigdy dobrym człowiekiem, a już na pewno nie był dobrym bratem. Czy kiedykolwiek uda mu się to naprawić? Czas pokaże. Jedyne co mógł teraz zrobić to przeprosić, ale... To proste słowo nie potrafiło mu przejść przez gardło. Nie po tym co zrobiła, nie po tym co powiedziała. Nie po tym wszystkim.
Postanowił zignorować jej wypowiedź dotyczącą ścigania Shivali. Cholera, przecież nie mógł jej powiedzieć, że przez większość czasu ta 'mutantka' przebywa z nim. Nie mógł też otwarcie przyznać, że jest w stanie oddać za nią życie, ponieważ tylko by się pogrążył, a nie zależało mu na tym by psuć jeszcze bardziej coś, co i tak już jest popsute. Problemy, pieprzone problemy... Czy one kiedyś się skończą?
- Nie jestem niczyim psem. Nigdy nie byłem i nigdy nie będę. Możesz myśleć co chcesz, to nie ma już znaczenia. - Dość miał tej rozmowy, tego wszystkiego. Nie potrafił tego na chwilę obecną rozwiązać, z resztą nie oszukujmy się - nigdy nie był zbyt dobry w rozwiązywaniu takich spraw. Potrafił uderzać, potrafił pociągać za spust, ale rozmowa... I tak sam sobie dziwił się, że wyrzucił z siebie tyle słów, okazał tyle emocji... Zupełnie jak nie on.
Nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ Scottie zniknęła, wyszła. Zostawiła go samego z huraganem myśli w głowie, z rozpieprzonym mieszkaniem, zakrwawionego, rannego. Nie tylko jego ciało ucierpiało w tej całej 'potyczce', chociaż śmiało można też to nazwać regularnym wpierdolem.
- Nie mam siostry.. - wyszeptał sam do siebie, do pustych czterech ścian.
Minęło parę chwil zanim to do niego dotarło.
Złapał za stół i rzucił nim o ścianę sprawiając, że mebel roztrzaskał się na kawałki. Zakłuło go gdzieś ponad brzuchem, chyba naprawdę miał gdzieś tam pogruchotane kości, ale nie przeszkadzało mu to. Ból był dobry. Ból pomagał zapomnieć.
Uderzył mocno pięścią w ścianę, potem powtórzył cios używając drugiej ręki. Przez parę dobrych chwil zadawał ciosy, uderzał w beton jakby był jego największym wrogiem. Jego kostki popękały, tego właśnie chciał. Bólu. Jak najwięcej bólu.
Nie potrwało to zbyt długo, ponieważ nagle go olśniło. Przypomniał sobie, że przecież w lodówce ma butelkę wódki.
Zostawiając za sobą krwawą ścieżkę podreptał do lodówki i wyciągnął z niej flaszkę. Oparł się plecami o jedną z kuchennych szafek, po czym osunął się po niej na ziemię. Odkorkował butelkę i wlał w siebie sporą porcję alkoholu.
Wyglądał w tej chwili jak obraz nędzy i rozpaczy, ale jak miał wyglądać?
Przed chwilą zawalił mu się świat, bezpowrotnie stracił kogoś, kto był dla niego cholernie ważny... I prawdopodobnie nigdy już jej nie odzyska.
_________________
"You hate me now? Just you wait... Just you wait."
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5