Poprzedni temat «» Następny temat
Coffee Roasting Co.
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 15:39   Coffee Roasting Co.



[Profil]
 
 
Anna Payne



Teach me how to fight I'll show you how to win

Teleportacja

Kosmetyczka





name:

Anna Payne

alias:
Clarie Stevens

age:
26

height / weight:
165/54

Wysłany: 2018-10-18, 12:47   
  

   1 Rok na Giftedach!


//13 października

Anna dotarła w końcu do Coffie Rosting gdzie umówiła się z Ewangeliną. Nie wiedziała, co tak na prawdę chciała kobieta. Nie możliwe przecież by pracownica DOGS podejrzewała coś, że Ann jest siostrą mutanta. Ale wolała sobie teraz nie zaprzątać tym głowy. Wolała jednak cały czas myśleć, że to niewinna kawa i rozmowa. W końcu, nie raz już zdarzało jej się spotkać na kawę z którąś ze swoich klientek. Czasem były to zwykłe pogawędki, a czasem, były to propozycje przyjęcia ich córek bądź ich samych na praktyki za które będą jej płacić. Payne nie mogła tego zrobić, bo obowiązywała ją umowa z szefową. Co innego gdyby tu chodziło o jej prywatny salon.
_________________


<div style="font-family: 'Satisfy', cursive;font-size:35px;position:relative;COLOR:#786380;margin-bottom:-10px; text-shadow: 3px 3px 3px #9C8FA1">Anna Payne
<img src="http://data.whicdn.com/images/44943502/tumblr_meb5loJUDW1rq6dzao1_500_large.gif" style="border-radius: 30px 30px 0px 0px; width: 250px; border-left:#7E6985 4px solid;border-right:#7E6985 4px solid; border-top:#7E6985 1px dotted; border-bottOm:#7E6985 1px dotted; opacity:0.6">
[Profil]
    [0+]
 
Ewangelina Moseley



"Jak po śmierci nic nie będzie to się wkurwię."

naukowiec





name:

Ewangelina Moseley

age:
32 lata

Wysłany: 2018-10-19, 12:59   
   Multikonta: Alois
  

   1 Rok na Giftedach!


| Start |


Ewangelina, zmierzając do kawiarenki mijała różne miejsca. Mijała różnych ludzi. Ci zazwyczaj nieśli siatki z zakupami, rozmawiali żywo przez telefony, a jeszcze inni prowadzili na smyczach swoich psich pupili, a większość zwierzaków najwidoczniej nie chciała iść tam, gdzie iść zamierzał ich pan. Albo pani, wszystko jedno... tak czy owak, młoda pani naukowiec lubiła obserwować ten codzienny zgiełk. O, a tam jakaś młoda para całuje się i obściskuje (Chryste panie, czy on właśnie ścisnął jej pierś?)! Ewangelina nie znosiła, dla odmiany, tego typu obrazków. Gardziła związkami w tak młodym wieku... a może to dlatego, iż, mimo swojego wymownego wieku, jeszcze nigdy nie była z żadnym mężczyzną? Ani kobietą... zaraz. A może ona jest lesbijką? Albo Bi? Wszystko jest możliwe, cóż... tak czy owak, i tak wolała spędzać więcej czasu z płcią przeciwną, niźli piękną. Może czuła się bardziej mężczyzną, niż kobietą? To można poddać w wielką wątpliwość, jeśli zaznaczy się, iż Ewangelina uwielbia suknie, sukienki i spódniczki, i to najlepiej w jasnych kolorach, co na pewno nie odwzorowuje jej charakterku. Jej cwaniactwa, wredności, narcystycznego podejścia... ah, można by tak wymieniać w nieskończoność.
Ale skupmy się na tym, co jest tu i teraz. Ewangelina szła, kontemplując tutejsze widoki. Nawet zieleń, gdyż wiedziała, że kolor ten działa terapeutycznie na nasze oczy. Więc patrzyła. Nawet na tutejsze budynki. Po prostu patrzyła na wszystko. Aż prawie by pominęła kawiarenkę, w której umówiła się z Anną, koleżanką, którą poznała, gdy pewnego dnia przekroczyła progi salonu, w którym pracuje. Ewangelina, mimo że to do niej niepodobne, cieszyła się że ta znajomość idzie dalej, nie zatrzymała się na czymś takim co zwie się wizytą u kosmetyczki. Nie, nie, nie.
Otworzyła drzwi i zaczęła rozglądać się po lokalu. Nie trwało to długo, gdyż panna Moseley od razu spostrzegła znajomą i szybkim krokiem poszła w obranym kierunku, a usiawszy i przywitawszy się, Ewangelina posłała jej uśmiech.
- Ah, wybacz, że tak długo. Po prostu – tu zaczęła wymyślać jakąś historyjkę, w którą, oczywiście, zaraz całą sobą uwierzy – Po prostu był mały wypadek. W takim jednym miejscu. Trochę stanęłam i pooglądałam... – tak. To znowu jej choroba.
Nie przeprosiła. Jak to na Ewangelinę przystało. A gdyby nie była Ewangeliną, pewnie by wyraziła skruchę, przepraszając, że dała się wciągnąć w to widowisko, zamiast pędzić na miejsce spotkania.
Mimo, że to wszystko blef.
- Poproszę Cappuccino – zagadała do kelnerki, która przed chwilą przeszła obok ich stolika.
[Profil]
    [A-]
 
Anna Payne



Teach me how to fight I'll show you how to win

Teleportacja

Kosmetyczka





name:

Anna Payne

alias:
Clarie Stevens

age:
26

height / weight:
165/54

Wysłany: 2018-10-21, 15:08   
  

   1 Rok na Giftedach!


Ewangelina w końcu, zjawiła się w kawiarni. Anna jednak nie musiała długo na nią czekać, gdyż dopiero co przyniesiono jej zamówienie.
-Nic się nie stało. Nie spóźniłaś się tak bardzo.
Powiedziała uśmiechając się do niej. Była przyzwyczajona do jej spóźnień podobnie jak do jej wymówek. Nawet gdy ta miała przychodzić do niej na paznokcie, zawsze podawała jej wcześniejszą godzinę niż w rzeczywistości. Zdziwiłaby się, gdyby przyszła kiedyś na czas.
-Opowiadaj, co u Ciebie?
Spytała biorąc łyka kawy.
_________________


<div style="font-family: 'Satisfy', cursive;font-size:35px;position:relative;COLOR:#786380;margin-bottom:-10px; text-shadow: 3px 3px 3px #9C8FA1">Anna Payne
<img src="http://data.whicdn.com/images/44943502/tumblr_meb5loJUDW1rq6dzao1_500_large.gif" style="border-radius: 30px 30px 0px 0px; width: 250px; border-left:#7E6985 4px solid;border-right:#7E6985 4px solid; border-top:#7E6985 1px dotted; border-bottOm:#7E6985 1px dotted; opacity:0.6">
[Profil]
    [0+]
 
Ewangelina Moseley



"Jak po śmierci nic nie będzie to się wkurwię."

naukowiec





name:

Ewangelina Moseley

age:
32 lata

Wysłany: 2018-10-25, 18:50   
   Multikonta: Alois
  

   1 Rok na Giftedach!


Siedziały tak, rozmawiając, że Ewangelina nawet nie zauważyła jak przyszło zamówienie. A wtedy już dotarło do niej, że jej cappuccino stoi tuż obok jej ręki, w eleganckiej, sporawej białej filiżance, które aż kusiło pianką ze wzrokiem wykonanym z cynamonu, aczkolwiek kobieta nie mogła sprecyzować, co ów wzór sobą prezentuje. Nieważne. Podniosła ostrożnie naczynie do ust, kosztując pianki z cynamonem. Finalnie uznała jednak, że woli dokończyć ją za pomocą wyjątkowo zgrabnej łyżeczki, którą otrzymała wraz z filiżanką. A do tego dwie saszetki cukru. Ewangelina nie lubiła słodzić, ale ochoczo schowała saszetki do kieszeni, jak to miała w zwyczaju. Kto wie, może kiedyś jej się przydadzą? Może...
Ewangelina zaczęła bacznie przyglądać się koleżance, której często jest klientką, jako że owa koleżanka jest kosmetyczką, a Ewangelina (poniekąd) normalną kobietą, i też może mieć zachcianki... Nie będziemy jednak analizować, w jakim stopniu pasuje ona do podstawowego portretu przeciętnej kobiety, a w jakim stopniu odstaje. Bardziej chodzi o to, że zaczęła myśleć za bardzo intensywnie o towarzyszącej jej kobiecie. Pomyślała sobie a co, jeśli ona jest kimś, kto wchodzi do mojego umysłu i robi tam istny burdel? Początkowo zaśmiała się na tę myśl, ale z czasem... z czasem... zaczęła ona nabierać dla niej sens. A potem pomyślała, że to może być prawda, a jeszcze potem doszła do tego, że to na pewno słuszne stwierdzenie. Ewangelina już obmyślała plan, jak się jej pozbyć, by ona sama była bezpieczna. Wyjęła w ukryciu z kieszeni swój nieśmiertelny scyzoryk, obejrzała ze wszystkich stron, a potem ponownie włożyła w poprzednie miejsce. Anna nie mogła tego zauważyć, gdyż Ewangelina robiła to pod stołem, na swoich kolanach. Teraz uśmiechnęła się do niej słodko, by czasem się nie zdradzić.
I tak rozmawiały przy kawie, i rozmawiały. Po jakimś czasie, gdy kobiety wypiły już to, co sobie zamówiły, Ewangelina westchnęła i odezwała się jako pierwsza.
Tak, już miała w głowie plan idealny. Teraz trzeba tylko go wnieść w życie...
- To może poprosimy o rachunki, zapłacimy, a potem się gdzieś przejdziemy? Bo widzisz, bardzo chciałabym ci coś pokazać... ale to jest na dworze, wiec musimy opuścić to miejsce. – puściła jej porozumiewawcze oczko. Na jej obliczu dało się wykryć sympatię. A wiemy, że Ewangelina potrafi bardzo zmylić kogoś za pomocą mimiki swojej twarzy... była w tym naprawdę dobra! - To co, zbieramy się? – wtedy zawołały przechodzącego kelnera, prosząc o rachunek, aż w końcu wszystko było gotowe, to znaczy kobiety były w stanie gotowości, by opuścić to pomieszczenie, przekroczyły jego progi. I teraz młoda pani naukowiec mogła na poważnie przejść do swojego planu. Uprzednio zaprowadziła ją w róg zaraz obok wejścia do kawiarni.
- Słuchaj, chciałam ci coś powiedzieć... – ah ten jej zniewalający uśmiech... - ...baardzo ważnego. – wyjęła swój scyzoryk i bez opamiętania zaczęła ją dźgać, nie zważając na to, gdzie celuje. - Myślisz, że ujdzie ci to płazem, tak? – przysunęła sobie jej ciało i zbliżyła usta do jej ucha, szepcąc te słowa. - Ale ja nie jestem głupia. Poznałam się z twojej gierce. Powiedz tylko, proszę, jakie jest twoje ostatnie życzenie.
[Profil]
    [A-]
 
Anna Payne



Teach me how to fight I'll show you how to win

Teleportacja

Kosmetyczka





name:

Anna Payne

alias:
Clarie Stevens

age:
26

height / weight:
165/54

Wysłany: 2018-10-25, 19:17   
  

   1 Rok na Giftedach!


Musiała stwierdzić, że nawet miło spędziły czas na rozmowie i popijaniu kawy. Anna nawet nie miała pojęcia jakie Ewangelina posiada drugie oblicze. Nie wiedziała nawet, co ta kombinuje.
-Jasne. Ale zaraz po tym muszę się zbierać do pracy. Za godzinę mam klientkę, i muszę się jeszcze przygotować.
Powiedziała uprzednio spoglądając na zegarek na ręce. Anna opłaciła swój rachunek, pozostawiając również kelnerowi napiwek. Uśmiechając się lekko, zebrała swoje rzeczy po czym wyszła wraz z Ewangeliną. Zdziwiła się trochę gdy ta zaprowadziła ją za róg zaraz przy wejściu.
-Co mi chcesz tu pokazać??
Spytała obserwując kobietę. To co zdarzyło się potem, Anna nie wyobrażała sobie nawet w najgorszych koszmarach. Nawet nie wiedziała o co chodzi. Nagle Ewangelina zaczęła ją dźgać w brzuch.
-Co....?
Zaczęła ale z bólu nie mogła złapać tchu. Aż w pewnym momencie upadła na ziemię. Dłonią starając się zakryć podźgany brzuch jak i podbrzusze, jakby to miało jakoś pomóc w zatamowaniu krwawienia. Z kącika jej oczu zaczęły spływać łzy, jednak z bólu nie potrafiła nawet krzyknąć o pomoc. Miała jednak nadzieję, że albo ktoś będzie przechodził i szybko wezwie karetkę, albo Ewangelina po prostu zabije ją jednym ruchem by nie musiała już więcej cierpieć. Po chwili jednak obraz przez oczami powoli zaczynał jej się rozmazywać.
_________________


<div style="font-family: 'Satisfy', cursive;font-size:35px;position:relative;COLOR:#786380;margin-bottom:-10px; text-shadow: 3px 3px 3px #9C8FA1">Anna Payne
<img src="http://data.whicdn.com/images/44943502/tumblr_meb5loJUDW1rq6dzao1_500_large.gif" style="border-radius: 30px 30px 0px 0px; width: 250px; border-left:#7E6985 4px solid;border-right:#7E6985 4px solid; border-top:#7E6985 1px dotted; border-bottOm:#7E6985 1px dotted; opacity:0.6">
[Profil]
    [0+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-26, 06:55   

W Coffe Roasting przebywało więcej osób. Pomimo tego że Ewangelina oglądała swój scyzoryk pod stołem, nie umknęło to uwadze jednemu z mężczyzn, zajmującemu z kolegą stolik obok. Musiała go otworzyć, jeżeli chciała sprawdzić stan ostrza. Niby nic podejrzanego, ale jemu nie dawało to spokoju. Kolega siedzący na przeciwko zauważył, że jego towarzysz dziwnie przyglądał się kobietom siedzącym nieopodal. Najwyraźniej dostrzegł coś podejrzanego. Czyżby mutant?
Kiedy obie panie zdecydowały się już wyjść, mężczyzna także wstał ze swojego miejsca, w przeciwieństwie do nich, nie zapłacił za swoje zamówienie. Zatrzymany przez kelnera jego towarzysz, który również podniósł się z miejsca, na szybko pokazał mu tylko odznakę policyjną, zapewniając że jeszcze wróci zapłacić za swoje zamówienie. Zaraz też wyszedł.
Dołączył do kolegi, który dostrzegł skręcające dziewczyny za róg budynku. Przeczucie jednego z nich nie zawiodło. Widząc ten sam scyzoryk jak zostaje wbity w ciało drugiej dziewczyny, od razu wbiegł przeszkodzić oprawczyni. Złapał ją za rękę i wykręcił dość boleśnie za plecy, wyginając do góry i wykręcając tym samym nadgarstek, aby puściła narzędzie zbrodni. Przycisnął ją do ściany, trzymając drugą ręką za jej głowę. Rękę cały czas trzymał wykręconą i to mocno. Nie był delikatny względem kobiet, które próbowały kogoś zabić.
- Będziesz odpowiadać za próbę dokonania zabójstwa.
Drugi z mężczyzn podbiegł do rannej kobiety, ściągając ze swojej szyi swój szalik i zwinąwszy go, przyłożył do jej rany w brzuchu. Wyciągnął komórkę i od razu zadzwonił pod jeden numer, by zadzwonić po pogotowie i wóz policyjny.
- Matthew Quincy z posterunku w Capitol Hill. Proszę o natychmiastowe przysłanie karetki i jednostki policyjnej. Mamy poważnie ranną kobietę oraz złapaną sprawczynię. Znajdujemy się na rogu Coffee Roasting.
W odpowiedzi otrzymał potwierdzenie i wysłanie powozów. Telefon schował i patrzył na ranną.
- Pani. Słyszysz mnie? Jak się nazywasz?
Musiał utrzymać u niej stan przytomności. Nie mogła im teraz odlecieć, mimo ubywającej krwi z jej ran.
[Profil]
 
 
Ewangelina Moseley



"Jak po śmierci nic nie będzie to się wkurwię."

naukowiec





name:

Ewangelina Moseley

age:
32 lata

Wysłany: 2018-10-26, 17:38   
   Multikonta: Alois
  

   1 Rok na Giftedach!


Cieszyła się, widząc wykrwawiającą się kobietę, która, wedle wersji Ewangeliny, była kimś, kogo należy za wszelką cenę wyeliminować. Napawała się tym widokiem. Podobnie czuła się, wykonując elektrowstrząsy bądź lobotomię na żywca. Ah tak. Cierpienie innych to dla niej wielkie dzieło sztuki, nad którym zachwyca się każdy, nieważne, czy zna się na sztuce, czy jest zupełnie odwrotnie. Każdy ma coś, co go zachwyca, podnieca. W przypadku Ewangeliny był to właśnie obrazek, który widzimy tu i teraz. Kiedy Anna opadała na ziemię, panna Moseley jeszcze tylko złapała ją w pasie, przybliżając do siebie jej ciało i opierając je na swoim ciele. A to wszystko po to, by jeszcze raz mieć dostęp do jej ucha, by wyszeptać jej coś, co miała jej jeszcze do powiedzenia.
-No i widzisz, do czego tu doszło? – szeptała – To tylko twoja wina. A ja cię przejrzałam. Na wylot. Widzisz, trzeba było wybrać sobie na celownik kogoś głupszego. – musnęła kciukiem jej policzek i puściła ciało, pozwalając zadziałać sile grawitacji. Wtedy wszystko zadziało się niemalże automatycznie. Poczuła, jak ktoś wykręca jej ramiona, a Ewangelina krzyknęła z bólu, gdyż ten ktoś zrobił to dość mocno, więc i boleśnie. Na dodatek musiała puścić scyzoryk, inaczej się nie dało. A pani naukowiec? Od razu zaczęła wyrywać się, wrzeszcząc i usiłując wyswobodzić się z mocnego ścisku.
- Ja pierdolę, co wy robicie?! – sapała od walki, która okazała się finalnie walką z wiatrakami – Ja działałam tylko w obawie przed tą kobietą. Nie wiecie... a zresztą, kurwa, tak, usiłowałam usunąć. Ją usunąć. Bym sama mogła normalnie żyć... – wtedy mężczyzna wykonał telefon, wykonując połączenie, które tu i teraz było na pewno na miejscu. A Ewangelina roześmiała się. I to tak perfidnie, że bardziej się chyba nie dało. - Tak, sobie dzwońcie gdzie chcecie, i tak niczego nie wskóracie, biedne ofiary, nie wiecie, do czego ta babka jest zdolna. – i zamrugała zalotnie powiekami w kierunku tego, który zadzwonił po pogotowie i policję. A w jej głowie rodziły się kolejne brednie, w które zaraz potem zaczyna wierzyć. No, może nie zaraz. Odpowiednie słowo? Wkrótce. O, to będzie idealne. A jakie to brednie, pewnie niebawem sami się dowiemy.
- Ona słyszy. Ona słyszy, mimo że umiera. Uwierz, facet. Druga strona jej osobowości wciąż żyje, i ją też będę musiała się zająć. Kiedyś. – chętnie by podeszła do mężczyzny, który próbował u rannej kobiety zatamować krwawienie, ale, niestety, była złapana w ten sposób, że to było wręcz niewykonalne. Tak, przez chwilę, która trwała wystarczająco by kłamstwo mogło się w niej odpowiednio rozwinąć, pomyślała co jeszcze powiedzieć. W końcu uznała, że dalsze uświadamianie tych tępaków zostawi na potem. W końcu Ewangelina głupia nie była. Wiedziała, że teraz pewnie wezmą ją na przesłuchanie. A skoro są tacy tępi, sama im wszystko uświadomi.
Tak oto działała wyobraźnia Ewangeliny.... zbyt wybujała. Zdecydowanie. I to poniekąd ona sprawiła, że że nie można powiedzieć, iż jest w pełni zdrowia psychicznego.
[Profil]
    [A-]
 
Anna Payne



Teach me how to fight I'll show you how to win

Teleportacja

Kosmetyczka





name:

Anna Payne

alias:
Clarie Stevens

age:
26

height / weight:
165/54

Wysłany: 2018-10-26, 20:37   
  

   1 Rok na Giftedach!


Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie wiedziała kiedy a chwilę po jej szeptach usłyszała głosy innych ludzi. Zdołała jedynie rozróżnić, że były to głosy jakiś mężczyzn jednak nie do końca docierało do niej co do niej mówią. Nie docierało nawet do niej co krzyczała Ewangelina. Po chwili mimo bólu uświadomiła sobie, że jeden z mężczyzn mógł spytać ją o jakieś dane,
-Anna.... Payne...
Udało jej się wysapać ostatkiem sił po czym poczuła, jak odpływa. Nie potrafiła już dłużej walczyć. Starała się nie tracić przytomności jednak utrata krwi jak i intensywność bólu sprawiała, że kompletnie straciła siły.
_________________


<div style="font-family: 'Satisfy', cursive;font-size:35px;position:relative;COLOR:#786380;margin-bottom:-10px; text-shadow: 3px 3px 3px #9C8FA1">Anna Payne
<img src="http://data.whicdn.com/images/44943502/tumblr_meb5loJUDW1rq6dzao1_500_large.gif" style="border-radius: 30px 30px 0px 0px; width: 250px; border-left:#7E6985 4px solid;border-right:#7E6985 4px solid; border-top:#7E6985 1px dotted; border-bottOm:#7E6985 1px dotted; opacity:0.6">
[Profil]
    [0+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-27, 11:34   

Ta kobieta musiała być psychicznie chora. Obaj policjanci w cywilu spojrzeli po sobie, po czym każdy zwrócił się do kobiety jaką obecnie zajmował. Pierw trzeba było zakuć rozgadaną dziewczynę, która sądziła że zrobiła dobrze. Zabijając człowieka? Co więcej, unieruchomiona i oskarżona w chwili obecnej o próbę dokonania zabójstwa, przyznała się do winy. Będzie miała co zeznawać na przesłuchaniu.
Szarpanie się nic nie dawało, ponieważ wtedy policjant mocniej wykręcił jej rękę by sprawić spory ból i zaniechać jej dalszych prób. Tak samo mocniej przyciskał jej głowę do ściany.
- Matt, skuj ją.
Ryzykowne byłby teraz próbowanie zakuć jej samodzielnie, więc o pomoc poprosił towarzysza. Matt mimo pilnowania stanu zdrowia Anny, musiał na moment ją zostawić. Ale starał utrzymać z nią kontakt.
- Anno, czym się zajmujesz?
Zagadał do niej, jednocześnie wyjmując swoje kajdanki. Podszedł do kolegi, gdzie zakuł jedną część bransolety na nadgarstku dziewczyny, po czym wykręciwszy jej tę rękę do drugiej, zakuta została w pełni w kajdanki.
Matt wrócił do umierającej Anny, z kolei Jack pozostał z trzymaną mocno za ramiona Ewangeliną, by im nie uciekła, przyciskając do ściany.
- W tej chwili to Ty stanowisz zagrożenie dla otoczenia droga panno.
Zwrócił uwagę kobiecie, która uważała inaczej i że słusznie postąpiła atakując Annę.
Chwilę później, można było usłyszeć syreny pogotowia i policji, które zbliżały się do wskazanego miejsca.
[Profil]
 
 
Ewangelina Moseley



"Jak po śmierci nic nie będzie to się wkurwię."

naukowiec





name:

Ewangelina Moseley

age:
32 lata

Wysłany: 2018-10-27, 13:00   
   Multikonta: Alois
  

   1 Rok na Giftedach!


I kolejna dawka bólu. Ponownie. I znowu wydała z siebie krzyk rozpaczy, spowodowany bólem, tym razem o wiele większym, niż to było wcześniej.
- Ty popaprańcu, nie wiesz że takich rzeczy nie robi się kobietom? - powiedziała to prawie tak samo głośno, jak słowa, które wykrzyczała jeszcze tak niedawno. I udało jej się nawet nadepnąć na stopę jednego z nich! Starała się, by zrobić to mocno, aczkolwiek rezultat okazał się być raczej marny. Była zła na samą siebie, że nie użyła więcej siły, nie będąc w pełni świadomą, iż... po prostu zabrakło jej na to energii. A o braku jej siły świadczyło na dodatek to, że mężczyznom udało się zakuć Ewangelinę w kajdanki. Owszem, teraz też wyrywała się, ale ze zdecydowanie mniejszą dawką siły, a wiemy już, że była coraz to słabsza... i słabsza. W sensie fizycznym, się rozumie. Podświadomie przez jej głowę przeszła nawet myśl, że może powinna odpuścić. I za jakiś czas zaiste, tak się stało, przestała walczyć. Poddała się, ale nie do końca. Tak, ta ostatnia uwaga jest dość znacząca.
- Dobra. Ja wam wszystko wytłumaczę, skoro jesteście takimi tępakami i nie widzicie tego, co jest oczywiste. – westchnęła głęboko. Tak, najwidoczniej brednie splecione ze sobą w umyśle Ewangeliny trwały, nie chcąc puścić za wszelką cenę. A przecież zaczęło się tak niewinnie... a skończyło tak tragicznie, o ile to odpowiednie słowo.
Wtedy usłyszała słowa jednego z nich, kolejne słowa, zrobiła na niego wielkie oczy i zaśmiała się perfidnie, co miała opanowane do perfekcji.
- Zagrożenie, ja? Ja nie jestem seryjnym mordercą. A ta kobieta prawie nim jest. Gdybyście tylko wiedzieli, co ona potrafi... to nie mutant, ale i nie człowiek, to coś zupełnie... – westchnęła głęboko i spojrzała w oczy jednemu z nich. - No więc. Jak będzie, wypuścicie mnie?
[Profil]
    [A-]
 
Anna Payne



Teach me how to fight I'll show you how to win

Teleportacja

Kosmetyczka





name:

Anna Payne

alias:
Clarie Stevens

age:
26

height / weight:
165/54

Wysłany: 2018-10-27, 13:43   
  

   1 Rok na Giftedach!


Anna żałowała tej niby niewinnej kawy z Ewangeliną. Gdyby nie zgodziła się na ów wypad, Anna nie leżałaby tu teraz w kałuży własnej krwi. Więcej słów do niej nie docierało. Przed oczami stawały jej twarze osób na których jej zależało. Których chroniła jak tylko mogła. Jej brata, Brada którego dopiero co odzyskała... Oraz wszyscy inni którzy coś znaczyli w jej życiu.
W pewnym momencie miała wrażenie jakby słyszała głos karetki czy czegoś podobnego. Później nie słyszała już nic. Głowa opadła jej lekko na bok i straciła przytomność. Jej serce wciąż biło, jednak Anna już nie walczyła o utrzymanie przytomności. Nie potrafiła. Nie miała na to siły.
_________________


<div style="font-family: 'Satisfy', cursive;font-size:35px;position:relative;COLOR:#786380;margin-bottom:-10px; text-shadow: 3px 3px 3px #9C8FA1">Anna Payne
<img src="http://data.whicdn.com/images/44943502/tumblr_meb5loJUDW1rq6dzao1_500_large.gif" style="border-radius: 30px 30px 0px 0px; width: 250px; border-left:#7E6985 4px solid;border-right:#7E6985 4px solid; border-top:#7E6985 1px dotted; border-bottOm:#7E6985 1px dotted; opacity:0.6">
[Profil]
    [0+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-29, 00:04   

Policjant nie przejmował się jej słowami. W tej chwili ona nie była według niego "grzeczną" kobietą. Próba zabójstwa nie może być traktowana łagodnie.
- Wyjaśniać będziesz na przesłuchaniu.
Stwierdził Jack, trzymając cały czas kobietę, by mu nie próbowała uciec.
- Ta kobieta nie trzymała scyzoryka i nie dźgała Ciebie w brzuch.
Przypomniał jej co przed chwilą zrobiła, bo widocznie miała jakieś urojenia. Co innego mogła potrafić Anna? Skoro taka pewna swojego była Ewangelina?
Karetka dojechała na miejsce. Ratownicy od razu podbiegli do nieprzytomnej z torbą zawierającą lekarstwa i bandaże. Od razu zorientowali się, że będą potrzebne nosze, więc jeden z nim pobiegł szybko po nie.
Jak tylko wrócił, ostrożnie przeniesiono Annę, skierowano z nią do karetki i tam przeprowadzano już wstępne badania. Na sygnale, odjechali do szpitala.
Z kolei na miejscu pojawiła się także policja. Obaj panowie zabrali kobietę prosto do pojazdu policyjnego. Zabrano również dowód zbrodni i porobiono parę zdjęć. Cała trójka pojechała pojazdem policyjnym, jako że dwaj panowie także musieli złożyć swoje zeznania.


[z/t + wszyscy]

______________________________
Sesja zostaje podzielona na dwa wątki. Gdy pojawi się post MG, dostaniecie informację na PW.
[Profil]
 
 
Evelyn Harris



No damsel in distress, don't need to save me.

Mam tę moc! Mam tę moc! Hakuję dziś całą noc!

Hakerka





name:

Evelyn Harris

alias:
Varia

age:
26 lat

height / weight:
165/57.5

Wysłany: 2020-05-20, 02:42   
   Multikonta: not yet


/początek

Evelyn miała lekką awersję do miejsc publicznych, odkąd patrole DOGS przejęły miasto i można było natknąć się na nich niemal w każdym miejscu, w najmniej spodziewanym momencie. Skoro do tej pory nie udało im się odkryć, że bawiła się we włamywanie do ich bazy danych to pewnie nie miała się czym martwić, mimo to jednak nie opuszczało jej przeczucie, że jej sielanka nie będzie trwała długo i w końcu rząd postanowi się do niej dobrać.
Z drugiej strony - ileż można było siedzieć samemu we własnych czterech ścianach? Nawet największy introwertyk po pewnym czasie zacząłby dostawać na głowę, a co dopiero taka Eve, która poza czasem spędzonym przed ekranem laptopa nie potrafiła usiedzieć zbyt długo w domu.
Kawiarnia brzmiała jak bardzo dobry plan na dzisiejsze popołudnie. Wprawdzie Eve wciąż nie czuła się do końca pewnie szwędając się po mieście w pojedynkę, ale w razie czego zawsze miała na podorędziu paralizator, więc nie była tak całkowicie bezbronna.
Zamówiła sobie jakąś obrzydliwie słodką latte, zajęła jedyny wolny stolik przy oknie i wyciągnęła z torby laptopa - bo warto wspomnieć, że rozstawała się z nim naprawdę rzadko. Oczywiście w miejscach publicznych nie brała się za nic nielegalnego, takie rzeczy załatwiała tylko i wyłącznie w swoim mieszkaniu. Lubiła ryzyko ale nie była na tyle głupia i posiadała jeszcze jakieś resztki instynktu samozachowawczego.
[Profil]
  [0+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-05-20, 18:49   

/24 maja
Ktoś ewidentnie robił mi konkurencje. Jeden z moich stałych klientów, powiedział że znalazł usługę w niższej cenie! Nie powiem nie spodobało mi się, bo to był dobry klient ze stałym zleceniem. Była to pewna gotówka co miesiąc. Myślałam, że hakerzy w Seattle mają jakieś zasady, ale jednak rządziła tu zasada po trupach do celu. Grzebałam parę dni w internecie i mniej więcej udało mi się zlokalizować skąd najczęściej działa ów złodziej klientów. Od razu udałam się do centrum Captiol Hill, a potem uruchomiłam swoją moc na maksa, skupiając się na znalezieniu hakera. Tak trafiłam do jednej z kawiarni, ale całkowicie głucha z powodu długiego użycia mocy. Wszystkie stoliki były zajęte. Domyślam się, że większość hakerów to introwertycy, dlatego lubimy spędzać godziny przy komputerach, a nie z ludźmi. Czyli osoby siedzące z kimś przy stoliku nie są moim celem. Z drugiej strony haker mógł przyjść uzgadniać z kimś tu interesy, ale te opcje zaraz odrzuciłam z uwagi na dużą ilość osób w lokalu. Chyba by aż tak nie ryzykował. Hakerzy też nie potrafią siedzieć bezczynnie i po prostu pić kawę. To pozwoliło odrzucić mi kolejne parę osób. Moją uwagę zwróciła dziewczyna z laptopem. Czy to nie byłoby zbyt oczywiste? Nikt jednak nie wpadł mi w oko, więc postanowiłam zaryzykować póki nie będę mogła ponownie skorzystać z mojej mocy. Wsadziłam słuchawki do uszu, nie cierpiałam tego piszczenia gdy głuchota ze mnie schodziła, podeszłam do kasy zamówić herbatę, a w międzyczasie spróbowałam zobaczyć co dziewczyna robi na laptopie. Robiłam to będąc za nią wiec nie miała możliwości tego zobaczyć, no chyba że ma jakąś świruską moc która pozwala jej widzieć tyłem głowy. Podeszłam do niej i spytałam się z super przymilnym uśmiechem - Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? - patrzyłam na jej usta aby zrozumieć odpowiedz, ale i tak już się zaczęłam sadowić na miejscu naprzeciwko niej.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5