Poprzedni temat «» Następny temat
Grupa I
Autor Wiadomość
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-07, 21:45   

William wraz z Matilde nie tracili czasu. Oboje wiedzieli, że jest źle, nawet, jeśli kobieta nie do końca była świadoma, dlaczego. Deszcz jednak skutecznie rozmazywał wszelką wizję, jeśli wcześniej nie zrobiły tego łzy. Te smutne krople, wypuszczane przez niebo potrafiły skutecznie zamaskować wszystko, nawet kroki...
Pewnie dlatego, przez dłuższą chwilę para była nie zauważona. Zielona roślinność, szum cieknącej wody, skupienie się na domkach... To wszystko pozwoliło, by Hopper wraz ze swą partnerką, przedostał się kilkanaście metrów wgłąb lasu. By choć przez chwilę, mogli poczuć się bezpiecznie, a może nawet zamienić kilka słów.
Przez to wszystko nie zdołali dojrzeć, jak z domku, w którym była Valerie, wychodzi dwóch mundurowych ogłaszając smutną nowinę swwemu dowódcy, który niemal natychmiast zrobił się czerwony ze złości. Wydał kilka rozkazów, i ponownie nakierował drona o czerwonych światłach do zbadania terenu, nim cała ekipa ruszyła dalej, w poszukiwaniu uciekinierów...

__________________
Nieznajoma, słysząc głos uratowanej przez siebie dziewczyny, odwróciła się w jej kierunku, by... Po chwili z całą pewnością jeszcze bardziej utrudnić jej oddychanie. Nie bez powodu wydawała się taka znajoma - te rysy twarzy, te blond fale, ta budowa ciała... Przecież to była istna kopia Claire! No, może poza faktem, że było widać, jak się zestarzała, było widać blizny na jej skórze i to przerażające, cybernetyczne oko...
- Jeszcze nie, a ja Ci na pewno nie pozwolę tak szybko skończyć naszego życia. - Dało się usłyszeć, niby tak znajomy, a jednak wyraźnie zmęczony życiem ton głosu. Dopiero teraz blondynka odkaszlnęła krwią, po chwili wypluwając wszystko w jedną ze szmatek znajdujących się na pryczy. Po chwili wzięła głębszy oddech i skupiła swój wzrok na swojej młodszej wersji. To wszystko... Było takie surrealistyczne!
- Jak tylko namierzono mój kod genetyczny, wiedziałam, że coś jest nie tak. Bałam się, że zdołali nas sklonować, ale... Nie wyglądasz mi na kundla, Claire. Czemu tu jesteś? - Zapytała nieco podejrzliwie, ale jednak z wyczuwalną nutą ciepła w głosie. A Ty... Sama mogłaś mieć wrażenie, że jeśli chcesz o coś zapytać, to będzie najlepszy moment...

____________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [10.10, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-10-08, 19:42   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nic z tego nie rozumiała. Co jakiś czas wydawało jej się, że jest w stanie wyrwać się z tego marazmu, ale wtedy po kilkunastu sekundach nachodziła ją kolejna fala bólu. Nieważne jak dużo było przesłanek do tego, że grób Willa nie był prawdziwy – nie potrafiła do końca w to uwierzyć. Ten scenariusz był zbyt realny, by mogła to zlekceważyć. Jedynie ten deszcz wydawał się nieco jej ulżyć. Nie potrafiła dłużej płakać, ale świadomość, że jakaś woda spływała po jej twarzy… tak. Wbrew pozorom to było całkiem dobre uczucie. Matilde szła więc przed siebie, co jakiś czas potrzebując sekundy przerwy. Nie wiedziała czy to z nerwów, czy ze stresu, czy z rozpaczy, ale pobolewał ją brzuch, a to co teraz robiła… było dla niej niewyobrażalnym wysiłkiem. Nie wiedziała jakim cudem jej nogi, które były całe z waty, były w stanie utrzymać ciężar jej ciała.
– Szukają nas, tak? – spytała cichym, zachrypniętym tonem głosu, chyba właściwie godząc się z tym, co miało nastąpić. Nie wiedziała, czy byli to DOGS, czy GC, czy kompletnie nowa organizacja, ale czy to miało znaczenie? – A kiedy nas znajdą, zabiją nas. – ale nie było w jej głosie żadnego żalu. Jednie suche stwierdzenie faktu. Zawsze sądziła, że to heroina ją wykończy, a tu proszę – niespodzianka. A potem nie powiedziała nic więcej. Obróciła się tylko przez ramię. Tam wciąż był grób jej Willa.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-09, 21:42   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie mógł myśleć o tym co się, stało, nie mógł sobie na to pozwolić, Musiał upewnić się, że przeżyją, że chociaż Matilde przeżyje. Szedł za nią, cały czas uważając na ludzi z tyłu. Nie mogli biec na oślep, nie mogli robić za wiele hałasu, musieli trzymać nisko głowy. Musiał być gotowy, żeby użyć noża, a jeśli nie będzie miał innego wyjścia - pistoletu, który zrobi więcej hałasu. Tak, to było teraz istotne, to na tym musiał się skupiać. I kiedy Wallace zaczęła mówić natychmiast uciszył ją gestem. Miała rację i właśnie dlatego musieli być jak najbardziej niewidzialni. Wyciągnie ją z tego, chociaż ją.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-10-10, 18:36   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Kiedy Val zdała sobie sprawę na kogo patrzy prawie zemdlała. Opadła nieco groteskowo na ścianę łapiąc się za głowę i samym ruchem warg wyduszając z siebie "co do kurwy ja pierdole", jak widać w jakiś dziwny sposób przekleństwa pomagały jej w uporaniu się z dziwnymi sytuacjami w życiu.
-Kundla? Claire? Czemu tu jestem? - powtarzała jak echo po... sobie, wpatrując się w kobietę z ewidentnym szokiem w oczach, ba, nawet w całej twarzy, całej posturze, we wszystkim. -Po pierwsze: gdzie ja jestem? Po drugie:.... CO SIĘ DZIEJĘ?! - krzyknęła szeptem, wchodząc na nieco wyższy poziom pisku, w niektórych momentach dosłyszalny chyba jedynie przez psy. -Zaraz, zaraz! - poderwała się nagle od ściany. -Który mamy rok w ogóle? - zapytała, lustrując z góry na dół... siebie, ugh, nadal tak dziwnie było jej tak nazywać kobietę!, nie wyglądała staro, dawała jej maksymalnie 10-15 lat więcej. Czy oni teleportowali się do przyszłości?
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-11, 21:37   

Nie minęła chwila, jak czerwone światła rozpostarły się po niebie, nad koronami drzew, ponownie wydając ten dziwny, nieprzyjemny dźwięk, bu znowu zniknąć w tak szybkim tempie, w jakim się pojawiły. Najgorsze było to, że każda krok, który przybliżał was do wolności zdawał się tracić na znaczeniu, gdy dobrze przecież wiedzieliście, że jesteście śledzeni...
Kroki. Słyszeliście tylko szelest traw pod waszymi stopami, dźwięki uderzających kropel o liście i pnie drzew. Było... Cicho. Za cicho. Odpuścili sobie? Puścili was luzem?
Wolność. Zdawała się być na wyciągnięcie ręki, gdy z oddali mogliście dostrzec was upragniony cel - stary sklepik z pamiątkami. Widać było, że lata jego świetności dawno minęły, gdy zaczęły obrastać go krzew, a na ścianach widoczne były pęknięcie. Dawne okienko, które witało obozowiczów dzisiaj było wybite i zasłonięte starymi, spróchniałymi już deskami. Od tej bezpiecznej ostoi dzieliło was zaledwie kilkadziesiąt kroków. To było tak blisko, niemal czuliście już ulgę, gdy...
Kula. Głuchy świst przedarł się przez powietrze, tłumiony szmerem deszczu. To był zaledwie ułamek sekundy. Ułamek, który nie pozwolił wam na żadną reakcję. Pocisk przebił się bez większych trudności przez skórę, wbijając głęboko w mięsień i powodując dość poważne krwawienie i falę bólu roznoszącą się od uda, aż przez resztę ciała Williama, skutecznie uniemożliwiając mu dalszy bieg ku schronieniu. Konkluzja była prosta.
Snajper.
Wiedzieli, gdzie jesteście. Wiedzieli to aż za dobrze. Wiedzieli to, i na pewno nie zostawią was w spokoju...

____________________
Blondynka przewróciła teatralnie oczami a w kąciku jej ust mogłaś zauważyć powoli zbierającą się plamkę krwi. Byłaś niemal przekonana, że w jej ustach cały czas musiała zbierać się ta szkarłatna ciecz. Czyżby był to wynik korzystania z mocy?
- Przecież obie wiemy, jak się nazywamy. - Stwierdziła beznamiętnie, po chwili wzdychając ciężko. Przysiadła na swojej pryczy, nie odrywając od Ciebie swojego wzroku, którym starała się dopatrzeć czegokolwiek nieprawidłowego.
- Kundle. Mutanci zmuszeni do współpracy z Rządem, lub sami do tego lgnący. Albo klony wytresowane do walki z mutantami. Serio nic nie wiesz? Na pewo nie jesteś jednym z tych kundli?! - Warknęła po chwili, wyraźnie zdenerwowana. Wyraźnie nie pasował jej fakt, że nic nie wiesz. Nawet, jeśli dokładnie widziała, że przecież jesteś od niej sporo młodsza.
- Co za głupie pytanie. 2032 rok, maj. Lepiej daj mi chodź jeden powód, żebym nie żałowała, że właśnie Cię uratowałam. - Dodała po chwili dość oschle, celując w Ciebie swoim rewolwerem. Wtem jednak, do pokoju wparował mężczyzna o cybernetycznym ramieniu, który z jakiegoś powodu również wydawał Ci się dość znajomy. Nie byłaś w stanie jednak skojarzyć, skąd możesz go znać.
- B. Kod 327. Są tutaj! - Krzyknął, na co blondynka jedynie syknęła w niezadowoleniu, po czym odesłała go z pokoju jednym skinieniem głowy. - Masz 3 sekundy, zanim Cię zastrzelę. - Stwierdziła na koniec, a w jej oczach można było wyczytać wyraźne zniecierpliwienie. Lepiej, żebyś znalazła dobry argument...
____________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [14.10, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
[Profil]
 
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-10-13, 11:05   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Zachowanie kobiety wydawało jej się mega dziwne. Jednocześnie normalnie przyjmowała to, że ma praktycznie przed sobą młodszą wersję siebie i nie dowierzała, że ta młodsza wersja może nie ogarniać przyszłości! Gdzie tu logika do cholery jasne!
-Z Rządem? Nie, przecież jestem w Bractwie, jak mogę być w Rządzie, co? - wyrzuciła z siebie patrząc z niedowierzaniem na... siebie. Ah, cholera nadal to brzmiało masakrycznie dziwnie... chyba nigdy nie przestanie!
-2032?! - wyrzuciła z siebie ponownie wysokim spanikowanym głosem. -To jakieś 12... 16 lat? Cholera, nie umiem liczyć pod presją. - złapała się za głowę, w pierwszej chwili nie zwracając uwagi na wycelowany w swoją stronę pistolet. Podskoczyła do góry, kiedy nagle do pokoju wszedł jakiś facet. To co powiedział w ogóle z niczym jej się nie kojarzyło, ale jego twarz... nie mogła przestać w nią patrzeć, starając sobie przypomnieć skąd ją kojarzy.
-Co?! - miała wrażenie, nagle jakby czas zwolnił, wszystko się w niej zagotowało, mięśnie spięły jakby były gotowe biegu. Przed oczami stanęła jej szklana kula do której Imari "upakowała" jej moc. Czy osiągnęła już taki stan stresu, żeby móc być wstanie przełamać blokadę siostry? -11 LAT KIBEL ŻYLETKI! - wypaliła nagle, kiedy umysł podsunął jej pod nos jedno ze starych wspomnień. -Jednak za bardzo bałyśmy się umrzeć, po pierwszym cięciu spłukałyśmy je w toalecie, było tak płytkie, że nawet nie została blizna! Nikomu nigdy o tym nie mówiłyśmy! - słowa wystrzeliwały z niej chyba z prędkością światła, ale nie ulegało wątpliwości, że przekroczyła limit 3 sekund.
[Profil]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-13, 21:17   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Noga gwałtownie ugięła się pod jego ciężarem w najmniej odpowiednim momencie. Jakieś osiem setnych sekundy później jego ciało przeszył ból - ale stanowczo nie tak silny, jak powinien, sądząc po ilości krwi. Podwójna dawka metadonu*. Nie trudno było na to wpaść, nawet jeśli Will nie myślałby w tym momencie tak cholernie szybko, że świat zdawał się zwalniać. Powinien zrobić coś z raną, zanim wypłynie z niej zbyt dużo krwi, żeby mógł to przeżyć. Istotniejszym problemem był sam strzelec. Mógł ich zabić jeszcze szybciej. Hopper nie widział nikogo w pobliżu, więc musiał być dalej - co odpadało przez otaczające ich drzewa, przy większej odległości nie byłby w stanie wycelować, zwyczajnie jakiś pień stanąłby mu na drodze - albo być ukryty. Hopper ciągle odruchowo, w niesamowicie powolnym tempie opuszczał wzrok na swoje udo, więc od razu zaczął analizować obraz. Z której strony jest rana wlotowa i czy w ogóle jest wylotowa. Jeżeli nie było, to był w dupie, ale będzie o tym myślał za chwilę. Na razie musiał upewnić się, że Wallace nic się nie stanie i że nic go nie zabije w ciągu najbliższych trzydziestu sekund. Trzydzieści sekund to było naprawdę dużo czasu.
Strzelec musiał być z tej samej strony co rana wlotowa w jego udzie, więc musiał się ustawić tak, żeby być miedzy nią a tamtą częścią lasu. Pewnie to by było znacznie prostsze, gdyby nie ledwo kuśtykał. Musieli wejść do sklepiku, znaleźć osłonę, musiał założyć sobie opatrunek, żeby się nie wykrwawić, ale może to akurat był dzień, w którym w końcu z kimś przegra. Przeżył naprawdę dużo ludzi. Nigdy nie myślał, że przeżyje swoją najmłodszą siostrę. Nie mógł tym myśleć, ale nie był w stanie wyrzucić sobie tego z głowy. Musiał skupić się na tym, jak zapewnić Wallace przetrwanie. Nie mógł zginąć. Jeśli udało mu się dokuśtykać z Wallace do sklepiku, a ona niczym nie oberwała, natychmiast opadł na ziemię i zaczął się opatrywać. Potrzebował jednego bandaża i dwóch przedmiotów, najlepiej zwiniętego materiału, do dociśnięcia ran. Chyba że miał równoczesnego pecha i szczęście, a kula ciągle tkwiła w jego nodze.

*wspomniane w pierwszym poście na evencie
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-16, 22:29   

Mimo jakże fatalnej sytuacji, w jakiej znaleźli się William i Matilde, gdzieś tam niewątpliwie błyszczało wątłe światełko w tunelu - sklepik z pamiątkami. Być może nie wyglądał on najlepiej, jednak gęsty krzak z pewnością mógł zabezpieczyć kruche ściany budynku przed ewentualnymi kulami wroga, zaś deski w miejscu niegdysiejszej szyby były od niej zdecydowanie bardziej wytrzymałe. To mogła być względnie bezpieczna ostoja, przynajmniej na krótką chwilę. Mogła… Ale czy miała? Wystarczył jeden celny strzał, by ostudzić jakiejkolwiek nadzieje. Nieprzyjaciel zdecydowanie wiedział, dokąd zmierzała para mutantów. O dziwo, nie wykonując jednak drugiego strzału, przez co Hopper miał choć krótką chwilę na to, by przyjrzeć się swojej ranie. Dokładnie tak - jednej, zdecydowanie wyłącznie wlotowej, co sugerowało, iż pocisk utkwił gdzieś w jego ciele, powodując ból za każdym razem, gdy mężczyzna choć trochę się poruszał. A nie mogli przecież pozostać na miejscu. Osłaniając siebie nawzajem, sukcesywnie kuśtykali w kierunku potencjalnej osłony, która z każdą kolejną sekundą znajdowała się coraz bliżej nich. Kilka kroków… Zaledwie tyle miało wystarczyć, by dotrzeć na miejsce. Skoro zaś przebyli już tak dużą odległość, zatrzymanie się praktycznie u mety raczej nie powinno wchodzić w grę, czyż nie?
I prawie, prawie im się to udało. Z chwilą, w której ręka kobiety znalazła się na zardzewiałej, powyginanej klamce, do uszu ich obojga dotarł dokładnie ten sam świst, jaki towarzyszył wcześniejszemu strzałowi. Kula nie uderzyła jednak w swój poprzedni cel. Nie tym razem. Tym razem to Matilde poczuła ukłucie bólu i ciepła rozlewającego się z przodu jej ubrania. Mniej więcej na wysokości swojego lewego płuca, mogła także dostrzec powoli rozlewającą się czerwoną różę, gdy jej gardło zaczęła wypełniać gęsta krew o metalicznym posmaku. Jej los był przesądzony. Nie miała już zbyt wiele czasu. Ba, nie miała go prawie wcale. Tymczasem gdzieś z prawej strony rozległ się dźwięk ciężkich kroków, którego nie zagłuszał nawet coraz bardziej padający deszcz. Oprawca oddalał się od nich. Zupełnie tak, jakby już wykonał to, co zamierzał zrobić, gdy na jego miejsce z całą pewnością zbliżał się pełen oddział, co z pewnością nie umknęło uwadze nawet postrzelonego Axona...
_______________________
Tymczasem sytuacja w pomieszczeniu, w którym przebywała Valerie, coraz bardziej się zagęszczała. Jakby tego było mało, zrobiło się także nadzwyczaj tłoczno, bowiem znajomy nieznajomy nie od razu cofnął się na korytarz. Rzucając jeszcze dosyć skonsternowane spojrzenie w kierunku młodszej z kobiet, odchrząknął, po czym pospiesznie zatrzasnął za sobą drzwi, znikając z pokoju.
Być może było to na swój sposób nieoczekiwane, jednak jego odejście wcale nie poprawiło atmosfery. Valerie mogła wręcz przyrzec, że obecność niezidentyfikowanego żołnierza sprawiała, iż czuła się nieco bezpieczniej. W przeciwieństwie do blondynki, on nie sugerował bowiem, że ją zabije. Starsza kobieta natomiast nieustannie w nią celowała, nie opuszczając broni nawet wtedy, kiedy z jej ust wydobył się krwawy kaszel.
- Upiekło ci się. Na teraz. - Kaszlnęła, słysząc odpowiedź, po czym niestarannie otarła usta rękawem, pozostawiając czerwoną smugę na swoim policzku. - Nie mam czasu, żeby się z tobą cackać, lalunia. Zostań tu. - To mówiąc, rzuciła ostatnie spojrzenie w kierunku swojej młodszej wersji, po czym wychyliła się na korytarz, oddając kilka wystrzałów w kierunku kogoś, kogo Valerie nie była w stanie dostrzec.
Dostrzegała jednak ostre, intensywne światła systemu ostrzegającego przed atakiem, słyszała wycie syren i widziała… Widziała, jak starsza ona błyskawicznie pojawia się i znika, wyraźnie usiłując odpierać atak kogoś z zewnątrz.

____________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [19.10, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-17, 19:41   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To nie miało prawa się wydarzyć. Byli prawie na miejscu, mieli się schować, zyskać chociaż minimalną osłonę. Pilnował, żeby stać na linii strzału. Pilnował tego. To on miał dostać kulkę, nie ona. Ten strzał był przeznaczony dla niego, ale mimo tego patrzył jak na ubraniu Matilde pojawia się krwawa plama. Wszystko trwało tak nierealnie długo, chyba znowu za szybko przetwarzał informacje. Wyciągał ręce w jej kierunku. Przecież wiedział że zaraz upadnie. Trzy miesiące temu, kiedy była w jego mieszkaniu, też wyciągał po nią ręce. Też wszystko działo się wtedy tak cholernie wolno. Zostawiła kilka kropel krwi na jego koszulce. Tym razem krwawa smuga miała być większa.
Nie był w stanie jej utrzymać, nie kiedy sam ledwo był w stanie ustać. Przewrócił się razem z nią. Przycisnął dłonie do jej rany. To tamowało krwotok, ale co z tego, skoro większość krwi dostawała jej się do płuc? Przynajmniej nie musiała patrzeć na powiększającą się czerwoną plamę.
- Heeej, Mattie, patrz na mnie - powiedział łagodnie, lewą ręką sięgając do jej twarzy i lekko ją przekręcając, tak żeby musiała na niego patrzeć. Deszcz szybko zmył krwawy ślad. Musiał być spokojny. Musiała wierzyć, że wszystko będzie w porządku, że jakoś ją z tego wyciągnie. Przecież nie mogła umrzeć. To on był tym, który miał zginąć pierwszy. Wszystko teraz zaczęło się układać, ona nie mogła umrzeć. Nie teraz, nie nigdy. Jak on miał żyć bez niej? Nie, to nie mogła być prawda. A jednak, cały czas czuł ciepłą krew pod swoimi palcami. Płuco. Będzie się topić we własnej krwi, może nawet nie będzie w stanie nic wyksztusić. Nie zasługiwała na taką śmierć. Zasługiwała o wiele, wiele lepiej. Nigdy nie powinna wieść takiego życia. Pocałował ją i może to było tylko wrażenie, ale poczuł delikatny posmak krwi. Czy to był ich ostatni pocałunek? Czemu on ją tutaj zabrał? CZEMU TO ZROBIŁ? Ona umierała, Claire już była martwa, a on, jedyna osoba odpowiedzialna za to wszystko, ciągle żył.
Nie mógł uratować Mattie, może nawet lekarze w szpitalu by nie dali rady. Mógł tylko… Mógł tylko upewnić się, że nie umrze w najgorszy możliwy sposób, dławiąc się i walcząc o każdy oddech, coraz bardziej popadając w przerażenie. Ciągle miał ze sobą fentanyl. Nie powinien jej go dawać, była uzależniona od heroiny. Mogła poronić… ale teraz to już nie miało znaczenia, prawda? Ręce mu drżały, ale dał radę nabrać opioidu do strzykawki i wprowadzić jej go do krwioobiegu. To nie była bezpieczna dawka, to nawet nie było blisko bezpiecznej dawki.
- Zaraz powinno przestać boleć. Jestem przy tobie, kochanie. Zostań ze mną. - Wiedział że nie zostanie. Sam o to zadbał. Kiedy tylko ból odejdzie, ogarnie ją przyjemne ciepło i senność. Przynajmniej… Przynajmniej nie będzie cierpieć. Ominie ją to wszystko… Ale cały czas nie mógł pozwolić żeby zasnęła. Nie mógł jej stracić, nie jej. Potrzebował jej, w każdej sekundzie, każda była równie cenna. Mieli jeszcze tyle do zrobienia, tyle do przeżycia. Ściskał ją, ściskał jej dłoń cicho powtarzając żeby nie zasypiała. Dlaczego nigdy jej nie powiedział jak bardzo ją kochał? Przecież miał tyle okazji. Mógł to wszystko rozegrać lepiej. Zmarnował tyle czasu…
- Kocham cię - wydusił przez ściśnięte gardło, chociaż nawet nie wiedział czy Mattie go jeszcze słyszała.
Miał w dupie czy ktokolwiek się zbliżał, to czy sam się nie wykrwawiał. Jeżeli ktoś po niego przyszedł to po prostu zaczął strzelać. Nie miał już nic do stracenia.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-10-17, 20:38   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dwa kroki. Właściwie chyba tylko tyle dzieliło ich od znalezienia się w bezpiecznym miejscu. Miała przecież to wszystko dokładnie zaplanowane. Wejdą do środka, zabarykadują się, a potem ona wyleczy jego ranę za pomocą swojej mocy. Była przygotowana na kłótnię, była przygotowana na to, jak bardzo upartym miał być osłem, ale to nie miało znaczenia. Miała o wiele lepsze argumenty i naprawdę w to wierzyła. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie mogła się bardziej doczekać używania swojej mocy…
Ale wtedy wydarzyło się to. Matilde czując ostry ból w klatce piersiowej, spuściła wzrok na swoje ubranie i… och. To wszystko działo się tak szybko...Miała wrażenie jakby była bardziej obserwatorem tych wydarzeń, niżeli uczestnikiem. Widziała, jak nogi się pod nią uginają, widziała jak Will wyciąga dłonie w jej kierunku, widziała jak na niego wpada, a potem jak oboje po prostu opadają na ziemię. I chociaż w uszach Matilde szumiało, jakimś cudem głos Willa zdołał się przez to wszystko tak po prostu przebijać. Nawet nie wiedziała, kiedy z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Po prostu patrzyła na jego twarz, mając wrażenie, że serce pęka jej na kawałki. Tak bardzo chciała z nim tego wszystkiego… Tak bardzo chciała mieć z nim ten głupi domek z ogródkiem, tak bardzo chciała się z nim kłócić o błahe rzeczy, tak bardzo chciała urodzić mu to niesamowicie inteligentne i niezwykle irytujące – co miało odziedziczyć po nim – dziecko. Tak bardzo chciała być z nim rodziną. A teraz… teraz tak po prostu umierała.
Nie, nie chciała umierać. Nie teraz. Nie teraz, kiedy w jej życiu wreszcie zaczęło się układać. Nie teraz, kiedy wreszcie była szczęśliwa. Nie teraz, kiedy nie czuła się dłużej samotna. Matilde otworzyła usta, chcąc mu coś odpowiedzieć, ale kiedy czuła w swoim gardle krew, kiedy nie mogła oddychać to było niesamowicie trudne. Sięgnęła więc dłonią do jego policzka i przesunęła kciukiem po jego skórze. Nie chciała się z nim żegnać. Z każdym, ale nie z nim. Pocałował ją. Czuła jego ciepłe wargi na swoich ustach, czuła jego zapach i było jej tak dobrze w jego ramionach, ale jednocześnie nie potrafiła powstrzymać kolejnej fali łez. Robiła się coraz bardziej senna, dodatkowo jego czuły głos, słowa których chyba nigdy się po nim nie spodziewała, to wszystko ją tak bardzo uspokajało. Nie miała już czasu, a przecież tyle chciała mu powiedzieć… Od czego powinna zacząć? Kochała go. Tak bardzo go kochała… ale musiał o tym wiedzieć. Nie była przecież masochistką. Nie znosiłaby go tak długo, gdyby go nie kochała. I tyle mu zawdzięczała... Chciała, by żył. Chciała, by mu się udało. Zasługiwał na to. Był dupkiem, był jej dupkiem, ale w głębi serca był naprawdę przyzwoitym i dobrym człowiekiem. Był o wiele lepszym człowiekiem od niej.
– To nie jest… twoja wina.. – wychrypiała tylko słabym głosem, krztusząc się własną krwią. Ale musiał to wiedzieć. Musiał to od niej usłyszeć. To co się działo… to nie była jego wina. Nic co się złego wydarzyło w całym jego, w całym jej życiu… to nie była jego wina. I właściwie to Wallace była pogodzona ze swoją śmiercią. To… to była dobra śmierć. Umierała w ramionach osoby, którą kochała. Nie była samotna. Nie umierała zaćpana w jakiejś melinie. To było więcej niż mogła pragnąć, ale tak bardzo nie chciała go zostawiać…
Ale jej zdanie już dawno nie miało znaczenia. Jej powieki, nieważne jak bardzo z tym walczyła, po prostu się zamknęły. Prawdopodobnie wykrzywiła jeszcze usta w lekkim, niemal niewidocznym uśmiechu. Kochał ją. Tak, wiedziała to. Zawsze to wiedziała. Ale potem… potem nie było już niczego. Po prostu pustka.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-10-19, 12:24   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Val nie miała nawet czasu wyrzucić z siebie jakiegoś "co się dzieję?" lub bardziej odpowiadającego sytuacji "co tu się do cholery odpierdala?!", kiedy kobieta cała wysmarowana, na nieszczęście, swoją krwią wypadła z pokoju i zaczęła do kogoś strzelać. Blanc przez chwilę stała jak słup na środku pokoju, jakby jej mózg przez chwile przestał funkcjonować i nie wiedział co ma począć z tym drobnym ciałkiem. Na całe szczęście myślenie nie zawsze jest potrzebne i ciało potrafi działać samodzielnie. O ile to w ogóle fizycznie jeszcze było możliwe, cała resztka adrenaliny która jej pozostała uderzyła w receptory, naczynia krwionośne się skurczyły, serce zaskoczyło i włączył się instynkt przetrwania.
Rozejrzała się po pokoju, nie było tu wiele rzeczy, prycz, komoda, biurko. Rzuciła się w stronę tego ostatniego chwytając krzesło i prowizorycznie podstawiając je pod klamkę drzwi, licząc że chociaż chwilowo to zatrzyma jej potencjalnego morderce. Następnie podbiegła do pryczy i gwałtownie ją wywróciła materacem w stronę drzwi, po czym ukryła się za nim. Przyciągnęła kolana do brzuchu, zacisnęła mocno oczy i skupiła wszystkie myśli na swojej mocy. Nie czuła jej od dawna, ale starała się przedrzeć do niej przez blokadę Imari, cała emocjonalnie podkręcona, nie miała nic innego. Czy gdyby ktoś do niej wystrzelił to jej organizm zadziałałaby odruchowo i przeniósł ją gdzieś zanim kula by do niej dotarła? Zaraz... gdzie jej broń? Will dał jej broń! Teraz miała puste ręce! Szybko się rozejrzała, zostawiła pistolet na ziemi obok pryczy kiedy ją wywracała. Rzuciła się w tamtą stronę licząc że szybko uda jej się odzyskać pistolet, zanim ktoś dostanie się do niej.
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-20, 21:05   

Szum deszczu wydawał się teraz taki kojący... Powolne, chłodne krople opadające na smutne powieki umierającej dziewczyny sprawiały, że wyglądała ona wyjątkowo spokojnie. Woda spłukiwała też zbierające się w kącikach jej ust ślady po krwi, która tak usilnie próbowała opuścić jej organizm.
Spokój. Ogarnął ją spokój, który jednocześnie tak negatywnie wpływał na mężczyznę, który trzymał ją w swoich ramionach. Gdyby ona tylko wiedziała, do czego on musiał się zmusić, byle ta nie cierpiała...

Kroki jednak przybierały na sile. Wprawne, choć ogarnięte rozpaczą zmysły mężczyzny nie pozostawiały żadnych złudzeń. Oni szli po niego. Teraz wszystko mogło wyglądać jak w zwolnionym tempie - bieg oddziału, wyciągnięte lufy w stronę bruneta, strzały, które już zdążyły paść. Każda kula, która przebijała powietrze, trafiając w ściany starego sklepiku, trafiając w ciało już niec nie czującej Matyldy, trafiające powolnie w skórę Williama... Jedna, druga, trzecia, każda wbijająca się w inne miejsce, powodując rozrywający ból, tłumiony ilością adrenaliny i gniewem wciąż wzrastającym wewnątrz Axona. A i on nie był dłużny, choć jego broń celowała inaczej. Jeden z oprawców padł na ziemię - martwy, lub poważnie ranny, na ramieniu i nodze dwóch innych zaczęły powolnie malować się szkarłatne plamy. Jednak nawet to nie powstrzymało pozostałych członków oddziału do zbliżenia się do mutanta, by przygwoździć go do ziemi i zdeptać nieruszającą się już kobietę... Hopper doskonale widział jej bezwiedne ciało, tak okrutnie odkopane gdzieś na bok, byle zrobić utorować drogę do schwytanego dwudziestosiedmiolatka.
Nad jego skrępowanym i obolałym ciałem schyliła się drobna postura, nieco przypominająca kobiecą. Tak, to musiała być kobieta, to by tłumaczyło te filigranowe ciałko kryjące się pod mundurem, którego ramię powolnie okrywało się czerwienią.
- Miałeś zdechnąć już dawno, tatuśku. - Wycharczał w końcu... Chłopięcy głos? Tak, geniusz nie mógł się mylić. To był wyraźny chłopięcy głos przechodzący właśnie mutację. A jeśli tylko mężczyzna odważyłby się podnieść wzrok... Ujrzałby szklane oczy Matyldy ukryte pod czupryną za bardzo przypominającą jego własną... Czyżby...?
Chłopiec celował w przywódcę bractwa. Tylko rozciągnięta w czasie sekunda dzieliła go od pociągnięcia za spust...

_____________________________________

Adrenalina jak widać lała się dziś strumieniami, skoro drobna blondyneczka zdołała się zabarykadować w tym pomieszczeniu, obracając je zupełnie do góry nogami. Strach działał, panika przejmowała górę. Czego Claire jednak nie była świadoma - moc się już w niej obudziła w chwili, gdy jej wersja z przyszłości złapała ją za rękę, a na te krótkie chwile ich umiejętności się połączyły. Prawdopodobnie dzięki temu kobiecie udało się w krótkim czasie przetransportować dwukrotnie na wielkie odległości bez odczuwalnych skutków ubocznych. Prawdopodobnie właśnie dlatego była teraz w stanie walczyć...
Panna Blanc wyraźnie mogła słyszeć strzały i odgłosy walki kierujące się zza drzwi. Wyraźnie słyszała krzyki osób zranionych. Co najgorsze - była niemal pewna, że to właśnie mutanci byli w tej walce bardziej poszkodowani. A ona siedziała tu, skulona, przytulając do siebie broń od swojego brata, jakby to mogło cokolwiek zmienić.
Chociaż kto wie? Może jeszcze będzie miała szansę to wykorzystać, skoro właśnie w tym momencie od drzwi odbijał się nieprzyjemny dźwięk łamanego metalu a w pomieszczeniu zaczął roznosić się smród spalenizny?


____________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [23.10, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-10-22, 16:18   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Znał dobrze to uczucie, kule nie raz rozorały mu ciało. Ile razy stawał na krawędzi śmierci? Już tyle razy w swoim życiu stracił wszystko... Ryzykował, działał pewniej niż powinien, stawiał wszystko na jedną kartę. Tyle razy dzięki temu przetrwał. Rzecz w tym, że tym razem nawet nie próbował przeżyć. Wiedział, że przegrał już zanim oddał pierwszy strzał. Nie, to było już wiele, wiele wcześniej. Mógł co najwyżej zabrać ze sobą jak najwięcej wrogów.
Od kiedy Hopper pierwszy raz chwycił broń, nie miał problemów z celnością. To była kwestia jego mocy, szybszego analizowania walki i lepszej kontroli mięśni. Nad tymi, w które trafiają naboje nie da się zapanować. Chociaż jego ciało podrygiwało raz za razem, ciągle strzelał. To wszystko było tak cholernie nierealne, nawet ból.
Kochał ją. Po tych wszystkich latach nie sądził że ciągle był w stanie kogokolwiek pokochać... ale tak, kochał ją. A oni zadeptali jej ciało. Nawet nie był w stanie nic z tym zrobić, mięśnie nie chciały walczyć, kiedy przygwoździli go do ziemi, umysł powoli ginął pod mgłą. Tak, przecież nic nie zrobił z tym udem. Musiał stracić dużo krwi.
Jak dobrze znał to uczucie, kiedy ból nie pozwalał myśleć, wdzierał się w każdą jego komórkę. To było dziwne, kiedy to nie była tylko kwestia czaszki. Podniósł wzrok, kiedy usłyszał głos. Niemal od razu przeszyła go dziwna fala bólu, kiedy rozpoznał te oczy. Tyle razy się zastanawiał jaki to był właściwie kolor.
Zawsze był dobry w dostrzeganiu pokrewieństwa. Większość osób po prostu szukała podobnych tęczówek czy koloru włosów, ale to zwykle twarzoczaszka mówiła najwięcej. Kształt kości policzkowych, czoła, łuku brwiowego... Potrafił poskładać twarz tego chłopca z ich twarzy to nie było trudne. Will nie musiał się też zastanawiać co mu się stało, przecież doskonale wiedział: to samo co jemu, kiedy miał te siedemnaście lat. Dzieciak był młodszy. Zostawili go na pastwę losu, zawiedli. Och, Will był w tym niepokojąco dobry.
- Nie powinno być łatwo zabić Hoppera - wychrypiał. Chyba... chyba chciał żeby o tym pamiętał. I jeśli młody miał choć trochę zdrowego rozsądku, sam go zastrzeli. Góra nie bez powodu go tutaj wysłała.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-30, 21:59   

Po tylu latach uciekania, po tylu próbach przetrwania, po zostawieniu za sobą tylu trupów, wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy William Hopper miał ponieść klęskę. To był koniec. To był niezwykle żałosny koniec. Mężczyzna leżał przygwożdżony do ziemi z wycelowanym w swoim kierunku pistoletem i właściwie nie było nic co mógłby w tej sytuacji zrobić. Nic, oprócz obserwowania chłodnej i niewzruszonej twarzy własnego syna.
– A jednak jest to dziecinnie proste – wycedził przez zaciśnięte zęby, nie potrafiąc odwrócić wzroku od twarzy własnego ojca. Do tej pory z postawy młodego nie dało się wywnioskować nic więcej prócz złości czy bijącego chłodu, ale w tym jednym ułamku sekundy, dolna warga ust – tych samych ust, którym Will wielokrotnie przyglądał w lustrzanym odbiciu – niebezpiecznie zadrżała. A potem… potem rozbrzmiał huk, a pojedyncza kula została posłana prosto w głowę mężczyzny, nie dając mu praktycznie żadnych szans na przeżycie. I prawdopodobnie ostatnie co zobaczył to jak powieki decydującego o jego losie syna, się zamykają ze strachu.

________________________________________________

Drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły, a przez ich próg przeszedł uzbrojony i umundurowany mężczyzna, celując w miejsce, w którym znajdowała się Valerie. Mimo przeraźliwego strachu o własne życie, to nie na nim skupiła się cała uwaga młodej Blanc. Blondwłosa z przerażeniem zauważyła jak jej o wiele starszy sobowtór leży przygwożdżony do ziemi z pistoletem przystawionym do głowy.
– Teleportuj się, głup... – usłyszała niedokończone, przerwane przez wystrzał pistoletu, słowa. Być może mogła jeszcze to zrobić, być może i by jej się udało, ale coraz szybciej powiększająca się na podłodze kałuża krwi całkowicie wybiła Valerie z rytmu. Nie minęła nawet sekunda, a rządowiec stanął naprzeciwko Valerie. Mężczyzna wykrzywił usta w lekkim uśmiechem, po czym posłał kulkę prosto w serce Valerie.

[event zakończony]
Jeśli chcecie, możecie odpisać na post MG, jednak nie pojawi się już kolejny. Dziękuję za grę.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6