Poprzedni temat «» Następny temat
You'll be alright, no one can hurt you now.
Autor Wiadomość
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-09-18, 17:32   You'll be alright, no one can hurt you now.
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!




~*~


Cholera, cholera, cholera.
Toby przełknął ślinę, rzucając nerwowe spojrzenie w lusterko samochodowe. Nie potrafił zrozumieć jakim cudem to właśnie się działo. Byli ostrożni, zatrzymywali się w miejscach, które nie wymagały rejestracji danych, unikali kamer przemysłowych i właściwie nie rozmawiali z nikim poza ich trójką. Był wręcz święcie przekonany, że mieli kilkudniową przewagę. A teraz… a teraz to wszystko szlag trafiał. Nie chciał nic mówić dziewczynom, nie chciał ich martwić, zwłaszcza, że najwidoczniej wreszcie udało im się zasnąć, ale to nie mogła być tylko paranoja. Ten samochód siedział im na ogonie stanowczo zbyt długo, by to był zwykły przypadek. Toby mocniej nadepnął pedał gazu, ale w tym momencie to nie miało za bardzo znaczenia. Byli na prostej drodze z dużo gorszym samochodem i nie było możliwości zgubienia tych ludzi. Nie, dopóki nie dostaną się na autostradę, nie dopóki magicznie na drodze nie pojawi się więcej identycznych samochodów, nie dopóki droga nie będzie miała jakiegoś rozwidlenia. A do tego czasu mogło wydarzyć się dosłownie wszystko. Więc po prostu pozostało mu się modlić, by a) nie skończyło im się paliwo, ani b) by ci ludzie nie zaczęli do nich strzelać. Ale szczerze? Mieli przejebane, a on denerwował się coraz bardziej. Toby zacisnął mocniej ręce na kierownicy, kątem oka zerkając na śpiącą na fotelu pasażera Mayę. Nie powinien jej budzić, doskonale zdawał sobie sprawę. Ale jeśli coś zaraz miało się wydarzyć… Powinna być na to przygotowana. Tak podpowiadał mu zdrowy rozsądek. Jensen westchnął ciężko, po czym zdecydował się zmienić bieg w samochodzie, tym samym delikatnie szturchając Mayę łokciem w bok.
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-09-18, 21:35   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Jak to zwykle bywa, nie miała bladego pojęcia, w którym momencie jej powieki opadły ze zmęczenia, a policzek oparł się o chłodną szybę pachnącą tanim płynem do czyszczenia i jeszcze tańszymi fajkami - ostatnio tak namiętnie popalanymi przez Alex. Najważniejsze, że wreszcie udało jej się usnąć, wyjątkowo bez jakichkolwiek snów wartych zapamiętania. Bez dręczących koszmarów, bez dramatycznych zwrotów akcji... Po prostu usnąć w kołyszącym rytmie jazdy samochodu i pomruku silnika. Szczerze mówiąc, nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak... Spokojnie, pomimo ich aktualnej sytuacji, która nadal była wyjątkowo zła. Choć może poprawniej byłoby nazwać ją chujową, ale stabilną?
Tak czy inaczej, odkąd zaczęli uciekać, robili to praktycznie bez ustanku. Wpadali w coraz to większe kłopoty, wychodząc z nich tylko po to, by władować się w kolejne i to jeszcze gorsze. O ironio, wcale nie żałowała tego, co ich spotkało. No, w gruncie rzeczy, bowiem gdyby dało się tego wszystkiego uniknąć, nigdy nie naraziłaby przyjaciół. Jeśli jednak już musiało się tak stać, była wdzięczna, że nie musiała mierzyć się z tym samotnie. To oni podtrzymywali ją na duchu, to oni sprawiali, iż było nawet trochę łatwiej… To oni po prostu byli. Przy niej i razem z nią, a ona im ufała.
Nie wzdrygając się ani trochę, gdy poczuła kuksańca w bok, który wybudził ją z drzemki. Potrzebowała kilku chwil, by unieść powieki, momentalnie lekko je mrużąc, gdyż nie spodziewała się, że na dworze będzie tak jasno. Była pewna, że powinno już zmierzchać, tymczasem strumień światła uderzył prosto w jej oczy, odbijając się najpewniej od bocznego lusterka.
- Co jeeest? Chcesz się zamieeeeenić? - Spytała, ziewając głośno i kierując niezbyt przytomne spojrzenie w stronę Toby’ego. Być może nie miała prawka, ale już i tak robili znacznie gorsze rzeczy, niż brak trzymania się reguł ruchu drogowego. Jeśli był zmęczony, mogła trochę pokierować.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-09-19, 09:14   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Wciąż skupiony na drodze, co jakiś czas zerkał w lusterko, licząc, że być może właśnie zdarzy się jakiś cud a tamten samochód magicznie wyparuje. Ale prawda była taka, że w tym nowym świecie, w którym ostatnio przyszło im żyć, nie było czegoś takiego jak cuda, nie było czegoś takiego jak łaska, nie było czegoś takiego jak pokój. Jensen nie narzekał na ich nową codzienność. Ani duma, ani honor mu na to nie pozwalały. W końcu to wszystko było jego pomysłem, prawda? To on po prostu oznajmił Mayi, że muszą się zmywać. To on zapakował torby do bagażnika i zatankował samochód, to jego noga naciskała pedał gazu, kiedy przekraczali granicę stanu Kansas. Poza wszelkimi racjonalnymi powodami, poza nieustannie towarzyszącym strachem i nerwami… on naprawdę nie żałował. Być może był wciąż wystarczająco głupi i dziecinny, ale nie potrafił przestać myśleć o tym wszystkim w pozytywnych barwach. Nie, to nie była przygoda i zdawał sobie z tego sprawę. Ale z drugiej strony… miał wszystko czego chciał, prawda? Tu obok.
Postanowił dać Mayi trochę czasu na dojście do siebie. Nikt nie lubił być tak po prostu obudzony, a prawda była taka, ze komu jak komu, ale jej sen i odpoczynek naprawdę się należały. I słysząc jej pytanie, nie potrafił powstrzymać zmęczonego uśmiechu. Sam nie wiedział dlaczego, ale z jakiegoś powodu to cholernie go rozbawiło. Być może to była kwestia tej cholernej nerwówki? Tego, że on również potrzebował odskoczni? Nieważne. Jensen w końcu pokręcił głową.
– Jeszcze tylko nam brakuje, by zgarnęli nas za twój brak prawka – zauważył, ale jakakolwiek próba zażartowania wyszła mu naprawdę koślawo. Toby ponownie zerknął w lusterko. Czemu choć jedna rzecz nie mogła iść według planu? Czy prosił o tak dużo? Chłopak w końcu przekręcił głowę w stronę brunetki, co jakiś czas rzucając okiem na drogę.
– Tylko się nie denerwuj, okej? – i kiedy mówił, by się nie denerwowała, naprawdę miał to na myśli. Oboje doskonale wiedzieli co działo się z jej zdolnością przy niepotrzebnym stresie. To właściwie dlatego postanowił ją obudzić. Lepiej, kiedy była przygotowana. – To zapewne po prostu paranoja, ale ten czerwony samochód za nami… myślę, że mogą nas śledzić.
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-09-19, 21:47   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Ziewając po raz kolejny, przeciągnęła się lekko na siedzeniu, dopiero wtedy tak właściwie zwracając uwagę na wyraz twarzy przyjaciela i niepokojącą, choć nie nietypową - nie w ich aktualnej sytuacji - nutę wyczuwalną w jego głosie. Owszem, zawsze miał dosyć suche żarty, jednak tym razem wyraźnie było w tym coś znacznie głębszego. To zaś sprawiło, że to dalszej części jego wypowiedzi poświęciła znacznie więcej uwagi, cicho wciągając powietrze do ust, kiedy powiedział, o co chodzi. Odruchowo spojrzała też w lusterko, nawet jeśli światła jadącego z tyłu auta momentalnie nieco ją oślepiły.
- Powinnam... No, wiesz... Spróbować go załatwić? - Spytała ostrożnie, wręcz niepewnie, przypatrując się przy tym Toby'emu. Znając go już od tak długiego czasu, mogła wręcz ze stuprocentową pewnością powiedzieć, jak bardzo był teraz zdenerwowany. I nawet jeśli mówił jej, by ona taka nie była, ten stres nadal udzielał się Maysilee. Najgorsze, że to nie było tylko zbiorowe szaleństwo. Ile by dała, żeby panika nie była niczym umotywowana. Niestety, jeśli Tobey miał rację, znaleźli się w dosyć paskudnej sytuacji. I nawet ona nie umiała patrzeć na to całkowicie luzacko, nawet jeśli chwilę później machnęła ręką, uśmiechając się pocieszycielsko.
- Założę się frytki, że tylko się zgubił i myśli, że my wiemy, dokąd jedziemy. Zobaczysz, zniknie zaraz w pierwszym dużym mieście. - Jak dobrze, że frytki były takie tanie… Bo Jensen wisiał jej już dosyć sporo porcji. Najbardziej liczyła jednak na te konkretne. Nie przez to, jak głodna zaczynała się robić - wcale nie zamierzała zażerać stresu, okej? miętówki, które dotąd leżały w schowku, same znajdowały drogę do ust Griffith - ale przez to, że nie chciała, by ich podróż skończyła się w taki sposób. Nie mogli zostać złapani, nie teraz, nie wcale. Byli na to zbyt sprytni, nie?
- Możesz jeszcze trochę przyspieszyć? - Ponownie mruknęła do kumpla, by nie obudzić Alex. Nie potrzebowali kolejnej zdenerwowanej osoby, zwłaszcza że nie byli czegokolwiek pewni. - Gdzie my w ogóle jesteśmy? - Cóż, przez zbliżający się wieczór, a także pewnie własną ślepotę, widziała coraz mniej za oknem, dostrzegając wyłącznie mocno zarośnięte pola pełne jakiegoś zboża, pomiędzy którym nie było widać żadnych budynków czy dróg…
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-09-20, 17:25   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Huh? – wyrzucił z siebie, wyraźnie zbity z pantałyku. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego co tak naprawdę miała na myśli Maya. Czy ona zwariowała? Czy ona straciła rozum? Wolał jednak nie przekonywać się na własnej skórze, więc po prostu potrząsnął głową. – Żeby nas zabić?
Używanie mocy przez Mayę to była chyba ostatnia rzecz, jakiej w tym momencie potrzebowali. Nie dość, że wciąż nie panowała nad swoją zdolnością, to jeszcze utwierdziłaby tych gości, że jest niebezpieczną zarazą, którą trzeba unicestwić.
– Z przyjemnością kupię ci nawet dwie porcje tych frytek – odparł, przeczesując włosy dłonią. No i co z tego, że nie miał pieniędzy? O wiele bardziej wolał się martwić tym, że musiał spełnić jakiś chory zakład, niż tym, że właśnie polowali na nich jacyś ludzie, a oni byli pozbawieni jakiegokolwiek manewru. Po prostu… może gdyby nie chodziło o życie Mayi. Chłopak przez krótką chwilę nic nie mówił, po prostu jechał z rękoma na kierownicy i wpatrywał się przed siebie. I dopiero, kiedy po drodze zauważył wielki bilbord z świąteczną reklamą, zdał sobie sprawę jaki to był dzień. Toby przełknął ślinę.
– Jeśli przyspieszę mogę się zdradzić, że wiem, że nas śledzą. Poza tym… to niezbyt ekonomiczne – a oni potrzebowali tego paliwa. Nie chciał tankować poza większym miastem, nawet jeśli wychodziło to drożej. Po prostu… łatwiej będzie im uciec. W razie czego. Chłopak przekrzywił głowę w kierunku Griffith. – Gdzieś w stanie Indiana, myślę, że jeszcze dwie godziny do stolicy.
I kiedy tak nawiązywał kontakt wzrokowy z Mayą, coś jakby w nim drgnęło. Nie powinien się rozpraszać. To nie było dobre w ich obecnej sytuacji. To w ogóle nie było dla nich dobre. Ale nie mógł nic poradzić na to, jak bardzo się cieszył, że tutaj była. I najprawdopodobniej miał właśnie zamiar powiedzieć coś niezwykle głupiego, czego żałowałby do końca życia, kiedy nagle na szybę opadł pojedynczy płatek śniegu. Nastrój momentalnie prysł, a chłopak zmarszczył brwi.
– To twoja sprawka?
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-09-20, 18:53   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie jestem aż taka zła, wypraszam sobie. - Parsknęła, nie kryjąc w tym jednak rozbawienia. - Poza tym, załatwić samochód, nie kierowcę, Toby. Wiem, że głodny nie jesteś sobą, ale nawet bez frytek, człeku, nie jestem Jamesem Bondem. - To mówiąc, dodatkowo nieznacznie pokręciła głową. Mimo stresującej sytuacji, niewątpliwie ją to rozbawiło. Choć faktycznie - jej moc była strasznie nieopanowana i omylna. No, a raczej omylnie nie będąca w stanie trafić w zamierzony cel. Tu miał cholernik rację.
- Huh? - Mrużąc jedno oko, spojrzała na niego powątpiewająco, choć w ciemniejącym otoczeniu raczej ciężko byłoby dostrzec pełnię jej aktualnego wyrazu twarzy. Ten jednak jednoznacznie mówił coś w stylu what the fuck, bo… Cóż… - Odkąd znamy się na czymś takim jak ekonomiczność jazdy? - Jeśli się dobrze orientowała, a tak przecież niewątpliwie było - stanowiła w końcu jednorodną część tej uciekinierskiej grupy - dotąd po prostu gnali na łeb, na szyję, byle jak najdalej od Kansas i całej reszty problemów związanych z tamtym miastem. Jakim cudem Tobey zaczął nagle gadać… No, mądrze? Zupełnie tak, jakby ktoś nagle im go podmienił, bo przecież w ostatnim czasie ani w drobnym procencie nie kierowali się logiką czy zdrowym rozsądkiem… A może miał gorączkę?
- Okej, Ekonominsenie, a próbowaliśmy go… Tenteges, zgubić? Tak, żeby jeszcze bardziej niż my, co nie jest łatwe, nie wiedział, gdzie dokładnie jest? - Spytała, posyłając mu kolejny uśmiech, który miał chociaż trochę go uspokoić. Zdenerwowany kierowca był jeszcze bardziej beznadziejnym kierowcą niż taki który, no, po prostu był nią. Na kilka chwil wszystko ucichło, po prostu nadal ciepło się w niego wpatrywała, przytrzymując miętówkę językiem i coraz bardziej się uśmiechając. Była pewna, że zaliczali właśnie ten moment porozumienia, co w innych okolicznościach byłoby jeszcze lepsze, ale teraz też sprawiało, że było jej jakoś milej i cieplej na sercu.
- Dwukrotne huh? - Kiedy zadał jej pytanie, podążyła wzrokiem na szybę, dostrzegając na niej powoli roztapiające się płatki śniegu. Nie, to nie była jej sprawka, ale mimo to znowu się uśmiechnęła, nucąc pod nosem. - Jingle bell, jingle bell, jingle bell rock…
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-09-21, 12:26   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Nie, nie jesteś – odparował, parskając śmiechem na samą myśl o Mayi będącej damską wersją Jamesa Bonda. Ta wizja była tak komiczna, że chłopak nie był w stanie przejść koło tego tak obojętnie. Po prostu… to było silniejsze od niego. Na tą krótką chwilę nawet udało mu się zapomnieć o powadze sytuacji. Spuścił nieco nogę z gazu, by nachylić się w kierunku koleżanki.
– Bardziej mi przypominasz Irytka. Małego, złośliwego chochlika – zawiesił na niej wzrok, wyszczerzając zęby w szerokim uśmiechu. Po chwili jednak już spoważniał i kolejne słowa wypowiedział całkiem poważnym i zmartwionym tonem: – który kompletnie nad sobą nie panuje, więc błagam póki nie zamienisz się w Jamesa Bonda – nie używaj swojej mocy.
A potem znowu mocniej przycisnął pedał gazu, tym samym w pełni wracając na siedzenie pasażera, ale nie mógł nic poradzić na to, że wzrok co chwilę mu uciekał w kierunku dziewczyny. Rany, nie znosił tego. Dlaczego nie potrafił się od tego odciąć? Dlaczego nie potrafił tak po prostu o tym wszystkim zapomnieć? Byli tylko przyjaciółmi, musiało to kiedyś do niego dotrzeć. Na pytanie brunetki, Jensen wzruszył obojętnie ramionami.
– Jak chcesz to zrobić? Droga jest totalnie prosta bez kompletnie żadnego skrzyżowania – westchnął ciężko, marszcząc brwi. Mimo wylewającego się pesymizmu, było widać, że chłopak zaczyna gorączkowo myśleć. Tak bardzo potrzebował teraz jakiegoś najmniejszego rozwidlenia…
– Mógłbym nagle zawrócić i skorzystać z jednej z leśnych dróg, ale nie wiem czy to nie będzie zbyt niebezpieczne? – zacisnął mocniej ręce na kierownicy. To mogłoby się nawet udać. Jeśli zrobi szybki manewr i wbije się przed jakąś ciężarówkę, która ich przysłoni… kupią sobie trochę czasu, ale.. ale to było cholernie niebezpieczne. Tir mógłby po prostu nie wyhamować, zwłaszcza na tak śliskiej powierzchni… Ale kiedy Maya dała mu do zrozumienia, że nie była odpowiedzialna za śnieg… to była dobra wiadomość. I może udałoby im się to jakoś.. wykorzystać? Chłopak nieznacznie przyspieszył.
– A mogłabyś… no wiesz… spróbować zrobić zamieć za nami? Osłabić im widoczność? – jeśli tak, mógł w tej konkretnej chwili zamienić się w drogowego pirata i spieprzać ile miał siły w nodze i ile maszyna pozwalała. I kiedy dziewczyna zaczęła nucić pod nosem świąteczną piosenkę, Jensen przygryzł policzek od środka.
– Dzisiaj wigilia i liczę na jakiś naprawdę super prezent. Oczywiście – o ile przeżyjemy.
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-09-21, 22:49   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Wypchaj się bożonarodzeniowym siankiem, Jęcząca Marto. - To mówiąc, teatralnie wywróciła gałkami ocznymi, po czym wystawiła język w jego stronę, mrugając przy tym okiem. - Poza tym… Sugerujesz, że używanie mocy, no, to byłby teraz błąd? James Błąd? - To był kiepski, naprawdę kiepski żart, ale po jego wybuchu śmiechu nie mogła powstrzymać się przed tym, by dodać coś od siebie. Przynajmniej przez chwilę mogli trochę się rozluźnić...
- Nie wiem. Nie pomyślałam o tym, to już twoja część zadania, panie kierowco. - Spoglądając na niego, potrząsnęła głową. Mieli dzielić się rolami, co nie? Ona była tu od wymyślania pomysłów - dobrych czy złych, choć zazwyczaj zdrowo pokręconych - a on od wcielania ich w życie, oczywiście. Całe szczęście, że wcale nie działało to tak w rzeczywistości. Wszyscy byli od wszystkiego… I dzięki temu radzili sobie lepiej niż mogli przewidzieć na samym początku. Teraz też mieli to zrobić.
- W lesie będzie łatwiej go zgubić, zwłaszcza że robi się ciemno… A i tak musimy zatrzymać się gdzieś na noc. Może znajdziemy tam jakieś schronienie? Leśniczówkę albo coś w tym rodzaju? Mogłoby się udać, co nie? - Kiedy była młodsza, zawsze chciała spróbować mieszkania na łonie natury. Kąpieli w jeziorze, zbierania grzybów i jagód, obserwowania życia dzikich zwierząt… I choć teraz była zima, więc większość z tych rzeczy nie wchodziła w grę, nie miała wątpliwości, że mogliby sobie tam poradzić. Przez tyle, przez ile by potrzebowali. Może nawet stworzyć gdzieś namiastkę domu? Udawać się do miasta tylko w ostateczności i wracać do ich bezpiecznej przystani?
- Czyli już jestem Jamesem Bondem? - Spytała, znowu radośnie szczerząc do niego zęby, nawet mimo powagi sytuacji. Jeszcze chwilę wcześniej powiedział jej w końcu, by nigdy, pod żadnym pozorem, nawet w tej sytuacji, nawet teraz nie używała swojej mocy, zanim nie zostanie damską wersją najsłynniejszego agenta wszechczasów. Tymczasem właśnie w tej chwili pytał ją o to, czy była w stanie wykorzystać pogodę, aby trochę polepszyć ich położenie. I faktycznie - zamierzała spróbować, jednak nie mogła także powstrzymać się przed dodaniem:
- Ciekawe, ilu mężczyznom złamię serca przy okazji mojej przemiany w J.B. - Cóż, nie uważała się za materiał na wielką femme fatale, ale… Kto wiedział, co jeszcze - prócz mutacji - tkwiło w jej genach. Być może jej matka była kimś takim? Znana, szanowana, piękna, uwodzicielska? Nie… To nie była dobra myśl. Matka Maysilee po prostu była... Gdzieś tam. Była i to miało w zupełności wystarczyć, bo dzięki temu mogły się kiedyś spotkać, mogły być rodziną, choć przecież Maya miała już namiastkę swojej własnej rodziny. Brata i siostry, najlepszych przyjaciół na świecie. I ta jej zdecydowanie wystarczała. Cała reszta była po prostu skomplikowana...
- Oczywiście, że to przeżyjemy. - Poprawiła go nieco strofującym tonem głosu. - Złego diabli nie biorą, nie? A my ponoć jesteśmy źli, przynajmniej według standardów tamtych. - Nie musiała kiwać głową w kierunku samochodu za nimi, ale nadal to zrobiła. Nie po to, by ponownie zwrócić uwagę Toby’ego na tym, że mogli być ścigani. Po to, by… No, sama nie wiedziała, po co. Jej słowa utrzymane były jednak w stosunkowo lekkim tonie, ponieważ właśnie taka była.
Musiał wiedzieć, że w pewnym momencie przestawała aż tak bardzo przejmować się tym wszystkim, co miało miejsce, usiłując znowu odnaleźć w tym jakiekolwiek pozytywne elementy. I owszem - nadal czuła się zestresowana, ale nie byli przecież jeszcze na zupełnie straconej pozycji. Pojawiający się coraz gęstszy śnieg mógł być ich sprzymierzeńcem. No i był naprawdę piękny…
Do tego stopnia, że złapała się na patrzeniu na niego niczym zahipnotyzowana. Nie wiedziała, ile czasu minęło, odkąd wypowiedziała swoje ostatnie słowa, ale skrzące płateczki naprawdę przyciągały jej wzrok, sprawiając, że chciała widzieć ich więcej i więcej… I faktycznie tak było. Z chwili na chwilę pogoda coraz bardziej się zmieniała, a lekko prószący śnieżek zaczynał przemieniać się w coś na kształt śnieżycy. Z tą różnicą, iż - w przeciwieństwie do prośby wypowiedzianej przez Tobeya - nie kontrolowała tego aż tak bardzo, by wywołać coraz gęstszy śnieg wyłącznie za ich samochodem. Owszem, to tam skupiało się go najwięcej, jednak i przed ich autem robiło się coraz bardziej biało…
- Czy duuużo śniegu będzie dobrym prezentem wigilijnym? - Spytała ostrożnie, znowu na niego spoglądając i uśmiechając się niepewnie po tym, jak przełknęła ślinę. Okej, chyba to zrobiła. Chyba zaczynało działać. Chyba mogła to jeszcze bardziej zwiększyć… Ale kompletnie nie wiedziała, co dalej. A śniegu przybywało...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-09-26, 20:14   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Gdyby ktoś sporządził konkurs na najgorsze żarty świata, żadna konkurencja nie byłaby ci straszna – odparował, równie dziecinnie wystawiając w jej kierunku język. I cóż… mimo wszystko ta krótka chwila, uśmiech Mayi.. to rzeczywiście pozwoliło mu się rozluźnić. A przynajmniej dopóki Maya nie stwierdziła, że myślenie o planie ucieczki było jego zadaniem. No świetnie. Czyli tak zamierzała się wywijać od odpowiedzialności? Chłopak westchnął cicho, samemu nie wiedząc kiedy tak naprawdę zaczął nucić pod nosem tą głupią świąteczną piosenkę. Chyba po prostu denerwował się do tego stopnia, że tylko muzyka była w stanie go wystarczająco uspokoić. Cholera, zdecydowanie nie powinien pić tyle słodkich napojów.
– Okej? – mruknął nie do końca przekonany, wznosząc przy tym brwi, jakby chciał się upewnić czy mówi serio. Kto w ogóle wymyślił bycie dorosłym? Poważnie, kto? Co to za zwyrol? Dlaczego Toby musiał nagle podejmować decyzje dotyczące życia i śmierci? Ugh. Ale jak już powiedział A, to teraz wypadało dodać B, czyż nie?
– Powiedziałbym, że Jamesiną, ale… – złamać serca, huh? Cóż, jedno właśnie w tym momencie złamała. Toby jakoś nie potrafił się do niej uśmiechnąć, bo momentalnie zaschło mu w gardle. Jedynie pocieszało go to, że Griffith musiała to uznać za stres przed tym szalonym wybrykiem, więc.. właściwie wszystko mu było jedno. Chłopak przełknął ślinę, a potem po prostu to zrobił. Nacisnął z całej siły na pedał gazu i wystrzelił przed siebie z coraz szybszą prędkością. Ufał, że tym razem moc Mayi chociaż trochę zacznie im sprzyjać i opóźni tamtych złych. Wolał się jednak nie oglądać za siebie. Po prostu włączył wycieraczki, które zaczęły zbierać nagromadzający się śnieg… To nie był dobry znak, ale nie było już odwrotu, czyż nie? I kiedy Toby znalazł się w odpowiedniej odległości, gwałtownie zahamował, przekręcając maksymalnie kierownicę, a potem znowu gwałtownie nacisnął na gaz, by z piskiem opon zawrócić na drodze i wbić się przed niebezpiecznie zbliżającym się z na przeciwka samochodem. Chyba nigdy wcześniej nie był aż tak blady, jak w tym momencie, ale adrenalina nie pozwalała mu wydusić z siebie ani jednego słowa. Z narastającym przerażeniem oczekiwał, kiedy ta cholerna ciężarówka po prostu w nich uderzy i zmiecie z śliskiej powierzchni, zakończając ich marny los, ale… ale oprócz nieprzyjemnego trąbienia, nic takiego się nie stało. Dobrze, bardzo dobrze. Nie mógł jednak teraz zwalniać. Za cholerę. Tamtym miało zająć tylko kilka minut, by zawrócić i ponownie ruszyć się w pogoń. Musiał maksymalnie wykorzystać ten czas i usunąć się z drogi.
– Żyjesz..? – wychrypiał po dłuższej chwili milczenia. I mimo, że nie był w stanie przekręcić głowy w kierunku Mayi, jego usta wykrzywiały się w coraz szerszym uśmiechu. Cholera. To było coś!
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-09-26, 21:24   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie bądź taki skromny, Tobey. Oboje wiemy, że jesteś w tym równie dobry. - Puszczając oczko w jego kierunku, uśmiechnęła się wręcz od ucha do ucha. Co z tego, że mogło grozić im niebezpieczeństwo? Przynajmniej nie świrowali już aż tak bardzo jak na początku. No… A przynajmniej ona tego nie robiła, bo Tobias… Nadal wydawał się być trochę spięty, dlatego wyciągnęła rękę w jego kierunku, lekko go nią szturchając. - Jamie Bond też brzmi nieźle. I… Hej, skoro Chuck Noland poradził sobie na bezludnej wyspie, to my poradzimy sobie w lesie. - Stwierdziła, nie do końca wiedząc, czy poprawie interpretowała jego nagły brak uśmiechu, ale ostatecznie dochodząc do wniosku, że musiało o to chodzić. O to, ile musieli poświęcić, by być tu teraz. A przyszłość przecież też nie malowała się w całkowicie jasnych barwach. Być może nie były one fatalne - nie mieli noża na gardle, nie? - ale nie były także tak jasne jak kiedyś… Każdy miał prawo być przygnębiony. Chciała coś z tym zrobić, ale wpierw…
Pogoda. Nagle zmieniająca się pogoda, która na dziewięćdziesiąt dziewięć procent była już teraz jej zasługą i która sprawiła, że ich przyszłość zaczęła być bielsza niż świeża bielizna prana w Perwollu.
Kiedy Toby gwałtownie wykonał manewr, Maysilee złapała się brzegu oparcia, a z jej ust mimowolnie wydarło się dosyć podekscytowane piśnięcie. A potem już tylko zawirowali na śliskiej powierzchni asfaltu, wykonując prawdopodobnie najpiękniejszy zwrot, jaki ktokolwiek zrobił na tej drodze. Była z niego dumna, była z niego tak bardzo dumna, że aż odjęło jej mowę. Na szczęście - bądź też nie - nie na długo. Inaczej nie byłaby przecież sobą.
- Nie. Siedzisz koło ducha… Teraźniejszych Świąt Bożego Narodzenia, uściślając. I było być takim zgredem? - Odpowiedziała dopiero po paru sekundach, wcześniej - jak na swoje oko, to nawet całkiem skutecznie - budując napięcie, aby nie od razu zacząć tak po prostu głupkowato się uśmiechać. Tym bardziej, im szybciej oddalali się od domniemanego niebezpieczeństwa. Prawdę mówiąc, zaczynała już nawet powoli mówić sobie, że faktycznie miała rację z tym, iż chodziło wyłącznie o kogoś, kto jechał za nimi, bo się zgubił. W tej całej śnieżycy ciężko było dostrzec cokolwiek, co znajdowało się za ich samochodem, jednak światła tamtego auta zdecydowanie przestały być dostrzegalne. To zaś mogło oznaczać, że Toby się pomylił, a oni mieli być cali i szczęśliwi. Nie mogła nic poradzić na to, jak szybko odetchnęła z ulgą. Śmiejąc się dodatkowo, gdy w lusterku dostrzegła nieprzytomne spojrzenie Alex, która rozejrzała się dookoła, po czym najwidoczniej ponownie zapadła w sen.
- Swoją drogą, to dopiero byłoby fajne, co nie? - Wbijając wzrok w gęstą śnieżycę przed nimi, zagadała do Toby’ego, posyłając mu przelotny uśmiech. - Wyobrażasz sobie, jak niesamowicie byłoby widzieć duchy? Kontaktować się z nimi? Móc zadać im praktycznie każde pytanie, jakie tylko przyjdzie ci do głowy? Moglibyśmy dostać przepis na frytki od samych Richarda i Maurice’a McDonaldów. - Tak, to zdecydowanie byłoby coś. Coś zasługującego na osobną kategorię zajebistości. Miało w końcu dużo więcej plusów niż minusów, nie? Nie powinno być aż tak nieprzyjemne i niebezpieczne, jak to się mogło niektórym zdawać, była tego praktycznie pewna. Mogłaby się nawet założyć o wspomniane frytki… Gdyby nie fakt, iż zaledwie chwilę później jej myśli zajęło coś zupełnie innego.
- Droga! - Zakrzyknęła, prawie natychmiast zdając sobie sprawę z tego, że mogła tym obudzić Alex… Całe szczęście, chyba tak nie było, jednak nie przyglądała jej się zbyt długo, bowiem miała lepsze rzeczy do roboty. Takie jak wystrzelenie palcem w kierunku kiepsko widocznego prześwitu pomiędzy gęstymi drzewami… Sosnami? Może świerkami? Czymś takim - z pewnością rozłożystym i przepięknie pachnącym świętami. Cóż, to akurat nie miało teraz większego znaczenia, zwłaszcza że nie mieli przecież prawa wiedzieć, dokąd prowadziła polna, wyraźnie nieuczęszczana droga, ale… - To coś, nie? Możemy zatrzymać się za drzewami i poczekać, czy tamci nie wrócą...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2018-09-28, 15:18   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


– Nah. W tej jednej rzeczy jesteś poza wszelką konkurencją – ciągnął nadal tym swoim uszczypliwym, a mimo wszystko niezwykle rozbawionym głosem. Dobrze było mieć mimo wszystko taką odskocznię. Nawet jeśli trwała tylko kilka minut, a dokładniej 170 sekund co Toby policzył w swoich myślach (zawsze to robił, gdy się stresował). Był spięty, to na pewno. Ale chyba nie do końca był spięty z powodu, o którym myślała Maya. A przynajmniej nie całkowicie. Próbował sobie wbić do głowy, że to było po prostu złe i zdecydowanie nie powinien myśleć o niej w innych kategoriach, ale jak miało mu się to udać? Zwłaszcza, kiedy aspirowała do bycia łamaczką męskich serc? Toby posłał jej wymuszony uśmiech.
– Raczej – wyrzucił z siebie bo wiedział, że ta cisza zaczynała być niezręczna, a przecież w ich przyjaźni nie było miejsca na jeszcze więcej niezręczności. To co mieli do tej pory stanowczo im wystarczało. Wystarczało chyba na wszystkich żyjących ludzi. Całe szczęście nie miał za bardzo okazji się tym dłużej przejmować bo jego umysł został zajęty przez nieco inne, dotyczące życia i śmierci, sprawy. Huh, myśl o tym, że zaraz zostaniesz zgnieciony z powierzchni ziemi wydawała się być całkiem dobrą odskocznią od powtarzania w myślach tych wszystkich momentów, w których Maya wysyłała mu sprzeczne sygnały.
– Okej, duchu. To co mi pokażesz? Przyszłość, w której samotnie umieram w pozłacanej trumnie, huh? – wywrócił oczami. Opowieść wigilijna była banałem, ale z jakiegoś powodu jego jedynym marzeniem było obejrzenie dzisiaj tego filmu. Jensen przekrzywił głowę w kierunku Mayi. Lubił, kiedy była taka rozpromieniona. Zawsze dodawało mu to pewności. Teraz, po prostu chyba był za bardzo szczęśliwy cieszeniem się, że przeżyli i być może mieli jakieś szanse spędzić razem wigilię, by się kontrolować. Co jakiś czas zerkał na drogę, ale umówmy się… to do Mayi posyłał właśnie te klasyczne puppy eyes.
– Gdybym potrafił rozmawiać z duchami, zostałbym prezydentem, duh. Umawiałbym się na herbatkę z byłymi prezydentami… Bylibyśmy jedną wielką tolerancyjną potęgą. – wyszczerzył się w szerokim uśmiechu, parskając krótkim śmiechem, gdy Maya go szturchnęła w bok. A potem… sam nie wiedział, kiedy z rozbawieniem położył swoją dłoń na jej kolanie. Całe szczęście, nim tak naprawdę doszło do niego to co zrobił i nim spalił buraka, Maya krzyknęła coś o jakiejś leśnej drodze. Toby momentalnie cofnął rękę, zmieniając bieg.
– Pojadę głębiej, może gdzieś to coś prowadzi – poinformował ją właściwie tylko po to, by coś powiedzieć i przerwać ten niezręczny moment. Tak naprawdę jedyne o czym marzył to jak najszybsze ulotnienie się z tego samochodu i zniknięcie na kilka godzin z zasięgu wzroku Mayi. Cholera, dlaczego on musiał to zrobić? Co z nim było nie tak? Toby znacznie spowolnił, by dość płynnie i bezpiecznie wejść w zakręt, a potem zgasił światła. Wolał nie rzucać się w oczy, a od padającego śniegu było całkiem jasno, więc całkiem możliwe, że nie rozkraczą się o jakieś drzewo.
– Jeśli będzie gdzieś jakieś rozwidlenie to jesteśmy… – huh, chyba właśnie był chodzącym dżinem, który spełnia marzenia, bo właśnie polna ścieżka rzeczywiście okazała rozwidlenie. Nie zastanawiając się zorientował się, że każdy normalny człowiek skręciłby w prawo, więc dlatego postąpił całkowicie inaczej. Może powinien w tym momencie pomyśleć o paliwie, ale chyba zdrowy rozsądek to nie było coś typowego dla uciekinierów z Kansas.
– Musimy się zawrócić i znaleźć miejsce, w którym się zatrzymamy na noc. W sumie może być ciężko bo są święta i… no wiesz – spędzenie wigilii w samochodzie nie miało być szczytem ich marzeń, nie?
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-09-29, 14:33   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


- Dyskutujesz o tym ze mną, więc mam. - Miała, miała, nawet w to nie wątpiła, inaczej aż tak bardzo by z nią nie rozmawiał, choć to właśnie te ich wymiany zdań tak bardzo lubiła. W przeciwieństwie do tego, jak wyglądała teraz jego postawa, ją to odprężało. Czuła się lżej, jakby… Lepiej, znacznie lepiej. Na tyle dobrze, żeby dalej żartować, mimo niebezpieczeństwa.
- Niestety, prawdopodobnie nie będziesz mieć złotej trumny. Wiesz, jakie to kosztowne? - Spytała, kręcąc przy tym głową, jakby ten gest sam w sobie miał wystarczyć za stwierdzenie baaaaaaaardzo. Chwilę później uśmiechnęła się też do niego promiennie, dodając nadzwyczaj pogodnym tonem głosu, który prawdopodobnie nijak nie pasował do tej stresującej sytuacji.
- No i nie będziesz sam. Chyba nie masz nadziei, że się od ciebie odczepię, huh? Zobaczysz, jeszcze będę niańczyć twoje dzieci i rozpieszczać wnuki, kiedy okropnie się pomarszczysz. - Czyż to nie miało być urocze? Ich dwójka dalej przeżywająca prawdziwą przyjaźń, pomimo upływu czasu i kolejnych zdarzeń w ich życiach, trzymająca się siebie niczym ludzie w filmach, spotykająca się w gronie rodzinnym, może nawet świętująca ślub dzieci czy wnuków, który zrobiłby z nich prawdziwą rodzinę… Widziałaby to, naprawdę by to widziała, już teraz nie przestając się uśmiechać.
Toby z pewnością nie miał umrzeć samotnie. Był na to zdecydowanie zbyt dobry, zbyt wartościowy i kochający, warty tego, by kiedyś jakaś dziewczyna zobaczyła w nim swojego rycerza na białym rowerze. I choć Maysilee nie wątpiła w to, że miała wtedy poczuć drobne ukłucie gdzieś tam głęboko we wnętrzu - w końcu był jej najlepszym towarzyszem, miała go tylko dla siebie, nawet przy Alex - miała też cieszyć się razem z nim. Bo od tego byli kumple, nie? Od bycia nie tylko na złe, jak w obecnej chwili, lecz także na dobre i najlepsze… I najlepsienieniejsze, bo w końcu tym były śluby.
Chociaż zostawanie prezydentem też musiało być niczego sobie.
- Głosowałabym na ciebie. - Nie miałaby co do tego nawet najmniejszych wątpliwości. - I na twoje duchy, oczywiście. Bylibyście zgranym zespołem, jak nic. - Pokiwała głową, odwzajemniając ten jego szeroki uśmiech, rzucając przelotne spojrzenie na dłoń, którą oparł o jej kolano, po czym - bez większego zastanawiania się nad ewentualnym znaczeniem takich gestów; w końcu byli blisko, nie? - zaczęła rozglądać się przez okna. Dosyć skutecznie, warto dodać, bo dostrzeżona przez nią droga wyglądała dość obiecująco. A może Maya tylko to sobie wmawiała…? Potrzebowała trochę tej nadziei, aby nie pogrążyć się w lęku. Chyba wszyscy tego potrzebowali.
- Drogi zazwyczaj gdzieś prowadzą, Tobiasie Jensenie. - Znowu zwracając głowę w kierunku kumpla, stwierdziła tonem pasującym do Albusa Dumbledore’a lub kogoś mu podobnego. Najwyraźniej w takich chwilach wychodził z niej istny mędrzec-nauczyciel. Tego to się po sobie zdecydowanie nie spodziewała.
Dalej wyglądając przez okno i usiłując dostrzec coś pośród padającego śniegu, całkowicie zawierzyła instynktom kierowcy Toby’ego, który wybierał kolejne kierunki skrętu. Ona sama? Cóż, w pewnym momencie trochę się pogubiła, wyłącznie przytakując mu zatem, kiedy powiedział coś o rozwidleniu - jak magicznie pojawiającym się zgodnie z jego życzeniem - oraz o zawracaniu. I… Tak… Wigilia. Chyba po raz pierwszy czuła ten klimat, jednocześnie nie widząc ani jednej świątecznej dekoracji. I na swój sposób zrobiło jej się dosyć smutno. Nie tego w końcu chcieli, nie spędzania świąt w drodze, uciekając i nie wiedząc, gdzie znajdą się jutro.
- Mam dla was prezenty. - Stwierdziła, uśmiechając się już nie tak wesoło, a jakby… Przykro? - W aucie nie ma kosza na te zatrważające ilości papieru do pakowania, więc tym bardziej musimy gdzieś się zatrzymać…
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5