Poprzedni temat «» Następny temat
Grupa II
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-09-11, 18:45   Grupa II



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-12, 10:44   

Wysokie, obskurne mury z drutem kolczastym u góry otaczały coś, co kiedyś przypominało malownicze, tętniące życiem miasto. W tym momencie jednak daleko temu miejscu było do jakiejkolwiek namiastki cywilizacji. Unoszący się smród spalenizny, walące się budynki po licznych bombardowaniach, bluszcz otaczający ściany tego, co jeszcze zdołało się uchować, pękający asfalt, drzewa wyrastające na dachach i pomarańczowa poświata z oddali – to wszystko zdawało się być już nieodłączną częścią rzeczywistości. Oprócz tego zewsząd panowała mrożąca krew w żyłach cisza. Zupełnie… zupełnie, jakby nie było tu nikogo. Jakby wszyscy już dawno stąd odeszli.
„Śmierć ludziom”, „Wszyscy umrzemy”, „Nigdy nie zapomnimy”, „Weller wybawiciel”, „Ameryka nigdy nie była i nigdy nie będzie genetycznie czystym społeczeństwem”, „Mutanckie życie ma znaczenie, ty ludzka świnio”, „Jezus był mutantem”, „07/14/15”, „03/10/18”, „10/31/18”, „12/24/20”, „08/07/23”, „08/10/27” to tylko niektóre nabazgrolone niezwykle brzydkim charakterem pisma słowa, które mogłyście odczytać na ścianach rozpadających się budynków.
Pustka, desperacja, unoszący się w powietrzu smak niedawnej tragedii – to wszystko przeszywało was na wskroś. Z jakiegoś powodu nie potrafiłyście się na to uodpornić, nawet jeśli otaczająca was rzeczywistość była dla was całkowitą nowością. Już po jednej sekundzie spędzonej w tym miejscu zaczynałyście się wtapiać w to otoczenie, zaczynałyście rozumieć w jak paskudnym położeniu się znalazłyście…
I kiedy tak rozglądałyście się po tym dziwnie znajomym miejscu, jedna z was dostrzegła coś, co nie pozwoliło jej przejść obok tego obojętnie. Coś co do złudzenia przypominało sylwetkę leżącego na ziemi człowieka. Czy było możliwe, że pomimo tej panującej ciszy jednak nie byłyście tutaj same? Czy był tutaj ktoś jeszcze? Czy było tu jeszcze jakieś inne życie? Kilka kroków – tylko tyle wystarczyło byście dostrzegły, że z głowy leżącego człowieka wyrastają rogi. Tylko tyle wystarczyło, byście zrozumiały, że ów człowiek wcale nie był człowiekiem…
[Profil]
 
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

77%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2018-09-13, 19:48   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie

  

   2 Lata Giftedów!


Richarda nie ma... przestał się odzywać i nie wiedziała co z nim. To nie dawało jej spokoju i przez to nie potrafiła się skupić. Nie potrafiła pójść dalej dlatego siedziała na tej ławce. Obserwując ludzi, kiedy poczuła coś dziwnego. Najpierw pojawiła się ta biel, a potem była ciemność. Nie wiedziała co się dzieję... Poczuła jakby odbywała jakby jakiś sen, a raczej ciemność.
Gdy zaczęła odzyskiwać świadomość poczuła się dziwnie. Nie potrafiła tego wyjaśnić ale czuła się dziwnie. Powoli otworzyła oczy, a to co zobaczyła jeszcze bardziej ją zaskoczyło. Niż to dziwnie uczucie. Wszystko było zniszczone, bez życia i takie okrutne. Uszczypnęła się...
- Auł - to nie był sen, a przynajmniej powinna się chyba obudzić. Przecież tak ludzie zwykle sprawdzają czy śpią. Spojrzała na ścianę na której było pełno napisów, które tylko szerzyły nienawiść i agresje. Najchętniej zamazała by je, bo nimi niczego dobrego się nie sprowokuje. Dostrzegła dwie dziewczyny, które również zaczęły podnosić się z ziemi. Również kogoś jeszcze... ktoś jeszcze leżał. Nie wyglądało jakby się budził lub stawać z tego zimnego betonu.
- Tam ktoś jest i chyba potrzebuje pomocy- rzuciła tylko do dziewczyn, które zaczęły stawać na własne nogi. Lasair jak to ona nie przejmowała się sobą ani swoimi towarzyszkami. One nie potrzebowały pomocy, a przynajmniej się ruszały nie to co ten człowiek w oddali.
Chyba jako pierwsza podeszła do niego widząc rogi na jego głowie.
- Diabeł - wyszeptała cicho, bo jej mama była bardzo religijna jednak. Lasair wiedziała, że on nie był diabłem, Był mutantem tak jak ona i potrzebował pomocy. Musiała sprawdzić czy żyje... czy może jeszcze mu pomóc.
[Profil]
    [A+]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-09-14, 15:04   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


To było niewiarygodne. Zwykłe zakupy, a przeobraziły się w coś niezwykłego i niewyobrażalnego. Rozejrzałam się powoli z pozycji siedzącej i zobaczyłam obce mi dziewczyny, które były obok. Jedna już stała i patrzyła na kogoś w oddali. Nie uśmiechało mi się to. Przetarłam skronie i nie poczułam żadnego bólu głowy, który tego dnia mi doskwierał. Wstałam powoli na równe nogi i spojrzałam na kobietę o kręconych włosach i na tę drugą. Przeleciałam wzrokiem po otoczeniu i automatycznie moje mięśnie się spięły. Miałam dziwne uczucie, że to wszystko nie będzie wróżyło nic dobrego. Otoczenie jak przygotowanie do wojny, Druty kolczaste, mury obraźliwe teksty i budynki walące się i obrastające jakimś zielskiem. Przeszedł mnie dreszcz. Nieprzyjemny, chłodny, złowieszczy. Otuliłam się bardziej bluzą i zapięłam ją poprawiając plecak. Wtedy zobaczyłam jak kobieta ruszyła w stronę murów. Nie wiem co dojrzała, ale palnęła coś do nas i skierowała się w tamtą stronę. Nie bardzo mi się to podobało, ale nie mogłam nic z tym zrobić. Podeszłam do drugiej kobiety i pomogłam jej wstać. Wiem że się nie znamy, ale jak na razie widziałyśmy tylko i wyłącznie siebie, więc tak powinnyśmy się trzymać. Podałam rękę dziewczynie i lekko się uśmiechnęłam co raczej było lekkim skrzywionym grymasem.
- Jestem Sofia. - przedstawiłam się nadal rozglądając po okolicy. Byłam nieufna. Nie chciało mi się wierzyć że to jest realne, ale z drugiej strony coś lub ktoś to spowodował i to była najgorsza myśl. Wróciłam spojrzeniem na dziewczynę która odeszła od nas i podeszłam do nie powolnym krokiem próbując osłonić się tarczą tak ściśle że przylegała do mnie jak druga skóra. Zarzuciłam na głowę kaptur, a po chwili schowałam ręce do kieszeni przy okazji sprawdzając czy mój scyzoryk jest na miejscu.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Ruth Duncan



Nie wolno lękać się niczego i uważać za zakazane czegokolwiek, czego pragnie w nas nasza dusza.

ożywianie snów

60%

Spytaj, a może powie





name:

RUTH X. DUNCAN

alias:
Lisica

age:
25 lat

height / weight:
168/52

Wysłany: 2018-09-14, 19:36   
   Multikonta: Christian & Wyatt
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Miała w głowie jeden cel do którego dążyła i nie zamierzała z niego zrezygnować. Doszły do niej słuchy, że tutaj może coś się dziać, że będzie to dobre miejsce. Liczyła, że może pojawi się, któreś z jej rodzeństwa. Musiała przemówić do rozumu swojemu bratu oraz ostrzec Ariel. Jeszcze nie wiedziała jak to zrobi, bo przecież jej siostra się jej boi. Teraz należy do tej przeklętej organizacji GC. Jasne nie popierała tego, ale to był jej wybór i zamierzała to uszanować. Nawet jeśli kiedyś staną na przeciwko sobie, ale na razie nie doszło do tego i była jej siostrą. Nie zwracała uwagi na innych ludzi próbowała wypatrzeć w tłumie znajome rude czupryny. Licząc, że jej rodzeństwo nie zmienia koloru włosów jak ona. Kiedy nagle obraz zaczął się rozmywać i zachodzić bielą. Poczuła narastając senność z którą próbowała walczyć. Nie mogła zasnąć nie tutaj, nie na środku ulicy. Próbując walczyć z nią spróbowała odejść miejsce gdzie nie będzie rzucać się w oczy nie wie czy jej się to udało, kiedy poczuła jak przegrywa ze sennością i upada na betonowy chodnik.
Kiedy odzyskała przytomność nerwowo zamrugała oczami próbując przyzwyczaić się do światła dnia. Oczy ją piekły i szczypały jakby nie wiadomo jak długo spała. Przydały się im krople, ale jak na złość ich nie miała. Nim się podniosła z tego zimnego betonu powoli poruszał palcami. Od notując, że ma w nich czucie oraz boli ją bark. Musiała nieźle się w niego uderzyć przy upadku. Wtedy dostrzegła kobietę wyciągającą do niej dłoń. Nie pewnie przyjęła pomoc czarnulki, która miała na imię Sofia. Po czym powędrowała za jej spojrzeniem na drugą kobietę. Na razie nie czuła potrzeby zdradzać swoich danych. Dlatego powędrowała za nią próbując zobaczyć dokąd udała się ich towarzyszka. Widząc mutanta z rogami i dodając do tego zniszczone miasto jakby po jakieś apokalipsie.
- Zostaw go w spokoju, do niczego nam się nie przyda. Trzeba znaleźć jakieś schronie by zorientować się w sytuacji - pierwsze słowa skierowała do dziewczyny o kręconych włosach, która zdecydowanie była lekkomyślna. Ostatnie zdanie było do nich obu... Została zmuszona do ich towarzystwa ale nie zamierzała im niczego narzucać. Jeśli chciały szukać śmierć i stać tutaj nad martwym ciałem proszę bardzo. Jej do grobu się nie śpieszyło, bo miała swój cel. Po za tym to wszystko było dziwne... za dziwne. Coś jej tutaj nie grało. Jak znalazły się w tym miejscu? Czemu miasto jest zniszczone? Czy aby na pewno się wybudziły? Czy to nie jest przypadkiem jakaś dziwny sen grupowy? Wiele pytani, a tak mało odpowiedzi.
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-16, 19:57   

Pomimo upływu czasu, nie wyglądało na to, by w okolicy mógł zjawić się ktoś jeszcze. Byłyście same, osamotnione pośród gruzów i szczątków tego, co powinno wyglądać tak znajomo. Jeszcze kilka chwil wcześniej znajdowałyście się przecież w normalnym, choć z pewnością niebezpiecznym, mieście. Teraz mogło zdawać się wam, że od tamtego momentu minęły dekady, wieki... Seattle, jeśli to w ogóle wciąż jeszcze było Seattle, zdawało się być całkowicie innym miejscem. Tak opustoszałym, zimnym i nieprzyjemnym, być może nawet wrogim.
Co gorsza, twoje próby osłonięcia się ochronną tarczą, Ricky, być może częściowo się powiodły, jednak wyraźnie czułaś, że twoja moc nie zachowuje się jak zwykle. Była wyjątkowo niestabilna, jakby rozchwiana, powodując, że osłona dygotała, pojawiając się na kilka sekund, by zniknąć na kilka kolejnych, ponownie się pojawić i zniknąć... I tak przez cały czas, gdy próbowałaś ją utrzymać. Być może teraz, gdy nie rozlegały się żadne odgłosy, jakie mogłyby świadczyć o możliwym niebezpieczeństwie, nie było to jeszcze aż takie złe...
Cisza, jaka panowała w tym miejscu, została jednak nagle przerwana... Nie, nie przez mężczyznę, do którego postanowiła podejść jedna z was, gdy reszta wciąż zbierała się na nogi. Nim znowu znalazłyście się w grupie, powietrze przeszył dziwny, jakby metaliczny dźwięk, który nieprzyjemnie zawibrował w waszych uszach, przypominając - bądź też nie - o dawno oglądanym filmie - Wojnie Światów. I choć mogłoby się zdawać, iż odgłosowi będzie towarzyszyć coś jeszcze... Tak się nie stało. Po zaledwie paru sekundach ponownie zapanowała ta sama, tym razem jeszcze bardziej upiorna cisza.
Choć również nie na długo... Mimo braku reakcji na nazwanie go diabłem, mężczyzna niewątpliwie zareagował bowiem na dźwięk brutalnych słów o jego nieprzydatności, dygocząc lekko i zanosząc się kaszlem, nim wyciągnął rękę w twoją stronę, Lasair. Jego usta poruszyły się, jednak wyraźnie nie był w stanie mówić. Zdawał się także nie do końca rozumieć, gdzie się znalazł, nawet nie otwierając przy tym oczu. Jeśli któraś z was zdecydowała się dotknąć jego skóry, była ona parząca i wręcz nienaturalnie sucha, jakby popękana od trawiącej go gorączki. Tak, zdecydowanie nie wyglądał na przydatnego, nie w tej chwili, ale istniała szansa, że wiedział coś więcej...
[Profil]
 
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

77%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2018-09-17, 20:06   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie

  

   2 Lata Giftedów!


Lasair nie była pewna czy można ją nazwać lekkomyślną. Tylko dlatego, że chciała pomagać potrzebującym ludziom i mutantom. Nie ważne kim był delikwent ona czuła wewnętrzną potrzebę udzielić mu pomocy. Po śmierci rodziców obiecała sobie, że nigdy nie zostawi nikogo potrzebującego. Dlatego tej chwili miała gdzieś to co myślały o niej jej towarzyszki. Czuła, że jeśli ten człowiek żyje to musiała mu pomóc. Po pierwszym szoku i dołączeniu dziewczyn do niej. Zbliżyła się jeszcze bardziej do mężczyzny w celu zobaczenia czy posiada puls. Jednak po słowach rudowłosej dziewczyny delikwent zaczął kaszleć i dygotać. Lasair widząc, że jednak mężczyzna żyje i potrzebuje pomocy przykucnęła przy nim. Nie wiedziała za bardzo co może zrobić. Nie znała się na medycynie. Jedynie tyle ile można było wyciągnąć z książek czy z filmów. Dlatego przyłożyła dłoń do szyj mężczyzny. Sprawdzając czy aby na pewno żyje. Czy to nie był jego ostatnie znaki i potem nie odszedł, bo tak też mogło być. Kiedy tylko dotknęła jego skóry poczuła ciepło, a wręcz gorąco. Tak jakby wzięła gorący kubek lub wyciągnęła garnek z ognia. Automatycznie zabrała dłoń.
- Będzie tak stały czy pomożecie mi - powiedziała do nich, bo musiały zbić jakoś zbić jego gorączkę. Być może wtedy jego stan się polepszy. Jednak dziewczyna rudych włosach miała racje. Nie mogli tutaj zostać. Byli za bardzo na widoku... - Masz racje nie możemy tutaj zostać, ale również nie wolno nam go zostawić. Czy któraś pomoże mi go podnieść lub możemy poszukać materiałów na prowizoryczne nosze, ponieważ ma wysoką gorączkę - dodała po chwili, bo na pewno znajdą jakieś kawałki drewna lub metal oraz jakiś materiał, żeby zrobić nosze. Kiedyś w jednym książce czytała, że zamiast materiału bohater użył liść. Wątpiła by tutaj znalazła coś takiego. Jeśli uda im się znaleźć dwa kawałki drewna czy metalu użyje własnej bluzki.
[Profil]
    [A+]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-09-22, 22:42   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Czy tylko mi się wydawało że śnie? Chyba nie, ale nie miałam zbyt dobrych przeczuć, a to że moja moc wariowała oznaczało tylko jedno. Byłyśmy w niebezpieczeństwie. Starałam się nad nią zapanować i co jakiś czas próbowałam jej użyć na mniejszych przedmiotach żeby w razie zadziałała tak jak powinna. Ćwiczenia czynią mistrzem prawda? Spojrzałam na dziewczyny, gdy do moich uszu dotarł ten dziwny dźwięk, a na moim ciele pojawiły się ciarki. Raz... Jeden raz wystarczył bym miała jeszcze większe wątpliwości. Może to przez moje ostatnie przeżycia i zamknięcie? Może, ale z drugiej strony nigdy intuicja mnie nie zawodziła. Chciałam jak najszybciej stąd zwiewać a niańczenie tego mutanta nie było mi teraz potrzebne. Spojrzałam z niesmakiem na niego i na kobietę która rzucała się żeby mu pomóc. Parsknęłam i spojrzałam na nią.
- Nie mam zamiaru go chować. Jeśli coś lub ktoś go tak urządził to musimy spieprzać czy wam to się podoba czy nie. - powiedziałam wyciągając scyzoryk i otwierając go żeby ulżyć w cierpieniu temu mutantowi. Podeszłam do Niego i uklęknęłam. Dobrze wiedziałam jak dźgać by zabić. Książki Rocky na coś mi się przydały. Zadałam kilka ciosów głębokich i śmiertelnych. (jeśli dziewczyny mi pozwoliły, jeśli nie to wersja alternatywna->) Spojrzałam na dziewczyny i machnęłam ramionami odwracając się od nich. - Nie to nie ja spływam. - Odeszłam od nich chowając się w budynku w którym byłam wcześniej szukając przydatnych rzeczy i kryjówek. Nie zważając na to co robią.
Rozglądałam się po pobliskich miejscach by znaleźć coś przydatnego typu trochę jedzenia, noży, mapy, gazet określających datę i wydarzenia.
Próbowałam rozeznać się w terenie czy ktoś się tu kręcił i czy dałoby się gdzieś zaszyć i wymyślić co robić dalej.


PS: Co znalazłam i czy w ogóle coś zostawiam MG i Kostką ;)
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Ruth Duncan



Nie wolno lękać się niczego i uważać za zakazane czegokolwiek, czego pragnie w nas nasza dusza.

ożywianie snów

60%

Spytaj, a może powie





name:

RUTH X. DUNCAN

alias:
Lisica

age:
25 lat

height / weight:
168/52

Wysłany: 2018-09-23, 17:33   
   Multikonta: Christian & Wyatt
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wyraźnie coś jej tutaj nie pasowało jeszcze nie tak dawno przecież była na zwyczajnej ulicy. Która była miejscami brudna i zaniedbana ale była cała, a nie przypominała stertę gruzu niczym z filmów apokaliptycznych. Ruth miała wrażenie, że zaraz otoczą ich żołnierze w maskach ochronnych z bronią albo napadnie ich stado zombie. Nie wiedziała co tutaj się działo, a wnioskując po napisach. Doszła do wniosku, że musiało dojść do wojny miedzy nami, a ludźmi.
Miała gdzieś tego mutanta i to się z nim stanie. Szczerze nie rozumiała czemu tej dziewczynie tak bardzo zależało na tym człowieku. Będzie ich tylko spowalniał, a są inne metody by dojść co tutaj się stało. Po za tym nie miały pewność czy nie odwdzięczy im się przyszłość zabijając ich. Umiesz liczyć, licz na siebie. Tego nauczyła się w życiu. Widząc jak Sofia podeszła do mężczyzny ze scyzorykiem nie zamierzała jej w tym powstrzymać, a jeśli tej lokowanej dziewczynie zależy na nim. Sama powinna ulżyć mu by nie cierpiał. Jego stan był krytyczny i o ile żadna z nich nie posiadała cudownych rączek, które leczą. To prędzej czy później i tak zdechnie. Więc gdy Sofia spojrzała na nią skinęła głową. Niech go zabija i nie męczy się. Może po tym ich towarzyszka zdecyduje się pomyśleć o sobie.
Jeśli Ricky zabiła tego mutanta to pociągnęła za nią Lasair (tak mam zgodę gracza), bo nie powinny się rozdzielać. Podobno siła w grupie, ale Ruth wolała nie ryzykować, że któraś może ją sypać. Jeśli ,,przyjaciele" tego tutaj wrócą na miejsce zbrodni.
- Trzymamy się razem... Jasne? - powiedziała patrząc na każdą z nich, kiedy wlazły do tego budynku za czarnulką. - Czy któraś z was umie się bronić lub posiada jakąś broń? - dodała po chwili by wiedzieć na czym stoją. Nie jedno przeszła towarzysząc swojemu bratu-bliźniaku. Wiedziała na czym należy się skupić na wrogim terenie. Broń, jedzenie, schronienie..., a przede wszystkim zrobić wszystko by przetrwać.
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-24, 18:35   

Zdawało się, że tylko ty, Lasair potrafiłaś dostrzec w mężczyźnie coś więcej. Być może było to spowodowane dobrocią twojego serca, a być może miałaś co do niego jakieś przeczucie? Może gdyby dano ci chociaż odrobinę więcej czasu na zastanowienie się… Ale twoje nowe koleżanki nie podzielały tego optymizmu. Z pewnością miały w tym wszystkim trochę racji, ale przecież ty mimo wszystko wiedziałaś, że zabicie go było po prostu złe. Ale czy miałaś tutaj w ogóle coś do powiedzenia? One dwie na ciebie jedną, byłaś w mniejszości. Z przerażeniem obserwowałaś, jak Ricky chwyta nóż i chce skrócić męczarnie ledwo żyjącego, wypluwające z buzi ciemną ciecz… Zaraz, zaraz.
– Proszę… – wychrypiał, wbijając swoje charakterystyczne, niegdyś wesołe spojrzenie w twarz Lasair. I w tej jednej, krótkiej chwili wszystko zrozumiałaś. To spojrzenie wcale nie było obce, w tym spojrzeniu kryła się bliska ci osoba… Richard. Ale zanim zdążyłaś jakkolwiek zareagować – Ricky zadała śmiertelny cios.
Czy po tym wszystkim miałaś zamiar gdziekolwiek z nimi iść? Wiedziałaś, że Ruth ma rację i naprawdę nie powinnyście się rozdzielać. Ale czy mogłaś zadawać się z takimi osobami? Czy mogłaś z nimi gdziekolwiek iść? Niezależnie od tego, co miała zamiar zrobić Lasair, wy Ricky i Ruth z pewnością miałyście dużo racji, by znaleźć dla siebie cokolwiek, co pomogłoby wam w przetrwaniu. Ale czy w takiej ruinie było w ogóle możliwe znalezienie dla siebie czegokolwiek? Zaglądałyście do najbliższych budynków, ale jedyne co byłyście w stanie zobaczyć to stertę gruzu i brudu. Wszelkie butelki były puste, jakakolwiek żywność po prostu spleśniała… Już po chwili zrozumiałyście, że w najbliższym otoczeniu nie było kompletnie nic i będziecie się musiały zapuścić znacznie dalej. Ale czy było to bezpieczne? Być może o wiele lepszym wyjściem byłoby schowanie się w jednym z tych zawalonych budynków i poczekanie na… właśnie… na co? Na śmierć? I wtedy nagle… gdzieś z oddali usłyszałyście rozdzierający płacz dziecka.
[Profil]
 
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

77%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2018-09-27, 17:36   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie

  

   2 Lata Giftedów!


Nigdy nie mogła zrozumieć ludzi, którzy myśleli włącznie o sobie. Dlatego też nie mogła zrozumieć tych dziewczyn, czy na prawdę ich życie, bezpieczeństwo jest ważniejsze od pomocy od tego człowieka. Czy na prawdę nie mają w sobie krzty empatii by chociaż pomóc jej przenieść tego człowieka w bezpieczne miejsce. Później mogły robić co sobie chciały, ona by się nim zajęła i sama mu pomogła. Kiedy dziewczyna o ciemnych włosach schyliła się by zabić tego nieszczęśnika, a on błagał oraz spojrzał na Lasair tym błagalnym spojrzeniem. Poczuła się jakby dostała twarz, bo rozpoznała to spojrzenie, bo należało do Richa. Nim zdążyła zareagować, opchnąć dziewczynę i uratować jedynego człowieka, którego miała, kochała, ona go zabiła.
- Richard - wyszeptała cicho nie mogła tego zrozumieć. Jak to możliwe, żeby to był on. Jasne był mutantem, ale jego mutacja nie była widoczna. Nawet nie było w niej niczego szatańskiego. Nie chciała iść za dziewczynami, bo nie miała ochoty na nic jak tylko zostanie w tym miejscu. Miała gdzieś to, że tamci ludzie mogli wróci, bo przecież tak naprawdę oni go nie zabili. Zrobiły to jej towarzyszka, jedna zadając cios, a druga pozwalając jej na to. Kiedy dziewczyna o rudych włosach powiedziała, że mają trzymać się razem. Miała ochotę wykrzyczeć, żeby się spadały nie chciała mieć z nimi nic wspólnego.
- Nie... Nie mam zamiaru się z wami trzymać. On wcale nie był diabłem to wy jesteście złe. Nie obchodzi mnie to, co zrobicie. Wracam do Richarda, bo tak miał na imię człowiek, którego zabiłyście - powiedziała do nich. Miała gdzieś to co one zrobią. Musiała wróć do Richarda. Nie mogła pozwolić by jego ciało leżało tak na wierzchy. Nie zdołała mu pomóc więc mogła chociaż ułożyć prowizoryczny grób. Wystarczyła zasłonić jego ciało kamieniami, których tutaj było masa - gruz wszędzie się walał.
[Profil]
    [A+]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-09-27, 21:53   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


To nie miało sensu, brak jakichkolwiek informacji, zapasów, miejsc "bezpiecznych" to na prawdę były zgliszcza miasta w którym żyłyśmy, a teraz nie miały nic wspólnego z tym co znałyśmy. Na szczęście lub nie, znałyśmy plan ulic i miasta, bo przecież się po nim przechadzałyśmy setki jak nie tysiące razy. To był plus i z tego chciałam skorzystać. Spojrzałam na kobietę która pytała o broń. Uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Nóż i moje ręce mi starczą. - powiedziałam i rozejrzałam się. Znajdowałyśmy się w tym samym miejscu gdzie byłyśmy gdy miasto tętniło życiem. To musiało mieć jakiś związek. Jakiś mutant by nas tu przeniósł, albo nadal leżałyśmy tam gdzie wcześniej a teraz nam się to śni? Przecież takie rzeczy są w tym świeci możliwe. Chciałam wiedzieć czy jesteśmy tu same, czy jest możliwe że ktoś inny też został tu uwięziony. Tego nie byłam pewna, ale wiedziałam gdzie muszę iść. Mieszkanie. Tam musi coś być, muszę coś znaleźć. Taki miałam plan. Iść do własnego mieszkania niezależnie od tego ile osób i czy jakiekolwiek osoby staną mi na drodze. Spojrzałam z niedowierzaniem na kobietę o kręconych włosach. Złapałam ją na ramię patrząc prosto w jej oczy.
- Poznałaś go w naszym czasie? Wyglądał tak? - wskazałam na ciało głową. - nie wydaje mi się, więc zastanów się czy to na pewno był on. - powiedziałam puszczając ją i rozglądając jeszcze raz, ale nic się nie zmieniło. Przetarłam oczy i zrobiłam kilka kroków z dala od dziewczyn próbując swoją tarczą zgnieść pustą butelkę po wodzie czy jakimś soku. Miałam nadzieję że choć trochę się to ustabilizuje, ale wtedy usłyszałam to. Płacz dziecka. Przerażonego dziecka, aż dostałam ciarek. Spojrzałam na dziewczyny ze zdziwieniem. Nie miałam ochoty pomagać im się ogarnąć, ale miałam świadomość że to my możemy być jedynymi "prawdziwymi" ludźmi tutaj. Pokręciłam głową przecząco próbując wywalić ten dźwięk ze swojej głowy. Nie chciałam aż tak ryzykować.
- Niedaleko mam.... Miałam mieszkanie idę tam. Jeśli któraś chce może iść ze mną. Powinnyśmy znaleźć tam kilka rzeczy, które się przydadzą. - oznajmiłam i ruszyłam w stronę domu nie czekając na ich reakcję. Niech robią co chcą.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Ruth Duncan



Nie wolno lękać się niczego i uważać za zakazane czegokolwiek, czego pragnie w nas nasza dusza.

ożywianie snów

60%

Spytaj, a może powie





name:

RUTH X. DUNCAN

alias:
Lisica

age:
25 lat

height / weight:
168/52

Wysłany: 2018-09-29, 19:54   
   Multikonta: Christian & Wyatt
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Obserwowała całą sytuacje zabicie tego mutanta z lekkim znudzenie, bo logiczne było ulżeniu mu cierpieniu. Niż przeciągać je w nieskończoność. Tak czy siak i tak nie dały by rady mu pomóc. Nie bez sprzętu medycznego i znajomość medycyny. Niestety jej do lekarza było daleko. Jeśli chodziło o uderzenie w słaby punkt czy też jak najsłabszej powalić przeciwnika to wiedziała doskonale. Nie miała zamiaru ciągać go, bo tylko by je spowalniał.
Dlatego gdy było po wszystkim poszła za dziewczyną, która przestawiła się jako Sofia pociągając za sobą drugą dziewczyny. Na słowa towarzyszki z kręconymi włosami miała ochotę spytać. Serio? Co ją obchodziło jak tamten mutant miał na imię? Gdyby miała się przejmować każdą osobą, którą zabiła. Zastanawiać się jak miał na imię, czy miał rodzinę? Oszalała by prędzej...
- Ogarnij się dziewczyno... Mam gdzieś to jak miał na imię czy to był on czy też nie? Zrozum w końcu się dwie rzeczy. Jesteśmy w bagnie po uszy, całe miasto jest zawalone i jak widzisz nie ma żywność ani dobrego schronu. Również to, że i tak byś mu nie pomogła nie bez fachowej pomocy i sprzętu medycznego. A widzisz tutaj jakiegoś lekarza? - powiedziała do niej chociaż miała wielką chęć dzielić jej liścia, by zaczęła w końcu myśleć. Musiały sobie jakoś poradzić tą sytuacją, znaleźć bezpieczne miejsce, żywność i dowiedzieć się co tutaj się stało. Chociaż Ruth zastanawiała się czy to możliwe, by miasto ciągu chwili tak się zmieniło? Czy może jakiś mutant potrafi podróżować w czasie i wysłał je gdzie? Jeśli tak mógł wybrać jej lepsze towarzystwo. Niż laska, która zaraz połączę się na ciałem mutanta.
Widząc, że jednak chce iść do tego zmarłego mutanta przewróciła oczami i spojrzała na Sofie.
- Hmm... Widać nasz koleżanka ma inny plan. Możemy umówić się tak, że ja z nią tutaj zostanie, sprawdzę co to za płacz, a ty udasz się do swojego mieszkania i sprawdzisz czy jest coś tam potrzebnego. Spotkamy się tutaj za godzinę. Okej - powiedziała do niej, bo miedzy czasie dobiegł jej do uszów płacz dziecka. Jeśli Ricky się zgodziła na jej propozycję. Spojrzała na Lasair i rzuciła, by uważała na siebie tam na zewnątrz, a jakby co to krzyczała. Sama ściągnęła do swojego plecaka o ile go posiadała i wyciągnęła z niego sai. Nie wiedziała co może zastać przy dziecku. Wolała być przygotowana na każdą ewentualność.
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-10-02, 12:53   

Pomimo bestialskiego czynu, Ricky miała rację w jednej sprawie. Te rogi z pewnością nie powinny wystawać z głowy Richarda. Ale, czy na dobrą sprawę cokolwiek to zmieniało dla Lasair? Czy był sens dalej się z nimi trzymać skoro nie liczyły się z jej zdaniem? Czy był sens dalej się z nimi trzymać skoro zdecydowanie nie mogła im ufać?
Tymczasem Ricky z pewnością zaczynała się czuć bezradna, gdy jej moc po raz kolejny odmówiła posłuszeństwa. O co w ogóle w tym wszystkim chodziło? I czy odłączenie się od grupy w tym wypadku było aby na pewno mądre? Czy mieszkanie, do którego zmierzała w ogóle jeszcze istniało? Czy było tam czego szukać? Ale decyzja została podjęta, a Ricky tak po prostu odłączyła się od dwójki dziewczyn, znikając za ruinami najbliższego budynku. Jeśli Roseberry zamierzała się rozejrzeć po otoczeniu, to w tym momencie jedyne co udało się jej dostrzec to monitoring, który zdawał się śledzić każdy jeden jej ruch.
Z kolei przygotowana na samotną wyprawę Ruth, pozostawiła bezbronną Lasair i ruszyła w całkiem przeciwnym do Ricky kierunku. Płacz dziecka stawał się coraz donośniejszy, coraz bardziej rozdzierający, a mimo to Duncan nie była w stanie dostrzec nic, co wskazywałoby na miejsce pobytu małego człowieka. Dookoła był tylko gruz. Jedynie w oddali śmignęła jej dziwna, drewniana konstrukcja, ale czy dziewczyna w ogóle zamierzała to sprawdzić? W końcu jej misją było znalezienie dziecka…
Natomiast Lasair… była w trakcie wykonywania prowizorycznego grobu, kiedy pomiędzy gruzem wyłonił się kawałek lusterka. I kiedy przypadkiem w odbiciu natrafiła na swoje spojrzenie… coś przykuło jej uwagę. Na moment przerwała więc wykonywaną czynność i na dłużej zawiesiła wzrok na swoim odbiciu. Czerwone gałki oczne zdecydowanie nie były niczym normalnym…
[Profil]
 
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

77%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2018-10-03, 19:00   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie

  

   2 Lata Giftedów!


Oczywiście, że tak nie wyglądał, nie miał tych rogów, jego skóra nie paliła, wyglądał jak zwyczajny człowiek. Jednak nic to nie zmieniało, bo przecież poznała jego oczy, a to, że się zmienił. No cóż nie widziała go od dłuższego czasu. Nie wiedziała co spotkało go, ani nie umiała wytłumaczyć sobie dlaczego tak wyglądał. Może jego mutacja rozwinęła się do tego stopnia, że zaczęła wpływać na jego wygląd lub podano jakimś badaniom. Było wiele możliwość, ale nie chciała o tym myśleć. Dla niej to był Rich, a one go zabiły. Oczywiście, że jej zaufanie co do tych kobiet spadło jeszcze bardziej. Ona nigdy nie była by wstanie o tak zabić człowieka, bo przecież każde zasługiwał na życie. Dlatego nie rozumiała czemu tak się zachowały, a nie chciały jej pomóc.
Nie słuchała kobiet tylko wróciła do ciała mężczyzny. Przyklękając przy nimi...
- Przepraszam - wyszeptała zamykając mu oczy, tak dobrze jej znane, które nie raz spoglądała w czasie ich spotkań. Żałowała, że już nie będzie mogła w nie spojrzeć w nie. Jednak nie mogła dłużej siedzieć tutaj nad nim. Musiała przecież zrobić mu ten grób, by mógł spocząć. Żeby jego ciało nie było tak wystawione. Nie, które skały były na prawdę ciężkie. Jednak nie chciała ich podnosić za pomocą mocy, bo chciała to sama zrobić. Ona, a nie jej moc. Właśnie podnosiła kolejną skałę do grobu, kiedy dostrzegła kawałek lusterka. Odłożyła skałę, którą trzymała na bok i spojrzała na nie natrafiając swoje spojrzenie. Coś w nim jej nie pasowało... początkowo nie wiedziała co. Dopiero, kiedy spojrzała w swoje dostrzegła czerwone gałki. Nie wiedziała co je spodobało. Chwyciła lusterko i raz jeszcze spojrzała by upewnić się do swojego wyglądu. Czy może jej się nie przewidziało.
[Profil]
    [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6