Poprzedni temat «» Następny temat
Grupa I
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-09-11, 21:54   Grupa I



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-11, 22:09   

Otępienie, ból głowy, dziwne uczucie, jakby całe ciało było zdrętwiałe, jakby było obce. Ugh... To nie było miłe. Wasze powieki, tak niechętnie a jednak się otwierały. Mogłoby się wydawać, że były zamknięte całą wieczność, a jednak... Właśnie teraz znowu mogły dostrzec światło dzienne. Co się stało? Jak to się stało? I czemu tu jest tak cholernie mokro i nieprzyjemnie?!

Leniwe oczy w końcu przyzwyczajały się do tego blasku. Zaraz, blasku? Czy to właśnie nie była ostatnia rzecz, którą pamiętaliście, nim świadomość odcięła się całkowicie?
A jednak... Tu było inaczej. Biel nie była oślepiająca. Mieszała się z szarościami i rozpływała, pod zimnymi kroplami deszczu opadającymi na wasze twarze.

Nie. To zdecydowanie nie było przyjemne.

Zastane stawy nie chciały współpracować, gdy próbowaliście się jakkolwiek podnieść i rozejrzeć. O nie. To wydawało się teraz niemal niemożliwe. Potrzebowaliście co najmniej kilku minut, nim odzyskaliście jakąkolwiek sprawność we własnych kończynach. A gdy to się w końcu udało... Wcale nie było lepiej.
Viggo oraz Valerie mogli kojarzyć to miejsce. Może widzieli je w gazetach, albo mijali przed laty reklamy zachęcające do jego odwiedzenia? Nie odczuwali jednak względem niego żadnych emocji. Inaczej się sprawa miała jednak w przypadku Williama oraz Matilde, którzy mimo tak wielu zmian, wciąż mogli rozpoznać swój dawny dom...
Black Lake Bible Camp. Mogliby przysiąc, że to właśnie to miejsce. A jednak... Coś tu było nie tak. Przecież oboje dobrze wiedzieli, że z większości obozu zostało jedynie pogorzelisko, Ale to wszystko, te domki, te pozostałości... Wyglądały dużo starzej. Dlaczego to przepalone niegdyś drewno już porastało mchem i krzewami? Przecież to się nie dzieje w niespełna 3 miesiące, to za szybko... No i gdzie te wszystkie ścieżki, które niegdyś były tak wyraźnie wydeptane?
No i przede wszystkim... Dlaczego, tuż przed wami wszystkimi, znajdywało się tak wiele prowizorycznych nagrobków? I dlaczego wiele z nich wyglądało już tak staro, skoro żadnego z nich nie pamiętacie..?

___________________________________________
Techniczne:
- Każda z postaci budzi się w odstępie około 5 metrów od siebie. Poza waszą czwórką nie ma tu nikogo.
- Kolejny odpis MG pojawi się za ok. 72h [14 września, ok. 23]
[Profil]
 
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-09-12, 19:47   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Dlaczego właściwie się na to zgodziła? Ta myśl nie dawała jej spokoju od rana. Jak zwykle decyzje o pomocy Bractwu podjęła bardzo impulsywnie i przy świadkach, żeby Imari i Will nie mogli jej potem wybić tego z głowy. Oczywiście i tak potem próbowali to zrobić, zbiła ich jednak jakimś ogólnikiem, że "musi się jakoś odwdzięczyć i czuje się darmozjadem", co wcale nie załagodziło sytuacji, a jeszcze bardziej fakt, że odmówiła przywrócenia sobie mocy argumentując to "nie będę narażać Ims na taki ból znowu". Przez następnych parę dni Will się do niej ani słowem nie odzywał.
Serce obijało się jej o żebra, kiedy z nienaturalnie obojętną miną przemierzała ulicę w stronę stolika, który zajmowali Will i Matilda. Miała przeczucie, że brat już osobiście dopilnował, żeby jego głupia siostra była razem z nim w grupie. Może i się do niej nie odzywał, ale chciał ją mieć na oku, była to dziwnie pocieszająca myśl.
Ostatnie co pamiętała to fakt, że nie udało jej się nawet do nich dotrzeć...
Ostatni raz czuła się tak, kiedy przekroczyła granice swojej wytrzymałości. Całe ciało miała otępiałe, przed oczami miała mroczki, w ustach sucho, a żołądek zwinął się w ciasnych supeł. Miała oczy otwarte czy zamknięte? Zamrugała, ale nadal nie widziała nic konkretnego, tylko okropnie rażące światło, które powoli się rozmywało ukazując co raz więcej kształtów i kolorów. Spróbowała się podnieść jednak okropnie zakręciło jej się w głowie i ponownie opadła na plecy z dość głośnym stęknięciem. Wyglądało, że jedyne mięśnie, które na razie chciały z nią współpracować to te powiek. Leżała więc wpatrując się w podniszczony, zarośnięty dach nad jej głową, próbując wykrzesać jakieś myśli. Gdzie oni byli? Oni... jacy oni? Ah, byli... byli wcześniej... był Will! Była z Willem! I była Matilda! I inni z Bractwa! W Seattle. Byli w Seattle, a teraz byli... Zacisnęła mocno powieki i wzięła głęboki oddech starając się powstrzymać narastający atak paniki. Oblizała suche wargi i ponownie spróbowała się podnieść. Nie było to łatwe, ale w końcu jej się udało.
Ten budynek był cały zarośnięty, opuszczony... jak się tu znaleźli? Rozejrzała się niemrawo, czując się jakby dopiero co obudziła się z wyjątkowo złej drzemki. Ściany wyglądały jakby zaraz miały się zawalić, odwróciła głowę z konsternacją rozpoznając w wbitych w ziemie kijach, jak na początku uznała, krzyże i tabliczki z imionami i nazwiskami. Co do... mruknęła pod nosem, drapiąc się po głowie. Jej myśli nadal były nieco zaćmione.
Kątem oka dostrzegła ruch w odległości paru metrów. Odwróciła się gwałtownie w tamtą stronę, dostrzegając podnoszącego się z ziemi ogromnego, brodatego, strasznego mężczyznę. Siedziała centralnie na widoku, nie miała gdzie się schować, mimo to odruchowo poderwała się na nogi (nie była to zbyt mądra decyzja, jednak w tej pozycji łatwiej było jej się zerwać do ewentualnego biegu, a w swoją szybkość nie wątpiła).
-K-kim jesteś?! - odruchowo wyrzuciła z siebie pytanie, jak widać w tym momencie niewiarygodnie wczuwając się w rolę blondynki, która jako pierwsza umiera na horrorach.
[Profil]
  [0-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-09-13, 12:24   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Ta akcja zapowiadała się z początku spokojnie, ot zwykłe przechwycenie kogoś, kto naprawdę mógł nam się przydać. W razie problemów on miał robić innym kuku a młody, tymi swoimi protezami łapać pożądanego człowieka. Co prawda współpraca z nowym członkiem rebelii nie za bardzo mu się widziała, słyszał co chłopak przeszedł w życiu i doskonale wiedział że świeżo, po takich wydarzeniach ludzie nie są zbyt stabilni, w końcu kto miał o tym wiedzieć lepiej niż on?
Wszystko byłoby w porządku gdyby nie ten pierdolony rząd i ich jakże subtelne działanie, no nic pieski zobaczyły piłeczkę i od razu się na nią rzuciły co w sumie miało dla niego naprawdę niewielkie znaczenie, nie było ich zbyt wielu i mężczyzna był niemal pewien że we dwójkę doskonale sobie z nimi poradzą. On był w stanie chwilowo wyeliminować czterech, może pięciu z nich w tym czasie młody dałby radę złapać pożądanego przez nich mężczyznę i dostarczyć go do ich kryjówki gdzie spokojnie mógłby się ukrywać przed rządem. Cały plan jednak wziął w łeb gdy obiekt runął nad ziemię pod ciężarem któegoś z psów a kolejną rzecz jaką pamiętał było białe, oślepiające światło.
Na szczęście nie trwało to za długo. Czuł że leży na ziemi, czuł też jak wysoka trawa łaskocze go po twarzy. Do jego świadomości nie dochodziły żadne niepokojące dźwięki to też przez chwilę nawet nie miał zamiaru wstawać. Dopiero po dłuższej chwili otworzył oczy, no póki co wszystko mu pasowało niebo wyglądało jak niebo, nadal było niebieskie i z chmurkami więc aż tak źle z nim nie było. W tym momencie dotarło do niego jednak że, o ile nie wylądował jakoś na czyimś balkonie to ta trawa nie pasowała mu za bardzo do miejsca w którym się znajdował.
Chwilę mu zajęło zanim podniósł się do siadu, bo szczerze mówiąc dość wygodnie było mu na tej trawce. Nie wiedział gdzie dokładnie był, wydawało mu się że to obóz tego no, przedszkola dla mutantów, wyglądał tylko dużo gorzej niż się spodziewał. No w jego przekonaniu budynki wyglądałyby tak dopiero po kilku latach a może i więcej. Dostrzegł też krzyże, które ich otaczały, lecz nie zrobiły na nim jakiegoś większego wrażenia, ot oznaczenie miejsca gdzie leżą trupy, wskazanie że jak dobrze pokopiesz może znajdziesz jakąś cenną błyskotkę. Z tego wszystkiego wyrwał go jednak jakiś kobiecy głos. Mężczyzna spojrzał w jej stronę po czym, naprawdę od niechcenia podniósł tyłek z ziemi.
- Świętym mikołajem, byłaś grzeczna?- zapytał z cwanym uśmieszkiem po czym powoli zaczął sprawdzać kieszenie. Uff, miał fajki, miał też wódę - mogło być przecież gorzej! - A ty? Kim jesteś?- rzucił do dziewczyny, mając nadzieję że jej humor nie będzie aż tak wyśmienity jak jego. No w każdej chwili mógłby ją też zabić, nie wyglądała na jakiegoś trudnego przeciwnika.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-13, 18:34   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Może i w normalnych okolicznościach nigdy nie znalazłaby się w podobnej sytuacji, a tym bardziej nigdy nie wzięłaby udziału w podobnej akcji. Od zawsze wolała się trzymać na uboczu, myśląc jedynie o swoich czterech literach. Ale to nie były normalne okoliczności, czyż nie? Już od jakiegoś czasu właściwie była pozbawiona jakichkolwiek wyborów. I nie, nikt jej do niczego nie zmuszał. Wręcz przeciwnie. I chyba właśnie w tym tkwił cały problem.
Nie zamierzała siedzieć bezczynnie, kiedy on miał zamiar narażać swoje życie. Przecież dopiero co uzgodnili tę kwestię. Nie mogła pozwolić, by coś mu się stało. Nie przeżyłaby, gdyby coś mu się stało. A skoro on szedł… ona też szła. I nie, nie zamierzała ustąpić. Nie w tej kwestii. Przecież… przecież musiała dopilnować, by nic mu się nie stało. Musiała mieć możliwość użycia swojej mocy. Musiała przy tym nim być. Bo to tak działało, prawda? On szedł, to i ona szła. Nie bardzo rozumiała co się wydarzyło, kiedy nagle poczuła się tak tragicznie. Ale z całą pewnością nie widziała w tym nic podejrzanego, bo przez ostatni czas praktycznie ciągle się źle czuła. Jedno drobne omdlenie więcej nie robiło jej różnicy. A przynajmniej tak jej się wydawało do momentu, kiedy nie przeszył ją ostry ból głowy i ponownie nie była w stanie otworzyć powiek. Matilde momentalnie przyłożyła dłoń do skroni, zupełnie jakby to miało ją uchronić przed tym okropnym światłem, a potem… zaraz, zaraz.
To zdecydowanie nie była ulica w Seattle. To zdecydowanie nie była jakakolwiek ulica. Drzewa, las, obrośnięty mchem dziwnie znajomy budynek. Wallace zamrugała kilkakrotnie powiekami, nieufnie rozglądając się dookoła. Skąd ona właściwie znała to miejsce? Próbowała się podnieść, ale nie było to najłatwiejsze zadanie. Kręciło jej się w głowie, a kości jakby odmawiały posłuszeństwa. Musiała zemdleć. Czy to możliwe, że coś złego się wydarzyło i zemdlała i wtedy Will zabrał ją w… to dziwne miejsce? To nie miało sensu. Nawet jak na niego. Matilde przełknęła cicho ślinę, ponownie zmuszając się do wstania. I huh. Wtedy usłyszała głosy rozmów i wreszcie dostrzegła inne osoby. W tym Hoppera. Huh. Czyli jej teoria o jego kolejnym zajebiście genialnym pomyśle mogła pójść do kosza. Wallace posłała mu zdezorientowane spojrzenie, wysoko wznosząc brew, a potem… wreszcie się podniosła. I nie, nie miała nastroju na pogawędki. Nie przestraszyła się jakoś specjalnie brodatego Mikołaja. Po prostu zrobiła kilka kroków w kierunku tych nagrobków, by lepiej im się przyjrzeć. I wtedy… wtedy uzmysłowiła sobie, że faktycznie znała to miejsce. Black Lake Bible Camp. Dziewczyna przełknęła cicho ślinę, dotykając dłonią jednego krzyża w poszukiwaniu jakiegoś napisu, czegokolwiek.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-09-13, 19:41   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Oczywiście, nic nie mogło pójść gładko, prawda?
Ciężko powiedzieć, że się tego nie spodziewał. Może nie w taki sposób, ale choć w pewnym stopniu to było do przewidzenia. Powinien był wiedzieć, żeby dać Claire bardzo ważne zadanie, jeszcze dalej od miejsca gdzie faktycznie miała się dziać akcja - oczywiście, nie mówiąc jej, że nie ma co liczyć na jakiekolwiek fajerwerki. Powinien był mocniej się sprzeciwiać, żeby Wallace tu za nim nie szła, a przynajmniej została w bezpiecznej odległości, zwłaszcza teraz. Ale, oczywiście, tego nie zrobił. To byłoby zbyt mało bezmyślne, jak na niego. Z resztą, co miało się stać? Przecież mieli swoich ludzi w tłumie, a tych z DOGS nie było tak dużo. Poza tym, o ile Caire faktycznie mogłaby sobie odpuścić, powinna być bezpieczna na swoim stanowisku, a moc Wallace mogła uratować jemu albo komuś innemu życie. Przygotowali się do tego, zrobili swój research. Byli uzbrojeni i mieli swoje moce. Wszystko miało pójść gładko, prawda?
Cholera, zgadnijcie co się stało.
Kilka sekund, dla większości za krótkich żeby zarejestrować cokolwiek istotnego, dla Axona wystarczających, żeby odnaleźć wzrokiem Tima, atakującego go agenta DOGS, zacząć sięgać po broń i znaleźć najlepszy możliwy tor lotu pocisku... Po czym wszystko zaczęło się zamazywać. Świetnie, wręcz wyśmienicie.
Hopper, najprawdopodobniej jako jedyny, nieszczególnie odczuł skutki tego omdlenia. Jasne, głowa nieco go bolała, świat nieco wirował, ale dajcie spokój, przy jego migrenach to było niczym. Poza tym, był na podwójnej dawce metadonu, przecież wiedział, że na akcji nie może sobie pozwolić na choćby najmniejszy błąd, a to był w końcu metadon. Nawet gdyby wziął jeszcze jedną tabletkę, przy swojej obecnej tolerancji funkcjonowałby zupełnie normalnie.
Pewnie dlatego, kiedy tylko otworzył oczy, zaczął dokładnie analizować otoczenie. Wallace i Claire tutaj były, to była równocześnie dobra i zła wiadomość. Nie potrzebował się zastanawiać, żeby wiedzieć w którym miejscu w Black Lake się znajdował, chociaż groby (obrzucił je pobieżnym spojrzeniem, szukając cech charakterystycznych i szczegółów, z których mógłby wyciągnąć więcej informacji) dość mocno zmieniały krajobraz. Nie musiał poświęcać też zbyt wiele czasu, żeby na podstawie stanu okolicy ocenić ile minimalnie lat, przy najgorszych możliwych warunkach zewnętrznych musiało minąć - dziesięć. Co nie miało najmniejszego sensu, ale cóż, zaskakująco mało rzeczy w życiu miało sens. Na ten moment, najprawdopodobniejsza wydawała się wizja albo iluzja wywołana przez jakiegoś mutanta, Tima... albo jedynej osoby, która nie pasowała do wzorca ich grupy [Viggo]. Jeszcze przed chwilą nie było go w pobliżu, a poza tym, Hopper go nie znał, co już na starcie sprawiało, że mężczyzna był podejrzany. Nie ma się co dziwić, że Will nie tracił czasu i po prostu wycelował w niego odbezpieczoną broń.
- Nawet nie myśl o używaniu broni ani mocy - powiedział spokojnym głosem. Oczywiście, to był po części strzał na ślepo, ale o ile Tim nie był niesamowicie potężny, to musiała być sprawka obcego. Poza tym, jeśli nie trafi, nic się nie stanie, a jeśli dobrze obstawiał - będzie wyglądał obcemu na mniej zagubionego, łatwiej będzie mu przejąć kontrolę nad sytuacją. - Kim jesteś i co tutaj robisz, Santa?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-14, 22:13   

Towarzyszyło wam to dziwne rozkojarzenie, choć powoli umysły chyba adaptowały się z nową sytuacją, podobnie, jak ubrania zaczynały przemakać od wciąż wzmagającego się deszczu. Towarzyszył wam tylko szum natury, przerywany przez wasze krótkie wypowiedzi. Nerwy z całą pewnością nie były tu pomocne...
I gdy tak Valerie walczyła ze strachem przed nowo poznanym Mikołajem, u którego z całą pewnością nie chciałaby siedzieć na kolankach, a William już mierzył w niego bronią. I tylko Matilde wydawała się bardziej zainteresowana tymi nagrobkami, które przecież w ogóle tu nie pasowały...
Część z prowizorycznych pomników nie miała żadnych tabliczek, a wyrycia na kawałkach drewna zdążyły się już na nich wytrzeć bądź zarosnąć. Widać też było różny stan, w którym krzyże i płyty się zachowały. Te, przy których znalazła się nasza droga panna Wallace z całą pewnością wyglądały na jedne z najstarszych. Przejeżdżając po jednej z płytek dłonią, gdy tylko zgarnęła z niej zebraną już na niej ziemię, mogła zauważyć dość niedbały napis:
Ukryj: 
Axon
✝ 4 VII 2018


Czy to mogła być prawda? przecież coś tu wyraźnie nie grało, coś tu było nie tak. A jednak... To wszystko było zbyt prawdziwe, by po prostu to odrzucić.
Czy odważycie się spojrzeć na inne nagrobki? A może raczej szybciej wspomożecie ten prowizoryczny cmentarz kolejnymi, nieopisanymi grobami..?

____________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [17.09, ok. godz. 23]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
[Profil]
 
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-09-15, 16:54   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Biedny mózg Val nie nadążał za tym wszystkim co się działo wkoło niej. Święty Mikołaj? Czy była grzeczna? Oczywiście, że była ale co tu się do cholerny jasnej odpierdalało to też by chciała wiedzieć! Ściągnęła brwi, odruchowo cofając się do tyłu, kiedy mężczyzna wstał. Był ogromny. W starciu nie miałaby z nim żadnych szans (jak zresztą z prawie każdym), nie mogła więc dopuścić do tego, żeby odległość między nimi się zmniejszyła. Może nie mogła utrzymać sprintu specjalnie długo, ale potrafiła się do niego zerwać, a potem mogła już biec i biec i biec... ale właściwie gdzie miałaby pobiec? Gdzie oni byli?
-Bardzo zabawne. - odparła łamiącym się głosem, wyduszając z siebie nerwowy śmiech. Mokre włosy lepiły jej się do twarzy, ograniczając widoczność, nerwowo założyła je za ucho, o mało co nie dostając zawału, kiedy nagle usłyszała głos Willa. Odwróciła się gwałtownie w stronę brata, z zaskoczeniem dostrzegając, że ten celuje z broni prosto w Mikołaja. Nie miała czasu na zastanawianie się kiedy i jak nauczył się strzelać, bo hej!, w tej chwili wyglądało jej na to, że była to niesamowicie duża zaleta Hoppera. W skupieniu obserwując sytuacje, czując jak serce obija jej się o klatkę piersiową, powolnymi krokami, zaczęła nieco okrężną drogą przesuwać się w stronę brata, dopiero wtedy dostrzegając stojącą przy krzyżach Matilde. Ściągnęła wargi powstrzymując się przed zawołaniem widocznie skupionej dziewczyny, skoro on nie zamierzał im zdradzić swojej tożsamości, ich też powinny zostać tajemnicą, prawda?
Przełknęła ślinę. Czy jej się wydawało czy Wallace nie wydawała jej się jakoś specjalnie zagubiona? Czyżby znała to miejsce?
[Profil]
  [0-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-09-16, 12:16   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Nie podobało mu się to, co tutaj się działo. Owszem blondyneczka była całkiem całkiem, ba mężczyzna nawet puścił jej oczko gdy stwierdziła że jest bardzo zabawny, no może i wylądowali gdzieś na jakimś zadupiu co nie znaczyło że nie mógł mieć okazji na szybkie i przyjemne zaciśnienie reakcji z wystraszoną blondyneczką.
- Spokojnie mała, nic Ci nie zrobię- powiedział jeszcze już bez cwanego uśmiechu, spokojnym tonem. Cóż, kobitka wyglądała jak wystraszona łania i był niemal pewien że jeśli jej nie uspokoi to ona padnie mu tutaj na zawał.
I wszystko byłoby pięknie gdyby nie jakiś laluś, sądzący że kim to on nie jest wycelował do niego z pistoletu. Kątem oka mężczyzna zauważył jeszcze ciemnowłosą kobietę, cóż najwidoczniej mały kogucik chciał na siłę zostać samcem Alpha i pokazać co to nie on. Mężczyzna prychnął z rozbawieniem i już miał się mu odgryźć i potraktować go mocą gdy gdzieś w głowie zaświtało mu że skądś tego ryja zna, założył ręce na szerokiej piersi i przyjrzał się mu uważnie mrużąc przy tym oczy.
- Wyluzuj Hopper, bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę. - zaczął z parszywym uśmieszkiem na ustach, dokładnie obserwując każdy jego ruch, cóż w każdej chwili mógł sprawić że dzieciak zacznie się zwijać z bólu, coś jednak mu mówiło że sojusznicy bardziej mu się przydadzą. - Jestem Pain Muffin, a Wy to kto? Wydaje mi się ze razem wpadliśmy w jakieś gówno.- dodał jeszcze naprawdę resztkami siły woli powstrzymując się by nie pobawić się z mężczyzną, wolał jednak mieć sojuszników, w końcu nie mieli pojęcia gdzie byli i co się stanie a tak, będzie miał kto zginąć przed nim.
Ostatnio zmieniony przez Viggo Hetfield 2018-09-16, 15:01, w całości zmieniany 2 razy  
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-16, 13:46   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde starała się za bardzo nie zwracać uwagi na to co działo się w towarzystwie obok. Jakoś nieszczególnie widziała zagrożenie w Mikołaju, który najwidoczniej całą swoją postawą chciał zrobić z siebie nie wiadomo kogo. Broda i odpowiednia postura nie były wszystkim. Zresztą, nie obchodziło ją to. Kątem oka zauważyła, jak Will celuje do mężczyzny bronią, ale niespecjalnie ją to przejęło. Jeśli chciał do kogoś strzelać, jeśli chciał kogoś zabijać… proszę bardzo. Nie zamierzała go powstrzymywać, bo najzwyczajniej w świecie ufała jego osądowi. Ufała też jego umiejętnościom i wiedziała, że był stokroć lepszy od tego brodacza. Nie miała się czym przejmować, dlatego zajęła się oglądaniem tych nagrobków. Coś w tym wszystkim niesamowicie ją niepokoiło i po prostu… po prostu musiała się czegoś dowiedzieć.
I kiedy tak ścierając ziemię z krzyża zobaczyła ten napis, gwałtownie zrobiła krok do tyłu, zupełnie jakby się oparzyła. Nie do końca zrozumiała to co zobaczyła. A przynajmniej nie od razu. To wszystko docierało do niej stopniowo, zupełnie jakby myślała z jakimś opóźnieniem. Nogi… miała jak z waty. Wallace musiała się przytrzymać krzyża, by nie osunąć się na ziemię.
– Nie… – wyszeptała w powietrze, kiedy nagle coś ścisnęło ją w klatce piersiowej. To nie mogła być prawda. Lipiec 2018 rok…. – Nie – powtórzyła łamliwym tonem głosu, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, kiedy właściwie zaczęła się trząść… Przecież… przecież obiecał jej kilka lat. Wallace nie mogła oddychać. Kilka lat, a nie jeden pierdolony miesiąc. Próbowała wziąć oddech, ale klatka piersiowa bolała ją do tego stopnia, że oddychanie nie było możliwe. – Nie… – a potem nie słyszała już głosów, nie widziała obrazów. Coś szumiało jej w uszach, coś zakłócało poprawne widzenie… Ale to nie miało znacznie. Nic nie miało znaczenie, kiedy… kiedy ktoś kogo… kochała….
Uderzyła w nią fala bólu, paraliżując ją od stóp do głów. Nie było miejsca, które jej nie paliło. Miała wrażenie, jakby wewnątrz niej został wzniecony pożar, który teraz pożerał ją od środka. Płonęła i nie mogła zrobić nic, by to zatrzymać… I tak po prostu opadła kolanami na mokrą ziemię, wydając z siebie głośny, zrozpaczony, rozdzierający krzyk: – NIEEE!
Wallace wręcz krztusiła się swoimi łzami, nie potrafiąc nad sobą zapanować. Nie, nie, nie, nie. Kilka lat. Kilka pierdolonych lat. Nie była w stanie oddychać, nie była w stanie przestać drżeć. I jedyne, jedyne czego teraz pragnęła to to, by wśród tych krzyżów znalazła się i jej nazwisko… Miesiąc… Został im miesiąc, a ona była w ciąży i… Wallace zamknęła oczy. Chciała, by to wszystko się skończyło. Chciała przestać czuć. Przestać istnieć. Przestać żyć.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-09-17, 21:38   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To było dość oczywiste, że Hopper nie uwierzy temu nieznajomemu. Nic ci nie zrobię? Za jakich idiotów on ich uważał? Tyle dobrze, że przynajmniej Claire sama podeszła w jego stronę, nie musiał jej nijak uświadamiać, że to był dobry pomysł... ale za to, żeby równowaga plusów i minusów sytuacji się wyrównała, obcy wyskoczył z jego nazwiskiem. Opcje były cztery: kiedyś się poznali, rozpoznał go przez poszukiwania Gardnera, rozpoznał go przez poszukiwania policji albo rozpoznał go, w jakiś sposób przez Bractwo. Pierwsza opcja odpadała, Hopper by go rozpoznał. Jeśli padło na drugą, powinien go jak najszybciej zastrzelić. Trzecia? Możliwe, że Will będzie musiał przez pewien czas się nie wychylać, ale sprawa była stara. Przy czwartej wiedział stanowczo zbyt dużo o Bractwie, a to oznaczało że Hopper musi w najbliższym czasie znaleźć przeciek. We wszystkich czterech przypadkach, był skończonym idiotą, skoro pozbawiał się przewagi wynikającej z zaskoczenia czy wewnętrznego źródła informacji. Ba, wyglądało jakby próbował mu tym zaimponować.
I kiedy Will zorientował się, że coś niedobrego działo się z Wallace, a potem usłyszał jej krzyk, w pierwszej chwili chciał zastrzelić nieznajomego. W końcu mieli umowę - żadnego używania mocy, nie ważne jaka by nie była, prawda? Mimo wszystko tknięty jakimś dziwnym przeczuciem, nie nacisnął spustu.
- Młoda, sprawdź czy nasz święty Mikołaj jest wystarczająco głupi, żeby używać na niej mocy - powiedział spokojnym tonem, celowo nie używając ich imion. To że mężczyzna wiedział kim jest Hopper nie znaczyło, że musi dostać informacje o dziewczynach na tacy. Cały ten czas Will nawet nie spuścił wzroku z mężczyzny, aż nie dostał potwierdzenia od Claire, że z Matilde nie dzieje się nic powiązanego z mocą mężczyzny. Dopiero wtedy opuścił pistolet, spokojnym tonem rzucił coś o tym, żeby nie zachowywał się jak skończony idiota, który bardzo chce zakończyć swoje życie i dopiero wtedy podszedł do Wallace. Może nie było tego po nim i jego braku reakcji widać, ale cholernie się martwił. Musiał ją zabrać w jakieś suche, bezpieczne miejsce.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-18, 18:57   

Z ulgą mogliście odczuwać, że wcześniej towarzyszący wam ból głowy i mięśni zaczynał tracić na sile, myśli stawały się coraz bardziej przejrzyste, a kończyny - sprawne. Wszystko jakby wracało do normy - przynajmniej, jeśli chodziło o wasze organizmy. Bo przecież wciąż widzieliście dookoła siebie to dziwne miejsce, które nijak nie pasowało do znanych wam norm rzeczywistości.

Nie można było też mieć żadnych wątpliwości - napięcie wokół was rosło, wzmagane tą niepewnością i brakiem zaufania. I zdawało się, że nawet względnie przyjazne nastawienie Hetfielda niewiele tu zmienia - broń przez kolejne kilka chwil była w niego wycelowana - tak długo, dopóki młoda panna Blanc nie potwierdziła, że reakcja Wallace nie jest wynikiem korzystania z mocy, a... Zobaczenia nagrobka. Czy jednak ten napis i blondynce coś mówił? Czy znała ona pseudonim swojego brata i zrozumie, czemu tak bardzo cierpiała brunetka? I czy pozostali tu zebrani zwrócą uwagę i na inne płyty nagrobne?

Wcześniej towarzyszący wam szum opadających kropel wody został nagle przerwany czymś... Dużo głośniejszym. Przez szare chmury nie byliście jednak w stanie dostrzec nic, poza czerwonymi, rozmazującymi się światłami, przesuwającymi się po niebie z niezwykłą prędkością. Czy to ptak? Czy to samolot? Nie byliście w stanie określić - żadne z was do tej pory nie spotkało się ani z takim dźwiękiem, ani z podobnym widokiem... Czy wcześniejszy krzyk Wallace mógł mieć z tym coś wspólnego?

Wprawne oko mogło dostrzec, że w najbliższej okolicy nie macie żadnego miejsca na ukrycie się - otwarty teren z nagrobkami nie tworzył żadnego labiryntu, nie dało się też dostrzec żadnego świeżo wykopanego dołu. Domki, które resztką sił stały nie nadawały się też do żadnej sensowniejszej obrony - w niektórych z nich brakowało części ścian, w innych sufitu i dachu, w kolejnych - widać było wypalone i wystrzelane olbrzymie dziury. Zapewne jedynie małe dzieci byłyby w stanie wykorzystać je do zabawy w chowanego. A za domkami... Krył się jedynie las, który chyba nawet minionego czasu, wciąż nie zdołał się zregenerować po płomieniach, które nawiedziły Black Lake Bible Camp... Tylko... Kiedy?

__________________________________________
Na odpisy MG czeka przez 72h [21.09, ok. godz. 20]. Odpis MG pojawi się do 24h po tym czasie. Możliwy szybszy odpis w wypadku wcześniejszej reakcji wszystkich postaci.
[Profil]
 
 
Valerie Blanc



And I find it kinda funny, I find it kinda sad the dreams in which I'm dying are the best I've ever had

teleportacja

23%

drama queen





name:

Valerie Blanc

alias:
Claire Hopper

age:
20 lat

height / weight:
165 / 50

Wysłany: 2018-09-20, 11:39   
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie


Dzięki Bogu mocą Valerie nie było czytanie w myślach, bo to co sobie Mikołaj myślał na jej temat z pewnością by jej nie uspokoiło, a wręcz doprowadziło do jeszcze większego stresu. Ostatnie czego chciała to figlowanie na jakimś zadupiu z takim starym dziadem (ah, ten piękny wiek kiedy każdy po 30 jest już nad grobem).
Cały czas drobnymi kroczkami przesuwała się w stronę Willa, w napięciu przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy dwoma mężczyznami. Przystanęła zszokowana, kiedy usłyszała swoje nazwisko... Znaczy, Willa nazwisko. Spojrzała badawczo na brata widząc, że też jest tym nieco zaskoczony, czyli brodacz go znał a on brodacza nie? Dziwna sytuacja. Nie dane jej było jednak zbyt długo nad tym rozmyślać, ponieważ otoczenie przeszył mrożący krew w żyłach krzyk Matildy. Wzięta z zaskoczenia Blanc aż lekko podskoczyła, serce prawie wyskoczyło jej z klatki piersiowej.
-Jasne! - odpowiedziała Willowi i zerwała się biegiem w stronę brunetki. Val przeszła kompletnie na tryb automatyczny, nie wiele zastanawiając się nad swoimi poczynaniami po prostu działając. Dopadła do dziewczyny i objęła ją ramionami. -Co się dzieje? Coś cię boli? - wyrzuciła z siebie typowe pytania których uczą na pierwszej pomocy, jednocześnie rozglądając się wkoło. Nagrobek przed którym klęczały należał do jakiegoś Axona, pierwszy raz słyszała to imię. -To ktoś kogo znasz? Zaraz lipiec... nie było jeszcze lipca, Matilda, to nie może być prawdziwe, mamy maj. - mówiła cicho i spokojnie, nie było szans żeby stojący dalej mężczyźni ją słyszeli. Starała się jakoś uspokoić dziewczynę, racjonalizując nieco sytuacje, jednocześnie wzrokiem wyłapując Willa - skinęła lekko głową na znak, że nie jest to wpływ mocy brodacza.
Kiedy Will do nich dotarł odsunęła się lekko dając mu możliwość złapania płaczącej dziewczyny, kiedy nagle... -Co do kurwy? - wyrwało się z delikatnych ustek. Blanc wpatrywała się w czerwony cień, który najprawdopodobniej wydał ten przerażający dźwięk. -Musimy uciekać, wstawajcie! - odwróciła się na pięcie w stronę przyjaciół, chwytając mocno Matildę za ramię i bezlitośnie ciągnąć w górę. Jednocześnie posłała Willowi nieco spanikowanie, czekające na rozkazy spojrzenie. On tu był mózgiem, prawda? Niech wydaje do cholery te rozkazy!
[Profil]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-20, 20:05   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopperowi został miesiąc życia – koniec historii. Koniec czegokolwiek. I w pewnym sensie z chwilą, w której zobaczyła ten napis… czuła się, jakby naprawdę przestała być częścią tego świata. Jakby już tutaj po prostu nie należała. I niby wiedziała, że inni byli obok. Niby dochodził do niej głos Valerie, niby czuła jak blondynka obejmuje ją ramionami. Ale… ale co z tego? Nie była w stanie oddychać, nie była w stanie wydukać z siebie słowa, nie była w stanie nawet na nią spojrzeć. Była jak… jak jakaś szmaciana lalka z którą można zrobić dosłownie wszystko. Nic nie miało dla niej znaczenia, nic jej nie obchodziło. Jedynie, kiedy Valerie pytała o jej samopoczucie, na usta Wallace wkradł się smutny uśmiech. Czy coś ją bolało? Nie było miejsca, które ją nie bolało…
Matilde próbowała otworzyć oczy, ale dość szybko się poddała. Nie miała na to siły. Nie miała ochoty. I jedyne o czym tak naprawdę teraz marzyła to… to zostać tutaj. Chciała leżeć skulona na trawie ze świadomością, że kilka metrów głębiej znajduje się… znajduje się jej Will. A potem… a potem może i łaskawy los zabierze i ją. Przez ciało Wallace przeszedł kolejny spazm bólu. Nie miała nawet pojęcia, że żywy Hopper właśnie do niej podszedł. Nie miała pojęcia co się dzieje. Nie miała pojęcia, dlaczego ktoś nagle szarpie ją do góry. Nie. Nie miała siły walczyć z tym czymś co ją ciągnęło, ale… ale ona naprawdę nie chciała stąd iść.
– Zostaw… mnie… tutaj – wycharczała słabym głosikiem, mając nadzieję, że to w czymś pomoże. Cokolwiek się działo… mogli uciekać bez niej, ale ona chciała tu zostać. Tu… tu było jej wszystko. Pod Matilde znowu ugięły się kolana.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-09-20, 22:18   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace była naprawdę w złym stanie i Will nie potrzebował szczególnie dużo czasu, żeby zorientować się jaki był tego powód. Jego grób. Świetnie, to było właśnie to, czego teraz najbardziej potrzebowali. Jedyny plus był taki, że Claire nie miała pojęcia, co właśnie widziała i sama nie wpadła w jakąś histerię. Will profilaktycznie rozejrzał się po innych nagrobkach. Chciał wiedzieć, czy któreś z nich zawierają znajome nazwiska i czy dziewczyny nie zaczną mu za chwilę bardziej panikować.
- Mattie, spójrz na mnie. Jestem tutaj. To wszystko to tylko jakaś pokręcona wizja, jak wtedy na moście - mówił cicho, po hiszpańsku, obejmując dziewczynę. Ostatnie czego potrzebował, to żeby Claire dowiedziała się o czym była mowa.
Oczywiście, na liście rzeczy, których wolałby uniknąć w tym momencie, były też pierdolone czerwone światła, hałasujące jak pojebane, ale nie umieścił tego na pierwszym miejscu listy, więc świat niewiele to obchodziło. Wallace nie miała zamiaru wstawać, Will złapał ją, kiedy tylko zobaczył jak kolana uginają się pod dziewczyną i nie jest w stanie ustać. To oznaczało, że będzie musiał ją nieść... a to z kolei oznaczało, że nie dadzą rady schować się tak szybko i skutecznie, jak powinni. Musiał zapewnić bezpieczeństwo siostrze, ale przecież nie mógł tutaj zostawić Matilde. To nie dawało mu zbyt dużego wyboru. Wyciągnął głębiej schowany rewolwer. Był prostszy w obsłudze niż pistolet, nie trzeba było go odbezpieczać, wystarczająco mocny, żeby jedno, nawet niecelne trafienie z krótkiego dystansu kupiło jej dość czasu na ucieczkę.
- Trzymasz go obydwoma rękami, mocno, ma spory odrzut. Nie kładź palców koło bębenka, palec wskazujący powinien być w tej części koło spustu. - Nie będzie jej przecież w tym momencie tłumaczył co znaczyło po wewnętrznej stronie kabłąka. - Żeby wystrzelić, musisz docisnąć do końca spust. Celuj w korpus. Daję ci go tylko na wszelki wypadek, okay? Ukryj się w którymś z tych domków. To lata, więc zwracaj uwagę na sufit, pamiętaj że może cię namierzyć z góry. Przyjdę po ciebie, nie wychodź. Damy sobie radę. Idź, TERAZ - po jego głosie było słychać, że nie miał czasu na kłótnie. Claire musiała go posłuchać. Nie da rady pilnować ich obu na raz, kiedy Matilde była w takim stanie.
- Mattie, proszę... - kontynuował cicho po hiszpańsku. - Musimy stąd iść. Wszystko ze mną w porządku. To nie jest prawda. Kilka lat, pamiętasz? Ale tutaj nie jest bezpiecznie. Musimy iść.
I jeśli nie udało mu się przekonać Matilde, żeby wstała, podniósł ją. Domki były zbyt zniszczone, żeby w dwójkę dali radę się tam ukryć, zwłaszcza kiedy ją niósł, ale musieli zniknąć z otwartej przestrzeni. Jedynym rozsądnym wyborem wydawał się las, cokolwiek w nim było.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6