Poprzedni temat «» Następny temat
Sklep Into the Rabbit's den
Autor Wiadomość
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-07-29, 11:37   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


| z ulicy

Uśmiechnąłem się zadowolony z siebie, bo oto NAMÓWIŁEM. Nie musiałem nawet zanadto się produkować. Mój urok osobisty, trochę franszczuzyzny i warzywów wystarczyło, by pod Imari nogi się ugięły… do szybkiego działania, jakim miało mieć przecież porwanie mnie, prawda?
Nim jednak to się stało, złożyłem szybkiego i niespodziewanego buziaka na jej policzku, po czym powróciłem przytulić swoje torby. DOSŁOWNIE, bo przecież nie mogłem ich z powrotem wziąć jak normalny człowiek za uszy, tylko musiałem się wygłupiać. To chyba towarzystwo przepięknej kobietki, jaką była panna Blanc, tak na mnie działało. Chwała, że nowe autko miało tę opcję z automatycznie otwierającym się bagażnikiem. I że nie miałem tam w nim żadnych ofiar dzisiejszego dnia… Chwilowo, właściwie. Hehe. Dobrze, że nie wszystkie moje myśli wychodziły poza obręb mojej głowy, bo w innym wypadku Imarka i świat mieliby mnie za niemałego terrorystę. O ile już nie byłem za niego uważany…?
Wpakowałem to i, jeśli Imarka już sama nie wpakowała się do środka samochodu, to jej elegancko otworzyłem drzwi od strony pasażera. A co! Chyba nawet robiłem to przed Lucasem w sumie…
- To gdzie zmierzamy? – zapytałem jej, dalej ciągnąc rozmowę po francusku, mimo że przebywaliśmy już w moim samochodzie, który teoretycznie nie miał żadnych podsłuchów. W praktyce miało się to dopiero okazać.
Uśmiechnąłem się do niej i w międzyczasie odpaliłem nawigację na niewielkim ekraniku wbudowanym w panel.
- U Imari? Czy Herbatki Imarki? – kontynuowałem wypytywanie o miejsce naszego celu, poniekąd drażniąc się z nią w związku z jej herbaciarnią. Choć wyglądało to na kpienie sobie z biznesu dziewczyny, to tak w rzeczywistości, to szanowałem i zapewne zrobiłbym wszystko, byleby go ocalić. Ale może zatrzymajmy dla siebie tego Agenta, bo jeszcze wyszedłbym na bohatera czy coś.
- Mówiłem ci już, że ślicznie wyglądasz? – wyparowałem po chwili, patrząc w te niebieskie (?) oczy.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-29, 13:05   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Była pewna, że przypisywał to swojej niesamowitej czarującej osobowiści i przystojnej twarzy i w ogóle wszelkim zaletom, jakie tylko posiadał.
- Ej - fuknęła na niego, ale jedynie rozbawiona tym buziakiem, nie zdenerwowana. Co mogła poradzić na to, że jest uroczy.. nadal? Nic. Właśnie nic, co ją też denerwowało przy okazji, bo przecież był.. no, artefaktem przeszłości przecież. Teraz, tak naprawdę, powinien być jej obcym człowiekiem. A jednak nie potrafiła go tak traktować i to mogło być.. najgorszą opcją. Obserwowała jak idzie z torbami, rozbawiona, jak zazwyczaj w jego obecności. Wsiadła zapewne sama do środka, nie robiąc z siebie kompletnej pierdoły i usiadła z przodu na miejscu pasażera.
- Phil! - szturchnęła go w ramię z oburzeniem - Naprawdę myślisz, że tak bym herbaciarnie nazwała? - pokręciła głową i westchnęła teatralnie.
- Into the rabbit's den - podała mu nazwę po angielsku, żeby mógł ją wbić w nawigację.
- Nie, w całej tej rozpiętości komplementów, które mi powiedziałeś, tego jeszcze nie było - parsknęla, ale zaczerwieniła się - Czemu jesteś tak beznadziejnie uroczy? Nie przeszło ci to przez tyle lat.. - samochód zapewne ruszył przez uliczki Olympii.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-08-05, 14:44   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


A kiedy widziałem, dostrzegałem, jak działam na Imarkę, to tym bardziej nie mogłem się powstrzymać, by jej tu nie prawić komplementów, nie uwodzić czy coś. To po prostu było silniejsze ode mnie i, można powiedzieć z przymrużeniem oka, że również byłem ofiarą tego działania. Bo z każdą chwilą chciałem więcej, bliżej i… STOP! Otóż to, dokładnie tak, a nie inaczej. W związku z tymi myślami, niechybnie musiałem utrzymywać pokerową twarz, bo groziła mi dekonspiracja, a wcale nie byłem jakimś niewyżytym misiem-pysiem.
Z drugiej zaś strony, to kiedy tak siedziała sobie obok i eksponowała nogi, i niewinnie się tak burzyła, przy czym wyglądała niemożliwie uroczo… Jak mogłem nie być zbokiem? Huehue.
Wróciłem wzrokiem na drogę. Into the rabbit’s den było naszym celem, więc już tam wklepane trwało sobie w GPSie. Miałem ochotę droczyć się z nią dalej w związku z nazwą jej herbaciarni, ale jakoś tak popadłem w nostalgię w związku z tym naszym spotkaniem. Ta Imari siedziała tuż obok mnie, żywa, cała, dokładnie w jednym kawałku i, jak za dawnych czasów, jaśniała. I dyskutowała zanadto. Jeno wziąć pacnąć palcem po nosie!
Beznadziejna uroczowość zaś powinna zabrzmieć beznadziejnie, ale nie brzmiała tak wcale, mimo że wiedziałem, że w jakimś sporym stopniu zawiodłem ją lata temu i najpewniej bardzo dobrze to pamięta. Być może stąd brała się ta owa beznadziejność, ale sam sobie byłem winien. I winien posiadaniu niewyobrażalnie wielkiego uroku.
- Taki oto mój dar i zarazem moje przekleństwo – wyrecytowałem, choć sam przed chwilą tą wymyśliłem, ale ręki nie dałbym sobie odciąć, że już gdzieś tego nie słyszałem. Jakaś lekturka? Idk. – Ale spokojnie, Imarko. Nie jestem non stop uroczy, a zazwyczaj po prostu mniej… uroczy? Na szczęście znasz mnie z tej lepszej strony, więc nie narzekaj. Nie chciałabyś mieć do czynienia z tym nie uroczym Agentem – stwierdziłem i nagle też złapałem się na tym, że w sumie panna Blanc nie znała mnie jako Agenta, tylko jako Phila.
- Znaczy Philem… Ostatnio bardziej znany jestem jako Agent, Agent Lucasa. Pewnie kojarzysz Lucasa Hope. Jestem jego agentem i niańką, i… w sumie wszystkim. Nie ma czasu myśleć o drobnych sprawach, bo ciężko pracuje – stwierdziłem. Wcale nie z kpiną, bo ja chciałem, by Lucas bawił się w modelingu. W nim i wyłącznie nim, a nie tańczył jak mu zagrają jakieś D.O.G.S.Y. Może znajomość z nimi mogła się przydać… Ale to też niezmiernie wielkie ograniczenia. Gardziłem. Ale no, jeśli mowa była o Lucasie, to ja mówiłem zawsze z wielką dumą.
Ale to również wciąż ten lepszy ja – dodałem rozbawiony już po angielsku.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-08-05, 15:07   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


On udawał, że wcale nie widzi jak Imari na niego reaguje, a przy tym wcale nie próbował się dystansować do niej w żaden sposób, a ona wmawiała sobie, że to jest kompletna głupota i może być najgorszą decyzją w jej życiu. Skad miałą wiedzieć co się działo przez te lata? Może teraz naprawdę bylby dla niej zagrożeniem? Cóż, chyba nabawiała się powoli paranoi przez to wszystko, co działo się w jej życiu..
- Dobrze, doprecyzujmy. Przy mnie zbiera ci sie na bycie uroczym, najwyraźniej. Być może przy innych kobietach też, tego nie wiem, tak czy siak, wychodzi ci to wybitnie dobrze - sprecyzowała po chwili, uśmiechając się. Nie znała go specjalnie z innej strony, wszelkie "biznesy" te lata temu robił z dala od niej, a przynajmniej tak, jak się dało. Wedziała więc niewiele, a przy niej poważny bywał, i owszem, ale to nadal co innego.
- Nie, faktycznie, bo całkiem dobrze kryłeś się z tym, cokolwiek robiłeś. A potem całkiem dobrze kryłeś sie z tym gdzie byłeś, przynajmniej przez jakiś czas - odwróciła wzrok od drogi na niego, jakby ciekawa reakcji meżczyzny. Ale cóż, jak o tym myślała po czasie.. Ona byla wtedy ledwo pełnoletnia, on siedem lat starszy. Mógł nie mieć w planach niczego innego niż kilku miesiecy zabawy i odskoczni i tyle, a gdy zaczęło się robić zbyt poważnie po prostu uciekł. Czy mogła mu sie dziwić? Była dzieciakiem zapewne w jego oczach.
- Coś słyszałam. Naprawdę jesteś jego agentem? No proszę. Nie spodziewałam się ciebie w tej branży - zmienili temat - Ale wciaz cieszę się, że masz głowę na swoim miejscu po tych wszystkich latach, nawet jeśli wziąłeś się za bycie ochroniarzem i managerem. I niańką, jak sam stwierdzasz. - poprawiła torebkę, którą postawila sobie w nogach.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-08-07, 17:58   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Nie wiem czemu, ale na to sformułowanie inne kobiety, przed moimi oczami stanął nie kto inny jak Lucas… Czyżby aż tyle miał w sobie z kobiety, że nie tylko ja, ale też niechcący panna Blanc, zaliczaliśmy go w poczet babek. I to takich, przy których to mnie, panu Agentowi Lucasa, właśnie mnie, zbierało się na bycie uroczym. Hahaha. Może też miałem w sobie coś z biseksualisty? Huehuehue. Przemilczmy lepiej kilka faktów z mojej przeszłości.
- Taaak… Ach, te inne kobiety – westchnąłem niby to tak bardzo rozmarzony o tych innych kobietach, o których to wspominała towarzyszka mojej aktualnej podróży do jej własnej herbaciarni. Właściwie, czemu postanowiła robić biznesy z herbatkami? Jakieś widzimisię czy tak bardzo jej nie znałem, że aż wcale? – Inne kobiety… – powtórzyłem i chamsko obejrzałem się za jakąś pierwszą lepszą idącą chodnikiem i mającą przy tym na sobie zwiewną kiecajkę. Albo mniej zwiewną kiecajkę.
Chyba wciąż nie byłem poważny. Nie potrafiłem. Nawet wtedy, kiedy temat zahaczył o tę sprawę porzucenia, o której wspominałem sobie w swojej mądrej główce jeszcze chwilkę temu. Ach, tyle komplementów i takie wielkie bagno, bo faktycznie na moment moja mina mówiła PRZEJEBANE, ale zaraz te same wargi rozszerzyły się w uśmiechu, zaś dłonie nieznacznie się uniosły, bym mógł uderzyć w kierownicę. Mniej lub bardziej bezpiecznie… Przelotnie też spojrzałem na Imarkę i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Kolejne próby rozszerzenia uśmiechu może mogły się udać, ale mogły też się zakończyć porozrywaniem kącików ust i częściowo policzków. Hasztag, krawawo. Hasztag, nieromantycznie.
- NINJA! To wszystko wina ninja! – zawyrokowałem przy tym uderzeniu w kierownicę, a przy okazji też pospieszyłem z wyjaśnieniami. Bo to chodziło o te moje znikanie. Zawodowe. Bardziej. Lub mniej. Wiadomo.
- Wspominałem ci, że swoje dzieciństwo spędziłem w Japonii? Większość dzieciństwa… I moi staruszkowie mieli obsesje swoje i zajawki… Nadal mają, gdziekolwiek tam są. Cóż, w mojej rodzinie każdy ma swoje dzikie hobby, a moim jest czynienie przysług – Się wygadałem, bo to dla zmiany tego tematu… Poza tym fajnie by było zrobić coś dla Imarki. Nigdy nie ściągałem indyjskiej herbaty ani jakiejś takiej doprawianej jakimiś ziółkami… Nie no, w takie sprawy lepiej żeby się nie wkręcała. – Jeśli potem się upomnisz, to dam ci wizytówkę, bo aktualnie jest w miejscu, do którego lepiej, byś nie zaglądała – odparłem. I, uwaga!, tym razem już poważnie i tajemniczo.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-08-17, 16:59   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Parsknęła.
- Wzdychasz tak cudownie teatralnie, żebym była zazdrosna? Bo to chyba tak nie działa, jak się nie jest w zwiazku, hm? - uniosła brew, rozbawiona tym jak się oglądał za pierwszą kobietą którą na chodniku wypatrzył, a która nie miała 50 lat. A może miała tylko po prostu wygladała wybitnie dobrze? Możliwe, bardzo możliwe, czasem pięćdziesiatki wyglądały wybitnie dobrze, zależnie od genów i poziomu dbania o siebie.
Pokręciła głową na jego kolejną wymówkę i wróciła spojrzeniem na drogę, zagłębiając się w fotelu. Zapewne widziała, że cały zadowolony odwrócił twarz w jej stronę, ale wydawała się myśleć obecnie całkiem o czymś innym i nie zwróciła na to uwagi, a na pewno nie obejrzała się na niego. Westchnęła do siebie, bo najwyraźniej to, o czym myślała wcale jej się nie podobało. Nie skomentowała w zaden sposob sprawy z ninja i z dzikim hobby, najchętniej po prostu przewróciła by na to oczami, ale to też sobie darowała, bo nie imała pojęcia gdzie z tym zamierza iść, a wybitnie zmieniał temat.
- Hm.. Czy Lucas to nie ten, który tak uparcie promuje DOGS...? - spojrzała na niego, a jej żołądek zwinął się nagle w ciasną, cieżką, lodowato zimną kulę.
Wiedział. Wiedzial, że Imari jest mutantem. To wiedział na 100% przecież. Być może widział jej moc w akcji na kimś innym. Pracował dla Lucasa, a Lucas najwyraźniej pracował dla DOGS czyli własciwie mógł pracować też dla nich.
Czyli.. była w dupie? Ciemnej, ciasnej dupie? Wcale jej się nie podobalo. Dała się tak cudownie porobić komuś, kto nagle wrócił, a ona uwierzyła, że przeciez ludzie się nie zmieniają aż tak i wszystko jest ok. A on pewnie mógł założyć, że skoro w Kanadzie się zrzeszała z jakąś grupa to zrobi to też w USA.. Wiec mogła narazić siebie. I innych. Wszystkich. Swojego brata... Nagle zrobiło jej się słabo. A nie czuła się najlepiej ostatnio.. I nie powinna pewnie nigdzie wychodzic.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-08-21, 19:10   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Ugryzłem się w język, bo chciałem zaskoczony rzucić coś w stylu: TO MY NIE JESTEŚMY W ZWIĄZKU?! Ale to nie zabrzmiałoby zbyt dobrze w tle naszych ostatnich wspólnych (i to niezbyt wspólnych dosłownie) wspomnień. Właściwie, to w ogóle nie zabrzmiałoby dobrze i jedynie bardziej zagęściłoby atmosferę, która i tak, miałem takie wrażenie, zgęstniała przez same moje pomyślenie o tym. A kysz!
- Jestem tak boski, że zazdrość pozazwiązkowa to normalna sprawa[ w mojej obecności – wyrzuciłem zamiast tego na pełnym (niemalże) chilloucie. Nawet mrugnąłem do Imarki okiem, bo to moje oczko to też dodawało mi uroku. – Moja droga, nie analizuj, tylko płyn z prądem – podsumowałem tonem wielkiego mędrca, mając nadzieję, że to, że ta rada, będzie ją częściej stawiała na mojej drodze w niedalekiej przyszłości. I też jakoś się zatrwożyłem na moment, bo uświadomiłem sobie, że znowu nadaję po francusku. Można i tak.
- Od niedawna – odparłem za to w odpowiedzi na jej pytanie o Lucasa. Westchnąłem nawet. CI?ŻKO. Bo to, no, temat taki ciężki. – To mi akurat nie na rękę, bo robią z nim, co chcą, a on na to przystaje, bo mu się to podoba, jak gdybym ja wcale nie był lepszy od nich… A jestem lepszy i mógłbym bardziej. Mam nadzieję, że ostatecznie mnie totalnie nie wystawi do wiatru, bo chyba rozniosę go w drobny mak. Pomimo miłości… – stwierdziłem, właściwie dosyć bardzo otwierając się przed Imarką, bo w sumie, czy ja kiedykolwiek wyznawałem jej cokolwiek odnośnie innych osób? A szczególnie sprawki związane z moimi własnymi uczuciami? Cóż, najwyraźniej jej towarzystwo było dla mnie tykającą bombą.
- A co? Chcesz kontakt do D.O.G.S.? Jeśli chcesz, mogę cię uczynić sławną. Może również cię zapragną? Powinni – zmieniłem nieco temat, mierząc ją też wzrokiem i potakując jednocześnie. – Czy to ten budynek? – zapytałem też, bo podjechałem pod jej herbaciarnię i w sumie właśnie zaparkowałem zgrabnie na wolnym miejscu. I choć wiedziałem, że to właśnie ten sklep, to musiałem zapytać. By też zwrócić jej uwagę na fakt, że oto już byliśmy… Ale ten czas leciał.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-08-24, 18:13   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dobrze, że się ugryzł w język, bardzo dobrze, bo wszedł by na nowy poziom pogrążania się. Na kolejne żarty znów pokręciła głową, ale uśmiechnęła się. Nie, uroku nie stracił, to na pewno. Ale ona ostatnio była tak okropnie, okropnie zmęczona wszystkimi niedopowiedzeniami naokoło.. I nie tylko tym, oczywiście. Niemniej jednak, to nie był dla niej łatwy czas i czasem myślała, że chętnie by wróciła do tego, co było w Kanadzie.
- Aha. I ma mnie to uspokoić? Wiesz.. niekoniecznie jest mi z nimi po drodze..? - uniosła lekko brew, spojrzała na budynek i skinęła głową - Tutaj - potwierdziła.
- I wolała bym jednak, żeby DOGS mnie nie "pragnęło". ANi nie chciałabym być sławna. - wysiadła z samochodu i rozejrzała się, może trochę paranoicznie.
Ruszyła do wejścia, czekajac oczywiscie na Phila.
Tak. Zaczęła się bardziej stresować, bo to wcale nie musialo byc przypadkowe spotkanie po latach.. cholera. Jeszcze nie wiedziała.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-09-09, 11:51   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Nie rozumiałem tego jej negatywnego nastawienia do sławy. Oczywiście, zwracało się wtedy większą uwagę na siebie, ale żyło się w luksusie, poznawało innych sławnych ludzi, piło drogie drinki i rozbijało jeszcze droższymi samochodami, czego to ja akurat jej nie życzyłem, ale… Ale, właśnie, wygoda! Wygoda to skarb, który najlepiej zatrzymać przy sobie jak najdłużej. Ceniłem sobie swoje wygodne wyrko, wygodny samochód i wygodną broń, która spoczywała sobie w samochodowym schowku, tuż obok wizytówek. Zabrałem ją stamtąd, kiedy Imarka trzasnęła drzwiami. Hasztag, kobieta niezależna. Złapałem również jedną czy dwie wizytówki.
- Jeśli DOGS cię zapragnie wbrew twej woli, to dzwoń – odparłem do niej przez samochód. Jeszcze nie miała mojego numeru telefonu, ale to się zaraz nadrobi. Wpierw wcisnąłem broń z tyłu, jak to robili na filmach, po czym elegancko poprawiłem zakupy w bagażniku. I tego trupa, którego tam nie było.
- Trzymaj, kocie. Agent Lucasa do usług – dodałem, kiedy wręczałem jej prostą wizytówkę do ręki. Na jednej stronie był elegancko pochylony napis Agent Lucasa, zaś z drugiej strony widniał numer telefonu. I tyle. Nic więcej nie było potrzebne moim odbiorcom do szczęścia, a w moim fachu prywatności trzeba było bronić w opór. Dlatego miałem chyba trzy różne numery telefonów, mieszkanie, dom i magazyn…ów parę do drobnych porachunków. Ale to wszystko w Seattle.
- To skoro nie chcesz być sławna, to może chcesz zmienić wystrój wnętrza? Znam kogoś, kto zna kogoś… Jest świetna! Albo też znajomy ma w planach zmieniać design restauracji. Jak coś, to mogę mu podszepnąć, by zostawił mebelki. Są jak nowe… i wcale nic nie mam nic do tej… zieleni. I tych wszystkich rzeczy również. Bardziej wygląda w sumie na sklep niż na kawiarnię… – skomentowałem bardziej do siebie niż do niej, ale swobodnie słyszała, co ja tam sobie mamroczę niecnie o jej herbaciarni. Luksusy i wygody szły się jebać przy tym miszmaszu, co nie oznaczało, że miejsce to nie miało klimatu, KTÓRY TO Z KOLEI BYŁ CZYMŚ JESZCZE BARDZIEJ SZLACHETNIEJSZYM OD LUKSUSU. Za luksusy można było płacić. Klimat trzeba było stworzyć, tchnąć w niego życie, cząstkę siebie… Chyba trochę za bardzo się rozklejałem.
- A może upieczemy dziś babeczki? – zapytałem ni stąd, ni z owąd, ruszając w stronę imarkowej herbaciarni. Chciałem zobaczyć, jak prezentuje się w środku. Miałem wrażenie, zakładałem normalnie albo nawet wróżyłem, że niebawem uderzę w coś głową i to się będzie kołysało albo spadnie z impetem, albo raczej to złapię, bo na trzecie było mi Szczęściarz.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-09-11, 20:15   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie, nie rozumiała takiego rodzaju sławy i na pewno w chwili obecniej nie czuła sie komfortowo mając w głowie CAŁĄ MAS? teorii spiskowych na temat tego, co się zaraz stanie. I zapewne nie popierała Philowego noszenia broni. Chociaż, w tym samym czasie, pewnie o tym wiedziała - jeszcze z radosnych czasów Kanady.
- To jedyna opcja mojego znalezienia się gdziekolwiek w ich bezpośrednim pobliżu, wiesz? Wbrew mojej woli, to znaczy - obejrzała się na niego, widząc jak poprawia spodnie, znaczy chowa broń, ale tego nie wyłapała. Miał w tym pewnie doświadczenie.
- Aha - zerknęła na wizytówkę, obracając ją w palcach - Jak enigmatycznie. Ale to twój oficjalny numer, więc raczej nie będę na niego wysyłać pijanych smsów, że tęsknie i kocham - parsknęła krótko, podnosząc wzrok. Westchnęła po chwilii i po raz kolejny pokręciła do siebie głową.
- Nie komentuj, to moje miejsce i wygląda właśnie tak, jak chciałam. Poza tym, to antykwariat przy okazji. I herbaciarnia, nie kawiarnia. Naprawdę nie wiem czy zasługujesz na ten kawalek ciasta.. - tak, Nora była pełna... wszystkiego. Antykwariat pełną gębą, z masą roślin, paprotek i innych takich, które zwisały i stały w różnych miejscach. Pachniało starą skórą, książkami i.. herbatami. Tak Imari wyobrażała sobie przytulność wlaśnie i utracone poczucie bezpieczeństwa. W takim miszmaszu wszystkiego.
- Ulepimy dziś bałwana, tylko, że nie? - obróciła się przez ramię otwierając drzwi i wchodząc do środka, by od razu ruszyć do lady.
Nie miała pojęcia czy może z nim szczerze porozmawiać i czy Phil w ogóle będzie chciał tak rozmawiać. Obawiała się, że jakikolwiek wariant "musimy porozmawiać" sprawi, że mężczyzna ucieknie. Dorosły facet, a... ech. Co mogła poradzić, że jakoś zawsze się za takimi ogladała? Może dlatego, że wyjątkowo latwo przychodziło jej matkowanie? Okropna myśl. Przerażająca.
- Pójdziemy na zaplecze? tam nikt nie będzie nam przeszkadzał - zaproponowała, podchodząc do lady na końcu pomieszczenia, schowanej za stosami rzeczy i kwiatami.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-09-13, 15:10   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


- Możesz dzwonić, jak się upijesz i będziesz mówić różne kochano-urocze rzeczy. Albo nawet wręcz przeciwnie – odparłem do niej, tak się rozczulając w opór już pod koniec pierwszego zdania. Tak bardzo, że ledwo nie dostałem cukrzycy. Ale kolejne to ja już normalnie i sucho, bo to jedynie opieprze mogły być… A nie, bo zapomniałem jeszcze o mokrych telefonach. Mokrych od łez, a nie z podniecenia. Imarka raczej nie była aż takim świntuchem, by mI tu sextelefony odprawiać, ale gdyby jednak się odważyła, to ja akurat nie miałbym jej za złe, gdyby zechciała. Zadzwonić raz czy dwa. Czy więcej.
Obserwowałem sobie jej zgrabne ciało i tak szedłem za nią, myśląc o tych sextelefonach. Może w tej chwili przesadzałem? Może powinienem zaprzestać z, ekhem, wiadomych powodów, ale chyba włączało mi się ponownie to coś, co wariowało w pobliżu takiej Imari Blanc. Już niemalże zapomniałem, jak jej piersi leżały w dłoni, a to było złe. Smutne na swój sposób. Podobnie jak te cienie pod jej oczami. Śniły jej się koszmary czy kompletnie nie spała z jakiś… rok?
- Siema! – rzuciłem do laski stojącej za ladą. Mrugnąłem jej okiem też, przez co może się zawstydziła, a może zachichotała? Chyba że to jakaś stara gburowata baba była, to może miała zakazać Imarce się ze mną spotykać? A może miała karabin za ladą? Jeśli chodziło o bezpieczeństwo Imarki, to może powinienem jej taką kobietkę na herbaciarkę podesłać do pracy? Jakoś tak incognito? Jak jakiś rozbój wejdzie albo pierwszy lepszy pies, to mu sitko zrobi z piersi. Albo z głowy.
Cóż, rozważymy później, bo teraz prowadzony byłem na zaplecze. Szybko pokiwałem głową, z pewnością zbyt szybko, i też uśmiechnąłem się zadowolony na ten pomysł. Zaplecza były takie intymne i jeszcze to Imarka mnie tam prowadziła, a nie ja ją. CO TO SI? DZIAŁO!? Huhuhu. Gorąc, gorąco mi się robiło.
- A mi publika nie przeszkadza… – rzuciłem sobie jeszcze tak od niechcenia, rozglądając się za blatami w okolicy. Dużo starych blatów zastawionych rzeczami. Dużą liczbą rzeczy. Imarka chyba wiedziała, czuła gdzieś w kościach, że moja noga tu w końcu postanie.
I złapałem jakiegoś kwiatka, bo by wziął i upadł. Przesunąłem ładnie i grzecznie, i z szacunkiem nieco bardziej na blat.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-09-13, 15:31   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Skąd pomysł, że będę ci mówić kochano urocze rzecy przez telefon? A może właśnie zadzwonię zwyzywać cię za.. wszystko? - wszystko co działo się zbyt wiele lat temu nie powinno jej obecnie wcale obchodzić, a równocześnie wzbudzało jakieś emocje i nie do końca wiedziała czy ma na to obecnie... miejsce? Czy w ogóle powinna? Czy to spotkanie rzędu tych, że potem wraca się do niego myślami jako do najgorszego pomyslu swojego życia? Nie miała pojecia, ale miała nadzieję, ze jednak nie.
- Dzień dobry - przywitała się z pracownicą, młodą, zwykłą dziewczyną w lekkim makijazu. Wyglądała raczej jak mól ksiażkowy niż jak party girl, ale żeby lubić pracować w miejscu takim jak to.. No, nie każdemy by to przecież odpowiadało.
Dobrze, że nie wiedziała co Phil ma w głowie, od jej własnych osobistych piersi po odstrzelanie głów DOGSom. Pewnie nie wiedziała by nawet jak zareagować.
Kobieta odpowiedziała im obu "dzień dobry" i uśmiechnęła się lekko onieśmielona do Neumanna.
I fakt, w pierwszym pomieszczeniu wszystko było zastawione kartonami, rzeczami, pierdołami rozmaitego rodzaju, ale następne drzwi prowadziły do niewielkiego pokoju, w którym mieściło się małe zaplecze kuchenne, rozkładana kanapa, stolik kawowy i jeden fotel. Zadziwiająco minimalistyczny wystrój, pozbawiony ozdób i na pewno nie bedący graciarnią. Stara lampka stojąca na malutkim stołku przy kanapie wręcz wyraźnie tam nie pasowała, reszta umeblowania była bowiem nowa, a raczej nie tyle nowa, co nowsza i nijak miała się do typowego wyposażenia antykwariatu, raczej Ikei, jeśli mamy porownywać.
- Mi przeszkadza, wiesz? - parsknęła, obracając się do niego - Raczej obecnie muszę uważać co mówię i gdzie i nie mam pojęcia czy w Norze nie ma właśnie kogoś, kto chce usłyszeć ciut więcej niż powinien. Zresztą nie mam też pewności, że takim kimś nie jesteś ty - wskazała na niego palcem na moment i mówiła całkiem poważnie - I czy jak stąd wyjdę nie wskoczy mi na głowę oddział DOGS, zupełnym przypadkiem... No nic, za późno chyba na takie dylematy. Herbaty? - zaproponowała, podchodząc do aneksu kuchennego.
Jeśli rozglądał sie za blatami, to tu ich było więcej - i to czystych!
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-09-24, 16:31   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Uśmiechnąłem się beztrosko. Dziewczyna – kolejna z kolei wielu kolejek – miała do mnie słabość. Co mogło tak poprawiać facetowi samoocenę, jak nie stado foczek lecące na jego, niesamowicie lśniący najwyraźniej, urok osobisty? Może potem z nią porozmawiam? Dowiem się tego i tamtego, zawiążę jakiś pakt, co by być na bieżąco-bieżąco ze sprawami Imarki? Kiedy ona miała urodzinki? Na pewno miałem gdzieś to zanotowane. Jakiś prezent… Do świąt jeszcze daleko, ale również mogłem już coś kminić. Jakieś specjalne bamboszki? Może sam wydziergam jej sweterek?
- Wiesz co, Blanc? Za bardzo się przejmujesz, za dużo myślisz – stwierdziłem. Diagnoza przez dr Neumanna została postawiona, teraz czas na leki. – Ale spokojnie. Teraz od trosk wszelakich masz mnie. Możesz swoje obawy wyrzucić. Teraz, serio w to wierzę, będzie lepiej.
Bo tak miało być. Jak zawsze. A skoro spotkałem Imarkę i to ten dla mnie kolejny szczęśliwy traf, szóstka w totku, więc dla niej również musiało to być coś sprzyjającego. Los nas łączył. Lubiłem ją bardzo, kochałem może nawet, bo jak jej tu nie kochać? I skoro jej szczęście, jej spokój ducha był moim, a mój miał sobie żyć na pełnym chilloucie, więc co tu się martwić? No, ewentualnie surowym, smutnym i niezwykle depresyjnym wystrojem wnętrz.
- Ty tu mieszkasz? To jedyny problem, jaki tu widzę. Ty też dostrzeż wyłącznie to – odparłem rozbawiony, tym samym kończąc niedawno rozpoczętą poważną rozmowę. Zbliżyłem się do Imari niebezpiecznie blisko, jak gdybym chciał ją objąć czule… bo to w sumie chciałem zrobić. Miała słabe pole ucieczki z tego miejsca, poza tym chyba właśnie o to jej chodziło, kiedy mnie tu przyprowadzała. Pragnęła poczuć się bezpiecznie. Zamierzałem jej to zapewnić, nawet jeśli na nerdowska nastka miałaby skończyć z dziurą na środku czoła. Tuż pod równo przyciętą grzywką.
- To łóżko musi być cholernie niewygodne. Wyglądasz na bardzo zmęczoną – wymruczałem pod nosem, odgarniając zagubione kosmyki z jej twarzy. To ten moment, ta chwila, kiedy brakowało tchu w obliczu piękna. Niewinna, piękna istotka… Miałem niewyobrażalną słabość do Imari. Nawet gdzieś tam pod tym spokojem, ukrywałem wściekłość na świat i na siebie trochę może, że musiała sobie sama radzić w tym chaosie.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-09-24, 17:17   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Fuknęla, opierajac się o blat przy kuchence i obserwując go z lekko wykpiwającym uśmiechem na ustach.
- Tak, pojawiłeś się i nagle wszystkie moje problemy mają zniknąć, tak? Bo mógłbyś być obok.. ile? Tydzień? Miesiąc? A potem znikniesz gdzieś, nie dając znaku życia, wrócisz po trzech miesiącach jakby nic się nie stało i będziesz oczekiwał, że przejdę nad tym do porządku dziennego? - zmarszczyla lekko brwi, gdy się zbliżył, ale nie wycofała sie. Pomijając już to, że nie miała gdzie to może zwyczajnie nie chciała? Nawet, jeśli jej ton był dość.. nawet nie zimny, ale czuć w nim było pretensje. Ciężko się jej dziwić. Dobrze, naprawdę dobrze, ze minęlo tyle czasu - przynajmniej dla Phila.
Cholera. Miała wrażenie, ze okropnie się zmieniła od czasu ich ostatniego spotkania, a z drugiej strony jak na niego patrzyła to coś jej w sercu topnialo i nie rozumiała dlaczego i jak na to powinna zareagować. Dlaczego miałoby jej zależeć na kimś, kto zniknąl bez słowa, a potem pojawił się gdzie indziej i nie próbował nawiązac z nią kontaktu?
Nowa dziewczyna w każdym porcie? Właściwie nie byłaby zdziwiona obecnie.
I mimo tych myśli dała mu podejść i uniosła twarz, by spojrzeć na mężczyznę. Powinna mu zaufać? Nie, nie wydawało jej się.
- Rzadko tutaj śpię, zwykle przyjmuję tutaj tylko.. tych, którzy potrzebują mojej pomocy - czyli jej mocy, tak naprawdę, jej umiejętności. Bo w końcu spała i mieszkała w Bractwie o czym nie musiał wiedzieć.
Tak, wyglądała na zmęczoną, na wykonczoną moca albo życiem albo jednym i drugim, nie odejmowało jej to lat, wręcz odwrotnie.
- Nie jest łatwo ostatnio - przyznała i dopiero po tej długiej chwili wyciągnęła ręce, żeby objąć go w pasie. Dziwne uczucie. Czy powinna czuć się z tym tak... swobodnie? Normalnie? ...bezpiecznie?
Jeśli zamierzał ją pocalować, to się przeliczył. Przytuliła się, opierając głowę o mostek Phila i odetchnęła ciężko.
- A tak naprawdę, co tu robisz? - zadała to pytanie nie podnosząc głowy.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2018-10-03, 18:06   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Chciałem ją pocałować, no chciałem, ale się nie pozwoliła, wtulając się w moją pierś. Co było robić? Przytuliłem ją do siebie tak, jak staliśmy, objąłem swym jakże męskim ramieniem i tak trwaliśmy przytuleni do siebie. Może potem? Może za dzień albo dwa? Albo tydzień czy miesiąc cały?
Właściwie, na zbyt wiele nie powinienem liczyć, po tym jak otwarcie wyrzuciła mi moje zniknięcie. Wiedziałem, że to było złe, ale los tak wszystko poukładał. Najwyraźniej nie było mi dane zdążyć przed tym, nim wyjechała. Nasze drogi musiały się rozejść – tak miało być. Podobnie teraz, ponownie byliśmy razem i to również miało mieć jakiś sens. Chyba. Takie rzeczy chyba właśnie zdarzały się w naturze.
Uśmiechnąłem się do siebie, bo Imarka nie mogła tego dostrzec. I tak liczyło się to, że była cała i zdrowa.
- Nie wiem, co tu robię. Po prostu… Może miałem poczuć się dziś kochany? Może ty miałaś poczuć się kochana? – stwierdziłem rozmarzony. W ułamku sekundy, mój uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej. Można go było swobodnie określić mianem łobuzerskiego. – Albo właśnie szczęśliwym trafem unikam jakiejś obławy czy innej pułapki… Może to D.O.G.S. zaostrzyło sobie na mnie pazurki? Ale to nie dziś, jeszcze nie dziś, chłopaki – zaśmiałem się, tak serio-serio, więc pod policzek Imarka musiała poczuć turbulencje.
- Albo jestem tu, by po prostu zniknąć twoje problemy? – dodałem jeszcze, bo mi się przypomniało to pytanie zadane przed ciągiem wyrzutów. – Imari, nie myśl o przeszłości. Minęło. Liczy się to, co nadejdzie. Skup się na tym… i mogę ci jakoś w tej chwili pomóc? Może zabrać cię do siebie? Odpoczniesz sobie. Plus taki, że D.O.G.S. nie będzie cię tam szukać – odparłem pozytywnie, niejako cisnąć bekę z faktu, że Lucas był w D.O.G.S. i D.O.G.S. go raczej nie miało podejrzewać o ukrywanie jakichkolwiek mutantów, bo po co? Lucas był Lucasem. Chyba liczyło się dla niego własne dobro… Niestety, ale i tak był super.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6