Poprzedni temat «» Następny temat
Izolatka nr 2
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-18, 23:50   Izolatka nr 2



[Profil]
 
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-10-03, 19:10   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


/02.10

Donny starał się być w dobrym humorze, kiedy zmierzał w stronę bloku X. Wiedział, że tego dnia miał dostać trudniejsze zadanie, nie tylko ze względu na wykorzystanie swojej mocy, ale też to na kim miał z niej skorzystać. Na blok X trafiali najbardziej niestabilni mutanci wymagający ciągłej kontroli. Czasem, pomimo ciągłych starań lekarzy DOGS pozostawali w fatalnym stanie przez długie tygodnie czy nawet miesiące. Pewnie gdyby on sam miał mniej szczęścia i mutazyna tak łatwo nie wyciszyłaby efektów ubocznych jego mocy, mógłby spędzić tutaj naprawdę dużo czasu. Cóż, przynajmniej to było lepsze, niż gdyby pochłonięty szaleństwem szwendał się po ulicach - cokolwiek właściwie na nich robił. To samo tyczyło się też innych mutantów. Nawet jeśli to był zakład zamknięty, był lepszy niż zostawienie ich samych sobie.
Mimo wszystko, Donny starał się nie pokazywać swoich wszystkich wątpliwości. Przecież ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała taka duszyczka, to kolejna porcja zagubienia - a w końcu tacy ludzie chłonęli emocje jak gąbka. Dlatego Donny starał się mieć jak najmilszą i najcieplejszą aurę, kiedy wchodził do pomieszczenia, oczywiście wcześniej legitymując się strażnikowi i pukając do drzwi.
- Cześć, Jesse. My się chyba jeszcze nie znamy, jestem Donny - przedstawił się, wyciągając do niej dłoń. Cóż, jeśli nie będzie mu chciała zaufać nawet na tyle, żeby uścisnąć jego dłoń, najwyżej zostanie z wyciągniętą dłonią. Gorzej, że może mieć problem z wejściem do jej głowy i znalezieniem problemu, który nie pozwalał jej zacząć funkcjonować normalnie funkcjonować. W końcu nie chciał niczego robić na siłę.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-02, 11:59   

|02.01

Był wczesny ranek tuż po dosyć hucznym świętowaniu rządowego Nowego Roku, którego dźwięki docierały nawet do najbardziej oddalonych, najmocniej zapomnianych części gmachu. Niestety, dla trzymanych tam mutantów nie istniało zbyt wiele powodów do świętowania. Wygłodzeni, spragnieni, pozbawieni dostępu do jakichkolwiek przywilejów, nawet jeśli wątpliwych, jakie dotychczas otrzymywali, tym razem również zostali pozostawieni sami sobie. W ciasnych, chłodnych pomieszczeniach nie znalazło się nic, co mogłoby chociaż trochę zmienić ich sytuację. Dokładnie tak jak w przypadku świąt, świat po prostu o nich zapomniał. Tym razem jednak wyłącznie na trzy dni, a nie - tak jak w Boże Narodzenie - na bity tydzień.
Około godziny szóstej dostarczono im także skromne racje pokarmowe, po prostu wrzucając tace i butelki do cel, a koło szóstej trzydzieści przystąpiono do zwyczajowego obchodu i podawania kolejnych porcji najsilniejszej dostępnej mutazyny. W końcu nowy rok oznaczał konieczność przeprowadzenia nowych badań, czyż nie? Zwyczajne odcięcie mocy przez obroże i specjalnie przygotowane pomieszczenia nie wchodziło w grę. Poszczególni mutanci musieli przejść dalej - wpierw do pokojów, gdzie z nimi rozmawiano, następnie zaś do laboratoriów. Zapowiadał się naprawdę długi i jeszcze bardziej rozrywkowy dzień, a Maria? Maria była dokładnie szósta w kolejce... Kolejce, z której - na trzy zabrane osoby - dotychczas powróciła wyłącznie jedna. Co gorsza, nie ta zabrana w pierwszej kolejności.
[Profil]
 
 
Maria Ortega



-

żywa pochodnia

49%

-





name:

Maria Ortega

alias:
Elvira

age:
27

height / weight:
170/59

Wysłany: 2019-02-03, 21:34   
  

   1 Rok na Giftedach!


Porażka.
Jedna myśl odbijała się w jej głowie, od momentu wytrzeźwienia. Bolesnego. Jeśli Maria wcześniej czuła przerażenie wobec swojej sytuacji, tak w łapach DOGS strach przybrał na sile. Na równi z gniewem, którego każdy przejaw był gwałtownie tłamszony. Za każdym razem, gdy bezskutecznie próbowała walczyć, brutalnie ściągano ją na ziemię. Nie było mowy o buncie. Marii ciężko było dostosować się do rygoru pod który wpadła.
Tak, getto dla mutantów już nie wydawało się takie złe. Mimo pragnienia wolności, Ortega z chęcią zgodziłaby się na zamianę izolatki na obskurne mieszkanie w kamienicy. Nie była tu jednak, żeby pytano ją o pragnienia.
Kara za bójkę na placu, nie mogła skończyć się zbyt szybko. Maria najpierw szarpała się, póki starczyło jej sił, ale z dnia na dzień, traciła na swoim wigorze. Istotną rolę miały w tym porzucenia, których doświadczyła. Zapomniana i pozostawiona bez jedzenia i wody, straciła siły, które pomagały jej przetrwać ostatnie dni. Myśli jakich doświadczała, wywoływały strach, łzy, rozczarowanie, gniew, bezsilność i zwątpienie. Marii zaczynały być wszystko jedno, bo raz zasiane słowa, prędko rozwijały się, karmione samotnością. Nie było nikogo kto miałby jej pomóc. Nikt nie myślał o dziewczynie, zamkniętej w pustej izolatce. Ortega była pozostawiona sama sobie, na łasce i niełasce DOGS.
Bez słowa przyjmowała kolejną dawkę mutazyny. Wyprowadzana z celi nawet jednym słowem nie okazała sprzeciwu. Po prostu ustawiła się razem z innymi w kolejce i wlepiła obojętne spojrzenie przed siebie.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-06, 00:25   

Po raz pierwszy od wielu tygodni wychodząc z ciasnej, pustej izolatki, Maria teoretycznie mogłaby poczuć ulgę, chwilowy powiew wolności. Oto bowiem znalazła się w innym miejscu, stojąc w nim już nie całkowicie sama, a w towarzystwie mutantów, których mogłaby dotknąć, gdyby zechciała to zrobić, z którymi mogłaby porozmawiać... Gdyby nie sytuacja, w jakiej ponownie się znalazła. Wrogie, nieprzyjazne spojrzenia strażników i sztywne, agresywne gesty, jakimi ustawiali kolejkę, nie sprzyjały bowiem jakimkolwiek oddechom. Wręcz przeciwnie - cztery ściany wcześniej zajmowanego pomieszczenia zdawały się być o wiele bardziej bezpieczne, zwłaszcza że za metalowymi, ciężkimi drzwiami, do których zmierzali wszyscy aresztanci, kryła się niepewność.
Kolejni mutanci powoli przesuwali się w kierunku wyjścia, pojedynczo wyprowadzani z ponurego, szarego korytarza oświetlonego ostrym, jasnym światłem bzyczących jarzeniówek. Pierwszy, drugi, trzeci i jeszcze jeden... Aż wreszcie ostatnia osoba, jaka dzieliła Marię od srebrnych drzwi - młoda kobieta o rudych włosach i przeraźliwie chudych, piegowatych przedramionach - opuściła pomieszczenie. Ortega nie wiedziała, ile mogło minąć czasu, nim przejście ponownie zostało otwarte, a strażnik z całej siły pchnął ją do środka.
Upadając na kolana, nie nabiła sobie jednak kolejnego siniaka. Jej wychudzone ciało uderzyło o podłogę wykładaną białym materiałem, jaki zwykło się wykorzystywać w celach psychiatryków. Tym samym tworzywem były także wyścielone ściany i sufit - ten sam, na którym malował się krwistoczerwony rozbryzg. Błyszczący i jakby... Świeży?
Rozglądając się dookoła, Maria mogła także dostrzec kolejne drzwi - identyczne jak te, które zamknęły się za nią z głośnym trzaskiem - umieszczone na przeciwległej ścianie. Pomiędzy dwoma przejściami, mniej więcej na środku pokoju, stało także metalowe biurko i dwa krzesła ustawione tak, by rozmówcy mogli być zwróceni twarzami do siebie, a jednocześnie rozdzieleni blatem. Na jednym, twarzą do mutantki, siedziała kobieta w średnim wieku. Włosy w odcieniu truskawkowego blondu upięte były w zgrabny, schludny kok, na stopy wsunęła srebrno-szare szpilki, a wymodelowane, wysportowane ciało ubrała w grafitową garsonkę. Wizerunku dopełniały również okulary połówki w srebrzystych oprawkach.
Dostrzegając wejście nowej rozmówczyni, nieznajoma wyprostowała się na krześle, najwyraźniej usiłując wymusić przyjacielski uśmiech na perfekcyjnie umalowanej twarzy, jednak kończąc z dosyć nieprzyjemnym grymasem.
- Proszę usiąść... - Zakomunikowała, a jakże!, idealnie kobiecym głosem, chwilę później poprawiając się na, jak zapewne sądziła, bardziej przyjazną formę. - Proszę, usiądź...
[Profil]
 
 
Maria Ortega



-

żywa pochodnia

49%

-





name:

Maria Ortega

alias:
Elvira

age:
27

height / weight:
170/59

Wysłany: 2019-02-08, 22:22   
  

   1 Rok na Giftedach!


Wlepiła spojrzenie w metalowe drzwi i przyglądała im się tak uważnie, jakby czekała, aż w końcu nie otworzą się po raz kolejny. Odczuwała duszną atmosferę, jaka panowała wśród całego ogonka kolejki. A może była ona jedynie wytworem jej wyobraźni? Osobistym odczuciem, którego nie mogła dzielić z innymi? Tęskniła za wolnością. Tęskniła nawet za śmierdzącym materacem, na którym spała w kamienicy. Pomyślała o ostatnim dniu, w którym miała okazję na nim spać. Ponownie pomyślała o wizycie Maysilee, rozmowie z nią o Hopperze. Ponownie przez jej myśli przeleciały dziesiątki pytań.
Podkrążone oczy dziewczyny, wydawały się większe niż kiedykolwiek. Sylwetka zgarbiona jak nigdy a mięśnie bolały, pozbawione witamin. Organizm był wykończony i rysowały się to na każdym, kogo Maria miała przed sobą.
Wszyscy udręczeni przez strażników, obawiali odezwać się choćby słowem.
Gdzieś głęboko w duszy, tliła się jeszcze iskierka nadziei i buntu, ale obecnie przygaszona przez przytłaczające emocje, nie miała szans na rozgrzanie Ortegi. Maria zagapiła się na rudzielca i podjęła próbę zrozumienia co oznacza jej spojrzenie. Bez szans. Nie widziała żadnego wymownego grymasu i nie miała pojęcia co czeka ją za progiem. W napięciu czekała na swoją kolej, ale bardzo pragnęła, żeby to nigdy nie nastało.
Popchnięta, łatwo utraciła równowagę. Lecąc na podłogę przed sobą, zdążyła wyciągnąć ręce, Chciała zamortyzować upadek, ale miękkie obicie zaskoczyło bardziej niż sposób w jaki ją tu wrzucono. Podniosła głowę i rozglądnęła się krótko, czując kiełkujący gniew. Zatrzymała spojrzenie na kobiecie i zaczęła podnosić się z podłogi. Prośba wydawała się komiczna. Bo jaki wybór Maria miała?
Wstała na równe nogi i powoli podeszła do krzesła. Spoglądała na kobietę, gdy zajmowała miejsce przed nią. Za grosz nie ufała nikomu, kto pracował dla DOGS. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądał na zupełnie niewinnego. Jak obecna urzędniczka. Milczała.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-02-12, 00:29   

Kobieta, pozbawiona jakiejkolwiek plakietki z imieniem czy czegokolwiek innego, co mogłoby chociaż sugerować jej personalia, bez słowa patrzyła na poczynania Marii, najwyraźniej nie mając najmniejszego zamiaru pomóc dziewczynie podnieść się na nogi czy usiąść na krześle. Pomimo skrajnego wyczerpania mutantki, nie kiwnęła palcem, by zrobić cokolwiek, prócz krótkiego, pospieszającego kliknięcia długopisem.
Kiedy zaś Ortega postanowiła zająć wreszcie wskazane miejsce, rudowłosa wyciągnęła prostą, białą, niezbyt grubą teczkę, kładąc ją przed sobą na stole. Dalej nie mówiła ani słowa, najwyraźniej czekając aż jej gość dostatecznie dobrze usadowi się na swoim siedzisku.
Dopiero po minucie czy dwóch, jakie przepełnione były całkowitym milczeniem, pracownica D.O.G.S. odchrząknęła kilka razy, odzywając się zadziwiająco głębokim, wręcz szorstkim głosem wieloletniego palacza. Najwyraźniej jej także nie oszczędzał los, przynajmniej nie pod tym względem.
- Maria Ortega, dwadzieścia siedem lat, panna, od dłuższego czasu przebywająca w Dzielnicy Ochrony Mutantów. Zgadza się? - Spytała, nie czekając jednak zbyt długo na odpowiedź, tylko kontynuując. - Zamieszana w organizację nielegalnego zgromadzenia prowadzącego do nasilonych aktów terrorystycznych w kwartale zamkniętym w Seattle w stanie Waszyngton, co zostało odnotowane w aktach. Tak samo zresztą, jak i wszelkie próby buntu oraz napaści. Zgadza się? - Wcale nie musiała ponawiać tego pytania, jednak najwyraźniej uznała to za słuszne, tym razem nie obdarzając już Marii uśmiechem. Wręcz przeciwnie, była śmiertelnie poważna.
- Zamieszkująca jedną z przydziałowych kamienic, sąsiadując między innymi z Samanthą Bartowski, Lasair Roarkedaughter oraz Tobiasem Jensenem... Znanym również jako Thomas Walker. Zgadza się?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 5