When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Kelnerka w SkyCity Restaurant
name:
Beth Delgado
alias:
Przypomnisz mi?
age:
46
height / weight:
169/65
Wysłany: 2018-08-18, 19:24 Kuchnia z jadalnią
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Nie spodziewałam się że mężczyzna odpowie na ten pocałunek, zabawne jak wiele z pozoru prosta rzecz może znaczyć, dla Marcosa z pewnością było to potwierdzenie że nie jestem wymysłem jego umysłu, albo kimś kto tylko się pode mnie podszywa. Dla mnie ten pocałunek, był pierwszym pocałunkiem jakiego doświadczyłam, nie pamiętam ani jednego który miał miejsce przed wypadkiem, coś jednak mi mówiło że doświadczałam swojego pierwszego pocałunku po raz kolejny z tym samym mężczyzną.
W jego zaszklonych oczach widziałam ile ten prosty gest dla niego znaczył a gdy przejechał nosem po mojej szyi zaśmiałam się cicho. Nie spodziewałam się jednak takiego wyznania, i naprawdę nie wiedziałam co powinnam mu odpowiedzieć. Czułam, że coś silnego było między nami, ja jednak tego nie pamiętałam...
- Widzę... - powiedziałam tylko cicho mając nadzieję że nie będzie miał mi tego za złe i że zrozumie tą całą sytuację.
Chwilę później szliśmy już ramię w ramię w kierunku mojego mieszkania, trochę dziwnie czułam się z tym, że nie muszę mu tłumaczyć drogi - Marcos wydawał się doskonale wiedzieć gdzie idziemy, mieszkanie które odziedziczyłam po matce nie znajdowało się daleko to też po kilkunastu minutach przekroczyliśmy próg mieszkania. Nie wiedziałam, jak wyglądało przed tym zanim tu zamieszkałam widać jednak było kilka zmian które powoli wprowadzałam mieszkając z matką. Zdjęłam szpilki ze swoich nóg, dopiero teraz uświadamiając sobie o ile niższa jestem od mężczyzny...
Jako że obiecałam mu obiad skierowałam kroki do kuchni połączonej z jadalnią gdzie powitał nas zapach świeżych lilii stojących w skrzyneczce na stole. Mimowolnie uśmiechnęłam się, widząc ulubionej kwiaty i czując ich piękny zapach.
- Rozgość się, napijesz się kawy?- zapytałam nieśmiało podchodząc do ekspresu, nie wiedziałam czy mężczyzna również lubi ten czarny napój, ja jednak potrzebowałam go w tej chwili, wiedząc że pewnie usłyszę kolejne informacje które mogą różnie na mnie podziałać. Wsypałam kawę do ekspresu, po czym wlałam wodę do odpowiedniego pojemnika. - Wiesz, to nawet trochę zabawne że dziś na siebie wpadliśmy. Pracuję jako kelnerka w restauracji i wczoraj przyszła do niej jakaś kobieta upierając się że jestem jakimś tajnym agentem, podobno nazywa się Charlotte Shelby i z tobą pracuje. To wygląda trochę jakby powiedziała ci gdzie mnie szukać...- powiedziałam spokojnie, obdarzając mężczyznę uśmiechem i przyglądając się jego twarzy, byłam ciekawa czy faktycznie zna tą kobietę i czy powiedziała mu cokolwiek na mój temat. Dopiero teraz, gdy pierwsze emocje minęły i byłam na swoim 'terenie" zaczynałam myśleć trochę trzeźwiej, wczorajsze spotkanie wydawało mi się dziwne to też szukałam potwierdzenia u mojego męża. W końcu jeśli tamta kobieta tylko zmyślała będę przynajmniej o tym wiedzieć, uprzedzić ochroniarzy w restauracji...
Gdy ekspres zakomunikował że kawa jest już zrobiona wyjęłam z szafki dwie filiżanki po czym powoli i uważnie nalałam do nich napoju. Podeszłam do mężczyzny i wręczyłam mu filiżankę, po to by po chwilę usiąść na blacie kuchennej wyspy. Cóż, chyba nigdy nie oduczę się siadać na kuchennych blatach, teraz przynajmniej nie musiałam zadzierać głowy do góry, by spojrzeć mu w oczy.
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
Jak mógłbym mieć cokolwiek za złe tej kobiecie?
Moja rodzina, moje dwie ukochane kobiety. To były jedyne osoby, które mogły dostrzec moją łagodniejszą stronę. Żadna z moich kochanek, żadna z innych kobiet nie widziała tej wrażliwości - dla nich wszystkich atrakcyjny był właśnie ten bijący chłód i logika ponad wszystkim. Jednak przy Beth i Albie... Nie potrafiłem zgrywać kogoś innego. Ten niewinny nastolatek czy młody mężczyzna sprzed 20 lat, sprzed zabaw z mafią wciąż się we mnie budził. Dla nich byłem inny, potrafiłem w sobie odnaleźć ciepło i zrozumienie, których mi brakowało w interesach. Czy można to było jednak uznać za coś złego? Czy właśnie taki nie powinien być mężczyzna dla swoich najbliższych? A może to była moją słabość, którą ktoś zechce wykorzystać przeciwko mnie..?
- Heh. Prawie nic się nie zmieniło. - Skomentowałem krótko wystrój, już w wejściu zsuwając z siebie buty, co by mojej ukochanej nie brudzić wypolerowanych podłóg. Miałem w sobie te resztki dobrego wychowania, wyniesione jeszcze z domu. Zapach kwiatów niemal od razu we mnie uderzył, budząc te cudowne wspomnienia, gdy po powrocie z "delegacji" Beth witała mnie już w progu, nie zdając sobie sprawy z tego, ile jej mężulek nawywijał w międzyczasie. Nie musiała jednak wiedzieć. Nie, gdy w grę wchodziły nie zawsze legalne czynności...
- Pytać mnie o chęć wypicia kawy, to jak pytać, czy potrzebujemy tlenu do oddychania, kochanie. - Zaśmiałem się, dość lekko. Ale no tak, przecież ona nie pamiętała. Nie wiedziała, że to nie papierosy i nie alkohol wciągnęły mnie w swoje sidła uzależnienia, a właśnie kofeina. Pociągnąłem jedno z krzeseł, które do tej pory stało przy stole, by usiąść bliżej blondynki, przy samych blatach. W tym też momencie zamarłem. Charlotte? Czemu? Czemu akurat ona?
Momentalnie ściągnąłem swoje brwi i z pewnością nie wyglądałem na zadowolonego. Czy ona... Czy ona mogła..?
- Co Ci powiedziała? - Zapytałem tonem nieznoszącym sprzeciwu i byłem niemal pewien, że moje ciśnienie się podniosło nawet bez tej kawy. Musiałem być pewien, że nie mówiła za dużo, że nie mówiła... O nas.
Szybko jednak się ogarnąłem, w końcu moja ukochana nic nie pamiętała. Nie musiała wiedzieć o moich wyskokach. Potarłem otwartą dłonią brwi, ciężko wzdychając.
- Charlotte to mój wspólnik. Pracujemy razem nad kilkoma projektami. Część z nich objęta jest ochroną i jest ściśle tajna. Nie powinna o nich rzucać w miejscach publicznych... Tym bardziej osobom postronnym. Tym bardziej, gdy Ciebie mogła uważać za... Jak to ujęłaś, tajną agentkę? - Stwierdziłem chłodno, starając się zapanować nad własnymi reakcjami. Nie chciałem pakować blondynki w swoje problemy, nie chciałem jej uświadamiać o moich działalnościach... Postarałem się jednak przywołać na swoje usta choćby lekki uśmiech, by nieco rozrzedzić tę ciężką atmosferę.
- Zrozum Beth. Dla nas wszystkich byłaś martwa. Charlotte... Wiedziała o tym, bo już od lat razem pracujemy. Bardzo mi pomogła w trakcie żałoby, gdy nie byłem w stanie się na niczym skupić. - Dodałem po chwili, próbując jakoś uargumentować całe to zajście. Po chwili się nawet zaśmiałem. - Ale nie, nic mi o Tobie nie powiedziała. Jak mówiłem na tarasie - to nasze miejsce. Zawsze tam chodzę, gdy mam cięższe dni. Pozwala mi się to zrelaksować. Nie musisz się w tym doszukiwać drugiego dna. - W końcu z siebie wydusiłem, możliwie jak najłagodniej, patrząc kobiecie w oczy. Mogłem to zrobić, bo te słowa były szczere jak żadne inne, które padły w tym pomieszczeniu. A przecież... Nie kłamałem ani chwili. Po prostu... Omijałem niektóre szczegóły, ale to dla jej dobra...
Uważnie przyglądałem się Elizabeth, gdy nalewała ten czarny napój bogów do filiżanek, i jak po chwili wskakuje na blat. Rzeczywiście, było to coś, co robiła nagminnie przez wszystkie te lata. I nawet, jeśli kiedyś mnie to denerwowało, dziś nauczyłem się już to tolerować. Kolejny raz uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy biorąc łyk kawy, obserwowałem ją zza filiżanki.
- Nic się nie zmieniłaś, Beth. - Skomentowałem krótko jej zachowanie, odstawiając naczynie na blat i samemu wstając z miejsca i podchodząc bliżej mojej ukochanej żony...
_________________
She was the light of my life And the light is precious in a world so dark...♥
When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Kelnerka w SkyCity Restaurant
name:
Beth Delgado
alias:
Przypomnisz mi?
age:
46
height / weight:
169/65
Wysłany: 2018-08-19, 15:48
Uśmiechnęłam się lekko słysząc że nic w tym miejscu się nie zmieniło, z moich odzyskanych wspomnień jak i zdjęć które pokazywała mi moja matka również wiedziałam że to mieszkanie od wielu lat wygląda tak samo, no może szafki były trochę bardziej zagracone...
- Nie miałam jeszcze czasu pozmieniać kilku rzeczy, próbuję uporać się z rzeczami które zostawiła matka a naprawdę tego dużo- odpowiedziałam spokojnie, cóż wszystko po kolei czyż nie ? Miałam jeszcze czas by wprowadzić zmiany w tym mieszkaniu.
Uśmiechnęłam się lekko pod nosem.
- Tak? To już chyba wiem czemu jej zapach mi się podoba..- odpowiedziałam wzruszając ramionami. Czyżby tak było nie tylko z zapachem kawy ale i innymi rzeczami które po wypadku miło mi się z czymś kojarzyły? Z pewnością będę musiała go o to zapytać...
Widziałam że nie podoba mu się to co ode mnie usłyszał, mi natomiast nie podobał się ton, jakim się do mnie zwracał. Może i nie pamiętałam swojego życia ale przecież byłam jego żoną i chociażby z tego powodu należał mi się szacunek, nie ważne jak zdenerwowany właśnie był. Założyłam więc ręce na piersi i przyjrzałam mu się uważnie dając mu chwilę na wytłumaczenie się. Cóż, dopiero po jego kolejnej wypowiedzi zrozumiałam dlaczego zareagował tak a nie inaczej... Z drugiej strony jednak ciekawiło mnie czym są te interesy.
- Jedyne co mi powiedziała po za groźbami to to, że razem pracujecie, niektórzy mają mnie za zmarłą i podobno za sobą nie przepadałyśmy... Szczerze mówiąc tylko to ostanie wydaje mi się jasne, gdybym przypadkiem nie miała ze sobą dokumentów od lekarza jestem pewna że byśmy dziś nie rozmawiali, mój drogi.- odpowiedziałam mu uważnie mu się przyglądając. Byłam ciekawa jak Marcos zareaguje na fakt, że któryś z jego współpracowników mi groził. Nie, wcale go nie sprawdzałam, chciałam po prostu dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat, w końcu słowa mogą kłamać...
Słysząc jego kolejne tłumaczenia posłałam mu jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów i machnęłam ręką tak, jakby to nie był już najważniejszy temat.
- Nie szukam w tym drugiego dna, chciałam tylko wiedzieć czy faktycznie się znacie czy raczej powinnam powiadomić o niej ochronę restauracji.. - wytłumaczyłam mu spokojnie dlatego w ogóle zapytałam o tą osobę, chciałam po prostu wiedzieć czy mi zagraża czy nie w końcu wiedziała doskonale gdzie pracuję, a jej wczorajsze zachowanie zaniepokoiło mnie.
Przyglądałam się jak odstawia filiżankę i podchodzi do mnie. Wzięłam niewielki łyk kawy i również odstawiłam ją na blat obok, sama nie wiem czemu. Spojrzałam mu w oczy a to, co w nich zobaczyłam sprawiło że oblałam się rumieńcem niczym głupia nastolatka. Cały czas nie potrafiłam zrozumieć tego, jak się czuję przy tym mężczyźnie. Nie pamiętałam go, dzisiejszego ranka nie wiedziałam nawet jak ma na imię, mimo to wydawał mi się dziwnie dziwnie znajomy, tak jakbym spotkała dawno nie widzianego przyjaciela...
- Naprawdę? - spytałam tylko i nie wytrzymując dłużej tego spojrzenia spuściłam wzrok na swoje uda. Uśmiechnęłam się do mężczyzny z zakłopotaniem, czyżby faktycznie to spotkanie przeniosło nas w czasie o te dwadzieścia lat wstecz? Czyżby mimo moje amnezji znów zauroczył mnie swoją osobą?
-Ja... - zaczęłam nie wiedząc jak dokończyć, milczałam przez dłuższą chwilę po czym westchnęłam, postanawiając że zmienię temat - Obiecałam ci obiad ale nie wiem co lubisz...
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
Świeżo palone ziarna, mielone w ręcznym młynku, parzące się w tej starej kawiarce, którą dostaliśmy jeszcze od moich rodziców. To był zapach i aromat nie do podrobienia i z całą pewnością - nasze mieszkanie nad barem zawsze było nim wypełnione. Karmelki o smaku kawy kupowaliśmy zawsze w tym polskim sklepie gdzieś na obrzeżach miasta, a kawowe papierosy... Cóż. To była moja mała tajemnica. Nie można było nam jednak jednego odmówić - kawa towarzyszyła nam przez całe życie, zarówno przez moje małe uzależnienie, jak i widoczne preferencje mojej małżonki.
- Przykro mi, że Cię to spotkało. - Odpowiedziałem na jej słowa z wyraźnym westchnieniem, samemu kręcąc z niedowierzaniem głową. Całkowicie rozumiałem reakcję Shelby - w końcu w naszej profesji nie trudno było o wrogów. - Charlotte jest bardzo porywcza. Zajmujemy się... Produkcją. Nasze twory są unikatowe. Wiele osób chce je zdobyć. Nie zawsze w należyty sposób... - Wydusiłem z siebie, najbardziej szczerze jak tylko potrafiłem omijając główny temat. Nie musiała wiedzieć, że zabijaliśmy. Nie musiała wiedzieć o narkotykach i mutazynie. Zawsze mogłem stwierdzić, że rozprowadzam środki farmaceutyczne i wcale nie byłoby to dalekie od prawdy. - Beth, skarbie, nie możesz pokazywać na prawo i lewo swoich dokumentacji. Może Ci przez to grozić niebezpieczeństwo! - Ponownie podniosłem głos, przypominając sobie ten felerny dzień sprzed dwóch lat. - Tamci... Tamci ludzie, którzy zrobili Ci to dwa lata temu, mogą chcieć po Ciebie wrócić. Tylko po to, żeby zranić mnie. Beth, Ja... Nie mogę tak ryzykować. Musisz rzucić tę pracę. - Stwierdziłem pewnym tonem. Chodziło o jej bezpieczeństwo. A mnie... Stać mnie było na utrzymanie nawet kilku mieszkań, jeśli moja ukochana jeszcze nie czuła się na tyle pewnie, by spać ze mną w jednym łóżku. I z całą pewnością, jeśli tylko spojrzała w moje oczy, mogła w nich ujrzeć czystą troskę i zmartwienie.
To jednak wszystko mijało, gdy byłem tak blisko tej cudownej kobiety. Gdy widziałem te rumieńce rozlewające się na jej policzkach, gdy ujrzałem to zawstydzenie w jej oczach... Serio czułem się dużo młodziej, zupełnie jakbyśmy na nowo się odkrywali, a z tyłu głowy istniało to głupie przeświadczenie, że zaraz wpadną tutaj rodzice i przyłapią nas na czym nieprzyzwoitym.
- Naprawdę. - Odparłem, podpierając się jednym z nadgarstków o blat, podczas gry drugą dłonią uniosłem podbródek blondynki, by przestała się tak nieśmiało patrzeć w swoje uda. Starałem się złapać z nią kontakt wzrokowy, jednocześnie szeroko się uśmiechając. W końcu... Dla mnie to był szczęśliwy dzień.
Byłem... Bardzo blisko niej. Na tyle, że czułem jej perfumy. Widziałem każdą jej reakcję. No i ta moja dłoń, tak łagodnie utrzymująca jej śliczną twarzyczkę. Nie wiem co mną kierowało, czy to tęsknota, czy jej niezwykły urok... Ale jeśli tylko mi pozwoliła, chciałem znów posmakować jej ust. Choć przez chwilę, choć przez ułamek sekundy...
- Przepraszam... - Mruknąłem, odsuwając się lekko od niej i potrząsając znów swoją głową. Wiedziałem, że powinienem się powstrzymywać, przynajmniej do czasu, aż to ona będzie wychodzić z inicjatywą. Cóż jednak mogłem zrobić, gdy nawyki przejmowały nade mną kontrolę?
- Miałaś już dzisiaj szczęśliwą passę, raz przy barierkach, drugi raz z kawą. Może kolejny raz spróbujesz szczęścia i i tym razem zgadniesz? - Rzuciłem jej wyzwanie, unosząc jedną z moich brwi, gdy samemu już się zbliżałem do szafki, w której niegdyś trzymała noże. Co jak co, nawet jeśli miała zamiar specjalnie dla mnie coś ugotować, nikt nie powiedział, że nie mogę jej pomóc w przygotowaniach, czyż nie?
_________________
She was the light of my life And the light is precious in a world so dark...♥
When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Kelnerka w SkyCity Restaurant
name:
Beth Delgado
alias:
Przypomnisz mi?
age:
46
height / weight:
169/65
Wysłany: 2018-08-22, 15:45
Nie podobały mi się słowa które padły z ust mojego męża. Może i faktycznie prowadzili jakiś wyjątkowy biznes, produkując coś unikatowego to jednak nie sprawiało ze jego wspólniczka mogła tak sobie odnosić się do mnie w taki sposób, w jaki się odnosiła ani mi grozić, zwłaszcza jeśli wiedziała że jestem żoną Marcosa, nie ważnie że tego nie pamiętałam. Z tego powodu należała mi się chociaż odrobina szacunku i naprawdę zdziwiło mnie że nadal ją tłumaczył. Czy naprawdę chciał pozwolić swojej współpracownicy grozić mi, kiedy ta tylko miała na to ochotę? Przyjrzałam mu się uważnie z wyraźnym nie zadowoleniem w oczach. Podeszłam do mężczyzny i położyłam swoje dłonie na jego policzkach, delikatnie głaszcząc je kciukami.
-Kochanie, dla mnie ona być nawet angielską królową dopóki jednak pracujecie razem należy mi się szacunek, bo jestem twoją żoną nawet jeśli tego nie pamiętam.- jedna z moich dłoni zjechała na szyję mężczyzny delikatnie ją gładząc, miałam nadzieję że w ten sposób moje słowa dotrą do mężczyzny jeszcze dobitniej - Jeżeli twój współpracownik nie szanuje mnie, nie szanuje również i ciebie, mój drogi. Porozmawiasz więc z nią żeby taka sytuacja nie miała już więcej miejsca, prawda ?- posłałam mu naprawdę śliczny uśmiech, po czym wróciłam na miejsce w którym wcześniej stałam. Pozostawała tylko jeszcze jednia kwestia o której z pewnością będziemy musieli porozmawiać. - Musiałam pokazać jej te dokumenty inaczej zamiast rozmawiać teraz ze mną szykowałbyś mój drugi pogrzeb, ona chciała mnie zabić mój drogi, zabrać mnie od ciebie zanim znów się odnaleźliśmy...- dodałam mając nadzieję że to przekona mojego męża do podjęcia jakichś kroków, w końcu to on powinien załatwić tę sprawę a nie ja... - Marcosie ja nie mogę sobie pozwolić żeby rzucić pracę. Ubezpieczenie matki pokryło koszta pogrzebu ale dużo z tego nie zostało, nie będę miała z czego się utrzymać...- powiedziałam mu spokojnie, cóż nie wyobrażałam sobie innej możliwości utrzymania się, w końcu nikt nie da mi pieniędzy miałam co prawda przyjaciółkę nie chciałam jednak się do niej wprowadzać, nie po to zaczęłam pracę by znów być na czyimś utrzymaniu. Co prawda mogłabym wynająć komuś pokój mojej matki, nie czułabym się jednak zbyt komfortowo z kimś zupełnie obcym w moim mieszkaniu...
Gdy jego palce ujęły mój podbródek by sprawić żebym na niego spojrzała gdzieś tam w środku poczułam przyjemne ciepło, uniosłam swój wzrok na Marcosa starając się wytrzymać jego spojrzenie jeszcze dłużej niż poprzednio, patrzyłam na niego tak, jakbym próbowała przeniknąć go na wskroś, tak jakbym chciała dowiedzie się o nim wszystkiego zalewie przez to spojrzenie w jego oczy. Byłam tak w nie zapatrzona że nawet nie zauważyłam kiedy jego twarz zbliżyła się do mnie a jego usta znów dotykały moich ust, trwało to jednak tylko krótką chwilę po której odsunął się ode mnie i przeprosił. Patrzyłam na niego przez chwilę z zaskoczeniem w oczach i już chciałam coś mu powiedzieć gdy ten rzucił mi wyzwanie, uśmiechnęłam się tylko pod nosem po to by złapać go za rękę gdy chciał ode mnie odejść. Delikatnie przyciągnęłam jego rękę do siebie, dając mu tym samym do zrozumienia że chcę żeby wrócił na miejsce w którym stał przed chwilą, żeby nie uciekał ode mnie...
- Marcosie...- zaczęłam spokojnie, ujmując również jego drugą dłoń po to by przyjrzeć się naszym splecionym rękom w czasie, gdy zastanawiałam się jak sformułować to, co chcę mu przekazać. - Nie musisz mnie przepraszać, wiem że dla ciebie to naturalne, zwłaszcza gdy miałeś świadomość że nie żyję przez ten cały czas...- zaczęłam spokojnie. Zrobiłam krótką pauzę, po to by jedną z moich dłoni znów dotknąć jego policzka, szorstkiego przez dwudniowego zarostu, druga splatając z jego dłonią i uśmiechnąć się z lekkim zakłopotaniem - Dla mnie to wszystko... To wszystko jest nowe, czuję się jakbym nagle znów miała osiemnaście lat, muszę przyzwyczaić się do tego że jest ktoś, kto mnie kocha, do twojego dotyku... - Nadal siedząc na szafce przyciągnęłam mężczyznę do siebie po to by po chwili objąć go mocno i wtulić się w niego. Oprzeć moją głowę o jego ramię i wdychać jego zapach. - Nie wiem czy kiedykolwiek odzyskam wspomnienia ale zawsze możemy poznać się na nowo... Nie chcę znów zostać sama... - wyszeptałam cicho do ucha mężczyzny i delikatnie przejechałam nosem po jego szyi. Uścisk moich ramion stał się mocniejszy a moje dłonie delikatnie głaskały plecy mężczyzny. Sytuacja w jakieś się znaleźliśmy była ciężka dla nas obu, nie chciałam jednak się cofać a iść na przód, na nowo poznać mężczyznę który był moim mężem. Po za tym było w tym mężczyźnie coś, co przyciągało mnie do niego...
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
Rozumiałem jej zdenerwowanie. Tym bardziej teraz, gdy nie była świadoma tego, w jakim biznesie się kręcę. Rozumiałem ją całkowicie. Ale z drugiej strony rozumiałem też Charlotte. Rany boskie, jeszcze kilka godzin temu sam myślałem że mam urojenia, że to tylko moja moc ze mną pogrywa, tworząc w moim umyśle niestworzone obrazy i wrażenia, co bym tylko się zapadł we własnej bezradności!
- Obiecuję, że to się nie powtórzy. - Odparłem, łapiąc jej dłonie pomiędzy moje, by po chwili złożyć na nich krótki całus, mówiący, że wszystko będzie dobrze. - Nikt nie będzie Cię nachodził, nikt nie będzie Ci groził, a z Charlotte porozmawiam, choć jestem pewien, że już wie, że źle zrobiła. - Dodałem po chwili najbardziej szczerze jak potrafiłem, mimo że przecież znałem temperament tej kobiety. Byłem jednak pewien, że skoro wiedziała, że Beth żyje, to będzie się starać jej unikać - tak samo jak przed laty. W końcu... Nie chcieliśmy, by nasz mały sekret wyszedł na światło dzienne.
Gdy jednak blondynka zaczęła panikować na temat swoich finansów, przez chwilę potrząsłem swoją głową, jednocześnie śmiejąc się pod nosem.
- Nie, nie, nie, Beth. Teraz słuchaj uważnie. Jesteś moją żoną, si? Ja jestem biznesmenem, si? Połącz teraz te fakty. - Stwierdziłem z wciąż wyczuwalnym rozbawieniem, nie spuszczając wzroku z tej ślicznotki. - O finanse nie musisz się martwić. Tak... Tak jak kiedyś. Kiedyś razem zajmowaliśmy się naszym barem. Może... Może zechcesz do tego powrócić? - Zapytałem po chwili nieśmiało, wspominając Laguna Negrę. W sumie ponowne otworzenie tego baru wcale nie było złym pomysłem, tym bardziej, gdy pragnąłem rozpocząć tu kolejną działalność. Mógłbym wtedy też mieć byłą pannę Jones na swoim oku, zapewnić jej bezpieczeństwo przez moich najlepszych ludzi. Może nawet... Nawet razem odnaleźć Albę. Może... Może wszystko mogłoby być jak dawniej.
Zdziwiła mnie też nagła zmiana w nastawieniu kobiety. Sam fakt że mnie zatrzymała, że chciała mnie mieć blisko siebie... Jakoś wewnętrznie czułem, że nasza więź gdzieś dalej przez nią przemawia. Że mimo, że jej umysł o mnie nie pamiętał, serce z pewnością nie wyparło mojej gorrącej, hiszpańskiej duszy (mrau).
Jej dotyk, taki kojący, taki przyjemny... Zatopiłem się w tej chwili, przypominając sobie jej pieszczoty sprzed lat. Te drobne gesty, krótkie zjednania. Tu się nic nie zmieniło. Jej ciało pamiętało, tego byłem pewien, bo czułem się, jakby ktoś nagle cofnął czas o dwa lata. Jakby te ciężkie, długie miesiące nigdy nie miały miejsca. Ona tam była, moja mała, droga Beth...
Pozwoliłem jej się we mnie wtulić, objąłem ją swymi ramionami. Glaskałem delikatnie po włosach, a na głowie złożyłem kolejny, krótki pocałunek.
- Będzie dobrze. - Odparłem jedynie na jej słowa. Już jej obiecałem, że odzyska ze mną wspomnienia, a tej obietnicy nie miałem zamiaru złamać. Zrobię wszystko, by moja ukochana do mnie powróciła - w całości.
Czując jej drobny nosem, oddech na mojej szyi, przeszedł mnie dreszcz. Kobieta z całą pewnością była w stanie to dostrzec. Jakby nie mogła, gdy była tak blisko? Na krótką chwilę odsunąłem ją od siebie, ledwie na kilka centymetrów, by móc spojrzeć w jej śliczne oczęta, jednocześnie obejmując łagodnie jej policzek i podbródek.
- Już nigdy nie będziesz sama. Obiecuję. - Wyszeptałem w jej kierunku, utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Ponoć oczy były zwierciadłem duszy, a moje teraz były wyjątkowo szczere. Z całą pewnością, miały w sobie jedynie miłość. - Kocham Cię, mi Amor... - Kolejny szept opuścił me usta, nim te znalazły dużo ciekawsze zajęcie, złączając się z wargami blondynki. Ten pocałunek nie był już tak nieśmiały. Był raczej stęskniony, zniecierpliwiony. Jakbym tyle lat tłumił emocje i teraz chciał je wylać, na raz, wszystkie. Obejmowałem ją, sunąc dłońmi po jej ramionach, plecach, talii... Chciałem zrobić tak wiele, na ile mi pozwoli. Chciałem ją poznać na nowo i liczyłem, że i ona tego pragnie, że nie były to tylko puste słowa. Liczyłem, że jej ciało pamiętało o nas, że pozwoli i umysłowi wrócić do tych wspomnień. Ja... Chciałem więcej. I bynajmniej chodziło tu o obiad.
Rany. Jak dobrze, że Beth siedziała na blacie. Jeśli jednak zechce wrócić do gotowania, przynajmniej oszczędzę sobie wstydu w postaci nagle rozstawionego namiotu w moich spodniach...
_________________
She was the light of my life And the light is precious in a world so dark...♥
When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Kelnerka w SkyCity Restaurant
name:
Beth Delgado
alias:
Przypomnisz mi?
age:
46
height / weight:
169/65
Wysłany: 2018-08-23, 14:01
Mężczyzna z pewnością zauważył zadowolenie w moich oczach gdy tylko przyznał mi rację, jak mawiają mężczyzna głową rodziny a kobieta szyją... Nie mogło tak jednak być by ktoś robiący z nim interesy nie szanował jego żony, szczerze mówiąc chciałam również utrzeć nosa tamtej kobiecie, pokazać jej że nie może sobie ze mną pogrywać tylko dlatego że straciłam pamięć.
- W takim razie skoro już wie że źle zrobiła będę czekać na przeprosiny z jej strony.- Odpowiedziałam pewnym siebie tonem i uśmiechnęłam się ślicznie na tego całusa w moje dłonie. Bardzo cieszyłam się że był po mojej stronie i nie pozwoli nikomu mnie obrażać, nie chcący ta głupia sytuacja okazała się swego rodzaju testem dla mężczyzny, nie żebym chciała testować go na każdym kroku.
Przyglądałam mu się uważnie gdy mówił o swoim pomyśle. Mieliśmy kiedyś bar? Spojrzałam na niego z niemym pytaniem w oczach, przez chwilę zastanawiając się co mu odpowiedzieć. - To nie jest najgłupszy pomysł, nie chcę jednak żebyś utrzymywał mnie za nic, możesz być pewien że o tym porozmawiamy, ponowne otworzenie baru trzeba dobrze zaplanować, zwłaszcza że konkurencja może być duża -odpowiedziałam mu z mu z uśmiechem, cóż, takiej decyzji nie podejmowało się ot tak a jeśli naprawdę chciał ponownie otworzyć ze mną bar, czeka nas naprawdę dużo pracy.
Ja... Ja sama nie byłam w stanie powiedzieć dlaczego go do siebie przyciągnęłam. Gdzieś tam w głębi czułam potrzebę bycia blisko, posiadania świadomości że nie jestem sama, schowania się w czyichś ramionach i poczucia bezpieczeństwa i jako takiej stabilizacji. Podobno pewnych nawyków nie idzie wyplenić, nawet jeśli o nich zapomnimy bądź stracimy pamięć. Dla mnie takim nawykiem było siadanie na blatach i mimo utraty pamięci nadal to robiłam... Może drugim takim nawykiem było dla mnie uczucie bliskości tego mężczyzny i wzajemne okazywanie sobie uczuć? Miałam nadzieję że te małe gesty będą w stanie przywrócić mi chociaż strzępki naszego wspólnego życia.
Czułam jak drżał pod wpływem mojego dotyku, czyżby jednak możliwym było abym na kogokolwiek tak działała? Wiedziałam, że żywił do mnie uczucia, nie wiedziałam jak silne one były a teraz w tych słowach które wypowiedział i spojrzeniu jakim mnie obdarzył byłam w stanie wyłapać ogrom miłości jaką do mnie posiadał i szczerze mówiąc, w tym momencie wydawał mi się najbardziej pociągającym i męskim facetem jaki stąpał po tej ziemi, w końcu nie każdego stać na to by okazywać tak głębokie uczucia. - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy, moje Słońce...- powiedziałam cicho i bardzo nieśmiało. Uśmiechnęłam się gdy powiedział mi że mnie kocha i już miałam mu odpowiedzieć, niestety nie miałam jak gdyż zatopił się w moich ustach. Ten pocałunek był jednak inny niż wszystkie, nie był nieśmiały czy ostrożny, o nie. Był w niż żar który podsycał się od momentu gdy mnie ujrzał i uświadomił sobie że wcale nie jestem sennym majakiem, że naprawdę żyję. Ten pocałunek, jego dłonie sunące ostrożnie po moim ciele... Nigdy wcześniej nie sądziłabym że mogę pożądać kogoś w taki sposób, w jaki pożądałam właśnie tego mężczyzny. Odsunęłam się od niego delikatnie i posłałam mu łobuzerski uśmieszek a moje dłonie bawiły się kołnierzykiem jego koszuli.
- Zdaje się że miałeś mi powiedzieć jak to się stało że mamy córkę.... Nie wolałbyś może mi tego pokazać?- spytałam go posyłając mu uwodzicielskie spojrzenie i unosząc jedną brew ku górze i delikatnie przygryzając wargę. Chciałam go, chciałam cieszyć się bliskością, pożądaniem i miłością jakie miał w stosunku co do mnie... A może chciałam mu też wynagrodzić jakoś te dwa lata? To teraz nie było najważniejsze.
Niby przypadkiem objęłam go moimi nogami wokół pasa sprawiając że musiał zbliżyć się do mnie jeszcze bardziej, przysunęłam swoją twarz, bardzo blisko jego twarzy po czym odpięłam jeden guzik jego koszuli - Ups.- moje usta znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od ust mojego męża tylko po to by za chwilę obdarzyć je pocałunkami. W tamtej chwili miałam wrażenie że jakikolwiek rozsądek opuścił mnie pod wpływem jego dotyku...
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
Nie chciałem już komentować kwestii Charlotte. Porozmawiam z nią, może nawet uda mi się ją nakłonić, by przeprosiła Beth za swoją porywczość, jednak... Wiedziałem, że będzie mnie to dużo kosztować. Czego jednak nie robi się dla miłości swojego życia?
- Ależ skarbie. To nie jest utrzymywanie za nic. Dbanie o dom, o naszą ukochaną córeczkę, dbanie o mnie... To są ciężkie zadania do wykonania. I ja potrafię to docenić. - Stwierdziłem ze śmiechem na ustach. Co jak co, sprawienie, że mężczyzna pokazywał się w stanie reprezentatywnym na światło dzienne było zdecydowanie zasługą ukochanej kobiety! Nikt tak dobrze nie wiąże krawatów, jak śliczna żoneczka, no nie?
I w sumie... Cieszyły mnie reakcje kobiety. Taka niewinna, taka delikatna... I jeszcze nie dała mi w pysk za nazbytnie poczuwanie się. A przecież by mogła! Mimo wszystko, w jej poczuciu byłem niemal obcy. Zamiast tego obrała całkowicie inną taktykę. Po prostu... Ona... Ona mnie kusiła jeszcze bardziej!
- Oh, nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo to wolę... - Odparłem na jej słowa wyraźnie zachęcony i dałem się porwać do tego tańca. Niby głupota, niby to tylko jeden guzik, niby to nic nie znaczyło... A jednak zadziałało na mnie niczym zapalnik. Pragnąłem jej - chciałem odwzajemnić każdy pocałunek, każdy dotyk, każdy gest.
Nasze dłonie, takie niecierpliwe i stęsknione wędrowały po naszych ciałach - najpierw nieśmiało, delikatnie, bacząc na każdy ruch, by z każdą mijającą chwilą zyskiwać na odwadze. Z każdą mijającą chwilą byliśmy coraz bliżej siebie, nasze oddechy były coraz cięższe, a mimo tego odnajdywały wspólny rytm, podobnież jak zagubione serca. I to ledwie kilka chwil nas dzieliło, nim żądne ciała w końcu się odnalazły, całkowicie gubiąc się w momencie i pozwalając na zdecydowanie zbyt wiele, niż dwójka względnie obcych osób, mogłaby sobie pozwolić...
Ukryj:
Ale to przecież wciąż było za mało, to wciąż nie to. Daliśmy się ponieść, oboje, całkowicie oddając chwili, zapominając o rzeczywistości. Kiedy skończyliśmy nadzy? Nie miałem pojęcia. Kiedy blat zamienił się w stół? Też nie wiedziałem. Wiedziałem tylko to, że w końcu byłem u boku mojej ukochanej, oddając jej się w całości...
Aż do momentu, gdy na stole telefon zaczął wibrować jeszcze bardziej niecierpliwie, niż nasze rozgrzane ciała.
- Kurw... - Przekląłem, robiąc kwaśną minę. Świetny moment, nie ma co. Tuż po takiej chwili uniesienia, do kurwy nędzy. Kropelki potu spływały po mojej skroni, gdy sięgnąłem dłonią po smartfona, nawet nie wiedząc, jak bardzo za chwilę tego pożałuję...
- Papa, co tak długo? Mamy ważne kwestie do omówienia. Co z przyjęciem zaręczynowym? Cassandra uwielbia piwonię, nie zapomnij kupić jej ładnego bukietu. Koniecznie załóż też niebieski krawat, bo to jej ulubiony kolor. Lubi też żelki, więc zadbaj, żeby ich nie zabrakło w trakcie imprezy, jasne? - Trajkotał męski głos z głośnika telefonu, który nie wiem jakim cudem uruchomiłem.
Świetnie Gardner. Idealny moment.
Próbowałem się rozłączyć. Naprawdę próbowałem. Ale gdy to nic nie dało, przez moje drżące palce, wydusiłem z siebie tylko:
- Oddzwonię później... - Jednocześnie spoglądając na blondynkę pode mną i błagając ją wzrokiem o zrozumienie...
_________________
She was the light of my life And the light is precious in a world so dark...♥
When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Kelnerka w SkyCity Restaurant
name:
Beth Delgado
alias:
Przypomnisz mi?
age:
46
height / weight:
169/65
Wysłany: 2018-08-23, 22:41
Może i dla Marcosa to było coś, dla mnie jednak dbanie o swojego partnera wydawało mi się czymś oczywistym i mimo iż nie jedna śmiało zgodziłaby się na taki układ dla mnie było to coś nie do pomyślenia, lubiłam być choć trochę niezależna a taka decyzja wiązałaby się z dużymi zmianami. W końcu musielibyśmy razem zamieszkać a to wiązało się z przeprowadzką i próbą ponownego związania dwóch, brutalnie rozwiązanych żyć. Czy by liśmy w stanie znów być rodziną?
-Wtedy musielibyśmy razem zamieszkać… Ja zastanowię się na spokojnie i dam ci odpowiedź- odpowiedziałam mu spokojnie, dla mnie to nie była decyzja którą podejmuje się ot tak, bez uprzedniego przemyślenia jej i zastanowienia się nad wszystkimi możliwościami jak i konsekwencjami. Marcos nie miał innego wyjścia niż dać mi kilka dni bym mogła ma spokojnie podjąć decyzję.
Nie sądziłam że mężczyzna tak ochoczo zgodzi się na tą absurdalną propozycję, że ta zwykła prosts czynność aż tak rozpali jego zmysły. Zachłannie badaliśmy nasze ciała, kawałek po kawałeczku, ja uczyłam się jego ciała nal nowo, on zaś upewniał się że nadal nie śni, że naprawdę jest tu teraz, spleciony ze mną w miłosnym uścisku i nie tylko dla niego wydawało się to być wyrwane z rzeczywistości, tak jakbyśmy przenieśli się do innej krainy w której liczyły się tylko nasze spragnione siebie ciała i pożądanie od którego aż drżałam. Wyobrażałam sobie nasze spotkanie odkąd tylko dowiedziałam się o jego istnieniu, w żadnym, najśmielszym nawet scenariuszu nie wyobrażałam sobie tego, co właśnie się działo. Ach, gdybym tylko wiedziała że tak na mnie zadziała z pewnością odszukałabym go dużo wcześniej. Do tej pory każdy mężczyzna mnie odpychał, czego nie czułam w stosunku do Marcosa a może… A może mój umysł robił mi to specjalnie, chcąc jakoś przekazać mi że mam już swojego mężczyznę?
Gdy po wszystkim leżeliśmy, nadal spleceni w uścisku zadzwonił jego telefon i już chciałam zwrócić mu subtelnie uwagę że to do mnie należy twraz jego uwaga gdy głos dzwoniącego do Marcosa mężczyzny odezwał się czysto i wyraźnie… Miałam wrażenie że mój mąż specjalnie wcisnął przycisk głośnika, jego mina jednak szybko rozwiała złudzenie.
Każde słowo wypowiedziane przez mężczyznę sprawiało że moja mina coraz bardziej żedła.. Czy on
… Czy mój mąż zdążył się przez ten czas zaręczyć? Ale dlaczego nic mi o tym nie powiedział tylko perfidnie wykorzystał? I dlaczego do jasnej chlery patrzył się na mnie tak, jakby chciał żebym go zrozumiała? Zagotowało się we mnie, nie miałam najmniejszej ochoty dłużej przebywać w jego towarzystwie. Bez zsstanowienia się, nie czekając aż ten drań się rozłączy z spoliczkowałam go najmocniej jak tylko mogłam.
- Kim do jasnej cholery jest Cassandra i o jakie zaręczy chodzi?! - wysyczałam zrzucając go z siebie i odpychając jeśli tylko próbowalby do mnie podejść. Szybko założyłam swoje majtki i narzuciłam na siebie swoją koszulę, zakrywając jedynie biust bez zapinania jej. - Jak to do cholery jasnej jesteś zaręczony?! Jak w ogóle śmiałeś mi o tym nie powiedzieć i jeszcze mnie wykorzystać?!- bezwiednie złapałam wazon, stojący na jednej z szafek i cisnęłam nim w mężczyznę. Nie trafiłam jednak a szkło rozprysło się na szafce tuż obok głowy tego przeklętego mężczyzny. - Ty podły kłamco! Ty draniu! Myślisz że można od tak bawić się czyimiś uczuciami?!- kolejne obelgi leciały w jego kierunku tak samo jak i kolejne przedmioty. Filiżanka z której przed chwilą pił kawę leżała teraz rozbita pod jego nogami. - A może faktycznie chciałeś mnie zabić co?! -widziałam jak ranią go te słowa teraznie to jednak w ogóle nie obchodziło, oko za oko czyż nie? - A może jest ich jeszcze więcej co?! Ty podły, dwulicowy sukinsynu nie chcę cię znać, nie chcę cięnawet oglądać na oczy, wynoś się!! - moje oczy powoli zalewały się łzami a głos, mimo że cały czas krzyczałm załamywał mi się coraz bardziej. Nawet nie wiem w którym momencie wyrzuciłam nagiego Marcosa za dzwi, odruchowo przekręcając zamek. Dopiero teraz pozwoliłam by nie moc zalała mnie całą swoją rozpaczą, czyli matka jednak się nie myliła… Oparłam się o drzwi po czym osunęłam się po nich na ziemię. Nie mogłam uwierzyć w to jak łatwo zabrał mi tę nadzieję którą zaszczepił dziś w moim sercu, że tak łatwo przyszło mu zniszczyć nasze małżeństwo jeszcze tego samego dnia gdy się odnaleźliśmy. Zastanawiałam się, dlaczego spotkało to akurat mnie, chwilę później plując sobie w brodę i przeklinając chwilę w której postanowiłam mu zaufać. Wyciągnęłam paczkę papierosów ze swojej torebki, stojącej w przedpokoju i odpaliłam papierosa mając nadzieję że nikotyna zabierze chociaż część bólu. Pogrążona w łzach siedziałam tak, zaciągając się papierosem i słuchając jak mój, pożal się boże mąż dobija się do drzwi.
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
- Mi Amor, stać mnie na utrzymanie Twojego mieszkania do czasu, aż będziesz gotowa. Po prostu... Musisz zrezygnować z tej pracy. To... To zbyt niebezpieczne, żebyś pracowała w takim miejscu. Oni nie są w stanie zapewnić Ci dostatecznej ochrony, skoro nikt nawet nie zareagował na pogróżki Charlotte, czyż nie? - Próbowałem jakkolwiek uargumentować moją prośbę. Skoro Shelby już stanęła w gotowości ją widząc, to co będzie, gdy dowiedzą się o niej moi wrogowie? Nie mogłem jej stracić. Nie po raz kolejny...
Tylko... Tylko czy to miało jeszcze znaczenie?
Chwila zbliżenia, stęsknione za sobą ciała, uniesienie, z którym z całą pewnością powinniśmy byli się wstrzymać, a jednak tego nie zrobiliśmy. Chwila szczęścia i zapomnienia od wszystkiego co złe nas ostatnio spotkało. I ta jedna chwila, tak wydarta przez jeden telefon...
Nawet nie próbowałem powstrzymać Beth przed tym uderzeniem. Nie było w tym sensu. W pewnym aspekcie chyba nawet na to zasłużyłem? Ale do jasnej anielki, przecież byłem przekonany, że jestem wdowcem! Przełknąłem głośniej ślinę, gdy na mojej twarzy zaczęła się pojawiać rumiana poświata po tym damskim ciosie.
Wiedziałem, że to wygląda bardzo źle. Zabolał mnie jednak fakt, że blondynka zareagowała aż tak gwałtownie. Że nie dała mi nawet chwili na wyjaśnienie. Znaczy... Jasne. Miałem swoje za uszami. Ale akurat to jedno wydarzenie powinna była zrozumieć...
- Amore, ja Ci wszystko wyjaśnię! - Próbowałem się bronić, zrzucany z jej pięknego ciała, stając dęba na środku kuchni i nawet nie mając czasu na jakąkolwiek reakcję. - To nie tak jak myślisz! - Dodałem po chwili najbardziej spalonym tekstem, jakim tylko mogłem. Ale czy właśnie tak nie było? To miało być małżeństwo z rozsądku - dla połączenia dwóch mafii. Ale przecież ona o tym nie wiedziała. Ale w sumie... Czy mogłem jej w ogóle powiedzieć prawdę?
- Sagrada familia, Beth! Przez ostatnie dwa lata byłem przekonany, że jesteś martwa! Cassandra nic nie znaczy, ja jej nawet nie znam! - Wykrzyczałem w końcu. Bo czy przypadkiem ta rozmowa nawet na to nie wskazywała? Nie znałem kobiety a jej ojciec mi dawał głupie wskazówki, których rzekomo się miałem trzymać.
- W życiu Cię nie wykorzystałem... - Odparłem na jej słowa spokojnie, przynajmniej do czasu, aż nie zauważyłem lecącego w moim kierunku wazonu, który rozbił się tuż za mną. - Rany boskie, BETH! Daj mi minutę i wszystko Ci wyjaśnię, tylko zostaw tę filiżankę! - Rzuciłem w jej kierunku, jednocześnie gestykulując, jakbym chciał ją uspokoić, ale jak widać - nawet to nic nie dało. Wpadła w taką wściekłość, że już absolutnie na nic nie zwracała uwagi. A ja - wielki pan mafiozo, bałem się o własne życie bardziej, niż w chwilach gdy celowały we mnie lufy moich nieprzyjaciół...
Faktycznie, każde jej kolejne słowo bolało mnie coraz bardziej, ale na nic były moje próby tłumaczeń, gdy kolejne przedmioty leciały w moim kierunku a każde moje słowo było zagłuszane przez jej krzyk. Ja? Zabić swoją ukochaną? Oh, gdybyś tylko wiedziała, na ile kawałeczków właśnie rozbijałaś moje serce! I w sumie nie wiedziałem, czy bardziej bolał mnie fakt, że uważała mnie za mordercę, czy że miała rację co do innych kobiet...
I nawet nie wiedziałem kiedy, wylądowałem całkowicie nagi na klatce schodowej, nie bardzo wiedząc co dalej robić. Absolutnie wszystko znajdywało się wciąż w mieszkaniu kobiety - moje ubrania, telefon, portfel. Nosz do kurwy nędzy!
- BETH! - Krzyknąłem, waląc jedną pięścią w jej drzwi, gdy drugą starałem się chociaż trochę zasłonić to, co mogło siać zgorszenie. Chyba tylko ślepy los się do mnie uśmiechnął, że jeszcze nikt nie wędrował tym korytarzem... - Beth, proszę Cię! Otwórz drzwi! - Krzyczałem dalej, próbując przekręcić klamkę i wejść do środka - bez skutku. - Rany boskie, przepraszam! Tylko mnie wpuść! Ja Ci wszystko wyjaśnię! Proszę, nie zachowuj się w ten sposób. Nie możesz mnie tu tak zostawić. Beth! - Dodawałem kolejne słowa, z każdą mijającą sekundą i kolejnymi uderzeniami w drzwi. - Zlituj się, Amore! - Dodałem na koniec, z przerażeniem stwierdzając, że właśnie słyszałem przekręcany zamek w jednym z bocznych mieszkań...
_________________
She was the light of my life And the light is precious in a world so dark...♥
When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Kelnerka w SkyCity Restaurant
name:
Beth Delgado
alias:
Przypomnisz mi?
age:
46
height / weight:
169/65
Wysłany: 2018-08-26, 23:12
To co do mnie mówił miało sens, w restauracji w której pracowałam była ochrona nie mniej w godzinach szczytu nawet oni mogli zareagować za późno, zwłaszcza gdyby ta cała Charlotte miała pistolet.. Postrzelenie kogoś było kwestią sekund, westchnęłam ciężko.
- Masz rację, to jednak nie zmienia faktu że muszę się nad tym zastanowić.- dodałam tylko dając mu tym samym znać że na obecną chwilę ten temat jest między nami zakończony, w końcu jaki był sens kontynuować te wywody gdy i tak nie podejmę od razu decyzji? No właśnie.
To wszystko, wydarzyło się naprawdę szybko. W jednej chwili byliśmy spleceni w miłosnym uścisku ciesząc się bliskością między nami i faktem że nasza mala rodzina znów jest razem, że nie musimy już żyć bez siebie tylko po to żeby jeden,prosty telefon to wszystko zrujnował. Moje serce, tak przepełnione nadzieją zionęło teraz pustką i złością na tego mężczyznę. Jak on śmiał mi to zrobić? Udawać że znów mogę mieć szansę na posiadanie rodziny tylko po to by wbić mi nóż w plecy? A sądziłam że ta rana po postrzale była wystarczającym złem, które spotkało mnie tylko dlatego że ten tu mężczyzna był moi mężem.
-Trzeba było się zainteresować i nie pozwolić na wyrzucenie mnie z tego pierdolonego samochodu! - Nie wiedziałam kto to zrobił, w złości jednak ten fakt dla mnie się nie liczył. - Och, to teraz już nawet nie musisz kogoś znać żeby się mu oświadczyć? A może nasze małżeństwo też nic dla ciebie nie znaczy co?!- miałam dość tej całej sytuacji, miałam dość ukrywania przede mną faktów a jeszcze bardziej miałam dość tego że sama nie byłam w stanie stwierdzić która informacja podawana mi do świadomości jest kłamstwem a która nie.
Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłę, wypełniała mnie furia i rozpacz którym dawałam upust rzucając w niego przedmiotami a ostatecznie wyrzucając go za drzwi mojego mieszkania. Dopiero w tym momencie byłam w stanie odetchnąć, pozwalając sobie na zalanie się łzami. Ignorowałam jego próby dobicia się do drzwi. Siedziałam oparta plecami o drzwi, zastanawiając się co powinnam teraz zrobić i naprawdę nie przejmując się tym, że ktoś może iść klatką bądź wychodzić z mieszkania, w końcu starsze sąsiadki zrozumieją jak tylko opowiem im co się wydarzyło. To słowo, wypowiedziane przez niego, to przepraszam nie znaczyło dla mnie nic, w końcu kto nie przepraszałby stojąc na klatce schodowej i świecąc gołym tyłkiem? Parsknęłam pod nosem, naprawdę nie rozumiejąc jak ten mężczyzna może mieć taki tupet i mówić mi w obecnej sytuacji co mogę a czego nie mogę robić. Zastanawiałam się czy w obecnej sytuacji w ogóle chcę odzyskiwać wspomnienia, oczywiście nie chodzi tu o moją córkę, tą musiałam odzyskać choćbym miała przeszukać całe stany, miasto po mieście, dom po domu...
Po nie całej minucie wstałam, po to by przynieść sobie popielniczkę z kuchni po czym stanęłam blisko drzwi, trwałam tak przez chwilę słuchając co wypowiada mój, pożal się boże, mąż po czym parsknęłam.
- Podaj mi chociaż dwa powody przez które powinnam się na tobie zlitować... I radzę abyś zapomniał o argumencie "jestem twoim mężem"- odpowiedziałam po czym zaciągnęłam się papierosem, w tym momencie usłyszałam z klatki głos jednej z mojej sąsiadek, starszej pani Smith. Na moich ustach zagościł lekki uśmieszek gdyż wiedziałam co ta kobieta potrafiła zrobić.
-Olaboga zboczeńcy na klatce!! Wynoś się bo po milicję zadzwonię !!- usłyszałam najpierw przez drzwi a po chwili dało się słyszeć łoskot jakby starowinka zaczęła obijać Marcosa parasolką, z którą nigdy się nie rozstawała.
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
Oh, jak bardzo moja dusza cierpiała, gdy tylko sobie uświadomiłem, że przecież nie pamiętałem nic z tamtej przeklętej nocy! Nic, poza zachodzącą szkarłatem błękitną koszulą i chłodną, blednącą skórą mej ukochanej! Co się działo po naszym pocałunku? Kiedy wylałem hektolitry łez nad tą stratą? Mój chory umysł nie pozwalał sobie tego przypomnieć, podrzucając jedynie skrawki wspomnień z mijających, kolejnych dni. Dni przepełnionych kawą z prądem, papierosami, zielskiem i nie wychodzeniem poza mój gabinet w Montanie... Oh, ukochana! Gdybyś tylko wiedziała, jak źle znosiłem tę stratę!
- Beth, na litość boską! - Krzyknąłem kolejny raz, załamującym się już głosem. Jak miałem z nią rozmawiać, gdy ta nie dawała mi dojść do słowa? Gdy tak pochopnie postępowała? Czy ona na moim miejscu nie układałaby sobie kolejny raz życia, nawet parszywego, gdyby mnie zabrakło?
Nie było sensu dolewać oliwy do ognia. Nie, gdy ona i tak nie słuchała...
I nawet teraz, stojąc na korytarzu i tak żałośnie tłucząc w jej drzwi - wciąż ją kochałem. To była wciąż miłość mojego życia...
- Mi Amor... Te amo... - Wymruczałem tylko, na chwilę przerywając tę gwałtowną scenę i opierając swoje czoło o ten gruby kawałek drewna, który nas dzielił. - Nie zapominaj też o Albie... Ona... Ona o niczym nie wie. - Dodałem po chwili, chyba nawet ciszej. Oh, jakże nie chciałem, by moje maleństwo było świadkiem tego, jak nasze małżeństwo właśnie rozpada się na kawałki! Przecież całe jej życie widziała, jak bardzo kochałem jej matkę. Jak obie wiele dla mnie znaczyły. Czemu Beth nie mogła mi dać szansy, bym i jej to udowodnił?
- Zrobię dla Ciebie wszystko, Amore... - Nie zdążyłem nawet dokończyć, bo w tym momencie napadła mnie ta starowinka, tuż po opuszczeniu swojego mieszkania. Ała. Jęknąłem żałośnie, co moja ukochana z pewnością mogła usłyszeć. To bolało. A przynajmniej te pierwsze dwa uderzenia, które skończyły się jedynie na moim boku i udzie, aż do momentu, gdy odskoczyłem w bok i chcąc złapać tę nieszczęsną parasolkę... Cóż, no musiałem puścić co dla mnie najcenniejsze.
- Jezu, kobieto, ja tu o swoje małżeństwo walczę! BETH!!!- Stwierdziłem żałośnie, gdy ta jedynie wpatrywała się zdecydowanie za daleko od moich oczu, chyba nie bardzo wiedząc, co dalej robić, gdy jej parasolkę trzymałem w swoich rękach...
_________________
She was the light of my life And the light is precious in a world so dark...♥
When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock
Kelnerka w SkyCity Restaurant
name:
Beth Delgado
alias:
Przypomnisz mi?
age:
46
height / weight:
169/65
Wysłany: 2018-09-04, 13:19
Nie wiedziałam czy powinna go wpuścić, owszem był nagi i to na mojej wycieraczce dobijając się do drzwi, nie wiedziałam jednak jak zachowamy się gdy otworzę te drzwi, teraz zapewniające mi bezpieczne schronienie. Chciałam zapomnieć o tym wszystkim, zasnąć i uznać ze to, co się wydarzyło to tylko przykry sen mojego umęczonego umysłu, mając nadzieję że niedługo zapomnę o tym wszystkim a moje życie będzie dalej toczyło się tak, jak miało się toczyć. Moje serce krwawiło, boleśnie zranione przez mężczyznę który jeszcze przed chwilą obiecywał mi opiekę, obejmował mnie i całował, kogoś kto był moją nadzieją tak boleśnie zabraną ode mnie przez jeden głupi telefon.
Nadal pozostawałam obojętna na jego słowa dopóki nie wspomniał naszej córki, o czym nie wiedziała Alba? O jego zaręczynach? A może Alba również sądziła że nie żyję...? Chciałam się dowiedzieć jak najwięcej na temat mojej malutkiej córeczki, wiedzieć co może mnie czekać kiedy się spotkamy... Nie wierzyłam, by był w stanie zrobić dla mnie wszystko, chciałam jednak zebrać więcej informacji na temat mojej córki..
Stałam tak, przez chwilę przysłuchując się temu co dzieje się na klatce, po czym ruszyłam do kuchni gdzie szybko wciągnęłam spódnicę i zapięłam moją koszulę, słyszałam że sąsiadka nadal jest na klatce, po tym jak niezbyt pochwalnie komentowała zachowanie Marcosa i już bardziej pochlebnie rozmiar jego przyrodzenia stwierdzając że mimo dużych atutów tak kobiety się nie zdobędzie. Dopiero po dłuższej chwili podeszłam do drzwi i wzięłam głęboki oddech. Powtarzałam sobie jak mantrę że dam radę, nie złamię się i nie dam mu zamydlić mi oczu po raz kolejny. W końcu odblokowałam drzwi i powoli je otworzyłam.
Ta scena, cóż nie mogłam powstrzymać uśmiechu na moich ustach. Ta scena, Marcos stojący nago na klatce i staruszka krzycząca na niego i próbująca wyrwać swoją parasolkę, ach gdybym tylko miała przy sobie jakiś aparat. Wyszłam na klatkę w sam środek tej sceny. - Szkoda że nie pomyślałeś o ratowaniu naszego małżeństwa zanim zaręczyłeś się z jakąś siksą. Masz chwilę żeby wejść do środka, drugi raz ci nie otworzę - powiedziałam karcąco, wskazując palcem na mieszkanie za drzwiami po czym uśmiechnęłam się przepraszająco, po czym przeprosiłam ją za zamieszanie i potwierdziłam że pod koniec tygodnia zabiorę ją na większe zakupy w ramach przeprosin po czym weszłam do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Ignorowałam nagie mężczyznę, po to by pójść do kuchni i tak oprzeć się przez blat, po części pokryty potłuczoną zastawą, tak samo jak podłoga i poczekać na tego łajdaka, w końcu tu były jego ciuchy i mógł chcieć je ubrać postanowiłam więc dać mu na to szansę.
- O czym nie wie Alba?- spytałam chłodnym tonem i zakładając ręce na piersi. Cóż, jeśli mnie znał z pewnością wiedział że w obecnej chwili nie było ze mną żartów.
_________________
I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum