Poprzedni temat «» Następny temat
Ściana z graffiti
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 15:40   Ściana z graffiti





[Profil]
 
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-20, 17:26   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// 9.05.2018

Odnalezienie Sophie wcale nie było takie proste. To znaczy... byłoby, gdyby nie ta zmiana nazwiska. Tak, zamiast szukać Janine Atwell, Fay uganiała się za Safiyą Murphy, po której ślad jakiś czas temu zaginął.
Współpraca z Rogerem przyniosła jednak jakieś efekty. Dokopała się do akt Sophie, tych z dogs, mówiących o pobycie jej siostry w jednym z ośrodków terapii genowej. Parę rzeczy nadal jej się nie zgadzało, przykładowo to, że według nich Sophie wcale nie była mutantem i w ośrodku zaszła jakaś pomyłka. A przecież Fay na własne oczy widziała, że gen X jej siostry był aktywny.
Dalej też miało miejsce parę dziwnych rzeczy, jednak Fay już się w nie nie zagłębiała, szukając tego, co naprawdę mogło jej się przydać. Ciężko było robić to, jednocześnie nie ściągając na siebie uwagi wrogich organizacji, jednak ostatecznie dowiedziała się, w jak dużym błędzie była. To nie w dogs powinna szukać, a w gc. Najwidoczniej nawet ich rodzice nie mieli właściwych informacji o Sophie.
Tak też wyglądały ostatnie tygodnie Fay. Krążyła między Olympią i Seattle, ostatecznie kilka dni temu lądując w tym drugim z miast. Jednocześnie starała się trochę pracować, jak najczęściej spotykać z Ronnim i zajmować Penny, a wszystko to dodatkowo pogodzić z próbami obserwacji siedziby gc.
Tak, dokładnie. Bo jak inaczej niby miała znaleźć Sophie jak nie w ten sposób? Wiedziała, w którym miejscu bywa, jak wygląda więc codziennie pod postacią zwierzęcia kręciła się w tamtej okolicy licząc na łut szczęścia, który nadarzył się właśnie dzisiaj.
Bury kundelek leżący pod jedną z ławek po drugiej stronie ulicy podniósł głowę w momencie, gdy budynek opuściła wysoka blondynka, której Fay, widząc jego oczami nie mogła pomylić z nikim innym. Podniosła się z chłodnej ziemi i wyszła z cienia, sprawnie przechodząc na drugą stronę ulicy, obierając sobie za cel właśnie Jane.
Początkowo szła za nią, w znacznej odległości, jednak nie spuszczając z niej wzroku. Dopiero gdy skręcili, gubiąc z pola widzenia siedzibę gc, Fay zdecydowała się zmniejszyć tą odległość praktycznie do minimum. Chcąc zwrócić na siebie uwagę kobiety, najpierw przeszła obok niej, ocierając się o jej łydkę, a następnie wyprzedzając ją i siadając na środku chodnika. Oczy cały czas miała skierowane na kobietę, więc nie było innej opcji, zwierzęciu chodziło właśnie o nią.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-08-21, 20:23   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Prawdopodobnie mogła się spodziewać się tego wszystkiego, co męczyło ją już od dłuższego czasu. Po tym wszystkim, co miało miejsce w ostatnich dniach, tygodniach, częściowo też miesiącach… Powrót do normalnego toku życia nie miał prawa należeć do łatwych spraw. Wręcz przeciwnie - nie łudziła się, że będzie prosto i przyjemnie. Żywiła jednak cichutką nadzieję, że nie odbije się to na niej aż do tego stopnia.
Bujda.
Było źle. Było autentycznie źle i nic nie zapowiadało poprawy tego stanu. Za jedną sypiącą się rzeczą, cóż… Jak to zwykle bywa, dosyć spektakularnie posypało się także wszystko inne. I choć z pozoru wcale nie sprawiała takiego wrażenia, kolejne dni spędzane w siedzibie Genetically Clean nijak jej nie pomagały. Prawdę mówiąc, wolała już patrolować były obóz Bractwa, jednakże - ku niezadowoleniu Jane - nie było takiej potrzeby. Musiała zatem gnić z tymi wszystkimi ludźmi, myśląc jednocześnie o tym, jak wyrwać się z tego miejsca. Już nie tylko o tym marząc, lecz snując najprawdziwsze plany…
Kiedyś nie przepadała za powrotami do pustego mieszkania. Teraz? Nadal ich nie lubiła, ale nie myślała już o nich najgorzej, dlatego też i tego dnia wolała wrócić wcześniej do domu, niż siedzieć do późna w budynku, który wydawał jej się teraz tak ciasny, tak… Duszny i nieprzyjemny. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.
Wychodząc na ulicę i schodząc po kamiennych schodkach, nie rozglądała się za bardzo dookoła. Jej pajęcze zmysły - no, dobrze, jej zwykłe, przeciętne zmysły typowego zjadacza chleba - nie wyczuły niczego, więc w zmęczeniu nie oglądała się praktycznie na nic. No, przynajmniej do czasu, gdy nie poczuła, że jest obserwowana. Nie było to jednak nieprzyjemne, wrogie wrażenie, a i stosunkowo szybko dotarło do niej, kto wlepiał w nią swoje duże, wilgotne ślepia.
- Idź, wracaj do domu. Ktoś cię szuka. - Mruknęła do psa, obserwując, jak ten siada na chodniku. - Idź! No, już.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-22, 18:05   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nikt nie szukał Fay, ani nawet psa, który po prostu przypałętał się na teren motelu, który aktualnie zamieszkiwała i był tam dokarmiany przez jego właścicieli i pracowników, a czasem nawet gości. Murphy zaoferowała, że weźmie go na spacer, jak zresztą robiła już któryś dzień z rzędu. Wciąż chciała nieco poszerzyć granice swojej mocy, rozbudować ją. Czuła, że potrafi więcej, jedynie potrzebowała ćwiczeń, w czym właśnie pomagał jej pies.
Dzisiaj musiała nieco wykorzystać go do obserwacji, ale chyba nie było w tym nic złego, skoro mały mógł rozprostować łapy i pobiegać dalej niż tylko na odległość kilku metrów, na które pozwalała mu smycz. Krzywda mu się nie działa, a wręcz przeciwnie, był z tego faktu całkiem zadowolony. Fay potrafiła wyczuć takie rzeczy.
Pies jakoś niekoniecznie wziął sobie do serca słowa Jane. Fay w jego skórze chciała się, powiedzmy, uśmiechnąć, ale skończyło się na otwartym pysku, wywalonym jęzorze i przyjaznym machaniu ogonem. Z trudem powstrzymała szczeknięcie, a zamiast tego, wciąż siedząc na tylnych łapach, przednie podniosła do góry, jakby wskazując na kobietę stojącą przed nim.
Nie, to ciebie ktoś szuka - zdawało się mówić jego zachowanie. Fay szarpnęła dwukrotnie głową zwierzęcia, jak gdyby nakazując iść za sobą. A jeśli ten gest nie byłby zbyt oczywisty wstała, zrobiła kółko w miejscu i odeszła dobre kilkanaście metrów, żeby to w tamtym miejscu usiąść i poczekać na Sophie. Miała nadzieję, że to wystarczy, żeby wzbudzić jej zainteresowanie, przy okazji nie zwracając uwagi ludzi dookoła.
Powtórzyła tą czynność kilka razy. Gdy Jane podchodziła, zrywała się, odbiegała kilka metrów i czekała, aż kobieta ją dogoni. Nie odeszły daleko, jednak wystarczyło to, by przenieść się w cichsze i nieco bezpieczniejsze miejsce, już nie tak bardzo na widoku.
Budynek z graffiti był w środku zniszczony, opuszczony, a jedno z dwóch wejść znajdowało się pod warstwą farby i ulotek. Kłódki wyjątkowo nie było, więc pies, napierając przednimi łapami na bramę, z cichym skrzypieniem był w stanie ją otworzyć. Gdy Jane weszła za nim, Fay mogła już zerwać połączenie ze zwierzęciem, który po szybkim otrząśnięciu się z poprzedniego stanu, pobiegł do Murphy, która w środku, pośród tego całego bałaganu siedziała na niewielkim stosie drewnianych palet i czekała na siostrę. Miejsce może nie było zbyt piękne, ale cóż, przynajmniej bezpieczne na spotkanie.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-08-25, 00:47   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


W momencie, w którym nie zastanawiała się jeszcze zbytnio nad głębszym sensem zachowania zwierzaka, domniemanych znaków, jakie jej dawał, tudzież wszystkim innym, co było związane z nim związane, mogła śmiało stwierdzić, że stworzenie było na swój - pomerdany, zupełnie jak jego ogon - sposób… Urocze. Mimo dosyć kiepskiego dnia, kilka razy nawet się do niego uśmiechnęła, nie tarmosząc go jednak za uszami, jak to robili niektórzy ludzie, ani nawet nie wyciągając ku niemu ręki. Nie mogła sobie pozwolić na zbytnie spoufalanie się z psim przybłędą, zdając sobie sprawę z tego, iż nie była w stanie zabrać go ze sobą do domu. Owszem - miała ku temu wszelkie możliwe warunki, jednakże na tym kończyła się ta historia.
O ironio, zupełnie jak w przypadku ludzi, nie chciała przywiązywać do siebie jakiegokolwiek stworzenia… Sama nie chciała się do niego przywiązywać, więc nie myślała o ratowaniu piesków czy kotków, czy nawet rybek akwariowych. Były pocieszne, wdzięczne, kochane, ale… Po prostu nie. Tym bardziej nie wiedziała zatem, dlaczego tak właściwie skierowała swoje kroki za zwierzakiem, doganiając go za każdym razem, kiedy się od niej oddalił. Robiła to dosyć instynktownie, jakby podświadomie przyswajając myśl o tym, iż czegoś od niej chciał. Nie musiał nawet tego specjalnie okazywać, była dosłownie na jego usługi.
No, przynajmniej do czasu, kiedy nie postanowił skręcić w bardziej obskurną, mniej uczęszczaną uliczkę, która prowadziła wyłącznie w jedno miejsce - wprost do nieprzyjemnie, wręcz niebezpiecznie wyglądającego budynku. Jane widziała go już wielokrotnie wcześniej, nie myśląc jednak wtedy, by wchodzić do środka. Bądźmy szczerzy, pracując w takim a nie innym biznesie, na co dzień miewała dostatecznie dużo atrakcji, nie musiała dodatkowo spotykać się z okolicznymi ćpunami i typami spod ciemnej gwiazdy, a to właśnie tacy zazwyczaj urzędowali w podobnych miejscach.
Powinna się wycofać… Wiedziała to, ale - widząc, z jaką precyzją pies wyszukał i otworzył drzwi do budynku - postanowiła chociaż zajrzeć do wnętrza. Ot, stając w praktycznie nieistniejącym progu i rzucając ciche:
- Psie? - Nie wchodziła zbyt daleko, nie rozglądała się po obszernym, zastawionym rzeczami pomieszczeniu. Już i tak czuła się dostatecznie niewygodnie, mimowolnie zaciskając dłoń na pistolecie u boku.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-25, 17:31   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dopiero w momencie opuszczenia ciała zwierzaka i powrotu do swojego Fay poczuła, jak bardzo jest zmęczona. Cóż... w jej mocy bardzo łatwo było się zatracić, gdy mocniej podzielała to, co czuł, widział i słyszał pies, niż ona sama. Zdarzało jej się zwyczajnie przegapić ten najodpowiedniejszy czas na zerwanie połączenia i nieco się nadwyrężyć.
Stało się tak właśnie w tym momencie, gdy czuła się zwyczajnie padnięta, jak po długim i ciężkim dniu w pracy. Było to lekko nieprzyjemne uczucie, jednak w żaden sposób nie przeszkadzające jej w normalnym funkcjonowaniu. Może po części działo się to dlatego, że była... no cóż, trochę podekscytowana tym, że jej plan zaciągnięcia tu Jane rzeczywiście zadziałał.
Poprawiła pistolet wetknięty z tyłu za pasek spodni i ukryty pod czarną bomberką, po czym podniosła się z palet akurat, gdy pies wbiegł do pomieszczenia, w którym się znajdowała. Od razu kucnęła, żeby zmierzwić jego futerko.
- Dobry piesek, spisałeś się - mruknęła z uśmiechem. Co prawda to ona odwaliła większość roboty, ale no, bez niego by się przecież nie udało - Później ci to wynagrodzę - dodała jeszcze, gdy pies już wsadzał nos pod jej kurtkę w poszukiwaniu smakołyku w nagrodę. No niestety, dzisiaj wyjątkowo niczego przy sobie nie miała, musiał chwilkę poczekać aż wrócą do motelu.
- Tutaj jest - powiedziała głośniej, gdy usłyszała roznoszący się echem głos Sophie. Cichy, ale wciąż całkiem nieźle słyszalny. Podniosła się z kucek, chwilowo dając spokój psu - Wybacz za tą zabawę w kotka i myszkę, ale musiałam cię jakoś tu ściągnąć - uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu, gdy kobieta wreszcie pojawiła się w drzwiach. Albo raczej tego, co po nich pozostało - brudnej i wybrakowanej ramie - Nie chciałam ryzykować zbliżania się w okolice twojej... hmm, firmy. Tobie też by się to pewnie nie spodobało więc wysłałam Dino, żeby cię przyprowadził. Nie chcę ci robić kłopotów, Jane, chcę tylko porozmawiać - z jej twarzy przeniosła wzrok na pistolet, który trzymała w ręce, więc i swoje dłonie uniosła nieco do góry, by jeszcze bardziej pokazać, że nie ma złych zamiarów.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Jane Atwell



I can feel the flames on my skin, crimson red paint on my lips. If a man talks shit, then I owe him nothing. I don't regret it one bit, 'cause he had it coming.

opętanie

75%

członek oddziału terenowego





name:

Safiya Janine Atwell

alias:
Sophie | Jane

age:
28 lat

height / weight:
178 / 65

Wysłany: 2018-08-26, 10:20   
   Multikonta: Cassie
  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, spodziewała się naprawdę wielu rzeczy. Od zgromadzenia narkomanów czy siedziby mafii, poprzez zasadzkę, na zwaleniu jej się jakiejś starej belki na głowę. Paradoksalnie, pośród tych wszystkich scenariuszy, nie przewidziała czegoś, co po dłuższym namyśle brzmiało dosyć prawdopodobnie... Ustawionego spotkania z jej własną siostrą. Przecież mogła to odgadnąć, czyż nie? Niewiele to jednak teraz zmieniało. Nadal stanęła niczym wmurowana, nieświadomie unosząc palce w kierunku umalowanego policzka. Ich ostatnie spotkanie w cztery oczy skończyło się... Źle. A mimo to nadal stały na przeciwko siebie.
- Nie masz za grosz instynktu samozachowawczego. - Mruknęła, przełykając ślinę, ale nadal dając Fay powiedzieć całą resztę. Być może przez to, iż nadal nie do końca dowierzała w ich spotkanie, być może była to jednak ciekawość. Tak czy siak, milczała przez dobrą minutę, robiąc tylko dwa kolejne kroki, by nie stać w drzwiach. To nie zapowiadało się na krótką rozmowę.
- A więc cokolwiek z... - Znacząco się rozglądając i kiwając głową na stos palet oraz innych pomniejszych śmieci, odchrząkując. - Tego. Miałoby mi pasować? - Wbrew temu, co teraz sugerowała, podobne warunki wcale jej nie przeszkadzały. Chodziło o coś innego, o niesamowity, wręcz niezdrowy upór Fay, by doprowadzić do ich spotkania twarzą w twarz, nawet mimo wiedzy o tym, jak bardzo szkodliwe dla nich obu mogło to być. Jane nie czuła w tym momencie tej nostalgii, tego wewnętrznego ciepła na myśl o prawdziwym spotkaniu po latach. Nie przez to, że tego nie chciała. Wręcz przeciwnie, to nie było jednak aż takie proste, bowiem czuła także złość, irytację powodowaną tym, jak dała się podejść. Miała dostatecznie dużo innych problemów, tych bez związku z siostrą, by dokładać sobie kilka garści kolejnych. Przecież o tym mówiła, obie znały ryzyko. Zwłaszcza po tym, co miało miejsce podczas ostatniego zebrania GC, to była zbyt ryzykowna gra.
- Robisz mi kłopoty. - Stwierdziła, dosyć wyraźnie to podkreślając, choć szczerze wątpiła, by to cokolwiek dało. - Zdajesz sobie sprawę z tego, co będzie, jeśli mnie tutaj z tobą złapią? Zobaczą? - Choć nie warczała ani nie syczała, naprawdę spokojnym tonem wypowiadając te słowa, niewątpliwie była dosyć wyraźnie nie w sosie. Po raz kolejny wzdychając ciężko i spoglądając na towarzyszącego im zwierzaka, który ją tu przyprowadził. A może raczej zwabił? Mimo że wiedziała o zdolnościach Fay, czuła się z nimi dosyć nieswojo. Nie mogła temu zaprzeczyć. Mogła za to zrobić to, o czym myślała praktycznie od początku zawędrowania w okolicę magazynu - wycofać się.
- Pożycz mi... Dino? Dingo? Tak się wabi? - Spytała, jednocześnie machając ręką, jakby to ostatecznie nie miało większego znaczenia. Polubiła tego stwora, ale przecież niejako był wtedy jej siostrą, nie sobą - pociesznym psem z ogonem merdającym niczym śmigło helikoptera. - Pożycz mi Dino, żebym nie wyszła stąd sama, a potem o wszystkim zapomnijmy. Tak naprawdę będzie najbezpieczniej.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Fay Murphy



Who gets the bird, the hunter or the dog?

kontrola nad zwierzętami

75%

informatorka w Bractwie





name:

Fay Karen Murphy

alias:
Olivia Ward

age:
26 lat

height / weight:
173/55

Wysłany: 2018-08-27, 18:28   
  

   Władczyni Pingwinów

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Tak, chyba już to gdzieś słyszałam - uśmiechnęła się kątem ust, chociaż może nie do końca się z tym zgadzała. Nie pakowała się w kłopoty, o ile stawką nie było coś naprawdę ważnego. Poza tymi drobnymi wyjątkami raczej ceniła sobie spokój. Szkoda tylko, że jako mutant nie mogła się nim nacieszyć zbyt długo. Zawsze na horyzoncie pojawiało się coś, co zaburzało tą chwilową przerwę od wszelkich problemów.
- Cóż, to chyba lepsze niż podwórko GC - odparła, wzruszając lekko ramionami - Pod kątem bezpieczeństwa, oczywiście. Jeden mutant już sam w sobie mógłby wzbudzić dużą sensację. Co dopiero dwójka - dodała, nie spuszczając z niej wzroku. Nie chciała rozgrywać tego w ten sposób, ale cóż, jakoś musiała przykuć jej uwagę, zdradzić, że nie próżnowała przez ostatni miesiąc. Chociaż i tak w życiu nie użyłaby tych informacji, żeby zaszkodzić Sophie. Nie chciała robić jej problemów, po prostu pewne rzeczy musiały zostać powiedziane i wyjaśnione.
- Ten ostatni raz, masz moje słowo - westchnęła pod nosem. Jeśli ta naprawdę nie chciała mieć z nią nic wspólnego, czy nie utrzymywać kontaktu dla ich wspólnego bezpieczeństwa - w porządku, Fay miała zamiar to uszanować. Chciała tylko, żeby tym razem rozstały się tak, jak należy - świadomie, bez sekretów i niedopowiedzeń - Zawsze byłaś taką pesymistką, czy dawniej mi to umknęło? - spytała, unosząc kąciki ust. Naprawdę zadbała o wiele rzeczy, przede wszystkim o kamery, które pewien głupi gołąb nieco poprzekręcał, by żadna z nich na pewno nie obejmowała tego terenu. Poprowadziła też Sophie możliwie najmniej monitorowaną drogą no i sama zjawiła się w tym miejscu już dawno temu, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Przez ten czas nikt nawet nie próbował wejść do tej rudery. A nawet, jeśli jakiś bezdomny będzie chciał spróbować to zrobić, napotka na swojej drodze właśnie psa, już nie tak przyjaznego jak teraz, bo przecież Fay bez problemu mogła wpłynąć na jego emocje.
- Tak, Dino - odparła, chociaż... no cóż, nie o psie chciała tu porozmawiać. A czas niestety płynął nieubłaganie - Sophie proszę... pożyczę ci go, ale chyba... możesz jeszcze przez kilka minut poudawać, że go tu szukasz, zanim wyjdziesz na zewnątrz? - spytała, robiąc kilka kroków w jej stronę - Kilka minut, proszę... - powiedziała, w końcu mogąc się jej dobrze przyjrzeć. Niewiele zostało w niej z Sophie sprzed dwunastu lat, jednak z bliska mogła znaleźć kilka elementów, które nie zmieniły się tak bardzo, jak oczy czy kształt nosa lub ust. Zawsze uważała, że jej siostra była śliczna i teraz, gdy ta wydoroślała wcale nie zmieniła zdania. Zauważyła też, że o ile kiedyś były trochę podobne, tak teraz każde z nich poszło w zupełnie inną stronę, wdało się w innego rodzica. Sophie nieco przypomniała jej ich ojca, nieco surowego i nie znoszącego sprzeciwu. Fay najwidoczniej miała upór ich matki.
_________________


I wish I could see this world again through those eyes...

[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-01-28, 18:49   

//21 grudnia, okolice godziny 14.

Wydawało się, że wszystko powoli wraca do normy. Nie wszystkim udało się wyjść z tej paskudnej choroby, która zaatakowała całe Stany Zjednoczone, przez co w co biedniejszych dzielnicach wciąż można było napotkać truchła zainfekowanych. Na nic były próby wszelkich służb porządkowych - w końcu walczyli oni nie tylko z tą chorobą, ale i konsekwencjami wojny. Najważniejsze było utrzymać bardziej reprezentatywne miejsca w czystości - a to oznaczało, że biedota wciąż była skazana na widok tego, co ich zdziesiątkowało...
Co gorsza - były to osoby, których nie było stać na leczenie. Które nie mogły liczyć na pomoc Rządu - z obawy przed trafieniem do Dzielnicy Ochrony Mutantów. Oznaczało to, że musieli znaleźć własny sposób na zarazę...
To wszystko odbywało się jednak w ciemnych zaułkach i podziemiach - poza widokiem jakichkolwiek oczu. Nikt nie chciał być posądzany o kanibalizm - ale co Ci pozostawało, gdy każda nadzieja zawodziła?

Względna normalność... Każdy chciał w nią wierzyć - tym bardziej w tak pięknym dniu jak dzisiaj. Słońce nieśmiało wychylało się zza chmur, jakby chcąc pocieszyć wszystkich po ostatnich nieprzyjemnych wydarzeniach. Chodniki już dawno przeschły po ostatnich deszczach, i nawet mimo spadku temperatury - można było odczuć dziwną lekkość w powietrzu. Czyżby rzeczywiście miało być lepiej?
Ktokolwiek tędy teraz spacerował, mijając kolejne obce twarze gojące się po zażyciu cudownego leku - nie miał jednak tego szczęścia. Już tutaj, przy tych malunkach na ścianie można było usłyszeć żałosny krzyk błagający o pomoc, oddalony zaledwie o kilka uliczek, kilkadziesiąt metrów.
A wszyscy zdawali się być na niego tak bardzo głusi...
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-02-22, 22:54   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// 8 maja 2019

Trochę czasu Brian potrzebował, aby nadrobić zaległości po tym, jak musiał wywalczyć sobie wolność. A właściwie, otrzymał w tym kierunku pomoc i na nowo zaufanie. Terapia jakiej został poddany, sprawiła że mógł wrócić znów do służby. I to od razu do oddziałów szwadronowych. Część kolegów i koleżanek przyjęła go jak równego sobie, lecz byli tez tacy, to woleli by za swoje przewinienia, jednak poszedł siedzieć. Z tego nie robił sobie nic. Miał czas by dojść lepiej do siebie, nadrobić zaległości w informacjach, raportach, polityce i działaniach Departamentu. Otrzymał częsty patrol i listę mutantów do schwytania. Wśród nich widniały dwa znane mu nazwiska: Bartowski i Fowler.
Tego dnia miał wolne. A że pogoda dopisywała, wyszedł na długi spacer, po drodze kupując sobie nową paczkę papierosów i zapalniczkę. Odpalił jednego i z rękoma w kieszeni letniej kurki, szedł przez miasto, docierając do ścian upaćkanych graffitami, nie zatrzymując się. W razie czego, był uzbrojony. Mając może nadzieję złapać jakiegoś mutanta po cywilnemu. Pistolet miał za paskiem od spodni. Kajdanki w kieszeni. Odznakę również. Po prostu przyzwyczajenie zawodowe.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-02-24, 22:59   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


//8 maja


Nie mogłam uwierzyć, jak łatwo dałam się sprzedać. Jak dałam się wciągnąć w te piekielne gierki. Jak po prostu... Jak znowu porzucałam wszystko, w co pozostało mi wierzyć. Karma szybko chciała mnie za to pokarać. Jasne - może i miałam w kieszeni telefon, dwie stówki i zapas jakiegoś świństwa, przez które mogłabym się pewnie nawet zajebać, ale... Czy był sens?
Byłam słaba, bo pozwoliłam się na nowo wciągnąć w to gówno. Niby miałam kilka godzin wytchnienia, ale czy było warto? Czułam się teraz jak gówno - nie tylko przez myśli, które odbijały się echem w mojej głowie, ale i ogólne kiepskie samopoczucie. Było mi cholernie zimno, czułam się osłabiona, ale... Nie mogłam tam zostać. Nie dłużej...
Szłam więc uliczkami, samej nie wiedząc, gdzie szukać bezpiecznego kąta. Czy powinnam schować dumę do kieszeni i przeprosić Dale'a za moją lekkomyślność? Skubany miał rację, wpakowałam się w kłopoty. Ale... Nie potrafiłabym chyba tak po prostu przeprosić, nie po tym wszystkim. Ricky? Byłam pewna, że mnie nienawidzi. Znienawidziłaby jeszcze bardziej, gdyby dojrzała, w jak złym stanie się znajduje... Elaine? Czy to nie nadużywanie jej gościnności?
Nie miałam gdzie się podziać, więc nogi mnie niosły. Nie wiedziałam też, czy to wpływ tego świństwa, które zażyłam poprzedniej nocy, czy jednak... Mogłam widzieć jakąś nadzieję gdzieś tam, na końcu uliczki?
Przyspieszyłam swojego kroku, mój oddech stał się płytszy. Wyciągnęłam dłoń z kieszeni bluzy, łapiąc za silne ramię mężczyzny idącego przede mną.
- Brian? - Zapytałam dość niepewnie, ochrypłym głosem. Wyglądałam inaczej, niż przy naszym ostatnim spotkaniu. Wory pod moimi oczami z całą pewnością wydawały się głębsze, a waga... Spadła jeszcze niżej. Nie wiedziałam jednak, że to nie będą rzeczy, które on będzie w stanie zauważyć. Nie wiedziałam, że to już wcale nie jest mój sojusznik...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-03-01, 03:03   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kto by przypuszczał, że tak szybko odnajdzie tę, która namieszała mu w życiu i przez którą stracił prawie wszystko. Areszt, proces, tłumaczenie się z zarzutów, po co mu to było? Mógł żyć bez tych problemów. Dalej służąc z czystą kartą jako szwadronowiec. A tym czasem, przez jedną mutantkę stracił wszystko. Że nie miał nikogo, zdany był na łaskę szefostwa i prawo rządowe. Był ich maszyną. Rękami do zabijania i chwytania mutantów.
Odpalił papierosa. Schodził zapalniczkę i zaciągnął się. Wypuścił dym, kiedy poczuł nagle, że ktoś łapie go za ramię. Odwrócił głowę i zobaczył JĄ. Samantha Bartowski. Normalnie Brian widząc ją, nie ukrywał by szoku ale i radości widząc ją całą i zdrową. Nawet by ją przytulił. Ten tutaj, nie miał tego wyrazu na twarzy, jakoby go znała. To nie był już ten człowiek, który wyciągnął ją z tego piekła. Do którego, może znów sprowadzić. Od razu złapał ją za rękę, wykręcając do tyłu i przycisnął ją do ściany niczym złoczyńcę.
- Długo nie trzeba było Cię szukać. Bartowski.
Trzymał ją w mocnym uścisku, szukając już kajdanek w kieszeni. Mimo bycia w cywilu, w razie czego nosił jedną parę przy sobie. O ile nie kombinowała niczego i nic ani nikt im nie przeszkodził, mógłby ją spokojnie zakuć i zabrać ze sobą. Może Weller od razu go wynagrodzi za sprowadzenie jej z powrotem? Brian teraz był bez emocji do mutantów. Tym samym co kiedyś, może nawet bardziej surowszy?
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-03-01, 17:09   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ta mała iskierka nadziei, która jeszcze przed sekundką próbowała się we mnie tlić, zgasła na dobre, gdy w jego spojrzeniu nie dostrzegłam dawnej troski i zmartwienia, a reakcja - pokazała mi boleśnie, że... Chyba się myliłam.
To była chwila, gdy siłą dociśnięto mnie do ściany a rękę boleśnie wykręcono - jakby mi nie było za mało z jedną niesprawną do jasnej anielki.
- Aua! - Krzyknęłam mimowolnie, przymykając swoje oczy - jakby to nie miało uchronić przed obiciem od tej ściany. - Co Ty odpierdalasz, to jakaś głupia gra dla kamer?! - Zapytałam po chwili, wyraźnie poddenerwowana, starając się utrzymać chociaż odrobinę półszept. W końcu... Wcale nie chciałam zwracać na nas uwagi przypadkowych przechodniów, gdyby tacy mieli się tu znaleźć. Oddychałam ciężko i płytko, czułam też, jak zaczyna mnie boleć głowa.
Przeklęta moc. Kurwa, czemu akurat teraz?!
- Brian, do jasnej cholery, przestań.. - Wydusiłam z siebie niemal błagalnie, licząc na to, że... Że naprawdę to tylko dla kamer. Tylko jeśli tak... Dlaczego wkładał w to tyle sił?
Mój stan nie pozwalał się przed tym bronić. Czułam się jak gówno po ostatniej nocy, a fakt, że moja prawa ręka zwisała teraz niemal bezwiednie u mojego boku i nawet nie pozwalała mi się odepchnąć od tej ściany zaczynał mnie załamywać. - Muszę Ci coś powiedzieć... To... To ważne... - Próbowałam jeszcze zachować spokój, ale czułam jak moje mięśnie się spinają i ogarnia mnie względna niemoc. Nie mogłam też ukryć faktu, że wygięta do tyłu ręka, po prostu mnie bolała - sycząc za każdym razem, gdy mężczyzna choć odrobinę nią ruszył, czy mocniej ją docisnął.
Do jasnej cholery... Co się tu odwalało?!
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-03-01, 21:38   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Brian w tej chwili nie był delikatny. To nie była też gra do kamery. On na prawdę zamierzał zabrać ją z powrotem do DOGS. Z miejsca z którego uciekła. Manipulując jego umysłem, uwodząc go swoją mocą. Mieszając w głowie, przez co stracił swoją pracę. Odzyskał, by móc odpokutować swoje winy. A sprowadzając ją i Fowlera, kto wie czy zyskałby jeszcze większe zaufanie i szefostwa?
Nie cackał się i zakuł jej jedną rękę w kajdanki, po czym uczynił to samo z drugą ręką. Lecz zorientował się, że miała jakoś dziwnie bezwładną. Zresztą, co go to obchodziło. Złapał ją w silnym uścisku za ramię i skierował z nią w stronę powrotną. Być może do swojego pojazdu, aby od razu pojechać z nią do siedziby departamentu. Nie odpowiadał jej na komentarze. Ale że chciała mu coś powiedzieć, to spojrzał na nią.
- Co takiego?
Może to było coś ważnego? Może dowie się czegoś nowego? Ufała mu? Jeszcze lepiej. A jeżeli myśli, że to gra do kamer, niech więc tak pozostanie.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-03-03, 20:20   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie mogłam ukryć, jak mój oddech stawał się coraz cięższy, a kolejne stęki powodowane przez ból wydobywały się z mojego gardła. Coś... Coś tu do jasnej cholery mocno nie grało!
- Kurwa, Kersey! - Podniosłam w pewnym momencie swój głos, czując, jak moja ręka jest nieprzyjemnie wykręcana do tych przeklętych kajdanek. To... To zdecydowanie nie przypominało realistycznej gry, a raczej... Prawdziwe aresztowanie? - Przestań odpierdalać... - Dodałam po chwili półszeptem, gdy w końcu odkleił moją twarz od tej brudnej ściany i zaczął mnie siłą prowadzić gdzieś wgłąb ulicy.
Kurwa mać.
Próbowałam się mu wyrwać, choć na chwilę stanąć z nim twarzą w twarz. JEśli mi się to udało, mógł widzieć moje zaszklone, wściekłe spojrzenie. Moje ściągnięte brwi i nieprzyjemny grymas na twarzy. Mógł dostrzec, jak ścięgna na mojej szyi wyjątkowo się napinają, zanim ochrypłym głosem zdołałam z siebie wydusić tylko krótkie, ale jak bolesne oświadczenie:
- Straciłam je...
Pociągnęłam swoim nosem, nie mogąc dłużej patrzeć mu w oczy. Obiecałam tylko jedno w zamian za wolność i nawet tego nie byłam w stanie zrobić. - Poroniłam... - Wydukałam po chwili, znacznie mniej pewnie, spuszczając swój wzrok. Nie wiedziałam, jak na to zareaguje. W sumie... W ogóle przestałam rozumieć to, co tu się teraz działo. Ale... Nie mogłam tego trzymać w sobie. Nie teraz.
Nie teraz...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6