Poprzedni temat «» Następny temat
I poziom
Autor Wiadomość
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-07-27, 17:58   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| jakoś po wykrwawianiu się

Strach… Hahahaha. Miałem ochotę się śmiać. Chyba z żalu. Ten towarzyszył mi niemalże na każdym kroku, każdym kroku, być może kolejnym, być może ostatnim przed schwytaniem, śmiercią, Bóg jeden wiedział przed czym.
Niby D.O.G.S. nas wypluło, wyrzuciło niczym stare lalki, podziurawione i poszyte zabawki, ale czułem, że to koniec, to nie mógł być koniec. Nie odpuszczali mutantom od tak, wszczepili nam te gówna, więc mieli wyższe plany, zanim złapią nas ponownie i nie wrzucą na terapię. Musiałem być na to gotowy, musiałem ocalić siebie i dziewczyny, a to nie było proste, skoro nie mieliśmy wstępu do Bractwa, które, tak na dobrą sprawę, już nie istniało. Tyle się działo… Ledwo co uszedłem z życiem, a teraz przeraźliwy wrzask Sam rozdzierał część ulicy, a na pewno cały przyloftowy teren jej domu. Gorsze od dzwonu alarmowego.
Odruchowo, nie pamiętałem drogi, którą pokonałem. Biegłem, ile sił w nogach, gotowy ujrzeć najgorsze… Milion obrazów już dawno przemknęło przez moją głowę, która układała plan działania. Na każdą, najwyraźniej, ewentualność. Była w tym okrutna.
Kiedy wypadłem zza ściany pewnie, po tym jak niemalże wyważyłem drzwi i takie tam, czy tam wbiegłem po schodach, czy co tam… Nie wiem, w której części domu się znajdowały, ale w końcu stanąłem przed nimi zziajany i wpatrywałem się w nie spięty, przerażony. Nie wiedziałem, co wyrabiały. Byłem w szoku… Sam, Ricky i… Alba. Niby bezpieczne towarzystwo, ale…?
- Co się dzieje? Co wy wyprawiacie?! – zapytałem spięty. Nie podobało mi się to, krzyki Sam, teraz obie się nad nią pochylały… Pokręciłem głową, próbując to jakoś złożyć do kupy, ale nie potrafiłem. Miałem ochotę wybuchnąć bardziej i je opierdolić jedynie za to, że śmiały znowu coś wymyślać, czyniąc ten mój świat jeszcze bardziej stresującym, ale powstrzymałem się, jedynie zaciskając dłonie w pięści.
Chuj. Zrobię wszystko, co tylko w mojej mocy, by uczynić ten świat lepszym. Dla tych trzech wariatek.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-07-29, 23:07   
   Multikonta: Lidia Foney


W tamtej krótkiej chwili Alba Maria Delgado stała się potworem. Najgorszym koszmarem Sami. Zadawał jej ból, docierając do najokrutniejszych lęków, a jednocześnie wciąż ich nie znając. Nie mogła widzieć wizji w jej głowie, ale czuła jej emocje i to wystarczyło. To nawet aż nadto, kiedy dodamy do tego fizyczny obraz wierzgającej, krzyczącej, płaczącej w bólu kobiety. Szeptała sobie Alba, że to dla jej dobra. Nie pomagało.
Nie chodziło o siłę i energię, jaką potrzebowała, by tak zadziałać na siostrę Aarona. Chociaż to zadanie wymagało od niej potężnych pokładów mocy, to jednak nie to było tutaj najtrudniejsze. Kiedy grzebiesz ludziom w ich uczuciach, kiedy mieszasz im w głowie, nie tylko część nich na zawsze zostaje w tobie, ale i zmieniasz się ty. Sam walczysz ze swoimi barierami, ucząc się zadawać ból i jednocześnie go odbierać. Emocje zadawały ciosy potężniejsze niż broń i niekiedy niemożliwe do zaleczenia.
Wątpiła w jej oddech, wątpiła w życie w niej. Bo kiedy to się zatrzymało, Sami zdawała się być gdzieś między życiem a śmiercią. Gdzieś w najgłębszej otchłani rozpaczy. Alba trwała z lekko zaciśniętymi pięściami, a całe jej ciało zamarło. Wilgotne powieki skryły blask jej oczu. Czuła krew na ustach, czuła, że kuchnia zaczyna jej wirować przed oczami. Ricky coś mówiła, ale w tamtym momencie blondynka jeszcze jej nie słyszała. Zupełnie jakby próbowała się zablokować i pojąć to, co właśnie zrobiła. Nie rzuciła się do sprawdzania wody, nie pozwoliła się posadzić na fotelu. Wytarła niedbale dłonią krew cieknącą jej z nosa i wzięła głęboki wdech. Powoli wstała z chłodnej podłogi i podeszła do dziewczyn.
- Jeszcze chwila – szepnęła jakby nieobecna. Pogłaskała czule Sami po policzku i przez moment patrzyła na nią zatroskana. Koniec najgorszej fali, ale nie koniec działania. Nie mogła jej zostawić przecież w takim stanie, prawda? Miska w tamtej chwili mogła poczekać. Sami mogła wkrótce poczuć błogi spokój, poczucie bezpieczeństwa, bliskich pośród siebie i… Alba zerknęła na moment na postać, która się właśnie pojawiła. Świat złagodniał, świat zaczynał się goić. Serce zabiło nieco mocniej. Pociągnęła lekko nosem i ten ostatni raz spróbowała się skupić, by móc wypędzić z niej lęki, by przestała drżeć, by nie musiała więcej cierpieć. Obraz się Albie nieco zamazywał przed oczami, ale musiała. I wiecie co? Zrobiła to. A potem padła na kolana i przyłożyła dłoń do skroni. Miska. Doczłapała się do niej, ignorując pytania Aarona. Powąchała, zmoczyła palce i aż ją odrzuciła. Wróciła do nich, nie wiedząc, czy powinni triumfować, czy może zapłakać. Lekko kiwnęła głową, patrząc na Ricky. Potwierdziły się ich najgorsze obawy. Nie była pijana, była mutantem.
- Aaron, Twoja siostra przemieniła wodę w alkohol – wyjaśniła cicho, na więcej słów chyba nie miała siły. Powinna się na niego rzucić, powinna go ukochać w tęsknocie, trosce, długich dniach rozłąki. Powinna oszaleć z radości. Ale była kompletnie wyczerpana i niemal zatopiła się w tym fotelu. - Powinniśmy ją zaprowadzić do łóżka. Jest wyczerpana, musi odpocząć.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-07-30, 15:03   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Zatracasz siebie. Nie wiesz, co jest prawdą, a co fikcją. Wszystko zamazuje Ci się w jedną, niepewną całość. Strach i paraliż Cię nie opuszcza, tak bardzo pragniesz teraz śmierci... Bo przecież... Tylko w niej możesz znaleźć ukojenie.
W tej jednej krótkiej chwili miałam takie przeświadczenie. Co jednak było dziwne... Już raz się tak czułam. Tylko kiedy? Kiedy to było? Kiedy mój umysł i ciało ogarnął tak wielki ból, bym pragnęła zamknąć na wieki oczy? Czy to właśnie wtedy... Właśnie wtedy zaczęły się moje problemy z panowaniem nad własnym ciałem?
Nawet kojące głaskanie mojej Kruszyny nie zapewniało mi wystarczającego poczucia bezpieczeństwa. Jej słowa i troska rozmywały się gdzieś w tym wszystkim, zostawiając z tyłu głowy to dziwne przeświadczenie, że i ona będzie przez to cierpieć. Nie myślałam logicznie, nie myślałam trzeźwo. Ginęłam gdzieś w odmętach własnego umysłu, nie mogąc jednak ani na chwilę zmrużyć oczu. Ten irracjonalny strach mi na to nie pozwalał...
Dałam się jednak poprowadzić do tej kanapy, mimo, że przecież nogi wciąż miałam jak z waty, a na moich policzkach wciąż gościły smutne łzy. Wtuliłam się, w moją drogą, małą Ricky, jakbym resztkami sił chciała jeszcze ją chronić, własnym, obolałym ciałem.
I wtedy Alba, ta sama kobieta, która zdołała ujarzmić tego narwańca, mojego brata, swoim kolejnym dotykiem w końcu dała mi wytchnienie. Jak za dotykiem magicznej różdżki, te wszystkie negatywne myśli, strachy i lęki uleciały gdzieś daleko, zostawiając mnie w rzeczywistości. W świecie, gdzie byłam w swoich własnych czterech ścianach, przy dwóch zaufanych osobach.
Mogłam odpocząć. W końcu mogłam zamknąć oczy. W końcu... Zasnęłam...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-08-16, 10:30   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Byłam zmęczona, zaniepokojona, wściekła, zaskoczona. Kilka tak skrajnych emocji, a w jednym momencie. Chciałam położyć się i zasnąć razem z dziewczyną na której mi zależało, jednak nie mogłam tego zrobić nie w momencie gdy miałam taki mętlik w głowie. Myślałam nad tym co się stało i jak to wpłynie na przyszłość. Jak sobie Samantha z tym poradzi i jakim będę dla niej wsparciem. Jeśli w ogóle nim będę. Sami zamknęła oczy i zasnęła wtulona we mnie, ale gdy drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wbiegł nie kto inny jak Aaron zagryzłam zęby i delikatnie odsunęłam Sami tak by położyła się na poduszkach. Wstałam i zrobiłam kilkanaście kroków w stronę mężczyzny. Wydawałam się spokojna i opanowana, ale... No właśnie byłam wściekła na Niego. Byłam zła że zostawił nas jako bractwo i nas jako Albę i mnie. Stanęłam twarzą w twarz z facetem którego miałam ochotę uderzyć. I właśnie to zrobiłam. Może i byłam od niego mniejsza i to sporo mniejsza, ale dobrze mnie nauczył. Oberwał z liścia w twarz, a w moich oczach pojawiły się łzy. Kolejny raz słonawy płyn poleciał mi po polikach.
- Jak śmiałeś. - zapytałam łamiącym się głosem, ale szybko jak na mój stan ogarnęłam się. Odeszłam od niego by być bliżej Alby. - Czy ty w ogóle wiesz jak my się poczułyśmy? Jak ja się poczułam wracając do bractwa, a Ciebie tam nie było? Mój najlepszy przyjaciel uciekł i nic mi do jasnej cholery nie powiedział! - krzyczałam na Niego, ale nie miałam ochoty słuchać jego tłumaczeń. Położyłam dłoń na ramieniu Alby.
- Ty też powinnaś odpocząć. Dobra robota. - powiedziałam łagodniej, a sama zaczęłam sprzątać po naszym eksperymencie. Westchnęłam wylewając zawartość miski do zlewu. Poczułam ten nieprzyjemny zapach alkoholu i się lekko skrzywiłam. Samantha jest mutantem. Ta która ich nienawidziła, stała się jedną z nas. Może być ciekawie.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-08-23, 19:12   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


To chyba się nie działo naprawdę, bo, cholera, nie mogło. Moje życie już bez takich newsów było zbyt bardzo posrane i nie potrzebowało kolejnych wieści tego typu. A jednak…
To wszystko to najprawdziwsza, najczystsza prawda. Nie dość, że była lesbijką, to jeszcze została mutantką. Pomyślałbym, że mnie wkręcają, gdyby nie to całe padające towarzystwo, poważne i niekiedy rozpaczliwe miny oraz Ricky sprzedająca mi liścia. Bywałem ciężki w obyciu, ale jeszcze mi się nie zdarzyło, by mnie tu Ricky strofowała. W odruchu miałem nawet złapać ją za rękę i powstrzymać, ale ostatecznie wstrzymałem samego siebie. W jej ocenie zasłużyłem sobie, więc okej... Poza tym, miałem wrażenie, że jest mi już wszystko jedno… Mimo to postanowiłem się odezwać w tej sprawie, więc może nie było tak źle z moimi chęciami do życia?
- Nie zdradziłem Bractwa! …chyba nie… Nie pamiętam. To skomplikowane – wyrzuciłem w jej kierunku przyciszonym tonem, by przypadkiem nie usłyszała niczego Alba. Nie chciałem jej niepokoić, szczególnie że wyglądała na wyczerpaną i, cholera, nie widziałem jej, ani tym bardziej nie dotykałem jakiś miesiąc chyba. Leżała taka wyczerpana. – I co wy tu wyrabialiście?! JAK ONE WYGLĄDAJĄ! – Odbiłem piłeczkę oskarżeń w kierunku brunetki. Niech teraz ona się tłumaczy, bo to zdecydowanie nie było normalne. Sam spała chyba. Cóż, wyglądała, jakby straciła przytomność, była nawalona i wyglądała, jakby nie spała od tygodnia. Alba również ledwo się trzymała. Nie potrafiła nawet wstać i nie było mowy o jej normalnym funkcjonowaniu.
Ominąłem Ricks i ruszyłem w kierunku mojej blondynki. Pewnie był to jej pomysł, bo jakże mogłoby być inaczej?
- Chyba to ciebie trzeba… ZANIEŚĆ do łóżka – stwierdziłem, patrząc na tego zwłoka na fotelu. Sam przynajmniej leżała na kanapie (?). – To prawda…? – zapytałem jej tak niepewnie. Jakoś nie chciało mi przejść przez gardło to pytanie w całości.
Ale czy moja siostra naprawdę była mutantem?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-08-27, 13:02   
   Multikonta: Lidia Foney


Ricky krzyczała na Aarona, a jej głos sprawiał Albie niemal fizyczny ból. Tak mocno się odbijał w środku. Zupełnie jakby w tej chwili była tak delikatna i tak wrażliwa na wszystkie na wszelakie zmysłowe doznania. Dźwięk mocny i głośny, kierowany do jej ukochanego i nawet niespecjalnie przez nią rozważany. Nie miała siły. Klęczała, czując, jak pulsują jej te kolana, jak ciało tonie we wszechobecnym chłodzie. Przeciążyła się, a obrazy z emocji Samanthy nie chciały się z niej wydostać. Potrzebowała momentu wyciszenia i odpoczynku. Poczuła dotyk dziewczyny na ramieniu, lekko uniosła głowę, by móc na nią spojrzeć, ale nic nie powiedziała. Domyślała się, jak musi teraz pięknie wyglądać – z buzią i dłonią umazaną we własnej krwi i łez, z kolanami mokrymi od wódki. Spróbowała się uśmiechnąć, ale nic więcej nie mogła zrobić. Nie chciała, aby się teraz na siebie wydzierali. W tym stanie odgrodzenie się od ich emocji było trudne, a złość i agresja wlewała się w nią zupełnie poza kontrolą. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że taka była natura całej tej sytuacji. Powinni się z tym przespać i rano całe zajście obgadać. Z trzeźwą i spokojną Sami.
Alba wyciągnęła rączki do Aarona, kiedy się zbliżył. Był jak lekarstwo. Już sam jego widok żywego po takim długim czasie rozłąki, pobudzał ją i dodawał energii. Tak dobrze, że tutaj był.
- Zanieś - wyszeptała, otulając go łapkami. Tak mocno tęskniła. Tymczasem był prawdziwy. Przecież czuła jego zapach i mogła go dotknąć. - Do łazienki – dodała, przypominając sobie, że Sami wylała na nią wódkę, no i ta krew… Nie chciała ładować się do czyjegoś łóżka w takim stanie. Chyba miała jeszcze tyle siły. Aaron mógł jej pomóc się ogarnąć. A nawet musiał.
Spojrzała na Ricky. - Jutro porozmawiamy i spróbujemy coś wymyślić – powiedziała, nie wiedząc nawet, co mogli w ogóle zrobić, z Sami, dla Sami. Niestety była zbyt słaba, by prowadzić tak głębokie rozważania. I chyba nie musiała odpowiadać Aaronowi, prawda? Wystarczyło, że spojrzał na którąkolwiek z nich i wyłapał to spojrzenie.

/zt wszyscy
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6