Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka między budynkami
Autor Wiadomość
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-08-25, 23:13   
   Multikonta: Fay, Marg


// 07.05.2018

Miał sprawę w okolicy. Mały biznes, szybka transakcja, kilka sztuk broni dla dwójki przygłupów, która zaraz pewnie zacznie robić porządek na swojej dzielnicy. Szczerze nie obchodziło go to, czy były to porachunki między jakimiś dwoma pomniejszymi gangami, czy może ta dwójka zaraz za rogiem pokusi się o jakiś rozbój. Nie namawiał ludzi do złego, nie kazał im do siebie strzelać. Oczywiście gdy to robili, on miał z tego większe procenty, ale no... ostatecznie może by wolał, żeby robili to niecelnie.
Wszystko poszło zgodnie z planem i dla Colta bardzo szybko było po sprawie. Przyjechał tu samochodem, który zaparkował ulicę obok, jednak na samo spotkanie przeniósł się portalem. Lubił mieć wejście, nie lubił jego skutków, stąd musiał sobie pomagać, nieco zmniejszając odległości, na które się przenosił. Wtedy mocy starczało na dłużej i jego biedne uszka nie były już takie biedne i tak mocno narażone na ten irytujący dźwięk, który pozostawał w nich jeszcze długo po podróży.
Szedł sobie spokojnie ulicą gdy to usłyszał. Niezrozumiałe krzyki i przede wszystkim odgłosy wystrzałów, wcale nie tak daleko od niego. Ulicę, może dwie... przyspieszył kroku, z początku nawet sam nie wiedział czemu. Może dlatego, że nie brzmiało to jak broń, którą właśnie sprzedał, tylko coś znacznie mocniejszego. Ciekawość wygrała, ostatnio brakowało mu sensacji. Zbliżył się na tyle, że chwilę potem mógł wyjrzeć za róg by zobaczyć plecy wszystkich tych, którzy skupieni byli na celowaniu do jakiegoś gówniaka. Colta nie obchodziło za bardzo co młody zrobił, wystarczyło mu, że polowała na niego zgraja osób, tak samo ubranych, dzierżących ten sam model broni. Jakiś odział, chuj z tym jaki. Payne już ich nienawidził i już kibicował chłopakowi, żeby ten zdołał im się wywinąć. Te wektory, o które darła mordę kobieta też wydały mu się ciekawe.
Trochę się zawiódł, gdy młodego jednak trafili. Zdążył się już przejąć całą tą sytuacją i... co? Teraz miał patrzeć, jak tamtego zgarniają? Nie był Matką Teresą od Misjonarek Miłości, ale... no niech już będzie, postanowił się wtrącić.
Wyjął broń i oddał cztery strzały na ślepo w uliczkę, w którą znajdowali się tamci, od razu po tym znowu chowając się za rogiem. Nie planował trafić, chciał jedynie odwrócić uwagę części oddziału, by chwilę później skupić się na portalu. Jedna sekunda, druga, trzecia, a okrągłe, poziome przejście stawało się coraz większe i większe, aż osiągnęło wielkość studzienki kanalizacyjnej, do której Colt bez wahania wskoczył.
Wylądował iście spektakularnie, na dachu budynku, lekko pochylony, na ugiętych kolanach. Poziomy portal wiszący w powietrzu jakieś pół metra nad jego głową zamknął się z głośnym trzaskiem.
- Wpadliśmy w małe tarapaty, co? - spytał, po chwili o dziwo się uśmiechając, chociaż sytuacja raczej nie sprzyjała śmieszkowaniu. Podszedł do chłopaka, chwytając go mocno za drugie z ramion i dźwigając z kolan - No, dalej. Musimy zejść trochę z linii ognia, jeśli mam cię stąd zabrać - dodał, ruszając w stronę jednego z wystających kominów, murków, czy innych takich wystających z dachu, za którymi można było się skryć. Nie chciał być narażony w momencie, gdy będzie otwierał kolejny portal - już ostatni dzisiaj, mając nadzieję, że nie doprowadzi do nadużycia.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-08-26, 12:38   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent zacisnął zęby, przyciskając dłoń do krwawiącego ramienia. Nie ma mowy. Nie da się zamknąć na kolejne siedem lat. RUSZ SI?!
Wtedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał. Na dole usłyszał strzały i kolejne wrzaski Dolores. To nie brzmiało na wesołe okrzyki. Wtedy nad jego głową otworzył się portal, a z niego w iście hollywoodzkim stylu, wyskoczył jakiś mężczyzna. Nie zważając na absurd tej sytuacji, pozwolił, by mężczyzna pomógł mu wstać.
W normalnych warunkach, w życiu by na coś takiego nie poszedł. Był jednak w sytuacji mocno podbramkowej. Kiwnął głową i wsparł się na Colt'cie.
- STAĆ!!! - usłyszeli za sobą, ujrzeli celującego w nich mężczyznę, ale ten odepchnięty niewidzialną siłą, spadł z wrzaskiem na sam dół. Prawdopodobnie był to ostatni akt w jego życiu.
Vincent zbladł. Pozbywając się zagrożenia, wykonał maksymalny wysiłek, by pomimo bólu, nie pozwolić wektorom zaniknąć. Teraz już był zdany na łaskę nieznajomego. Z jego pomocą, znaleźli się za kominem.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-08-27, 19:06   
   Multikonta: Fay, Marg


Co poradzić, łatwiej było otworzyć mniejszy portal, który pomieści człowieka na szerokość niż ten, który obejmie jego wysokość. Zwykła oszczędność energii, mężczyzna często tak robił, dlatego też miał już wszystko dobrze wyćwiczone. Łącznie z tym, na jakiej wysokości otworzyć przejście wychodzące, żeby przy lądowaniu i zerknięciu stóp z podłogą kostka nie napierdzielała go przez kolejny tydzień.
Nie wiedział jak dokładnie, ale podejrzewał, że to chłopak jest winny zmiecenia tamtego kolesia z dachu. Czyli jednak był mutantem i jednak jak najbardziej był warty fatygi. Fajnie, że intuicja go nie zawiodła.
- Jak zemdlejesz, to cię tu zostawię - ostrzegł chłopaka widząc, że po tamtym działaniu nagle mu się pogorszyło. Mógł pomóc mu iść, ale nieść chłopaka nie miał zamiaru.
Gdy dotarli za murek było nieco łatwiej. Colt wiedział, że przez chwilę będą osłonięci, więc łatwiej mu było znowu się skupić, tym razem na miejscu oddalonym nie o kilkadziesiąt metrów, a przecznicę czy dwie. Skupił się więc na miejscu, w którym zostawił swój samochód, jego otoczeniu, lokalizacji. Było to trudniejsze, niż jeszcze chwilę temu, bo cóż, i działał pod presją i odczuwał już pewne zmęczenie związane z użyciem mocy, jednak mimo to i tak już po chwili w przestrzeni przed nimi pojawiło się pęknięcie, okrągła szczelina, która zaczęła się powiększać, aż nie była na tyle duża, by mogła pomieścić człowieka... zgarbionego, mogącego przejść bardziej na kuckach albo czworakach, ale nie było czasu na nic większego. Trzeba było dać sobie radę z tym, co się miało.
- No już, przełaź - rzucił do niego i gdyby nie miał zajętych rąk utrzymywaniem przejścia, pewnie nieco popchnąłby młodego w tamtą stronę. No ale niestety, pozostawało mu tylko gadanie.
Gdy Vincent przeszedł na drugą stronę, Colt zrobił to samo, zamykając portal akuratnie, gdy na horyzoncie pojawili się tamci z bronią. Payne miał tylko nadzieję, że nie zdążyli dostrzec jego twarzy.
- Wsiadaj - nakazał znowu, kluczykiem otwierając samochód znajdujący się kilka metrów od nich. Odezwał się ponownie, gdy oboje znaleźli się na siedzeniach - A teraz powiedz mi, kim jesteś. I kim byli tamci. Dogs? Czemu zależało im, żeby mieć cię żywego? - przekręcił kluczyk w stacyjce, zerkając na chłopaka - Mów, albo zmienię zdanie i wyrzucę cię gdzieś na poboczu.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-08-27, 19:38   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Vincent wziął sobie do serca groźbę nieznajomego. Bez niego byłby w czarnej dupie, więc wyjątkowo postanowił się posłuchać. Pokiwał znów w milczeniu głową i czekał, cokolwiek miało się wydarzyć.
Portal, który się otworzył, nie był zbyt imponujący. Edams jednak też nie był wysoki i na czworaka bez problemu przedostał się na drugą stronę. Ostatnie co słyszał, to wściekły wrzask Dolores, który miał nadzieję słyszeć ostatni raz w życiu. Serce waliło mu jak oszalałe. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze....nareszcie będzie wolny. W obliczu tych obcych mu emocji, ból wydawał się mu zupełnie nie przeszkadzać.
Gdy usiadł, mężczyzna zaczął go zasypywać pytaniami. Nieco się zjeżył, ale z drugiej strony, miał wobec niego dług wdzięczności. No i i był mutantem. Spojrzał na Colta spod kaptura, dociskając dłoń do krwawiącego ramienia.. Teraz, gdy siedzieli blisko siebie, Payne mógł zauważyć, że z twarzy, Edams wyglądał na góra szesnaście lat. Z tą chłopiecą buzią i sarnimi oczętami, mógłby uchodzić za ucieleśnienie niewinności, gdyby nie fakt, że ze źrenic wyzierała pustka, a w ciągu dziesięciu minut zabił najpewniej dwie osoby.
- Nie DOGS. Prywatne laboratorium, nielegalne. - odezwał się w końcu. Głos miał nieco ochrypnięty, jakby go zbyt często nie używał - Martwego nie sprzedadzą. - odparł lakonicznie, odwracając od niego spojrzenie.
No i najwyższy było się przedstawić. bo o to zapytał jako pierwsze.
- Obiekt laboratoryjny Trzydzieści Sześć - powiedział cicho, wciąż gapiąc się w szybę.
Colt mógł jedynie dywagować, jak Edams się tam znalazł. Może jego rodzina go sprzedała? Albo został uprowadzony ?
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-08-29, 00:31   
   Multikonta: Fay, Marg


Teraz już powinni mieć spokój. Mimo, że oddział zostawili zaledwie dwie ulice dalej, to przecież tylko oni o tym wiedzieli, prawda? Według tamtych równie dobrze mogli być na drugim końcu miasta, albo w innym stanie. A przeszukać okolicy i tak by nie zdążyli, bo Colt już budził do życia silnik z zamiarem jak najszybszego oddalenia się z tego miejsca. tylko gdzie? Do niego? Cholera, mogliby mieć tam problem z jego raną, bo Payne raczej nie był wprawiony w igle i nici. Trzeba było zrobić sobie krótki przystanek u starej znajomej, żeby oszczędzić sobie tej wątpliwej przyjemności pozbywania się zwłok.
- Prywatne? GC? Chociaż nie, oni się nie bawią w takie rzeczy - pokręcił głową, bo nic innego nie przychodziło mu do głowy. zresztą, czy to było takie ważne? Po świecie chodziło mnóstwo pojebów, bawiących się w eksperymenty i wykorzystujących mutanty - Aaa tu byś się zdziwił - uśmiechnął się pod nosem, bo przecież nie tylko żywych testowali. Martwi też byli całkiem chodliwi, szczególnie ci, u których mutacja wywoływała zmiany w wyglądzie.
- Chodziło mi, jak masz na imię, a nie, jak tamci się nazywają - powiedział, zerkając na chłopaka, jednak potem spojrzeniem wracając jednak na drogę - Bo chyba masz jakieś, co? A jak nie, to jest to całkiem niezły moment, żeby sobie jakieś wybrać. Nacieszysz się nim chociaż przez chwilę, jeśli nie znajdziemy jakiegoś lekarza.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-08-29, 07:18   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Dolores wrzeszczała ile sił w płucach, zaledwie dwie ulice dalej,a Edams, już względnie bezpieczny, siedział w samochodzie, z obcym mu mutantem. Nie da się jednak ukryć, że nieznajomy zasłużył mu się bardziej niż AlterGen przez siedem lat.
Potrząsnął przecząco głową, patrząc wciąż w szybę.
-Nie GC. Alter Genetics. Nie wiem czy współpracują - przyznał, bo obiektom badawczym nikt takich informacji nie udzielał.
Może i by się zdziwił. Jego chciano utrzymać przy życiu, bo martwy byłby znacznie mniej wart. W zasadzie byłby wart nic. Ze sprzedaży żywego mutanta do zadań bojowych, Dolores liczyła na grube miliony, którymi pokrywałaby kolejne badania. A tu jej kura znoszące złote jaja, czmychnęła z kurnika.
Jego imię? Jakieś miał. Nawet je pamiętał. Wiązało się zarówno ze szczęśliwymi wspomnieniami z dzieciństwa ,jak i tymi złymi- już z laboratorium. W każdym razie miało większy potencjał w społeczeństwie niż "Obiekt 36"
- ...Vincent... - odpowiedział cicho, spojrzawszy na niego w końcu. - A ty ? Kim jesteś? Czemu mi pomogłeś? - zapytał prosto z mostu. Chciał wiedzieć na czym stoi i czy nie wpadł w jeszcze większe gówno, niż do tej pory.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-04, 22:35   
   Multikonta: Fay, Marg


No i mogła sobie wrzeszczeć ta nasza urocza Dolores. Marne były szanse na to, żeby teraz w jakikolwiek sposób była w stanie ich wytropić czy chociażby zgadnąć, gdzie ich szukać. No chyba, że miała jeszcze innych mutantów w zanadrzu, właśnie z takimi mocami, a wtedy... mieli problem. Ale nie, liczył na to, że chłopak ostrzeże go, gdyby była taka ewentualność, rzuci coś w stylu: Streszczajmy się, oni już wiedzą, gdzie jesteśmy. Skoro tak jednak nie zrobił, to chyba byli względnie bezpieczni. Tak, oboje, bo przecież chwilowo jechali na jednym wózku. A nawet w jednym wózku. Wozie. Samochodzie. No, wiadomo.
- Chyba nie słyszałem. Chociaż może... - odparł, zastanawiając się chwilkę. Największy szum był zawsze wokół GC i o ile Colt zdawał sobie sprawy, że jakieś pomniejsze firmy też potrafią bawić się w eksperymenty, to ta pierwsza razem z DOGS była na tyle dużym problemem, że reszcie trudno było poświęcić wystarczająco dużo uwagi.
- No proszę, czyli jednak - mruknął pod nosem, uśmiechając się kątem ust gdy chłopak zdradził swoje imię - Ja? Mówią na mnie Colt. Skrót od Colton - wzruszył jedynie ramionami. Nad kolejnym pytaniem musiał się nieco dłużej zastanowić, więc i zamilkł na adekwatnie długo - Wolisz wersję "miłą" czy "szczerą"? Bo mógłbym powiedzieć jak to bardzo nie jest mi obojętny ludzki los i jak bardzo kocham pomagać. Ale w sumie to po prostu przechodziłem obok, a ty masz ciekawą moc - odparł pokrótce, skupiony bardziej na drodze niż na swoich słowach. Skręcił w kolejną uliczkę.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-05, 14:37   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Mijali kolejne przecznice, udając się w nieznanym dla Edamsa kierunku. Od lat nie był w Seattle, słabo znał topografię miasta. Za to rozkład pomieszczeń w laboratorium, lokalizację szybów wentylacyjnych czy godziny pracy sprzątaczek, mógł wyrecytować, obudzony o 4 nad ranem.
Nie dziwota, że Colton nie słyszał o AlterGen. W końcu byli nielegalnym ośrodkiem i raczej nie prowadzili otwartej rekrutacji. Swoje ofiary zwabiały podstępem, porywały, wykupywały od ich rodzin.
Edams spojrzał na mężczyznę kątem oka. Przez jeden głupi moment pomyślał, że oto zrządzeniem lodu, wsiadł do samochodu człowieka, którego jako pierwszego chciał dorwać i rozszarpać. Potem dotarło do niego, że przecież ten obok jest sporo starszy i nie jest świńskim blondynem z nadwagą. Aż tak się zmienić nie mógł...co nie zmieniało faktu, że już za samo imię miał minusa.
Coż, przynajmniej niejaki Colt 2.0 był szczery i nie owijał za bardzo w bawełnę. Uśmiechnąłby się na tą uwagę kącikiem ust, gdyby jeszcze potrafił to robić naturalnie.
- Ciekawą? - zapytał znów cicho - Ciekawą w związku z czym ? Gdzie mnie zabierasz?
Jeżeli się okażę, że trafił w jeszcze większe gówno, zawsze mógł prysnąć. Ból nie był na tyle dokuczliwy, by zablokować do końca wektory, przynajmniej powinno dać radę się stąd wydostać. Problemem była utrata krwi, która go mocno osłabiła. Z tego co wnioskował, zmierzali właśnie do osoby, która będzie mogła temu zaradzić. Potem musiał skombinować nowe ubrania, bo obecnie wyglądał, jakby wrócił ze spacerku po ubojni. I z całą mocą zdał sobie sprawę, że nie jadł nic od wczoraj.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-06, 19:23   
   Multikonta: Fay, Marg


W samochodzie zapach krwi był coraz bardziej wyczuwalny i to tylko przypominało Coltowi, że powinien się streszczać, jeśli nie chce musieć wyrzucać gdzieś po drodze zwłok. Albo mieć do czynienia z infekcją. W pewnym momencie wyciągnął telefon i chciał zadzwonić do Darcy, która raz czy dwa uratowała mu tyłek i miał do niej o tyle szacunku, żeby uprzedzić, gdy miał zamiar wpaść w takiej sprawie. W końcu nie chciał robić jej kłopotów, żadnemu z nich w ostatecznym rozrachunku by się to nie opłaciło.
Goldhope nie odbierała, co wcale nie wróżyło dobrze.
- Noo... ciekawą. Po prostu. To, jak zrzuciłeś tamtego kolesia z dachu... co masz? Telekinezę? - spytał, odkładając telefon do kieszeni - Hmm, nie wiem. A gdzie cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę, u której możesz zamieszkać? - uniósł brwi, zerkając na chłopaka kątem oka. Co miał z nim zrobić? Przecież nie mógł zabrać go do siebie, nie znał go. Nie mógł ryzykować, przecież mieszkał z Młodą.
- Ewentualnie... mam garaż tu niedaleko. Nic nadzwyczajnego, ale możesz się kimnąć na kanapie noc czy dwie - dodał, wzruszając lekko ramionami. Nie był to hotel gwiazdek pięć, ale było tam całkiem wygodnie, o czym Colt sam kilka razy się przekonał, gdy nie chciało mu się wracać do mieszkania, albo zwyczajnie nie był w stanie. Miał tam też małą lodówkę, umywalkę, która... no, ekhm, od biedy mogła mieć nie tylko to podstawowe zastosowanie, jeśli wiecie, co mam na myśli... Dało się przeżyć w każdym razie.
[Profil]
  [AB+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2018-09-06, 20:19   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Nie kupił tego tłumaczenia, wiedział, że Payne nie jest z nim do końca szczery. Uratował go, bo uważał jego moc za ciekawą? Co jakby miał umiejętności, które by Coltona nie zainteresowały? Trochę mu to wszystko śmierdziało podstępem. Należy też wziąć pod uwagę, że Edams prawie wszędzie widział podstęp, co zakrawało wręcz o paranoję w jego przypadku. Doktor "Morte", już się o to postarał. Nikomu nie ufał. Nigdy.
Dlatego pokiwał jedynie przecząco głową, zapytany o moc. Wolał się nie odkrywać zbyt przed nieznajomym.. Milczał też dłuższą chwilę zapytany o rodzinę. No bo co miał powiedzieć. Rodzina mnie oddała do laboratorium, bo się brzydzili mutanta pod swoim dachem? Przyjaciele mnie zdradzili ? Nie mam domu, nie mam dokąd pójść? To brzmiało żałośnie, już w jego głowie, a co dopiero wypowiedziane na głos.
- Nie mam - odpowiedział jedynie dość zdawkowo, nie tłumacząc zbyt wiele.
Garaż brzmiał całkiem zachęcająco. W każdym razie bezpieczniej, niż cokolwiek robił do tej pory. I z pewnością Edams doceni akie wygody jak materac czy umywalka. A jakby w lodówce było coś zjadliwego, to już w ogóle pełnia szczęścia.
- Nie mam żadnych pieniędzy - powiedział od razu, by w razie czego rozwiać co do tego wątpliwości. Wolał postawić sprawę jasno, że nie będzie (póki co ) miał jak się odwdzięczyć.
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Colton Payne



Do not mock a payne you haven't endured.

tworzenie portali

68%

handlarz bronią





name:

Colton Payne

alias:
Colt

age:
32

height / weight:
188/80

Wysłany: 2018-09-09, 00:34   
   Multikonta: Fay, Marg


Gdyby umiejętności Vincenta Coltona nie zainteresowały, to chłopak byłby w drodze do laboratorium, a nie do jego garażu. Serio, nie zrobiłby nic wtedy, w tamtej uliczce. Po prostu by się oddalił, nie wtrącając w to, czego był świadkiem. Nie miałby z tym absolutnie żadnego problemu.
- No to zostaje mój garaż - westchnął pod nosem. W sumie nawet trochę wiedział, jak młody się czuje, w końcu sam kiedyś był w podobnej sytuacji. Też uciekł, też po tym fakcie nie miał zbyt wielu możliwości. Ale jakoś się ułożyło i obecnie było całkiem nieźle.
- A ja mam ich czasem za dużo. Mówią, że przepierdalam je na głupoty - uśmiechnął się pod nosem, chociaż ci, co tak mówili, nie do końca go rozumieli. Najpewniej mieli na myśli kokę, ale no, to nie było tak proste, jak się wydaje. To nie było zwyczajne uzależnienie, to było jego lekarstwo, które nie miało bezpieczniejszego zamiennika i na którego skutki uboczne mógł się zgodzić.
I chociaż pewnie Vince'owi nie o to chodziło, Colt w ten prosty sposób chciał przekazać, że z kasą nie ma problemu. Nigdy nie skąpił, poza tym czym było zamówienie dodatkowej porcji żarcia czy zapłacenie za kilka dodatkowych metrów sześciennych wody? Dla niego niczym, dlatego też pokierował samochodem pod znany tylko sobie adres.

//zt x2
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5