Poprzedni temat «» Następny temat
Columbia Tower Club
Autor Wiadomość
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-25, 21:19   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike mógł się spodziewać takiej chłodnej reakcji brata. No cóż, niby miał mu wszystkim mówić prawda? Jednak chciał mu to potem dobrze wyjaśnić. Zdawał sobie sprawę, ze to objecie było tylko na pokaz dla Imari, ze niby są takim kochającym rodzeństwem. Jednak odtrącenie bolało. Znów sobie przejebał, ale kiedy młodszy Ryan nie miał pod górkę? Zazwyczaj nieświadomie sam sobie robił problemy, a potem było ciężko się z nich wyłonić, będąc na dodatek szczerą czasem do bólu osobą.
- Przepatrzyłaś. Ha! - zaśmiał się – Pewnie strach Cię obleciał, sorki za to. - widać było, ze to wywołało w nim trochę lepsze poczucie humoru
Teraz ta sytuacja zaczęła go trochę bawić, mimo napięcia jakie się tutaj rodziło, mimo strachu jakiego się dziewczyna najadła, ale chciał jej to jakoś wynagrodzić? Może pluszowym misiaczkiem? Dziewczyny przecież lubią misiaczki, prawda? A może ona woli króliczki.... Nie powinien o czymś takim teraz myśleć.
Zasiadł zaraz po bracie na miejscu, również czekając aż dziewczyna usiądzie. Również do obojgu się uśmiechnął i patrzył jak wymieniają między sobą te chwilowe zdania. Siedział bokiem do wejścia, dlatego ze swoim widzeniem w zwolnionym tempie zobaczył kto wchodzi do sali i momentalnie poczuł większe napięcie, a jego twarz stężała. Poczuł dziwny chłód od tych ludzi. Nie musiał umieć wyczuwać emocji, ale ci ludzi.. Zdawał sobie kim są. Badał ich uważnym spojrzeniem, wiedział, ze Imari jak jedyna będąc do nich tyłem może nie widzieć, kto zmierzał w ich stronę, ale na pewno po chwili usłyszała.
W Mike'u się zatrzęsło ze złości, miał czas na przeanalizowanie sytuacji. Podejrzewał, ze chodziło o to, ze Richard był byłym członkiem FPTP... Przestrzegał go cholera przed tym, by uważał, a tu co.. Przyszli prawdopodobnie jego śladem, bo tak.. Pewnie byłby teraz w domu, skąd do licha wiedzieli, ze Richarda znają w tej restauracji. Zagryzł swoją wargę, jednak nie wstał. Chciał chronić brata, ale zdawał sobie sprawę, ze się wyliżę, jak nie to chyba będzie musiał mu pomóc... Nie mógł wystawić Bractwa i ich nowej siedziby... Nigdy nie wiadomo co mają za ludzi w swoich szeregach... Wiadomo, ze kogoś co sprawia, ze się zapomina, to wiedział od Fay i Ronniego. Nie chciał narażać Imari i Richarda na walkę z nimi w miejscu publicznym, to nie miało sensu.
Zdawał sobie sprawę, ze brat zna wszystkie przepisy i cóż... Możliwe, ze chodzi tylko o przesłuchania, a nie badania jakieś. Bowiem wątpił w to, by wiedzieli, ze Richard jest mutantem... On się bardziej niż Mike afiszował z mocą, z reszta on sam był prawie niewidoczny dla ludzi, mógł sobie pozwolić.... Teraz jednak zimna strużka potu mu przechodziła po plecach kiedy wpatrywał się w twarze tych ludzi. Chciał dobrze ich zapamiętać, by w razie czego wiedzieć, kto miałby być pierwszy do odstrzału....
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-25, 22:03   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Imari działała na emocjach, była mocno empatyczna i szybko wyczuwała emocje i uczucia u innych. Zapewne dlatego wyłapała ten chłód, którego chyba Majk się nie spodziewał po jego pierwszej reakcji, ale nie była w stanie powiedzieć nic więcej, w końcu nie znała ich relacji ani Richarda na tyle, by być w stanie wyciągać z tego jakiekolwiek daleko idące wnioski. Jakieś napięcie pomiędzy nimi było, ale o więcej musiałaby podpytać, a to wydawało się kompletnie nie na miejscu.
- Nie.. to tylko ciekawość - zapewniła Richarda, chociaż z drugiej strony nie powinna sobie tak zerkać w umysły ludzi naokoło, choćby dlatego, że było to trochę niekulturalne, nawet jeśli oni sami nie wiedzieli, że coś się dzieje.
- Żebyś wiedział - odezwała się do Michaela, który, miejmy nadzieję, usiadł obok niej. Potrzebowała wsparcia, bo nadal była ciut roztrzęsiona po tym wszystkim!
- Możesz sobie wyobrazić.. - mruknęła do siedzącego obok niej mężczyzny. Odetchnęła, pokręciła do siebie głową
- Chyba powinniśmy poprosić kelnera, my już złożyliśmy zamówienie - zasugerowała, zerknęła na Michaela, ale on patrzył na coś za jej plecami, a chwilę później..
Zmroziło ją. Poczuła jak żołądek podjeżdża jej do gardła i zaciska się w lodowatą, nieprzyjemną kulę, zrobilo jej się niedobrze. Ciężko jej się dziwić...
Zacisnęła dłonie na sukience na moment, gniotąc materiał, zanim pomyślała, że przecież nie powinna tak robić. Dobrze, że była przysunięta do stołu.
Szybki rachunek sumienia zastanawiała, isę co mogła zrobić nie tak, czym się odkryć i kiedy..
A jednak nie, to nie po nią. Spojrzała na Michaela, a potem na jego brata. DOGSi nie zwracali na nią najmniejszej uwagi.. na szczęście.
Ludzie naokoło zapewne gapili się na nich mniej lub bardziej otwarcie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Rick Ryan



Nothing is real

Spowolnienie

80%

Prawnik





name:

Richard Ryan

age:
25

height / weight:
180/80

Wysłany: 2018-06-26, 00:03   
   Multikonta: Viggo
  

   #FPTP


Relacja między dwoma Ryanami chyba nigdy nie będzie prosta. No może za kilka lat gdy w końcu wszystko sobie wyjaśnią i w końcu nauczą się ze sobą dogadywać, jaak i zaakceptują kim oboje są i że nie wszystko wygląda już tak pięknie jak za czasów ich młodości. Richard wcale nie przytulił go dla uspokojenia Imari, chciał raczej mieć możliwość przekazania mu swoich odczuć bez zbędnego stresowania kobiety. Zdążł już zauważyć że prawdopodobnie dziewczyna jest wrażliwa.
- Ja również przepraszam, nie chciałem cię nastraszyć ale wiesz, nie widziałem mojego braciszka trochę czasu. – Zwrócił się do dziewczyny z przepięknym, przepraszającym uśmiechem i miną niewiniątka. Naprawdę nie chciał by dziewczyna odczuwała niepokój, gdy udawał swojego braciszka, jednak w tamtym momencie nie mógł się powstrzymać.
Gdy kobieta wspomniała o kelnerze mężczyzna od razu go zawołał.
Możesz być ze mnie dumny Mike, zamówiłem normalny obiad – Wyszczerzył się uroczo i puścił mu porozumiewawcze oczko. Nie że chciał coś zatajać przed ich towarzyszką, głupio jednak było mu się przyznać iż żywi się wyłącznie na zamawianej pizzy i chińszczyźnie. Był jednak pewny iż jeśli go o to spyta z pewnością którychś to wyjaśni.
Wszystko byłoby pięknie gdyby nie niespodziewana wizyta Dogsów. Richard od razu ich zauważył, jako iż siedział twarzą do wejścia jednak nie sądził iż przyszli akurat po niego. Na widok tej całej gromadki podchodzącej do ich stolika wziął głęboki oddech. Jego myśli galopowały po jego głowie, naprawdę nie chciał by okazało się iż przyszli po jego brata. Richard Ryan Słysząc swoje imię odetchnął w duchu i przybrał wyraz twarzy znany mu od lat. Uprzejmy, lecz nie zdradzający uczuć, jak zawsze na rozprawach.
Mężczyzna wstał i wyciągnął rękę do pana Stevensa.
- Richard Ryan – Przedstawił się uprzejmie, jak gdyby rozmawiał z kolejnym klientem zainteresowanym w skorzystaniu z jego usług.
- Oczywiście, wezmę tylko swoje rzeczy. – Odpowiedział od razu po czym sięgnął po swoją wysłużoną teczkę, poprawił marynarkę po czym uśmiechnął się do dwójki siedzącej dalej przy stole.
- Dziękuję za miłe towarzystwo. – Powiedział służbowym tonem po czym pożegnał się z kobietą i podał rękę swojemu bratu, posyłając mu również porozumiewawcze spojrzenie po czym stanął tuż przy Dogsach. Cieszył się że trafiło na niego, doskonale wiedział iż nikt poza jego bratem nie miał pojęcia o jego mocy gdyż naprawdę dobrze ją ukrywał, wiedział też doskonale że jest się w stanie o wiele lepiej bronić niż jego brat.
- A więc panie Stevens, mogę dowiedzieć się co pana do mnie sprowadza? – Spytał zdając się na przybyłego mężczyznę. Doskonale wiedział że nie ma sensu uciekać, to też przyjął postawę typowo prawniczą.
[Profil]
  [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-26, 16:17   

Nim Richard zdążył wstać, cała trójka dokładnie zlustrowała swoim wzrokiem wszystkich zebranych przy stoliku. Z całą pewnością, pannie Blanc poświęcili najmniej uwagi. Nie wzbudzała żadnych podejrzeń, nie znajdywała się w żadnych aktach, tak w sumie to z pewnością nie była żadną znaną osobistością - przynajmniej dla rządu. Nawet jej bliskie spotkanie z jednym z Sentineli na nic się tu zdało, gdyż zapewne w chwili uszkodzenia kodu wewnątrz pajęczaka, przepadły również wszystkie dane, które zdążył zebrać. Więcej szczęścia jak rozumu? Być może...
Sam jednak fakt, że aż dwóch mężczyzn wyjątkowo pasowało do opisu mężczyzny, który miał zostać sprowadzony do biura z pewnością nie spodobał się Rządowcom. Pewne było, że jeśli do tej pory nie znali historii rodziny Ryanów - z pewnością jej się przyjrzą.
Mimo wszystko jednak, Stevens przerzucił swój wzrok na pożądanego przez siebie z rodzeństwa, również się uśmiechając i odwzajemniając uścisk dłoni. Wiedział co robi i był bardzo profesjonalny.
- Miło mi pana poznać, Panie Ryan. Proszę się nie martwić, to tylko rutynowe przesłuchanie w związku z Pana działalnością w ugrupowaniu From People to People. - Odpowiedział, wyjątkowo... lekkim tonem? Można by odnieść wrażenie, że rzeczywiście nie było to nic wielkiego. Plotki po mieście jednak szybko się rozchodził, więc z pewnością do pana prawnika doszły już jakieś słuchy o niektórych okrutnych praktykach rządu wobec byłych działaczy tejże organizacji.
- Rozumiem, że możemy już ruszać? Proszę za mną. Szwadrony są tu, by zapewnić Panu bezpieczeństwo. W końcu ci niebezpieczni terroryści wciąż są na wolności. - Dodał po chwili wciąż nie zmieniając swojego tonu i spoglądając głęboko w oczy Dicka.
Jeremy na chwilę jednak przerzucił swój wzrok na pozostałych zebranych, a Mike w tym czasie mógł wyczuć pewien chłód i niepewność z oczach mężczyzny. Coś, czego zwykły człowiek nie byłby w stanie dojrzeć, jednak w spowolnionym tempie bez problemu udało się dostrzec ten ułamek sekundy, który tylko wskazywał na to, że to nic dobrego nie wróży. - Państwu natomiast bardzo przepraszam za przeszkodzenie w posiłku. Miłego wieczoru. - Dało się usłyszeć ostatnie słowa, wypowiedziane z niezwykłą pewnością. Można by wręcz odnieść wrażenie, że negocjatorowi rzeczywiście jest przykro z powodu przerwania tego spotkania. Imari jednak z całą pewnością mogła wyczuć, że to tylko kolejna wyuczona formułka, a Jeremy w rzeczywistości ma całą tą sytuację tak bardzo w nosie, że aż cały ten teatrzyk wprawiał ją w obrzydzenie.
Nie minęła też chwila, gdy Richard wraz ze swoją nową obstawą opuścili lokal, kierując się do auta rządowego przed restauracją...

Nie obyło się oczywiście bez spojrzeń gości rządnych wrażeń. W końcu - mimo, że zdecydowanie częściej można było spotkać patrole na ulicach, nie codziennie można było dostrzec prawdziwe aresztowanie. Po opuszczeniu przez służby lokalu, dało się usłyszeć podniesiony szmer i szepty, pytające siebie nawzajem co też ten człowiek mógł takiego zrobić, albo jak ważną był osobistością, że potrzebował aż takiej eskorty. Dało się też usłyszeć głosy dezaprobaty dla niebezpiecznych mutantów. Przez resztę wieczoru z pewnością można się też spodziewać ukradkowych spojrzeń, kierowanych akurat do tego stolika, przy którym zostaliście.
Obsługa lokalu wykazała się jednak wyjątkowym profesjonalizmem, niemal ignorując sytuację sprzed chwili. Kelner nawet zaoferował wam anulację zamówienia waszego towarzysza, bez konieczności opłaty - mimo, że przecież danie z pewnością było już w przygotowaniu...
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-26, 18:53   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


To było właśnie to o czym Mike dwa tygodnie temu rozmawiał z bratem. Bał się o to, ze zobaczą ich razem i będzie problem. Rząd mógł wiedzieć, ze Michael jest mutantem, w końcu 10 lat temu rodzice zadzwonili znów do nich, chcąc oddać drugiego syna. Przez ucieczkę musiał zostać uznany za zaginionego. Inny Stan inne trochę prawa i nie znali twojej mordki, dlatego emigrował tutaj ze swojego rodzinnego miasta, prowadząc trochę koczowniczy tryb życia...Teraz jednak widać było, ze sytuacja się o wiele bardziej skomplikowała.
Mike nie odzywał się nic, tylko obserwował całą trójkę. Nie podobało mu się coś w tym fagasie. To jego spojrzenie było nad wyraz przerażające co spowodowało jego większą czujność. Przysłuchiwał się tym wymianą uprzejmości, bijąc się z tym, by po prostu nie zamordować ich z zimna krwią, bo zabierali mu brata... Podejrzewał, ze do siedziby. Uścisnął trochę za mocno Dickowi rękę i spojrzał również porozumiewawczo w oczy. Nie powiedział ani słowa, tylko odprowadził ich spojrzeniem do końca sali. W pierwszej chwili miał ochotę za nimi pobiegnąć i ich śledzić, ale zdał sobie sprawę, ze nie był sam i cóż... Nie byłoby to zbyt mądre pchać się w paszcze lwa. Miał już do czynienia z ludźmi, co się w parę osób wybrali miesiąc temu.. Prawda, ze nie skończyło się to dobrze.... Musiał liczyć na to, ze brat da sobie radę sam. Był prawnikiem, nie powinni mu zbyt dużo zrobić, prawda...? Jednak czemu czuł ten strach.
- Skorzystamy z anulowania, sam Pan widzi, w takiej atmosferze nawet się nie będzie dało zjeść. - odparł.
Zostawił jednak pieniądze na stole za zamówienie dziewczyny i dla kelnera za fatygę. Nie zamierzał tutaj zostać, widząc, ze Imari coraz gorzej też wygląda. Tłum gapiów był im teraz najmniej potrzebny. On sam nie byłby teraz w stanie niczego zjeść, a co dopiero ona.. Spotkanie psów nie było im do szczęścia potrzebne.. Tak naprawdę nie powinni bez pytania z Bractwa wychodzić, ale póki Richarda nie było w mieście, on sam mógł się swobodnie po nim poruszać, teraz jednak coś czuł, ze będzie musiał ograniczyć takie normalne wyjścia ze względu na niebezpieczeństwo... Oj nie czuł się bezpieczny, a nie chciał by i teraz dziewczyna tak się czuła.
- Chodź pójdziemy w inne miejsce i porozmawiamy na spokojnie. - podał jej wpierw dłoń by pomóc jej wstać
Po chwili jak się ogarnęła, pokazał jej ramię, by go złapała. Coś czuł nosem, ze dziewczyna potrzebowała teraz bliskości, zresztą on tez tego potrzebował i najzwyczajniej w świecie rozmowy. Musiał dziewczynie swojego brata przecież wytłumaczyć.. Nie mógł przewidzieć, ze to wszystko jeszcze sprowadzi DOGSów im na głowę.
- Do widzenia. - odparł i wyszedł z dziewczyną kierując się potem z nią w bardziej ustronne miejsce


z/t x2
[Profil]
  [AB-]
 
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-22, 19:45   

/5 Maja 17:55

Od wczorajszego dnia nie mogłam doczekać się tego spotkania, Selene, jak zawsze pojawiła się w momencie kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Od śmierci matki tylko jej mogłam się zwierzyć a po ostatnich wydarzeniach, naprawdę tego potrzebowałam. Wyszłam z domu wcześniej niż najpierw planowałam po to by zdążyć odwiedzić aptekę. Od kilku dni działo się ze mną coś dziwnego, coś co zarówno mnie ekscytowało jak i przerażało jednocześnie. Gdy tylko wyszłam z apteki schowałam małe pudełeczko do torebki i od razu pojechałam na umówione miejsce spotkania. Bijąc się ze swoimi myślami i mając nadzieję że jakoś to wszystko się jednak ułoży, wiedziałam jednak że są na to marne szanse gdyż mój mąż faktycznie okazał się złym człowiekiem, co prawda w innym stopniu niż twierdziła moja matka - to jednak nie zmieniało tego faktu że bardzo boleśnie mnie zranił i nie wiedziałam czy będę w stanie mu to wybaczyć. Ech, życie... Nigdy nie wiadomo co czeka nas za rogiem, czyż nie?
Po dojechaniu na miejsce spotkania okazało się że mam jeszcze pięć minut to też stanęłam przed drzwiami restauracji odpalając papierosa i powoli zaciągając się jego dymem, próbowałam uporządkować sobie to wszystko w głowie by później nie mieć problemu z opowiedzeniem wszystkie Selene. Tak dużo wydarzyło się zaledwie w ciągu kilku tygodni, przez ten czas czułam tak sprzeczne emocje że aż trudno było mi w to uwierzyć w końcu do tej pory, moje powypadkowe życie przebiegało aż nazbyt spokojnie co sprawiało ze teraz, jeszcze bardziej odczuwałam skutki tego wszystkiego.
Akurat gdy gasiłam papierosa w popielniczce, wystawionej przed drzwi restauracji zauważyłam zbliżającą się kobietę to też pomachałam jej, a gdy już do mnie podeszła przytuliłam ją mocno. - Selene! Nawet nie wiesz jak bardzo się stęskniłam..- powiedziałam wesoło po czym puściłam ją, uważnie się jej przyglądając - Świetnie wyglądasz, to jak idziemy? - spytałam z szerokim uśmiechem na twarzy, ciesząc się z zaplanowanego przez nas spotkania.
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Selene Parr



Nie tak słodko, jak myślisz...

rakotwórczość

77

Szwaczka/projektantka





name:

Selene Alice Parr

age:
43

height / weight:
160 / 57

Wysłany: 2018-08-23, 20:56   
   Multikonta: brok


Selene czuła się już lepiej niż kilka dni temu. Miała nadzieję, że Sam też czuje się dobrze i szczerze powiedziawszy zerkała co chwila nerwowo na telefon czekając na jakiś znak od córki. Przez cały dzień krzątała się nerwowo po mieszkaniu, więc kiedy w końcu mogła z niego wyjść odetchnęła z ulgą.
Columbia Tower znajdowało się niedaleko jej apartamentowca, więc zamiast brać taksówkę czy jechać komunikacją postanowiła się przejść. I tak wyszła dużo wcześniej, więc teraz miała czas do stracenia. Kiedyś miałaby oprócz tego tysiąc spraw na głowie i pewnie spóźniła by się na spotkanie, ale życie w Afryce nauczyło ją że ważniejsze jest być niż mieć. Teraz doceniała każdą chwilę, którą mogła spędzić z Sam. Można było powiedzieć, że kobiety nadrabiały te wszystkie stracone lata.
Tymczasem jej myśli powędrowały ku Beth. Kobieta była jedyną przyjaciółką z dawnych lat, z którą Selene nadal utrzymywała kontakty. Od czego to zależało? Chyba od tego, że obie kobiety, pomimo różnic w charakterze miały podobny światopogląd i obie bardzo potrzebowały kogoś z kim mogłyby sobie poplotkować, napić się wina czy odwiedzić kosmetyczkę. Selene martwiła się o Beth, bo od czasu jej wypadku nie radziła sobie najlepiej. Jasne, była twarda i nie dawała tego po sobie poznać na codzień, ale w mailach i listach było to wyraźnie widać. Żałowała, że nie mogła być bardziej bliska swojej przyjaciółce w tych trudnych chwilach i zostawiła ją, tak samo jak Samanthę i Aarona. Miała nadzieję, że Beth jej to wybaczy.
Widząc przyjaciółkę przed wejściem do lokalu pomachała jej ręką, uśmiechając się i również przytuliła ją mocno na powitanie.
- Ty też wyglądasz super! - oznajmiła, chociaż po prawdzie pamiętała Beth z czasów młodości jako bardziej promienną osobę.
Poprowadziła przyjaciółkę do środka, gdzie zajęły zarezerwowany dla nich stolik. Selene zamówiła lasagne, sałatkęz tuńczyka i wino. Czekając na podanie jedzenia nie wytrzymała i musiała zapytać.
- No dobra, to co u ciebie? I w ogóle, Samantha mówiła mi że Aaron jest z twoją Albą! Kiedy te dzieciaki stały się dorosłymi ludźmi? - roześmiała się. Samancie nie mogła powiedzieć o tym kim jest, ale Beth to co innego.
- Chciałam ci zdradzić pewien sekret, który trzymałam w ukryciu przez lata. Teraz jestem jedyną żyjącą osobą, która go zna ale chciałabym, żebyś też wiedziała.... Bliźniaki to moje dzieci. - Nie była pewna jak Beth na to zareaguje. Kiedyś pewnie czegoś się domyślała, ale po wypadku nie mogła mieć o tym pojęcia. A Selene do tej pory nie mogła się przemóc żeby jej o tym powiedzieć.
[Profil]
  [A+]
 
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-24, 14:02   

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na komplement mojej przyjaciółki. Ach, nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo brakowało mi jej towarzystwa, kogoś kto znał mnie od wielu, wielu lat i z kim mogłam szczerze porozmawiać. Po śmierci matki zostałam zupełnie sama na tym świecie i mimo że odnalazłam swojego męża, przez jego kłamstwa znów byłam sama. W końcu jak mogłam zaufać teraz komuś, kto okłamywał mnie w tak istotnych sprawach?
Poszłam wraz z Selene do środka gdzie zamówiłyśmy jedzenie i wino. Nie miałam jednak nawet czasu kiedy zastanowić się nad odpowiedzią na pytanie co u mnie gdyż przyjaciółka przekazała mi szokującą informację.
- Naprawdę? Ach Alba... Wiesz, że matka mi o niej nie powiedziała? Nie wiem nawet gdzie zacząć jej szukać.. - odpowiedziałam uśmiechając się smutno. Moja mała córeczka spotykała się z siostrzeńcem mojej przyjaciółki.. Zastanawiałam się przez dłuższą chwilę jak odpowiedzieć na pytanie co u mnie, od czego w końcu miałam zacząć? Westchnęłam ciężko i wbiłam wzrok w swoje dłonie. - Selene, ja spotkałam Marcosa. Żeby było śmieszniej spotkaliśmy się na tarasie widokowym gdzie podobno poznałam go w młodości. To było bardzo emocjonujące spotkanie, z początku wszystko wydawało się być świetnie, wiesz małżeństwo brutalnie rozdzielone wypadkiem wpadło na siebie w ważnym miejscu... To on powiedział mi o Albie. Obiecał pomóc odzyskać mi pamięć...- zrobiłam chwilę przerwy by ciężko westchnąć i poukładać to sobie jakoś w głowie, było mi teraz głupio że tak łatwo mu uległam ale w tamtej chwili to wszystko wydawało mi się takie magiczne... - Poszliśmy do mnie żeby porozmawiać i tak jakoś wyszło że wylądowaliśmy w łóżku.. Teraz najciekawsza część, zaraz po tym dostał telefon, przypadkowo uruchomił głośnomówiący... Okazało się że jest zaręczony z jakąś młodą siksą bo uważał że nie żyję... Jak się o tym dowiedziałam, wyrzuciłam go nagiego za drzwi...- Mój głos delikatnie się załamał,nadal było mi ciężko mówić o tym, jak mój mąż zrobił ze mnie totalną idiotkę. - Nie powiedział mi jak znaleźć Albę a najgorsze jest to że...- znów przerwałam, bojąc się wypowiedzieć na głos tego, co podejrzewałam i co podpowiadał mi rozum. Nie miałam pewności i bałam się że jeśli wypowiem to na głos tak też się stanie. - Selene, okres mi się spóźnia, albo to menopauza albo... Albo jestem z nim w ciąży. Kupiłam dziś test ale nie miałam odwagi go zrobić..- powiedziałam ukrywając swoją twarz w dłoniach. Ja nie chciałam sama wychowywać dzieciątka, nie chciałam też aby coś takiego wydarzyło się zanim odnajdę Albę, jak to w ogóle było możliwe? To był jeden raz a w moim wieku...
Gdy jednak przyznała mi się do tego, że jest matką bliźniaków.. Uśmiechnęłam się wesoło, pomimo łez w moich oczach.
- Naprawdę? Ojej, zaskoczyłaś mnie! Dlaczego w takim razie wychowywała ich twoja siostra? I... Czy Samantha i Aaron wiedzą o tym? Rozmawiałaś już z nimi?- Zalałam moją przyjaciółkę pytaniami podekscytowana tą całą sytuacją, cóż jej z pewnością nie było łatwo przez całe życie udawać ich ciotkę, cieszyłam się jednak że w końcu przyznała się do tego i miałam nadzieję że powie o tym swoim dzieciom, w końcu zasługiwały na prawdę.
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Selene Parr



Nie tak słodko, jak myślisz...

rakotwórczość

77

Szwaczka/projektantka





name:

Selene Alice Parr

age:
43

height / weight:
160 / 57

Wysłany: 2018-09-02, 12:37   
   Multikonta: brok


Selene zamyśliła się na chwilę.
- Chętnie pomogłabym ci szukać Alby, ale nie wiem nawet gdzie zacząć. Sama od ładnych kilku lat nie usłyszałam ani słowa od Aarona, więc nie wiem jak ci pomóc. Ale jeśli tylko gdzieś go znajdę, to napewno dam ci znać i podpytam go o Albę. - zapewniła. Mówiła szczerze, bo lepiej chyba niż ktokolwiek inny była sobie w stanie wyobrazić sytuację Beth. A nie ma nic gorszego niż stracić kontakt z własnym dzieckiem.
Potem słuchała opowieści Beth, o tym wszystkim co wydarzyło się ostatnio w jej życiu. Widać nie tylko dla Samanthy to był bardzo intensywny okres. Nie mogła uwierzyć, że Marcos tak po prostu wpakował się z buciorami w życie jej przyjaciółki. I to po raz drugi. Miała ochotę potrząsnąć Beth, krzyknąć na nią, a nawet spoliczkować. Przecież Marcos był zwykłym, podrzędnym bandziorem i damskim bokserem! Selene wiedziała, że Beth wywodziła się z mafijnej rodziny, bo przecież jej ojciec też prowadził szemrane interesy w więcej niż jednym biznesie, ale Marcos to było coś innego. Nie było w nim za grosz klasy, za grosz honoru. Dorobił się tak naprawdę pod okiem teścia i skorzystał na małżeństwie z jego córką, a teraz sprowadzał całe jego imperium na dno.
Rewelacje o kochance Marcosa jej wcale nie zdziwiły. Wiedziała, że nie należał do facetów, którzy grzeszyli wiernością. Nawet jeszcze przed wypadkiem Beth, a teraz już tym bardziej. Za to fakt, że Beth podejrzewała u siebie ciążę uderzył w nią jak grom. „Usuń ją!” miała ochotę powiedzieć, ale ugryzła się mocno w język. Przecież to nie było takie proste, takie zero-jedynkowe. Przecież to dziecko, jeśli faktycznie rosło w Beth, nie było winne tego kim był jego ojciec.
- Beth... - wykrztusiła lekko zdławionym tonem, ale przerwało jej nadejście kelnera z ich daniami. Te kilka minut przymusowej przerwy pozwoliło jej przemyśleć wszystko choć odrobinę i chyba ocaliło ją, przed popełnieniem wielkiego błędu.
- Beth... - kontynuowała po chwili. - To co Marcos zrobił jest straszne, ale, wybacz że to powiem, bardzo w jego stylu. To zwykły sukinsyn, i zawsze nim był, tylko kiedyś chciało mu się udawać, że jest inaczej. Jeśli naprawdę jesteś z nim w ciąży, to tym bardziej powinnaś się poważnie zastanowić, czy chcesz takiego ojca dla swojego dziecka. Niemniej, na pewno trudno będzie ci wywalczyć od niego jakiekolwiek alimenty, więc póki co nie rób nic drastycznego. - zamilkła na chwilę, próbując zebrać myśli i gorączkowo zastanawiając się co dalej.
- Na razie nie mów mu nic o ciąży, dobrze? Musisz się upewnić że to prawda, ale póki co niech nikt oprócz mnie nie wie. Powiemy mu to, ale on musi się dowiedzieć przy ludziach, kiedy nie będzie mógł cię zastraszyć, ani narzucić ci swojej woli w tej kwestii. - Kolejne kilka chwil milczenia, spowodowane dużym łykiem wina, który Selene pociągnęła z kieliszka. Przypomniała jej się Sam i to że miały popracować nad jej problemem, ale szybko wyrzuciła to z myśli. Teraz była potrzebna tutaj.
- Co powiedziała byś na przyjęcie? - spytała nagle. - Ostatnio miasto jest niespokojne, ludzie patrzą sobie nawzajem na ręce przez tą sprawę z mutantami. Mam trochę artefaktów i bardzo fajnych zdjęć, które przywiozłam z Afryki, ty mogła byś poświęcić któreś z obrazów Marcosa, które i tak nic dla ciebie nigdy nie znaczyły. Mogłybyśmy zorganizować bal charytatywny, przeznaczając wpływy z niego na rzecz ofiar tego zamachu z lutego. I zanim zaprzeczysz, to pomogłoby nam też znaleźć Albę i Aarona. Jeśli ogłosimy to w gazetach, w telewizji, oni będą mogli sami do nas przyjść.
Nie wiedziała, czy Beth zaakceptuje ten pomysł. Ona sama nigdy nie była wielką fanką wystawnych przyjęć, ale wiedziała że mają tę zasadniczą zaletę, że wszystko co się na nich wydarzy staje się faktem publicznym i nikt nie będzie mógł temu zaprzeczyć.
- Zaś co do bliźniaków to... Nie, nie wiedzą. I nie chcę żeby się dowiedzieli, przynajmniej póki co. A wychowywała ich Janet, bo ona zawsze chciała dzieci a sama była bezpłodna. Odebrała mi więc moje, tłumacząc się tym że jestem nieletnia a ona może im zapewnić wszystko to co najlepsze. - Mina jej nieco zrzedła i z lekką zawziętością poczęła wbijać widelec w lasagne.
[Profil]
  [A+]
 
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-09-04, 11:50   

Moje oczy zaszkliły się na krótką chwilę.
- Byłabym naprawdę wdzięczna. - odpowiedziałam tylko mając nadzieję że Aaron odezwie się do swojej ciotki gdy dowie się o jej powrocie z Afryki i zechce pomóc mi odzyskać moją małą córeczkę, bardzo na to liczyłam, mając nadzieję że obejdę się bez pomocy Marcosa w tej kwestii,w końcu sama też potrafiłam sobie poradzić a przynajmniej tak sądziłam...
Gdy kelner podszedł do naszego stolika odsunęłam dłonie od swojej twarzy, czekając w napięciu na słowa mojej przyjaciółki i mimo iż jedzenie wyglądało i pachniało cudownie nie byłabym w stanie teraz niczego przełknąć. Chciałam wiedzieć, co o tym wszystkim sądzi moja przyjaciółka.
- Ja nie wiem Selene, cały czas nie mogę odzyskać wspomnień. Nie wiem jaki był, nie wiem też jaki jest przez co nie wiem czy jest ojcem którego bym chciała dla dziecka, jedno już z nim mam. Powiedział mi że to zaręczyny w interesach a on sam sądził że już dawno nie żyję. Ja... Jeśli to prawda zmuszę go żeby powiedział mi, gdzie jest moja Alba. A co do pieniędzy,póki jesteśmy małżeństwem połowa tego co ma należy do mnie...- powiedziałam nie pewnie, w głowie kiełkował mi głupi pomysł szantażu na Marcosie, byleby znaleźć Albę i nie potrzebować go już więcej. Z jednej strony chciałam o nim zapomnieć z drugiej.. Coś w środku bolało mnie na samą myśl o tym że rozbił naszą rodzinę, rodzinę o której zawsze marzyłam.
- Jeżeli to się potwierdzi, poszłabyś ze mną na spotkanie z Marcosem?- zapytałam, mając nadzieję że Selene się zgodzi. Nie sądziłam żeby Marcos próbował coś kombinować w jej obecności, po za tym potrzebowałam wsparcia w tak ciężkiej chwili.
-Wiem, że to nie jest odpowiednie miejsce ale... Mam przy sobie test, mogłybyśmy się upewnić już teraz... Poczekasz chwilę?-zapytałam nieśmiało, cóż restauracja nie była najlepszym miejscem na robienie testu ciążowego, ta niepewność jednak spędzała mi sen z powiek o odbierała apetyt. I mimo iż przerażało mnie wychowywanie dziecka jako samotna matka byłam podekscytowana kolejnym maleństwem do wychowania, w końcu Alba była już dorosłą kobietą. Gdy tylko Selene powiedziała że nie ma nic przeciw wstałam i poszłam do łazienki. Zrobiłam test, bałam się zobaczyć co na nim wyjdzie to też wsunęłam go do kieszonki swojej torebki i wróciłam do stolika.
Zastanowiłam się przez chwilę nad słowami mojej przyjaciółki, cóż ten pomysł wydawał mi się niemal idealny! W obecnej sytuacji obie potrzebowałyśmy się czymś zająć przy okazji mogąc zrobić coś pożytecznego.
- Właściwie to całkiem dobry pomysł, przydałoby mi się czymś zająć a i będziemy mogły zrobić coś dobrego. Ostatnio był kolejny zamach, jedna dziewczyna straciła obie nogi może dla niej też, udałoby nam się coś zebrać? To naprawdę świetny pomysł, zwłaszcza gdy uda nam się przyciągnąć tam naszych urwisów- powiedziałam z uśmiechem tak, jakby i Alba i Aaron bawili się z nami w chowanego a my nie mogłybyśmy ich znaleźć. Byłam pewna że jako dwie matki, szukające swoich pociech z pewnością osiągniemy cel.
-Przykro mi że zabrano Ci ich, mam nadzieję że porozmawiacie, bo zasługują na to, by znać prawdę i nadrobicie stracony czas. No i jeśli między Albą a Aaronem jest coś poważnego może nawet staniemy się rodziną- powiedziałam z promiennym uśmiechem, cóż mimo iż nie pamiętałam mojej córeczki Selene była najlepszą teściową o jaką tylko mogłabym dla niej prosić!
Przypomniałam sobie o teście i zerknęłam na zegarek, cóż, najwyższa pora aby sprawdzić czy faktycznie byłam w ciąży czy może jednak nie.
- Już czas...- powiedziałam zdenerwowanym tonem po czym wysunęłam delikatnie test z torebki, oczywiście z dala od stołu. Dwie czerwone kreski. Test pozytywny... - Ja... - zaczęłam ale przerwało mi kilka łez spływających po moich policzkach, cieszyłam się jednocześnie bojąc się tego co ma nadejść... - jestem w ciąży. W moim wieku...- wydusiłam z siebie w końcu.
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5