Gdy się odezwał... Mimowolnie się speszyłam. Z całą pewnością mógł to dostrzec w moich oczach jak i mimice. Po prostu... Bałam się. Pociągnęłam nosem, cofając się dwa kroki, z powrotem w krzaki, obawiając się, że chłopak mógłby jednak na mnie skoczyć, że... Mógłby mi zrobić krzywdę...
- Przepraszam... - Odpowiedziałam tylko łamiącym się głosem, nie bardzo wiedząc co dalej robić. Miałam ochotę uciec, biec, gdzie tylko mnie nogi poniosą, ale... Chyba nawet na to nie miałam siły. Kolejny krok w tył, i... Potknęłam się o jedną z gałęzi, lądując boleśnie na ziemi. Syknęłam na to jedynie, przez chwilę tracąc jakąkolwiek orientację. Z całą pewnością, zarówno choroba jak i głód pozbawiły mnie tych resztek logicznego myślenia i czujności, które teraz tak bardzo by mi się przydały. Teraz przed oczami miałam tylko to ognisko, tak bardzo pragnąc jego ciepła... Tak bardzo pragnąc chwili wytchnienia...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Przynajmniej w drodze do piekła możemy się dobrze bawić
Skrzydła
72%
Brak
name:
Magnus Vulcano
alias:
Freedom
age:
24
height / weight:
185 /72
Wysłany: 2018-08-19, 20:47
Multikonta: Lucas
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Przeprosiła...chociaż tyle dobrego że to zrobiła. Nie że tego oczekiwałem no ale to jednak miłe. Po dokładniejszym przyjrzeniu się jej zauważyłem że wygląda po prostu strasznie. Jak ona przetrwała w lesie w takim stanie? Kiedy się przewróciła przestałem szczerzyć zęby i wyprostowałem się jednak nadal będąc czujnym. Powolnym krokiem z rękami na widoku zacząłem podchodzić do niej z boku nie zasłaniając widoku na ognisko. Zatrzymałem się jakieś dwa metry od niej i gestem powiedziałem jej żeby podeszła do ognia. Nie byłem przecież potworem choć pewnie nie jedna osoba mnie za takowego uważała. Ale to przecież nie moja wina że mam skrzydła i odrobinę inne gusta smakowe.
-Ogrzej się, nie chcę cię mieć na sumieniu. Powiedz kim jesteś i co tu robisz? Ludzie zazwyczaj nie zapuszczają się tak daleko poza miasto- Powiedziałem odrobinę milszym tonem niż wcześniej. Nadal jednak nie spuszczałem z niej wzroku. Nadal mogła okazać się zagrożeniem które albo trzeba będzie wyeliminować albo od niego uciec.
Nie wiedziała, czego się po nim spodziewać. Z całą pewnością serce zaczęło mi szybciej bić, gdy widziałam jak się do mnie zbliża, gdy z każdym kolejnym krokiem mógł mnie mieć na wyciągnięcie ręki, gdy mógł mnie pozbawić życia, a ja nawet nie byłam w stanie w żaden sposób zareagować... Bałam się. Tak cholernie się bałam...
Gdy jednak zobaczyłam ten krótki zapraszający gest a po chwili usłyszałam łagodniejszy ton, mimowolnie sama spuściłam z tej marnej gardy, którą starałam się utrzymać. To mnie kosztowało tak wiele sił... Moja wieloletnia tresura i uwięzienie również dały tu o sobie znać.
- Ja... Jestem Echo. I nie jestem człowiekiem. Jestem... Potworem... - Wydusiłam z siebie, ledwie powstrzymując pchające się do moich oczu łzy. Byłam zmęczona, spragniona, głodna... Byłam wyziębiona i poraniona - tak samo na ciele, jak i na umyśle. Po prostu nie byłam w stanie dłużej uciekać. Nie mogłam się dłużej stawiać, co chłopak z pewnością mógł dostrzec po mojej postawie. Zapewne wyglądałam teraz jak małe, bezbronne dziecko - z mchem i gałązkami między włosami, z ubrudzonymi od błota spodniami i pozadzieranych od ostrych gałęzi materiałem mojego odzienia. Z całą pewnością wyglądałam jak siedem nieszczęść - nawet teraz, gdy na chwiejnych nogach starałam się podnieść, podpierając o drzewo tuż przy moim boku. Gdy tylko wstałam, niemal natychmiast skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej, jednocześnie się garbiąc i próbując spojrzeć w oczy nieznajomego.
- Czy... Na pewno mogę? - Zapytałam, z nadzieją w głosie. Rozkazy i polecenia towarzyszyły mi tak długo, że już nie potrafiłam żyć bez nich...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Przynajmniej w drodze do piekła możemy się dobrze bawić
Skrzydła
72%
Brak
name:
Magnus Vulcano
alias:
Freedom
age:
24
height / weight:
185 /72
Wysłany: 2018-08-19, 21:34
Multikonta: Lucas
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Potwór? Chodziło jej o to że jest mutantem? Chyba tylko ich uważa się za potwory w dzisiejszych czasach. Jakby ci normalni nie mogliby być tymi złymi. Byli ci wszyscy złodzieje i inni ale na nich nie zwracano takiej uwagi. Owszem bano się ich ale nie wyszydzano przez ich inność. Przez to że tak zakopałem się w swoich myślach nie odpowiedziałem na jej przedstawienie się. Usłyszałem jednak jak upewnia się że może podejść do ognia.
-Tak, ogrzej się. Mogę dać ci też mięso ale ty chyba powinnaś je upiec- Powiedziałem w końcu po czym ruszyłem do ogniska.
-Nie jesteś potworem- Powiedziałem po chwili siadając dokładnie po środku wejścia do szałasu. Nie wyciągałem skrzydeł by się dodatkowo ogrzać. Nie miałem ochoty tracić krew która mogłaby zwabić tu jakieś drapieżniki. Ja bym sobie z nimi poradził ale wątpiłem by ona miała tyle szczęścia. Uniosłem do ust kawałek surowego mięsa który to zaraz zacząłem powoli przeżuwać z zadowolonym mruknięciem.
Słysząc jego zgodę, nieśmiało zbliżyłam się do ognia. Jego ciepło, jego blask... Wydawał się teraz taki przyjemny, taki kojący...Nie wiedziałam już, ile nocy walczyłam z zimnej, kuląc się jedynie do tej kurtki, zwijając się w brudnych spodniach, walcząc z syfem, który ogarniał nie tylko moje ciało z zewnątrz, ale i wewnątrz... Pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia, przyglądając się odlatującym iskrom, marząc, bym i ja kiedyś mogła tak odlecieć, uciec z tego padołu, być w końcu wolną... Bo teraz, nawet mimo tego, że byłam poza ośrodkiem, tej wolności nie czułam.
- Ja... Dziękuję, Nie wiem, jak się odwdzięczę.- Powiedziałam raczej słabym głosem, przyglądając się nieznajomemu i oczekując, aż rzeczywiście podzieli się ze mną tą odrobiną pożywienia. Nie jadłam już tak długo... A pojedyncze, niedojrzałe jeszcze owoce lasu tylko mnie do niego zniechęcały, przez ciągle towarzyszący mi ból brzucha.
Zajęłam miejsce względnie blisko ogniska, po turecku, grzejąc twarz w jego blasku, a przy swoim boku dopatrując patyków na tyle długich, by się nie sparzyć przy ewentualnym pieczeniu kawałka mięsa nad żarem.
- Jestem... Powtarzano mi to od lat. To musi być prawda. - Odpowiedziałam, przywołując na usta smutny uśmiech. Ci wszyscy ludzie, laboranci, żołnierze... Oni nie mogli się mylić. Starsi, sąsiedzi, moja własna matka... Też nie mogli się mylić. Byłam pomiotem diabła, szatanem, złem wcielonym. - Zrobiłam wiele złego... - Dodałam po chwili, wbijając wzrok w sam środek płomieni. Każda rana, każda blizna była jeszcze bardziej podkreślona przez ogień. Twarz, dłonie, zgaszone oczy pełne strachu... Nie było tego trudno dostrzec...
Skuliłam się, chłonąc to całe ciepło i pociągając nosem. Obym tylko bardziej się nie rozchorowała...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Przynajmniej w drodze do piekła możemy się dobrze bawić
Skrzydła
72%
Brak
name:
Magnus Vulcano
alias:
Freedom
age:
24
height / weight:
185 /72
Wysłany: 2018-08-19, 22:05
Multikonta: Lucas
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Kiedy dziewczyna już usiadła przy ogniu ściągnąłem z niego już zaparzoną imitacje herbaty zamiast tego wieszając na patyku nad ogniem dosyć duży kawałek mięsa. Wolałem nie sprawdzać czy w takim stanie młoda da radę zjeść surowe mięso.
-Musisz trochę poczekać. Od surowego pewnie byś się tylko pochorowała- Wyjaśniłem jej jakby co nie chcąc by źle odebrała moje zachowanie. Widziałem jak wygląda jednak nie zwracałem na to uwagi. Blizny to blizny nie ma w nich nic specjalnego. Czasami mogą wyglądać strasznie i przypominać o jakiś momentach z życia o których niekoniecznie chce się pamiętać. Po usłyszeniu jej słów pokręciłem głową.
-Jeśli ty nim jesteś to czym jestem ja?- Spytałem ją patrząc na nią z smutnym uśmiechem. Czy ona kogoś zabiła? Jeśli tak to czy to był ktoś z jej rodziny? Chyba nikt nie może być większym potworem niż dziecko które zabiło swojego rodzica prawda? I co za to dostało? Pieprzone skrzydła! Wyglądały jak te upadłego anioła. Opowiadała mi o tym ta pani w sierocińcu. Upadłe anioły nie mogą być złe prawda? Lucyfer nie mógł być tak zły jak mówi biblia. Po prostu dbał o siebie bardziej niż o innych. To normalne!
Skinęłam głową na jego słowa, kolejny raz pociągając nosem. Rzeczywiście, nawet nie chciałam sprawdzać wytrzymałości swojego żołądka, choć zdziwiłam się, że chłopak zechce nawet za mnie ten kawałek mięsa przygotować. Przecież jeszcze ledwie kilka chwil temu wyglądał, jakby sam chciał mnie zjeść. Ta nagła zmiana nastawienia sprawiła, że chyba przestałam się czuć jakkolwiek pewnie, dopatrując się pod swoimi nogami jakichkolwiek - choć lekko zaostrzonych - patyków. Ja... Nie miałam nic do obrony, poza własną mocą. A z niej nie chciałam korzystać. Nie chciałam dawać diabłu uciechy z tego, że korzystam z jego piętna...
- Też jesteś jednym z nich? Mutantem? - Zapytałam, wyraźnie zbita z tropu. Czy to znaczyło, że mutanci żyli też samodzielnie? Mogli mieszkać poza ośrodkiem? Czy ludzie ich nie piętnują? Czy... Czy to znaczyło, że będę mogła kiedyś normalnie żyć? - Jak udało Ci się zbiec z ośrodka? - Dodałam po chwili kolejne pytanie, wyraźnie zaintrygowana. Niepojętym dla mnie było, że obdarzeni mogą sobie tak po prostu wędrować, funkcjonować i istnieć. Czy... Czy tutaj nie byli tak piętnowani jak ja w mojej wiosce?
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Przynajmniej w drodze do piekła możemy się dobrze bawić
Skrzydła
72%
Brak
name:
Magnus Vulcano
alias:
Freedom
age:
24
height / weight:
185 /72
Wysłany: 2018-08-20, 20:53
Multikonta: Lucas
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
A więc zrozumiała! Nie byłem pewny czy da radę. Taaa niezbyt wierzę w ludzi. Kiwnąłem głową w odpowiedzi na jej pytanie po czym przełknąłem mięso. Żołądek wreszcie napełniony. Spojrzałem na Echo kiedy wspomniała o jakimś ośrodku. O co z nim do cholery chodziło? Opiekunka raczej nie mówiła mi o takim czymś.
-Nigdy nie byłem w żadnym ośrodku. Poza tym możesz na mnie mówić Freedom młoda- Powiedziałem w jej stronę i do małej pustej puszki po chyba brzoskwiniach nalałem sobie herbaty którą zacząłem sączyć.
-Jaką masz moc?- Wolałem się o to spytać by przypadkiem w nocy nie obudzić się z poderżniętym gardłem bądź przez bycie duszonym bez używania przez nią czegokolwiek. Mutanci jeśli chodzi o te sprawy byli niebezpieczni. Pewnie nie odpowie jednak zawsze mogę się ukryć na drzewie. To jakiś pomysł na dalsze życie bo do grobu mi się nie śpieszyło.
- Nie byłeś w ośrodku? - Zapytałam wyraźnie zszokowana. Przecież... Przecież tacy jak my, wcale nie powinni chodzić wolno po świecie, prawda? Ludzie używali nas jak broni. Wcielali do swoich wojsk po dobroci, albo jako kundli. Jak więc jego mógł ominąć ośrodek? - Jak Ci się to udało? Przecież... My wszyscy... W izolatkach... Badania... Ja... - To było dla mnie na tyle niepojęte, że moja mała główka przestała czuć się jakkolwiek pewnie. Byłam tak bardzo nieświadoma działania zewnętrznego świata, że z tych nowin chyba zaczęłam się hiperwentylować...
Podparłam się dłońmi za sobą, o ziemię, próbując się wpatrywać w ognisko i uspokoić swój organizm. Czułam się... Oszukana? Zawiedziona? Przecież zawsze nam powtarzano, że nie nadajemy się do społeczeństwa. Jesteśmy niebezpieczni. Że nic lepszego nas nie czeka za murami. A tymczasem właśnie spotkałam innego obdarzonego, który wiódł w miarę sielskie życie.
Potrzebowałam kilku dłuższych chwil, by się ogarnąć. Potrząsnęłam głową, biorąc głęboki wdech i powoli wypuszczając powietrze ustami. Tak... Tak mnie kiedyś uczyła matka. I w sumie... Chyba byłam jej za to wdzięczna.
- Ja... Nie wiem jak nazywali to laboranci... - Odparłam na jego pytanie, dość słabo. - To krzyk. Mam dziwny krzyk. Potrafię nim niszczyć i ranić. To przez niego... Mam... - Dodałam po chwili, sunąc dłonią po mojej twarzy, na której wciąż pozostały ostatnie strupki po moim ostatnim wyskoku. - A Ty? - Zapytałam po chwili, przerzucając swój wzrok z blasku ogniska na twarz chłopaka. Nasi... Nasi nie mogli być źli, prawda? Tylko mutant mutantowi może zaufać, prawda?
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Przynajmniej w drodze do piekła możemy się dobrze bawić
Skrzydła
72%
Brak
name:
Magnus Vulcano
alias:
Freedom
age:
24
height / weight:
185 /72
Wysłany: 2018-08-21, 16:41
Multikonta: Lucas
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Pokręciłem przecząco głową kiedy to znowu wspomniała coś o tym ośrodku. Jeśli stamtąd uciekła to nie mogło tam być za dobrze zważywszy na stan w którym się znalazła. Kiedy to zaczęła hiperwentylować przestraszyłem się odrobinę. Ja sam nigdy nie miałem ataków paniki a taki chyba właśnie teraz obserwowałem. To wyglądało strasznie przez to że wyglądała jakby miała się udusić. Kiedy się uspokoiła i odpowiedziała na moje pytanie odetchnąłem z ulgą. Nie udusiła się no i raczej nie zabije mnie podczas snu bo musiałaby krzyknąć. Kiedy spytała się o moją moc przez moment rozważałem za i przeciw powiedzenia jej o moich dodatkowych kończynach umożliwiających mi latanie.
-Mam skrzydła, teraz są schowane- Odpowiedziałem po czym dodałem wyjaśnienie dlaczego ich nie widzi. Nie wiedziałem czy je pokazać czy też nie bo w sumie byliśmy w lesie a dzikie zwierzęta boją się ognia tak jak zwyczajni bezbronni ludzie mutantów. Dopiłem herbatę po czym ponownie napełniłem pustą puszkę i podałem ją młodszej dziewczynie. Ile ona miała w ogóle lat?
Widziałam tę malującą się niepewność na jego twarzy. A jednak... Zdradził się. Przynajmniej slowem. Przez chwilę wpatrywałam się w twarz tego chłopaka, jakby próbując przyswoić sobie tę informacje.
Skrzydła?
Że jak u anioła?
- Mógłbyś mi je pokazać? - Zapytałam, przejmując tę ciepłą puszkę od chłopaka. Nie pachniała zbyt przyjemnie z jakiegoś nieznanego mi powodu, a jednak upiłam z niej dwa łyki, tak bardzo suszyło mnie w gardle...
Ale jednak... Czułam się strasznie zmęczona, co pewnie po chwili malowało się na mojej twarzy, gdy ziewnęłam przeciągle, zasłaniając swoje usta dłonią.
- Przepraszam... - Mruknęłam na to tylko, nie bardzo wiedząc, co więcej zrobić...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Przynajmniej w drodze do piekła możemy się dobrze bawić
Skrzydła
72%
Brak
name:
Magnus Vulcano
alias:
Freedom
age:
24
height / weight:
185 /72
Wysłany: 2018-08-21, 22:50
Multikonta: Lucas
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Oh a więc chciała je zobaczyć, Pewnie się zawiedzie, nie są ani trochę białe jak u prawdziwego anioła. Zamiast tego przypominają te jakie prawdopodobnie mają te upadłe. Kiwnąłem lekko głową w odpowiedzi na jej pytanie po czym zdjąłem bluzę oraz koszulkę wstając z swojego miejsca i oddalając się odrobinę na bok by przypadkiem a nic nimi nie zahaczyć. Wziąłem jeszcze czystą szmatkę po czym skupiłem się na wysunięciu skrzydeł z ciała jednocześnie napinając mięśnie pleców. Kiedy to poczułem ciepłą ciecz spływającą mi po plecach wiedziałem że były już widoczne rozprostowałem je całkowicie chcąc ukazać je jak najlepiej dziewczynie. Zamiast posiadać białe pióra na skrzydłach moje były czarne u góry. jednak kolor ten przechodził w ciemnoczerwony u dołu. Kiedy ziewnęła pokręciłem głową. Nie musiała za to przepraszać. W końcu sięgnąłem ręką do pleców ścierając krew, robiłem to już wiele razy toteż poszło mi to szybko i sprawnie. Nie martwiąc się już zakładaniem na siebie czegokolwiek usiadłem przy ognisku składając je i lekko się nimi okrywając. Były ciepłe co było naprawdę przydatne podczas zimy.
-Podobają ci się?- Spytałem Echo zaciekawiony. Mi od zawsze się podobały tak samo jak opiekunce ale inni może mają inny gust. W końcu mogła być uczulona na gołębie lub inne ptaki.
Początkowy zachwyt i niedowierzanie szybko ustąpiły miejsca panice i strachowi. Sam piękny i onieśmielający widok skrzydel nie był wystarczająco absorbujący, bym nie zwróciła uwagi na te szkarłatne krople spływające po jego skórze. Widząc każdą z nich, odbijające się światło płomieni w tej cieczy... Ogarniało mnie przerażenie. Przed oczami miałam widok własnych zakrwawionych dłoni i nóg. Miałam widok brudnego prześcieradła. Wspomnienia sprzed kilku dni po prostu we mnie uderzyły, tym bardziej w chwili, gdy widziałam, jak chłopak ściera te plamy krwi ze swoich pleców - tak, jak ja próbowałam oczyścić własne uda, jeszcze w tej przeklętej izolatce...
Z moich oczu niemal natychmiast zaczęły płynąć łzy, gdy ja się skuliłam, zasłaniając swoje uszy.
To się nie stało. To się wcale nie stało. Ból nie istnieje. Wstyd jest względny. Bądź posłuszna, a szybciej minie. Nic Ci się nie stanie...
Prawda?
Gówno prawda...
Cierpiałam, cierpiałam wewnętrznie. Miałam wrażenie że znów czuję ten ból. To wszystko... Tak momentalnie wróciło. Po prostu mnie napadło i nie byłam w stanie w żaden logiczny sposób zareagować. Ja... Ja po prostu zaczęłam płakać, płytko oddychać, odcinając się od całego zewnętrznego świata. Nawet nie słyszałam pytania chłopaka, walcząc z tymi nieprzyjemnymi obrazami z przeszłości, kiwając się przy tym, w przód i w tył, w tył i w przód. Coś burczałam do siebie pod nosem w języku niemieckim, pomiędzy kolejnymi płytkimi wdechami i szlochem. Próbowałam się uspokoić? Z całą pewnością. Ale... Czy to mi się uda?
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Przynajmniej w drodze do piekła możemy się dobrze bawić
Skrzydła
72%
Brak
name:
Magnus Vulcano
alias:
Freedom
age:
24
height / weight:
185 /72
Wysłany: 2018-08-24, 23:43
Multikonta: Lucas
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Kiedy Echo zaczęła się bujać i coś burczeć odsunąłem się od niej odrobinę przestraszony bo kto mógł mnie upewnić że na nic nie choruje? Szmatkę rzuciłem do szałasu bo nie była mi już potrzebna a skrzydłami okryłem się jakby tarczą. Wysunąłem rękę w jej stronę kiedy zauważyłem że także płacze. Powoli przysunąłem się i okryłem ją lewym skrzydłem będąc jednocześnie na tyle daleko by jej nie dotknąć.
-Ej spokojnie? Dlaczego tak zareagowałaś? To przez skrzydła czy krew?- Spytałem chcąc dowiedzieć się o niej trochę więcej i jednocześnie spróbować ją uspokoić. Nie wiedziałem jak to zrobić. Miałem naprawdę mało doświadczenia w związku z prawie wszystkim co dotyczyło ludzi. Prawie bo rozmawiać przecież rozmawiam i zachowuje się po ludzku i wiem o nich nawet dużo. To może być jednak nie wystarczające.
Panika, która mnie ogarniała była zbyt wielka. Przejęła nade mną kontrolę całkowicie, rzucając przed moimi oczami kolejne obrazy sprzed kilku dni, powodując ogólny dół i wywołując w mojej głowie coraz większy strach. A co jeszcze gorsze - krótki dotyk, który miał mnie otrzeźwić, okazał się być zapalnikiem, przez który wybuchłam. Kolejny raz w tak krótkim czasie utraciłam panowanie nad swoją mocą, wydobywając z mojego gardła krótki, choć przecież tak niszczycielski krzyk.
Rozdmuchałam ognisko, przy którym siedzieliśmy. Pojedyncze patyki i gałęzie wciąż zajęte przez ogień zostały odrzucone na kilka metrów w przód, puszki z oszukaną herbatą zdążyły się przewrócić, a w uszy mojego towarzysza z całą pewnością odczuły nieprzyjemną, może nawet przez chwilę lekko bolesną barwę. Sam jednak fakt, że siedział koło mnie, a nie przede mną z całą jednak pewnością uratował nie tylko jego bębenki, ale i skórę i ciało przed bolesnym upadkiem.
Co jednak było w tym dobrego?
Krzyk, choć niekontrolowany, pozwolił mi wyrzucić z siebie te wszystkie negatywne emocje. Oczyścić mój umysł. Czułam się... Lepiej. Nawet, jeśli było mi wstyd, że zniszczyłam coś, nad czym chłopak z całą pewnością musiał się napracować...
- Ja... Przepraszam... - Wydusiłam z siebie, patrząc na pogorzelisko przed nami, by po chwili podnieść swój wzrok na Freedoma - Nie panuję jeszcze nad swoją mocą... Ja... Przepraszam, zaraz... Zaraz to naprawię... I... I... Odejdę... - Dodałam po chwili, wstając ze swojego miejsca. Tak naprawdę wcale nie wiedziałam, co powinnam zrobić. W życiu nie mieszkałam w dziczy, a rozpalanie ogniska różniło się od palenia w piecu. Nim jednak zaczęłam się kręcić, szukając samej nie wiem czego... Wydusiłam z siebie jeszcze tylko jedną, krótką odpowiedź:
- Krew... Twoje skrzydła... Są cudowne...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.
I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum