Poprzedni temat «» Następny temat
Taras widokowy
Autor Wiadomość
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-16, 23:17   

Kiedy Marcos,mój mąż... Zaśmiał się i zgarnął niesforny kosmyk z mojej twarzy, byłam pewna że na mojej twarzy pojawił się rumieniec to też ukryłam ją w ramionach mężczyzny. Na wieść, że poznaliśmy się właśnie tu, w tym miejscu uśmiechnęłam się lekko i bezwiednie przytuliłam się do niego mocniej. Po chwili podniosłam wzrok na mężczyznę.
- Zabawne, po wypadku ciągnęło mnie tutaj a jak straciłam przytomność miałam wrażenie że widziałam tą scenę, staliśmy chyba... tam- powiedziałam wskazując palcem w kierunku barierek znajdujących się przy końcu tarasu widokowego po czym spojrzałam na niego pytająco, mając nadzieję że potwierdzi, albo zaprzeczy wymysłom mojego umysłu.
Gdy mężczyzna przyjął moje zaproszenie, cóż nie mogłam powstrzymać uśmiechu jaki pojawił się na mojej twarzy. Dopiero teraz miałam stuprocentowe przeczucie że nie jestem z tym wszystkim sama, że mam szansę na odzyskanie moich wspomnień gdyż jest przy mnie ktoś, kto zna moją przeszłość i chce pomóc mi odzyskać moje życie. Pierwszy raz od dawna czułam się szczęśliwa, zabawne jak jedna osoba potrafiła zmienić nasz nastrój..
- Jak ja ci się odwdzięczę?- powiedziałam po czym nadal się uśmiechając i bardzo delikatnie i niepewnie pogłaskałam go po policzku. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam, wydawało mi się to czymś naprawdę naturalnym, tak jakbym miała to zaprogramowane gdzieś w głębi mojego umysłu, a może chciałam mu jakoś wynagrodzić to że będzie musiał się mną zaopiekować? Może chciałam dać zarówno jemu jak i sobie nadzieję że jeszcze kiedyś będzie dobrze? Że jeszcze będzie dzień kiedy będziemy mogli stworzyć razem rodzinę, że przypomnę sobie te wszystkie lata które spędziłam z tym mężczyzną.
Kiedy mężczyzna wyciągnął do mnie rękę ujęłam ją delikatnie, powoli wstając z ziemi po czym otrzepałam swoją spódnicę z kurzu, mając nadzieję że nadal dobrze się prezentuje. Nie lubiłam chodzić w poplamionych ciuchach w końcu jak cię widzą tak cię piszą. Przyjrzałam się uważnie mężczyźnie gdy wspomniał o swoim planie tym zaczepnym tonem. Uśmiech który widniał na twarzy mężczyzny gdy to mówił naprawdę mi się podobał. - Co planujesz?- spytałam kładąc swoje dłonie na biodrach. Podobało mi się to, że mężczyzna wydawał się odżyć,kolejne pytanie jednak trochę zbiło mnie z pantałyku. Czy... Czy ja mu ufałam? Cóż, ciężko mówić o zaufaniu do kogoś kto wydaje ci się obcy mimo wielu lat spędzonych razem i mimo że spędziliśmy razem ponad połowę życia ja go nie pamiętałam. Nie wiedziałam czy mogę mu zaufać i czy kiedyś mu ufałam. Jak więc miałam mu odpowiedzieć na to pytanie? Westchnęłam ciężko nadal przypatrując się uważnie mężczyźnie,byłam ciekawa tego jego planu...
- Wiesz że nie jest mi łatwo odpowiedzieć, załóżmy jednak że ci ufam...- odpowiedziałam spokojnie posyłając mu jeden z moich ładniejszych uśmiechów. Nie protestowałam nawet gdy pociągnął mnie za sobą w kierunku barierek, już raz straciłam swoje życie, co gorszego mogłoby się teraz stać?
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-08-17, 14:29   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


- Nie dziwi mnie to. To... Nasze miejsce. - Stwierdziłem z uśmiechem na ustach, wodząc po okolicy i analizując każdy skrawek tarasu. Porównywałem każdą barierkę, każdą roślinę, każdy budynek w oddali ze swoimi wspomnieniami. Mimo, że tak wiele przez te lata się zmieniło, to wciąż było nasze miejsce. To tu się poznaliśmy. Tu się zaręczyliśmy. Tu przeżyliśmy najpiękniejsze chwile. I jedną z tych chwil właśnie mieliśmy powtórzyć.
Gdy kobieta wskazała te barierki, mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. To... To znaczyło, że nie wszystko jej uciekło. Tam gdzieś w środku była dalej ona, moja droga mała Beth...
- Po prostu sobie wszystko przypomnij i wróć... Cała. Jak dawniej. - Odparłem na jej absurdalne pytanie. Kochałem ją. Była... Jest miłością mojego życia. Nie mógłbym być bardziej szczęśliwy, niż mieć ją u swojego boku, dzielić z nią wzloty i upadki. a do pełni szczęścia brakowało w tym wszystkim tylko Alby.
Przyrzekłem sobie, że jeśli obie te kobiety znowu pojawią się w moim życiu... Zapewnię im bezpieczeństwo. Za wszelką cenę. Skoro nawet bractwo nie było już bezpieczną ostoją, to ja musiałem podjąć kroki, by następne pokolenia mutantów nie musiały się obawiać o swoje zdrowie i życie.
- Tylko małą podróż do przeszłości. - Odpowiedziałem równie zaczepnie, puszczając blondynce oko. Rany... Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak za nią tęskniłem - za jej głosem, zapachem, ciałem... Pragnąłem jej, tym bardziej, gdy w tych krótkich chwilach zapomnienia zachowywała się jak dawniej - jak moja żona. Ten uśmiech mógł mnie powalić na kolana, ale przecież miałem inne plany! Musiałem... Musiałem jej przypomnieć nasz pierwszy wieczór, gdy wiatr powiewał a zachód słońca zdawał się trwać w nieskończoność...
- Chodź. - Mruknąłem w końcu, ponownie łapiąc jej dłoń i ciągnąc w kierunku tych barierek. - Zaufaj mi. - Dodałem po chwili, stając za kobietą. - Zamknij oczy... I nie bój się. Cały czas tu będę. Postaw nogę na barierce... Teraz drugą. Spokojnie, wciąż Cię trzymam... - Dawałem jej instrukcje, niemal półszeptem, kolejno pilnując, by na żadnym kroku nie oszukiwała. Chciałem... Chciałem, by znów się poczuła jak ta osiemnastolatka, która przecież wcale mnie nie znała, a dała się porwać w tę przygodę. A gdy w końcu stała na tych barierkach, z rozwianymi włosami i ja się podparłem jedną nogą, napierając na nią swoim ciałem, po chwili rozkładając jej ramiona, niczym u lecącego ptaka. To była nasza chwila...
- Otwórz oczy. - Powiedziałem w końcu, łagodnie, próbując obserwować jej reakcje, minę... I pilnując, by znowu nie utraciła świadomości, tym bardziej w chwili, gdy mogło się to skończyć gorzej, niż zwykłym upadkiem...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Beth Delgado



When the rain fell And the flood came And the wind blew hard Like a hammer on these walls We didn't crack or break or fall We built this house on a rock

Kelnerka w SkyCity Restaurant





name:

Beth Delgado

alias:
Przypomnisz mi?

age:
46

height / weight:
169/65

Wysłany: 2018-08-17, 17:37   

To... Nasze miejsce
Czyżby faktycznie właśnie dlatego ciągnęło mnie do tego miejsca? Cóż, najwidoczniej mimo amnezji coś w nas zostaje, tak jakby nasz mógł chciał dać nam wskazówki, naprowadzić na miejsca które coś dla nas znaczyły mając nadzieję że zamknięte szufladki pamięci otworzą się i nie będzie już w nich luk. Bardzo cieszyłam się, że chociaż wspomnienie tych barierek do mnie wróciło, co prawda nie podobało mi się że musiałam stracić przytomność by odzyskać to wspomnienie, lepsze jednak to niż nic, czyż nie? Widząc ten szeroki uśmiech wiedziałam, że to było jedno z moich wspomnień a nie jakieś tam majaki, w końcu nie uśmiechał by się tak gdyby faktycznie kiedyś tak nie było.
- Postaram się- odpowiedziałam składając mu obietnicę której naprawdę nie chciałam łamać, miałam nadzieję że wypowiedzenie tej obietnicy doda mi sił i zaparcia by faktycznie odzyskać swoje życia, przypomnieć sobie te wszystkie lata spędzone u boku tego mężczyzny, naszą córkę...
- Jak chcesz to zrobić?- zapytałam mężczyznę. Z tego co było mi wiadomo nie wynaleziono żadnej maszyny do podróży w czasie. Ciekawiło mnie co też ten mężczyzna wymyślił, nie doczekałam jednak odpowiedzi gdyż pociągnął mnie za rękę w stronę barierek. Dałam mu się pociągnąć, ciekawa tego co zaraz się wydarzy, kiedy jednak kazał mi zamknąć oczy, spojrzałam na niego nie pewnie. Czy faktycznie mogłam mu zaufać? Wzięłam głęboki wdech po czym zamknęłam oczy i postawiłam najpierw jedną nogę na barierce po to by za chwilę postawić na niej i drugą nogę. Moje serce przyspieszyło, bałam się że dłonie trzymające moją talię puszczą mnie i spadnę to też gdy tylko poczułam jak napiera na mnie swoim ciałem odetchnęłam z ulgą, przynajmniej jedną drogę upadku blokowało mi ciało mężczyzny. Czułam wiatr uderzający w moją twarz a gdy otworzyłam oczy..
Na moich ustach pojawił się szeroki uśmiech pozbawiony tych wszystkich zmartwień, moje włosy rozwiewał wiatr a ja chłonęłam każdą sekundę tego doświadczenia. - Nie sądziłam że kiedykolwiek będę latać...- powiedziałam radośnie do mężczyzny, po chwili znów delikatnie przymykając powieki. Splotłam swoje palce z palcami mojego męża ciesząc się tym niecodziennym doświadczeniem jak i bliskością drugiej osoby, miałam wrażenie że to co się tutaj dzieje jest w jakiś sposób magicznie i szczerze mówiąc, chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Nie wiem ile tak staliśmy, czy trwało to kilka chwil a może kilka kilkanaście minut. W końcu opuściłam swoje ręce, cały czas jednak miałam palce splecione z palcami mężczyzny to też delikatnie objęłam się w talii sprawiając że mężczyzna również musiał to zrobić. Delikatnie odwróciłam swoją twarz po to by przez chwilę przytulić mój policzek do policzka mężczyzny... Czegoś, co czułam własnie teraz nie czułam ani razu od tamtego wypadku, czegoś co wydawało mi się naprawdę nie zrozumiałe.
-Dziękuję...- wyszeptałam cichutko, mając nadzieję że wiatr nie zagłuszy moich słów. Nie wiedziałam co mną w tej chwili kierowało, czułam się dziwnie upojona tym wydarzeniem, może dlatego to zrobiłam? Może dlatego po krótkiej chwili odwróciłam się lekko i złożyłam na ustach mężczyzny delikatny i nieśmiały pocałunek, pozwalając mu zdjąć mnie z barierek i postawić na ziemi? Nie wiem, jednak nie żałowałam tego.
_________________

I will find you.
In the farthest corners of my heart, I will find you.
[Profil]
  [A+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-08-18, 18:17   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Nie było już sensu strzępić języka. Nie były potrzebne żadne słowa, kiedy gesty mogły przekazać znacznie więcej. Proste ruchy, chwila szumu wiatru, oddanie się chwili. Żadne słowa nie były w stanie lepiej tego opisać, niż proste pokazanie, czym było dla nas to miejsce.
Tamten jeden dzień, gdzieś daleko w przeszłości wtedy zdefiniował, kim się staliśmy. Tamten jeden dzień nas połączył w tym konkretnym miejscu, by już nigdy nas nie wypuścić. Byliśmy tylko my i te barierki, ponad całym Seattle przy zachodzie słońca. I nawet dzisiaj, mimo kilku dodatkowych zmarszczek, mimo siwiejących już włosów i mimo braku tego zachodu - wciąż mogliśmy poczuć tę magię, która na zawsze nas złączyła. Na dobre i na złe. W zdrowiu i chorobie. Póki śmierć nas nie rozłączy, by życie mogło nas ponownie do siebie przyciągnąć.
Nie skomentowałem też tych słów, które padły z ust mej małżonki gdy tylko otworzyła oczy podziwiając to, co było przed nami. Uśmiechnąłem się jedynie, szczerze i szeroko, wspominając jak przed laty mówiła niemal to samo. Dla mnie... Dla mnie to z pewnością była istna podróż w czasie.
Razem oddaliśmy się tej chwili. Byłem o tym przekonany. A utwierdziłem się w tym, gdy i Beth zapomniała o wszystkim, tracąc to zwątpienie i gubiąc wątpliwości. Gdy bezwiednie nasze palce się splotły a po chwili obejmowałem jej talię. Gdy jej radosna twarz, taka wdzięczna i jak zwykle piękna odwróciła się w moim kierunku. Gdy po chwili nasze poliki się zetknęły i czułem się jak dawniej. Gdy odzyskałem swoją ukochaną...
Otarłem się więc tym jednym polikiem, delikatnie, choć pewnie kobieta i tak była w stanie to poczuć, przez ten krótki, dwudniowy zarost, a na jej podziękowanie mogłem powiedzieć tylko jedno:
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Miałem łagodny głos, i z całą pewnością, odpowiedziałem jej równie cicho. Nie spodziewałem się jednak tego, co nastąpiło po chwili.
Mimo że zaskoczony, odwzajemniłem ten pocałunek. Razem z nią dałem się znowu ponieść, oddałem się całkowicie chwili. Sam nawet nie wiedziałem, kiedy odeszliśmy od barierek. Po prostu... Zatopiłem się w tym jednym, krótkim momencie zapominając o ludzkim świecie. W końcu... Do tej pory żyłem w przeświadczeniu, że już nigdy nie zasmakuję tych ust. A jednak... Jednak ona mi pozwoliła. Mimo, że jeszcze kilka chwil temu nawet nie pamiętała mojego imienia.
A gdy już się rozdzieliliśmy, gdy nasze usta się rozłączyły, blondynka mogła ujrzeć szeroki, wdzięczny uśmiech na mojej twarzy. Może nawet zaszkliły mi się oczy? Czułem się poruszony, byłem tego pewien. Przytuliłem ją jeszcze mocno, wdychając zapach jej perfum i sunąc nosem po jej szyi.
- Kocham Cię, Beth... - Wymamrotałem, nim dałem jej odejść z mojego uścisku, i razem skierowaliśmy się do jej mieszkania, zaledwie kilka przecznic stąd...

[z/t x2]
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-05-17, 14:13   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


| 25 maja 2019 roku

Otrzymałem niespodziewane zaproszenie. Wiadomo, fajna sprawa takie zaproszenia, bo zaprowadzały człowieka w nowe miejsce… Bądź stare, ale z tymi miejscami to mi bardziej w sumie o sytuacje chodziło, aniżeli miejsce jako przestrzeń. Tarasy widokowe w Capitol Hill było mi bardzo znanym i lubianym miejscem. Myślę, że to właśnie tu zorganizowałbym swoją kolację zaręczynową, o ile nie postanowiłbym się rzucić na wykwintną restaurację albo zacisze własnej posiadłości, z racji tego, że na tym przyjęciu pojawiłoby się kilka osób, za których głowy z pewnością wyznaczono nagrody. Wracając jednak do aktualnego spotkania i bieżących spraw… Tak, niespodziewanie.
Zziajany zasiadłem przy jednym ze stolików. Odetchnąłem sobie głęboko i rozejrzałem się wokół. Zamówiłem latte, bo pewnie była tu jakaś kawiarenka albo coś, a jak nie, to pewnie miałem ze sobą termosik. Hehe. Przed chwilą byłem w biegu, a teraz znowu wytchnienie… Nie na długo, nie na długo.
Averill, Książę Ciemności… Jakiś miał dla mnie nowy narybek…? Zastanawiałem się, bo chyba nie przywiezie mi tu prawdziwego, powiedzmy, że na przykład puchatego kotka? Raczej nie ściągałby mnie tu, gdyby chodziło o prawdziwego zwierzaczka? Wtedy raczej podrzuciłby mi go na chatę, nie? Hmm… Cóż, zobaczymy. Ewentualnie chłopakowi łeb utniemy. Namieszał mi tu z Elaine, a teraz cudakował…? Właśnie, nie powinien w tej chwili wciąż śledzić Elaine? Hmm…? To może ja jednak pomyślę o tym ucinaniu jaj. Tak bardziej na poważnie.
[Profil]
  [AB+]
 
Averill Bronson



This darkness is the light.

umbrokineza

77%

chłopiec na posyłki w Sombras Mutadas





name:

Averill Bronson

alias:
Ave

age:
27

height / weight:
193 / 84

Wysłany: 2020-05-17, 14:47   
   Multikonta: Aaron Bartowski, Phil Neumann


| 25 maja 2019 roku
| kontynuacja z altany w Chinatown

Laska nie potrafiła trzymać gęby na kłódkę, zamknąć mordkę chociażby na drobną chwilę, więc nasza relacja najwyraźniej miała już tak wyglądać. Ona się cwaniła, ja zamierzałem ją z każdym kolejnym argumentem przegadać i zapewne kazać jej milczeć, kiedy z kolei nie znalazłbym żadnego dobrego kontrargumentu. Niecna.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, Szef zdawał się być rozbawiony. Ja podkurwiony, on rozbawiony, laska chuj wie co sobie myślała… i co wiedziała. Miałem aby nadzieję, że serio nie miała żadnego namiaru i że zaraz nie zwalę Szefowi żadnego oddziału na głowę. Jeszcze tego mi brakowało!
Podprowadziłem ją do odpowiedniego stolika i szepnąłem kilka informacyjnych słów mężczyźnie, mówiących oczywiście o prawdopodobnych zdolnościach dziewczyny i tak dalej. Powołując się również na fakty, że znała rzeczy, których nikt o mnie nie wiedział… To go zauważalnie zaciekawiło i już nie zdawał się być głupkowato rozbawiony. A za to kazał mi spadać do obowiązków… Rzekł, że ma na mnie oko.
Więc poszedłem.

| z/t dla Ave
[Profil]
  [B+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-05-17, 15:46   

Grzecznie pojechałam z tym dziwnym typem. Zaintrygował mnie propozycją pracy, a jego groźby dużo na mnie nie robiły. Więcej gadał niż robił. Ufałam też na tyle mojej mocy, żeby ostrzegła mnie przed niebezpieczeństwem. Jakie było moje zdziwienie, gdy jego szefem okazała się znajoma twarz. Odetchnęłam z ulgą, jestem w domu. - Phil. Kope lat. - Chociaż widzieliśmy się chyba nie tak dawno. Usiadłam na przeciwko niego. Był ostatnią osobą, której się spodziewałam. Właściwie nie spodziewałam się zobaczyć nikogo kogo znam i z kim zdarzyło mi się zrobić interes. Nie pasował mi też na przywódcę gangu. Wyglądał raczej na wolnego strzelca, pracującego samotnie, całkiem jak ja. - Nie mów, że ten typ pracuje dla Ciebie? - jakoś ta dwójka nie pasowała mi do siebie. Chociaż przeciwieństwa się przyciągają. - Gdybym wiedziała, że to ty wzięłam bym kasę za tamto zlecenie. - dodałam. Byłam nieziemsko ciekawa jaką pracę mógłby mi zaproponować. Raczej nie wygląda na sutenera, ale kto wie. Może kolejny raz się zaskoczę. Nie spytałam się od razu wiedząc, że zaraz dowiem się o co chodzi.
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-05-24, 16:57   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Ach, nowy narybek! I to jaki! Znajomy z twarzy! Uśmiechnąłem się zadowolony, bo taki narybek jak Robin, mógł spowodować, że do mojego grona dzielnych prawołamaczy dołączy również Alex, którego robotę szanowałem gromko. Niejednokrotnie mi pomógł, podsyłając potrzebne mi informacje. Był zdecydowanie cenną bestią, czego na razie nie mogłem powiedzieć o Robin… Do dziś.
- Kopę, czyli dwadzieścia dni i jakieś półtorej godziny – stwierdziłem, patrząc z ciekawością na godzinę. Mniej więcej o podobnej się wtedy widzieliśmy… Taki fart. Albo niefart. Kwestia dogadania się w dzisiejsze południe. Myślę, że nie będzie tak źle. Miałem kaca po wczorajszym, ale funkcjonowałem. I żyłem! Wairua mnie jeszcze nie zabił, haha. Spojrzeniem typa.
- Taaa… Siadaj, młoda damo. Pogadamy sobie trochę – stwierdziłem, wskazując jej miejsce naprzeciwko siebie. Zaprosiłem do nas kelnera! A niech se dziewczę coś zamówi! I ziewnąłem, przepraszając ją za to przysypianie. – Wybacz, mam kaca po wczorajszym spotkaniu biznesowym. Jestem jednakże na dobrej drodze do piekła, hah – zaśmiałem się, bo ze zbawieniem to raczej nie było mi znowu tak po drodze.
- A co do tamtego typa… Pracuje, pracuje. Jeszcze. Ave ma na imię i to twój przyszły kolega… z pracy albo z ziemi – stwierdziłem, mając oczywiście na myśli wspólny nagrobek. Mój całkiem szampański nastrój mógł na to nie wskazywać. Ach, znowu załączył mi się typowy Phil. Ale do rzeczy. Może na początek krótki wywiad?
- Sombras Mutadas. Czy ta nazwa coś ci mówi? – zapytałem ją i z ciekawością również obserwowałem. Skoro znała Alexa, pewnie miała co nieco do czynienia ze światkiem przestępczym, a tym samym prawdopodobnie również z naszą cudowną mafiją. Działaliśmy od wielu lat. Na całą Amerykę, ale ja, cóż, skupiałem się na naszym pięknym stanie… I ciekawe, czy Robin dowiadywała się właśnie tego z mojej głowy. Averill twierdził, że laska czyta w myślach albo coś. Cóż, przynajmniej dowiedziała się o nim rzeczy, których ponoć sam nie wiedziałem. Ciekawe, w jaki sposób to robiła.
- I podszepnij mi… Co tam się dowiedziałaś o tym chłopaku, że też postanowił cię tu przywieźć? Dosyć skryta z niego bestia – stwierdziłem, wzruszając ramionami. Nie każdy bywał przecież tak wylewny jak ja, co nie? A poznawanie tajemnic to fajna sprawa, nie? I niebezpieczna, prawda? Robin?
[Profil]
  [AB+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-05-25, 22:27   

Wow. Albo Phil ma obsesje na moim punkcie, albo na punkcie dat, skoro dokładnie wie kiedy się widzieliśmy. Pierwsza opcja była odrobinę bardziej przerażająca. - W takim razie jedna trzecia kopy. - dodałam sarkastycznie, kojarząc że kopa to archaicznie bodajże 60. Co prawda sztuk, ale kto by się czepiał. Słuchałam Phila z wyrazem twarzy "co?". na informacje, że jest na kacu. On się chwali czy żali, bo nie wiem. Mam na to zareagować?
Zanim zdążyłam dowiedziałam się kim był mój porywacz! Milutki gość nazywa się Ave, śmieszne imię, i będziemy pracować razem. Super! To będzie naprawdę ciekawa współpraca! Ciekawe czy naprawdę chodzi o prostytucje... Pytanie skierowane do mnie rozwiało moje przypuszczenia. Chociaż może nie do końca. Z tego co kojarzyłam, wymieniana mafia zajmuje się jakimiś szemranymi interesami, ale nie dziwkami. Chociaż zawsze mogą chcieć się przebranżowić. - Coś tam słyszałam. W naszej okolicy jest o nich raczej cicho. - wzruszyłam ramionami. Ostatnio nie słyszałam, żeby coś kombinowali, ale też nie specjalnie śledziłam ich poczynania. Chyba handlowali bronią.
O tak. Chętnie się podzielę sekretami tego całego AVE, za to porwanie. Wyrecytowałam bez najmniejszego zawahania - Siedział w więzieniu, ale niesłuszne. Ma jakąś skomplikowaną sytuacje z bratem i... - ściszyłam głos i nachyliłam się w stronę Phila jakbym chciała powiedzieć mu sekret - Podejrzewam, że może być pedofilem, bo lubi dziecięce piosenki. - ostatnią uwagę powiedziałam z przesadną powagą. Wątpiłam, że był pedofilem. To było pewnie zagranie przeciwko mnie, żebym nie poznała więcej jego sekretów.
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-06-11, 15:43   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Averillku… Nie wspominał nic o braciszku, o więzieniu coś tam może trochę, ale też nie za wiele. Jak wspominałem, nie był zbyt wylewny, zdawkowy i skoncentrowany na robocie, o ile nie pozwalał sobie na imprezowanie. A tu… Brat? Skomplikowana sytuacja z bratem? Skomplikowane sytuacje? Huhuhu. Ciekawe, ciekawe. Może później go trochę powypytuję? Może podszepnie mi coś więcej?
Na tę teorię z pedofilią, to się zaśmiałem. Hehe. Myślę, że to całkiem możliwe, kiedy był kompletnie pijany i zjarany. Miałem jego i Wu ochotę za to zabić.
- W jaki sposób pozyskujesz te informacje? Czytasz w myślach? Mącisz w jakiś sposób w głowach? Wiesz, kim jestem? – zapytałem z ciekawością, tak patrząc raz w jedno, raz w drugie jej oko, jak gdybym pragnął coś w nich wykryć. Jakiś ruch? Namiastkę magii? Mutacji? A może najnowszą technologię? Cóż, bacząc na niezbyt wielką ostrożność dziewoi, to bym raczej nie podejrzewał ostatniego. Chyba że pragnęła tu być i to był jej cwany plan.
- Czy może baza danych? Alex to zajebisty haker. Szepcze ci czułe słówka do ucha? – kontynuowałem serię pytań. Napiłem się własnej kawy i rozsiadłem wygodnie. – Cóż, opowiadaj. Ja grzecznie posłucham. Twoich ewentualnych żądań również… Możesz nawet wyrecytować wierszyk – stwierdziłem, uśmiechając się głupkowato. Ach, ten kacyk i gorące słońce jebiące po oczach. Świetna sprawa. Choć ten wietrzyk… Taki miły skórze. Za nic nie spodziewałbym się dzisiejszej, popołudniowej wizyty pewnej damy w moich progach.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5