Poprzedni temat «» Następny temat
Salon z kuchnią
Autor Wiadomość
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-07-06, 22:15   Salon z kuchnią
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!



[Profil]
  [A-]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-07-30, 22:53   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


23 kwietnia po godzinie 14

Jamie miał teraz trochę dziwaczny okres w swoim życiu i to wcale nie chodziło o to, że dalej po głowie mu chodził ten facet z pierwszego kwietnia. Powinien go potraktować jak powietrze, ale po tym dziwacznym gościu dochodziły go słuchy z tego klubu, ze go szukali i dopytywali się o niego. Nie podobało mu się to, czuł się zagrożony. Wiedział, ze bezmózgo w marcu się wystawił przewracając z Johnnym ten samochód DOGSów i ratując mutantkę, która na dodatek nie potrafiła nad mocą panować.. Półtora roku miał spokoju i nie wychylania się, a wystarczyła jedna głupia akcja i ludzie zaczęli węszyć. Ograniczył występy w tamtym klubie praktycznie do minimum. Myślał czy nawet nie rzucić tej pracy w pizdu, nie chciał dać się nakryć, a nie był na tyle głupi by dać się złapać w świecących stringach. Na dodatek dalej po głowie mu chodziła Evie, znała jego prawdziwie imię, wszystko dzięki Johnnemy, był czasem mu bardzo wdzięczny. Jego kumpel, czasami brakiem mózgu się wykazywał, co go niezmiernie irytowało. Szczerze myślało o Evie i o tym jak wyrwie jej serce z piersi, ale wpierw by ją przeleciał. Zdecydowanie te jej krągłości zrobiły na nim wrażeni i nie była pustą babką. Randka w ciemno udała się bosko, czemu Johnny nie powiedział , że jego znajoma kumpluje się z naukowcem z DOGSów..
Teraz aktualnie był po wyczerpującym treningu i dalej podminowany. Panna Anne stwierdziła, ze musi odwołać spotkanie. Była to kobieta po czterdziestce, która bardzo lubiła Jamiego, zwłaszcza jak udawał potulnego niewolnika. Kobieta miała swoje fetysze, ale równocześnie dużo płaciła, a on cóż.. Mógł połączyć pożyteczne z przyjemnym. Możliwe, ze miał problemy z seksem i był po prostu od niego uzależniony.. Lecz on naprawdę go lubił i wiedział, ze dużo ludzi pociąga inność, tak jak właśnie jego rude włosy. Kto by nie chciał schrupać umięśnionej i seksownej marchewniki, która ma gibkie ciało i jeszcze bardziej sprawny język.
Podmuch powietrza zamknął za nim drzwi od łazienki, z której właśnie wychodził po prysznicu. Nie spodziewał się gości, dlatego też pozwolił sobie na po prostu lewitowaniu i wycieraniu swoich mokrych włosów. Miał na sobie tylko przepasany ręcznik na biodrach i szczerze nie spodziewał się gości. Tylko zapomniał.. Zapomniał o jednej osobie, która miała klucze do jego mieszkania, bo nalegała. Czemu się zgodził mu dać zapasowe klucze, sam nie wiedział. Nie był z tych co się angażują a zdecydowanie taki gest równał się czymś więcej. Kiedyś próbował sobie przypomnieć czemu mu je dał, to chyba było po tym jak mu się przyznał, ze planuje kiedyś zamordować swoją siostrę. Raegan powiedział mu, że chce mieć pewność, ze może się dostać do mieszkania by zobaczyć czy nie potrzebuje pomocy. Tak.. Dał mu te klucze wtedy dla świętego spokoju, bo truł mu chyba z miesiąc. Póki co wykorzystał ten fakt tylko parę razy posiadania dodatkowego pęku kluczy. Jamie mu ufał, a przynajmniej tak uważał. Jednak dziś był wyjątkowo sfrustrowany. Myślał nawet o zapaleniu papierosa, ale wybił sobie to z głowy, nie chciał z powrotem w to gówno wpadać. Wystarczyło mu kiedyś jakim był idiotą z tymi używkami.
[Profil]
  [A-]
 
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-07-31, 00:33   

Brakowało mu w życiu rozrywek. Czasem nawet bardzo żałował, że go nie szukają, bo to zawsze było jakieś urozmaicenie, a coraz częściej było mu naprawdę obojętne czy będzie chodził na wolności, czy z jednego laboratorium do drugiego. Życie mu się coraz bardziej nudziło i nie umiał nic na to poradzić. Może właśnie dlatego ostatnio się tak często wychylał, używając perswazji na coraz większej ilości osób. Ostatnio udało mu się jej użyć na dwóch dziewczynach naraz i, cholera, chodził po tym napuszony i dumny jak paw. Ale hej, miał powody, prawda? Gdyby nie był tak moralny, pewnie by je nawet zaciągnął do łóżka. O b i e. Wracając jednak do sedna, nudziło mu się. Brakowało mu tej adrenaliny, która płynęła w jego żyłach, gdy był przesłuchiwany przez funkcjonariusza policji po jakiejś większej bójce w barze. A zdarzyło się to dwa razy. I naprawdę kusiło go użycie na policjancie perswazji... Może nawet lepiej, że tego nie zrobił? Obojętne mu to było. Kiedyś by się pewnie przejmował.
Tego dnia był bliski zanudzenia się na śmierć w swoim mieszkaniu. Od rana przeczytał do końca książkę, która nie była jakichś wysokich lotów i obejrzał pięć swoich ukochanych odcinków Przyjaciół, gdy nagle wpadł na to, że może odwiedzić Jamiego. Może akurat nie będzie się kurwił pracował w klubie, skoro unikał tego miejsca jak ognia, od kiedy psy zaczęły za nim węszyć. Wziął z domu butelkę tequilli — która była opróżniona w połowie, bo czasami po prostu potrzebował się napić w samotności — i całkiem szybko dotarł przed drzwi... przyjaciela? Nie wiedział jak nazwać ich relację. Od samego początku nie wiedział, bo słowo „kochanek” wydawało mu się zbyt zobowiązujące. W końcu jego ojciec podobno miał kochankę i to też z jej powodu rozstał się z jego mamą... Ale co on tam wiedział o swoim ojcu, przecież ostatni raz widział go około dziewiętnaście lat temu.
Już podniósł pięść, żeby zapukać do drzwi Jamiego, gdy nagle przypomniał sobie o kluczach, które mu dał. Zaczął obmacywać wszystkie swoje kieszenie i już chciał zacząć panikować, że ich nie wziął lub – co gorsza – zgubił, gdy poczuł je w kieszeni koszuli. Westchnął z ulgą i szybko je wyjął, aby po chwili wsunąć klucz w zamek, przekręcić go i otworzyć drzwi do mieszkania Duncana. Uśmiechnął się pod nosem, wszedł do środka i zamknął za sobą. Odwrócił się, obrzucił rudzielca wzrokiem i niekontrolowanie uśmiechnął się trochę szerzej.
– Nie mogłeś się ubrać? Wścibskie sąsiadki mogą cię podglądać ze swoich okien. Raz mi się to zdarzyło, gdy chodziłem sobie nago po mieszkaniu. Potem sąsiedzi mówili, że jestem ekshibicjonistą, a ja tylko, kurwa, szukałem ubrań, bo zapomniałem je wziąć do łazienki – powiedział, a jak już zaczął, to nie mógł porzucić opowiedzenia swojej historyjki. Tak, musiał się tym podzielić. W końcu nie chciał, żeby Jamiemu spadł ręcznik i żeby jakiś wścibski sąsiad to widział, prawda? Dbał o niego. W pokrętny dosyć sposób, ale to robił. – Nie żebym narzekał. Ja tam się cieszę z takiego widoku. Tequilli? – zapytał, unosząc nieznacznie butelkę i obczajając go bezwstydnie.
[Profil]
  [0+]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-07-31, 01:24   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Skoro jego kumplowi tak się nudziło to Jamie miał idealny przecież sposób na zabicie nudy i wcale nie chodziło o darmowy seks. Przecież planowanie jak pozbyć się ludzkości i dopieszczanie planu i ataków, zajmowało myśli czasem na długie godziny. Oj tak zabiłby kogoś, dawno tego nie robił. Półtora roku życia w celibacie bez zakosztowania krwi. Czuł, ze jeśli znów się otworzy to się nie powstrzyma. Nie mówił tego Raegowi ani nikomu, ale wtedy w tym przewróconym samochodzie miesiąc temu... Widząc nieprzytomnych DOGSów ledwo opanował swoje pobudki. Mógł im podciąć gardło, miał przy sobie scyzoryk ostry jak brzytwa, ale nie zrobił tego ostatnimi resztkami zmuszając się do odbicia dziewczyny. Wystarczy, że Johnny dostał z mutazyny i to on musiał targać nieprzytomną Maykę... Czyż to nie było fascynujące życie? Te akcje te dreszczyki, a miało być ich więcej, ponieważ Margos się z nim ostatnio skontaktował.. O tym tez jeszcze mu nie mówił.. Wiedział jak na niego działały te akcje i to co chciał Jamie robić. Cóż byka nie powinno się drażnić.
Naprawdę nie spodziewał się gości, dlatego słysząc przekręcający się kluczyk w drzwiach, momentalnie przestał korzystać z mocy, a jego kroki poszły w kierunku kuchni koło noży. Musiał być przygotowany na wszystko, nawet na niespodziewany atak. Dlatego jakie było jego zdziwienie malujące się na twarzy kiedy do jego pomieszczenia wszedł jego przyjaciel, bo tak go śmiał Jamie nazywać. Byli przyjaciółmi co lubili ze sobą sypiać od ponad roku.. Oj tak zdecydowanie to było już za długo, ale co poradzić... Nie potrafił go wymazać gumką myszka ze swojego życia, pomimo jego upierdliwości.
- Wiesz, że jest coś takiego jak dzwonek i coś takiego jak zapukanie. - odparł niezwykle poważnie, wywracając oczami na cały wywód dotyczący bycia nago. - Jeśli chcą popatrzeć niech patrzą, jestem u siebie w domu i nie zamierzam chodzić pod dyktando sąsiadek czy sąsiadów. Jeśli chcą coś więcej drzwi mojego mieszkania są otwarte i chętnie nimi się zajmę, jeśli przypadną mi do gustu. - przetarł ręcznikiem jeszcze swoje włosy i odstawił go na blat – Możesz nalać, miałem gorszy dzień chętnie się napije – zmierzwił swoje włosy palcami – Ktoś chyba przyszedł zabić nudę piciem i dobrą zabawą. - zaśmiał się, po czym otworzył lodówkę ustawiając się do niego plecami, tak by mógł jego kochaną bliznę po postrzale oglądać, dowód dla którego pewnie tez chciał mieć klucze do jego mieszkania... - Masz ochotę na sałatkę? No o ile nie chcesz byśmy dzisiaj wyjątkowo zamówili coś? - wyciągnął limonkę i sok – Z limonką i solą, czy pijemy na czysto? - odparł poważnie i nalał sobie soku do szklanki by wypić go za razem, po czym oparł się o blat tyłkiem i spoglądał na niego z lekkim zadziornym uśmiechem
[Profil]
  [A-]
 
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-07-31, 22:26   

Raegan nigdy nie miał takiej sytuacji. Nigdy nie uciekał przed DOGS-ami, nigdy nie uciekał w ogóle. Nie wychylał się, choć używał swojej mocy dosyć ciężko, ale, szczerze mówiąc, miał taką moc, że czasami naprawdę ciężko było ją dostrzec. Przecież ani nie rzucał kulami ognia, ani nie kontrolował metalu, wody, powietrza. Wyglądał jak normalny facet. Może mógł wydawać się ciut dziwny, gdy patrzył komuś głęboko w oczy i przekonywał osobę do wykonania jakiejś czynności pokroju taniec na stole czy zamówienie kolejnych kilku kolejek i zwiększenie napiwku, ale na ogół nikt nie zwracał na to uwagi. Chyba że Chevalier po prostu nie wiedział, że już ją u kogoś przykuł, ale… W gruncie rzeczy by go to ucieszyło. Przynajmniej nie byłoby nudno. Choć, na dobrą sprawę, jego marudzenie było bezpodstawne. Przecież lepiej było wieść spokojne życie niż ciągle uciekać. Mógł kupić psa, wykupić pakiet Netflixa bez obaw, że za kilka dni go złapią, a abonament się zmarnuje. Poza tym była jedna osoba, która urozmaicała mu życie. I właśnie odwiedzał tę osobę, która dodawała mu zmartwień i nerwów do tego lajtowego i zbyt spokojnego jak na mutanta życia. Dodawała mu też zazdrości. Bo naprawdę bywał zazdrosny o tego cholernego rudzielca. Nie do końca tylko wiedział, skąd się w nim ta zazdrość brała.
– Jasne, że wiem. W jakich ty czasach żyjesz, Duncan – powiedział i dopiero po kilku sekundach dotarło do niego to, że Jamie musiał mówić to ironicznie. Nie dał tego po sobie jednak poznać i zamrugał kilkakrotnie oczami. Sam nie wiedział do końca dlaczego, może po to, aby trochę wyostrzyć swój pogarszający się wzrok? Chyba nadchodził czas na zainwestowanie w okulary lub chociaż soczewki. – Tylko mówię, Jamie. Dbam o twoją prywatność, a wiem, jakie to uczucie czuć na sobie wzrok staruszek podchodzących wiekiem do osiemdziesiątki. Wierz mi, to niezbyt przyjemne. Chociaż z drugiej strony… Nie. Nie! – Zacisnął mocno powieki, próbując wyrzucić ten obraz ze swojej głowy. Powinien trochę przystopować ze swoją wyobraźnią, bo to chyba źle, że wyobraził sobie staruszkę flirtującą z nim samym i wysyłającą mu oczko? Boże, co on miał w tym kędzierzawym i rozczochranym łbie... – Tymczasem ja dzisiaj z nudów wypaliłem pół paczki papierosów. Jak tak dalej będzie, to moja wypłata pójdzie się jebać – stwierdził i wzruszył nieznacznie ramionami, co chyba miało znaczyć, że jest mu to obojętne. Ale nie było, bo nie zarabiał jakoś bardzo dużo, choć sporo udawało mu się ukraść. Musiał zapłacić za mieszkanie, jedzenie, alkohol, papierosy, prąd, gaz, wodę... O matko przenajświętsza, pewnie było tego więcej. Jeszcze miał przecież wcześniej wspomnianego Netflixa i szybki internet, bez którego obejść się nie potrafił! Całkiem możliwe, że był uzależniony. Całkiem możliwe było też to, że nie umiał oszczędzać, bo wszystko, co zbierał, trwonił po maksymalnie dwóch tygodniach na jakieś głupoty. Ostatnio kupił grę, która okazała się stara i na xboxa 360, którego nie miał. A w sklepie nie chcieli mu jej przyjąć, bo powiedzieli, że jak jest odpakowana, to niech sobie ją w dupę wsadzi. To znaczy, nie powiedzieli tego w ten sposób, to tylko parafraza Raegana. – Wcale nie – oburzył się, podchodząc do blatu i stawiając na nim butelkę z hukiem. Skrzywił się, bo już myślał, że ją rozbił, ale wszystko z nią było w porządku. Szkoda by było zarówno butelki, jak i dobrego alkoholu. – Nie mogłem przyjść, żeby upewnić się, że żyjesz i że naszym ostatnim seksem nie był ten sprzed tygodnia? – zapytał, nawet nie patrząc na Jamiego. Po prostu otworzył jedną szafek i wyjął dwa kieliszki do tequili. Zanim rudzielec zapytał, czy piją na czysto, czy może z limonką i solą, wyjął już sól i popatrzył na niego z obojętnym wyrazem twarzy. – Domyśl się. Podaj limonkę – rozkazał, choć nie użył na nim perswazji. Bez kitu, przecież Jam by go zabił na miejscu, gdyby posunął się tak daleko. I prawdopodobnie straciłby całe zaufanie do szatyna.
[Profil]
  [0+]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-07-31, 23:24   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Szczerze Jamie chętnie by się czasem zamienił na jakąś mniej widoczną moc, chociaż czy możliwość lewitowania tez nie była fajna? Zbyt przyzwyczaił się do swojej mocy, jednak z drugiej strony jakby miał moc, która wskazywałaby mu kto jest człowiekiem to by było zabawniejsze. Przy jego umiejętnościach walki zdecydowanie moc jest tylko dodatkiem, mógłby robić w GC i z pewnością się tam dostać, oczywiście jakby był człowiekiem. Jednak nie był i nienawidził ich z całego serca. Dalej był jednak zdania, ze moc Chevaliera była bardzo użyteczna, ale na bliskim froncie czy też podczas przesłuchiwać, na linii frontu... Według Jamiego padł by jako jeden z pierwszych. Może i znał się trochę na walce, ale fajki na pewno mu w tym pomagają jak i w biegu. Jamie dawno rzucił to świństwo i poczuł różnice w swoim organizmie. Ciało to było jego harmonią, jego świątynią i duszą dlatego rzadko kiedy pozwalał sobie na jakieś fast foody...
- Głupek. - odparł tylko na jego lekki bulwers na temat pukania. - Oh, zatańcz im to padną na zawał i będziesz miał je z głowy. - powiedział spokojnie
Bawiła go ta sytuacja,zwłaszcza, ze Raegan prawdopodobnie wyobraził sobie tą scenę. Było widać to po nim. Jamie naprawdę zastanawiał się czemu się kumplował z takim idiotą, może dlatego, ze od tego sporego dość pustego mieszkania wprowadzał trochę energii? Zachowywał się głośno, był nieokrzesany i cóż dobrze im było w łóżku. Na to ostatnie nie musiał narzekać. Jednak powinien go kopnąć w tyłek już rok temu, a jednak ten pies wracał do niego co najmniej raz w tygodniu. Zabłąka się, z nudów wpadnie... Duncan podejrzewał też, ze pewnie nie raz wpadał i nie zastał go po prostu w mieszkaniu, bo był z kimś w hotelu na małym co nieco...
- Zamiast z nudów palić porobiłbyś coś bardziej pożytecznego i wcale nie mam na myśli jechanie na ręcznym, tylko wyjście i kupienie sobie szczotki, bo włosy ci znów stercza jakby kopnął cię prąd. Hym... Pójść na te jakieś twoje puste filmy do kina? Pobiegać wspólnie, nauczyć się gotować, poczytać? Medytacja? - zamyślił się na chwile – A najlepiej jak ci się nudzi to się rozbierz i swoich ciuchów popilnuj. - puścił do niego oczko
Oj tak nabijał się z niego i to jawnie, wcale się z tym nie krepował. On miał sporo pomysłów na spędzenie czasu i jakoś nigdy się nie nudził na tyle by wpadać z powrotem w używki. Nawet jeśli czasem jedno spotkanie mu się odwołało. No ale Jamie nie przejmował się jakimś netfixem czy też nie kupował beznadziejną grę, w która nie mógłby pograć.. Z resztą on w gry nie grał, to nie był jego konik. Co one by mu dały? Zjadłby tylko czas, który może spędzić o wiele aktywniej i przyjemniej...
- Skąd to obudzenie, skro chwile później sam mówisz o seksie. - roześmiał się szczerze – Oj Ray, Ray. - pokiwał głową – Chcesz mnie upić a potem uwieść, taki był twój plan od początku. Czyżbym zgadł. Zatęskniłeś za moim boskim ciałem. Raz w tygodniu to już za mało. - odczepił się o blatu i wyciągnął limonkę rzucając w jego kierunku – Coś ty dzisiaj taki nerwowy jakby co najmniej osa cię we fiuta użądliła. - wyciągnął wcześniej przygotowaną sałatkę z wędzonym łososiem, feta oliwkami i innymi składnikami – Miało być na kolację, ale jako zagrycha tez się przyda. - postawił na stolę i spojrzał przenikliwie na mężczyznę zagryzając lekko dolną wargę.
[Profil]
  [A-]
 
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-08-01, 00:22   

Chevalier chętnie wróciłby do czasów, kiedy miał czas i ochotę na chodzenie na siłownię czy bieganie kilka razy dziennie. Z okresu studiów pozostało mu tylko w miarę zdrowe odżywianie i bieganie raz dziennie, co rano. Robił to dlatego, że nie mógł spać, zwykle wystarczało mu 6 godzin snu, a gdy kładł się regularnie o północy, nie potrafił wstać później niż o szóstej rano. Po prostu nie był w stanie i wtedy dla zabicia czasu biegał. I choć kondycję wciąż miał w porządku, dostrzegał wiele różnic, bo odkąd zaczął palić po śmierci matki, znacznie podupadł na zdrowiu. I choć wiedział, że bóle głowy i słabszy wzrok spowodowane były rozwojem jego mocy, wiedział też, że fajki mu tylko szkodzą. Ale hej, nie był uzależniony. Palił wtedy, gdy się stresował lub o coś martwił. W kwietniu palił dużo. Wolałby chyba nie wiedzieć o tym, że psy szukają Jamiego, bo to wszystko mu komplikowało.
– Właściwie ten pomysł nie jest znowu taki zły, ale nie umiem tańczyć. Umiem tylko taniec robota, Kleopatry i kraba. Łatwiejszym sposobem na śmierć byłoby po prostu powiedzenie komuś „skocz z mostu”. Ale się do tego nie posunę – powiedział. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego moc miała wiele zastosowań i nie tylko mógł dzięki niej kraść, ale mógł nawet kogoś dzięki temu zabić, zachowując przy tym czyste rączki. Wiedział jednak też to, że nie posunąłby się aż tak daleko. Nie chciał zabijać, nie chciał zwalczać przemocy przemocą. Kiedyś usłyszał, że oko za oko, a świat stanie się ślepy. Raegan należał do ludzi spokojnych i takich, które zwyczajnie unikają przemocy. Na stówę padłby jako jeden z pierwszych podczas potyczki z władzami, ale czy żałował, że był taki, a nie inny? Niekoniecznie. Choć pewne było to, że gdyby ktoś choćby tknął kogoś mu bliskiego, nie ręczyłby za siebie, bo nawet on ma jakieś granice swojego spokoju.
– Przecież mam szczotkę. Nie moja wina, że mam kręcone włosy i mi się loczki robią. Poza tym one są urocze. Wyglądam... Jak do schrupania. Kilka razy już to słyszałem i nie zamierzam zmieniać wyglądu – dla podkreślenia swoich słów przejechał dłońmi w powietrzu wzdłuż swojego ciała. – Poza tym, przecież biegam co rano. Chciałem ostatnio kupić sobie worek treningowy, ale muszę zapłacić za mieszkanie, bo mnie kiedyś eksmitują — I nagle wpadło mu do głowy, że nikogo nie eksmitują, jak użyje na nich perswazji. Logika!
Wiedział, że z niego żartuje, ale nie reagował. Miał nadzieję, że jeśli to zignoruje, to rudzielec przestanie, choć znał go na tyle, że wiedział, że to tylko... złudna nadzieja.
– Po pierwsze, wspominam ten ostatni sprzed tygodnia, po drugie, raz w tygodniu zawsze było za mało, bo, po trzecie, jesteś uzależniający jak takie słodkie różowe wino musujące dla delikatnej kobiety ze słabą głową. – Tak, właśnie zasugerował, że jest uzależniony od seksu i że jest kobietą ze słabą głową. Do reszty tego Raegana pojebało. Złapał limonkę w locie i uśmiechnął się z satysfakcją. Ma się ten refleks, co nie? Po chwili jednak udowodnił, że go nie ma, bo rozsypał trochę soli na blat. Nie jego wina, że strącił solniczkę łokciem... – Nie jestem nerwowy, Tygrysku – żałował, że nie nazwał go Prosiaczkiem, ale pewnie by wtedy dostał. Skupił się na przygotowywaniu kieliszków, a gdy wszystko było już gotowe, przesunął pełne tequili szkło po blacie w kierunku przyjaciela. – Jesteś uroczy, zrobiłeś nam romantyczną kolację – popatrzył w stronę kumpla, uśmiechając się z prawdziwym rozczuleniem. Kusiło go zrobienie głośnego „awww”, ale wiedział, że samo słowo „uroczy” w odniesieniu do Jamiego było przesadą. Ale to nie wina Chevaliera, że odpłacał się dobrym za nadobne. Po prostu odbijał piłeczkę, którą wcześniej wysłał mu Duncan.
[Profil]
  [0+]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-08-01, 02:06   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż przynajmniej Chevalier miał studia zrobione, a nie to co Jamie, który skończył tylko liceum, bo zachciało mu się podróżować, a potem mu się troszkę oszalało.. Poczuł smak wojny i się w nim rozkoszował... Nie myślał już by wrócić i podjąć naukę. Kiedyś myślał o szkole sportowej, w tym czuł się zawsze najlepiej. No jednak los bywa przewrotny. Jednak patrząc na to jak on żył a jak żył jego przyjaciel, były to dwie inne bajki. Jamie nie zdawał sobie sprawy, że ze wzrokiem Raegan'a zaczyna powoli być gorzej, jego dolegliwości były inne. Chociaż czy krwawienie z uszu, nosa, również zaburzenia widzenia były czymś małym? Jednak to przechodziło po odpoczynku, na co dzień nie czuł dolegliwości z własnej mocy, chociaż powietrze odczuwał co chwile, w końcu czuł jakby sam nim był.
- Kraba? - zamrugał oczami – Jak wygląda taniec kraba? Nie mów mi tylko, ze wystawiasz ręce i poruszasz się raz w jedną raz w drugą stronę po linii poziomej... - złapał się za głowę, nie wolał tego nie wiedzieć - Chyba muszę nauczyć cię tańczyć. - westchnął – Już widzę jak zabijasz biedne babunie, chociaż w sumie to by było ciekawe jakby tak ludzie skakali sami z mostu, czyżby to nie był piękny widok, ale wpierw mógłbyś im kazać poderżnąć im gardło. - zagryzł wargę zadowolony z tej wizji – Ale ty nie chciałbyś tego zrobić, jesteś taki dobry, ze popierasz rozwój Bractwa, które jak zdołałeś zauważyć ups.. Chyba ich psy dopadły. - zaśmiał się
Jamie nie miał nic do bractwa, ale uważał je za cioty. Myśleli, ze wszystko przyjdzie im od tak. Chcieli mieć prawa równe ludziom, a co dostają łupniaki, bo nie potrafią zawalczyć o swoje. Byli beznadziejni w swojej egzystencji, ale jednak naznaczeni przez Boga i ewolucję.
- Hahaha.. Do schrupania. - otarł niewidoczną łezkę z oka, chwilę potrzebując by uspokoić napad śmiechu – Oj tak mój ty chlebku. - pokręcił tylko głową rozbawiony
Jamie może i z niektórymi rzeczami i przestawał dokuczać, ale zawsze znalazło się coś co można by na nowo wbić w szanowny tyłeczek. Poza tym po chwili usłyszał jego dziwny tekst o przyznawaniu się o uzależnieniu od jego osoby. Zmarszczył lekko brwi starając sobie to dokładniej poukładać w głowie.
- Ach tak. Jutro mam prywatny taniec dla Czarnej Wdowy i jej przyjaciółek jak myślisz skończy się tylko na tańcu czy czymś więcej. - rozwiał mu wiatrem trochę tych niesfornych loków
Powiedział to pewnie dlatego by go podrażnić bardziej. Lubił patrzeć jak się denerwuje, a zwłaszcza jeśli chodziło o seks z kimś innym. Jamie zdawał sobie sprawę jak działał na ludzi i cóż Reagan potwierdził to w 100%. Jamie doskonale wiedział po co też przychodził, by poczuć jego zapach, zapomnieć chociaż na chwilę o świecie, bo tak na pewno działał wspólny seks.
Nie skomentował złapania cytrusa i rozsypania soli. Co prawda rozsypana sól miała swoje znaczenie o czymś złym czy tez kłótni, ale u nich kłótnie były na początku dziennym, a raczej przekomarzanki.
- Widać. - odparł oschle widząc sól na swoim blacie
Jedzenie przygotowywał trzy godziny wcześniej, cóż z myślą o sobie, ale jak zwykle zrobił za dużo, więc powinni się najeść, a przynajmniej przekąsić. Złapał kieliszek a potem popatrzył się na niego z lekko zmarszczonymi brwiami.
- Romantyczną kolację to ci mogę zrobić zaraz z tyłka. Mam świeczkę, wsadzę ci ją tam i zapalę? Myślisz, ze będzie aż nad to romantycznie? - wziął kieliszek i podszedł do niego klepiąc w tyłek, odkładają kieliszek obok, biorąc nóż i przytulając się do jego pleców prawie całym sowim nagim ciałem, zaczął kroić cytrynę. Z boku musiało to wyglądać jakby go przytulał, ale tak naprawdę kroił cytrusa, a po chwili ten sam nóż przysunął mu do gardła jednocześnie liżąc go po uchu, a potem szepcząc – Szach mat i nie żyjesz – przegryzł mu płatek ucha i bardziej naparł na niego swoim ciałem, noża jednak nie spuścił na dół, dalej go trzymał blisko jego tętnicy.
[Profil]
  [A-]
 
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-08-01, 11:42   

W czasach liceum sam Raegan kochał sport. Lacrosse był jego życiem, ale oprócz niego kochał koszykówkę i piłkę nożną, choć ta nie była typowym zainteresowaniem amerykańskiego nastolatka. Prawda była taka, że kochał sport nie tylko dlatego, że chciał być zawsze w formie żeby podobać się dziewczynom, ale też dlatego, że dbał o swoje zdrowie i chciał zostać policjantem. I to naprawdę dobrym policjantem, który goni gnojków po dachach i tak dalej. Czy wyszło? Nie za bardzo.
– Nawet nie masz pojęcia jak trafiłeś z opisem – puścił mu oczko i pstryknął palcami, wskazując nimi na niego. – Masz na myśli taniec na rurze? Zawsze jestem chętny na taniec na rurze! – musiał powstrzymać się przed radosnym klaśnięciem w dłonie, bo wtedy Jamie uznałby go za mentalnego dzieciaka (którym zdarzało mu się być) i nie nauczyłby go tańca na rurze, bo to sprawy dla dorosłych. – W gruncie rzeczy bym nikogo nie zabijał. Przecież tylko bym śmierć zasugerował, a to jest różnica… – kij z tym, że sugestia tego typu kończyła się spełnieniem jego słów. Jak był na studiach, powiedział do kumpla „Idź się pierdolić” w złości, a następnego dnia usłyszał od swojej dziewczyny, że go tak jakby troszkę z jego kumplem zdradziła. I już wtedy wiedział, że musi uważać na swoją złość. I słowa, które w niej wypowiadał. – Nie chcę krakać, Jamie, ale ciebie też ścigają – nie skomentował jego słów o Bractwie, którego działania w zupełności popierał. Nie musiał należeć do niego, aby z tyłu głowy myśleć o tym, że ich akcje są słuszne, nawet wtedy, gdy kończą się fiaskiem.
– Wolałbym być tostem lub ciasteczkiem, ale jak już tam sobie chcesz, Duncan – rzucił obojętnie i wzruszył ramionami. Wiedział, że niepotrzebnie mówił to o seksie, bo czuł, że coś się zmieniło. Nie wiedział tylko co. Chociaż nie… Doskonale wiedział. Udawał jednak, że nawet jego kolejne słowa go nie ruszyły. Choć tak naprawdę poczuł jakieś dziwne ukłucie zazdrości. – Masz na myśli Natashę Romanoff? Scarlett Johansson? O ja, może zabierzesz mnie ze sobą? – zażartował, choć brzmiało to tak, jakby mówił w stu procentach poważnie. Oby tylko to nie zmyliło Jamiego… Uśmiechnął się lekko, czując jak rozwiał mu trochę tych niesfornych loków.
– Mistrz refleksu… – mruknął pod nosem, powstrzymując się przed strzeleniem sobie bolesnego facepalma. Dobrze, że nigdy nie był przesądny i nie zwracał uwagi na rozbite lustra czy kota, który przeszedł mu drogę.
– Złość piękności szkodzi, Jam. Przecież tylko żartowałem i wiem, że przyszedłem tak… Z dupy i nawet nie myślałeś o tym, że możemy się dzisiaj spotkać. I wierz mi lub nie, ale naprawdę przyszedłem tylko upewnić się że wszystko jest w porządku – gdy się nudził, za dużo myślał. A to kończyło się właśnie zamartwianie się o przyjaciół, rodzinę i znajomych, którzy byli w jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Próbował zignorować jego bliskość i to, że chwile wcześniej klepnął go w tyłek. Zamknął oczy, kładąc dłonie na blacie. – Żyję i mam się wspaniale, dziękuję za troskę. – szybciutko wywinął się chłopakowi i chwycił jeszcze swój kieliszek, aby szybko napić się tequili. – Mistrz refleksu, mówiłem. – Prawda była taka, że musiał się wyswobodzić z tego… Cóż. Nie mógł tego nazwać uściskiem, ale było to dla niego w jakiś sposób niekomfortowe, bo wiedział, że serce mu zaraz zwariuje przez bliskość rudzielca. Dodatkową sprawą był ten nóż zbyt blisko tętnicy, który sprawiał, że czuł się niekomfortowo, ale jednocześnie czuł tę dziwną adrenalinę, która zaczęła płynąć mu w żyłach. Wiedział, że wiele ryzykuje wyswobadzając się Jamiemu, ale nie żałował ryzyka, które podjął i które w gruncie rzeczy się opłaciło, bo mógł napić się w spokoju alkoholu.
[Profil]
  [0+]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-08-01, 14:43   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Jamie tez miał kiedyś marzenia, zostać kaskaderem czyż nie byłoby pięknie? Niestety obrał stronę póki co ucieszy cielesnych co nie było takie złe, bo bycie utrzymankiem bogatych ludzi wychodziło naprawdę w porządku i mógł sobie pozwolić na sporo rzeczy. Przede wszystkim miał nietypową urodę, a ludzie bogaci lubią się czymś takim otaczać.
Wywrócił oczami na ten taniec, bo sobie go wyobraził jak Raegan tańczy takiego kraba... Nie.. Nie chciał tego widzieć...
- Jeśli myślisz, ze taniec na rurze to coś prostego to się mylisz mój przyjacielu. - odparł spokojnie – I nie tylko tańczę na rurze, chodziło mi o zwykły taniec zahaczający o erotyczność. - oj Jamie już dawno go uważał, za dzieciaka.. Nawet jeśli był tym młodszym, to jednak dojrzalszym emocjonalnie,a przynajmniej odczuwał to od ponad roku... - Różnica? Używałbyś mocy, więc byłoby to twoją zasługą jakbyś tego nie nazwał i tak byś to przeżywał. - odparł z lekkim śmiechem
Na słowa odnośnie ścigania jego osoby, wywrócił oczami i westchnął. Cóż półtora pieprzonego roku się nie wychylał i dalej pluł sobie w brodę, ze zachciało mu się odbijać mutantkę, która może i miała jakiś dar czy też mogła wykonać spory chaos, ale nie była tym zainteresowana. Źle ulokował swoje spostrzeżenie, oj tak.. Miał zdecydowanie wtedy mniej kreatywny dzień, a może zatęsknił za akcją i dreszczykiem adrenaliny, bo ileż można planować jak zadźgać własną przyrodnią siostrę...
- Ciasteczkiem powiadasz, w sumie... - oj Jamie potrafił być wredny jeśli chodzi o dokuczanie – A co chcesz również potańczyć i poeksperymentować z damami po trzydziestce? - spojrzał na niego poważnie – W sumie jakby kiedyś znudziło ci się obsługiwanie kieliszków, to mógłbym cię wkręcić. Nauczyć trochę ruchów, ale niektórzy sporo zapłacą za sam seks w trójkę.
Tak Jamie mówił całkiem serio, skoro Reagan był uzależniony od seksu, to czemu by nie mógł na tym też zarabiać? Co do jego przyjścia, to cóż.. Pewnie drzwi by pocałował, bo kobieta często zapraszała go w okolicach 15/16...
- A czy ja się złoszczę? - uniósł jedną brewkę do góry
A po chwili była cała akcja z nożem, Jamie puścił go, na szczęście nie trzymał noża aż tak blisko, bo prawdopodobieństwa tego jak mu uciekał i się zatnie była dość duża, a jeszcze tego mu brakowało by się wykrwawił. Uśmiechnął się odłożył nóż, a po chwili naślinił lekko swoją dłoń położył na niej sól, polizał, wypił kieliszka i zagryzł limonką. Po tym oblizał usta i zerknął w stronę sarenki.
- Czyżbyś już się nakręcił? - odparł i bezwstydu spojrzał na jego spodnie uśmiechając się do siebie i otwierając szafkę wyciągając dwa talerze jeden duży a drugi niczym spodeczek. Dał na jednej kawałki limonki, na drugim wysypał trochę soli, wziął do jednej reki, a w drugiej sałatkę, do której włożył wcześniej dwa widelce. Ruszył w kierunku salonu.
- Weź dwie miseczki, kieliszki i alkohol. - powiedział jeszcze w jego kierunku, a po chwili wszystko co miał ułożył na stole, tak zostawił mu cięższe rzeczy, ale nie przeszkadzało mu to.
Po chwili usiadł na kanapie i o dziwo nie włączył telewizora, tylko wpatrywał się w przyjaciela. Szczerze mógłby nawet i pozbyć się tego ręcznika, bo był mu zbędny, ale przecież co by pomyślały sąsiadki?
[Profil]
  [A-]
 
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-08-01, 22:59   

– Zdaję sobie sprawę z tego, że taniec na rurze nie jest prosty – powiedział, bo przecież nieraz go widział. Pewnie nie przyznałby tego na głos, ale owszem, łaził po klubach nocnych. Może nie tak często, jak mogłoby się po nim spodziewać, ale wciąż mu się to zdarzało. I jakkolwiek mało dojrzały emocjonalnie mógł się wydawać, nie zawsze taki był. Zwykle głównie się krył za maską infantylnego dorosłego, który nie ogarnia życia. To, że był nerdem i geekiem, było zupełnie inną sprawą. – Jeśli to pomoże, to umiem tańczyć walca, nie tylko taniec robota, Kleopatry i kraba. Jak byłem w liceum, uczyłem się też tanga, ale nie wyszło. Była mnie... namówiła. – Nagle spoważniał na samą myśl o Amandzie. Nie powinien o niej myśleć, bo wiedział, że myślenie o dziewczynie mogło wzbudzić w nim poczucie winy, którego nie chciał i którego nie czuł od dawna. No bo miesiąc to całkiem długo, nie? Przewrócił oczami, bo nie chciał na głos przyznawać mu racji. No bo Jamie się nie mylił. Prawda była taka, że przeżywałby nawet przejechanie gołębia samochodem. Gdyby samochodem jeździł, ha!
– Nie chcę. Wolę się trzymać drobnych kradzieży, których nikt nie zauważa, bo oficjalnie to ludzie sami mi dają. Kasę, nie dupy. – Pokiwał głową ze śmiertelną powagą i przekonaniem. Po chwili jednak dodał coś jeszcze: – Ale jeśli te kobiety po trzydziestce wyglądają jak Scarlett lub Natasha, brałbym w ciemno. Chociaż nie jestem przekonany do Natashy w blondzie, wiesz? – zapytał retorycznie. Czemu on w ogóle o tym gadał? Idiota i tyle. Poza tym Raegan nie tyle był uzależniony, ile po prostu go lubił. I choć tego nie umiał przyznać, najbardziej lubił go z Jamiem. Już wolał mówić, że jest uzależniony, niż żeby się wydało, że mógł coś do niego poczuć.
– Chcesz mi wsadzić świeczkę w dupę i ją zapalić. – mruknął, marszcząc lekko brwi. Chociaż w sumie? Nie świadczyło to o złości. Źle zinterpretował. Jak zwykle zresztą, bo choć znał go już rok, czasami wciąż miał problemy z ogarnięciem co tak do końca mu w głowie siedzi. Koniec końców nie było to prostym zadaniem. I, jak sądził, nigdy nie będzie.
– Ja? A czy widać po mnie, żebym się nakręcił? W życiu – powiedział z przekonaniem i nawet nie musiał sprawdzać, żeby wiedzieć, że na serio się nie nakręcił. Bo nie myślał nawet o tym, żeby trafić z nim do łóżka. I jasne, bliskość Jamiego nie pomagała, ale przyszedł w innym celu. Przyszedł się napić z kumplem i sprawdzić, czy w ogóle jeszcze żyje. Kiwnął głową po usłyszeniu słów Duncana, wyjął dwie miski i wziął kieliszki wraz z alkoholem, żeby po chwili postawić je na stole i usiąść na krześle, które przesunął tak, aby widzieć rudzielca siedzącego na kanapie. – Nie martwisz się? Tą całą sprawą z DOGS-ami? – zapytał w końcu, bo chciał o to spytać już od wejścia do mieszkania.
[Profil]
  [0+]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-08-02, 00:46   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Oj tak taniec na rurze nie był prostu, wręcz przeciwnie. Jamie dość szybko zaczął wywijać na niej, ale on miał gibkie ciało przez treningi sportowe oraz dzięki ekstremalnym sztuką walki, gdzie musiał akrobatyczne rzeczy często wykonywać dla lepszego efektu. Zapewne Jamie nie raz i nie dwa również gdzieś mógł zauważyć swojego przyjaciela jak chodzi po klubie. Nie był ślepy, nawet jeśli tańczył musiał utrzymywać kontakt wzrokowy z widownią i powybierać sobie parę ofiar. Jednak kiedy usłyszał o walcu, lekko uniósł brwi, jednak kolejne jego słowa o swojej byłej postanowił nie skomentować. Tak nie miał nastroju na w razie czego słuchania historyjek miłosnych sprzed iluś lat temu. To nie znaczy, ze był dupkiem.. No dobra potrafił nim być, ale na takie historyjki trzeba było mieć nastrój wisielczy, lub dupę z kamienia i udawać, ze się słucha.
- A szkoda, dobra partia by była z ciebie. - usłyszawszy kolejne zdanie zaśmiał się – Wiesz, zadbane są, bo i dziane, nic więcej nie trzeba dodać. I pozwól, ze komiksów nie skomentuje, wyrosłem z tego w wieku trzynastu lat jeśli dobrze pamiętam.
Oj dwa inne światy, Jamie nie był geekiem i nie zamierzał nim zostać, wolał myśleć o czymś realnym niż siedzieć w jakiś historyjkach o bohaterach w zielonych kostiumach ratujących galaktykę i posługujących się pierścieniem, czy też nadzianymi forsom gościami co budują kombinezony by połechtać swoje ego, pod osłonką ratowania świata...
- Jeśli naprawdę tego chcesz to mogę załatwić. - odparł z lekkim uśmiechem
Naprawdę wziął na poważnie jego słowa, które powiedział odnośnie romantyzmu? Jamie nie był zły czy zdenerwowany, by wytrącić go z równowagi Raegan musiałby się naprawdę na starać. Był cierpliwy do takich rzeczy, a wręcz kochał się droczyć, ale nie ze wszystkimi. Jamie był zupełnie inni w stosunku do przyjaciół jak dla pracodawców czy osób, które chciał poznać. Wręcz czarujący.
- Czyli wcześniejsze słowa rzucałeś na wiatr. - odparł luźno – O ile nie chodziło ci o samo towarzystwo, wtedy mogę wybaczyć. - dodał
Oj jak fajnie było się z nim podroczyć, mimo wsio Jamie wiedział, ze chociaż trochę musiał poczuć szybszą krew w swoich żyłach. No o ile kręciły go niebezpieczne gierki swoją drogą. Jakby wiedział, ze nie jest tu dla łóżka, tylko by posmęcić mu o DOGSach to by go dawno wywalił za drzwi, ale nie zrobił tego nawet słysząc to pytanie. Wręcz przedłużył moment odpowiedzi nakładając sobie sałatki do miski, by potem bezczelnie wziąć kawałek do ust spoglądając na przyjaciela.
- Wypytują o mnie w klubie, przez co mniej tańczę, to jasne, ze się martwię. Gdybym nie miał stałych sponsorów musiałbym pewnie znaleźć inny sposób na opłacenie mieszkania. No i zamiast w klubie mam prywatne też zlecenia, gadałem z szefem i na razie robię sobie przerwę, nie wróży to nic dobrego. Póki nie znają moich personaliów prawdziwych jest w porządku. Jakby znali, już dawno pojawiliby się tutaj w drzwiach. Zbyt duża przestrzeń nie podusiłbym ich raczej tutaj. - rozejrzał się po swoim salonie z kuchnią – Na początku miesiąca miałem randkę w ciemno dzięki Johnny'emu z naukowcem psów, miałem ochotę ją przelecieć, a w trakcie kopulacji poderżnąć jej gardło. - zagryzł swoją wargę – Kształtna babeczka ma na imię Evie, pewnie jak kiedyś ją spotkam to postaram się, żeby tym razem żywa nie wyszła. W restauracji było zbyt dużo ludzi. Jak widać nawet mnie nie rozpoznała, więc pewnie osoby na tych sadystycznych krzesełkach nie muszą szukać ściganych. - wzruszył ramionami i nabrał sobie na widelec jedzenia, które potem zjadł. Całą rozmowę w dość monotonny sposób opowiadał, no może poza kawałkiem dotyczącym poderżnięcia gardła.
Tak Jamie dawno przestał się hamować by mówić takie rzeczy przed Raeganem. Skoro do tej pory go to nie spłoszyło, to znaczy, ze również był po części świrnięty.
- I nie mów, że się o mnie martwisz. - spojrzał mu w oczy.
[Profil]
  [A-]
 
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-08-03, 20:38   

I w tym też się różnili. Raegan umiał słuchać i chętnie to robił. Był wystarczająco empatyczny, aby wysłuchać i ewentualnie pomóc. Sam nie wiedział skąd się to brało, bo niewiele osób tak chętnie podchodziło do tego typu spraw. I tak, czasami nie był wzorem, bywał chamski, arogancki i prawie zawsze z jego słów wylewał się sarkazm, ale był dobry, miał dobre serce. Gdyby się tak zastanowić, Chevalier i Duncan byli jak woda i ogień i niewiele ich łączyło. Czasem nawet Ray zastanawiał się czy ich znajomość nie trzyma się przypadkiem tylko dlatego, że ze sobą sypiają.
– Nas naprawdę łączy tylko łóżko, stary – powiedział i pokręcił głową. Nie żeby się temu sprzeciwiał, podobało mu się to. Jasne, brakowało mu często takiego pełnego związku, w którym nie był… O chryste panie, dwa lata, ale nie narzekał. A przynajmniej nie na głos i nie przy Jamiem. Spiorunował go wzrokiem i przewrócił oczami, nie skomentował jednak jego słów. Raegan miał to do siebie, że często brał rzeczy na poważnie. Łatwo go było wkręcić, choć zawsze starał się być uważny i ostrożny. No ale był roztrzepany i uważności mu niezbyt często wychodziła. Łatwo się rozkojarzał, szczególnie gdy nie potrafił przeczytać z jakiegoś człowieka, jak z otwartej księgi. A do tych ludzi, mimo wszystko, należał Duncan, którego nie umiał ogarnąć. Po prostu.
– Właśnie o to mi chodziło – stwierdził z przekonaniem, choć sam nie do końca wiedział o co mu chodziło. Zbyt często paplał, nie myśląc o tym, co mówił. A po chwili, co najlepsze, wyłączał się i już kompletnie nie wiedział o czym była mowa. Taki już był. I nie umiał tego zmienić, choć teraz i tak już bywał poważniejszy, niż dawniej.
Podczas tej chwili ciszy po zadanym przez Raegana pytaniu, sam nałożył sobie trochę sałatki, ale zamiast zacząć ją jeść, zaczął bawić się widelcem, mieszając nim w misce. Przełknął cicho ślinę, słuchając jego słów i patrząc na przyjaciela. Oddychał spokojnie, przybrał obojętny wyraz twarzy i sam nabrał na widelec trochę sałatki. Słuchał go w ciszy i w skupieniu, co chwile wkładając widelec do ust. Prawda była taka, że pod koniec jego wywodu, miał już pustą miskę, ale o dziwo przestało mu się chcieć jeść. Nie wiedział czy z nerwów czy… Czy z jakiegoś innego powodu. Wiedział jedynie, że słowa o poderżnięciu jej gardła nie zadziałały na niego w żaden specjalny sposób. Znał Jamiego na tyle dobrze i długo, że wiedział o jego odpalać i myślach. Z początku, gdy poznał je po raz pierwszy, trochę się go bał, ale teraz? Teraz bał się tylko o niego, nie jego samego. I choć czasami przerażało go myślenie o zabijaniu innych ludzi, znał dosyć radykalne poglądy Jamiego i nie zamierzał go powstrzymywać. Nie chciał ryzykować. Chyba. – Wcale się nie martwię, ani trochę – skłamał gładko, patrząc mu w oczy. Oparł łokcie na blacie stołu i spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło mu to raczej słabo i niemrawo. – Po prostu mnie to ciekawiło, bo ja byłbym pewnie… przerażony. – Zacisnął mocno usta w cienka kreskę, nie zrywając kontaktu wzrokowego, choć, cholera jasna, naprawdę chciał spojrzeć na pustą miseczkę i zacząć przeklinać samego siebie w myślach. Choć w gruncie rzeczy już teraz to robił.
[Profil]
  [0+]
 
Jamie Duncan



I'm walking down the line that divides me somewhere in my mind.

Aerokineza

77%

Dowódca Rebelii





name:

Jamie Jared Duncan

alias:
Windfury/Daniel Drake/Fire Dragon

age:
25

height / weight:
182/72

Wysłany: 2018-08-04, 23:13   
   Multikonta: Mike/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Oj tak zdecydowanie byli tak od siebie różni, że było aż niedowierzaniem by tak długo się przyjaźnili. Jamie już dawno zachodził w głowie swojej czemu nie zaprzestał z nim się spotykać i nie wyrzucił go jak zużytą ścierkę, a wręcz przeciwnie tak mu zaufał, ze dał mu klucze od własnego mieszkania. Czasem miał wrażenie, ze jednak Raegan mieszał mu w głowie, bo tyle dziwnych rzeczy to on dawno nie robił, nie był na tyle głupi, a jednak zdarzały się epizody, ze jego mózg szedł na wakacje jak wtedy z Mayką...
- I wspólne napicie się i bieganie. - puścił do niego oczko
Nie chciał sobie dorobić, to przecież nie będzie na niego naciskał. On sam nigdy nie był w związku na dłużej. Nie bawiło go budzenie się ciągle przy tej samej osobie czy też monogamia. Był człowiekiem co szybko się nudził, jednak ten idiota co był teraz u niego w mieszkaniu już jakoś od ponad roku go mamił, co nie podobało mu się, jednak nie potrafił tej nici dosłownie zerwać, nie potrafił tego nazwać w jakiś normalny sposób. Może potrzebował przyjaciela, to musiało być to. Ktoś kto by mu doradził, a nie odradzał wszystko. Po takim czasie wiedzieli o sobie dość dużo.
Pokiwał głową na zrozumienie, zatem dzisiaj prawdopodobnie będzie tylko rozmowa. Nie było powiedziane, że Duncan'owi się to spodobało, jeśli będzie chciał cóż. Jego spodnie są na wyciągniecie ręki, a wątpił by odmówił jakby zaczął mu się do nich dobierać. W końcu obaj byli samcami, którzy siebie nawzajem pożądali.
Był wdzięczny Chevalier'owi, ze mu nie przerwał tego długiego dość monologu. Widział jak bawił się widelcem jak jadł chyba nieco nerwowo, a może mu się wydawało? Zdawał sobie sprawę z tego, ze się martwił i chociażby zaprzeczał to to wiedział. Po co by bez dzwonienia, smsowania czy niczego wpadał? Na seks nie chciał, zaczął rozmowę o psach i czego się spodziewał? Powinien od dawna wiedzieć, że Jamie do idiotów nie należał, który łyknąłby jego słowa protestu. Widział też jego postawę ciała, to dużo mówiło o człowieku, czasem można było go bez słów rozszyfrować.
- Przerażony powiadasz? Czyżby to nie była frajda mieć psy na ogonie? Czyżbyś wtedy się mniej nie nudził? - dalej wpatrywał mu się w oczy, a po chwili wziął trochę jedzenia i je przegryzł – Jak się tak we mnie wpatrujesz to mam ochotę cię przerżnąć. - zaśmiał się i przegryzł lekko swoją wargę – No, ale przyszedłeś porozmawiać zatem masz jeszcze jakieś pytania? - spuścił na chwile wzrok i wygodniej się usadowił na sofie dokańczając jeść sałatkę.
[Profil]
  [A-]
 
Raegan Chevalier



From the bottom of my heart, I don't give a fuck.

perswazja

68%

złodziejaszek i barman





name:

Raegan Chevalier

age:
26

height / weight:
183/76

Wysłany: 2018-08-11, 23:25   

– Ta, to też w sumie – odparł, myśląc, że w sumie tak czy siak częściej robili to drugie, bo biegać wolał sam. Nie tylko dlatego, że był niekiedy jak kot, który podążał własnymi ścieżkami, potrafił włóczyć się przez pół nocy po mieście, wchodził w najciemniejsze uliczki żeby zabić nudę i wzbudzić w sobie adrenalinę bez korzystania z bardziej radykalnych środków, ale też dlatego, że podczas biegania lubił myśleć. A myśli zawsze miał dużo. Kłębiły się one w jego głowie i niekiedy nie dawały mu spokoju. Najgorsze były te ponure myśli, bo choć był niesamowicie pozytywnym człowiekiem, który patrzył na świat przez szkła różowych okularów, nieraz i jego nawiedzały te negatywne myśli; niczym ciemne burzowe chmury zwiastujące wielką ulewę, może nawet ciężkie i niebezpieczne gradobicie.
Za to związek na dłuższa metę był czymś, o czym Raegan często myślał. W końcu jego przyjaciółka nieraz wspominała mu o tym, jak to jest mieć męża. U niej nie było to nic pozytywnego, ale… No. Chevalier nieraz myślał o tym, jak to jest. Koniec końców chciałby się ustatkować, pobrać się z kimś, kto byłby dla niego ważny i podświadomie czuł, że już pora. W końcu był coraz starszy, a nie wiedział jak długo jeszcze pożyje, bo jego życie było jedną wielką niewiadomą od kiedy mutanci „wyszli” na światło dzienne i od kiedy ludzie zaczęli być do nich tak wrogo nastawieni. No bo nazywali ich terrorystami; uważali za gorszych, bali się ich – w dużej mierze bezpodstawnie, bo przecież naprawdę wielu mutantów chciało po prostu pełnej wolności i zwykłej ludzkiej tolerancji. Bo zasługiwali na to. Co nie? Wracając jednak do związków. Raeganowi zdarzało się myśleć o długim i trwałym związku i choć nie był pewien tego, kiedy znajdzie miłość swojego życia, jedno wiedział na pewno. Nie był nią Jamie. Rudzielec był zauroczeniem, jednym z wielu zresztą. Trwało ono długo i wciąż się do niego nie przyznawał, ale nie tracił dla młodszego chłopaka głowy. I w gruncie rzeczy nie zamierzał.
Lubił mieć głowę na karku. Nawet jeśli zdarzało mu się z owej głowy nie korzystać.
– Frajda? Niekoniecznie nazwałbym to frajdą. Raczej… Hmm. Miłym uczuciem dla takiego kochającego adrenalinę idioty jak ja. – Wzruszył nieznacznie ramionami, uśmiechając się powoli. Znów nabrał trochę sałatki widelcem i włożył ją do ust, powoli ja jedząc. Matka zawsze mu powtarzała, że nie mówi się z pełnymi ustami więc chwilę poczekał i dopiero gdy przeżuł i przełknął jedzenie odpowiedział. – To co, już się patrzeć nie mogę? Jesteś nieznośny – stwierdził, nie mówiąc oczywiście poważnie. Po prostu nie w tym celu przyszedł, ale w innej sytuacji pewnie rozmowa byłaby ostateczną ostatecznością. Najgorsze, że Jamie pewnie zdawał sobie z tego sprawę. – Tak, mam jeszcze jedno. Ta dziewczyna, mutantka. Rozmawialiście? – Duncan nie mówił mu wiele o tej lasce, która uratował, ale Raegan słyszał o niej kilka rzeczy i ciekawiło go to, czy daje sobie jakoś radę. A nóż widelec Jamie utrzymuje z nią kontakt i coś wie. Nie żeby Chevalierowi zależało na jakichkolwiek informacjach o dziewczynie, bo też po co. Po prostu był ciekawy czy… w ogóle żyje. Byłoby słabo, gdyby umarła/została znów złapana i cała akcja rudzielca poszła na marne. Przynajmniej tak uważał Ray.
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6