Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój Evie
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-07-09, 14:03   Pokój Evie



[Profil]
 
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-23, 00:55   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


/11.04, późny wieczór

Było już dość późno, kiedy Donny dostał SMS-a od Evie. Teoretycznie to nie brzmiało nijak niepokojąco, każdemu mógł się zdarzyć gorszy dzień... ale w zasadzie, to brzmiało niepokojąco. Emerson nie był w stanie stwierdzić o co właściwie chodziło, ale miał co do tego złe przeczucia, a jeśli czegokolwiek się nauczył przez te wszystkie lata kiedy moc dawała mu się we znaki, to że jeśli nie wiedział, czemu coś sprawiało dziwne wrażenie, to po prostu jeszcze tego nie wiedział. Inna sprawa, że czasami tym czymś bywały zwykłe urojenia spowodowane nadużywaniem mocy... ale przecież potrafił rozpoznać kiedy świrował, prawda? Tym razem jego umysł był krystalicznie czysty, a Evie z jakiegoś powodu po prostu potrzebowała przyjaznej duszy. Książka może sobie poczekać kilka godzin.
Donny nie czekał więc na jakieś specjalne znaki z nieba, po prostu ruszył wprost do części bloku mieszkalnego przeznaczonej dla ludzkiego personelu, a potem już bezpośrednio do pokoju Evie. Nie będąc pewnym na co właściwie powinien się przygotować i czy przypadkiem nie przesadzał z tymi czarnymi myślami, a Evie po prostu chciała sobie trochę pomarudzić, zastukał do drzwi dwa razy, dość głośno. A potem czekał.
[Profil]
  [A+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-23, 01:15   

//11.04 późny wieczór

Po dzisiejszych wydarzeniach Evie była... nieswoja. Tak, to chyba było najlepsze określenie obecnego stanu emocjonalnego młodej pani doktor. Badania, które przeprowadzała na Echo wyszły bardzo dobrze rozjaśniając kilka spraw związanych z jej tematem badań, jednak sposób w jaki kazano jej do tego dojść sprawiały iż zaczynała powoli mieć do siebie pretensje, zwłaszcza iż wyznaczone do pomocy osoby z pewnością przekroczyły wytyczne, sprawiając iż biedna Echo o mało co ich nie pozabijała jak i nie zeszła na zawał. W ciągu dnia wyewoluowała w niej myśl że poprzez to działanie stała się dokładnie tym typem lekarzy których tak bardzo nie znosiła.
Wszystkie te emocje dały dziewczynie mocno w kość, potrzebowała oderwać się od tego wszystkiego, choć na kilka minut zapomnieć o smutnej rzeczywistości to też zwróciła się do najbardziej przyjaznej jej tutaj osóbki, chyba jedynej w tym miejscu która potrafiła poprawić jej humor.
Gdy mężczyzna przyszedł do drzwi, kobieta miała już otwartą butelkę wina na stoliku, obok stał jeden pusty i jeden pełny. Cóż, zaczęła bez niego gdyż pierwszy jej plan zakładał że upije się w samotności, jednak po kilku łykach postanowiła że przyda się jej towarzystwo.
Kobieta bez słowa otworzyła mu drzwi, czekając z przywitaniem się gdy będą już za zamkniętymi drzwiami, w końcu korytarze mają uszy.
- Hej Donnie... - powiedziała ze smutnym uśmiechem po czym najzwyczajniej oparła swoje czoło o jego ramię, delikatnie się do mężczyzny przytulając. Stała tak przez dłuższą chwilę po czym odkleiła się od przyjaciela - Chcesz wina? Co u Ciebie? - po zadaniu tych pytań kobieta napełniła czysty kieliszek, w końcu na to wino się spotkali. Kobieta usiadła na łóżku, robiącym również za kanapę po czym wzięła swój kieliszek i napisała się trunku.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-23, 01:49   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


Donny bez słowa przekroczył próg, domyślając się, że Evie nie chce nawet zaczynać rozmowy w miejscu, gdzie ktoś mógł to usłyszeć. Jeżeli było tak jak mężczyzna się domyślał, to nawet nie za bardzo mógł się temu dziwić, w końcu nikt normalny nie lubił mówić o swoich problemach publicznie. Donny potrzebował serii terapii grupowych i całej masy psychologów, żeby w końcu zaakceptować, że przez to jak potężną i niebezpieczną miał moc, jego problemy stały się wspólnymi problemami.
- Cześć... - powiedział cicho, zanim uścisnął ją na przywitanie. I naprawdę, jeśli do tej pory był w stanie uwierzyć, że może jednak przesadzał, to ten długi uścisk utwierdzał go w przekonaniu, że z Evie stanowczo nie było w porządku. Podobnie było z tym samotnym, napełnionym kieliszkiem - dobrze, że jednak do niego zadzwoniła. Kto wie, kiedy zorientowałby się że co było na rzeczy, a przecież dziewczyna wyraźnie potrzebowała towarzystwa. - Tak, poproszę. W zasadzie wszystko w porządku... - Żadnych psychoz, żadnych urojeń, manii, depresji czy zaburzeń afektu. To już był spory plus, prawda? Zwłaszcza biorąc pod uwagę ile mieli roboty z tymi wszystkimi mutantami z Bractwa. - Bardziej mnie interesuje co u ciebie? - spytał, zanim chwycił za swój kieliszek i usiadł na łóżku.
W końcu to o tym przyszedł rozmawiać. Nie potrzeba było doktoratu, żeby zorientować się, że z Evie coś było stanowczo nie tak. Ich praca bywała dobijająca, zwłaszcza kiedy od nich zależały życia innych, a oni zawodzili... ale nie byli w stanie uratować wszystkich. Może to zabrzmi nieco okrutnie, ale biorąc pod uwagę ile osób udawało im się rocznie uratować, ludzi których zawiedli było niewiarygodnie mało i póki tak zostawało, nie było czym się martwić.
[Profil]
  [A+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-23, 03:02   

Och, Evie wiedziała doskonale jak działają terapie grupowe, może nie z własnego doświadczenia nie mniej była kiedyś na zajęciach tłumaczących ich wpływ na pacjentów po przejściach. Neurologia jest taką dziedziną medycyny która jest powiązana częściowo z psychologią, to i Evie miała jakąś tam wiedzę w tym temacie, co prawda żeby zdiagnozować u kogoś chorobę psychiczną musiała przebadać jego mózg, ale to już inna historia...
Kobieta uspokoiła się trochę stojąc tak i przytulając mężczyznę, najwidoczniej potrzebowała tego o wiele bardziej, niż mogło się jej zdawać. Ba, uśmiechnęła się nawet słysząc iż u niego wszystko w porządku. Kilka razy przychodziło jej badać Donn'a i wiedziała doskonale z czym nieraz musi się zmierzać. - To dobrze. - Evie naprawdę cieszyła się że jej przyjaciel ostatnimi dniami mógł cieszyć się odrobinką normalności, brakiem tych wszystkich złych rzeczy które nie raz go prześladowały.
Na pytanie co u niej dziewczyna zamyśliła się, zastanawiając się od czego powinna zacząć. tyle się wydarzyło... Evie trwałą tak przez kilka długich chwil, po czym napiła się wina i westchnęła ciężko.
- W ramach moich badań sprawdzam reakcje mózgu pacjentów z aktywnym genem X przy różnych cechach pierwotnych. Wiesz, radość, smutek, strach... Na ten ostatni właśnie padło tym razem. Chciałam wywołać to u pacjentki sztucznie, miałabym wtedy stuprocentową kontrolę nad tym ile by to trwało. Mój przełożony miał lepszy plan. -kobieta napiła się wina - Przydzielił mi bardzo młodą pacjentkę która od początku była strachliwa po czym stwierdził że jestem za delikatna w stosunku do pacjentów i zrobię to tak jak on chce albo mogę pożegnać się z pracą... "Lekarz rządowy musi nie bać się poświęcić pacjenta" powiedział. Wyznaczył dwóch mężczyzn którzy mieli, po tym jak przygotuję pacjentkę, przyjść i ją nastraszyć, wiesz pokrzyczeć, pogrozić i tyle bo wtedy "badanie będzie bardziej naturalne". Ja w tym czasie miałam prowadzić pomiary na komputerze w sali zabiegowej, wiesz jak siedzisz przy komputerze praktycznie nic nie widać zza monitorów, miałam też zatyczki żeby się nie rozpraszać jak będą krzyczeć...- kobieta zatrzymała się na chwilę ze swoją opowieścią, po to by przyjrzeć się jej towarzyszowi - Oni przekroczyli linię, zamiast ją słownie nastraszyć zaczęli ją molestować a ja nawet nie miałam o tym pojęcia. Ona użyła swojej mocy, prawie zeszła mi na zawał i mało brakowało żeby mnie zabiła... - kobieta znów napiła się swojego wina, starając się nie rozkleić przy mężczyźnie, w końcu który mężczyzna, nawet jeśli się przyjaźnią, chciałby skończyć z kobietą szlochającą w rękaw przez szefa? - Czuję się jak najgorszy lekarz na świecie, oni krzywdzili tę dziewczynę a ja nie mogłam nic z tym zrobić, jeśli nie doprowadziłabym badania do końca straciłabym pracę, a ona... Ona teraz będzie mieć przez to potężną traumę, nienawidzi mnie... Po tym wszystkim usłyszałam tylko że "aby badać mutantów musisz ich krzywdzić"... Ja wiem że tak nie jest, moje badania to potwierdzają i dlatego zmusił mnie do wykonania jego widzimisię... - kobieta westchnęła ciężko. Dzisiejszy dzień był dla niej najcięższym w jej karierze, Evie wystawiona była na całą gamę najróżniejszych emocji, które z każdą godziną tego dnia narastały w niej coraz bardziej kumulując się i wywołując u kobiety coraz większe poczucie winy. Nie chciała być potworem, nie chciała niszczyć czyjegoś życia...
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-23, 13:16   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


Donny zmarszczył brwi, kiedy opowieść Evie zaczęła przybierać niepokojących tonów. Jasne, doskonale rozumiał jak istotne było zbadanie działania mocy w każdych możliwych warunkach - ktoś taki jak on, z tak niebezpieczną i niestabilną mocą musiał zdawać sobie z tego sprawę. Mutanci zyskiwali nie tylko niesamowity dar, ale też naprawdę ciężkie brzemię. Każda ich pomyłka mogła się skończyć tragicznie i bardzo dobrze, że DOGS robiło wszystko, żeby przygotować się na taką okoliczność, wiedzieć z czym właściwie będą się mierzyć.
Ale to? To była stanowcza przesada. Lekarz rządowy musi nie bać się poświęcić pacjenta? I co to w ogóle miało znaczyć, że Evie była za delikatna? Donny był w stanie zrozumieć konieczność nastraszenia tamtej dziewczyny, trzeba było jakoś się dowiedzieć czy w sytuacji stresowej nie straci kontroli... ale coś takiego?! Poświęcenie pacjenta?! Nie mówiąc już o tym, jak Donny'ego zalała krew w momencie kiedy usłyszał, że faktycznie zrobili tamtej dziewczynce krzywdę i kiedy dowiedział się, jak to wszystko było niebezpieczne dla samej Evie. Czy przypadkiem takie badania nie powinny zapobiegać niebezpiecznym sytuacjom?! Taki był ich cel, chronić cywili, chronić pracowników ośrodka i chronić samych mutantów. Tymczasem, tego dnia zamiast niwelować zagrożenia, wystawiono ich wszystkich na niebezpieczeństwo. Ba! Tamta dziewczynka naprawdę ucierpiała przez jakichś dwóch, obrzydliwych zboczeńców. A ten cały szef? Za kogo on się w ogóle uważał? Był zwyczajnym rasistą, który doszedł stanowczo zbyt daleko, udając że jego sadyzm ma jakiekolwiek naukowe pobudki.
- Evie, to nie jest twoja wina - odpowiedział jej, zanim znowu ją objął. Przecież widział, jak ledwo się trzymała i próbowała się nie rozkleić, widział, że tego potrzebowała. - Osobami które za to odpowiadają jest twój szef i tamci dwaj mężczyźni. I wiesz co? Myślę, że jak najszybciej powinniśmy to zgłosić. To nie może im ujść na sucho. - Bo przecież z pewnością osoby na górze zwolnią ich, jak tylko dowiedzą się o tym incydencie. Żaden przyzwoity człowiek nie był w stanie pogodzić się z czymś takim. Czegoś takiego trzeba było się jak najszybciej pozbyć... - W zasadzie... gdybyś powiedziała mi, kim jest tamta dziewczyna, mógłbym z nią porozmawiać. - I tak, przez porozmawiać miał na myśli wymazać z jej głowy tamto wspomnienie. Jeśli to faktycznie stało się jej traumą (a miało spore szanse) będzie o dość męczące i czasochłonne... Ale na Boga, w końcu Donny miał po coś tę swoją moc. Jeśli nie miał jej używać w takich sytuacjach, równie dobrze mógłby zupełnie nad nią nie panować i cały czas siedzieć zamknięty w jakimś psychiatryku.
[Profil]
  [A+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-23, 14:17   

Ona również, czuła iż ta cała sytuacja była przesadą. Jednak, jako jedyny lekarz kobiet stroniła od przemocy nad pacjentami. Wolała zapewnić im komfort psychiczny, gdyż wtedy nie dość że współpracowali, to jeszcze większość wyników byłą dokładniejsza, niestety nie wszystkim się to podobało i o ile górę dało się bardzo często przekonać na ten temat, tak już w laboratoriach bywało inaczej, wielu z lekarzy bywało jednocześnie rasistami, korzystającymi z okazji że mogą wyżyć się za swoje nieszczęścia których doświadczyli ze strony mutantów.
Kobieta westchnęła ciężko.
- Po części jest, mogłam nie zgodzić się na to badanie, z drugiej strony nie chcę nawet myśleć jak bardzo mogli ją skrzywdzić gdyby ktoś inny był na sali.. - powiedziała trochę spokojniej, trzeba przyznać że wygadanie się trochę jej pomogło w poukładaniu sobie tego wszystkiego w głowie. Evie wtuliła się w mężczyznę niczym mała koala, coś w jego osobie sprawiało iż czuła się spokojniejsza, tak jakby mimo wszystko cała ta sytuacja miałaby się ułożyć.
- Sądzisz że powinniśmy? - kobiet spytała, unosząc trochę głowę by spojrzeć mu w oczy, po czym zamyśliła się - Nawet jeśli, musielibyśmy zrobić to bardzo ostrożnie. Musiałabym porozmawiać z Aidenem... - dodała analizując wszystkie za i przeciw, w głowie kalkulując czy w ogóle opłaca im się to zgłaszać. Z jednej strony narażanie niektórych mutantów, zwłaszcza z bloku x, nie raz uchodziło ludziom płazem, z drugiej jednak mężczyzna, który zlecił to badanie, świadomie naraził zarówno pacjentkę jak i ją samą na poważne obrażenia, na szczęście skończyło się na kilkunastu śladach po szkle które widniały na jej rękach i jednym z policzków. I cały ten pomysł wydawał się idealny, gdyby nie jeden, malutki szczegół.
-Boję się tylko jednego Donny. Postępowanie może trochę trwać, a jeśli wypłynie że skarga poszła ode mnie... Jestem pewna że wtedy wymyślił by coś, aby się "odwdzięczyć" i nawet nie chcę wiedzieć, ja jaki pomysł mógłby wpaść. Co jak teraz wymyśli że powinnam zbadać Ciebie w podobnej sytuacji? - powiedziała to spokojnie, uważnie ważąc swoje słowa, doskonale wiedziała w który punkt może uderzyć jej przełożony i wiedziała że byłby to tortury nie tylko dla jej pacjenta, ale również i dla niej.
Kobieta uniosła lekko kąciki ust.
- Jako porozmawiać rozumiesz pewnie manipulację jej wspomnieniami?Może i tak było lepiej dla niej. Nazywa się Echo, ale po dzisiejszych zdarzeniach prędko nie wróci do ludzi, przynajmniej tak mi się wydaje. - pierwszy raz w ciągu ich znajomości kobieta od razu przystała na tę propozycję, naprawdę martwiła się o małą Echo, obie bardzo źle zniosły dzisiejszy dzień.
Evie po chwili odsunęła się trochę od mężczyzny po czym uśmiechnęła się uroczo.
- Donnie, pojedźmy na księżyc!- zaproponowała z entuzjazmem, teraz, po tym jak już się mu wygadała chciała oderwać się od złych emocji i chociaż tego wieczora o tym nie pamiętać.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-24, 12:37   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


- Więc widzisz, że to nie jest twoja wina - zauważył. - Nie byłaś w stanie temu zapobiec, zrobiłaś wszystko co było w twojej mocy. Gdybyś stanowczo się temu wszystkiemu sprzeciwiła, straciłabyś pracę i kto wie jak to wszystko skończyłoby się dla tamtej dziewczyny.
Donny nie miał zamiaru pozwolić, żeby Evie się za to obwiniała. Przecież musiała zdawać sobie sprawę z tego, że zrobiła wszystko, co tylko mogła. Mimo tego stało się coś złego? Trudno, niestety tak bywało w życiu. Ludzie którzy byli za to odpowiedzialni powinni ponieść za to konsekwencje, ale Evie w żaden sposób się do nich nie zaliczała. To co powinna zrobić w tym momencie, to odpuścić samej sobie i walczyć o sprawiedliwość dla tamtej dziewczyny.
- Oczywiście, że powinniśmy - zmarszczył brwi, nie za bardzo rozumiejąc skąd to nagłe zwątpienie. Przecież to nie mogło ujść tym ludziom na sucho, kto wie ile innych kobiet mogliby skrzywdzić pod pretekstem zwykłych badań? Nie za bardzo rozumiał też po co miała im być ta cała ostrożność - w jego wizji rzeczywistości wystarczyłoby po prostu zgłosić tego przełożonego na samą górę i poczekać aż zostanie zwolniony.
Dopiero kiedy Evie zaczęła dalej mówić, zrozumiał czym się martwiła. Ale przecież nie mogli się cofnąć! Skoro już wiedzieli co się tutaj działo, musieli to jakoś zatrzymać, nie mogli dać się zastraszyć. Jakieś osoby u władzy było w o zamieszane, mogli wyrządzić im nieprzyjemności... ale przecież nie mogli się poddać.
- Jeśli chcesz, ja mogę to zgłosić - zaproponował. Nie miał tyle do stracenia, nie mieli nad nim takiej władzy - to nie byli bezpośrednio jego przełożeni. - I naprawdę, nie ma się co o mnie martwić. Byłem w gorszych miejscach i o ile jakimś cudem nie sprawią, że znowu zupełnie stracę kontrolę nad mocą na kilka lat - nie mam się czym przejmować.
Koniec końców, jego jedynym prawdziwym wrogiem był jego własny umysł, kiedy tracił nad nim panowanie. Nie, nie byłby w stanie wrócić do tych lat, kiedy lekarze nie mieli pojęcia co się z nim dzieje a on sam uważał się za kompletnego wariata... ale to przecież nie było już dłużej możliwe. Zbyt dobrze panował nad swoją mocą, żeby doprowadzić się do takiego stanu trwającego dłużej niż jakieś dwa tygodnie. A dwa tygodnie? Czym miały być wyjęte z życiorysu dwa tygodnie życia dla kogoś, kto stracił dziesięć lat?
Ciągle pogrążony w rozmyślaniach, pokiwał głową na słowa Evie. Znał Echo, może nieszczególnie dobrze, ale wystarczająco, żeby wiedzieć jak wystraszona i religijna była. Stanowczo, ktoś powinien z nią porozmawiać - najlepiej, jakiś doświadczony psycholog. Ale zanim to się stanie... mógł pomóc.
Donny zaśmiał się, kiedy nagle z rozmyślań wyrwała go radosna i dość absurdalna propozycja wyplątującej się z jego objęć Evie. Księżyc? Czemu nie, brzmiało to całkiem nieźle. W nim i w gwiazdach było coś magicznego.
- Pod warunkiem że weźmiemy fortepian, a przynajmniej porządne pianino - stwierdził. W końcu jak mógłby przepuścić okazję, żeby zagrać Sonatę Księżycową samej Lunie?
[Profil]
  [A+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-24, 21:43   

Evie westchnęła ciężko. Doskonale rozumiała o co chodzi mężczyźnie i szczerze mówiąc nawet przyznawała mu rację. To jednak nie zmieniało faktu że czuła się bardzo źle z tym, co wydarzyło się w sali i wiedząc że są lekarze którym nie zależy na rozwoju badań i poprawieniu komfortu życia ich pacjentów tylko na zadawaniu im jak największego cierpienia..
- Wiem, ale to nie zmienia faktu że źle się z tym czuję... - mruknęła tylko do mężczyzny, jeszcze trochę czasu minie zanim kobieta pogodzi się z zaistniałą sytuacją. To, czego doświadczyła w dniu dzisiejszym brutalnie uświadomiło ją że nie każdy w tym fachu jest dobry i nie każdy ma jakikolwiek kręgosłup moralny. Nawet jeśli kobieta widziała wcześniej że niektórzy traktują gorzej "obiekty" nie sądziła jednak iż stać ich na taką brutalność. To trochę tak jakby ktoś powiedział małemu dziecku że wróżki, ani elfy nie istnieją. Czar prysł.
Kobieta przygryzła lekko wargę, zastanawiając się jak powinna to rozegrać, oczywiście mogła pójść i złożyć oficjalną skargę, wiedziała jednak że gdy sprawa dotrze do jej przełożonego on będzie próbował się mścić, znów jeżeli Donny by to zrobił... Wiedziała że wtedy ona mogłaby uniknąć nieprzyjemności, jednak jeśli po laboratorium rozeszła się wieść że to on zgłosił całą sprawę... Kobieta doskonale wiedziała co mogłoby się wydarzyć następnym razem gdy jej towarzysz znów przyszedł na badania... Wiedziała też jak mogłoby się to skończyć a o tym kobieta nie chciała nawet myśleć, a co dopiero do tego dopuścić. I naprawdę nie obchodziło ją jakiego twardego grał jej przyjaciel.
Panna Russell spojrzała na mężczyznę karcąco.
- Abbdadonie Emerson, informuję cię że jesteś skończonym idiotą.- powiedziała tak, jakby obwieszczała mu informację od której zależałyby losy świata po czym ostentacyjnie dźgnęła go palcem w bok. -Czy chociaż przez chwilę pomyślałeś że tak może się stać? Skoro był skłonny dopuścić do gwałtu na pacjencie z pewnością ma inne, chore pomysły. - kobieta doskonale pamiętała, jak mężczyzna wyglądał i zachowywał się gdy przywieźli go do ośrodka i szczerze mówiąc, nie miała najmniejszej ochoty oglądać go w takim stanie jeszcze raz. - Mam Ci przypomnieć jaki byłeś wtedy uroczy? Pomijając to, że wyglądałeś jakby ktoś zrobił z ciebie piłkę do koszykówki, pamiętasz jak upierałeś się że jesteś Don Vito Corleone? Albo jak wmawiałeś mi że nie mogę cię zszyć bo rzucisz na mnie klątwę? To było po tym jak usłyszałeś o tym filmie o mumiach. O, albo jak stwierdziłeś że twoim alter ego jest Don Juan DeMarco i jeśli zgodzę się spędzić z tobą noc oddasz mi wszystkie gwiazdy na własność? To akurat było urocze- kobieta zaśmiała się krótko. Przez pierwszych kilkanaście dni, zanim zrozumieli jak działa jego moc, podejrzewano u niego zaburzenia osobowości, dopiero gdy zrozumieli działanie jego mocy okazało się iż mężczyzna nie raz przywłaszczał sobie fragmenty filmów jako jego własne wspomnienia. Kobieta spojrzała na Donna - Nie chcę znowu widzieć cię w takim stanie. - dodała tylko bezwiednie ściskając go mocniej.
- Zrobimy to inaczej, jeszcze nie wiem jak ale z pewnością coś jutro wymyślę, teraz chciałabym powalczyć z tym winem i chociaż na chwilę zapomnieć o tym, co się dziś wydarzyło.- powiedziała spokojnie, ustanawiając sobie plan działania, gdyby jeszcze dziś miała kombinować jak najlepiej rozegrać tę grę z pewnością dostałaby ataku paniki od którego była dosłownie o krok zanim mężczyzna do niej przyszedł, a na to nie mogła sobie pozwolić.
Evie posłała mu uroczy uśmiech, widząc iż nie miał nic przeciw wyprawie na daleki księżyc.
-Jasne że zabralibyśmy fortepian, jaki tylko byś chciał! W końcu miałabym okazję usłyszeć jak grasz...- do tej pory nie miała niestety okazji usłyszeć jak bardzo uzdolniony jest jej przyjaciel. W końcu fortepian czy pianino nie było standardowym wyposażeniem w ośrodku wojskowo-naukowym. - Brakuje Ci tutaj możliwości gry?- spytała z zaciekawieniem, przekręcając lekko głowę w bok.
- Ciekawe czy w kosmosie uznają australijskie prawo jazdy... Moglibyśmy wtedy pojechać na wycieczkę po drodze mlecznej, pić księżycowe wino i kąpać się w księżycowym jeziorze albo głaskać księżycowe psy. - kobieta doskonale wiedziała że takie rzeczy nie istnieją, lubiła jednak pomarzyć o nierealnych rzeczach, zapomnieć ile rzeczy jest dla nich nie możliwych.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-28, 20:40   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


Z jednej strony to całe obwinianie się nie było dobre, a z drugiej... świadczyło o tym, jak dobrym człowiekiem była sama Evie. Niektórych rzeczy można było się nauczyć tylko w bolesny sposób i Donny doskonale o tym wiedział, zbyt dużo przeżył w swoim życiu, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy. Może w końcu przyszła pora na Evie, żeby zrozumiała że nie zawsze są w stanie wszystkim pomóc, nie ważne jak bardzo by się nie starali. Nie byli bogami, nie mogli kontrolować wszystkiego i nawet nie powinni próbować.
Dla Donny'ego to nie była żadna szokująca zmiana światopoglądu. W każdej grupie dobrych ludzi zdarzały się złe jednostki, a właśnie w taki sposób postrzegał DOGS. To co się liczyło, to żeby jak najszybciej ich wykluczyć i ukarać - i do tego właśnie zmierzał ich plan. Nie mogli się poddać, nawet jeśli po drodze miałyby ich czekać jakieś niedogodności. Był na nie gotowy, jeśli tylko to miało sprawić, że tamci mężczyźni nie skrzywdzą więcej dziewczyn.
Słuchał tego wykładu, nawet uśmiechnął się, kiedy dźgnęła go w bok... ale nie, nie pamiętał tego. Albo raczej pamiętał tak wiele, w tak nielogicznych wersjach, że nie miał pojęcia w co powinien wierzyć. Dopiero kiedy pokazali mu że ma moc i że może z niej świadomie korzystać, że to nie są tylko jego urojenia, przestał to robić, zbierać i tworzyć kolejne wspomnienia. Do tego czasu... cała jego przeszłość to był istny mętlik. Ale cóż, to co opowiadała, brzmiało jak coś, co mógłby robić. Zaczynając od jakichś bzdurnych urojeń i krzyczenia bez najmniejszego powodu, kończąc na jakimś pojawiającym się znikąd alter ego.
- Dzięki za przypomnienie, jak kompromitująca może być moja moc - odpowiedział jej zanim schował twarz w poduszce, a jeśli żadnej nie było pod ręką - z braku laku w dłoniach. Jakoś nie był w stanie wyobrazić sobie siebie jako podrywacza, obiecującego Evie, a potem całej masie innych kobiet wszystkie skarby świata w zamian za wspólną noc. Nie, stanowczo nie.
- To się prędzej czy później stanie, Evie - odpowiedział jej już poważniejszym tonem, bez poduszki na głowie. Czy to mu się podobało, czy nie - taką miał moc. Była niebezpieczna dla innych i dla niego samego, nie mógł liczyć, że efekty uboczne magicznie znikną. Kiedyś w końcu noga mu się omsknie. - Najważniejsze, że wiem, że w ogóle mam moc i że jestem w stanie się z tego wyciągnąć - dodał. Wiedział już, że nie jest szalony i że to nie był stan normalny, że tak nie powinno być i był w stanie tego nie pogarszać, nie używać swojej mocy. Był w innym miejscu w swoim życiu i nie miał zamiaru pozwolić, żeby coś takiego kiedykolwiek się powtórzyło. Stracił już wystarczająco wiele lat życia.
- Okay - odpowiedział tylko na jej propozycję. - Więc, zdrowie gospodyni! - wzniósł toast podnosząc kieliszek, zanim upił z niego łyk. Właściwie, zawsze wolał wino wytrawne, ale to było całkiem niezłe.
Podobał mu się ten uśmiech, to jak łatwo dziewczyna zapomniała o poprzednich, trudnych tematach i z powrotem się rozchmurzyła. Jeżeli był w stanie w jakikolwiek sposób poprawić jej humor, miał zamiar siedzieć tutaj, aż będzie miała go dość i będzie próbowała go stąd wyrzucić.
- Właściwie, głównie na tym spędzam moje przepustki - przyznał. W końcu, czy miałby coś lepszego do roboty? Nie pamiętał nikogo z tych czasów kiedy żył sam, a rodzina jasno dała mu do zrozumienia, że nie ma po co do nich wracać. Nawet gdyby chciał, nie miałby kogo odwiedzać. - Księżyc zawsze mi się kojarzył bardziej z barami mlecznymi i shake'ami - stwierdził. - Chociaż myśli, czy księżycowe winogrona inaczej smakują?
[Profil]
  [A+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-28, 22:38   

Evie do tej pory nie miała za wiele okazji do nauki poprzez bolesne doświadczenia. W swoim życiu miała takie tylko dwa, jedno gdy jej matka prawie ją zabiła wybuchem swojej mocy, co nauczyło ją by być ostrożnym w kontaktach z pacjentami z aktywnym genem. Drugim wydarzeniem było gdy przypadkiem włożyła stopę do buta w którym siedział jadowity wąż, na szczęście miało to miejsce w mieście i szybko otrzymała pomoc, od tamtej pory zawsze, nawet gdy już przeprowadziła się do stanów, sprawdza swoje buty zanim je założy. I szczerze mówiąc, wolała ugryzienie jadowitego węża od tego, co wydarzyło się dzisiejszego dnia.
Evie doskonale zdawała sobie sprawę że Donny może nie wiedzieć co jest prawdą z rzeczy, które siedzą w jego głowie. Jako neurolog nie raz współpracowała z jego psychologiem gdyż te dwie dziedziny nauki w niektórych przypadkach się zazębiają. Evie uśmiechnęła się ślicznie na jego słowa, a gdy mężczyzna schował twarz w poduszkę kobieta zmierzwiła jego włosy.
- Oj Donnie, czasem byłeś naprawdę uroczy. Dobrze wiesz że nie wypominam ci tego bez powodu. - powiedziała niewinnie, tak gdyby przed chwilą wcale nie nazwała go idiotą i nie uświadomiła go o kilku kompromitujących faktach z jego życia, w końcu sam ją do tego zmusił. Gdyby nie próbował odstawiać niezniszczalnego, wcale nie użyłaby tej wiedzy.
Evie widocznie posmutniała gdy wspomniał że tak czy siak to się stanie. Kobieta była w częstym kontakcie z psychiatrą Donna, nie raz przeprowadzała podstawowe badania za niego, gdy tamten miał wolne. Doskonale wiedziała że prędzej czy później taki dzień nastąpi, miała świadomość że za tydzień, dwa, rok lub kilka lat w końcu przyjdzie ten dzień kiedy mężczyzna straci panowanie nad swoją mocą. To że o tym wiedziała nie oznaczało jednak tego, że chciałaby o tym myśleć, zwłaszcza w takim dniu jak ten. Doktor przygryzła wargę. - Wiem Donny. Dobrze wiesz że jestem na bieżąco w kwestii twojego zdrowia, mam jednak nadzieję że do tego czasu uda mi się znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji albo chociaż coś, co pomoże ci szybciej się z tym uporać- kobieta ujęła jego dłoń by dodać zarówno Donnemu jak i sobie otuchy - Obiecuję że tym razem nie zostaniesz w tym z sam. - po głosie kobiety dało się poznać mówi poważnie i faktycznie nie miała zamiaru zostawiać go w takiej sytuacji. W końcu przyjaźnili się, a przyjaciół nie zostawia się w potrzebie, nie ważne jakie problemy mieli... Nawet jeśli tym problemem był ich własny umysł.
Kobieta uniosła swój kieliszek po czym stuknęła nim o kieliszek swojego towarzysza - i zdrowie gościa.- dodała do toastu i również napiła się wina. Zabawne jak zwykły napój potrafił nie raz pomóc.
Evie nie zapomniała o tym, co się wydarzyło. Starała się jednak wmówić sobie że był to tylko zły sen, na szczęście w jej wypadku nie było to tak niebezpieczne. No i kobieta z pewnością czułaby się podle, gdyby zmarnowała cały wieczór mężczyzny na płakanie mu w rękaw.
- W takim razie musisz mnie kiedyś ze sobą zabrać, oczywiście jeżeli byś chciał. - powiedziała robiąc minę, trochę przypominającą tę, którą robił kot z bajki Shrek. Evie uwielbiała wszelkie formy sztuki, dlatego też bardzo chciała posłuchać jak jej przyjaciel gra, w końcu on nie raz widział jej obrazy.
-Tak? Czemu? Ja zawsze sądziłam że bary mleczne są przy drodze mlecznej, wiesz jak podróżujesz żeby mieć gdzie się zatrzymać i coś zjeść...No chyba że droga mleczna tak naprawdę jest rzeką mleka rozlanego po niebie, jeśli tak jest to chciałabym się w niej wykąpać.- cóż, najwidoczniej nie zostawało im nic innego niż tylko sprawdzić które z nich ma rację. - Podobno smak winogron zależy od ilości słońca gdy dojrzewają więc chyba smakowałyby inaczej, chyba że mają tam zupełnie inną roślinę która przypomina winogrona, działa jak winogrona ale trochę inaczej. - kobieta uśmiechnęła się do niego uroczo, po czym znów zamoczyła swoje usta w czerwonym płynie.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-30, 20:27   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


- Dręczenie mnie to świetny powód - stwierdził jakże dramatycznym tonem. Ale cóż, takie już były uroki jego mocy.. Gdyby faktycznie nie chciał, żeby nikt o tym pamiętał, bez problemu mógłby nieco skorygować parę z ich wspomnień. W takim momencie jak ten, Evie nawet by się nie zorientowała w tym, że wdarł jej się do jej głowy i pozmieniał parę rzeczy. Rzecz w tym... że wcale tego szczególnie nie chciał. Trudno, stało się, nie do końca był wtedy sobą i porobił nieco głupich rzeczy. Tak to już z nim bywało. Świat miał większe tragedie na głowie, a jego moc - lepsze zastosowania.
Można powiedzieć, że się z tym wszystkim pogodził, z tym jak mocno jego mutacja na niego oddziaływała i z tym, że pewnie pojawią się u niego kolejne epizody szaleństwa. W końcu to był pierwszy krok walki z chorobą, powtarzany Donny'emu na niezliczonych terapiach - zaakceptować że jest się chorym i co z tego wynika. Może dlatego zrozumienie, że nie był szalony zajęło mu aż dwanaście lat? W pewien sposób, wcale nie miał tak tragicznych perspektyw - nie w porównaniu do tych wszystkich lat, kiedy sądził, że był chory, pogarszało mu się, a leki nie pomagały. Nie chciał się usprawiedliwiać, nawet przed samym sobą... ale doskonale rozumiał, dlaczego sięgnął wtedy po narkotyki i dlaczego tak łatwo się uzależnił. Nie potrafił korzystać ze swojej mocy pod wpływem czegokolwiek... więc przynajmniej przez jakiś czas nie miał skutków ubocznych nadużywania mocy. Był ćpunem, ale przynajmniej nie wariatem. I chyba właśnie ta chęć bycia normalnym za każdym razem ciągnęła go na dno. Nie, on nie był normalny, nawet w środowisku innych mutantów. Nigdy nie będzie. Szaleństwo miało ciągnąć się za nim przez całe życie jak jakiś cień, skryta gdzieś głęboko w podświadomości cząstka tego kim naprawdę był. Czy to było przerażające? Może, w pewnym sensie. Ale czy to, co ludzie mają w swoich głowach nie jest w istocie zatrważające? Kobieta, która badała ludzkie umysły i mężczyzna, który był ich panem doskonale musieli zdawać sobie z tego sprawę.
Abaddon nie był pewien, czy wierzył w jakieś cudowne rozwiązanie jego problemu. W pewien sposób, to była część tego, kim był - nie ważne czy mu się podobała, czy nie. Mimo wszystko, doceniał to, że Evie próbowała znaleźć jakiś sposób, żeby temu wszystkiemu w jakiś sposób zapobiec.
- Jest w porządku, Evie - odpowiedział jej, ściskając jej rękę i posyłając dość ciepły uśmiech, zwłaszcza jak na temat, o którym rozmawiali. Nie chciał, żeby się o niego martwiła. Trudno, taki już był i nie potrafili tego zmienić. Może nie powinni.
Ale w końcu nie przyszedł tutaj, żeby rozmawiać o sprawach większych niż życie. Nie przyszedł tutaj, żeby roztrząsali to kim był. Mieli pożartować, napić się wina, polepszyć nieco humor, Evie... a przy okazji, samemu Donny'emu. Chyba całkiem nieźle im to szło, bo już po chwili Emerson zaśmiał się, widząc minę dziewczyny.
- Zrobię to - stwierdził głosem, jakby co najmniej podpisała pakt z diabłem. Donny stanowczo nie miał zamiaru zapominać tej obietnicy i z pewnością wyciągnie ją do jakiegoś porządnego klubu jazzowego z muzyką na żywo.
- Wiesz, może większość jest przy drodze mlecznej, ale pierwsze już stoją na księżycu? - rzucił. W końcu nikt nie zakaże budowania barów mlecznych w innych częściach kosmosu. - Myślisz, że wtedy pływałyby po niej wycieczkowce? - spytał, podekscytowany tą myślą. Rejs przez kosmos, to by dopiero było coś. - Jeżeli to nie byłyby winogrona, to czy to byłoby wino? I czy w ogóle miałoby w sobie alkohol? Moglibyśmy to sprowadzać na ziemię i sprzedawać po jakichś astronomicznych cenach. - I nie, ten żart nie był zamierzony.
[Profil]
  [A+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-30, 22:45   

Evie przyjrzała się uważnie mężczyźnie by sprawdzić, czy przypadkiem się na nią nie obraził po czym pogłaskała go delikatnie po ramieniu w pocieszającym geście.
- Och Donnie! Ja nie chcę cię dręczyć, chciałam ci uświadomić że to za duże ryzyko...- powiedziała przepraszającym tonem, martwiąc się iż mężczyzna źle odebrał jej słowa. Kłótnia z jedyną, przyjazną jej tutaj osobą była ostatnią rzeczą której dziś potrzebowała.. - Po za tym wiesz, zadaję się z tobą pomimo tej wiedzy, więc chyba nie jest aż tak źle, nie ?- dodała z uśmiechem. Kobieta doskonale wiedziała jakie umiejętności mężczyzna posiada, wiedziała że w każdej chwili może zmienić to, co jest w jej głowie. Ba, nigdy nie miała pewności że już wcześniej czegoś takiego nie zrobił, a może cały ten czas mieszał jej w głowie? A może to, że się przyjaźnią jest sprawką umiejętności Abbadona? Evie wiedziała doskonale że istnieją takie możliwości, darzyła jednak mężczyznę tak dużym zaufaniem by twierdzić że nigdy by jej tego nie zrobił bez jej zgody.
Evie wiedziała że kiedyś nadejdzie dzień, gdy mężczyzna znów zatraci się w tym szaleństwie. Wbrew pozorom wcale nie chciała go zmieniać, zawsze uważała Donna za wartościową i ciekawą osobę, nie tylko przez to jakie moce posiada. Dlatego też chciała mu pomóc, znaleźć jakiś sposób który chociaż mógłby sprawić, że mężczyzna lepiej znosiłby ten czas albo by znaleźć coś, co sprawiłoby że łatwiej byłoby mu uświadomić sobie co jest prawdą a co sztuczką jego umysłu. Co prawda nie wiedziała w jaki sposób mogłaby to osiągnąć, nie miała nawet pojęcia czy coś takiego jest możliwe. Chciała jednak spróbować. Należy tutaj zauważyć że nie chciała mu pomóc dlatego że przeszkadzało jej jaki jest mężczyzna tylko dlatego że jej zależało. Evie wiedziała że mężczyzna nie ma kontaktu z rodziną i chciała żeby wiedział że nie jest w tym wszystkim sam i że jest ktoś, komu jego los nie jest obojętny.
- Wiem i naprawdę bardzo się cieszę że jest w porządku, chciałam tylko żebyś wiedział że nie jesteś w tym wszystkim sam i że jest ktoś, komu na tobie zależy..- powiedziała, delikatnie się rumieniąc pod koniec wypowiedzi. Kobieta zawsze miała wysoko rozwiniętą empatię, nie umiała być obojętna na to co się dzieje z ludźmi którzy byli jej bliscy, a Donny był w końcu jej przyjacielem. Doktor nie lubiła jednak przyznawać się do tego tak bardzo jak nie umiała być obojętna, w końcu martwienie się o bliskie osoby było dla niej zupełnie naturalne.
Evie rozchmurzyła się, widząc ten ciepły uśmiech na jego twarzy. Skoro on był w stanie ignorować tę świadomość, ona również była w stanie to zrobić. Może jednak martwiła się trochę za bardzo?
Gdy Emerson się zaśmiał mina kobiety zmieniła się z "kota ze Shreka" na minę którą nie pogardziłby zadowolony z siebie szczeniaczek gdy uda mu się podnieść kijka dużo większego od niego samego.
- Naprawdę? - spytała z lekkim niedowierzaniem po czym uśmiechnęła się uroczo - W takim razie jesteśmy umówieni, cieszę się że w końcu będę mieć okazję posłuchać jak grasz, w końcu będzie fair!- dodała z uroczym uśmiechem, mając nadzieję iż mężczyzna dotrzyma danego słowa.
Kobieta zamyśliła się na dłuższą chwilę popijając alkohol. Musiała przyznać że jej przyjaciel całkiem nieźle myślał.
- W zasadzie to nawet możliwe, wiesz, na księżycu też chyba coś jedzą. Będzie trzeba to kiedyś sprawdzić.- odpowiedziała z uśmiechem. - Na pewno pływają, przecież taki rejs po drodze mlecznej na pewno jest wielką atrakcją turystyczną! Ciekawi mnie z czego zrobione są takie wycieczkowce. A co jeśli zbudowali je z płatków śniadaniowych?- kobieta dalej snuła teorię, która zdawała się działać pozytywnie za równo na jej przyjaciela, jak i na nią samą. W końcu kto nie lubi sobie pomarzyć, zwłaszcza gdy ma z kim rozwinąć te teorie?
Kobieta zaśmiała się słysząc o "astronomicznych cenach", może i żart był niezamierzony ale ją rozbawił, a to już chyba coś.
- Możliwe że mają jakieś swoje określenie na to, co my określilibyśmy mianem "wina" czy "winogron", pytanie czy wtedy byśmy się z nimi dogadali. Czyli mówisz że, jeśli znajdziemy księżycowy alkohol, to olewamy to wszystko i zostajemy handlarzami? Brzmi całkiem fajnie, zwłaszcza po dzisiejszym dniu. Tylko musielibyśmy wymyślić na ten alkohol lepszą nazwę niż księżycówka, jeszcze pozwali by nas o plagiat- Cóż, gdyby ktoś zaproponował jej w tym momencie taką przygodę z pewnością by nie odmówiła, zwłaszcza że powoli zaczynała być pod wpływem czerwonego trunku. Wcale tutaj nie chodziło o to, że nie lubi swojej pracy, wręcz przeciwnie naprawdę ją uwielbiała, była to jednak praca która potrafiła naprawdę zmęczyć psychicznie.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-08-01, 23:36   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy Evie zaczęła nad nim nadskakiwać, starając się zadośćuczynić mu te swoje straszne słowa... Podniósł na nią swoje roześmiane oczy. Oczywiście, że nie był zły, po prostu bawił się w primadonnę (hehe) i dramatyzował. Może powinien bardziej pomyśleć o tym, że dziewczyna mogła się przejąć... Och, i tak nie trzymał jej w niepewności zbyt długo! I stanowczo jej się należało. Nikt mu nie wmówi, że Evie nie czerpała satysfakcji z wyciągania kompromitujących historyjek o nim i oglądania, jak bardzo był zażenowany swoim własnym zachowaniem. Był mściwy? Może troszkę. Bardziej po prostu chciał skorzystać z okazji, zwłaszcza że obydwoje mogliby skorzystać z nieco lepszego humoru. Nabijanie się z innych stanowczo mogło temu pomóc, podobnie z resztą jak pociągnięcie kolejnego łyku z kieliszka.
Mimo tego wszystkiego, kiedy usłyszał jej deklarację, naprawdę zrobiło mu się cieplej na sercu. Może potrafił sobie z tym poradzić... ale to co powiedziała naprawdę wiele dla niego znaczyło. Poza tym, to było całkiem urocze, zwłaszcza ten rumieniec, kiedy przyznała ile dla niej znaczył. I tym razem, kiedy na jego ustach pojawił się szeroki, ciepły uśmiech, wcale nie musiał go wymuszać, żeby poprawić jej humor.
- Dzięki - odpowiedział tylko i uścisnął jej dłoń, może na znak solidarności, może żeby pokazać ile to dla niego znaczyło, może żeby zaznaczyć, że czuł względem niej to samo. Może wszystko na raz. Kto go tam wie.
Tymczasem Evie miała jakąś złotą passę bycia uroczą, zaczynając od tego rozchmurzenia się, kończąc na tej rozkosznej minie. Czasami ciężko było pamiętać o tym, że potrafiła być tak przesłodka, a potem, po ledwie paru godzinach, znów zupełnie profesjonalną panią doktor neurobiologii przeprowadzającą kolejne, skomplikowane procedury. Cóż, z chęcią zabierze ją gdzieś, gdzie będzie mógł pograć, nie ważne w jakim wydaniu byłaby tego dnia.
- Wtedy na pewno by namakały po kilku godzinach. Może są jednorazowe? Płyniesz na wycieczkę,zsiadasz ze statku, a potem nic z niego nie zostaje. W zasadzie, to całkiem ekologiczne - zauważył. - Skoro mieliby własne owoce, własne określenia i własną kulturę, skąd w ogóle pomysł, że byśmy się z nimi dogadali? Ludziom wystarczało mniej, żeby wywoływać wojny - stwierdził. - A co do samej księżycówki... Co jeśli to jest właśnie jej tajemny składnik?
[Profil]
  [A+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-08-02, 23:00   

Gdy mężczyzna spojrzał na nią tymi roześmianymi oczami, Evie wygięła usta w podkówkę po czym dźgnęła go palcem w bok. No jakoś musiała się na nim odegrać a to przecież była kara idealna! W końcu kto lubi dźganie w bok? Nikt!
- Jesteś podły wiesz?- powiedziała zakładając ręce na piersi i robiąc minę obrażonej dziewczynki ba gdyby stała tupnęłaby nawet nóżką ! Wolała jednak nie wstawać gdyż po alkoholu jej koordynacja była trochę gorsza, co nie oznacza że nie zrobiła tego mentalnie, o nie ! Skoro on mógł się obrażać dla żartów to ona też. Oczywiście że kobieta nie czerpała przyjemności z wypominania mu tych zdarzeń, no może odrobinkę ale to już jej słodka tajemnica czemu tak było.
Evie widząc ten uśmiech, który pojawił się na jego twarzy zarumieniła się jeszcze bardziej. Nie wiedziała czy to nadal było z powodu tego, że głupio było jej przyznawać że na kimś jej zależy czy to przez właśnie ten uśmiech którym ją obdarzył. Po tym jak Abbadon jej podziękował i ścisnął jej dłoń, Kobieta ukryła twarz w dłoniach, rozchylając jednak palce by widzieć mężczyznę.
- Nie śmiej się ze mnie.- powiedziała cichutko. Siedziała tak z dłońmi na swojej twarzy, wlepiając w niego te brązowe oczy przez kilka chwil. Gdy poczuła że rumieńce ustępują odsunęła ręce i napiła się wina. - Nie masz za co dziękować, a tak w ogóle to lubię jak się tak uśmiechasz, wiesz? Ładnie wtedy wyglądasz. - Panna Russell powoli wchodziła w ten stan spożycia alkoholu gdy zbierało się jej na szczerość, zauważyć trzeba że nie potrzebowała dużo alkoholu do szczęścia. Wręcz przeciwnie jej starczyła go niewielka ilość by odczuwać zbawiennie jego skutki to też i jej humor robił się coraz weselszy a słowa coraz szczersze.
Och gdyby Donny zabrał ją gdzieś, gdzie mogłaby usłyszeć jak mężczyzna gra z pewnością byłaby w tym milszym dla oka, przesłodkim humorze. Kobieta bardzo lubiła swojego przyjaciela i na samą myśl że mogłaby lepiej zgłębić temat, który dużo dla niego znaczy, sprawiał że miała lepszy humor.
- Gorzej jak trafisz na rejs z kimś kto jest płatkoholikiem i zje połowę statku zanim dopłynie się na miejsce. Nawet jeśli byłoby to ekologiczne i jednorazowe to jakie przeżycia! Statek z płatków to przecież musi być śliczne. - powiedziała z uroczym uśmiechem, kolejne jego słowa sprawiły jednak że znów wygięła usta w podkówkę. W jej wizji nie było miejsca na wojny, były one okrutne i przerażające - dokładnie ten tematy o których nie chciała dzisiaj myśleć. - Może i tak, ale wiesz zawsze możemy na nich użyć mojego uroku osobistego, jak to nie zadziała mógłbyś zaczarować ich grą na fortepianie, wiesz jak zaklinacz węży... No a jeśli to nie pomoże zawsze któreś z nas może zdjąć koszulkę.- powiedziała żartem i zaśmiała się ze swoich własnych słów, cóż może nie było to najmądrzejsze przemyślenie, wydawało się jej jednak zabawne a takie było założenie tego tematu. Dziewczyna upiła łyk wina - Wujek twierdził że jedyne składniki księżycówki to cukier, drożdże i miłość... A co jeśli ktoś zbiera to z czego zrobiony jest księżyc i dosypuje do butelek? Wtedy możemy nie mieć dużo czasu żeby tam jechać..- powiedziała tak, jakby nagle odkryła wielką tajemnicę wszechświata i całego istnienia.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6