Poprzedni temat «» Następny temat
Sala konferencyjna
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-12-26, 21:42   Sala konferencyjna



[Profil]
 
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-04-10, 22:37   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Minęło kilka dni od marszu. Po powrocie do mieszkania był zmuszony wezwać lekarza, który miał pomóc wrócić mu do zdrowia. Jedyną rzeczą, która najbardziej go martwiła, była lewa dłoń. Był jak chirurg, Musiał być precyzyjny. Gdy naciskał na spust ręka nie miała prawa nawet drgnąć. Co prawda nie wisiało nad nim widmo rezygnacji z bycia snajperem, bo był praworęcznym, wolał jednak, żeby jego lewa ręka również pozostała w pełni sprawna. Jego umiejętności, wyszkolenie, sprawność fizyczna... To właśnie czyniło go tym kim był. Nie potrafił przenosić rzeczy siłą umysłu. Nie miał bogatej rodziny, która będzie stała za nim murem, gdy zawiśnie na nim widmo degradacji. Bycie skutecznym, było tym co sprawiało że zabrnął aż tutaj. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby stracić swoją sprawność. Na szczęście lekarz wróżył szybki powrót do zdrowia. W końcu za to mu płacił. Obyło się bez gipsu, chociaż od kilku dni zmuszony był nosić bandaż, który trzymał jego żebra w ryzach.
Pojawiając się w siedzibie GC, wyjątkowo nie wyglądał zbyt wyjściowo. Właściwie to można było go podejrzewać o to, że wpadł pod autobus. Jego twarz wyglądała jakby ktoś przypudrował go fioletowo-żółtym cieniem. Rany zaczynały się goić, jednak nadal były widoczne. Był nafaszerowany lekami przeciwbólowymi, ale po kilku dniach pobytu w domu zdążył się wykurować na tyle by przestać się chwiać na własnych nogach. Wyglądał nieciekawie, ale zdawał się szybko powracać do zdrowia. Przynajmniej na tyle, na ile pozwoliły mu tak krótki czas rekonwalescencji. Zamierzał prędko wrócić do służby, przynajmniej do tej za biurkiem czy do dyrygowania oddziałem, chociaż zdawał sobie sprawę, że zanim wróci w teren minie trochę więcej czasu. Musiał doprowadzić się do porządku.
W pomieszczeniu było już kilku członków zarządu. Starał się nie wyglądać jak ofiara spotkania z huraganem. Mimo widocznych skutków jego misji, wydawał się emanować pewnością siebie i opanowaniem. Musiał robić dobrą minę do złej gry. Okazywanie słabości nie wchodziło w grę, gdy stawki były tak wysokie. Przywitał się z kilkoma znanymi osobami, przynajmniej z tymi, którym zdążył już wylizać dupę i podchodzenie do nich nie było bezczelnością. Zdawało, że wrócił stary, dobry, czarujący William Sanders, chociaż większość energii przeznaczał na skupienie się nad tym, by nie krzywić się przy każdym gwałtowniejszym ruchu.
[Profil]
  [A+]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-04-13, 16:16   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


// powiedzmy że pierwszy marca

Nawet po śmierć Jamesa Haywella nie dają człowiekowi odpocząć. Nie dość, że musiała po tym wszystkim zeznawać i zająć się pracą. To jeszcze nie może odpocząć parę dni od Genetically Clean. Swoją drogą ciekawe kto zwołał to zebranie jak prezes nie żyje. Jej jakoś nie śpieszyło się załatwianiem wyboru nowego prezesa. Na razie zamierzała po tym marszu odpocząć. Po za tym musiała zająć się swoją drugą pracą. Dzięki działalność GC na pewno nie stać było by ją na życie na obecnym poziomie. No ale skoro już wzywają to Louanna nie mając wyjść. Rola zastępczyni prezesa do czegoś zobiektywizuje. Tak więc ubrała się jedną ze swoich kiecek, poprawiła makijaż i ruszyła do siedziby GC. Swoją drogą musiała koniecznie pogadać z Verą. Więc oby ta dwulicowa jędza się pojawiła na tym spotkaniu. Innym wypadku będzie to totalnie zmarnowany dzień.
Skoro już ktoś wpadł na pomysł zwołania tego spotkania to trzeba było by poruszyć temat Jamesa Haywella i jego przemiany w to coś. Nie dość, że wśród nich ukrywał się robak jeszcze na tak wysokim stanowisku to nie mógł normalnie umrzeć. Musiał zrobić widowisko i przysporzyć im kolejnych kłopotów. Luannna była pewna, że jego przemiana na tym wydarzeniu nie odbędzie się bez echa. Jako wiceprezes musiała coś tym zrobić. Do puki nie zostanie wybrany nowy prezes. Na którego spadnie ten cały syf jakim się znaleźli.
Wchodząc do sali przywitała się wszystkimi zebranymi już przywołując swój najlepszy uśmiech. Większość tutaj to sami idioci, którzy wkurzają ją swoim zachowaniem. Nic nie robią tylko siedzą na stołkach zamiast ruszyć dupę w teren i pomóc oczyszczaniu świata z tej zarazy. To tej zgrali pozorantów nie można zaliczyć Billa, który nie raz udowodnił to, że oczyszczanie bierze na poważnie, a nie tylko gada jacy to mutanci są źli. Prócz niego Lou by policzyła na jednej dłoń ludzi, którzy chociaż zajmują wysokie stanowisko nie siedzą na tyłkach. Zresztą mniejsza o to nigdzie nie dostrzegła Very, a to się jej nie podobało.
No cóż później znajdzie ją i dowie się na czym stoją i czy ma już konkrety, bo przecież nie wykona wszystkiego za nią. Chce tego psa to niech się postara... Zwłaszcza, że to ona jej powiedziała, że ten kundel miał czelność związać się z jej siostrą. Wdech wydech... Powtórzyła sobie nie może teraz o tym myśleć... Spotkanie... A później ta druga sprawa.
Kobieta spojrzała na zegarek do rozpoczęcia spotkania zostało jeszcze trochę czasu. Więc na razie rozsiadła się na swoim miejscu. Zastanawiać się czy to jej przypadnie rola zaczęcia czy ktoś inny, ktoś kto zwołał to spotkanie zacznie.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-04-13, 18:44   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


//1 marca.

W sali konferencyjnej już od kilku minut trwała wrzawa - cały zarząd już od kilku dni wyszukiwał rozwiązania i zmagał się z marudzeniem ze strony D.O.G.S. - trzeba przyznać, przypadek Haywella dał w kość wszystkim. Dodatkowym strzałem w kolano było nagłe zaginięcie narzeczonej prezesa - Lidii. Czy to był zamierzony zabieg? Czy sama uciekła, gdy tylko prawda wyszła na jaw? Czy ona w ogóle wiedziała, z kim była związana?
Plotki żyły, tworzyły się nowe. Na ustach wszystkich było jednak jedno ważne pytanie - co z Genetically Clean? Czy ten skandal wpłynie na całą organizację? Czy zdołamy pokonać ten kryzys?

Trzeba przyznać, również ja byłam wściekła takim obrotem spraw. Nie mogłam uwierzyć, że taki gnój, pies, robak... Ktoś tak obleśny i skażony... Podczłowiek... Jakim cudem on nami przewodził?! Jakim cudem nikt się wcześniej nie zorientował, jak wielkim hipokrytą był?! Czemu działał wbrew swojej rasie podludzi?! I jakim cudem przechodził wszystkie badania?!
Wszyscy członkowie organizacji przechodzą minimum raz w roku jebany bilans, który miał zapobiec takim sytuacjom! Czy więcej osób w ten sposób ukrywa się w naszych szeregach?
Byłam zdegustowana faktem, że służyłam pod tak paskudną ręką. Że zabijałam dla takiego gnoja.
Oczywistym więc było, że nie odpuszczę sobie tego zebrania.
Dźwięk moich szpilek roznosił się już po korytarzu, a do sali weszłam niemalże z martwą, nie wyrażającą żadnych emocji miną. Howard pozostał w Holu, przed wejściem. Skinęłam głową na znak przywitania się, a po chwili zajęłam jedno z wolnych krzeseł - tuż przy pani wiceprezes. Wypuściłam powietrze nosem i skupiłam swój wzrok na środku stołu - Mimo, że przecież zwykle panowałam nad swoimi emocjami, czułam, że tym razem mogę nawet wybuchnąć...

Minęło jeszcze kilka minut, nim jeden z członków zarządu objął głos.
- Obawiam się, że nie możemy dłużej czekać. - Rzekł, po czym wziął głębszy oddech - Na razie skandal nie wyszedł na jaw. Nikt, powtarzam, nikt, nie ma prawa z nikim rozmawiać o przypadku prez... Haywella z marszu. To tajemnica rządowa. D.O.G.S.i zarchiwizowali wszystkie nagrania i dorwali wszystkich dziennikarzy, wymuszając na nich milczenie. Zostajemy przy wersji, że śmierć Haywella to zamach ze strony mutantów. Nikt nie może wiedzieć, że również był jednym z nich. - Rozpoczął swą tyradę, nieco rozjaśniając informacje chodzące po całej organizacji - Dostaliśmy ostrzeżenie, że jeszcze raz damy tak dupy, to zostaniemy zdelegalizowani. W końcu Rząd ma ważniejsze rzeczy do roboty, niż fałszowanie naszych niepowodzeń. - Stwierdził, z wyczuwalną ironią w głosie, po czym rzucił wzrokiem na Sandersa - Williamie, w związku ze swoją działalnością, wraz z resztą zarządu doszliśmy do wniosku, że zasługujesz na lepszą posadę. Proponujemy Ci miejsce u naszego boku. Również będziesz miał wpływ na nasze dalsze decyzje. Louanne.. - Rzekł po chwili, przerzucając swój wzrok na siostrę mutantki - Podczas tego piekielnego zebrania wykazałaś się. Ponoć masz zostać okrzyknięta bohaterką narodową. Nie mamy innego wyjścia, jak prosić Cię o przejęcie obowiązków Haywella. Nie ma bardziej reprezentatywnej osoby na to stanowisko. - Dodał, po czym przymknął oczy w oczekiwaniu na wasze decyzje. Widać... Tutaj się nie patyczkowali. Przechodzili od razu do konkretów.

A ja? Wściekałam się wewnętrznie niemiłosiernie. Co też ta gówniara miałaby robić na posadce prezesa? Malować paznokcie? To już chyba nawet Sanders lepiej by się nadawał do tej roli! W terenie zdecydowanie bardziej się wykazał, ot co! Moja twarz jednak nie wyrażała uczuć, które buzowały we mnie coraz bardziej...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-04-14, 14:09   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Zdawał sobie sprawę, że nad siedzibą główną Genetically Clean zbierają się czarne chmury. James Haywell pozostawił po sobie zbyt wiele smrodu, by z łatwością dało się to wszystko zamieść pod dywan. Na moment przed śmiercią pokazał światu swoją prawdziwą naturę i od tamtej pory wiedział, że nie tak łatwo może udać się im wyjść z tego wszystkiego cało. Zadanie jakie zostało mu powierzone należało do trudnych. Mógł albo stracić naprawdę wiele, albo wiele zyskać. Co by było gdyby chybił? Gdyby dane mu było ponieść konsekwencję za morderstwo lidera. Gra wydawała mu się jednak warta świeczki, więc nie mógł nosić się długo z podjęciem decyzji. W końcu nie chciał, by ktokolwiek pomyślał, że się nad tym zastanawia. Mutantów należało wyeliminować - taki był główny cel. Ostatecznie okazało się, że były prezes GC nie był koniem na którego należało stawiać. Kwestia logistyczna. Sporo mu zawdzięczał, a jednak… Haywell wiedział jakie są stawki, więc na kilka chwil przed śmiercią nie powinien być zaskoczony, że skończył w tak żałosny sposób. Nie był okrutny. Oczywiście, pomijając kwestie zawodowe. Aczkolwiek, dziwnie zabawne wydawały mu się wspomnienia związane z mężczyzną. Gdy podczas jednego ze spotkań, gdy został mianowany dowódcą, poklepał go po plecach, dziękując za jego lojalność… Kilka lat później jego lojalny pies, sprzedał mu kulkę między oczy.
Sala powoli wypełniała się innymi członkami zarządu czy osobami o wyższej randze. Billy zajął jedno z miejsc stojących. Wolał obserwować wszystko z boku. Gdzieś tam między ludźmi dojrzał Verę i Louanne, siedzące obok siebie. Miał zamiar podejść i zaczepić Verę, ale w tym momencie na scenę wyszedł jeden z członków zarządu. Słuchał go w milczeniu, chłonąc każde jego słowo. Jak widać Organizacja zabezpieczyła dowody, jednakże… wiedział, że takie rzeczy zawsze mogą wypłynąć. Wystarczył jeden telefon z włączoną kamerą, który złapał odpowiedni moment. Jego rozważania zostały przerwane, gdy usłyszał jak mężczyzna wypowiada jego imię. “William” brzmiało w jego uszach dość dziwnie, być może nawet nie zareagowałby gdyby nie spojrzał na niego. Wyprostował się lekko, kiwając posłusznie głową jak na wierny pieska przystało. - To dla mnie zaszczyt. - odpowiedział, rozglądając się po reszcie zebranych tu hipokrytów, kiwając głową. Starał się nie okazywać zbytnio samozadowolenia. To nie było wszakże takie trudne, bo szybko jego zasługi zostały pominięte, gdy mężczyzna zaczął mówić o Louanne. Dobrze, że miał w sobie sporo samokontroli i zamiast parsknąć śmiechem, po prostu nadal się lekko uśmiechał jakby własnie był na jakimś całkiem miłym spotkaniu. Czy wykazała się? Zabiła małą dziewczynkę. Miała narobić dymu i to zrobiła. Aczkolwiek, doceniał siłę mediów. Chociaż… Chyba dawno nie czuł się tak zniesmaczony jak teraz. Oto kolejna bogata panna, posiadająca wpływowego tatusia, wzbijająca się dzięki jego wpływom (wszakże to jego miejsce zajęła) znów miała łatwiej, podczas gdy on, biedak z Texasu, o wszystko musiał walczyć, wydzierając sobie przy tym duszę. Podczas, gdy inni wsiadali na kolejkę i bezpiecznie zbijali się na szczyt. Oh, Billy był bardzo zazdrosnym człowiekiem, gdyby był na jej miejscu prawdopodobnie nie miałby sobie nic do zarzucenia. Jak widać będzie miał kolejną dupę do wylizania.
Tak to już działało. Raz na wozie. Raz pod wozem. Siedział w tyłku Haywella, teraz będzie musiał siedzieć w tyłku jakiejś podlotki. Z dwojga złego wolał chyba tą drugą opcję. Skoro już jesteśmy w temacie tyłków, w których kiedyś siedział, poszukał wzrokiem Very, tak z ciekawości, żeby sprawdził czy może jej w odróżnieniu do niego nie okazało się trzymać fasonu i być może na jej twarzy odmalowało się niezadowolenie. Nic więcej mylnego. Wyglądała jak skała. Oczami wyobraźni widział jak rzuca się do gardła Lou i wynosi na ołtarze GC jej świeżo co wyrwane serce.
[Profil]
  [A+]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-04-15, 18:37   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Louanna wiedziała, że większość tutaj zgromadzonych uważają za główniare, która stołek ma dzięki tatusiowi. Doskonale zdawała sobie z tego sprawy, ale miała to gdzieś. Co ją zdanie jakiś starców, którzy już zasiedzieli się i najchętniej by tylko trzymali swoje stołki aby nikt ich im nie zabrał. Louanna gdzieś miała swoją role zastępczyni prezesa... Nie zależało jej na tym zbytnio. Oczywiście zastąpiła swojego ojca, bo ten nie mógł się dogadać zmarłym. Stwierdził, że jego córka lepiej dotrze do mężczyzny. Po za tym uważał, że mają dość wrogów po za murami tego miejsc i nie ma sensu robić ich wewnątrz. Dlatego wolał zrezygnować wyznaczając Lou na swoje miejsce. Może przychodziło jej łatwo. Jednak jeśli ktoś ma coś do niej niech powie to głośno... Tak Vero jeśli masz coś przeciwko niej to powiedz, bo nie muszą udawać przyjaciółki.
Bohaterką narodową? Jasne... jakoś jej na tym nie zależało, bo każdy medal ma dwie strony. Dla jednych będzie przykładnym obywatelem, a drugich morderca dziecka. Takie uroki z tego... więc Lou nie mówiła o tym głowie jedynie skinęła głową. Następne słowa zaskoczyły ją jeszcze bardziej..., że ona prezesem. Ma przejąć ten cały syf jaki zostawił po sobie Haywell. Czy nie ma kogoś innego? Nim jednak cokolwiek powiedziała przemyślała wszystko.
- Na pewno ktoś by się znalazł, ale dziękuje za to wyróżnienie - zwróciła się niby to skromnie chociaż była zadowolona z tego obrotu spraw. Miała jeszcze większe możliwość i tym razem nie będzie mogła powiedzieć, że czegoś nie wiedziała. - Korzystając z okazji... - spojrzała na Neumann. - Vero sądzę, że Howard ci nie wystarczy osobiście dopiero ci drugie ochroniarza, bo tak samo jak ja czy Willam zasługujesz na awans. Co znaczy, że zostaniesz moim zastępcą - dodała najpierw patrząc na kobietę i jej relacje. Była ciekawa jak zareaguje na to chociaż doskonale wiedziała, że umie kryć się ze swoimi uczuciami. Nie od dzisiaj udawały przyjaciółki, a teraz to jest ciąg dalszy tej ich gry.
- Jesteście pewni, ze wszystkie nagarnia zostały przechwycone i zniszczone, bo nie możemy pozwolić sobie na to by dostały się w te brudne ręce Bractwa - już widziała jak te robaki wykorzystują to przeciwko nim. Musiała mieć pewność, albo planować jak to zatuszować. Przydało by się również sprawdzić czy wśród nich nie ma innych podobnych do Haywella.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-04-19, 21:37   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Oh. Takiego obrotu spraw, to ja się zdecydowanie nie spodziewałam! Wręcz byłam pewna, że wraz z tym awansem Louanne zacznie się wywyższać jeszcze bardziej, może wręcz zechce się mnie pozbyć... Ale może jednak byłam dla niej zbyt cenna?
Utrzymywałam jednak swoją pokerową twarz. Na jej słowa nawet nie drgnęłam, mimo, że przecież sam fakt poruszenia kwestii mojej ochrony doprowadzał mnie niemal do szewskiej pasji. Wciąż byłam zdania, że lepszego ochroniarza niż Howard nikt mi nie zapewni, ale przecież nie mogłam się sprzeciwić nowej pani prezes, czyż nie? Tym bardziej w chwili, gdy sama dawała mi wyższe stanowisko.
Mimo, że gotowało się we mnie i miałam ochotę wydrapać Marie-Henning te jej zdradzieckie oczy, przywołałam na swoje usta swój słynny uśmiech numer pięć, jednocześnie wykonując skinienie głową, jakbym chciała jej podziękować za ten... Zaszczyt. Choć czy mogę tak nazwać moment, w którym zostaję skazana na jeszcze częstsze widzenie jej gęby?
Nie minęła jednak chwila, gdy zaczęłam się rozglądać po innych uczestnikach tego jakże miłego spotkania i dostrzegłam, jak to Sanders się mi przygląda. Wiedziałam, że prawdopodobnie w pierwszej chwili przechodził niemal to samo, co ja. Teraz pewnie jednak wkurzał się jeszcze bardziej słysząc, że i ja stanę nieco wyżej.
Chociaż kto wie? Może dwie, piękne, silne, reprezentatywne kobiety naprawdę obrócą nas obecny wizerunek? Musiałam o to zadbać. Tego byłam pewna. Nie zamierzałam się jednak teraz wychylać.

Widać było jednak po innych, że większość jest zdziwiona tak nagłymi - i można by wręcz pomyśleć, że nieprzemyślanymi - decyzjami. Tak wiele zmian zapowiadało wiele papierkowej roboty... I na pewno nie wszystkim się to podobało.
- Tak. Wszystkie oficjalne nagrania zostały zabezpieczone. Nad nagraniami i zdjęciami prywatnymi zarówno my jak i ludzie z D.O.G.S. nie mamy pełnej kontroli, ale cenzura w tym kraju wciąż jest silna. Namierzamy każdą próbę wyjawiania tego sekretu. - Odpowiedział jeden z mężczyzn z zarządu z całkowitym spokojem. A przynajmniej taki wydawał się jego głos.
- Czy mają państwo jeszcze jakieś pytania? Czy mamy do poruszenia również inne kwestie na forum? - Po chwili padło pytanie z ust mężczyzny, który na samym początku rozdał awanse. Wszyscy mieli tutaj pełne ręce roboty i było widać, że z niecierpliwością czekają na zakończenie tego spotkania...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-04-22, 23:02   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Słodki smak zwycięstwa ustąpił lekkiemu niezadowoleniu. Co można powiedzieć? Chciwa była z niego szuja i chociaż dostał większy dostęp, to wciąż było mu mało, widząc jak jego koleżanki dostępują jeszcze większych zaszczytów. Przyszłość GC…. Nie był pewien jak bardzo go interesuje. Wiązał z tą organizacją przyszłość, więc chciał żeby jak najlepiej się rozwijała i hajs wciąż się zgadzał, a on mógłby dalej robić swoją karierę. Z drugiej strony wciąż na piedestale stał on sam. Chciał, żeby GC nie popadło w ruinę, bo związał swoje losy z tymi pojebusami.
Chciał jednak, żeby w tym momencie to wszystko już się skończyło. Miał zamiar pogratulować obu paniom nowych stanowisk i po prostu zabrać się stąd do domu, wylizać rany i wrócić do tego co robił na co dzień.
Niestety nie mógł nic poradzić na problem nagrań. Na ich nieszczęście mogły być w prywatnych rękach i byłoby miło, gdyby się ich pozbyli. Może powinni podszyć się pod jakiś zwolenników mutantów i zacząć ich szukać? Wtedy naiwni obrońcy sami przesyłaliby im swoje namiary, by oddać cenne dowody w ręce uciskanych? Nie chciał z tym wyskakiwać, bo nikt nie pytał ich o zdanie jak temu zaradzić. Dopiero co zyskał nowe stanowisko, nie było potrzeby od razu zabierać głosu.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-04-29, 18:44   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Pozbyć się Very?? Oj nie kusić losu, bo Lou najchętniej by się jej pozbyła. Przecież ta kobieta aż za bardzo ją przypomina. Czego pani Hanning nie chciała przyzna sama przed sobą, a już na pewno przed nikim innym. Dając Verze ten awans miała swój plan w głowie i tylko jej było on znany. Może kobieta jest od niej starsza o jakieś dziesięć lat, ale też trzeba jej przyznać, że jest dość wpływową osobą. Taki potrzebuje GC zwłaszcza jak poprzedni prezes okazał się kreaturą. Jeszcze Lou nie może zrozumieć jak on zdało się ukryć przez tyle lat ze swoją obrzydliwością. Najważniejsze, że większość nagrań została przechwycona, ale to nie znaczy, że mogą czuć się bezpiecznie. Jednak Lou nie miała żadnych pytań ani nic do poruszania. Jedynie na osobność z Verą. Jednak tym mogła się zająć później.
Rozjerzała się po zgromadzonym i wyglądało na to, że nikt nie ma nic do dodania.
- Wygląda na to, że nikt nie ma już nic dodania. Sądzę, że i tak na razie nic więcej nie jesteśmy zrobić i najlepiej będzie zakończyć te spotkanie - powiedziała, bo w końcu ktoś musi powiedzieć na głos. Nie ma co przeciągać tego spotkania nie skończoność.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-05-08, 16:51   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Mężczyzna ostatni raz rozejrzał się po pełnej sali konferencyjnej, wzdychając ciężko.
- W takim razie spotkanie uważam za zakończone. - rzekł z delikatnym klaśnięciem w swe dłonie, po czym w końcu zajął jedno z miejsc siedzących przy stole. Zaczął wymieniać szepty z resztą zarządu, gdy pozostali uczestnicy, mający zdecydowanie ważniejsze rzeczy do zrobienia, zaczęli się rozchodzić.

A ja? Siedziałam. Wciąż siedziałam, analizując całą sytuację. Wiedziałam, że teraz będziemy pod jeszcze czujniejszym okiem rządu. Wiedziałam, że to wszystko nie wróży nic dobrego - zresztą sam mój awans był na to dowodem. A teraz? Moja dalsza kariera zależała od wszystkiego, co będzie sobą reprezentowało GC. Nie mogłam na to pozwolić. Nie mogłam tego spieprzyć...
Przywołałam na swej twarzy delikatny uśmiech - jeden z tych, dzięki którym nie wyglądałam jak kompletnie wyprana z emocji sucz - ot, trochę to zawsze ocieplało mój wizerunek.
- Dziękuję Louanne za ten zaszczyt. - Rzuciłam w kierunku Marie-Henning, odwracając ku niej mój wzrok, po czym wstałam i poprawiłam swoją spódnicę. - Teraz jednak wybacz, że nie mogę się oddać... Naszym... Ploteczkom. - Przerwałam na chwilę, utrzymując dobrą minę do złej gry - Ale wiesz, obowiązki wzywają. - Dodałam w końcu, pokazując jej szereg moich białych zębów, jakbyśmy właśnie się spotkały podczas uroczych zakupów na eko ryneczku. Pomachałam jej jeszcze delikatnie palcami jednej dłoni, na znak pożegnania, po czym sama skierowałam się ku drzwiom wyjściowym, za którymi wciąż czekał na mnie Howard. W drodze do nich jednak, skupiłam swój wzrok przez chwilę na Billym. Nie powiem, zaimponował mi swoimi ostatnimi wyczynami. W sumie tacy ludzie byli bardziej, niż pożądani w naszych szeregach. Będę musiała jednak znaleźć inną okazję, by móc mu pogratulować...

[z/t]
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-07-19, 22:50   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


//18 kwietnia, przed południem.

Nie działo się dobrze...

Wciąż nie byłam w pełni sił przychodząc do biura. Ba. Wciąż powinnam była zostać pod opieką mojego lekarza i stałą kontrolą po wypadku sprzed miesiąca. Moje przeżycie uznawano niemalże za cud - w końcu moja choroba z każdym dniem coraz bardziej postępowała i jakiekolwiek zranienia mogły się okazać dla mnie śmiertelne. Bycie jednak ważną osobistością jak i posiadanie matki w służbie zdrowia... Często okazywało się bardzo pomocne.
Nie byłam dziś ubrana w żaden ze swoich sygnowanych stroi - miałam na sobie płaskie buty i prosty, choć wciąż markowy garnitur. W końcu musiałam stawiać na wygodę w trakcie rehabilitacji, po której już prawie nie było śladu - no, może poza temblakiem na prawej ręce. Staraliśmy się jednak utrzymać całe to zdarzenie w ciszy, poza rozgłosem mediów, by jeszcze bardziej nie ryzykować mojego życia. Co najgorsze, mój zaufany ochroniarz, Howard, również ucierpiał w trakcie tego wydarzenia, przez co teraz byłam skazana jedynie na towarzystwo tego dryblasa - Jamesa, u którego boku wkroczyłam do sali konferencyjnej. Wciąż mu nie ufałam, szczególnie od dnia, gdy moi więźniowie dziwnym trafem samodzielnie opuścili cele - nie miałam jednak żadnego dowodu na to, by to właśnie Reynolds za tym stał. Również Louanne wciąż utrzymywała swoje zdanie, że ten mężczyzna jest jednym z lepszych członków helis. Cóż więc mi pozostawało, poza utrzymywaniem dobrej miny do złej gry?
Zajęłam jedno z miejsc siedzących, biorąc głębszy wdech i oczekując na przybycie pozostałych. Liczyłam na to, że moja wiadomość dotarła do wszystkich. Dzisiaj mieliśmy do omówienia... Bardzo ważną dla mnie kwestię. Nie wtajemniczałam w nią nikogo z zarządu. Nie było takiej potrzeby.
Byłam jednak pewna, że to spotkanie nie zakończy się spokojnie ani miło, jak i że z pewnością wzbudzi kontrowersję. Wszyscy w GC powinni jednak już się poznać na moich metodach i ich nie kwestionować. Teraz liczyło się nasze wyższe dobro... Na sentymenty przyjdzie czas po zakończeniu wojny...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2018-07-19, 23:14   
   Multikonta: Bradley Grey


// najnowszy - 18 kwietnia

Scarlett była właśnie po treningu, kiedy otrzymała wiadomość o zebraniu. Nie miała go dzisiaj w planach, ale ostatecznie rozkaz to rozkaz i musiała iść. Poza tym była ciekawa co mogło się wydarzyć. Chętnie dowie się czegoś nowego, zwłaszcza że na pozycji, na której się znajdowała rzadko otrzymywała ważniejsze informacje. Była zbyt nisko w tej hierarchicznej drabinie. Trochę jej to przeszkadzało, ale ostatecznie nie mogła nic z tym zrobić. Za jakiś czas może uda jej się awansować?
W każdym razie po treningu udało jej się jeszcze wykąpać i doprowadzić swoje włosy do względnego porządku. Ubrała się w dżinsy i koszulę w kratę, po czym poszła do miejsca, w którym miało się odbyć zebranie. Weszła do sali konferencyjnej nieco spięta. Zwłaszcza kiedy zobaczyła Verę i obok jej brata. Coś wisiało w powietrzu. Scottie spojrzała na rękę Very i podejrzewała, że spotkanie ma coś z tym wspólnego, dlatego powstrzymała się od pytania. Przywitała się z nimi krótko i usiadła na jednym z miejsc.
Spojrzała na brata i zamyśliła się na moment, wspominając ich ostatnie spotkanie. Takiej dawki czułości nie otrzymała od niego od lat. Mogła więc przypuszczać, że coś się z nim dzieje i w jakiś sposób mięknie. Nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle. Nie wiedziała, czy tylko w stosunku do niej ma taką słabość, czy jest ktoś to go złamał. To jej brat, chciała dla niego jak najlepiej. Ciężko było jej z myślą, że pewnego dnia ktoś stanie się dla niego ważniejszy niż ona. Mimo że nigdy nie okazywał chęci randkowania to nie wątpiła, że jakaś kobieta zdoła go usidlić. Podstępne stworzenia.
Potem przeniosła wzrok na Verę i uśmiechnęła się. Jest piękną kobietą, ale tak samo jak piękną to okrutną. Wiedziała do czego jest zdolna, zresztą wszyscy tu wiedzieli. Zastanawiała się, czy jej ręka ucierpiała w wyniku tortur, czy ktoś próbował ją dopaść w ramach zemsty? Vera była kimś w rodzaju mentorki dla Scottie. Dużo ją nauczyła i choć dziewczyna nie zawsze pochwalała jej metody, to zwykle nie mówiła tego głośno. Wmawiała sobie, że dla dobra ludzi tak trzeba.
A czego będzie dotyczyło dzisiejsze spotkanie? Chyba zaraz się dowiedzą.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
Margaret Trailor



Be like snow - beautiful but cold.

finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc





name:

Margaret Trailor

age:
28 lat

height / weight:
168/55

Wysłany: 2018-07-20, 19:26   
   Multikonta: Fay


//18.04.2018

Także Margaret Vera nie poinformowała czego dokładnie miało się tyczyć dzisiejsze zebranie. Nie mogła powiedzieć, żeby jej się to podobało, naprawdę nie znosiła niespodzianek. Wolała mieć wszystko jasno określone i poukładane, żeby móc kontrolować sytuację i przygotować się na każdą ewentualność.
Dodatkowo irytujący był fakt, że nie wiedziała na ile poważnie sprawy się mają i... jeśli za kilka minut okaże się, że to jakże istotne spotkanie ma dotyczyć reform treningu czy omówienia kolejnej akcji, na czym ani trochę się nie znała... cóż, nie będzie zbytnio zadowolona, bo takie rzeczy mogła załatwić zdalnie, a nie fatygować się do siedziby. Ostatnio i tak prawie nie wychodziła z biura, a dzisiaj w związku z tym wydarzeniem będzie musiała zostać w nim jeszcze dłużej.
Wychodząc z czarnego samochodu nie przestawała rozmawiać przez telefon, to samo w drodze korytarzem i w windzie. Dopiero będąc kilka metrów od sali konferencyjnej musiała przerwać połączenie i wsunąć telefon do jednej z przegródek torebki. Ochroniarzowi poleciła zostać na zewnątrz, a sama weszła do środka.
W sali nie było zbyt wiele osób, z czego jakoś nieszczególnie była zadowolona, bo już widziała te minuty zmarnowane na czekanie na pozostałych. Z jedną z kobiet przywitała się jedynie skinieniem głowy, a jeśli chodziło o Verę, to postanowiła zająć miejsce naprzeciwko.
- Witaj, Vero, mam nadzieję, że powrót do zdrowia idzie całkiem sprawnie? - spytała uprzejmie, rzucając krótkie spojrzenie na jej temblak. torebkę położyła na krześle obok, po chwili także zawieszając na jego oparciu szary płaszcz, zostając w samej klasycznej, czarnej, ołówkowej sukience z niewielkim dekoltem i szarym paseczkiem w talii - Czego omówienie jest tak ważne, że do ostatniej chwili nie można uchylić nawet rąbka tajemnicy? - dodała, zajmując swoje miejsce i zakładając nogę na nogę. Najwyraźniej mieli jeszcze chwilkę, więc pewnie gdy dostała od kobiety odpowiedź nie podjęła dalszej rozmowy zajmując się telefonem, który po rozpoczęciu zebrania położyła na stole obok siebie.
[Profil]
  [0-]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-07-22, 15:11   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


// 18 Kwietnia

Jak ten czas szybko leci... Mają już polowe kwietnia, a mogło się wydawać, że nie dawno był początek marca. Cóż ostatni miesiąc był ciężki i pracowity. Udało im się osłabić Bractwo, ale na pewno gdzieś tam jeszcze ukrywają się mutanci. Rząd pojmał jej siostrę więc ta nie biega po lesie bawiąc się bohaterkę i wybawicielkę. Jednak nie wszystko szło dobrze... Trudna rozmowa z Verą, którą musiała odbyć słuchając uwag kobiety na temat jej ochroniarza. Cóż musiała się pogodzić obecnością mężczyzny. Ponieważ Louanna nie zamierzała ustąpić w tej sprawie. Albo dojdą do porozumienia i nauczą się działać razem, albo się pozabijają. Chociaż szczerze Lou wierzyła w ten pierwszy wariant. Po ostatnim wypadku Very widać było, że kobieta jest w niebezpieczeństwie, bo te wynaturzenia obrały sobie ja za cel. Tym bardziej dowodzi to temu, że potrzebuje ochrony... Więc oby to spotkanie nie było o tym.
Louanna z jednej strony było ciekawa co wymaga tak natychmiastowego wyzwania zebrania. Zwykle taki rzeczy planuje się kilka dni wcześniej. By ludzie mogli się przygotować, a nie tego samego dnia. No cóż trzeba się przyzwyczaić w końcu czego innego można było spodziewać się po Verze. Jednak Louanna była również wkurzona, że ta nie raczyła jej po informować o temacie tego zgromadzenia. Komu jak komu, ale jej powinna była powiedzieć. Była prezesem więc jak nie patrzeć to też przełożoną Very. Czemu ta zataja przednią takie informacje. Na pewno z nią porozmawia o tym później. Teraz poszła na to spotkanie. Kompletnie nie przygotowana, musiała nawet swój wygląd poprawić przed wejściem na sale. Znała kobiety z GC większość zawsze wygląda prost idealnie wyprasowanych, markowych ubraniach oraz zadbanymi fryzurami czy też perfekcyjnym makijażem. Nie chciała zbytni do nich odbiegać. Zwłaszcza, że na codzienny nie dbała o takie rzeczy. Bardziej od wyglądu ceniła wygodę.
Już wchodząc na sale nie pomyliła się co do wyglądu swoich towarzyszek. Nawet Vera wyglądała dobrze pomimo jej temblaka.
- Witam - -przywitała się zamykając za sobą drzwi. - Mam nadzieję, że się nie spóźniłam - chociaż wystarczyło jedno spojrzenie, by przekonać się, że brakuje kilku osób.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-23, 09:16   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Na spotkaniu pojawił się jako jeden z ostatnich. Desperackie ratowanie pozycji GC ostatnimi czasy chyba było ich priorytetem. Niepotrzebny szum medialny, niewygodne pytania dziennikarzy, zła prasa, a na dodatek DOGS powoli przejmujące cały interes. Zdawało się, że ci ostatni chcieli mieć monopol na mutanty. Nie problemy jego ukochanej organizacji jednak zawracały mu teraz głowę, przynajmniej nie problemy tej natury. Bardziej martwiły go problemy finansowe, które najwyraźniej były dobrze ukrywane przez ważniejszych członków zarządu.
Póki co miał zamiar obserwować sytuację. Był jednym z młodszych pod wpływem stażu członków zarządu. Nikt szczególnie nie zwracał uwagi na to jaką dokładnie ma opinię na dany temat. I dobrze. W tym momencie potrzebował być niedostrzegalny przez resztę, żeby móc spokojnie zaplanować swój kolejny krok. Haywell naważył bardzo gorzkiego piwa, a Bill nie był pewien czy jest gotowy na taką gorycz. Jego miejsce zajęła kobieta, która jego zdaniem niekoniecznie nadawała się na tą funkcję. Przynajmniej nie był to ktoś w kogo mógłby uwierzyć na tyle, że miałby chociaż ułamek pewności że jakoś wykaraskają się z tego bagna. Chmury zbierające się od jakiegoś czasu nad ich głowami miały wywołać burzę. Czuł, że od tego nie będzie ucieczki. Nie wiedział jednak czy jest sens być tu by doglądać gospodarstwa, skoro i tak skazane było na straty. Lubił GC ze względu na pieniążki, jeśli jednak ich nie mieli… Za co innego miał ich lubić?
Skinął głową na powitanie obecnym już członkom zarządu, zajmując miejsce gdzieś na środku stołu.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5