Poprzedni temat «» Następny temat
Bar
Autor Wiadomość
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-07-13, 00:16   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Viggo pożegnał się z dwójką klienktów po czym zamknął bar i sam poszedł do domu.

/zt
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-07-20, 01:10   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


/10.Kwietnia

Viggo musiał w końcu się wyrwać od swojej nowej, bardzo chcianej współlokatorki. Pierwszy raz mieszkał z kobietą, inną niż jego matka i szczerze mówiąc jeden, cały dzień wystarczył by mężczyzna miał już tego serdecznie dość. Najpierw uważa go za potwora, później rozmawia z nim jak gdyby nigdy nic.. Siedzisz w bluzie, gorąco, zdejmiesz bluzę to cię omija szerokim łukiem.. Ech, coraz bardziej pewien był, iż chyba nigdy nie zdecyduje się na związanie się z jakąkolwiek na czas dłuższy niż jedna noc. W tego wszystkiego uratował go fakt iż musiał iść dzisiaj wcześniej do pracy, gdyż jego jaśnie szef stwierdził że alkohole są poukładanie nie tak jak powinny a po ostatnim wielkim sprzątaniu tego przybytku wypadałoby aby ładnie się prezentowały.
Tak więc mężczyzna stał teraz pod jego miejscem pracy dopalając na spokojnie papierosa. Już chciał otwierać frontowe drzwi, gdy przypomniało mu się że zamek nadal nie był naprawiony i nie miałby później możliwości zamknąć ich od środka, zmuszony był więc użyć wejścia od zaplecza, którego naprawdę nie lubił. Westchnął ciężko po czym poczłapał na tyły lokalu.
Gdy mężczyzna wchodził do środka, kątem oka zauważył jakąś postać zbliżającą się do niego. W pierwszej chwili mężczyzna nie miał najmniejszego pojęcia kim ów jegomość mógł być, już nawet naszykował się by użyć na nim swoich mocy... Dopiero po chwili, gdy mężczyzna przybliżył się do niego zauważył znajomą postać, postać o której myślał że była już martwa. Mężczyzna wszedł do środka, zostawiając jednak uchylone drzwi na zaplecze, w końcu lepiej witać się w środku, gdzie nie ma żadnych, nie chcianych uszu i kamer.
Viggo włączył światło na zapleczu w między czasie kurwując na przedmioty które miał poukładać dobry miesiąc temu. Dopiero teraz, gdy jego znajomy wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi na cztery spusty mężczyzna uśmiechnął się.
- Henderson ty stary draniu! Byłem pewien że gryziesz ziemię, miło Cię widzieć - Norweg uścisnął dłoń swojego kompana po czym przeszedł na główną salę, i zapalił na niej światła. Okno i drzwi zakryte były potężną, przemysłową roletą. Barman rzucił swoją kurtkę gdzieś w kąt, po czym przysiadł na swoim krzesełku.
- Chcesz coś ? Co się z tobą działo? Opowiadaj - powiedział po czym nalał sobie szkockiej i swojemu gościowi również, jeśli wyraził na to ochotę.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-07-23, 22:41   
  

   1 Rok na Giftedach!


Od czasu lekkomyślnego napadu na placówkę DOGS Ronnie zniknął z radarów. Wolał nie kusić losu. Od kilku lat był poszukiwany, ale po wszystkich wydarzeniach z poprzedniego miesiąca wolał nie kusić losu. Bractwo uważało ich za zdrajców, więc czuł że nie może ufać większości swoich starych kontaktów, głównie tych związanych z Bractwem. Wiedział, że niewielu będzie chciało mu jeszcze pomóc. Nie żeby zawsze był typem liczącym na wsparcie innych, ale wcześniej znajomość z łowcą Bractwa było po prostu opłacalna. Miał informacje, mógł załatwić komuś bezpieczny kąt, gdy potrzebował pomocy... Teraz był tylko spłukany zbiegiem, który zamieszkiwał opuszczoną, rozpadającą się chatkę w lesie pośrodku niczego. Zdawał sobie sprawę ze swojego położenia i wiedział, że wychodził już z gorszych tarapatów. Nie miał zamiaru jednak siedzieć bezczynnie, tym bardziej gdy od jakiegoś czasu żyli z pieniędzy Fay, a ta w chwili złości mu to wypomniała. Po części to była kwestia najzwyklejszej męskiej dumy. Dlatego też postanowił odezwać się do kogoś kto nie stał po żadnej ze stron. Kogoś kto miał gdzieś te wszystkie konflikty i właśnie takim kimś był Viggo.
Pojawił się w barze, licząc że właśnie tam go zastanie. Nie miał zamiaru nachodzić go w domu, więc po prostu obserwował budynek dopóki nie zobaczył wchodzącego do niego Hetfielda, a zaraz po tym sam skierował się w tamtą stronę. Poprawił czapkę, by żadna z ulicznych kamer nie zarejestrowała jego twarzy. Zresztą ciężko było w nim rozpoznać tego mężczyznę sprzed ponad miesiąca. Włosy sporo mu podrosły, podobnie jak broda. Ciężko było skojarzyć go z tamtym mężczyzną, ale Viggo go nie zawiódł. Nie ściągnął czapki dopóki nie przekroczył progu zaplecza. - Trudno się mnie pozbyć. - uniósł lekko kącik ust, potrząsając dłonią mężczyzny. Rzucił czapkę na stół, przeczesując rozczochrane włosy. - Miałem ostatnio kilka nieprzyjemności, ale jak widać nie taki diabeł straszny jak go malują i jestem cały i zdrowy. - rozłożył ręce, opierając się o jeden z blatów. Skinął głową na znak, że napije się z nim. Zwykle nie pił, ale skoro powstał z martwych to chyba była całkiem niezła okazja, żeby to uczcić. - Przynajmniej fizycznie, bo przyszedłem do ciebie z problemem za rozwiązanie, którego nie jestem w stanie się w tym momencie odwdzięczyć.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-07-23, 23:51   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Trzeba przyznać iż myślenie Ronniego było naprawdę trafne, w końcu mężczyzna od kilku lat nie rozstawał się z tym miejscem i mimo iż jego szef go delikatnie mówiąc irytował, a to miejsce miało więcej wspólnego z podejrzaną spelunką niż porządnym barem mężczyzna miał tu bardzo dobry przypływ informacji. W końcu na jego klientów nikt nie zwraca uwagi, kogo obchodzą drobne pijaczyny lub robotnicy... To oni zazwyczaj mieli dla niego najciekawsze informacje i nie raz najcenniejsze informacje które zdradzali mi za darmo, chcąc po prostu poplotkować z kimś kto najzwyczajniej ich wysłucha.
Viggo pokiwał głową na jego słowa, cóż powoli zaczynał podejrzewać że jego mocą jest jakieś zmartwychwstanie czy coś w tym stylu, albo że umiał złożyć się z powrotem ze skrawków jak pieprzone puzzle.
- Fakt trudno. Słyszałem o ataku na to całe wasze bractwo, nieźle was poharatali, ba nawet złapali tę dziewczynkę co wami dowodziła jak ona ma... Corine? Mniejsza, dość głośno o tym ostatnio było. - Viggo nie wiedział iż jego przyjaciel brał udział w ataku na ośrodek DOGSów, ba nawet nie wiedział czy naprawdę miał on miejsce w końcu gazety milczały a on słyszał jedynie pogłoski od jakiegoś rządowca, który opłakiwał kumpla w jego barze.
Mężczyzna gdy tylko polał im alkohol wziął do rąk szklaneczkę, stuknął nią o szklaneczkę przeznaczoną dla Hendersona i wlał zawartość do gardła na raz, po czym wyjął spod blatu popielniczkę i paczkę fajek. Mężczyzna odpalił jednego z nich, dając przyjacielowi znać żeby się częstował jeśli chce. Norweg wysłuchał uważnie tego, co miał mu do powiedzenia jego przyjaciel. Cóż, tak podejrzewał że Ronnie nie odwiedził go ot tak, bez powodu spytać się co u niego albo powspominać dawne czasy. A więc omawiali biznesy. Viggo założył ręce na piersi.
- Tak też sądziłem że nie odwiedziłeś mnie bez powodu. - głos mężczyzny spoważniał a on sam zrobił chwilę przerwy by zaciągnąć się papierosem.- Po pierwsze wytłumacz mi na czym ten problem polega, po drugie wyjaśnij mi czemu nie będziesz mógł się odwdzięczyć. Dobrze wiesz że potrzebuję informacji, zanim zacznę rozwiązywać czyjeś problemy. - oznajmił spokojnie, uważnie przyglądając się twarzy swojego towarzysza, przeszli od razu do biznesu, a każdy wie że biznesy mężczyzna traktuje na poważnie, nie zależnie od tego czy są robione z kurwą, dobrym przyjacielem czy mafią.
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-08-20, 09:14   
  

   1 Rok na Giftedach!


Musiał przyznać, że przykrywka Viggo była dość dobra. Mało kto zwracał uwagę na takie miejsca, których w Seattle było przecież od jasnej cholery, a jeszcze mniej ludzi dostrzegało barmana. Człowieka, który po prostu dolewał, niepozornego, zawsze kręcącego się na obrazku, jednak nigdy nie przyciągającego większej uwagi. Gdyby tylko mógł sam ustawiłby się w ten sposób, ale fakt że jego twarz znajdowała się od lat w rządowych aktach, sprawiała że musiał prowadzić życie zbiega. I musiał to przyznać. W Bractwie było łatwiej. Rozleniwił się przez ostatnie cztery lata, pozwalając sobie na przywiązanie do tego miejsca, do niektórych ludzi. Nie dostrzegł momentu, w którym zaczęło mu po prostu zależeć. W każdym razie ten okres jego życiu już się zakończył i.. co mu pozostało? Nic. Był uwięziony w starej chatce pośrodku niczego, bez kasy i bez nadziei na to, że coś kiedykolwiek się ułoży. Można nawet stwierdzić, że w tym momencie był lekko zdesperowany.
- Colleen. - poprawił go, kiwając głową. Mimo swojej kłótni z młodą przywódczynią Bractwa musiał przyznać, że nie ucieszył się, słysząc tą wiadomość. W końcu nie życzył jej źle. Szanował Yvonne i po części z tego powodu miał jakieś poczucie obowiązku względem jej córki, które jednak szybko wypaliło się. I no cóż… Był tutaj. - Bractwo upadło, ale z tego co niektórym udało się przetrwać i przenieśli się do nowej kwatery. - powiedział. - Właściwie to nie byłem w Bractwie, gdy to się stało i nie był to fart. - uśmiechnął się krzwyo.
- Ciężkie czasy, Viggo. - wzruszył ramionami.
- Jestem kompletnie spłukany, a nie mogę wybrać się teraz w podróż przez cały kraj, by odzyskać oszczędności. Odeszłem z Bractwa, więc nawet nie uraczę cię jakąś ciekawą informacją. Potrzebuję pieniędzy. Nie ważne w jaki sposób, nie ważne skąd.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-08-22, 16:48   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Mężczyzna uśmiechnął się gdy Ronnie go poprawił po czym machnął ręką. No, to jak ta mała miała na imię naprawdę go nie interesowało w końcu na co mu to było? I tak nie poprawi to jego opinii na temat tej małej, W końcu jak ktoś w tak młodym wieku miał wiedzieć jak przewodzić takiej grupie i walczyć z rządem? No właśnie. Gdy tylko mężczyzna wypił swoją whisky od razu napełnił swoją szklaneczkę ponownie do pełna, no przecież nie będzie siedział o suchym pysku !
- Gdzie wtedy byłeś? -spytał po to żeby dokładniej poznać jego sytuację, w końcu musiał wiedzieć w jakiej sytuacji jest obecnie jego przyjaciel by móc mu lepiej pomóc, bo akurat to że był poszukiwany wiedział od dawien dawna. Niestety ten fakt wcale nie poprawiał sytuacji Ronna, w końcu nie mógł zamieszać się w dilerkę albo przemyt gdyż pierwszy lepszy patrol jaki by go zauważył od razu wsadziłby go za kratki. Viggo zaciągnął się papierosem po czym wlał sobie do gardła kolejną dawkę alkoholu. Po czym przyjrzał się uważnie mężczyźnie.
- Nie masz informacji, nie mogę więc zaproponować ci że je dla sprzedam i odpalę procent. Jesteś też poszukiwany więc odpada wszelkiego rodzaju dilerka czy przemyty, wszyscy są ostatnio naprawdę ostrożni i prędzej wpakują ci kulkę w łeb niż się na to zgodzą.. - powiedział spokojnie. Nie chciał zostawić przyjaciela w takiej sytuacji w końcu miał u niego dług wdzięczności jeszcze ze starych czasów... Mężczyzna zaczął głaskać się po brodzie mając nadzieję że to pomoże mu się skupić i wymyślić jakiś plan jak Ron mógłby zdobyć jakąś pracę. Żarówka w końcu zaświeciła się nad jego głową a mężczyzna wyszczerzył się w podłym uśmieszku.
- Umiesz się bić co nie, Vibe? - zapytał przyglądając się mu uważnie i czekając na odpowiedź a gdy ją w końcu usłyszał zaśmiał się pod nosem. Wydawałoby się że jego oczy błysnęły z ekscytacji na jego własny plan - Co powiesz na mały szwindel? Wiem gdzie organizują nielegalne walki na pięści, idzie na tym całkiem nieźle zarobić. Niestety nie masz szans aby przeżyć więcej niż trzy walki, większość uczestników jest napakowana sterydami i innym badziewiem...- Tu zrobił przerwę by przyjrzeć się reakcji przyjaciela i zaciągnąć swoim papierosem. Wydawało by się nawet że mężczyzna specjalnie, jak na złość wypuszcza powietrze z płuc bardzo powoli. - Nie masz szans chyba że połączymy siły, wystarczy że dasz radę w nich trafić, ja wtedy użyję swojej mocy aby odczuli to dużo mocniej niż powinni. Podzielimy się pieniędzmi pół na pół, co Ty na to?- zapytał nadal mu się przyglądając. Ach Hetfield jesteś geniuszem!
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-08-24, 22:54   
  

   1 Rok na Giftedach!


No cóż… Ronnie myślał podobnie, dlatego też częścią Bractwa już nie był. Może odszedł w nieodpowiednim momencie, może spieprzył sprawę, może i na jego rękach też była krew tych, którzy polegli, ale akurat pod tym względem nie żałował swojej decyzji. Podporządkowanie się Yvonne było trudne, wątpił żeby udało mu się zrobić to kiedykolwiek dla Colleen. Jedyne co go trzymało po zmianie władzę to fakt, że postrzegał tamto miejsce jako swojego rodzaju dom i przez to zapomniał, że nigdy takiego nie miał i mieć nie będzie. Ale teraz miał już jasność. Po co miał się oszukiwać? Być może gdyby obecnie był sam łatwiej byłoby mu naprawić swoją sytuację. Mógłby zaszyć się gdzieś daleko od Seattle. Odezwać się do starych znajomych, zarobić trochę kasy na boku i wypieprzyć gdzieś daleko do Meksyku, ale nie mógł tego zrobić. Dlatego właśnie tu był. Musiał poradzić sobie ze zranioną dumą, bo nie zdarzało mu się przychodzić do nikogo i prosić go o pomoc, nie mając niczego w zamian. Musiał przywyknąć. Nie mógł jednak żyć z pieniędzy Fay i nie dokładać się do poszukiwań rodziny Penny. Już raz pokłócili się i wyszła sprawa związana z funduszami, męska godność ucierpiała i miał zamiar naprawić to w jakikolwiek dostępny mu sposób.
Chrząknął głośno. - W DOGS. Dziesięć pieprzonych dni. - powiedział, popijając te słowa solidnym łykiem whiskey. - Sprawy trochę się skomplikowały. Ze mną. Z Bractwem. Gdybym mógł zrobić to w inny sposób, znalazłbym go, ale mam związane ręce, brachu. - powiedział szczerze, bo chyba nie było potrzeby owijania w bawełnę. Przecież Ronnie był godnym zaufania człowiekiem, przynajmniej z perspektywy tych, którzy zasługiwali na jego uczciwość. Nie było sensu ściemniać. Chciał zarobić. Potrzebował pomocy starego kumpla.
Przez chwilę palił papierosa, wypuszczając z ust okręgi dymu, które powoli rozpływały się w powietrzu lub rozbijały się, natrafiając na przeszkody. Gdy usłyszał słowa Viggo, pochylił się do przodu, niszcząc jedną z nich. - Powiedzmy.
Na twarzy Ronniego odmalowało się zaintrygowanie. Widział po Viggo, że w jego głowie pojawił się jakiś pokręcony pomysł, który zresztą zaraz mu przedstawił. Podrapał się po brodzie, analizując to co powiedział Hetfield. Czy umiał się bić? Owszem. Wytrenował nie jednego Łowcę w Bractwie, jednak to o czym mówił Viggo to był zupełnie inny poziom. On był żołnierzem. Gdzieś obok umiejętności walki wręcz była też umiejętność posługiwania się bronią i inne niezbędne sprawności. Nie był profesjonalistą, a już z pewnością nie mógł równać się z ludźmi, którzy robili to na co dzień dla szmalu. Tak jak mówił Viggo. Mogło mu się poszczęścić raz, może dwa, jednak ostatecznie by przegrał. Jednak… Czy nie brzmiało to odrobinę kusząco? W jakimś pojebanym świecie to mógł być naprawdę dobry pomysł, ale w grę wchodziło przestawianie kości, łamanie żeber i potencjalny uszczerbek na zdrowiu. Ronnie był na tak. - Myślę, że mógłbym wytrzymać na tyle, żeby porządnie trafić. - odpowiedział w końcu, przesuwając palcami po brodzie. Był rosłym mężczyzną, może nie tak jak ci, którzy tam walczyli, ale też nie wyglądał na chuderlaka. Mógł sprawiać chociaż pozory kogoś kto był w stanie spuścić łomot. - Jak to by dokładnie wyglądało? Jesteś w stanie skupić się na tym miejscu, w które uderzę? - zapytał, biorąc kolejnego łyka. - Jak zdadzą sobie sprawę z tego co robimy, wypatroszą nas. - zaśmiał się ponuro.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Viggo Hetfield



Hello darkness my old friend

Zadawanie bólu i obrażeń.

84%

Barman





name:

Viggo Hetfield

alias:
Pain Muffin

age:
33

height / weight:
195/90

Wysłany: 2018-08-26, 22:11   
   Multikonta: Richard, Evie
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Podróżnik w czasie


Gdy usłyszał że jego przyjaciel był przez kilka dni w siedzibie DOGS a później zwyczajniej go wypuścili przyjrzał się mu uważnie,jeszcze go nie zaatakował więc był niemal pewien że Vibe coś przeskrobał, nie podobało mu się to jednak, a co jeśli zajrzeli w jego umysł i zobaczyli samego Hetfielda? Mężczyzna doskonale wiedział że z jego mocą byłby idealną bronią dla tych rządowych dupków.
-[]b] I ot tak cię wypuścili? Sprawdzałeś czy masz jakiś nadajnik czy coś? Wiesz, oni raczej łatwo nie wypuszczają ludzi ze swoich łap..[/b]- mruknął nadal uważnie mu się przyglądając i dopiero gdy uzyskał odpowiedź na to pytanie odetchnął głośno, no nie miał zamiaru mieć na głowie rządu w końcu do tej pory świetnie wychodziło mu ukrywanie się przed rządowymi i tymi, podobno "dobrymi" ludźmi. Nie potrzebował teraz ani mutazyny, ani śledzących go kundli, w końcu wtedy nie będzie mu łatwo zarobić.
- Nie ma powiedzmy, tak albo nie- dodał gdy mężczyzna nie odpowiedział jednoznacznie, w jego planie nie było miejsca na żadne wahanie ani rozmyślania po tym jak wejdzie w ten biznes. Norweg musiał być pewien, że Ronnie go nie wystawi, nawet jeśli miał w stosunku co do niego iskierkę zaufania. Mężczyzna doskonale wiedział że ich plan może spalić na manowcach ale czy nie był warty tego ryzyka? Czy adrenalina której zaznają nie była kusząca? No i nie zapominajmy o łatwym zarobku, no przynajmniej łatwym dla niego, Ronnie będzie musiał trochę pocierpieć ale w końcu ich potrzebuje czyż nie?
Viggo wyszczerzył się podstępnie.
- Nie musisz porządnie trafiać, najważniejsze żebyś trafił. W momencie kiedy dotkniesz ciała przeciwnika ja sprawę by poczuł silny ból jak od uderzenia w tym samym miejscu. - zaczął po czym zaciągnął się papierosem i wypuścił powoli dym - Zgłaszam cię, nie pokazujemy że się znamy ot wyświadczyłem ci przysługę i czekam aż mi się za to odwdzięczysz. Gdy będziesz na ringu musisz robić uniki, żeby nie sprzątnęli cię za szybko i trafiać w nich, w tym samym momencie używam na takim gościu mocy. Mam pewne ograniczenia więc musiałbyś walczyć w co drugiej walce w ciągu dnia, muszę odpoczywać między użyciami żeby nie mieć efektów ubocznych. Jestem w stanie uruchomić ból w nerwach w miejscu w którym uderzysz, bez problemu i prawie żadnego opóźnienia. Możemy to zrobić na dwa sposoby, albo będę musiał być zaraz przy ringu i uważnie Ci się przyglądać, co może być podejrzane albo ustalić miejsca w które będziesz celował, będę wtedy w stanie szybciej zareagować..- Viggo napełnił ich szklaneczki po czym odgasił swojego papierosa - To co, wchodzisz?- zapytał jednocześnie wyciągając swoją dłoń w kierunku mężczyzny w końcu co to za deal bez uścisku dłoni?
[Profil] [WWW]
  [0+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2019-03-03, 16:23   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/ 11 stycznia 2019

Początek miesiąca nie zaczął się dobrze dla Briana. Nie dość, że był przesłuchiwany, to jeszcze jakimś cudemm udało im się zebrać na niego dowody obciążające czynów, których się dopuścił nielegalnie. Dostał wybór, otrzymał karę i nie ukrywał tego, że z taką świadomością, nie żyło mu się dobrze. Coraz częściej miewał problemy ze snem. Odnosił wrażenie, że każdy ma coś do niego, patrząc dziwnie jak na zdrajcę. Popełnił błąd. Teraz płaci za to.
Dnia dzisiejszego miał wolne. Pamiętając o tym, że obiecał Scarlett spotkanie przy piwie, umówił z nią na popołudniową godzinę. Na miejsce przybywając pierwszym. Na sobie miał czarną bluzkę rozpinaną, ustawiwszy kołnierz na stojący. Chcąc w ten sposób ukryć mały opatrunek na karku. Normalnie było mu wewnętrznie wstyd, że został zachipowany.
Zajął stolik zamawiając sobie butelkę piwa, gdzie tak właściwie nie powinien za bardzo pić, to dzisiaj zdecydował się złamać wszelkie zakazy. Jakby miał dość swojego życia. Zdjął kurtkę i powiesił na oparciu krzesła, zajmując miejsce przy ścianie. Popijał łyki ze szklanki, czekając na koleżankę.
[Profil]
  [A+]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2019-03-03, 17:33   
   Multikonta: Bradley Grey


//11.01

Rehabilitacja przebiegała dobrze. Żądza zemsty Scarlett popychała ją do szybszego wyzdrowienia. W takich przypadkach nastawienie też jest ważne, a ona robiła wszystko, żeby jak najszybciej stanąć na nogi.
Niestety cały proces przerwała niespodziewana choroba, która była paskudna. Nie wiedziała do końca co to za wirus, ale po raz kolejny jej brat ją uratował. Dzięki niemu wróciła do zdrowia, bo było z nią naprawdę kiepsko - myślała, że umrze. Co w tamtym czasie byłoby wybawieniem od bólu.
Ale to wszystko miała już za sobą, więc ponownie skupiła całą swoją energię na rehabilitacja i uwaga - tak! chodziła bez kul. Była z siebie bardzo dumna, gdy je odrzuciła. Najgorszej było wchodzić po schodach, ale rehabilitacja pomagała i było coraz lepiej, więc miała nadzieję, że wkrótce wróci do pracy. Ale póki miała jeszcze wolne to postanowiła z tego skorzystać. Umówiła się z Brianem na piwo, bo rozmawiali o tym już dawno, ale wszystko się przeciągnęło przez te wydarzenia.
Przyszła na miejsce punktualnie, choć gdy weszła do środka to zobaczyła, że Brian już jest. Uśmiechnęła się na jego widok i od razu podeszła do baru.
- Cześć - przywitała się i zdjęła kurtkę, po czym tak jak on powiesiła ją na oparciu krzesła. Jeśli mężczyzna wstał to przytuliła go na powitanie, a jeśli nie to po prostu usiadła na swoim miejscu. Miała na sobie czarne spodnie i ozdobną koszulkę na ramiączkach. Zamówiła sobie piwo, bo widziała, że Brian już zaczął.
- Miałam po drodze jeszcze przygodę, ale udało mi się być na czas. Wyobraź sobie, że jakiś damski bokser katował jakąś kobietę w bocznej alejce. Nawet w tym stanie skopałam mu tyłek. Ale jak już leżał połamany to ta głupia baba zaczęła na mnie wrzeszczeć. Gdybym w porę nie odeszła to skończyłaby w podobnym stanie - opowiedziała pokrótce co jej się przytrafiło. Była zła na kobietę, bo nie dość, że ją uratowała to ta jeszcze miała pretensje. Weź tu zrozum niektóre babska.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2019-03-03, 21:45   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nastroju do radości nie miał. W głowie kłębiło mu się dużo myśli, szczególnie krążących przy Samancie i dziecku. Jak on mógł do tego wszystkiego dopuścić? Jak mógł być tak zaślepiony i nie ostrożny? W którym momencie popełnił błąd, chcąc ją chronić? Pomóc jej?
Rozmyślania zostały przerwane, kiedy drzwi do jego stolika podeszła znajoma kobieta witając się.
- Cześć.
Odpowiedział i wstał, by ją przytulić. Ostatnio często utrzymywali ze sobą kontakt, wykluczając ostatni miesiąc, który wykluczył go z życia codziennego i zawodowego z powodu nieznanej choroby jak i zabiegu.
Gdy powitanie mieli za sobą, usiadł z powrotem na miejsce, czekając też aż i ona to uczyni, po powieszeniu swojej kurtki. I jak zwykle gadatliwa, zaczęła od wrażeń dzisiejszego dnia. To sprawiło, że uśmiechnął się lekko na wyobrażenie sobie tej całej sytuacji.
- Być może trafiłaś na skłócone małżeństwo. A u nich to widocznie takie sceny się zdarzają.
Odpowiedział na jej opowieść.
[Profil]
  [A+]
 
Scarlett Reynolds



I think I am dangerous now

-





name:

Scarlett Reynolds

alias:
Scottie

age:
28

Wysłany: 2019-03-10, 17:46   
   Multikonta: Bradley Grey


Skoro nie miał nastroju do radości to mogli się dziś upić na smutno. Dziewczynie by to nie przeszkadzało. Zresztą jeśli nie powinien pić to tym bardziej nie powinien się upić, ale ostatecznie jest dorosły i może decydować o sobie bez narzekania osób trzecich. Przynajmniej ona czegoś takiego nie lubiła.
Scottie lubiła z nim przebywać, zwłaszcza że nie miała innych znajomych. Przy nim mogła się wyluzować, więc nic dziwnego, że był jej kolegą.
- Nigdy nie zrozumiem takich kobiet. Leżała i miała pełno siniaków na twarzy, ale ostatecznie i tak go broniła. Zabiłabym każdego takiego śmiecia - powiedziała jeszcze oburzona. Co innego gdy facet uderzył ją w trakcie treningu, bo przecież ona nie była bezbronna. Sama pchała się do walki. Co innego, gdy ktoś znęca się świadomie nad słabszą kobietą.
O ironio, nie widziała tego tam samo w odniesieniu do mutantów. Pewnie dlatego, że nie postrzegała ich jako tych słabszych.
- Co u ciebie? - zapytała z uśmiechem, po tym jak pokręciła głową, by wyrzucić z głowy myśli o walkach damsko-męskich.
_________________
Oh Swettie

Monster are real

and they look like

people

[Profil]
  [B-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2019-03-10, 23:28   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dzisiaj widocznie Brian nie był w nastroju do wesołych tematów, kiedy w głowie kołatały się mu problemy. Najgorsze jest to, że nie miał takiego przyjaciela co by mógł sobie porozmawiać, wyrzucić z siebie co ciążyło na sercu i wątrobie, ani też otrzymać jakichś porad. Był zdany na siebie, ze znikomą ilością znajomości, co by ktoś mu pomógł w tej sytuacji. Straconej zawodowo.
Na jej komentarz odnośnie zdarzenia dzisiejszego, jakiego była świadkiem, uśmiechnął się jedynie. W końcu i tak sama od siebie zapytała go, co u niego. Westchnął, przyglądając się swojej butelce niemal do połowy opróżnionej.
- Średnio. Choć, mogło być gorzej. Prawie straciłem robotę.
Odpowiedział z krótkim uśmiechem. Niby zabawna odpowiedź, ale tak prawdziwa, że miała swoje miejsce w jego historii. Nie był tylko pewny, czy mówić jej wszystko, czy okroić. W dodatku, miejsce w którym się znajdowali, nie było przystosowane zbytnio na rozmowy o mutantach i DOGS. Musieliby mówić do siebie szyframi, zamiennikami.
Brian upił kolejnego, tym razem dużego łyka.
[Profil]
  [A+]
 
Ruth Duncan



Nie wolno lękać się niczego i uważać za zakazane czegokolwiek, czego pragnie w nas nasza dusza.

ożywianie snów

60%

Spytaj, a może powie





name:

RUTH X. DUNCAN

alias:
Lisica

age:
25 lat

height / weight:
168/52

Wysłany: 2019-05-17, 19:57   
   Multikonta: Christian & Wyatt
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// 15 luty, jakoś to zwolnię miejsce ale nic nie działo się przez dwa miesiące

Całe szczęście wczorajszy dzień się skończył i dopiero za rok następne Walentynki. Nienawidziła tego święta, bo psuło jej interesy. Zazwyczaj tego dni nie miła żadnych klientów i samotnie musiała spędzać wieczór. Już bardziej przemawiało do niej święto Singla, które było właśnie dzisiaj. Dlatego postanowiła wybrać się do klubu, gdzie pracuje jej znajomy barman. Nawet jeśli nie pozna nikogo ciekawego to będzie mogła napić się, pogadać ze znajomych i zdecydować o kilku sprawach. Przecież zawsze lepiej się myśli przy alkoholu niż o suchym pysku.
Wchodząc do klubu od razu skierowała się do baru, by coś wypić i mieć okazje się rozejrzeć po pomieszczeniu. Być może coś uda się jej wypatrzeć, ale tak naprawdę do liczyła, że Scott będzie w pracy. Zamiast łowić kolejnych napalonych małolatów liczyła na rozmowę. Brakowało jej rozmowy, bo z bratem ostatnio się nie widziała. Nie trafiła na żaden ślad siostry ani też nie miała co liczyć na swoje współlokatorki, bo każda zajęta swoim życiem.
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6