Poprzedni temat «» Następny temat
Seal's Motel
Autor Wiadomość
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-13, 23:49   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Spodziewała się tego wszystkiego. Takich tekstów, słów, ale… Jednocześnie nadal nie było jej łatwo. Wciąż wolała zaprotestować.
- Przecież dobrze wiesz, że GC nie będzie dla ciebie wiecznie. Póki jesteś przydatny i nie sprawiasz problemów… Pewnie tak, ale jeśli tylko coś się stanie… Co potem? Poświęcisz im całe życie i co z tego? - Spytała, rzucając przelotne spojrzenie na jego dłoń przesuwającą się po jej nagiej skórze, zostawiającą prawie namacalny ślad ciepła. - To nie jest tajemnica, tacy ludzie po prostu tak robią. - Każda organizacja - wielka czy mała - napędzana gniewem, chęcią zemsty czy walki w imię wyższego dobra opierała się w gruncie rzeczy na podobnych zasadach. Na dużych rybach i na płotkach, nawet jeśli szeroko pojętemu mięsu armatniemu udało się dostać gdzieś w rejony lepszej części łowiska, to było wyłącznie złudzenie. Najlepsze i zarazem najbezpieczniejsze miejsca były już dawno pozajmowane.
A gdy coś się działo? Grubsza akcja, powinięcie nogi, wypadek… Cokolwiek mogło momentalnie sprawić, że osłabionego osobnika zostawiało się na pożarcie. To były prawa dżungli w jeszcze bardziej okrutnym wydaniu. Nie chciała tego dla Billa, nawet jeśli on sam zdawał się być niezdrowo wciśnięty w cały ten świat. W taki sposób, że przejrzenie na oczy było chyba bliskie niemożliwości. Mimo to, próbowała. Po tym, co miało miejsce tego wieczoru, nie chciała tak tego zostawić. Nie bez dojścia do czegokolwiek, bo obecna sytuacja między nimi - ta panująca każdego dnia - wołała o pomstę do nieba. A Cass nie chciała z niego ot tak zrezygnować. Już nie…
- Nie musi tak być. - Ponownie zaprotestowała cichym, ale zdecydowanym głosem. - Gdzie się podział człowiek, który nie obawia się żadnego ryzyka, jeśli tylko czegoś chce? To naprawdę tyczy się tylko pracy? Tylko kolejnych awansów? - Spytała, samej odpowiadając sobie na własne pytanie, gdy nieznacznie pokręciła głową. Nie była w stanie w to uwierzyć. Gdyby aż tak fanatycznie cenił sobie swoją pracę, nie doszłoby do niczego, co miało miejsce w ich historii. Począwszy od pierwszego puszczenia jej wolno, poprzez obecne momenty. To zaś znaczyło, że mógł chociaż o tym pomyśleć. Czemu tego chciała, najwyraźniej wszystko utrudniając?
- Bo cię kocham. - Wyrzuciła z siebie ostatecznie, nie odwracając spojrzenia od jego oczu, po czym nieznacznie wzruszyła ramionami. - Ale przecież to wiesz, nie? - Nawet jeśli dla niej samej nie było to jednoznaczne, a nad wyraz poplątane.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-16, 00:25   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Wypuścił głośno powietrze. - Cass… Czy ty naprawdę myślisz, że jestem aż tak naiwny? Myślisz, że nie wiem tych wszystkich rzeczy? Ale wiesz, co? Jestem przydatny. I nie sprawiam problemów, ale wiesz co jest problemem… To jest problemem. - wskazał palcem na siebie i na nią. - Bo nikt tego nie zaakceptuje. Tu nie chodzi o jakąś śmieszną wersję Romeo i Julii. Jesteś mutantką. A wiesz co my robimy z mutantami? Bardzo dobrze zdajesz sobie z tego sprawę. Wiesz co JA robię z mutantami. Rozpatrujesz to w kategoriach co ja robię dla GC, ale zastanów się nad tym co GC robi dla mnie. Jest przydatne. I owszem aktualnie nie sprawia problemów. Nie mam zamiaru siedzieć i czekać aż łódź zacznie tonąć, ale nie mam zamiaru spieprzać póki jeszcze płynie. Wiedziałem i wiem jakie ryzyko to za sobą niesie. Wierz mi strzelanie do ludzi zawsze się z takim wiąże, ale nie można wygrać jeśli się nic nie postawi. Więc tak poświęcam się. Robię to co trzeba i jestem w tym dobry. Bo mam z tego zysk i podoba mi się to co osiągnąłem do tej pory i wiem, że mogę więcej. Nie proszę cię, żebyś zrozumiała, bo wiem, że nigdy tego nie zrozumiesz. Taki już jestem, Cass. Takie życie sobie wybrałem.
Złapał ją za rękę w nadgarstku, odsuwając ją od siebie. - Cassie, a czy ty nie obawiasz się ryzyka? - przysunął się do niej, by spojrzeć jej w oczy, wciąż trzymając jej nadgarstek. - Może mi się nie podobać wizja utrata wszystkiego nad czym pracowałem przez te lata, ale czy naprawdę życie ci nie miłe? Nie tylko ja tutaj ryzykuje. I szczerze powiedziawszy wolałbym, żebyś ty tego też nie robiła. - Mogła mieć go za egoistycznego fiuta i miałaby rację, ale mimo wszystko nie chciał jej wciągać w swój świat nie tylko z samolubnych pobudek. Oczywiście. Mógł zaryzkować. Przecież był cholernym spryciarzem. Przynajmniej sam tak o sobie myślał, a jego wiara w samego siebie nie miała końca. Mógłby to zrobić. Mieć ciastko i zjeść ciastko. I bóg mu świadkiem, że nie raz o tym myślał. Ale był też realistą. Nie chciał jej w swoim świecie nie tylko dlatego, że tak było łatwiej. Nie chciał jej tutaj, bo wiedział że prędzej czy później skończy martwa. Bał się tego co może zrobić Genetically Clean, gdyby się o nich dowiedzieli. Kazać udowodnić lojalność w jedyny słuszny sposób? Być może nie skończyliby jej żywota tak szybko, być może posłużyłaby za przykład. Oni posłużyliby za przykład jak żałośnie kończą ci, którzy czują ciągoty do tych chorych jednostek. Nie wiedziała całej prawdy o tym co robił. I wiedział, że to wszystko zrobiłby jej ktoś inny. Takiego losu pragnęła? Nie chciał tego dla niej. Nawet jeśli miał zrezygnować ze swoich zachcianek i swoich pragnień. - Skończysz przez to martwa, Cass. - oparł czoło o jej czoło.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-16, 01:17   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Wszelkie te rozbudowane, rozwlekłe zdania… Kolejne ciągi słów i przedstawianych w nich faktów - mających najwyraźniej przekonać ją do czegoś, co przecież w większości wiedziała, czego była w stanie się domyślić, jeśli tylko miała ku temu okazję… Cały ten wywód prowadzący tylko do jednego… Wcale nie chciała tego komentować. Owszem, nie mogła zatkać uszu i zamknąć oczu, udając, że skoro to do niej nie dotarło, to nie istniało. Nie miała w końcu pięciu lat. A prawda, choć gorzka, pozostawała prawdą niezależnie od tego, czego by się nie robiło.
Mimo to, nie potrafiła jednak tak po prostu tego przyswoić, przytaknąć i przejść z tym do porządku dziennego. Ba, uważała wręcz, że stanowczo zbyt długo usiłowała to robić. W końcu… Czy to nie na tej realistycznej wersji przyszłości skupiała się przez tak długi czas? I co z tego tak właściwie wyniosła? Nic. Nic, prócz wiedzy, że życie było zbyt cholernie nieprzewidywalne, żeby sprowadzać wyłącznie do czerni i bieli. Ten wieczór dodatkowo to potwierdzał.
- Nie powiesz mi, że nie zastanawiałeś się nad czymś innym. - Stwierdziła, nie mając już nawet na myśli wyboru pomiędzy GC czy DOGS, czy czymkolwiek innym. Nie myśląc o organizacjach, pracodawcach, karierze, pięciu się na szczyt albo czymś podobnym. Tym - a może wręcz za każdym? - razem chodziło jej o życie poza pracą. O coś prywatnego, na ten moment najwyraźniej wypełnionego wszelkimi substytutami. Nie spytała o to, spoglądając na jego dłoń trzymającą jej nadgarstek i opierając głowę o ramię Billa, ale… Ile można było w ten sposób? Całe życie? Pół? Dekadę? Kosztowanie bez smaku. Życie bez życia. Tylko praca.
- Obawiam, dlatego jem deser przed obiadem. - Burknęła, unosząc wzrok w kierunku brudnożółtego sufitu, na którym siedziało kilka tłustych much - zdecydowanie nie do końca obudzonych po zimowej anabiozie, bowiem jedna z nich, zamiast poruszać się po powierzchni płaskiej, z cichym bzyczeniem spadła na pościel. Cass odruchowo strzepnęła ją na podłogę, chwilę potem powracając spojrzeniem do Billa. - Lepiej nie umierać z myślą, że zostawiło się coś długo wyczekiwanego, nie skosztowawszy tego i nie nacieszywszy się tym. - Nie chodziło tylko o durne lody karmelowe czy mus czekoladowy, tylko o coś znacznie więcej.
Choć faktycznie robiła to, o czym mówiła, nie pamiętając już nawet, kiedy zdarzyło jej się jeść obiad w tradycyjnej kolejności, miała też na myśli coś znacznie głębszego. Myśl o ryzyku potrafiła ją paraliżować. Ostatnia paranoja sprawiała, że Cassandra rzadko kiedy była w stanie spokojnie zasnąć, prawie każdej nocy przewracając się z boku na bok i nasłuchując podejrzanych dźwięków. A świadomość ciągłego znajdowania się w niebezpieczeństwie wcale nie poprawiała całej sytuacji.
Paradoksalnie, atak na Bractwo do czegoś się jednak przyczynił. Tak samo jak tamta chwila w alejce przy śmierdzących, mokrych śmietnikach. Jeśli już miała być w stanie powoli godzić się z losem, z myślą o śmierci czającej się za każdym rogiem, nie chciała podzielić historii niektórych mutantów - nie chciała być skrajnie nieszczęśliwa do samego końca. Ale Billy najwyraźniej tego nie rozumiał.
O dziwo, wcale nie była na niego za to zła. Czego innego mogła się spodziewać? Skoro ostatnio wszystko podkreślało, z jak innych światów byli? Niby startując na podobnej pozycji, choć ona teoretycznie miała łatwiej i świadomie odrzucała wtedy ojcowskie wsparcie, chcąc udowodnić sobie własne możliwości. Od zera powoli w górę, a jednak w pewnym momencie bardzo się rozmijając. Po raz kolejny to dostrzegała, na chwilę zamierając w ciszy - z czołem nadal opartym o jego. Przynajmniej do czasu, gdy po raz kolejny się nie odezwał.
- Skończę martwa przez to, kim jestem. - Odmruknęła, nie starając się ukryć tego przykrego rozgoryczenia. - Mogłam to zrobić rok, miesiąc, tydzień temu… Dzisiaj... W każdej. Kolejnej. Chwili. - Wykorzystując ten krótki moment, ponownie go pocałowała - tym razem krótko, wielokrotnie, nie chcąc słuchać kolejnych rozsądnych słów. Zaraz i tak miał nadejść ten metaforyczny świt, była tego pewna. Szkoda tylko, że bez jakiejkolwiek nadziei.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-19, 23:01   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie chciała tego zaakceptować. Może i wolałaby usłyszeć w tym momencie co innego, ale chyba zakończyli ten etap w swoim związku. Billy przestał mówić do niej tylko po to, żeby grać przed nią ten najlepszy wybór. Teraz pokazywał jej jak naprawdę było. Być może można byłoby to uznać za jakiś progres w ich relacji, chociaż… czy poniekąd znów nie chciał jej tym w pewien sposób od siebie odsunąć? Prawda, którą jej przedstawiał była przecież zależna tylko od jego interpretacji. Być może znów próbował nią manipulować, ale tym razem po to żeby ją od siebie odepchnąć. Tym razem nie okrutnymi kłamstwami, ale rzeczowym przedstawieniem spraw. Właśnie tak to wyglądało w jego oczach. GC nie było wcale jakąś świętością, jednak trzymał się tego, bo póki co widział w tym zysk. Nie miał zamiaru iść na dno wraz z nimi, ale też nie miał zamiaru pozbywać się kury znoszącej złote jajka. Zresztą w tym momencie mógłby za to słono zapłacić. Zabił Haywella. Nie mógł od tak po prostu odejść bez żadnych konsekwencji, osiodłać jednorożca srającego tęczą i poszybować na nim z Cass w stronę zachodzącego słońca. Aktualnie brodzili w gównie po pas ujeżdżając ślepego osła.
- Być może zastanawiałem się, ale w tym momencie nie ma odwrotu. Skończę to co zacząłem. - wzruszył ramionami, nie mając nawet zamiaru mówić jej o tym, że po części obawiał się odejścia z GC. Na miejscu rady chciałby pozbyć się takiego osobnika jak najszybciej. Znał zbyt wiele brzydkich sekretów GC. Martwi ich nie zdradzają. Potrzebowałby protekcji kogoś na tyle potężnego, by nie musiał martwić się konsekwencjami swojego odejścia. W innym wypadku, prawdopodobnie skończyłby jako jeden z mutantów, których sam ścigał. Przestałby stać na szczycie łańcucha pokarmowego. Stałby się zwierzyną, a takiego upadku jego duma by chyba nie zniosła. I w imię czego? Przereklamowanej idei zwanej miłością?
Zaśmiał się ponuro, słysząc jej słowa. Nie był hedonistą. Chociaż poniekąd… tak. Lubił ulegać przyjemnościom. Jednak dla niego znaczyło to coś zgoła innego. Karmił tym swoje wiecznie nienażarte ego. Piękne kobiety, drogie samochody, dobry alkohol. Spełnianie mniejszych czy też większych zachcianek, na które kiedyś nie mógł sobie pozwolić. Być może było to puste, ale właśnie taki był w środku. Wszystko to jednak zostało kupione za ciężko pracę, za wyrzeczenia, za zaprzedanie duszy diabłu. Zasłużył na to, ale nie to było na szczycie jego hierarchii wartości. Właśnie w taki sposób okłamywał się, że było warto. - Lepiej w ogóle nie umierać, Cass. - odpowiedział jej po dłuższej chwili. - Uczucia, sentymenty… To są wszystko słabości. Przecież wiesz. Tylko cię zatrzymują. Pomyśl logicznie. Mogłabyś mieć dużo więcej niż to, ale jedyna rzecz, która cię ogranicza jesteś ty sama. Sama chcesz to sobie zrobić, podczas gdy mogłabyś sięgać po więcej. Nie potrzebujesz tego. Wmawiasz to sobie, bo chcesz być szczęśliwa i wymyśliłaś sobie tylko jeden sposób na osiągnięcie tego. Nie myślisz przez to logicznie. Nie będziesz wcale szczęśliwa, bo coś takiego nie istnieje.
Przymknął oczy, pozwalając się jej pocałować, ale po chwili odsunął się od niej chociaż kosztowało to od niego naprawdę dużo samokontroli. - Nie mam zamiaru ci w tym pomagać. - powiedział, zaglądając w jej ciemne oczy. - Skoro masz życzenie śmierci, dlaczego po prostu nie staniesz przed siedzibą GC i nie wykrzyczysz, że jesteś mutantką? - zapytał, ale bynajmniej nie chodziło o szydzenie z niej. - Weź się w garść. Wróć do domu. Ojciec nie pozwoli by ci się cokolwiek stało. Tam będziesz bezpieczna. Po prostu zacznij jeść obiad, a potem zjedz deser. Czasami trzeba rezygnować z rzeczy, z których ci zależy.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-20, 00:21   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Żartujesz, prawda? - Spoglądając na niego z niedowierzaniem, zamrugała kilka razy w czystej bezradności. - W tym momencie nie ma żadnego odwrotu? Zastanów się jeszcze raz. - Nie zaczynała w to powątpiewać. Mimo jego chorego uporu przy swojej jedynej słusznej wersji, nadal nie była do tego skrajnie przekonana. Nie o to jednak chodziło, czyż nie? Nie o to, a o wrażenie odpychania jej od siebie. Nie chciał jej do niczego przekonać. Chciał ją od siebie odepchnąć, bez potrzeby uwierzenia w te wszystkie słowa, a wyłącznie doprowadzenia jej do kapitulacji. Była tego praktycznie pewna, jednak nadal wdawała się w bezsensowną dyskusję, zamiast zapamiętać te aktualne chwile jako coś naprawdę dobrego.
- W tych czasach w ogóle nie umierać nie istnieje, Billy. Zginęło gdzieś pomiędzy jak i kiedy umierać. - Pokręciła głową, wzdychając ciężko, bo czasami naprawdę wydawało jej się, że miała do czynienia z zaprogramowanym człowiekiem po wyjątkowo makabrycznym praniu mózgu… Albo z człowiekiem, który chciał, by inni odnosili właśnie takie wrażenie. W końcu… Tak było dla niego znacznie łatwiej, nie? Nieustannie grać, bawić się w gierki i oszustwa, odpychać od siebie ludzi psujących to wszystko? W idealnym świecie Williama Sandersa faktycznie nie było na to miejsca. Szkoda tylko, że ten idealny świat był przy tym tak bardzo nieidealny, że aż ociekał absurdem.
- Skoro coś takiego jak szczęście nie istnieje, to co mi da sięganie po więcej? Co da tobie? Nie pozbędziesz się tych słabości, nikt nie jest w stanie tego zrobić. Im bardziej będziesz je tłumić, tym szybciej zjedzą cię od środka. A wtedy diabli wezmą wszystko inne, na co tak uparcie pracowałeś. Teraz może jest ci łatwiej, masz takie wrażenie, ale… Ile jeszcze? - Jak mówiła, przeczył sam sobie. Z jednej strony deklarując całkowity brak szczęścia, z drugiej twierdząc, że można je było odczuwać dzięki tym wszystkim materialnym wartościom. Nieustannym gonieniem króliczka, pościgiem za nieuchwytnym, udawaniem, że to było tym nadrzędnym, prawdziwie wartościowym celem w życiu.
A ona? Nie wiedziała, czy była jeszcze dzisiaj w stanie w ogóle z nim o tym dyskutować. Nie po tym, w jaki sposób się od niej odsunął, co… Zabolało. Cholernie mocno, a w pomieszczeniu - nadal przecież tak ciepłym - zrobiło się nagle jakby o wiele chłodniej. Instynktownie potarła ramiona, mając wrażenie przejmującego zimna… Tego lodowatego prysznica, jakim usiłował polewać ją od paru długich chwil? Nie miała pojęcia, co jeszcze mogła zrobić, żeby to przyblokować, więc wreszcie to wyciągnęła. Ten ostateczny tekst.
- Skoro to takie banalnie proste, to… - Urwała na chwilę tylko po to, by spojrzeć mu prosto w oczy. Głęboko i poważnie, a zarazem także, cóż, naprawdę boleśnie. - Przekreśl wszystko i wyjdź już teraz. Bez rozmawiania ze mną, bez czegokolwiek. Skoro tego tak naprawdę chcesz, to będzie koniec. Nic więcej. Nigdy więcej. Chcesz tego, Billy? Naprawdę tego chcesz? - Nie myślała, że to będzie takie trudne, że zabrzmi do tego stopnia ostatecznie, ale przecież musiało. Mimo wszystko, chciała mieć jednak drobną nadzieję, zwłaszcza że chwilę później dodała cicho:
- Moje słowa z tamtego motelu są aktualne. Dodaję do nich jeden weekend gdziekolwiek i jakkolwiek zechcesz, potem może kolejny… To jednorazowa oferta. - Łomot własnego serca rozbrzmiewał jej w uszach, a ślina gromadziła się w ustach, kiedy ponownie spojrzała na mężczyznę. Bierz albo odejdź.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-23, 18:55   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Nie wiedziała wszystkiego. Czy naprawdę myślała, że może tak po prostu odejść? Złożyć wymówienie i kulturalnie pożegnać się Genetically Clean po odbyciu służby. To nie działało w taki sposób. Przez lata w nielegalny sposób dokonywał zakupów broni, a jeszcze dwa miesiące temu na zlecenie rady pozbył się ich prezesa.Wiedział zbyt wiele i to z kim zechce się tym podzielić zależało tylko od niego. Nie pozwoliłby nikomu na to, a mimo że nie miał zbyt dobrego zdania o reszcie członków GC, to nie uważał ich wcale za półgłówków tylko wariatów. Sam na ich miejscu, nie pozwoliłby od tak sobie odejść komuś takiemu. - Nie to ty zastanów się jeszcze raz. Naprawdę myślisz, że mogę odejść sobie od tak? Naprawdę jesteś aż tak naiwna, Cass? - zapytał. Nie żeby właśnie w tym momencie myślał o tym, że właśnie to ma zamiar zrobić, jednakże rozważał tą opcję, mimo że była niemożliwe. Po prostu przeszła mu przez myśl, chociaż wiedział że w jego wypadku jest to idiotyczna opcja, bo po prostu nie mógłby tego zrobić. Nie rozumiał, więc skąd jej niedowierzenianie. On widział tutaj tylko dwie opcje - albo odejdzie i będzie musiał uciekać przed konsekwencji swojej ucieczki, albo będzie kontynuował to co robi. Więc owszem w tym momencie nie było żadnego odwrotu. Jeśli chciałby się kiedykolwiek z tego wymigać musiał to zrobić w jakiś pomyślny sposób, nie pod wpływem emocji.
Uniósł wysoko brew. - Niemniej jednak prowokować śmierć tylko po to, żeby spróbować deseru przed obiadem jest odrobinkę niemądra. - Nie do tego dążył. Nie chodziło mu o to, że ostrożny człowiek zawsze przeżyje. Żyli w niebezpiecznych czasach, w niebezpiecznym miejscu, prowadzili niebezpieczny tryb życia. Nie nie oszukiwał się. Po prostu dostrzegał rzeczy, których ona nie dostrzegała. Łapała go za słówka, a przede wszystkim nie słuchała tego co mówił. Nie chciała słuchać. Nie chciała zrozumieć, po prostu z góry zakładała, że wszystko co wychodziło z jego ust było kompletną głupotą, którą jak najszybciej trzeba obalić, nie ważne czy słusznym argumentem. Pozbyć się gorzkiego posmaku jego słów, bo przez chwilę ktokolwiek mógłby pomyśleć, że mógłby mieć rację chociaż w jakimś stopniu.
Wzruszył ramionami. - Jestem gotowy z tym żyć, Cass. Nie rozumiesz? Zawsze bardzo dobrze zdawałem sobie sprawę w jaką stronę zmierzam. Wiedziałem, że nie będę miał przyjaciół, nie będę miał rodziny, ani kogokolwiek kto będzie mi bliski. Może mnie to zżerać od środka. Jestem w stanie z tym żyć. Pogodziłem się z tym już bardzo dawno temu. - odpowiedział jej całkiem szczerze. To co było między nimi… Tego nigdy nie planował, ale na długo przed tym podjął już pewne decyzję i nie mógł ich zmieniać. Po prostu nie mógł. Nie po to robił te wszystkie rzeczy, które sprawiały że każdemu normalnemu człowiekowi jeżyły się włoski na karku, żeby później stać się normalnym. Nie wyobrażał sobie, żeby mógł taki być. Więc mimowolnie każda kolejna decyzja prowadziła go w zupełnie innym kierunku. Jak najdalej od tego.
Sęk w tym, że to wcale nie było proste. Nie w tych okolicznościach. Rezygnowanie z rzeczy, które były dla nas ważne wcale nie było łatwe, ani przyjemne. To nie tak, że to co zrobił dwa lata temu przyszło mu z dziecinną łatwością. To nie tak, że po prostu to zrobił i ruszył dalej, chociaż tak właśnie mogło to wyglądać z boku. Zrobił to jednak, bo musiał. I teraz też powinien postąpić w taki sposób, ale ponownie to nie było proste. Czasami miał ochotę przestać być takim jakim był, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że przed tym nie ma już ucieczki. - To wcale nie jest banalne proste, Cassie. Ani to. Ani to co zrobiłem wtedy. Nic nie jest proste. - pokręcił głową, odwracając wzrok. Przeczesał palcami włosy, chowając głowę w dłoniach. Nie takiej propozycji się spodziewał. Naprawdę chciał, żeby pozwoliła mu się odepchnąć, ale ona mu na to nie pozwalała. Nie ułatwiała mu tego, chociaż cholernie mocno tego chciał. - Więc w taki sposób chcesz, żeby to wyglądało? Sama chcesz sprowadzić się do roli panienki na kilka nocy. Będziesz na mnie czekać w motelu, aż do ciebie przyjdę? Aż zadzwonię, że mam dla ciebie czas? Że gdzieś tam pomiędzy tym wszystkim co robię, będę tu z tobą? - zapytał, wpatrując się w jej oczy. - Jeśli tego chcesz to proszę bardzo. Ale nie oczekuj ode mnie, że się zmienię. Że coś zmienię. Wiesz na co się piszesz. Teraz już wiesz. - Być może nie brzmiało to zbyt romantycznie, ale właśnie w taki sposób teraz postępowała. Sama tego chciała, ale czy naprawdę wiedziała co mu proponuje? To co mówił było niemądre. Nie do tego dążył przez cały czas. Miała odejść nienawidząc go za to co zrobił w Bractwie, a tymczasem jej propozycja tak bardzo odbiegała od tego co sobie wcześniej postanowił. Cass była poza jego kontrolą, a on mimo wszystko przy niej głupiał do tego stopnia, że zaczynał postępować nierozsądnie. To było bardzo, bardzo lekkomyślne, ale czy nie tego po części chciał? Mieć ciastko i zjeść ciastko? Dalej prowadzić swoje życie i w jakiś sposób znów być z nią?
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-24, 00:03   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Być może o niektórych sprawach wyłącznie mówiło się tak, jakby były łatwe, proste i względnie przyjemne. Życie miało zaś w zwyczaju weryfikowanie tego, jednak Cassandra naprawdę nie uważała, że nie było wyjścia z tej sytuacji, że nie było wyjścia z Genetically Clean - choć silna, ta organizacja nie zrzeszała przecież bogów, czyż nie? Wystarczyło wyłącznie to przemyśleć, coś zawsze przychodziło do głowy, zwłaszcza w stanie czegoś, co ostrożnie dałoby się nazwać desperacją. Nie chciała tak tego kończyć, nie przez GC, nie po raz kolejny.
- Jesteś w stanie zapewnić sobie względy kogoś wyżej postawionego niż ci ludzie, nie mów mi, że nie. Prócz całej tej swojej ambicji i tego cholernego uporu, zawsze miałeś potencjał. - Gdyby tak nie było, nie powtarzałaby mu tego za każdym razem, gdy było ciężej. I chociaż te słowa wydobyły się z jej ust po raz pierwszy od dobrych dwóch lat, nie straciły na szczerości. W przeciwieństwie do niedawnych oskarżeń, tym razem nie mówiła, co popadnie. Naprawdę miała to na myśli, spoglądając na niego poważnie.
- Są takie desery, dla których warto to zrobić. - Wzruszyła ramionami, bo w końcu ona ryzykowała tak tylko metaforycznie. Nie robiła tego dla prawdziwego deseru… W przeciwieństwie do naprawdę wielu osób. Jej deser był dużo bardziej złożony i znacznie bardziej niejadalny. A mimo to go chciała. - Bujda. Nic nie broni ci mieć tego wszystkiego. Nikt, prócz ciebie samego. Czego w tym aż tak bardzo się boisz, Billy? - Nie chciała z niego drwić czy prowokować kolejnego sporu. Była spokojna, może trochę senna, ale jednocześnie skupiona na wyrazie jego twarzy. Gotowa powiedzieć coś jeszcze, byleby tylko nie dać się ot tak odepchnąć. Jeśli chciał to zrobić, musiał się trochę postarać.
- Nie, faktycznie. To nie jest, nie było i nie będzie łatwe. No i tym razem też zależy od ciebie. Zupełnie tak jak wcześniej… To twoja decyzja. - Odpowiedziała, bo choć to ona uciekła, dowiadując się prawdy i usiłując pozostawić za sobą całe ich wspólne życie, tak naprawdę chodziło przecież o niego. To on zadecydował o losach ich związku, wykorzystując jej naiwność i przekazując informacje, jakie tak ochoczo mu wyjawiała. Być może nie dało się powiedzieć, że w tym momencie nie miało to już kompletnie żadnego znaczenia, jednak nie kłamała, gdy mówiła, że byłaby skłonna spróbować puścić to w niepamięć. Zbyt mocno jej zależało, za bardzo chciała znów poczuć coś na kształt tego, co czuła wtedy, nawet jeśli mogło to być tak zgubne dla nich obojga.
To nie miało prawa bytu. Do tego stopnia, że… Może jednak go miało? Było w końcu tak niemożliwie absurdalne, iż dostrzegała w tym sens. We własnych pragnieniach, fantazjach czy łaknieniach. I jeśli to było jakąś cholerną słabością, za co uważał ją przecież Billy, to Cassandra nie miała nic przeciwko temu. Byleby tylko chociaż trochę przedłużyć ich słodką męczarnię.
- Chcę spędzić z tobą czas, Billy. Nie sprowadzam tego wyłącznie do seksu i nie zamierzam całymi dniami czekać na twój telefon. Dobrze wiesz, że to nie działa w ten sposób, ale… Tak, co do jednego, faktycznie mogę powiedzieć tak. Gdzieś tam pomiędzy tym wszystkim, chcę twojego towarzystwa. - Powtórzyła, nawet nie kończąc. Nie musiała przecież powtarzać się po raz kolejny, czyż nie? Wielokrotnie powiedziała już, co myślała o ich relacji, o ogólnej istocie tego, co pomiędzy nimi było. Oboje upierali się przy swoich racjach, co czyniło to wszystko jeszcze trudniejszym, bardziej skomplikowanym, momentami wręcz upierdliwym.
Mimo to, nie umiała uznać tego jednak za coś tak złego, by stanowiło pretekst do rezygnacji. Nie potrafiła tak po prostu odpuścić. Tym bardziej wtedy, gdy miała Billy’ego tuż przy sobie, czując znajomy, męski zapach i ciepło bijące od jego ciała, słysząc oddech, patrząc na znajome rysy twarzy i te drobne, niby tak niewiele znaczące gesty… Chowanie głowy w dłoniach, przeczesywanie włosów, marszczenie czoła… Nie umiała powiedzieć, co tak specjalnego w tym było, jednak napełniało ją czymś na kształt czułości. Tej, której nawet teraz nie ukrywała. Nie trudziła się specjalnie, by pokazać, jak bardzo jej nie zależało, skoro to i tak byłoby dosyć marne kłamstwo. Zbyt ciepło na niego patrzyła, nawet jeśli jednocześnie czuła się urażona tą niedostępną, odpychającą postawą.
- Jestem tego świadoma. Teraz już całkowicie, a mimo to wciąż tu z tobą leżę. W takich okolicznościach. - Uniosła brwi, spoglądając na niego znacząco, bo w końcu oboje byli w pełni świadomi pewnych rzeczy. - Naprawdę wiem, na co się piszę. - Nie oczekiwała już tego, czego była wręcz w stu procentach pewna w przeszłości.
Sparzyła się. Przez ten cały czas zrobiła to przecież już nie raz. Poza tym, cóż, Genetically Clean robiło swoje, a ona nie zamierzała być na tyle głupia, by bagatelizować jego wpływ na otaczającą ich rzeczywistość. Nawet jeśli gardziła całą tą organizacją, wypowiadała wszystkie te zdania dotyczące zmieniania własnego życia, losie, rezygnacji z pewnych rzeczy… Gdzieś tam w głębi była przecież świadoma, że nie miała tu nastąpić jakaś niesamowita, nieoczekiwana zmiana. Widziały gały, co brały już wcześniej miało dla niej znaczenie, jeśli chodziło o ich związek. Teraz już go, co prawda, nie było, ale te słowa pozostały. Jeszcze głębsze i bardziej prawdziwe.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-08-20, 23:41   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Pokręcił głową. Nie wiedział co mógłby jej powiedzieć. To była kwestia tego, że tego nie dało się zrobić na teraz. Na już. Na zaufanie nie dało się zarobić tak szybko. Prawdę mówiąc GC było czymś w rodzaju życiowej szansy. Był wtedy tylko zwykłym agentem FBI, gdy zwrócili się do niego. Nic nie znaczył. Swoją pozycję budował przez lata i nie dało się teraz tego przerobić na coś innego w kilka chwil. Budował tutaj swoje życie przez kilka lat, a teraz nie potrafił z tego od tak sobie zrezygnować. - To nie takie łatwie. Wbrew temu co myślisz, nie chodzi tylko o to żeby się dobrze sprzedać. - uniósł wysoko brwi. Mógł być w jej oczach sprzedajną dziwką, ale mimo wszystko nie chodziło wcale o to. Sprzedał się. Owszem. Ale nie za darmo, a cenę zapłacili nie tylko ci, którzy za niego płacili. Nie mógł teraz po prostu odejść.
Pokręcił głową. - To nie strach, Cass. To zdrowy rozsądek. - odpowiedział jej.
Przez chwilę milczał, starając się ułożyć to sobie w głowie. Planowanie pozbawiało to jakiegokolwiek romantyzmu, ale potrzebował planu jeśli miał to robić. - Dobrze. - powiedział cicho, patrząc na nią. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że postępował teraz bardzo nierozsądnie. - Więc załóżmy, że to właśnie tak będzie wyglądać. Ty będziesz robić to… co robisz. Cokolwiek robisz. I ja będę robić to co robię. Zdajesz sobie sprawę z tego, że to może skończyć się dla nas źle… - mówił, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo przeklęte są jego słowa. Godził się na to. Do cholery jasnej godził się na ten popieprzony układ, ale chyba nie potrafił zrezygnować. Nie z Cass.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-08-21, 22:52   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Prawdę mówiąc, w tym momencie nie wiedziała już, co powinna myśleć. I jeśli sądziła, że poprzedni etap ich relacji był pogmatwany jak diabli, tym razem też nie było lepiej. Dlatego tylko potrząsnęła głową, nawet nie chcąc zagłębiać się znowu w tematy sprzedajności. Jakby nie patrzeć, nadal gdzieś tam ją to gryzło. Tak samo jak cała ta rozmowa.
- To nie zdrowy rozsądek. - Zaprotestowała praktycznie w tej samej chwili, w której dotarł do niej sens jego wypowiedzi. Wydymając dolną wargę do tego stopnia, że przysłoniła górną, pokręciła głową ze zmrużonymi oczami. - Zdrowy rozsądek nie prowadzi… - Rozejrzała się po pomieszczeniu, mierząc wzrokiem cały ten bałagan z porozrzucanymi ubraniami na czele, po czym wreszcie skończyła zdanie, nie pozwalając sobie na nic więcej, tylko krótką, nieco dramatyczną przerwę. - Tutaj. Ile zasad GC łamiemy? - Nie oczekiwała odpowiedzi. Prawdę mówiąc, nawet jej nie chciała, jednak nie kontynuowała rozmowy. Zamilkła na równi z Billym, czekając aż to on się odezwie. Aż poda kolejny zdroworozsądkowy argument. O dziwo, nie doczekała się tego jednak, mając wrażenie, że musiała się przesłyszeć. Czy naprawdę usłyszała zgodę? Na swoją głupią, irracjonalną ofertę?
- Cóż… W moim przypadku kończy się tym nawet oddychanie. - Unosząc jedną brew, stwierdziła niezwykle poważnym - zwłaszcza jak na absurd związany z brzmieniem tych słów - tonem głosu, jednocześnie unosząc kącik ust w nieznacznym, ale dosyć zadowolonym uśmiechu.. - Nie mów, że masz o wiele lepiej. Z taką ilością wrogów, z robieniem czegoś, co samo w sobie kwalifikuje się pod zdradę. To tylko dopisywanie do długiej listy przewinień, za które wyrok został już wydany. - Czy miał być to jeden wieczór, jedna noc, dzień czy może znacznie dłużej. Notorycznie, raz po raz czy z odstępami. Ostrożnie czy brawurowo… W ogólnym podsumowaniu, cóż, wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Nie myliła się raczej, sądząc, że Genetically Clean nie uznawało słynnego raz to praktycznie nic.
- Poza tym… Ukrywanie rzeczy to twoja specjalność, nie? - To mówiąc, wywróciła oczami. Słodko-gorzka, gorzko-słodka prawda o kłamstwach już dawno nie brzmiała tak... Zachęcająco.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-08-25, 00:18   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


- Tą najważniejszą. - odpowiedział jej sucho. Uznał, że nie ma sensu już dłużej próbować przerzucać się argumentami, bo powoli ta rozmowa traciła sens. To co tutaj robili było po prostu głupie i ryzykowne, a jednak chyba był zbyt słaby, żeby z tego zrezygnować. Nie gdy wyłożyła kawę na ławę, rzuciła propozycją, którą trudno było zignorować. W pewien sposób zagrała sobie z nim. Wiedziała przecież jak wielkie mniemanie ma o samym sobie. Że gdzieś tam za zdrowym rozsądkiem, przezornością krył się człowiek lubiący podejmować wyzwania, lubiący grać sobie na nosach innych, tylko po to żeby jeszcze raz zaprezentować światu, że jest lepszy, sprytniejszy, bardziej przebiegły.
Sięgnął ręką po niedopitą butelkę whiskey i pociągnął z niej dużego łyka. Skrzywił się. To była naprawdę okropna whiskey. W odróżnieniu do Cass nie miał życzenia śmierci. Dla niego to wszystko nie było tak bardzo obojętne jak dla niej. Każdy oddech przybliżał cię do śmierci. Nie, nie. Każdy kolejny oddech był tylko oknem na nowe możliwości. Kolejnym schodkiem na długiej drodze. Trzeba było tylko umiejętnie skakać, wiedzieć co zrobić, by się nie przewrócić. On sądził, że wiedział. I udawało mu się to od kilkunastu lat. Z każdym krokiem coraz wyżej i wyżej. Od farmera, po studenta kryminologii, zwykłego szeregowca, snajpera, agenta FBI, szpiega, dowódcę własnego oddziału, aż w końcu członka rady GC. Przez lata zmieniał twarze, a teraz… chyba był tym już zmęczony. Własną grą. Własnymi kłamstwami. Nie żeby myślał, że to wszystko na nic, ale potrzebował jakiejś odskoczni. Miejsca, w którym nie musiał udawać. Kogoś przed kim nie musiał udawać. Dlatego więc został z nią jeszcze przez kilka godzin, póki nie musiał wyjść, by pozbyć się ciała mężczyzny, który doprowadził do tego spotkania. I wracał. Raz po raz.
/zt
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-12-01, 18:21   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/ 18 listopada 2018

Po zakończeniu rozmowy z Dalem, Brian mając wieczór wolny, wziął samochód i zajechał we wskazane przez siebie miejsce spotkania z Fowlerem. Miał przy sobie przygotowaną przepustkę. Z wzięciem pustego dokumentu nie było problemem, kiedy naściemniał dyżurnemu. A z wprowadzeniem fachowców do naprawy usterek nie było problemu. O ile Ci także posiadali zezwolenia. Wiedział już też, kto w jakich godzinach będzie miał dyżur przy bramie.
Samochodem zaparkował po drugiej stronie ulicy, gdzie mieścił się Motel. Zgasił silnik i światła Wysłał smsa do Dale'a, że czeka na niego i żeby wypatrywał świateł. Wtedy Brian zamierzać będzie mu wskazać swoją lokalizację, by ten do niego podszedł i wsiadł do samochodu. Bardziej bezpieczne miejsce, gdzie nikt nie będzie podsłuchiwał, nic widział i wiedział o ich spotkaniach. Niby wcześniej myślał o pokoju w motelu, ale szkoda świadków.
Gdy Brian ujrzałby Fowlera, włączyłby światła i dał mu sygnał zapalając i zgaszając dwa do trzech razy. Aż kolega nie zauważy i nie zbliży się do jego pojazdu.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ostatnio panująca epidemia grypy w kraju. A już tym bardziej w Dzielnicy Ochrony Mutantów. Briana również coś złapało i w oczekiwaniu na Dale'a, zdążył już wysmarkać jedną chusteczkę i odkaszlnąć. Że w takim momencie musiało go choróbsko złapać. Dodatkowo czuł, że i w gardle go gryzie. Pewnie za dużo ostatnio pił zimnego.
[Profil]
  [A+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-12-01, 18:33   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dale otrzymał wiadomość od Briana i oczywiście zamierzał postępować zgodnie z zawartymi w niej wskazówkami. Był na miejscu już od dawna, wybrał dogodną pozycję do obserwowania otoczenia i tak sobie czekał - oczywiście z papieroskiem w ręku. Miał w głowie kilka pomysłów na to wszystko - gdyby coś poszło nie tak i jednak musiałby to rozegrać po swojemu. Nie było już odwrotu, nic nie mogło go odwieść od dostania się do tego pieprzonego getta. Był cholernie upartą osobą, dążył po trupach do celu. Czasem ta cecha wiele mu pomagała, jednak w niektórych przypadkach, cóż... Po prostu nie potrafił zrozumieć, że bywają chwile w których trzeba przestać.
No, ale mniejsza z tym.
Zerknął na zegarek i gdy stwierdził, że to już odpowiednia chwila postanowił wyjść z ukrycia - upewniając się wcześniej, że nie ma tutaj żadnych niewygodnych świadków.
Już parę chwil później ujrzał światła, więc podążył w ich kierunku. Dotarł do samochodu i otworzył drzwi, po czym zajął miejsce pasażera.
Od razu przeniósł pytający wzrok na Briana.
- Więc? - spytał krótko czekając aż tamten przedstawi mu wreszcie jakieś konkrety. Ciekaw był ile Kerseyowi udało się jak do tej pory załatwić - jak poważnie podszedł do całej tej sprawy.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-12-01, 19:20   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Długo nie było trzeba czekać. Dale widocznie szybko zjawił się na miejscu i to on właśnie oczekiwał Briana. Kiedy ten był na widoczności oświetlonej ulicy przy Motelu, wtedy Kersey dał mu znak światłami, że czeka. Mając już kolegę w samochodzie, mogą porozmawiać i omówić plan działania.
Na jego pytanie, Brian ze schowka przy miejscu pasażera, wyjął małą teczkę. Zamknął schowek a teczkę położył sobie na kolanach.
- Mam przepustkę. Ale pozostaje mi ją wypełnić. Jeżeli ustalimy wszystkie szczegóły teraz, to mogę od ręki Ci ją wypisać i dać. Mógłbym zaproponować byś udawał fachowca od naprawy uszczelek, okien, drwi. Coś co nadawałoby się do naprawy starej kamienicy. Będziesz miał bliżej do Sam.
Przekazał mu wstępnie to, co jemu na razie udało się zdobyć i zaplanować. Ale jeszcze nie jest zapieczętowane. Musiał wiedzieć, w czym i z czym da sobie Dale radę, by nie było problemów.
[Profil]
  [A+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-12-01, 19:47   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Przeważnie tak właśnie robił - docierał na miejsce przed czasem, ponieważ wtedy mógł dokładnie obejrzeć okolicę, wybrać strategiczne punkty, oraz ułożyć ewentualne drogi ucieczki. To siła przyzwyczajenia - wolał ustalać zasady niż wchodzić w cokolwiek w ciemno. I nie ważne, że miał się tylko spotkać z człowiekiem, któremu w jakimś tam stopniu ufał... Nigdy nie mógł być pewien intencji kogokolwiek. W takich czasach przyszło im żyć.
Dale cały czas uważnie obserwował Briana. Przez moment zawiesił wzrok na teczce, którą tamten ułożył na swoich kolanach, po czym przeniósł spojrzenie na przednią szybę. Przesunął palcami po brodzie i odetchnął głębiej. Jak powinni to zrobić? Czy będzie w stanie udawać jakiegoś majstra? Pewnie, był facetem - znał się trochę na paru rzeczach, ale... Cholera, dalej miał pewne wątpliwości.
- Myślałem o jakimś stażyście. Kimś do ochrony? Z tego co wiem mają tam spore braki w ludziach tego typu... Powiedzmy sobie otwarcie - z wyglądu bardziej przypominam ochroniarza niż hydraulika, czy złotą rączkę. - powiedział trochę zamyślony. W jego głowie to wszystko wyglądało lepiej, ale plan Kerseya też miał pewne zalety. Chociażby to, że faktycznie będzie miał bliżej do Sam jeśli poda się za jakiegoś fachowca. Nie miał pojęcia co wybrać.
- Słuchaj... Ty zadecyduj. Zdam się po prostu na Ciebie.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2018-12-02, 13:56   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Brian pokręcił głową o pomyśle na stażystę ochrony. Rozumiał, że oni obaj jako wojskowi najlepiej by się do tego nadawali, ale będzie ciężko, bo Dale nie był po szkoleniach DOGS. A tutaj fałszowanie dokumentów potrwać mogło za długo.
- Stażysta ochrony odpada. Musieliby widzieć Twoje papiery że przeszedłeś szkolenia w DOGS. Czasu nie mamy. A nie chcę tego przesuwać znów w czasie. Zwłaszcza że z Samanthą nie jest dobrze...
Westchnął patrząc na Dale'a. Będąc szczerym w swoich słowach. Dając tym samym do myślenia chłopakowi, że jeżeli uda mu się tam dostać, by lepiej ten czas wykorzystał i nie dał się złapać. Żeby genialnie swoje odegrał. Każdy najmniejszy błąd może zostać szybko wyłapany.
A skoro Fowler dał Brianowi wolną rękę, Kersey skinął głową. Wyjął kartkę z teczki a po długopis sięgnął do wewnętrznej kieszeni lewej strony płaszcza. Łatwo można było zauważyć, że pisał lewą ręką.
- Zrobię z Ciebie stażystę, pomocnika znanego nam hydraulika, co przychodzi naprawiać rury. Znasz się choć trochę na tym?
Zapytał, zanim dopisze cokolwiek więcej. A jeszcze będzie trzeba nadać Dale'owi fałszywe dane osobowe. Jak imię i nazwisko.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6