Poprzedni temat «» Następny temat
Seal's Motel
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-04-30, 16:30   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Chociaż były razem w tym samym pokoju, Matilde zdawała się pozostać w zupełnie innym świecie. W świecie z koszmaru. Pozostało jej tylko czekać aż ta scena znowu się zmieni, aż pojawi się coś nowego. Coś równie złego, a może nawet i gorszego. Chyba nie dało się jej już bardziej dobić. Była wystarczająco załamana. Wallace opatuliła się szczelnie kocem, przyniesionym przez przyjaciółkę, a potem.. po prostu wysłuchała to co dziewczyna ma jej do powiedzenia.
Przecież nie było już dla niej nadziei. Sprawa była stracona, a Hopper z pewnością już to zrobił. A jednak… nie potrafiła tego zignorować. Dziewczyna gwałtownie uniosła podbródek, wpatrując się w twarz Cassandry. W pewnym sensie nie wiedziała co ma powiedzieć. Nie wiedziała co ma zrobić. Podświadomie wyryła sobie w głowie to imię i nazwisko, podświadomie kilkakrotnie przetwarzała tą informację, chociaż.. czy był jeszcze jakiś sens? Nie powinno to mieć już żadnego sensu. Nie powinno poprawić jej to samopoczucia. To była złudna nadzieja. Nadzieja, która nie miała przynieść żadnych korzyści. Nie po tym co się między nimi wydarzyło. A jednak.. jednak wciąż miało znaczenie. Wallace opuściła głowę, wtulając twarz w ramię przyjaciółki.
~*~

Z samego rana Matilde rzeczywiście wypytała Gardner o namiary na wspomnianą Chris. Chociaż zdecydowanie starała się zachować pozory, że to nie miało już dla niej żadnego znaczenia.. to nie była tak dobrym kłamcą jak jej się wydawało. A potem.. potem obie dziewczyny zdecydowały wrócić do Bractwa po swoje rzeczy. Tak. Bractwa już nie było. Nie dla nich.


/ztx2
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-30, 00:31   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#19

Po krótkim, nadzwyczaj szybkim spacerze podczas intensywnego deszczu powoli przechodzącego w pełnoprawną wichurę z burzą, nie kłopotała się nawet przejściem przez recepcję, praktycznie od razu wybierając nieco dłuższą - ale osłoniętą lichym daszkiem - ciemniejszą, ale też bardziej prywatną drogę do ciasnawego pokoju w pewnym stopniu przypominającego ten, w jakim mieli już okazję się znaleźć. Z tą drobną różnicą, że na skali szemranych, tanio prezentujących się miejsc, gdzie nikt o nic nie pytał, Seal’s znajdował się jednak trochę wyżej niż jej poprzednia miejscówka. Miał własną łazienkę przydzielaną do jednego pokoju i całkiem przyzwoity pakiet telewizyjny, z którego wielokrotnie miała okazję już korzystać. Nie było źle, choć niewątpliwie bywało lepiej.
- Nie mają tu zbyt dużego wyboru… - Mruknęła, nie obracając się przy tym w kierunku Billa, chociaż niewątpliwie była świadoma jego obecności. Być może nawet trochę aż za bardzo, woląc przy tym nie poświęcać zbyt wiele czasu na zastanawianie się, co właśnie najlepszego robiła. Cóż, nie zamierzała o tym myśleć, mając dosyć spore plany, jak to zagłuszyć. Nawet jeśli obsługa motelowa nie była zbyt pomocna w uzupełnianiu zapasów barku, to nie miało aż takiego znaczenia. Podświadomie wiedziała przecież, że alkohol był tylko wymówką. To było bardziej niż oczywiste.
Zresztą… Jasne czy nie, nie zamierzała guzdrać się przy tym z otwieraniem drzwi, przekręcając standardowy, może trochę staromodny klucz w dosyć solidnym zamku i prawie natychmiast odruchowo się cofając - na tyle, na ile mogła, nim nie wpadła plecami na swojego gościa - gdy niewielka, merdająca ogonem kupka szczęścia nie wyskoczyła jej na powitanie. Cóż, dopiero teraz tak właściwie przypomniała sobie, że nie uprzedzała o obecności Peanuta, ale to nie było agresywne stworzenie. Wręcz przeciwnie, swoim trącaniem nosem nogi Sandersa, sprawiło, że Cassandra cicho się zaśmiała. Chwilę później stawiając krok do wnętrza i czekając, by móc zamknąć drzwi. Nie spodziewała się, że serce będzie jej przy tym tak bardzo łomotać.
- Peanut nie będzie przeszkadzać. Ma posłanie w łazience. - Odchrząkując cicho, obróciła się w stronę Billa, spoglądając na niego po raz pierwszy od początku drogi.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-06-30, 16:41   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Droga zeszła im w niemalże grobowej ciszy. Bez zbędnych pytań szedł obok niej, omijając co większe kałuże. Porządnie się rozpadało, zanim doszli do neonowego napisy Seal’s Motel przemoknięty był już do suchej nitki. Rozglądał się podejrzliwie dookoła. Nie ze względu na to, że sądził, że być może prowadzi go prosto w pułapkę. Po prostu wolał się upewnić czy być może znów ktoś ich nie śledził. Zresztą pomagało mu to przegonić natrętne myśli, które atakowały go zewsząd. Co ty do cholery robisz?! Oh.. On bardzo dobrze wiedział co robi. Na milion sposobów próbował sobie wytłumaczyć swoje zachowanie. Wyjaśnić dlaczego postępuje w takie, a nie inny sposób. Najbardziej zjadliwą było to, że był tutaj, żeby po prostu wykorzystać okazję. Wykorzystać ją na trochę inny sposób niż zrobił to dwa lata temu. Paradoksalnie, ta myśl sprawiała że nie był na siebie tak bardzo zły jak powinien. Musiał to sobie jakoś wyjaśnić. Tylko jedna noc. Kilka godzin. Żadnych konsekwencji. Przecież życie było krótkie, a jego myśli wciąż obracały się wokół jej osoby. Obserwował jak idzie przed nim korytarzem, jak kołysze biodrami, jak jej lekko zakręcone od wilgoci włosy, podskakują delikatnie przy każdym jej kroku, a w niektórych miejscach brudnoplatynowy kolor odbija lekko przygaszone światło starej żarówki.
Cierpliwie czekał aż Cass otworzy drzwi i właśnie wtedy zaatakował go mały psiak. Spojrzał na nią z wysoko uniesionymi brwiami. Pies. Miała psa. Uśmiechnął się pod nosem, odpychając lekko nogą psa, by móc wejść do środka. W końcu on był tutaj samcem alfa. - Jasne. - pokiwał głową, patrząc na nią. Nie uśmiechnął się. Wszedł do środka, rozglądając się dookoła. Kilka jej rzeczy rozrzuconych po pomieszczeniu, pusta butelka po alkoholu. Nie potrzebował szczególnego zaproszenia. Dość szybko się rozgościł, rzucając na jedno z krzeseł przemoczoną kurtkę. Syknął przy tym boleśnie, bo zaczepił nią o nadszarpnięty kawałek ramienia. Piekło. Palcami zaczesał włosy do tyłu i rozejrzał się w poszukiwaniu barka. Nie był zbyt bogaty asortyment, na pewno nie tak jak w miejscach, w których on bywał. Wyciągnął butelkę whisky, pewnie dość biednej, ale nie robiło mu to żadnej różnicy. Szklanki wydawały się być czyste, więc nalał do nich alkoholu, a potem podał szklankę Cass, stając naprzeciwko niej. - Więc masz psa. - powiedział, patrząc na nią. Chyba oboje myśleli o zupełnie innych rzeczach niż ten głupi pies. Ale ostatnia rzecz jaką chciał teraz robić było rozmawianie na poważne tematy. W ogóle nie miał ochoty rozmawiać.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-06-30, 20:16   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Teoretycznie nie była głupią trzpiotką i doskonale wiedziała, jak powinna zachować się w pewnych sytuacjach. To nie była pierwsza z nich, zapewne także nie ostatnia, choć mogła tylko spekulować, nie mając bladego pojęcia, jak to wszystko się potoczy. Nie kłamała przecież, gdy mówiła, że życie było cholernie krótkie. W jednej chwili stało się pod bezpiecznym dachem, w kolejnej mogło już tak nie być.
Paradoksalnie, to nie prawdziwe wichury, mimo że nadal przecież powszechne, doprowadzały do czegoś takiego. To sami ludzie byli przyczyną utraty schronienia. Własnego czy innych… Sama była przecież kimś takim. To jej głupie decyzje doprowadziły do tego, że w tej chwili praktycznie nic nie miała. Ot, zaledwie kilka rzeczy porozrzucanych po motelowym pokoju, z którego pragnęła się wynieść. To zdecydowanie nie było coś, o czym mogła kiedykolwiek marzyć. Nie było też jej własne - nie do końca.
Po raz kolejny angażując się w dokładnie identyczną relację, być może trochę bardziej zastanowiła się nad własnymi posunięciami, ale z drugiej strony… Wcale nie chciała o nich teraz myśleć. Dobrowolnie wolała odsunąć to na jakiś czas, bo naprawdę potrzebowała tego, o czym mówiła wtedy w tamtej uliczce. Szklanki… No, może trochę większej ilości alkoholu. Zdjęcia z siebie przemoczonych ubrań, ogrzania się…
Dokładnie tak samo jak tego, o czym nie mówiła na głos, ale co było dosyć jasne. To nie była przyjacielska propozycja wspólnego napicia się i pogawędki. Nigdy nie miała być, nawet jeśli nie odzywali się do siebie przez dłuższą chwilę przed wejściem do środka. A także moment po nim, podczas którego Cass przyjęła szklankę, kiwając głową w podziękowaniu.
- Technicznie rzecz biorąc, nie jest mój, tylko zamordowanej prostytutki, ale… - Mruknęła, przerywając, gdy tylko zorientowała się, że jakikolwiek small talk nie był tutaj aż tak potrzebny, a nawet wręcz służył wyłącznie jej własnej, dosyć nagłej nerwowości. Pomimo tego wszystkiego, co mieli już za sobą, całej wspólnej przeszłości, złapała się na tym wyjątkowo nieswoim uczuciu. Starając się je zagłuszyć, zamoczyła usta w alkoholu, przełykając łyczek i odchrząkując cicho, nim się nie uśmiechnęła. Być może nadal trochę niezręcznie, ale jednocześnie już znacznie pewniej.
- Zawsze chciałam go mieć, a akurat się tak złożyło, więc… Mam psa. Peanuta. - To mówiąc, wzruszyła ramionami, ponownie upijając trochę zawartości szklanki. Tym razem jednak znacząco więcej, zaraz po tym zbliżając się bardziej do Billa i dotykając jego ręki, żeby móc przyjrzeć się draśnięciu. Nie wyglądało fatalnie, ale i tak wymagało chociaż lekkiego opatrzenia. Najlepiej, póki była jeszcze praktycznie całkowicie trzeźwa.
- Usiądź, przyniosę coś, żeby się tym zająć. - Powiedziała, jednocześnie przywołując radosnego, bardzo spragnionego atencji psa, którego raczej należało odesłać do budy, żeby nie przeszkadzał im za bardzo i jednocześnie nic sobie nie zrobił, skacząc za własnym ogonem na samym środku niewielkiego pokoju.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-01, 20:55   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Owszem. Small talk był kompletnie zbędny w tej sytuacji. Prawda była jednak taka, że wolał rozmawiać o głupim psie niż o tym co stało się kilkanaście minut temu. Wiedział, że Cass coś mówi, że jej usta się otwierają, a wzrokiem szuka jego spojrzenia. Patrzył na nią, ale jego myśli nie skupiały się na tym co mówiła. Pokiwał głową, gdy skończyła, jakby faktycznie słuchał tego co mówiła.
Przechylił szklankę i jednym łykiem pozbył się całej jej zawartości. Piekąca ciecz rozlała się po jego gardle. Tego właśnie w tym momencie potrzebował. W końcu odwzajemnił jej uśmiech, patrząc na nią z góry. Obserwował jej każdy ruch. Zbliżyła się do niego i dotknęła jego ramienia. Nawet nie spojrzał na ramię. - Dobrze. - powiedział prawie, że nie słyszalnie, odprowadzając ją wzrokiem do łazienki. Ściągnął sweter, kawałek materiału zdążył przykleić się do draśnięcia po kuli, więc skwitował to krótkim przekleństwem. Rzucił sweter na łóżko i nalał sobie kolejną szklaneczkę whisky, dolewając przy tym do tej Cass. Usiadł ciężko na łóżku, czekając aż do niego powróci. Po chwili pojawiła się w drzwiach z całym ekwipunkiem. Emocje dzisiejszego wieczora go nie opuściły. Wciąż to czuł. Złość, strach, dziwny, niemalże przeżerający jego wnętrze smutek. Doskonale wiedział po co tutaj przyszedł, zdając sobie jednocześnie sprawę, że to powinien być ich ostatni raz razem. Tak właśnie musiało być. Nie powinno. Potrzebował tej myśli, żeby nie oszaleć. Ostatni raz i znów wróci do bycia sobą. Chciał być sobą. Dokładnie takim jakiego siebie zaprojektował przez te wszystkie lata. Nie chciał być takim jakim czyniła go Cass, będąc przy niej. Tak naprawdę nie miał nigdy tych rzeczy, które miał przy niej. Przyzwyczaił się do obojętności, bijącego od jego rodziny poczucia chłodu lub też żałosnej desperacji, której kompletnie nie szanował. Cass była inna. Zupełnie inna od tego co znał, ale on wciąż pozostawał sobą. Może gdyby nie był takim cholernym egoistą zrezygnowałby z tego. Nawet dla niej. Dla jej dobra. Bo przecież nie mógł jej dać niczego poza dodatkowym bólem. Czy nie dlatego wciąż miała przekrawione oczy, bo wypłakiwała je po tym jak potraktował ją jak ostatnią szmatę? Czy nie dlatego musiała być w tym żałosnym mieszakaniu, zamiast wciąż mieć te swoje, które zajmowała jeszcze przed tym gdy go poznała. Widział to jak bardzo zmieniła się przez te dwa lata. Nie uszło to jego uwadzę. Wypalił w niej swoje piętno.
Mimo tych wszytkich, kotłujących się w nim uczuć, wyglądał na cholernie spokojnego, czekając aż podejdzie do niego. Wziął do ręki szklankę i wziął kolejnego dużego łyka whisky. Zerknął na swoją ranę. Nie wyglądała na poważną, bynajmniej nie na taką, która potrzebowała szybkiego oczyszczenia. Dlatego gdy tylko Cass do niego poszedła, pociągnął ją za kolano, by zbliżyła się do niego, obejmując ją rękami. Oparł głowę o jej brzuch. Była tak cholernie ciężka, przepełniona tak wieloma myślami.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-01, 21:57   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Zabierając nieduży, składany pojemniczek z szorstkiego materiału, którego wnętrze służyło jej do przechowywania wszelkiej maści opatrunków, bandaży, tabletek i innych specyfików czy akcesoriów medycznych, przy okazji zdjęła z siebie także sweter i bluzkę z długim rękawem. Obie przemoczone, obie przyklejone do siebie nawzajem, obie nadające się raczej tylko do rzucenia ich na brzeg wanny, by tam wyschły w spokoju. Nie miała w końcu ani suszarki, ani wolnego kaloryfera, a ostatecznie było tam na tyle ciepło, że przez noc na pewno miały wrócić do dawnego stanu. Nie łudziła się, że pies nie spróbuje ściągnąć ubrań na podłogę. Po prostu o tym nie pomyślała, zamierzając jak najszybciej powrócić do pokoju.
I tak właśnie zrobiła. Zostawiając - najwyraźniej już z tym pogodzonego - Peanuta w łazience, zebrała wszelkie potrzebne rzeczy, wrzucając je do materiałowego opakowania, a następnie przechodząc przez próg i zamykając za sobą drzwi tak, żeby nie ryzykować ucieczką psa na pokój. Nie potrzebowali tego. Tym razem zdecydowanie chodziło o zajęcie się sobą, nie atencyjnym terierem. Wpierw jednak… Cóż, pomimo odejścia z Bractwa, ostatnie doświadczenia sprawiały, że nadal czuła się niczym podczas pracy dla tamtej organizacji, mając jeszcze więcej medycznych zajęć niż wtedy, kiedy przebywała w obozie. Teraz też zamierzała zrobić coś takiego, podchodząc znowu bliżej Billy’ego.
Na zamiarach się zresztą skończyło, czego mogła się spodziewać. Kładąc mu ręce na ramionach, stała tak przez chwilę, po kilku sekundach instynktownie wplatając palce prawej dłoni we włosy Sandersa i w milczeniu gładząc go po głowie. To było… Miłe, choć jednocześnie w pewnym sensie przykre wrażenie. Już teraz wiedziała przecież, że to musiało się skończyć. Nie była tak dużą optymistką jak na samym początku ich znajomości. Wręcz przeciwnie, własny realizm zaczął ją przygniatać. Nie teraz, nie za godzinę czy pięć… Prawdę mówiąc, nie wiedziała, kiedy, ale przecież nie mogli być tu wiecznie. Nawet jeśli bardzo tego chciała.
Nadal nic nie mówiąc ani nie odsuwając się od Billa, jednym, płynnym ruchem zsunęła się na jego kolana, obejmując go tak, żeby mogła nadal sięgać do jego włosów, pozwalając mu tym razem wtulać głowę w jej klatkę piersiową. Chociaż wcześniej myślała, że ich wspólny pobyt w motelu faktycznie oprze się na piciu, wcale nie żałowała tego, że nie było tak aż do jakiegoś spektakularnego stopnia. Owszem, widziała powoli opróżnianą butelkę, alkohol w ich szklankach, ale nie sięgnęła po swoją porcję. Wcale tak bardzo tego nie potrzebowała.
- Przestańmy to sobie robić, dobrze? - Odezwała się cicho po paru chwilach milczenia w zupełnej ciszy, tylko z szumem ulicy dochodzącym gdzieś zza zasłoniętego okna. - Wystarczy, że wszystko inne jest dostatecznie paskudne, a ja… Naprawdę przepraszam. - To mówiąc, wolną ręką sięgnęła wreszcie po szklankę, praktycznie jednym łykiem opróżniając jej zawartość. Nie potrzebowała niczego na odwagę, bo w gruncie rzeczy przecież czucie się nieswojo było głupie. I chociaż nadal tłumiła w sobie smutek, żal czy obawę, jednocześnie czuła się bezpieczniej niż wcześniej. Na tyle, żeby unieść kącik ust w uśmiechu, z błyskiem w oku, już jednoznacznie stwierdzając:
- Zostań na noc. - Bez pytającego tonu, próśb czy innych takich. Skoro oboje wiedzieli, jak miał się skończyć ten wieczór, ona chciała jeszcze jednego. Nie obudzić się samotnie. Nawet jeśli to było tylko podtrzymywanie złudzeń.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-06, 11:43   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


- Nie wiem czy potrafię. - powiedział cicho, gdy przyciągnęła jego głowę do piersi. Niestety, ale właśnie taka była prawda. Nie wiedział czy nawet potrafi inaczej niż postępował do tej pory. Jeśli chodziło o Cass nie wiedział czego do końca chciał. Jego zdanie zmieniało się co chwilę. Nie mógł jej powiedzieć, że już wszystko będzie dobrze, że już nigdy nie zrobi czego co ją zrani albo nie zrobi czegoś przeciwko jej bliskim. Właściwie tego ostatniego był w stu procentach pewny. Właśnie takie życie sobie wybrał. Nie mógł już tego zmienić, a nawet nie chciał, więc nie mógł jej obiecać, że przestanie to robić. Właściwie to jakąś częścią siebie wiedział, że akurat tego nigdy nie zmieni. Zagwostka polegała na tym kiedy w końcu naprawdę go znienawidzi. - Naprawdę, nie musisz tego mówić. Nie przepraszaj mnie. Nie tego teraz potrzebuję. - mruknął, jeszcze ciszej, przesuwając ustami po skórze jej dekoltu. Uniósł wzrok do jej oczu i uśmiechnął się lekko. - Nie mogę. Narozrabiałem. - mruknął, całując jej obojczyk, szyję, aż w końcu zatrzymując się na jej podbródku. Ktoś musiał zabrać ciało, posprzątać ten bałagan, który zrobił. Nawet jeśli chciał, nie mógł dzisiaj z nią zostać na długo. - Niech to wszystko w tym momencie po prostu przestanie być ważne. Możemy pójść na taki układ? - zapytał, patrząc na nią z dołu. Przyciągnął ją bliżej siebie. Skoro już tu był. Skoro mieli zamiar zrobić to co chcieli czy wszystko inne chociaż na chwilę mogłoby zniknąć? Nie chciał o tym myśleć, na pewno nie teraz.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-06, 20:35   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- A chcesz? - Potrafienie niewątpliwie było czymś naprawdę ważnym, istotnym dla całej reszty, ale jednocześnie - wbrew myśleniu niektórych - wcale nie było podstawą. Tak naprawdę wszystko zależało od chęci, umiejętność liczyła się dopiero później. Nie bez powodu mówiło się o sile szczerej chęci, czyż nie?
A Cass, trochę przecząc temu, co wypowiedziała w gniewie, zdecydowanie uważała, że Billy nie był jeszcze aż tak zdeprawowany czy zniszczony przez typ prowadzonego życia, by dążyć wyłącznie do tych złych, destrukcyjnych rzeczy. Nie, niewątpliwie pościg za pieniędzmi i statusem robił swoje, ale… Nie było aż tak źle. Widziała to teraz, tak naprawdę w tej chwili, mimo wcześniejszej urazy oraz wymienionych słów. Naprawdę wierzyła w to, że wystarczyło czegoś chcieć, zwłaszcza że nie chodziło o coś kompletnie niemożliwego. A reszta?
Ostatnio praktycznie nieustannie natykała się na śmierć, jeśli nikt akurat nie chciał zabić jej samej. Nie wątpiła już nawet, że z własną skłonnością do ładowania się w sam środek paskudnych tarapatów, cóż, najprawdopodobniej nie dożyje późnej starości. Zwłaszcza w takich a nie innych realiach, będąc przy tym mutantem. Co gorszego mogło się stać? Czym tak właściwie miałaby ryzykować? Lubiła własne życie, chciała pożyć jak najdłużej, ale równie dobrze kolejnego dnia mogła być martwa. W ostatnich chwilach, mając gorzką i przykrą świadomość, że nie była ani trochę spełniona w życiu. Nie chciała skończyć w ten sposób.
- Nie? - Spytała lekko, zupełnie tak, że nie dało się zbyt poważnie potraktować tego pytania, uśmiechając się przy tym, gdy musnął wargami jej skórę. - Czego? - Nie musiała zadawać tego pytania, bo dobrze znała odpowiedź, ale nadal przekornie to zrobiła, czule mierzwiąc mu włosy na czubku głowy. Lubiła to robić, naprawdę lubiła. Tak samo jak wiele innych gestów, czasami drobnych, czasami nie. Zdecydowanie nie przepadała za to za wychodzeniem, nawet jeśli koniecznym.
- Zadzwonię do kogoś... - Mruknęła w cichym, ale zdecydowanie stanowczym, proteście, przesuwając opuszkami palców po policzku Billa. - Zajmie się wszystkim... A do rana jeszcze daleko. - Wieczór dopiero się zaczął, prawda? Choć pełen… Wszystkiego. Dopiero nie tak dawno się rozpoczął. Rano było bardzo mglistym pojęciem, a przynajmniej tak zamierzała się upierać. Nierozsądnie czy jakkolwiek, chciała mieć go po prostu dla siebie. Jak nadłużej. Na przyciągnięcie nie reagując już słowami, a długim, głębokim pocałunkiem.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-11, 13:25   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Być może pokładała w niego zbyt wiele wiary. Być może faktycznie miała racja. Nie było jeszcze aż tak źle, ale nie zapominajmy o tym, że dobrze wcale też nie było. Aktualnie jego nastroje, pragnienia i decyzje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Dawał się ponieść emocjom, sentymentom. Cóż za słabość charakteru. Słabość, której nie chciał pozwolić przejmować nad sobą kontroli. Więc czy aby na pewno chciał przestać? Być może nie potrafił, ale również nie chciał. Nie chciał się tego nauczyć, bo wtedy oznaczałoby to, że musialby zacząć kierować się innymi priorytetami w swoim życiu, a przecież właśnie to byłoby mu wyjątkowo nie na rękę. - Chcę wielu rzeczy, Cassie. - powiedział miękko, przyciągając ją do siebie. Zdawał sobie sprawę z tego, że ta odpowiedź w żaden sposób jej nie satysfakcjonowała, ale nie potrafił odpowiedzieć jej w inny sposób. Właśnie taki już był. I jeśli go chciała, to musiała go wziąć właśnie takiego. Zamiast powiedzieć to co chciała od niego usłyszeć znów się przymilał.
Uśmiechnął się do niej zawadiacko, gdy zapytała czego teraz potrzebuje. Przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej i przewrócił ją na plecy, przyciskając ją do łóżka swoim ciałem. Brakowało mu tych wszystkich czułości, jej dotyku. Miał to przez ten cały czas. Znalazł sobie zastępstwo i to nie jedno, ale mimo wszystko nie potrafiło to nawet w najmniejszym ułamku naśladować tego co czuł teraz. Tylko jej dotyk sprawiał, że rzeczywiście coś czuł. Sztuczna namiętność weszła mu już w krew. Nie żeby tego nie lubił, gdyby nie podobało mu się szukanie substytutu Cass, już dawno by przestał. Mimo to tylko ona potrafiła sprawić, że buzowała mu krew w żyłach, że czuł się jak po spożyciu narkotyków, kompletnie oderwany od rzeczywistości.
- Nie. - powiedział. - Do nikogo nie dzwoń. Sam muszę się tym zająć. To moje sprawy, Cass. - przesunął się w górę, by spojrzeć jej w oczy. Mogła chcieć, żeby został. I cholera jasna on też tego chciał, ale nie mógł. Miał obowiązki, burdel do posprzątania. Na tę chwilę nie chciał o tym myśleć. Wolał ją całować. Dokładnie tak jak kiedyś. Chociaż kiedyś było zaledwie kłamstwem.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-11, 15:22   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


- Tylko całego świata? - Spytała, uśmiechając się przy tym w dosyć rozczulony sposób - zwłaszcza patrząc na to, jak dotychczas wyglądały jej uśmiechy - i nieznacznie wywracając oczami. Jak dla niej, to było dosyć trafne stwierdzenie, bo ani przez chwilę nie wątpiła, o jak wiele rzeczy faktycznie chodziło. Od pieniędzy i pozycji społecznej, poprzez najlepsze możliwe stanowisko, a ostatecznie… Cóż, nie poddawała w wątpliwość, że i te w tej chwili. W końcu sama chciała naprawdę sporo. W tym momencie, ale także w wielu innych. Między innymi realnej odpowiedzi, której nie dostała i której raczej nie powinna była się spodziewać, kapitulując w zadawaniu pytań, na jakie nie miał jej tak łatwo odpowiedzieć.
Nie oznaczało to jednak, że nie zamierzała poruszać pewnych kwestii. Teraz tego nie potrzebowała, nie w tym momencie, zwłaszcza że jej myśli i tak skierowały się na zupełnie inne tory. Zadziwiające, jak łatwo było się zapomnieć. Nawet na kilka godzin, krótki moment wobec całej reszty czasu przed i po tej chwili. Wystarczyło tylko trochę rozproszenia, kilka skradzionych pocałunków, trochę bliskości i może też mocniejszego alkoholu na dokładkę, i nagle wszystkie gesty przychodziły znacznie łatwiej. Nie zastanawiała się już nad ich poprawnością czy jakimikolwiek konsekwencjami.
Tęskniła. Nie miała nawet bladego pojęcia, jak bardzo. To nie była kwestia samego przyzwyczajenia czy przywiązania, choć nie mogła powiedzieć, że nie wpływały na jej zachowanie, na nastrój i zadziwiająco dobre samopoczucie, lepsze niż przez wiele ostatnich dni, może nawet tygodni. W pewnym sensie, mimo tych wszystkich podobieństw do przeszłości, to już nie było to samo. Wiele rzeczy uległo zmianie, zmieniła się sytuacja, zmieniły się okoliczności, oni także się zmienili, ale teraz nie żałowała przeszłości.
W gruncie rzeczy, to nie dawnych czasów tak niemożliwie jej brakowało. Brakowało jej Billy’ego. Nawet w tym mniej znanym wydaniu, które… Może nie było aż tak nieznajome, jak jej się to z początku zdawało? W końcu nadal czuła przyspieszone bicie serca, ogarniające ją gorąco i słabość do sposobu, w jaki na nią patrzył. Uśmiechu na ustach i nawet tego niesamowicie upartego protestu, który sprawił, że parsknęła, odchylając głowę na materacu i na moment wbijając spojrzenie w sufit.
- To nie wyklucza się z moimi. - Mruknęła, wodząc wierzchem dłoni po jego policzku i zarysie szczęki. To był też jej problem, to ją chciano zabić i… Cóż, zostawiła tam pewnie całą kolekcję odcisków palców oraz wszelakich próbek DNA, o których nawet nie chciała teraz myśleć. Tak czy inaczej, to były też jej sprawy. Ich sprawy. O ironio, jedne z nielicznych tak naprawdę wspólnych od czasu, kiedy się rozeszli. Czy nie mogły być chociaż trochę lepsze? - Porozmawiamy o tym później. - Dodając cicho, odwzajemniła pierwszy z pocałunków, nie pozostawiając zbyt wiele czasu pomiędzy kolejnym i jeszcze następnym, gdy w międzyczasie jej dłonie sięgnęły do jego paska u spodni. Może i noc była faktycznie trochę za krótka...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-11, 21:12   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Określenie “marzyciel” chyba dość śmiesznie brzmiało w odniesieniu akurat do Billy’ego. Zwykle kojarzyło się przecież z pozytywnymi cechami, ale czy nie właśnie taki był. Marzył o czymś i po to sięgał. Walczył o rzeczy, których pragnął. Musiał mieć jakieś marzenie, bo inaczej wszystko inne byłoby bez sensu. Poświęcił cholernie wiele, by znajdować się w miejscu, w którym chciał być. Dlatego, że nie cofał się, gdy robiło się gorąco. Nie bał się ubrudzić rąk, jeśli czegoś chciał to właśnie to dostawał. Nie bał się ceny jaką będzie musiał za to zapłacić. Ten rodzaj desperacji dojrzewał w nim przez lata biedy, popychania i przemocy.
Odpowiedział jej na to uśmiechem. - Czy to naprawdę, aż tak źle? - zapytał, przesuwając dłonie po jej biodrach. Czy naprawdę chciałaby takiego szarego, zwykłego, cukierkowego Williama, który niczym wzorowy biały kołnierzyk wypełnia swoje codzienne obowiązki i każdego dnia wracałby do swojej ukochanej, rzucając neseser w przedpokoju ich beznamiętnego jak pizda mieszkanka, by mogli razem pogrążyć się w swoim nudnym, pozbawionym wyrazu i ambicji życiu. Wypaliliby się. Oboje. Nie byli stworzeni do takiego życia. Więc być może był jaki był. Zły, czasami okrutny, nawet w stosunku do niej, ale był taki jakim go chciała. On chciał takim być. Jak widać oboje nie byli stworzeni do tworzenia normalnych relacji. Pod skórą właśnie tego potrzebowali. Potrzebowali tego niemalże patologicznego bólu. Czy nie właśnie to sprawiało, że dzisiejszy wieczór był tak bardzo ekscytujący?
Przegryzł wargi, patrząc na nią z góry. - Nasze interesy zawsze będą się przekreślać, Cassie. Tak już jest. - mruknął i pocałował jej szyję, wodząc po niej ustami w sposób, w jaki wiedział że uwielbiała. Chciał zmyć gorzki posmak jego słów, a chociaż minęło tak wiele czasu, wydawało mu się, że zna jej ciało na pamięć. Bez wysiłku narysować jego mapę od małej, ledwie widocznej blizny na kolanie, pieprzyk na na jej prawym biodrze, aż po małe, blade znamię na jej szyi. Zsunął z niej koszulkę, przesuwając w końcu dłońmi po jej nagie skórze. Nie śpieszył się. Chociaż w śmietniku czekał trup, którego ciała należało się pozbyć jak najszybciej, jak na ironię, wiedział że on akurat mu nie ucieknie.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-11, 22:57   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Od samego początku wiedziała, że Billy był ambitny. Z czasem dostrzegła nadmiar tych chęci, aby osiągnąć wszystko, dostać wszystko, zdobyć i dokonać, jednak w gruncie rzeczy nie uważała tego wtedy za coś wyjątkowo złego. W tamtym momencie w pewien sposób ją to rozczulało. Obecnie nie powinno, było w końcu przyczyną większości okropności w ich relacji, jednak nadal nie potrafiła nie spojrzeć na niego z pobłażliwością.
- Zależy… - Odpowiedziała bez większego zastanowienia, unosząc kącik ust i na ułamek sekundy przygryzając wargę, jakby już tym razem choć trochę zastanawiała się nad własnymi słowami. Tak naprawdę wcale tego jednak nie robiła. Była zbyt rozproszona, nie chciała na powrót skupiać się na niczym, prócz tego, co było teraz. Potrzebowała tej odskoczni od całej reszty. Oboje tego potrzebowali. Znacznie bardziej niż kolejnej z poważnych, trudnych, pełnych bólu i okrucieństwa rozmów. - Jak bardzo powinnam być o niego zazdrosna… - Logicznie byłoby stwierdzić, że nie powinna tak tego ujmować, ale niech ją cholera jasna, jeśli nie była chociaż lekko zazdrosna. Nie tylko o normalne życie, o to wszystko, co Billy nadal miał, a na co ona sama nie mogła już liczyć.
To miało znaczenie, ale nie było aż tak uporczywe jak myśl, która zagościła rano w głowie Cassandry. I choć Gardner nie miała całkowitej pewności, nie zamierzała też zadawać podobnych pytań, w swojej własnej głowie wyszła na bardziej zaborczą, niż się tego spodziewała. Nie miała do tego większego prawa, ale w niczym jej to nie przeszkadzało. Zwłaszcza teraz, kiedy ponownie poczuła się zupełnie tak, jakby mogła to robić, jakby mogła wzdrygać się nieprzyjemnie na myśl o innej kobiecie. Mimo wszystko i pomimo wielu gorzkich, raniących słów wypowiedzianych przecież dokładnie tego samego wieczoru, jej uczucia w stosunku do niego praktycznie się nie zmieniły. Nadal były tak cholernie skomplikowane. Tak samo jak ona nadal była po drugiej stronie barykady, nawet jeśli nie dało się tego teraz odczuć.
Nic więc dziwnego, że chciała, by to trwało jak najdłużej. Nie chciała telefonów w sprawie przysługi, myślenia o porzuconych zwłokach, których należało się pozbyć, odchodzeniu jeszcze przed bladym rankiem… Szczęście w nieszczęściu, nie była nawet w stanie tego robić. Odurzona sama nie wiedziała, czym najbardziej. Bliskością? Dotykiem? Pocałunkami? A może jednak tą, chociaż nikłą, ilością wypitego alkoholu? Może wszystkim na raz? Wiedziała tylko, że chciała tego wszystkiego, a nawet jeszcze więcej i tym razem zamierzała o to zadbać. Zdecydowanie zbyt długo robiła to, co właściwe, nie widząc przy tym żadnych właściwych skutków.
Po co zatem, skoro nie krzywdzili w tym momencie nikogo innego? O ironio, prócz siebie samych, wiedząc, że ranek musi kiedyś nadejść. Nie potrzebowała nawet tych dosłyszanych słów. Gorzkiej odpowiedzi w słodkiej oprawie. Nader wszystko chciała udawać, że to nie była prawda i że ich interesy wcale nie musiały się przekreślać. Skoro nie była już w Bractwie, nie mając z tym dłużej do czynienia, pomimo współczucia dla tych wszystkich, którzy tam pozostali i pomimo wewnętrznej wściekłości na to, co się stało… Mogła trzymać się na uboczu, prawda? Mydląc sobie teraz oczy, ale czując się z tym lepiej. Do tego stopnia, że na jej ustach pojawiło się coś na kształt zawadiackiego, zadziornego uśmieszku.
- Mówisz, że teraz też to robią? - Spytała miękko, wypuszczając powietrze przez wargi. - Jak dla mnie, są bardzo zbieżne… - Podważała jego zawsze? Może trochę, w końcu nie chciała tak sądzić. Wspólne interesy były nader zachęcające, czyż nie? Zwłaszcza w zimny, ponury dzień, gdy za oknem padało, a wewnątrz robiło się zdecydowanie coraz goręcej. Zwłaszcza wtedy, gdy strzepnęła zdjętą koszulkę na podłogę, powoli zsuwając z niego spodnie. To było znajome, oczekiwane wrażenie, uczucie powodujące lekkość i przywracające wspomnienia tych najlepszych chwil. Tego, co uważała za realne i prawdziwe. W takich sytuacjach ciężko było kłamać, odgrywać określoną rolę. To było tak podobne do wcześniej, że instynktownie chciała nazwać go kochaniem, odwzajemnić pieszczoty, drażnić wargami ten czuły punkt w zgięciu szyi, potargać palcami włosy… Zrobić to, co potwierdzało tylko, że się znali. Przynajmniej w tym jednym momencie wiedząc o sobie wszystko. I zrobiła to… Niespiesznie, powoli, bez jakichkolwiek słów. I tych zbędnych, i tego jednego, które chciała przecież powiedzieć. Stłumiła je w pocałunku. Tak było lepiej.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-12, 13:20   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Nie odpowiedział jej już. Gdyż z pewnością odpowiedź jakiej by jej udzielił nieszczególnie by się jej spodobała. Po co psuć ten moment? Był idealny, chociaż przecież nic nie było tak jak być powinno. Nie było w tym ani grama perfekcji. Ich świat był zepsuty, brudny, gnijący od środka. Zupełnie tak jak Billy. Ale nie znaczyło, że chciał to zepsuć, bo w tym momencie właśnie tego pragnął. Zapomnieć się. Zapomnieć o całym świecie i mógł to mieć. Wystarczyło, że po prostu nie psuć tego słowami. Szczerością czy nawet kłamstwami. Był pewien, że w tym momencie mogłaby jej przejrzeć, a może to jego wyobraźnia tylko podpowiadała mu, że jest teraz przed nią tak bardzo obnażony.
Nie oszukiwał się. Wiedział, że nie będzie żadnego jutra. Żadnego wspólnego pozbywania się zwłok. Nie będzie marzenia o przyszłości. Te wszystkie rzeczy były dla nich po prostu nieosiągalne. Chociaż przecież było to tak bardzo, niemalże dziecinnie proste. Wszystko zależało od podjętych przez nich decyzji w tym momencie, w tym całym szaleństwie nawet przeszło mu to przez myśl. Najwidoczniej dopadła go straszna i żałosna choroba - romantyzm. Rzucić wszystko. Zostawić za sobą cały świat i uciec jak najdalej stąd, by ten wieczór przestał być tylko chwilą.
Nie leżało to jednak w jego naturze. Nie tego tak naprawdę pragnął. Nie takie miał cele. Chociaż był w stanie teraz zgubić głowę, ta wciąż pozostawała mocno osadzona na karku. Nie było ucieczki. Nie było innych pragnień, poza tym najważniejszymi. Sentymenty, głupie uczucia, przywiązanie, niepotrzebne, kompletnie niepotrzebne. To miała być jego ucieczka. Na nic innego nie było go w tym momencie stać. Być może wierzyła, że nie jest z nim jeszcze tak źle, ale nie było z nim też dobrze. Wciąż pozostawał tym samym Billym, którego po części przecież musiała chociaż trochę nienawidzić za swoje czyny. Nie powinna o tym zapominać, nawet jeśli teraz obsypywał ją pocałunkami, sprytnie pozbywał się kolejnych, zbędnych warstw. ubrań, dotykał tam gdzie chciała być dotykana. Najlepiej rozumieli się, gdy nie musieli rozmawiać.
Tak też jakiś czas później, opadł na łóżko tuż obok niej, oddychając ciężko. Pokój znów śmierdział stęchlizną, a szorstka pościel nieprzyjemnie drażniła nagą skórę. Rzeczywistość uderzyła go znowu, przywołując ból głowy. Ramię krwawiło na jasną pościel, jedynym pocieszeniem było nagie ciało Cass tuż obok. Marne pocieszenie. Skoro mimo, że była teraz tak blisko, to wiedział że dzieli ich praktycznie wszystko.
Konsekwencje wyborów, które podjął. Nie bał się ich ponosić.
Usiadł, szukając na szafce nocnej papierosów, a następnie odpalił jednego, zaciągając się nim powoli. Rzadko kiedy palił, dzisiaj jak widać była wyjątkowa okazja. - Muszę iść. Chyba będzie lepiej jak zmienisz motel. - mruknął, obdzierając tą chwilę z resztek romantyzmu. Jak widać był już cudownie uleczony. Pragmatyczne myślenie powróciło. On musiał posprzątać ten bałagan i lepiej było, żeby w tym momencie nie znajdowała się blisko. Dla ich wspólnego dobra. Sądził, że GC nie obeszłoby się łaskawie ani z nią, ani z nim.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-07-12, 15:42   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Gdzieś w tym wszystkim całkowicie się zatraciła. Przestała twardo stąpać po ziemi, przestała myśleć jasno, realistycznie, a nawet logicznie. Gdzieś w tym wszystkim zaczęła czuć się tak, jakby spełnienie jej najgłębszych, podświadomych pragnień było całkowicie możliwe, jakby zupełnie nic nie stało na przeszkodzie temu. Liczyła się ta jedna chwila, chwila całkowitego zapomnienia. Wymieniane pocałunki, pieszczoty, powolne, ale coraz bardziej gorączkowe ruchy, kolejne elementy garderoby opadające gdzieś na podłogę. Znajomy dotyk, gesty, a wreszcie słodkie spełnienie. Jeszcze słodsze, bo z kimś kogo przecież nie tylko pożądała, pragnęła, ale też chciała. W tej chwili w całości, z całym tym bagażem zalet i wad - nieważne, jak ciężkim.
Nie chciała powracać do ciemnej, ponurej rzeczywistości, wypuszczać go teraz z łóżka czy z ramion, przysuwając się do Billy’ego, gdy opadł na materac obok niej. Przesunęła gdzieś na bok pomiętą, wygniecioną pościel i tak nadal czując uderzające w nią gorąco, kropelki potu na ciele, przyspieszony oddech. Nie potrzebowała dodatkowo przykrywać ich ciężką, grubą kołdrą, rezygnując także z niekoniecznie przyjemnie pachnącego starego koca. To zdecydowanie nie było najbardziej magiczne, romantyczne miejsce, ale w tej chwili zdawało się być jakby… Jaśniejsze, ładniejsze, bardziej akceptowalne. Nie miała nawet najmniejszych wątpliwości, dlaczego tak było. To zaś wprawiało ją w jeszcze lepszy nastrój.
Czuła się tak, jakby w tym momencie nie musiała nawet nic mówić, przyglądając mu się - tym czułym, specjalnie zarezerwowanym spojrzeniem - spod potarganych, gdzieniegdzie nawet sterczących włosów. Mogła tak po prostu leżeć, w pewnym momencie opierając podbródek o pierś Billa i ponownie leniwie muskając palcami jego policzek.
- Nie. - Zaprotestowała odruchowo, gdy tylko otworzył usta, doskonale wiedząc, czego powinna spodziewać się po tej minie, po tym spojrzeniu. Nie chciała, by praktycznie od razu to robił. Potrzebowała jeszcze chwili, odrobiny czasu spędzonego na pogrążaniu się w tych przyjemnych uczuciach, błogiego unikania myśli o całym tym zewnętrznym świecie… A jednak. Mimo palca, jaki położyła mu na wargach, nadal to usłyszała. I nie mogła powiedzieć, że choć była na to przygotowana, nie zabolało jej to gdzieś tam głęboko w piersi.
- A więc tak to ma wyglądać? - Spytała z mocno wyczuwalną nutą nagłego zgorzknienia i czegoś na kształt urazy, nawet nie oczekując od niego odpowiedzi. - Sprowadzasz mnie do roli panienki na pół nocy, nawet nie na całą? Daj spokój, Billy, stać cię na więcej. - Prawdopodobnie powinna na niego nawarczeć za nagłe sprowadzanie ich obecnego położenia - również dosłownego - do byle towarzyskiego spotkanka, z którego wychodziło się bez większego zastanowienia.
To byłoby całkiem naturalne w podobnej sytuacji, ale chyba była na to zbyt zmęczona. Zamiast tego głośno wypuściła powietrze przez usta, nadal nie odsuwając się na drugi bok łóżka, tylko pozostając naprawdę blisko - przytulona do jego boku, dotykając nagiej skóry… A ostatecznie też nachylając się tak, żeby móc zobaczyć jego rękę - przeciwległą do tej, o którą się opierała - nieznacznie krzywiąc przy tym usta.
- Opatrzę ci to, żeby nie wdało się zakażenie. Kto wie, co było na tamtym człowieku… Albo w tych śmieciach. Tylko nie mów nic więcej o tym przeklętym wychodzeniu. - Wielokrotnie widywała przecież skutki zbagatelizowania czegoś, a potem doprawienia teoretycznie nieszkodliwego zranienia w taki sposób, że zaczynało naprawdę paskudnie się babrać. Nie chciała tego raczej dla nikogo, do kogo miała jakiekolwiek pozytywne uczucia. A w tym wypadku… Cóż, niewątpliwie tak było. Inaczej nigdy by się tu nie znaleźli.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-13, 22:55   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Pociągnął głęboko do płuc dym i wypuścił go powoli, przyglądając się jak kłęby dymu powoli wypełniają pomieszczenie. Wiedział, że będą musieli zmierzyć się z rzeczywistością, więc uważał że może lepiej się nie rozczulać. Byli dorosłymi ludźmi. Nie żyli w świecie sennych marzeń. Może i oczekiwała innej postawy z jego strony. Nie było to zbyt romantyczne podejście do zaistniałej sytuacji, ale czy naprawdę musiał marnować słowa? Oboje wiedzieli co się stało i oboje wiedzieli, że to wciąż pozostawało chwilą słabości. Efektem wcześniejszych wydarzeń, ich kłótni. Powiedział na jej temat wiele rzeczy. W większości nieprawdziwych, ale w końcu przecież byli tutaj. Czy zachował się wcześniej jakby zupełnie nic dla niego nie znaczyła? Gdyby jej życie było mu obojętne nie zasłoniłby jej. Nie przyszedł jej tutaj. Mimo wszystko, gdyby szukał tylko seksu, mógłby go znaleźć za kolejnym rogiem i wcale nie musiałby narażać tym swojego życia. Co najwyżej mógł narazić się na jakąś paskudną chorobę weneryczną.
Oczekiwał od niej zrozumienia. Że będzie wiedziała, że po prostu tak musi być. Chciał, żeby mu to ułatwiła, ale jak zawsze musiała to wszystko utrudniać. Jej bliskość wcale mu tego nie ułatwiała. Wręcz przeciwnie. Wtuliła się w niego, a on mimowolnie przesunął dłonią po jej skórze. - Czego oczekujesz, Cass? Że zostanę tutaj? Do jutra, do pojutrze? Rzucę dla ciebie wszystko? Nie utrudniaj tego. To nie kwestia bycia panienką na jedną noc. Tak po prostu musi być. Ja muszę odejść, a ty musisz pójść w swoją stronę. - powiedział, gasząc papierosa w popielniczce.
Obrócił głowę w jej stronę, posyłając jej ciężkie spojrzenie. - Wiesz, że kiedyś będzie musiało do tego dojść. Będę musiał wyjść. Nawet jeśli opatrzysz mi ranę, nawet jeśli będę mógł zostać piętnaście minut dłużej, to nadejdzie. - mruknął cicho. - Tak już jest. Takie jest życie. Czemu utrudniasz to sobie i mi?
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5