Poprzedni temat «» Następny temat
I poziom
Autor Wiadomość
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-06-26, 20:50   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Właściwie nie wiedziałam czemu miałam takie dziwne obawy przed zostawianiem Samanthy samej, a teraz śpieszyło mi się do niej strasznie. Może to głupie, ale bałam się że coś się jej jeszcze stanie. Wiem nie jestem jej mamusią, ale martwiłam się o nią. Może to dlatego że mogłam ją stracić, albo już straciłam. Kto to wie. Na razie miałam jedynie świadomość tego co ja czuję, bo ona była zamknięta w swoim świecie. Świecie depresji i alkoholu. Miałam już tego odrobinkę dość, ale musiałam dać sobie z tym radę. Dla niej, dla siebie, dla nas. Tak dla nas,
Otwierając drzwi nie słyszałam nic, ale stwierdzam że to cisza przed burzą. Odłożyłam zakupy w korytarzu i weszłam trochę dalej. To co zobaczyłam.. Po prostu mnie zatkało. Stanęłam jak wryta. Była moja Sami i właśnie dotykała jakiegoś faceta po plecach.. No kurde. Zagotowało się we mnie, ale bardziej zirytował mnie fakt, że on był bez koszulki, a Samantha sama mnie wyganiała dzisiaj z domu. Byłam zła, wkurzona zirytowana. Nie myślałam zbyt wiele i zbyt wiele się nie odezwałam. Skupiłam się na mężczyźnie zamykając go w tarczy i rzuciłam nim o ścianę z której spadł jakiś obrazek czy coś w ten deseń. Zmierzyłam Samanthe wzrokiem mówiącym "później sobie pogadamy". Zrobiłam kilka kroków w ich stronę nadal skupiając się na facecie który był w połowie nagi.
- Co tu się odpierdala!? To dlatego mnie dzisiaj wygoniłaś z mieszkania!? Trzeba było od razu powiedzieć żebym się wynosiła, bo znowu wolisz facetów! - może odrobinę podniosłam głos, ale sama tego nie zarejestrowałam. Spojrzałam piorunującym spojrzeniem na obiekt mojej mocy, a moja umiejętność się na nim zacisnęła tak że mógł poczuć lekki dyskomfort i ból przez nacisk na mięśnie.
- Jeśli coś jej zrobiłeś to wylecisz przez to okno. - wysyczałam do niego przez zęby mierząc go od góry do dołu. Widać było że też był potłuczony, ale to nie dawało mu prawa zbliżać się do osoby na której mi zależało.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-06-30, 14:41   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Fowler zaśmiał się słysząc jej słowa. To fakt, oboje w tej chwili byli ostatnimi kalekami i właściwie nie do końca mogli coś zdziałać, ale przynajmniej mieli siebie. Jak już mówiłem wcześniej - razem mogli więcej. Wspólnie mogli wydostać się z każdej opresji - dlaczego więc nie teraz? No, a jeśli miał tutaj umrzeć - przynajmniej w dobrym towarzystwie, o.
- Taak... Mamy siebie. - odparł cicho i uśmiechnął się lekko, ale już niezbyt wesoło. Cholera, kiedy wszystko się tak pogmatwało? Dale nieustannie powtarzał te słowa w swojej głowie, przecież dopiero co wszystko było w porządku, a teraz... Eh.
Chwilę później już przez jego pierdołowatość stracili sporą ilość alkoholu. No nic, może tym razem mu to wybaczy! Gdyby on miał wyliczać ile razy ona rozbiła im jakąś butelkę czy coś... Eh, no takie rzeczy się po prostu zdarzają!
Zerknął na swoje spodnie i kiwnął przecząco głową.
- Niee, zostanę w tych. Wystarczy mi koszulka. - mruknął cicho, a gdy Sam odezwała się ponownie wzdrygnął się. Doskonale wiedział co ma na myśli. Nie odpowiedział jej od razu - wbił spojrzenie w ziemię i zacisnął pięść.
Kobieta znalazła się przy nim, a gdy poczuł jej dotyk na swoich plecach w miejscu, gdzie widniała ta obrzydliwa gojąca się rana machinalnie jego ciało zesztywniało.
Przymknął na kilka chwil oczy i wrócił wspomnieniami do tego... Do tego wszystkiego.
- Straciłem o wiele więcej niż kawałek skóry... - mruknął cicho. Doskonale wiedział, że nie musi jej tego tłumaczyć. Ona... Rozumiała. Musiała rozumieć - przecież zawsze tak było - zupełnie jakby czytali sobie w myślach.
Ich palce się splotły, a mężczyzna wciągnął nieco głębiej powietrze do płuc.
Ten gest naprawdę wiele dla niego znaczył, ale... Nie dane mu było należycie się nim nacieszyć, ponieważ tą niezwykle wzruszającą scenę postanowiła przerwać nieznana mu jeszcze partnerka Sam.
Słysząc dźwięk otwieranych drzwi natychmiast przesunął wzrok w ich kierunku i przesunął się trochę w bok - by znaleźć się bliżej jednego z ukrytych noży.
Tak, czy inaczej zrobił to trochę za wolno, ponieważ Ricky zdążyła zauważyć, jak jej dziewczyna maca go po plecach. No, w dodatku był bez koszulki. Troszkę niezręcznie, nie powiem.
Zanim Dale zdążył cokolwiek powiedzieć poczuł, jakby jakaś niewidzialna ręka rzuciła nim o ścianę. Hmm... W jego obecnym stanie nie było to najprzyjemniejsze, ale zacisnął tylko zęby starając się zachować spokój. Jakaś jego część zapragnęła pokazać jej co potrafi, ale... Postanowił tego nie robić. Ze względu na Sam.
Wywrócił teatralnie oczami słysząc słowa skierowane do niego.
- Tak, zrobiłem jej coś, dlatego stałem sobie spokojnie na środku pokoju bez koszulki. Jakbyś jej nie znała - myślisz, że pozwoliłaby sobie coś zrobić? - rzucił nieco poirytowany tym debilnym zarzutem.
Poczuł też, jak jakaś niewidzialna siła mocno ściska jego ciało, jego mięśnie.
W tej chwili on również użył swojej mocy zwiększając dwukrotnie swoją siłę i napiął mięśnie, po czym spróbował zrobić kilka kroków w jej kierunku. Zastanawiał się, czy to w ogóle coś da. Może Ricks poczuje jak silny opór stawia i zda sobie sprawę z tego, że jest taki jak ona? Przy okazji też mógł sprawdzić jak potężna jest jej moc, oraz czy jego na coś się przyda w wypadku ewentualnej walki z nią. Warto też napomknąć, że jeszcze nie wykorzystał nawet połowy swoich możliwości.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-07-13, 19:07   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Łatwo było odpierać wszelkie słowa, gdy nie było się w centrum zdarzeń. Bardzo prosto ignorowało się zagrożenie, gdy wszystko obserwowało się z boku. Nie było też trudnym, by już żegnać się ze swoim życiem, gdy tak naprawdę nic mu nie groziło.
Ale teraz... Teraz się wszystko zmieniło. Zaczynałam się bać. Poważnie bać. To nie był mój kolejny lęk cz fobia. Przed swoimi oczami, pod moimi palcami, widziałam, do czego zdolni są ludzie... Ile złego, mogą komuś zrobić tylko po to, by uspokoić swoje zwierzęce żądze. Przerażało mnie to...
Odwzajemniłam to krótkie zaciśnięcie palców na naszych dłoniach, gdy jednak... Niespodziewania w drzwiach pojawiła się moja kruszyna, dość gwałtownie reagując na mojego gościa. Cóż, może rzeczywiście wyglądało to dosyć dwuznacznie, ale przecież...
- Ricks! - Krzyknęłam, zszokowana, kierując swój wzrok na nią, a po chwili przerzuciłam go na Fowlera, który właśnie odbijał się od ściany - Dale! - Dodałam po chwili, tym samym tonem, wewnętrznie chyba się łamiąc. Mimowolnie padłam na kolana, co wywołało tylko falę bólu w udzie, na którą tylko dałam radę syknąć.
- Ricky! Puść go! To Dale! Fowler! - krzyknęłam w kierunku dziewczyny, wyciągając ku niej rękę. Opowiadałam jej o nim nie raz, w końcu to był jeden z moich nielicznych przyjaciół, odkąd zerwałam wszelkie kontakty z Aaronem za młodego. To z nim najwięcej przeżyłam, o czym Roseberry przecież dobrze wiedziała. Powinna... Powinna mnie posłuchać. Powinna była mi ufać. Zrobiło mi się niezmiernie przykro, gdy ta... Gdy ta próbowała mnie oskarżyć o zdradę... Jak złą osobą nie byłam, w życiu bym się tego nie dopuściła. Nie mogłabym... Chociaż przecież... Czy nie zdradziłam Alison?
Mimo, że to było wbrew mnie samej, po moim policzku pociekła łza. Kurwa. Byłam hipokrytką. Tak dwulicowa. Tak nieczuła. Zdradziłam Blake, o czym brunetka dobrze przecież wiedziała, i miałam jej za złe, że mogła uznać moje zachowanie za powtórkę z rozrywki?
Mogłam już tylko przepraszającym wzrokiem krążyć, między nią i nim. Bo dopóki on nie będzie wolny... Co mogłam więcej zrobić?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-08-16, 22:03   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Złość rozczarowanie, szok. Te trzy uczucia mieszały się we mnie od paru chwil. No dobra złość od paru dni, ale mniejsza z tym. Miałam dosyć tajemnic, a to co działo się tutaj było jednym wielkim błędem, po co ja w ogóle wchodziłam w ten związek po raz drugi. Zmieniłyśmy się. Obydwie się zmieniłyśmy i to było widać na pierwszy rzut oka. Nie mogłyśmy dojść do porozumienia. Widziałam jej zmiany a ona moje i nie mogłyśmy się do nich dostosować. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam mokrą koszulkę mężczyzny. Westchnęłam i chciałam go przybliżyć do siebie, ale poczułam opór który mi to uniemożliwił. Spojrzałam na Niego zaciekawiona i połączyłam fakty. Był mutantem. Takim jak ja. Lekko się uśmiechnęłam, a gdy dotarły do mnie słowa Sami palnęłam się w głowę oczywiście w przenośni. Delikatnie zniosłam swoją umiejętność i podeszłam szybkim krokiem do Sami by pomóc jej wstać.
- Przepraszam Sami. Po prostu.. Ech nie ważne. - powiedziałam łapiąc ją pod ramię by posadzić ją na kanapę, gdy to zrobiłam spojrzałam na faceta. i zrobiłam kilka kroków w jego stronę wyciągając dłoń.
- Miło Cię w końcu poznać Dale jestem Ricky i wybacz jestem wobec niej nadopiekuńcza. - oznajmiłam swoim najbardziej przyjacielskim tonem uśmiechając się do niego i dopiero teraz zwróciłam uwagę w jakim on jest stanie. Skrzywiłam się i wzięłam głęboki wdech. - Kto śmiał urządzić tak mutanta? - zapytałam pokazując gestem głowy jego ciało. Wróciłam się do Sami i usiadłam obok niej próbując ją przytulić.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5