Nie chciała się na nim wyładowywać... nie chciała na niego przelewać swojej frustracji... Bo wiedziała, że to nic jej nie da. Nie przyniesie jej ukojenia tego, którego pragnęła. Nie zmniejszy bólu jaki odczuwała ani strachu jaki ją ogarniał. Wszystko było do bani te wszystkie emocje był zbyt silne. Najlepiej było to skończyć ale nie miała na tyle odwagi i martwiła się o Zefira. Ponieważ tylko on jej został tylko on łączył ją ze światem i zmuszał by wstawała z łóżka. On i pies An... Leżała na tym łóżku i zastanawiała po co to wszystko. Gdyby nie zwierzaki w ogóle by z niego nie wychodziła.
Kiedy Conor ją podniósł ją na dłonie nie miała nawet ochoty się szarpać. Po prostu było jej wszystko jedno. Normalnie pewnie by mu się wyrwała lub nawet nie pozwoliła by ją podniósł z łóżka, ale teraz... Miała na to wylane... bo nie interesowało jej to wszystko. AN NIE ŻYJE... JEJ JUŻ NIE MA... ZNOWU JEST SAMA... takie myśli krążyły jej po głowie. Ta ostatnia przynosiła zarazem ból jak i ulgę. Ulgę, że już nigdy nie będzie czuła straty, a ból bo nie miała nikogo. Nikogo komu mogła by się wygadać, wypłakać na ramieniu i ogólnie odezwać się do kogoś. Andy zniknął kiedy miała trzy lata, podobno został porwany, a Chris no cóż zniknął jakieś pięć lat temu lub dłużej. Już się sama pogubiła. Jednej chwili była, a drugiej nie nie było. Następnie byli rodzice, których zakrwawione znalazła w domu, by w końcu straci jedyną osobę. Która pomogła jej przez to wszystko przejść. Trzymała ją w rydzach by się nie rozleciała. Była jej fundamentem... A teraz miała wrażenie, że on się zawalił, a ona wraz z nim.
Kiedy to wylądowała w basenie... Zimnej wodzie, bo nawet podgrzewanie nie było włączone. Pewnie temperaturą wody nie była wyższa niż ta panująca na zewnątrz. Wynurzyła się z wody rzucając mordercze spojrzenie na chłopaka. Jak śmiał ją rzucać do basenu. Za kogo w ogóle się uważał? Później trochę żałowała, że nie dostała szoku termicznego, albo, że po prostu się nie utopiła. Przynajmniej było by po wszystkim i jej spojrzenie trochę złagodniało.
- Chciałam byś odszedł - powiedziała do niego bez jakichkolwiek głębszych emocji. Kazała mu odejść, a nie rzucać do basenu lub jej zawracać głową. Kiedy skoczył koło niej odsunęła się od niego, gdy zaczął od chlapać. Zanurkowała by uniknął tego chlapania odpłynęła na drugi koniec basenu.
- Pf... Daruj sobie - powiedziała do niego na koniec wychodząc z wody. Jednak zamiast podejść i wziąć od niego ten głupi ręcznik usiadła na podłodze i spojrzała za okno. - Który dzisiaj jest? - spytała się go nawet nie oczekując odpowiedzi. Nie wiedziała ile dni minęło, ani jaki jest dzień tygodnia. Wszystko zlało się jedno...
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Różnica między niemożliwym a możliwym, leży w ludzkiej determinacji.
Fazowanie
63%
F.P.T.P
name:
Conor Jason Donovan
alias:
JeyJey/ Dony
age:
24
height / weight:
183/75
Wysłany: 2018-07-13, 10:52
Multikonta: Ricky
#FPTP
Nie miałem już sił by z nią walczyć, ale nie chciałem odpuszczać. Zawsze ją lubiłem, a teraz się wyniszczała. Uśmiechnąłem się myśląc o tych dwóch dziewczynach śmiejących się droczących i kłócących. To były czasy, ale Anneliese na pewno nie chciałaby żebyśmy rozpamiętywali tylko żyli do przodu. Gdy nie wzięła ręcznika popatrzyłem z niedowierzaniem. Uśmiech leciutko mi zbladł, a gdy usiadła na podłodze zmierzwiłem sobie włosy ręką. Podszedłem do niej i usiadłem obok na razie nic się nie odzywając. Objąłem ją ręką w której trzymałem ręcznik i lekko ją owinąłem.
- Siódmy. - powiedziałem i pocałowałem ją we włosy. Może to było złe i nie odpowiednie, ale była mi najbliższą osobą i tak powinno być już zawsze.
- Chodź przebierzesz się i zjemy śniadanie. Pomogę Ci wrócić do żywych maleńka. - wstałem i podałem jej dłoń z proszącym spojrzeniem. Miałem nadzieję że uda mi się w końcu ją ogarnąć. Z resztą byłem pewien że zaczynam czuć do niej więcej niż przyjaźń, ale tego nie chciałem teraz ruszać. Podobała mi się i mogła to wyczuć, ale miała żałobę. Straciła kogoś najważniejszego jedynego. Miałem nadzieję że wszystko się dobrze ułoży ale nie będę ani jej ani siebie oszukiwał, bo i po co. Miałem troszkę inne plany i je ruszę dopiero za miesiąc może dłużej. Poczekam. Zobaczę co da się zrobić.
Dziewczyna tak okropnie bała się swoich mocy i tego co teraz się dzieje. Po za tym była w tym wszystkim trochę zagubiona. Zawsze otaczała się ludźmi lubiła przebywać ich towarzystwie oraz ogólnie mało kiedy można było ją zobaczyć podobnym nastroju co teraz. Jednak teraz sama siebie nie poznawała... Sądziła, że jest silna da radę jednak czuła się tak cholernie samotna, że nie wiedziała co z tym zrobić. Czuła ogarniającą ją pustkę i chociaż sama chciała to przezwyciężyć. Nie miała na to sił, bo się bała... Bała się zbliżyć do kogokolwiek... by znowu nie czuć tej cholernej melancholii. Najlepiej było nie wychodzić z domu, łóżka, bo unikało się ludzi. Niestety, a może na szczęście nie wszystkich tak łatwo unikać. Bo chociaż pewnie sama przed sobą się nie przyda dobrze było widzieć chłopaka. Nawet go lubiła, ale to był przyjaciel An. On również ją stracił... Skąd więc czerpie siłę... Czemu nie jest przygnębiony jej śmiercią jak ona.
- To już sześć dni jak nie żyje - powiedziała sama do siebie, jutro będzie tydzień. Sześć dni nie wychodziła z domu nawet nie była na jej grobem. Ani pracy..., którą pewnie straci. O ile szef nie uwierzył w te chorobę. Zresztą jakich naiwniaków by znalazł którzy by zgodzili się pracować w tym barze.
- Ogarnę się wyjdziemy na miasto coś zjeść, bo lodówka pusta - powiedziała do niego. Musiała wyjść z domu do ludzi, bo całkiem oszaleje. Po za tym ten dupek miał racje An, by nie chciała aby się tak użalała.
Esther poszła do swojego pokoju przebrała się w suche ubranie, a te rzuciła do kosza na pranie. Zresztą przydało by się je zrobić po powrocie bo chociaż nie było tam za dużo to nie robiła prania od sześciu dni. Tak dokładnie szukała sobie w głowie zajęć by tylko co robić nie siedzieć i myśleć. Nie wiedziała czemu zgodziła się na śniadanie z nim ale niech będzie. Przecież on też stracił przyjaciółkę... Na mieście nie okazało się tak źle dała radę nie panikować widząc ludzi w płaszczach, a zwłaszcza mężczyzn. Jednak wszystko jej przypominało tamten dzień.
//zt
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum