Poprzedni temat «» Następny temat
Poddasze
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-06-07, 20:58   Poddasze


[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-30, 11:06   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


4 kwietnia

Matilde nie mogła przestać myśleć o tym, co jej powiedział ten dziwaczny bezdomny. I o ile jakiekolwiek informacje o ciążach, ślubach i innych nekromantach była w stanie wytępić ze swojego mózgu, o tyle w innych sprawach… ten stary pijak miał rację. Już wcześniej coraz częściej myślała o odwiedzeniu Bractwa. Bo czy tego chciała, czy nie – tęskniła za Hopperem. Brakowało jej go, tak bardzo jej go brakowało. Od ich ostatniej rozmowy – choć z całą pewnością nie można tak było tego nazwać – minął kolejny tydzień. Trzeci tydzień. Nie widziała się z Hopperem od trzech, pierdolonych tygodni.
Cholera, dlaczego do cholery była taka słaba? Dlaczego tak bardzo nie mogła wytrzymać tej sytuacji? Na samym początku… to było łatwiejsze. Chyba naprawdę wierzyła w to, że Will zajmie się tym całym bagnem i szybko do niej wróci. Ale z każdym kolejnym dniem oddalali się od siebie, a ona nie była w stanie dłużej tego ignorować. Być może to były tylko jakieś chore urojenia, być może była przewrażliwiona, ale fakt, że mężczyzna nie był nawet w stanie o nią zawalczyć… to ją dobijało. Autentycznie bolało. Nie tylko psychicznie, ale przede wszystkim też fizycznie. Wallace miała wrażenie, że nie jest w stanie oddychać. Coś dziwnego jakby ciążyło jej na klatce piersiowej, uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Nie mogła spać, nie mogła jeść, nie była nawet w stanie skupić się ani na pracy, ani na niczym innym.
Nie odbierając jego telefonów chyba po prostu liczyła, że zmusi go tym, by do niej przyjechał. Ale tak się nie stało. Ani nie przyjechał, ani też już nie dzwonił. A ona.. ona po prostu potrzebowała ucieczki. To dlatego próbowała kupić narkotyki. Bo nie mogła już tego dłużej wytrzymać. I oczywiście los po raz kolejny postanowił z niej zadrwić, kiedy zamiast dilera spotkała tego pijaczynę. Właściwie nie powinna się tym zrażać. Mogła poszukać nowego dilera. Było ich na pęczki. Czysta heroina, brudna heroina. To już nie miało dla niej żadnego znaczenia. A jednak… a jednak usłyszała kilka słów, których wtedy po prostu potrzebowała usłyszeć. Schować dumę do kieszeni, zawalczyć. Zależało jej. A myśl, że to wszystko mogłoby się tak po prostu skończyć, tylko dlatego, że była zbyt dumna, by wykonać ten pierwszy krok… Chyba by nie potrafiła tego przetrwać.
Tego dnia nie spała całą noc. Była samotna, a leżenie w łóżku Hoppera jedynie spotęgowało to uczucie żałości. Być może to, że zadzwoniła po Mike’a było jedynie spowodowane zmęczeniem. Może gdyby zastanowiła się jeszcze raz... Ale w tym tkwił problem. Działała pochopnie. I w wyniku tego jakimś cudem najpierw spotkała się z Ryanem, a potem razem z nim trafiła do nowej siedziby Bractwa. To wszystko działo się jak na jakimś spowolnionym filmie. Sama Wallace miała wrażenie, jakby straciła kontrolę nad własnym ciałem i umysłem. Ale nieważne. Po prostu musiała się z nim zobaczyć. Nie była w stanie wytrzymać kolejnego dnia.
Znalezienie Hoppera nie było aż takie ciężkie. Kiedy próbowała złapać go w jego biurze i nikogo tam nie zastała, nagle znikąd wyskoczył jeden z informatyków, wskazując jej drogę na poddasze. Skinęła więc jedynie głową, pozwalając się zaprowadzić na schody prowadzące we wskazane miejsce, a potem… A potem nawet nie pamiętała przebycia tych kilkunastu schodów. Po prostu automatycznie stawiała kolejne kroki, by finalnie z bijącym sercem nacisnąć na klamkę drzwi i wejść do środka. Chyba wolałaby, by mężczyzna stał odwrócony plecami. Może byłaby w stanie się pozbierać, wykorzystać chwilę przewagi, czy cokolwiek… ale nie. Życie to nie była instytucja spełniająca marzenia i pierwsze co zobaczyła po wejściu do pomieszczenia to ciemne tęczówki Willa. Całe jej bojowe nastawienie przepadło. Miała wrażenie jakby ją sparaliżowało. Po prostu stała w tym cholernym miejscu, nie będąc w stanie ani się poruszyć, ani odezwać, ani tym bardziej odwrócić od niego spojrzenia. Chyba dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo za nim tęskniła. Matilde cicho przełknęła ślinę.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-06-30, 12:32   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy szedł na górę, powiedział, że będzie pracował i chyba faktycznie miał takie plany. Wziął ze sobą kilka wydrukowanych raportów, zaszył się, żeby nikt mu nie przeszkadzał, potrzebował chwili spokoju... ale kiedy tutaj siedział i patrzył na te kolejne litery i cyfry, które były zupełnie abstrakcyjne i absolutnie nic mu nie mówiły, zrozumiał, jak bezsensowne to wszystko było. Może gdyby się nad tym porządnie skupił, byłby w stanie coś z tego wyciągnąć, ale nie był w stanie się do tego zmusić. Był zmęczony, nie spał już od ponad doby i nawet nie wiedział, ile kaw od tego czasu wypił. Czuł ten delikatny, tępy ból głowy, który powinien zupełnie znikać po metadonie, ale od jakiegoś czasu coraz częściej wracał. Nie powinien był ruszać tej kawy, tak samo jak nie powinien wcześniej sięgać po papierosy, to nie mogło się dla niego dobrze skończyć... ale co z tego, skoro i tak miał za niedługo umrzeć? Claire tu nie było, Mercy miała za niedługo wrócić do Kanady. Nie da rady do końca uporządkować spraw Bractwa, nie ważne jak mało będzie spał i ile czasu temu poświęci. A Wallace... ona nawet nie chciała słyszeć jego głosu. Może tak było lepiej. Może w końcu to do niej dotarło. To nie miało praw się dobrze skończyć i Hopper chyba cieszył się, że właśnie uciekała z tnącego statku.... ale nie mógł nic poradzić na to, że cholernie chciał, żeby wtedy odebrała od niego telefon. Jakkolwiek nierozsądne to było i jak tragicznie to miało się dla nich skończyć, chciał żeby tu przy nim była. Brakowało mu jej. Tyle dobrze, że chociaż ona odzyskała zdrowy rozsądek, kiedy on go zupełnie stracił.
Nie chciał o tym myśleć, nie był w stanie zająć się też swoją pracą. Skończył siedząc na ziemi, oparty o ścianę z jakąś losową, porzuconą przez kogoś książką, stosem papierzysk obok i poczuciem winy, że właśnie marnuje czas. Chyba powinien się po prostu położyć, ale nie potrafił się do tego zmusić. Chyba wolał się nie przekonywać co jego głowa ciągle miała na niego w zanadrzu. Ostatnio śniło mu się to jak wtedy pojechał do motelu do Wallace, tylko tym razem się spóźnił.
I kiedy usłyszał otwieranie drzwi, odruchowo zamknął książkę i podniósł wzrok, jakby został właśnie przyłapany na czymś, czego nie powinien robić. W zasadzie tak było, miał pracować, a zamiast tego czytał sobie jakąś kiepską książkę. Świetny przykład, Hopper. Rzecz w tym, że zamiast jakiegoś losowego wolontariusza, w drzwiach stała Wallace. Wallace. Hopper poczuł jakąś dziwną gulę w gardle. Dlaczego ona tutaj była? To nie miało sensu. Odpuściła go sobie i bardzo dobrze... ale z jakiegoś powodu, nie był zły ani smutny przez to, że może... może zmieniła zdanie. Nie powinna. Hopper nawet nie miał pojęcia co właściwie czuł, kiedy na nią patrzył. Bo przecież to była ona. Nikt inny, żadna halucynacja. Cholera jasna... brakowało mu jej, tego był pewien.
Dopiero po chwili spuścił z niej wzrok i podniósł się z ziemi. Odchrząknął, ale zamiast coś powiedzieć, otrzepał spodnie, chyba głównie przez to, że nie wiedział co zrobić z rękami. Cholera, powinni skończyć sprzątanie tego miejsca, ciągle tu była cała masa pyłu. Tak. Powinien się tym właśnie zająć.
- Cześć - zorientował się, że to słowo wydobyło się z jego ust, a on sam znowu podniósł na nią wzrok.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-30, 13:27   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace niczym zaczarowana obserwowała każde kolejne ruchy Hoppera. Przyglądała się temu, jak podnosił się z ziemi, jak otrzepywał swoje spodnie, jak mierzył ją spojrzeniem, by po chwili znowu wrócić ciemnymi tęczówkami do jej twarzy. W normalnych okolicznościach może i odczuwałaby pewną satysfakcję związaną z tym, że udało jej się wprowadzić go w konsternację, że udało jej się go zaskoczyć. Ha! Pewnie jego zajebiście wielki mózg nawet nie dopuszczał do siebie faktu, że mogła być aż tak głupia, by tu przyjeżdżać. A jednak. Niespodzianka. Była jeszcze głupsza niż to w ogóle było możliwe. To co robiła z pewnością nie było rozsądne. Po tych trzech tygodniach rozłąki z całą pewnością można było już uznać, że cokolwiek miedzy nimi było jest skończone. Ot, krótki romans, który przeminął. Nikt nie miałby do nikogo pretensji, prawda? Takie rzeczy się zdarzają. Zdarzają się na okrągło. A jednak, a jednak ona uparcie nie chciała dopuścić do siebie myśli, że to był tylko kolejny zwykły romans. Mogli się kłócić, mogli się nie odzywać, mogli się nie widywać, ale to w żadnym stopniu nie zmieniało tego co do niego czuła. Nie potrafiła go znienawidzić, nie potrafiła być wobec niego obojętna, nie potrafiła o nim zapomnieć. I teraz… kiedy tak stała naprzeciwko niego i wpatrywała się w jego ciemne oczy, ten dziwny ciężar, który wytworzył się gdzieś w środku jej klatki piersiowej, wciąż nie znikał. Cześć. To jedno, zwykłe słowo zadźwięczało jej w uszach i odbiło echem po całej czaszce Cześć było niczym wymierzony policzek, jak kubeł zimnej wody. Cześć. Sama nie wiedziała, dlaczego dokładnie ją to tak pobudziło. Cześć. Przecież nie spodziewała się czegoś innego. Cześć. A jednak, a jednak była rozczarowana.
Wallace po raz kolejny przełknęła ślinę, zupełnie jakby miała złudną nadzieję, że ta dziwna gula w jej gardle po prostu zniknie. A kiedy tak się nie wydarzyło, po prostu prychnęła pod nosem, wysoko wznosząc brwi.
– To wszystko co masz mi do powiedzenia? – spytała cichym, ale wyjątkowo chłodnym tonem głosu. Cześć. Znowu to robił. Znowu zachowywał się jak skończony fiut. Dlaczego nie mógł czegoś zrobić? Czegokolwiek. Cześć. Bo tak było wygodniej, prawda? Matilde na ułamek sekundy odwróciła wzrok od Hoppera, by natrafić spojrzeniem na leżącą na podłodze książkę. I wtedy… coś jakby w nią trafiło. Poczuła jak ogarnia ją złość, wściekłość. Rany, jaka ona była naiwna. Brunetka po prostu parsknęła nieprzyjemnym, lodowatym śmiechem. Nie miała już siły, była bezradna, a to… to po prostu przelało czarę goryczy.
– Widzę, że przeszkodziłam w czymś zajebiście istotnym, od czego ważą się losy całego świata – rzuciła ze złością, doskonale dając mu do zrozumienia, że wiedziała co tu robił. Wallace pokręciła z niedowierzaniem głową. Miała dość. Miała dość, a mimo tego odważyła się zrobić krok w jego kierunku.
– W czymś przez co musiałeś mnie porzucić, huh? – i zrobiła kolejny krok, a potem jeszcze kolejny, zatrzymując się pół metra od niego. Chciała nad sobą zapanować, ale po prostu nie potrafiła. Nawet nie wiedziała kiedy jej ręka uniosła się w powietrze i wymierzyła Hopperowi siarczysty policzek. To się po prostu wydarzyło.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-06-30, 14:28   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie chciał, żeby to było skończone, cholernie nie chciał, chociaż nie potrafił znaleźć w swojej głowie żadnego sensownego argumentu, dlaczego to miałoby być istotne. Tak miało być dla nich lepiej, prawda? Od kiedy tylko coś zaczęło ich łączyć to wiedział i początkowo robił wszystko, żeby do tego doprowadzić. Dlaczego przestał? Dlaczego ona przestała? Przecież w końcu to zrozumiała. W końcu to do niej dotarło, zerwała z nim kontakt. Nie odbierała telefonów, nie chciała go słyszeć, więc przestał dzwonić. Tego właśnie chciała, prawda? Pamiętał ich rozmowę o Claire. Wallace chciała mieć spokój, więc go jej dał. Nie sprawdzał gdzie była, nie próbował wyciągnąć jakichkolwiek informacji z jej telefonu. Odpuścił, uszanował tę jej pieprzoną wolność i nie robił z niej zwierzęcia w klatce.
I kiedy już wszystko było zamknięte najlepiej jak tylko mogło być, ona tutaj przyszła. Zmieniła zdanie? Hopper chyba nie powinien mieć nadziei, że właśnie to się stało. To nie było dla nich dobre. Z resztą, Wallace bywała rozsądna, pewnie po prostu przyjechała po coś do Bractwa i tutaj na niego trafiła. Dlaczego on w ogóle założył, że przyjechała dla niego? Jakże egocentryczne z jego strony. Nie był motywacją wszystkich ludzi na świecie.
Nie miał pojęcia, co odpowiedzieć na to jej lodowate pytanie. Nie miał pojęcia co mógłby powiedzieć, miał zupełną pustkę w głowie. Jakim cudem to w ogóle było możliwe? Problemem zawsze było zbyt wiele myśli, jak dużo do zrobienia i jak mało czasu na to wszystko, a tym razem... po prostu nic, kiedy tak bardzo potrzebował znaleźć coś co mógłby jej powiedzieć. Po prostu otworzył usta i kiedy zorientował się, że nie wykrzesa z siebie żadnego słowa, zamknął je z powrotem.
Hopper powędrował wzrokiem za jej spojrzeniem, prosto do tej przeklętej książki. Stanowczo, miała prawo być na niego wściekła. Po co on w ogóle zaczął to czytać? Przecież miał świadomość, że tylko marnował czas. Powinien był po prostu sięgnąć po te raporty, które cały czas leżały obok książki, jakby przypominając o tym jego bezsensownym wyborze. Czemu zawsze musiał być takim skończonym idiotą? Skoro już umierał przez zbyt duży mózg, ten mógłby się czasami na coś przydać.
Nie był w stanie jej na to odpowiedzieć, poszukać jakiejś wymówki, bo po prostu miała rację. Nie miał nic na swoją obronę, mógł po prostu tam stać i słuchać, jak się wściekała. Ale kiedy rzuciła kolejne zdanie, usta same zaczęły mu się otwierać.
- Ja nie... - Ale ona znowu miała rację. Porzucił ją, żeby potem nie musiał jej porzucać. Genialny plan, Hopper. - Nie odbierałaś telefonów... - dodał bezradnie, jakby to cokolwiek wyjaśniało.
Nic nie zrobił, kiedy Wallace podeszła te kilka kroków i wymierzyła mu policzek. Z resztą, co mógłby zrobić? Po prostu wbił wzrok w jej twarz.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-30, 15:07   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To, że Hopper nic nie mówił było dla niej chyba jeszcze gorsze. Nie zaprzeczał, nie odpowiadał, nie szukał wymówek. Bo miała rację. Bo miała rację, że miał ją gdzieś. Miała rację, że mu na niej nie zależało. Sama nawet nie wiedziała co powinna teraz zrobić. W tym samym momencie chciało jej się zarówno śmiać, jak i po prostu załamać ręce i rzucić to wszystko w cholerę. Nie miał jej nic do powiedzenia nawet wtedy, kiedy z wyrzutem mu wytykała, że nie ma jej nic do powiedzenia. Dlaczego nie mógł czegoś zrobić? Tak bardzo chciała, by coś zrobił. Cokolwiek. A zamiast tego… zamiast tego po prostu tak stał i się na nią patrzył. No zajebiście. Wallace dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak głupia była skoro liczyła na cokolwiek ze strony tego dupka. To co dla niej miało jakąś wartość, dla niego nie znaczyło nic. A kolejne słowa, te głupie nie odbierałaś telefonu to była już przesada. Czy on przypadkiem nie powinien być pierdolonym najgenialniejszym człowiekiem na ziemi? Czy on nie powinien rozumieć tak prostych spraw? Czy naprawdę trzeba mu było to wszystko wykładać na stół, jak jakiemuś pięciolatkowi? Matilde nie mogła tego dłużej wytrzymać. Być może, gdyby coś zrobił, gdyby się starał wytłumaczyć to nie byłaby tak wściekła, jak w tym momencie. Ba! Ona wręcz rozpaczliwie potrzebowała, by się tłumaczył. By udowodnił, że jednak mu zależało.
– CZEKAŁAM AŻ DO MNIE WRESZCIE PRZYJEDZIESZ – wykrzyczała, jednocześnie przesuwając dłonią po swoich włosach. Czy to naprawdę było tak ciężkie do zrozumienia? Nie miała już zamiaru nad sobą panować. Te trzy tygodnie rozłąki, ta nagromadzona wściekłość, złość, tęsknota… Nie miała zamiaru dłużej nad tym panować. Nie potrafiła dłużej nad tym panować. Te wszystkie emocje po prostu w tym momencie postanowiły z niej wyjść. Przez usta, przez mimikę twarzy, przez sposób w jaki się poruszała.
– CZEKAŁAM NA CIEBIE PONAD TYDZIEŃ. SIEDZIAŁAM W TYM TWOIM DURNYM MIESZKANIU I LICZYŁAM NA TO, ŻE KTÓREGOŚ WIECZORU JEDNAK SI? TAM POJAWISZ, TY PIERDOLONY ZŁAMASIE – nie interesowało ją to, czy ktoś to usłyszy. Nie interesowało ją to, czy zbiorą się tu ludzie. Robiła widowisko? Być może. Ale miała dość tych wszystkich niewypowiedzianych słów. Nie była w stanie dłużej tego w sobie tłumić. To? To był idealny moment. Wallace nie zważała nawet na to, jak bardzo zabolała ją ta ręka po wymierzeniu Hopperowi policzka. Nieistotne. Dostał to na co zasługiwał. I kiedy ich spojrzenia znowu się skrzyżowały… Wallace poczuła, jak zrobiło jej się sucho w ustach. Chciała dalej krzyczeć, chciała znowu go uderzyć. Chciała, by go zabolało. Chciała, by poczuł to, co ona czuła, kiedy samotnie leżała na tym jego wielkim, pustym materacu. Ale nie potrafiła mu tego wszystkiego przekazać. Pewnie i tak, by nie zrozumiał. Nie był aż tak genialny, jak się wszystkim wydawało. Po kilkusekundowej ciszy, podczas której Wallace mierzyła go gniewnym spojrzeniem, zaciskając mocno wargi, nagle jej oczy się dziwnie zaszkliły.
– Potrzebowałam cię – wyrzuciła z siebie wciąż podniesionym, wciąż podenerwowanym, ale tym razem zrozpaczonym tonem głosu. A potem… po prostu wzruszyła bezradnie ramionami. Potrzebowała go, wciąż go potrzebowała.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-06-30, 16:32   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopperowi po prostu opadły ręce. Może i Wallace wcześniej miała rację, ale to? To było po prostu niewiarygodnie absurdalne. Tylko Wallace potrafiła wpaść na coś równie głupiego.
- Ty? Ty na mnie czekałaś? OD DWÓCH TYGODNI MÓWI? CI, ŻEBYŚ TU PRZYJECHAŁA! - wybuchnął nagle. Nie chciała tego. Nie chciała tutaj przyjeżdżać, nie brakowało jej go na tyle, żeby ruszyć swój tyłek i samej przyjechać. Trudno, był w stanie to zrozumieć. Musiał to zrozumieć, skoro sam nie mógł do niej pojechać. Po prostu nie mógł zostawić tego miejsca na pastwę losu... Ale czy Wallace miała jakiekolwiek wytłumaczenie inne niż pokłóciłam się z Colleen Marie, której i tak tutaj nie ma? I proszę, niech tylko nie próbuje udawać, że o tym nie wiedziała. Nie była głupia, a z resztą media uwielbiały trąbić o tym niesamowitym zwycięstwie DOGS. Jeżeli ktoś tutaj miał prawo być wściekły, to on. To ona go pierwsza odtrąciła, to ona nie odbierała telefonów, to ona dała mu do zrozumienia, że dała już sobie z nim spokój. I teraz próbowała z niego zrobić tego złego? Nie, nie miał zamiaru na to pozwolić.
- A SKĄD JA TO KURWA MIAŁEM WIEDZIEĆ?! - Nie był wszechwiedzący, a wszystko co robiła w ostatnim czasie... - Nie odbierałaś pierdolonych telefonów! Nie dałaś nawet znaku życia! Chciałaś mieć ode mnie spokój, to ci go dałem!
Sama dała mu do zrozumienia, że powinien odpuszczać, nie naciskać, kiedy ktoś najwyraźniej miał go dość. Więc właśnie to zrobił! A teraz ona była wielce pokrzywdzona. Z resztą, skąd on niby miałby wiedzieć, że ciągle siedziała w jego mieszkaniu, skoro nawet nie chciała mieć z nim nic wspólnego? Nawet nie odebrała żadnego, pierdolonego telefonu! To chyba było mniej wymagające, niż oddzwonienie czy wysłanie SMS-a wszystko u mnie w porządku, huh?
Był wściekły. Bolał go policzek. Miał jej już serdecznie dość. Powinien po prostu sobie pójść i ją tutaj zostawić, niech wyżyje się na czymkolwiek innym niż on sam. Ale kiedy patrzył jak jej oczy zaczęły nagle błyszczeć i kiedy słuchał tej jej dziwnej zmiany tonu... kiedy dotarło do niego co właściwie powiedziała... nie mógł tego zrobić, a ta dziwne gula znowu pojawiła się w jego gardle.
Nie wiedział, co powinien zrobić. Nie był w stanie nic wykrztusić, nie miał pojęcia czy jakikolwiek gest z jego strony nie sprawi, że Wallace znowu bardziej się wścieknie... ale mimo wszystko położył swoją dłoń gdzieś w okolicach jej łokcia. Po prostu... ciężko stwierdzić czy przede wszystkim to wydawało mu się właściwe, tym czego ona potrzebowała czy po prostu było tym czego on chciał i czego potrzebował.
- A ja... potrzebuję ciebie - wykrztusił w końcu. Nie miał pojęcia skąd się wzięło to nagłe wyznanie, ale to było ważne. Może dlatego, że w przeciwieństwie do Wallace nie użył czasu przeszłego. Potrzebował jej przez te dwa tygodnie, potrzebował jej teraz i będzie jej potrzebował.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-30, 17:27   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy on siebie w ogóle słyszał? Wallace przez chwilę wydawało się, jakby trafiła do zupełnie innej rzeczywistości. Do takiej rzeczywistości, w której najwyraźniej to ona zawaliła. To ona była winna całej tej sytuacji między nimi. Huh, cudownie. Tak, miał rację. To ona go zostawiła na pastwę losu bez niczego. To ona nigdy nie miała czasu. To ona była tak bardzo „przepracowana”, że nawet nie była w stanie znaleźć dla niego godziny. To ona nie dotrzymała ani jednej złożonej obietnicy.
– OD DWÓCH TYGODNI SKUTECZNIE MNIE OD SIEBIE ODSUWASZ, HOPPER. ODPYCHASZ MNIE I OBOJE DOSKONALE O TYM WIEMY – nie była głupia, czuła to. Czuła jak między nimi buduje się mur. Doskonale widziała to, że każda kolejna rozmowa była krótsza. Mówił, by przyjechała, ale jednocześnie robił te wszystkie inne rzeczy, wyraźnie wysyłając jej te wszystkie sprzeczne sygnały. Może i nie należała do najbardziej stabilnych emocjonalnie osób, ale bez przesady. Mogła sobie mieć nieograniczone pokłady empatii, ale kiedy pojawiał się na jej drodze Hopper to wszystko szlag trafiał.
– ŚWI?TY SPOKÓJ TO OSTATNIE CZEGO CHCIAŁAM – czemu on nie mógł zrozumieć tak prostych rzeczy? Czemu nie mógł zrozumieć, że gdyby chciała mieć od niego „święty spokój” to już dawno by o to poprosiła? Nie miała problemu z mówieniem tego, co myślała. Ba! Jeśli miała pewność, że to zaboli drugą osobę, tym chętniej posunęłaby się do takiego kroku.
– Oh! PIERDOL SI?. OBIECAŁEŚ MI COŚ, HOPPER. A ZAMIAST ZROBIĆ COKOLWIEK SIEDZISZ ZAMKNI?TY I… właściwie to nawet nie wiem co tutaj wyrabiasz!
Jaką miała pewność, że ten jego „natłok obowiązków” nie był tylko wymyślony? Unikał jej przez tyle czasu. Niby mówił, by przyjechała, ale gdzieś wewnętrznie czuła, że wcale jej tutaj nie chciał. Była dla niego ciężarem. To miało sens, prawda? Ale z jakiegoś powodu, kiedy widziała jak chujowo i beznadziejnie wyglądał... nie potrafiła go osądzać o takie rzeczy. Nawet nie wiedziała, jak się czuł. O niczym jej nie mówił. Ich rozmowy ograniczały się do jakichś głupot, a nie poważnych spraw. I mimo tego, że powinna być jeszcze bardziej wkurzona, ta złość powoli zaczynała ustępować. Matilde wpatrywała się w jego oczy, jakby wciąż licząc, że mężczyzna wreszcie coś zrobi. Coś, co chociaż trochę poprawi jej samopoczucie. Nie oczekiwała przecież wiele. Po prostu nie chciała być dłużej samotna. Tak bardzo jej go brakowało. Ta kłótnia, to darcie się na siebie… To nie miało dla niej znaczenia. Nie, kiedy poczuła jego rękę na swoim łokciu. Matilde przełknęła cicho ślinę, odwracając na moment wzrok, by odgonić napływającą do jej oczu wodę. Była bezsilna, bezradna, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. I pewnie udałoby jej się osiągnąć zamierzony skutek, gdyby nie te kolejne słowa Hoppera. Wzrok Wallace niemal natychmiast powrócił do tęczówek Hoppera, a między jej brwiami pojawiła się delikatna zmarszczka. Przez chwilę sprawiała wrażenie, jakby się zastanawiała nad tym, czy to co mężczyzna mówi jest prawdą, ale po krótkiej chwili milczenia jedynie skinęła głową.
– Ja… zostanę, jeśli tego… jeśli tego chcesz – wychrypiała w końcu, delikatnie przygryzając dolną wargę. To zależało już tylko od niego. Jeśli tego chciał to miała zamiar zostać przy nim do samego końca. A jeśli nie... Matilde poczuła jak jej serce znowu zaczyna bić stanowczo zbyt szybko.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-06-30, 19:30   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy ją od siebie odsuwał...? Może. Może to było dla nich najlepsze, najrozsądniejsze wyjście. On musiał nie dopuścić do śmierci kolejnych osób. Ona musiała go sobie odpuścić, prędzej czy później. Nie mogli nic na to poradzić. Tak wyglądała rzeczywistość, a oni nie mogli jej zmienić. Ale może warto było popełnić ten błąd, obydwoje tego chcieli... a raczej Hopper tego chciał, bo nie miał już pojęcia czego właściwie chciała Wallace. Może po prostu jakiegoś krótkoterminowego rozwiązania, kogoś z kim nie będzie musiała użerać się szczególnie długo, lekkiego dreszczyku emocji i relacji wystarczająco autodestrukcyjnej na jej standardy. Chyba gdyby powiedziała mu to po tym ostatnim tygodniu, nieszczególnie by się zdziwił.
- Tak, bo przecież tobie tak niesamowicie zależy! To ty ciągle do mnie wydzwaniałaś i zastanawiałaś się, czemu do cholery nie odbieram, czy może to dlatego, że jestem już martwy!
Nienawidził tego. Nienawidził, kiedy nie mógł sprawdzić czy wszystko u niej w porządku, czy nie wróciła do ćpania, czy nie zdążyła się już zaćpać na śmierć. Miała nie brać, ale bądźmy szczerzy, to nie była pierwsza uzależniona osoba, którą w swoim życiu spotkał Will. Nie miał nawet pojęcia czy chodziła na grupę, czy miała kogokolwiek, kto mógł przypilnować, że wszystko z nią w porządku. On by mógł, gdyby tylko Wallace odbierała telefony, gdyby tu przyjechała, gdyby nie miała go kompletnie w dupie.
I nagle, kiedy wśród tych krzyków Wallace stwierdziła, że wcale nie chciała się go pozbywać, w jakiś niewyobrażalny sposób nagle zrobiło mu się lepiej. Jasne, ciągle był wściekły, ciągle na siebie krzyczeli... ale jednak, jakimś cudem, jakiś dziwny ciężar spadł mu z ramion.
- Nie. To ty się pierdol! - odgryzł jej się, jakże elokwentnie. - Gdybyś choć raz mnie posłuchała i przyjechała, nie musiałabyś się zastanawiać! - odpowiedział jej, bo w końcu nie miał zamiaru mimo wszystko odpuszczać. Nie całkiem, nie w tym momencie. Ciągle był na nią za bardzo zły... ale z drugiej strony, nie mógł wyrzucić z głowy tej myśli, że Wallace wcale nie chciała, żeby dawał jej spokój. Że była równie głupia co on i chyba ciągle chciała się w to pchać, chociaż to nie miało ani odrobiny sensu czy przyszłości. Byli skazani na porażkę, a jednak... to nie wydawało się takie złe. Może przez to, że ich przegrana wydawała się taka odległa, zwłaszcza kiedy stali tak blisko siebie, a on przejeżdżał kciukiem po jej ręce.
Nie miał pojęcia co znaczyła ta zmarszczka między brwiami Wallace, nie miał pojęcia co znaczyło to jej spojrzenia i nie miał pojęcia co ona zrobi...ale to chyba nie miało znaczenia, tak długo, jak nie miała zamiaru się stąd ruszać. Wolną dłonią odgarnął jej włosy za ucho. Dobrze było ją mieć tutaj. Dobrze było czuć jej skórę pod swoimi palcami. Cholera, naprawdę mu tego brakowało. Czemu oni się w ogóle rozdzielali?
I kiedy usłyszał jej propozycję, nerwowo przełknął ślinę. Ta gula z gardła nie zamierzała się nigdzie ruszać. Cholera jasna, czemu był tak bardzo zdenerwowany? To była tylko zwykła rozmowa. Żadnych strzałów, żadnych rannych, żadnego ryzyka śmierci.. Posłał dziewczynie krótki uśmiech, by zaraz wrócić do wcześniejszego wyrazu twarzy.
- Tak... tak, chcę tego - odpowiedział jej cicho. Co ona miała z tym przygryzaniem wargi?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-30, 20:30   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper miał wyjątkowe szczęście, że Matilde nie była w stanie czytać w jego myślach. Boląca ręka, czy też nie.. z całą pewnością wymierzyłaby mu kolejny cios, gdyby tylko dowiedziała się, co teraz siedziało w tym jego wielkim, umierającym mózgu. Nie, nie szukała dreszczyku emocji. Nie, nie chciała krótkoterminowego rozwiązania, czy też kogoś z kim nie będzie musiała się zbyt długo użerać. Chciała jego, czy on tego nie mógł tak po prostu pojąć? Chciała jego. Chciała Williama Hoppera. W całej tej jego beznadziejnej otoczce, z tym paskudnym charakterem i chujowym, gnijącym mózgiem. Po prostu. Nie miała na to wpływu, niezależnie od tego jak bardzo by chciała to zmienić.
– Nie chciałam ci przeszkadzać! I tak, kurwa. Zamartwiałam się o ciebie. Zadowolony?! NIE MOGŁAM SPAĆ, OBAWIAJĄC SI?, ŻE TWÓJ MÓZG ZNOWU COŚ ODJEBIE I SYTUACJA Z MOTELU SI? POWTÓRZY – dlaczego zawsze odwracał kota ogonem? Nie, nie dzwoniła. Ale tylko dlatego, że mówił jej jak bardzo jest zajęty i ile ma pracy. Nie chciała go wkurwiać swoim wiecznym dzwonieniem, po prostu! Zależało jej na nim do tego stopnia, że grzecznie czekała aż on znajdzie choć trochę wolnego. I najwidoczniej popełniła błąd. Najwidoczniej powinna wydzwaniać co godzinę i doprowadzać go tym do szewskiej pasji. Czemu wcześniej o tym nie pomyślała? W końcu nie było nic lepszego od wiecznie wkurzonego i marudzącego Williama.
– CHCIAŁABYM! – wykrzyknęła instynktownie na tą jego cudownie mądrą wypowiedź, nie panując za bardzo nad swoimi słowami. Być może powinna się czuć głupio, być może powinna to sprostować, ale była zbyt zmęczona. A poza tym… Chciała tego i w tym właśnie tkwił problem, bo jego tam nigdy nie było! W ogóle go tam nie było. Z kolei na jego kolejne słowa po prostu ponownie parsknęła śmiechem. A on znowu to samo! Czy on jej w ogóle nie słuchał? Czy ten jego cudowny mózg po prostu się przegrzał i nie zarejestrował informacji o tym, jak bardzo chciała by to on przyjechał?
– Czekałam aż mi coś udowodnisz, Hopper – syknęła tylko. Właściwie to bardzo chciała już to tak zostawić i nic nie dodawać, ale tym razem nie miała zamiaru mu ustępować. To ona miała rację, a nie on. Dlatego musiała to ciągnąć. Dla cholernej zasady. Ale nie robiła już tego tak jadowicie i złośliwie jak wcześniej. Wyczuwając zmianę nastawienia Hoppera, chyba postanowiła zrobić dokładnie to samo. A to, że był teraz tak blisko… To, że ją dotykał po ręce. To, że odgarniał włosy z jej twarzy… Matilde wstrzymała na chwilę oddech. Tak bardzo chciała się dalej na niego wściekać. Przecież było jeszcze tyle kwestii, o które mogła się przyczepić! A jednak. A jednak on znowu to robił. Znowu mieszał jej w głowie. Znowu zapierał jej dech w piersiach. Nie potrafiła racjonalnie myśleć. Nie, kiedy był obok. Nie, kiedy czuła zapach jego perfum. Tak bardzo za nim tęskniła… Ta cała ich kłótnia, ta rozłąka… to w ogóle nie powinno mieć miejsca.
I kiedy wreszcie usłyszała jego słowa… nie potrafiła za bardzo opisać tego co poczuła. Choć jakiś ciężar niby spadł jej z serca, to z całą pewnością uderzenia w klatce piersiowej się nie unormowały. Wallace skinęła lekko głową, by po chwili pod wpływem impulsu po prostu pokonać dzielącą ich odległość. A potem bez zastanowienia przycisnęła swoje usta do jego ust i złożyła na nich głęboki pocałunek.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-06-30, 22:04   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ta sama gula w gardle. Znowu. Nie spodziewał się tego co powiedziała, tego, że nie tylko on nie mógł wyrzucić z głowy wizji, gdzie to drugie kończy tragicznie, bo nie upewnili się wystarczająco dobrze, że to się nie stanie. Cholera, przecież to miało sens. Obydwoje wiedzieli przecież jak to było, kiedy ktoś na kim im naprawdę zależało ginął, a oni ich zawiedli. Mogli sobie powtarzać tysiące razy, że to nie była ich wina, ale przecież czuli jak było naprawdę. A przynajmniej Hopper czuł, jak było naprawdę, bo nie miał pojęcia jak właściwie wyglądała sytuacja Wallace i czy miała prawdziwy powód, żeby mieć te wyrzuty sumienia.
A chyba najgorsze w tym wszystkim było to, że tam w motelu nie było tak źle. Nie wziął fentanylu, ale nie raz już tak się zdarzało, że za późno wziął kodeinę w tabletkach i wszystko zwymiotował. Z resztą, wtedy nie miał nawet wszystkich objawów, był na metadonie... Wiele razy było gorzej. W dowolnym momencie mogło zrobić się jeszcze gorzej, a to był i tak dopiero początek tego wszystkiego. Miał szczęście, cały czas nie miał wylewu. Z każdym kolejnym tygodniem miało się robić coraz gorzej, a sytuacja, którą tak mocno przeżyła Wallace nie była taka zła, na dodatek jak na stare standardy, z czasów, kiedy mógł liczyć tylko na kodeinę. Jak on niby miałby jej o tym powiedzieć? Prędzej czy później ona przecież się dowie... ale jak ona miała to przeżyć, skoro taka migrena, to było dla niej aż tyle?
Chyba był tą myślą zbyt poruszony, żeby zwrócić szczególną uwagę na tę jej nagłą deklarację, że chciałaby uprawiać z nim seks. Huh. Już drugi raz wyskakiwała z czymś takim podczas kłótni. To się zaczynało robić zbyt podejrzane na zwykły przypadek.
Na ten jej kolejny komentarz po prostu wywrócił oczami, nie mając siły i zamiaru dalej się z nią użerać. Zwłaszcza, że kiedy stała tak blisko niego, nie miał najmniejszej ochoty się kłócić. Brakowało mu jej, jej zimnych dłoni, jej miękkich, czarnych włosów, jej perfum, jej czerwonych ust, tej jej milimetry krzywej, głupiej krzywki grzywki. Tego jej ciężkiego do przeżycia, przebrzydłego charakteru. Tak, chyba pod tym względem świetnie się dobrali.
I kiedy w końcu Wallace pokonała dzielącą ich odległość, odwzajemnił jej pocałunek. Cholera, brakowało mu tego. Objął ją ramieniem wokół talii i przyciągnął jeszcze bliżej, nie mając najmniejszego zamiaru puszczać jej w najbliższym czasie, kiedy składał kolejne pocałunki na jej ustach. Jak oni w ogóle mogli bez tego wytrzymać? Bez siebie.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-30, 23:02   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde nawet bardzo się ucieszyła z tego, że Hopper tak po prostu postanowił zamilknąć i nie dolewać oliwy do ognia. Chyba lubiła tego dupka, ale czasami po prostu nie dało się słuchać tego jego gadania. A już zwłaszcza podczas kłótni, kiedy nie miał racji, a uparcie drążył temat i odwracał kota ogonem. Wszystkie ich sprzeczki kosztowały ją naprawdę wiele energii, ale z jakiegoś powodu nie potrafiłaby z nich zrezygnować. Być może dlatego, że tylko wtedy byli w stanie szczerze pogadać o swoich uczuciach? Nigdy nawet nie mówili sobie tych ważnych i bardzo znaczących rzeczy. A przynajmniej do czasu, kiedy oboje nie zaczęli sobie skakać do gardeł. Tym razem nie było przecież inaczej.
Potrzebował jej. Chciał, by z nim została. Chciał dalej kontynuować to, co się między nimi działo. Dlaczego nie mógł jej tego powiedzieć w normalnych okolicznościach? Dlaczego musiała tutaj przyjechać i usłyszeć to podczas kolejnej przykrej wymiany zdań? Ale o dziwo nie miała mu tego za złe. Rozmawianie o tym co leżało na sercu, nigdy nie było łatwe. A już zwłaszcza dla takiego rodzaju ludzi, jakim byli. Teraz to nie było istotne. Ona też tego chciała. Nieważne, jak chujowo to miało się skończyć.
Nic nie miało znaczenia. Nie, kiedy byli tak blisko. Nie, kiedy trzymał ją w swoich silnych ramionach i całował a taki sposób. Brakowało jej tchu, miękły jej kolana. Uwielbiała to uczucie. To było takie właściwe. Tak, zdecydowanie nie powinni się nigdy rozdzielać. To było jakieś nieporozumienie. Jakaś zwykła pomyłka. Wallace wsunęła jedną dłoń w jego włosy, a drugą położyła na jego karku, dzięki czemu była w stanie jeszcze bardziej – o ile to ogóle było możliwe – do niego przylgnąć. Rany, tak bardzo za nim tęskniła. Mieli tyle rzeczy do obgadania. Tyle rzeczy, które powinni jeszcze omówić, ale to w tym momencie nie wydawało się aż tak ważne. Mogło poczekać, prawda? Cóż, zdecydowanie mogło. W przeciwieństwie do tego, co działo się teraz. I kiedy tak składała kolejny pocałunek na jego ustach, czując uderzenie gorąca, jej dłonie bezwładnie zsunęły się po jego plecach, zatrzymując się dopiero na krańcach koszulki mężczyzny. A potem… po prostu bez zawahania zaczęła ściągać jego koszulkę. Była zbędna.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-01, 09:38   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tak, to był ich problem. Nie potrafili ze sobą rozmawiać, aż te wszystkie frustracje i irytacje przelewały czarę goryczy, a oni po prostu wybuchali, wyjaśniali sobie wszystko, a między nimi było w porządku... aż znowu coś się nie działo. To chyba nie było do końca zdrowe, ale równocześnie... jak oni mieli rozmawiać o swoich emocjach? Obydwoje byli w tym fatalni. Hopper nawet sam nie był pewien co czuje i czemu to czuje, jak niby miałby wyjaśnić to jej?
Ale to nie mógł być taki zły system, skoro koniec końców działał. Jakimś cudem, wszystko między nimi było znowu w porządku, chociaż przez ostatnie dwa tygodnie to wydawało się zupełnie niemożliwe, chociaż kilka minut wcześniej się na siebie darli, To chyba było najważniejsze, na dobrą sprawę nic innego nie miało w tamtym momencie znaczenia. Byli tak blisko siebie, czuł jej usta na swoich ustach, byli razem i to chyba pod każdym możliwym względem. Jakimś cudem byli parą. Byli obok siebie, w końcu. Byli po tej samej stronie, nie dzieliła ich żadna niewidzialna ściana. Chyba ostatni raz tak było w tym motelu... i cholera, brakowało mu tego. Nie tylko tego jak blisko ją przy sobie trzymał, nie tylko sposobu, w jaki wplatała dłoń w jego włosy, a drugą trzymała na jego karku, ale też tego że mieli kogoś po swojej stronie. Obydwoje byli niewyobrażalnie tragiczni... ale może właśnie o to chodziło. O znalezienie sobie kogoś równie beznadziejnego i po prostu bycie z tą osobą, nieodpuszczanie, nie ważne jak idiotyczne pomysły miała ta druga osoba.
Will oderwał się od niej na chwilę, kiedy Wallace ściągała mu koszulkę. Czemu to on zawsze kończył pierwszy bez koszulki? Nie powinien chyba nigdy dopuścić do tego, żeby to stało się ich dziwną regułą, stanowczo wolałby częściej widywać ją bez koszulki. Och, to było stanowczo niesprawiedliwe. Powinien dopilnować, żeby to Wallace w najbliższym czasie wystarczająco dużo razy jako pierwsza straciła koszulkę. Tak żeby sprawiedliwości stało się zadość. Wsunął ręce pod jej koszulkę, błądząc dłońmi po jej ciele. Cholera, brakowało mu jej. Oderwał się w końcu od jej ust, żeby zacząć składać kolejne pocałunki na jej szyi.
- Powinniśmy sobie znaleźć inne miejsce - mruknął cicho błądząc ustami gdzieś w okolicach jej ucha. Teoretycznie ciągle pracował, nikt nie wiedział, że nie powinni mu przeszkadzać. Jeżeli ktoś będzie chciał go znaleźć, nie będzie miał z tym szczególnego problemu, trafi na górę w ciągu kilku minut. Drzwi nie miały zamka, w każdej chwili ktoś mógł im przeszkodzić. Cholera, mieli tutaj pierdolone okna na pół ściany... ale nie przeszkadzało to Hopperowi w końcu chwycić za brzeg jej koszulki i pozbawić jej tej zdecydowanie zbędnej części garderoby.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-01, 11:36   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Byli parą. Byli nią jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Cholera jasna, jeśli to miało ich do siebie jeszcze bardziej zbliżać, to mogła się z nim kłócić. Mogła krzyczeć, mogła się wściekać, mogła być jeszcze bardziej irytująca. To nie miało dla niej żadnego znaczenia. Nie, kiedy koniec końców i tak kończyli w tym samym miejscu. Jeśli wcześniej miała jakiekolwiek wątpliwości co do intencji, czy uczuć Willa.. W momencie, w którym posłał jej ten uśmiech… To wszystko po prostu wyparowało. Patrzyła na niego tymi swoimi ciemnymi oczami i cholera, był taki beznadziejny. Miał tyle wad, był taki wkurwiający i doprowadzał ją do szewskiej pasji. Ale jednak, jakimś cudem, nie wyobrażała sobie, by mogło tego zabraknąć. Nie wiedziała do końca, czym było to coś, co do niego czuła. Ale nie była w stanie tego ignorować. Nawet jeśli bardzo, by tego chciała, to wciąż tam było i sprawiało, że jeszcze bardziej go chciała. I nie, to nie miało nic wspólnego z pożądaniem.
Chciała jego. Całego. Z tymi przemądrzałymi komentarzami, z tymi bliznami na twarzy, z tym okropnym umierającym problemem. Bo kiedy z nim była.. czuła się, jakby wracało do niej życie. Wszystkie problemy po prostu przestawały być problemami, a jedynie zwyczajnymi przeszkodami. Może i byli egoistami, może i byli wyjątkowo trudnymi ludźmi, którzy nie nadawali się do życia w społeczeństwie, może i byli dziwni. Ale cholera. Nikomu nigdy nie ufała tak jak Hopperowi. A przecież praktycznie nic o nim nie wiedziała. Jedynie jakieś ułamki, mało znaczących informacji. Oskarżenia o morderstwo, którego była pewna, że nie popełnił. Ale czy nie popełnił żadnej zbrodni? Tego nie była przekonana. W końcu wciąż pamięta to, jak wykręcił jej rękę, kiedy próbowała go obudzić. Ale do diabła, na tym etapie to chyba nie miało dla niej znaczenia. Nie sądziła, by był w stanie wyrządzić jej krzywdę. Nie, kiedy ją dotykał w ten sposób. Nie, kiedy składał pocałunki na jej szyi, sprawiając, że przez ciało Wallace przechodziły te przyjemne dreszcze. Cholera, dlaczego zmarnowali tyle czasu?
Musieli to szybko nadrobić, zdecydowanie. Pod wpływem tych pocałunków, Matilde przejechała swoimi rękoma po barku Hoppera, wbijając paznokcie w jego skórę i zostawiając na niej czerwonawe ślady. I mimo, że to wszystko działo się tak szybko, tak intensywnie, to jej nadal było mało. Wciąż lgnęła do niego, dość nieskutecznie próbując odnaleźć jego usta.
– Zdecydowanie – mruknęła cicho, przyciskając wreszcie wargi do jego ramion i zachłannie je muskając. Tak, z całą pewnością powinni znaleźć sobie inne miejsce. Przecież przed chwilą mieli całkiem głośną kłótnię i bądźmy szczerzy, było niemożliwe, by inni tego nie usłyszeli. Rozsądnie byłoby zaszyć się w bardzie ustronnym miejscu, prawda? A jednak nie miała zamiaru się od niego odrywać. Cholera, nie widzieli się trzy tygodnie, przeszkadzanie im w takiej sytuacji było skrajnie niehumanitarne. Wręcz sadystyczne. Nie chciała przestawać, nawet jeśli chodziło o ściągnięcie tej durnej koszulki. Dlatego też, kiedy koszulka zakryła jej twarz, Wallace zdecydowanym ruchem się jej pozbyła, by po chwili rzucić ubranie na podłogę. Było brudno? Był kurz? Nieważne. Zarzuciła ręce na szyję Hoppera, napierając na niego z całej siły, jednocześnie zmuszając go do zrobienia dwóch kroków w tył, by natrafił plecami na ścianę. W międzyczasie przycisnęła też swoje wargi do jego ust, składając na nich kolejne wygłodniałe pocałunki.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-01, 20:30   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To było w pewien sposób zadziwiające, jak Wallace potrafiła być równocześnie taka tragiczna i taka… niesamowita. Była szalenie irytująca, trudna do wytrzymania i jakimś cudem równocześnie tak zabawna i szalenie inteligentna. Hopper uwielbiał to, jak pewna siebie była, jak potrafiła postawić na swoim, jak potrafiła się odgryźć… Nawet jeśli bywała przez to tak niewyobrażalnie denerwująca. W zasadzie, to nawet uwielbiał te ich przepychanki, zwłaszcza kiedy docierały do tego momentu, gdzie Wallace usilnie starała się wyglądać na poirytowaną wywracając oczami, kiedy tak naprawdę walczyła ze śmiechem. Nie powinna. Naprawdę uwielbiał ten jej szczery uśmiech, którego nie potrafiła powstrzymać. W takich momentach była naprawdę urocza i najpewniej nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Trudno, to on miał się nacieszyć tamtymi momentami, nie ona. To on miał je zapamiętać.
Brakowało mu tego, nawet nie miał pojęcia jak bardzo. Ich słownych przepychanek, tych wszystkich jej gestów, sposobu w który przygryzała dolną wargę. Brakowało mu wydłużania ich momentów w nieskończoność, kiedy mógł obserwować jak mięśnie twarzy Matilde delikatnie poruszają się pod wpływem każdej myśli, która przechodziła przez jej głowę. Brakowało mu jej, a teraz, kiedy czuł jej przyjemnie chłodne dłonie na swojej rozgrzanej skórze, był wręcz idealny moment żeby nadrobić ten stracony czas.
Delikatnie przygryzł jej skórę, kiedy przejechała paznokciami po jego barku. To wszystko było tak cholernie niewystarczająco, nie po tych niemal trzech tygodniach. Te pocałunki na jego ramionach, jej skóra pod jego palcami… to sprawiało tylko, że chciał więcej. Cholera, jakim cudem oni wytrzymali bez siebie tyle czasu? I tu nie chodziło tylko o tą ostatnią rozłąkę. Jakim cudem oni poznali się tak późno? Co za marnotrawstwo.
I kiedy wrócili do tych zachłannych, pełnych namiętności pocałunków… Hopperowi naprawdę się to podobało, tak samo zresztą jak to, kiedy wylądował opierając się plecami o chłodną ścianę, mając przed sobą tak mocno przyciśniętą do siebie Wallace. Powinni to robić częściej. Przejechał dlońmi w dół jej pleców, żeby w końcu zatrzymać się przy jej pośladkach i delikatnie ją podnieść. Tak, tak było zdecydowanie lepiej. Oprócz tego, że chyba właśnie udało mu się mieć ją jeszcze bliżej siebie, to jeszcze właśnie magicznie zniwelował ich różnicę wzrostu i nie musiał już pochylać głowy, żeby mieć dostęp do jej ust.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6