Poprzedni temat «» Następny temat
Sala zebrań
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-06-07, 20:41   Sala zebrań


[Profil]
 
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-06-30, 10:44   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/06.04

Dwadzieścia jeden dni. Dokładnie tyle czasu spędził w nowej siedzibie Bractwa, dokładnie tyle czasu był tutaj najwyżej postawioną, żywą i niepojmaną osobą. Był szefem. Jeszcze na początku roku obiecywał sobie, że nie da się w to wciągnąć, że nie dołączy do żadnej grupy, że będzie się trzymać na uboczu. Że sam znajdzie rodzinę i że sam znajdzie sposób, żeby przeżyć. Wręcz wybitnie mu to wszystko szło. Potrzebował leku, ale zamiast go szukać, szukał sposobu, żeby te wszystkie niedobitki nie zginęły. Znalazł rodzinę, ale zamiast,... właściwie ciężko stwierdzić co Hopper od nich chciał. Ciężko stwierdzić, na ile jeszcze byli rodziną, a na ile grupą osób, która absolutnie nic ze sobą nie dzieliła.
Cóż, to i tak nie miało znaczenia. Miał zadanie do wykonania i musiał się go trzymać, chociaż w zasadzie nie miał pojęcia jak. Nie nadawał się do tego, bądźmy szczerzy... Spotkanie z Roseberry doskonale uświadomiło mu, że nie był jedyną osobą, która to widziała. Nie miał żadnych umiejętności społecznych. Może i od lat współpracował z Bractwem, ale na miejscu był zaledwie dwa miesiące. Rzecz w tym, że równocześnie, na miejscu nie było nikogo, kto mógłby zrobić to wszystko za niego, a nie mógł tego po prostu porzucić, prawda?
To wszystko siedziało mu w głowie, kiedy zwoływał to zebranie. I kiedy w końcu miało się zacząć, Hopper już siedział na miejscu. To nie było w jego stylu, spóźniać się. Prawdopodobnie było widać po nim jak zmęczony był ostatnimi kilkoma tygodniami, ale dajcie spokój, czy w Bractwie była chociaż jedna osoba, która nie była tym wszystkim wykończona?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-30, 11:06   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dla każdego w Bractwie ostani miesiąc był ciężki, cięższy niż zwykle. Każdy starał się jak mógł. Imari - chciała czy nie - została z Bractwem. Może głównie dlatego, że to Mike ją znalazł i nie odpuścił, może dlatego, że miała bliżej swojego brata, na którego chciała mieć oko. I mimo, że tez nie wiedziała czy nadal są rodziną czy już zbiorem spokrewnionych osób, to nie potrafiła sobie odpuścić i odejsć. Może ten miesiąc wystarczył, może chodziło jeszcze o coś innego. Ciężko powiedzieć. Może to, że planowali z Hopperem już jej wylot do Kanady, o którym Imari nikomu nie powiedziała jak do tej pory.. Sama nie wiedziała dlaczego. Wstydziła się? Całkiem prawdopodobne.
Pojawiła się na miejscu chwilę przed czasem, gdy w środku był dopiero Hopper i uśmiechnęla do niego, zmeczonym uśmiechem. On sam nie wyglądał najlepiej..
Usiadła gdzieś przy stole i oparła się, czekając na resztę.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-30, 11:10   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


// 6 kwietnia godziny południowe

Trzy tygodnie od kiedy zostali rozproszeni i nie mogli zebrać jeszcze wszystkich członków. Trzy tygodnie, kiedy rozbili ich w drobny mak, a Mike nadal nie mógł sobie wybaczyć, ze w tym dniu.. Dniu kiedy tyle jego znajomych zmarło czy zaginęło, najzwyczajniej w świecie dowalał swoją robotę łowcy, rekrutując z samego rana Febe do ich nowego domu, którego nie było... Bo poszło z dymem. Oj był nadal zły na siebie, ze nie udało mu się ocalić tyle dusz.
Teraz jednak był jedną z pierwszych osób, które weszły do sali na spotkanie. Po takim czasie było trochę dziwnie być na spotkaniu, ale może ich nowy lider się w końcu ogarnął. Mike musiał z nim pogadać, zresztą obiecał Imari. Oj nie.. Nie zamierzał Willowi mówić o tym, ze spał w jednym łóżku z jego siostrą. Mimo wszystko życie było mu miłe w tym momencie.. 50 pomysłów Willa na śmierć Mike'go mu się nie uśmiechała...
- Hej. - powiedział na powitanie zasiadając obok Imari, rozpakowując batonika i przynosząc mała butelkę wody ze sobą. - Chcesz też? - odparł do dziewczyny, wyciągając drugiego liona z kieszeni
Co mógł powiedzieć więcej, musiał czekać na resztę członków Bractwa, można zobaczyć kto przynajmniej nie negował słów o zebraniu nowego szefa. Mike podejrzewał, ze nie wszyscy uważali Hoopera za dobra partię na takim stanowisku, a według niego.. Cóż nie był z nimi za długo, ale znał ich dość dobrze. Dla niego jego mutacja była idealna na stanowisko przywódcze, bo superinteligencja to było coś. Pewnie miał plany wobec nich, a może chciał ich bardziej zjednać? Musieli trzymać się bliżej siebie niż kiedykolwiek.
[Profil]
  [AB-]
 
Febe Duarte



I'm perfectly able to hold my own hand.

Manipulacja przewodnictwem nerwowym

77%

wolontariuszka





name:

Febe Duarte

alias:
Hodgkin

age:
28

height / weight:
178/65

Wysłany: 2018-06-30, 11:48   

/06.04.

Przed zebraniem Febe siedziała w którejś z opuszczonych miejscówek, które oferowała nowa siedziba i mogła w spokoju zapalić papierosa. Biorąc pod uwagę ich liczebność, to pewnie w wielu magazynach można było się ukryć przed resztą. Nie nastawiała się na nic w związku ze spotkaniem Bractwa, po ataku, z tego, co rozumiała z urywanych rozmów, zostali bez lidera, coś się klarowało, ale nie każdy był zadowolony, większość była dziwnie obojętna. Każdy miał więcej swoich osobistych dramatów i zabrakło miejsca na przejmowanie się jeszcze organizacją. Zastanawiała się, ile osób rozważa opuszczenie kraju, atak DOGS zdołał zachwiać wiarę, że jakoś to wszystko będzie.
Weszła do sali chwilę przed wyznaczoną porą, skinęła głową obecnym. Usiadła na wolnym krześle.
_________________
Febe Duarte
You should be happier now, with no one to pray to. Or would you love to break your knees from begging and praying? Just like a reverend, like a reverend on the radio. Your heart will never say so. Your heart will never let go.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-06-30, 21:50   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


/06.04

Nie miałam co ze sobą zrobić szlajałam się i myślałam co przyniesie przyszłość, bo stwierdziłam że o przeszłość nie warto walczyć. Miałam tu znajomych i przyjaciół o rodzinie nie wspomnę. Było tutaj coś co mnie trzymało i nie chodziło mi o znajomości, a o lojalność. Bractwo mnie przygarnęło, dało mi poczucie bezpieczeństwa nawet gdy bezpieczni nie byliśmy.
Nie potrafiłam inaczej, musiałam się zjawić, chociaż miałam świadomość że Hopper nie będzie z tego powodu zadowolony. W sumie ja też nie byłam ale co zrobisz jak nic nie zrobisz? Stanęłam w drzwiach i wzięłam kilka głębokich wdechów. Przekroczyłam próg i rozejrzałam się kto jest. Kiwnęłam głową na powitanie Mikowi, a na Hopcia nawet nie spojrzałam. Usiadłam gdzieś z dala od centrum wydarzeń i nastawiłam się na słuchanie jaśnie Pana.
Nie chciałam być dla niego nie miła, ale nie tylko on odwalał kawał dobrej roboty, wszyscy coś robimy i staramy się jak możemy, a to chyba najważniejsze. Powinniśmy pozbierać się jak najszybciej i przygotować się, albo na kolejny atak, albo samemu zaatakować. Takie było moje zdanie. A do pierwszej jak i drugiej opcji byli potrzebni sprzymierzeńcy i z tym raczej nikt kłopotu nie będzie miał.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Simon Govain



Na imię mi Legion, bo jest nas wielu

Klonowanie

83

Trener





name:

Simon Govain

alias:
Legion

age:
30

height / weight:
172/74

Wysłany: 2018-06-30, 23:32   
   Multikonta: Stuart
  

   Podróżnik w czasie


//6.04

Zasadą każdej imprezy jest nie iść spać pierwszym. Albo najlepiej w ogóle nie iść spać. Simon doskonale wiedział jak działają imprezy, zatem dlaczego nie zdawał sobie sprawy z faktu iż najlepiej by było, gdyby nie spał?
Właśnie przez sen udało mu się nie dołączyć do zabawy w ochronę Bractwa, a co gorsza wyjść z tym praktycznie bez szwanku. Jak zwykle lunatykował, a tym razem postanowił pójść sobie na przebierzkę. Ocknął się, czując że klona pochłonęły płomienie, kiedy było już za późno na ratowanie czegokolwiek. Choć był zdruzgotany, wiedział że musi działać i przy pomocy Marionetki odnalazł resztę uciekinierów.
Dopiero podczas podróży razem z nimi napadło go chroniczne poczucie winy. Powinien był zostać i zfinąć w ochronie tych dzieciaków, ale sen nie pozwolił mu na to. Legion zacisnął zęby i postanowił odpracować daną szansę.
Choć zmęczony po dokonywaniu ostatnich prac porządkowych (przy użyciu kilku par rąk rzecz jasna) wkroczył do sali. Przebrany już w jakąś świeżo zdobytą koszulę i luźne dżinsy, z uczesanymi włosami i worami pod oczyma.
- Hej, chyba się nie spóźniliśmy - Stwierdził w sumie nie wiadomo do kogo, w typowy dla siebie sposób, po czym zajął jedno z wolnych miejsc.
Zdawał sobie doskonale sprawę, że teraz przywódca może być tylko jeden, a to zwalniało stanowisko Mózgu. Czy nowy lider zamierza połączyć te dwie rzeczy? Jeśli nie, to kogo wybierze? Oba te pytania zaprzątały głowę Szymka do tego stopnia, że to one głównie skłoniły go do przybycia na zebranie.
[Profil]
  [B-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-01, 12:09   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


6.04

Matilde chyba była najbardziej zaskoczoną osobą tym jej nagłym powrotem do Bractwa. Nie spodziewała się, że sprawy potoczą się w ten sposób. Zwłaszcza, że wciąż miała w pamięci rozmowę z Leilah odnośnie opuszczenia tej marnej organizacji. A jednak, proszę! Znowu się tu znalazła. Czy to czasem nie była ironia losu? Jeszcze niedawno tak narzekała na to wszystko, tak psioczyła na Colleen, a teraz… Ale chyba nie miało to dla niej żadnego znaczenia. Nie interesowało ją to, że wychodziła na hipokrytkę i nie potrafiła dotrzymać słowa. Bo bądźmy szczerzy, miała gdzieś to całe Bractwo. Gdyby nie Hopper to nawet, by tutaj nie przyjeżdżała. I z całą pewnością nie miała zamiaru grać dla drużyny. Grała dla Hoppera.
Nie chciała się spóźnić na zebranie Bractwa, ale to była Wallace. Ona zawsze się spóźniała. Tym razem jednak miała całkiem dobrą wymówkę. Dojechanie ze Seattle do nowej siedziby i względne rozpakowanie rzeczy w nowym pokoju, który jakimś cudem był już zamieszkany przez innego osobnika pochłaniało trochę czasu. Huh, chujowe były warunki w tym nowym Bractwie, skoro musiała się użerać z Hopperem w jednym pokoju. Zdecydowanie musiała o tym pogadać z nowym przywódcą. Tak. To był dobry plan.
Kiedy dziewczyna weszła do pomieszczenia wydawało jej się, że wszyscy już byli w komplecie. Cóż… punktualność nigdy nie była jej mocną stroną, dlatego nie miała zamiaru przepraszać za coś na co nie miała wpływu. Po prostu. Zajęła tylko jakieś wolne miejsce, a potem wreszcie zawiesiła wzrok na twarzy Hoppera, posyłając mu przy tym zadziorny uśmieszek. Rany, podobało jej się to, że był u władzy. Wyglądał naprawdę… atrakcyjnie, nawet z tym paskudnym siniakiem na policzku.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-07-01, 17:31   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


// 06.04

Do nowej siedziby przyjechała kilka dni temu sama nie wiedziała czy to było dwa dni temu czy może trzy. Bo wszystkie dni zlewały się jedno, czyli nie opuszczania pokoju. Który zajmowała razem z siostrą. Co z tego, że było więcej pokoi niż ludzi... Głowie miała słowa rodziców oraz to, że od małego trzymają się razem. Bez względu na wszelkie kłótnie. Dziwnie czuła się ze świadomością, że zawaliła. W końcu nie przywiozła tych leków. Pewnie stracili je o ile Brad ich nie przywiózł. Nie wiedziała nawet co z jej kompanem podróży. Miała nadzieję, że gdzieś tutaj było.
Również dziwnie było iść na to spotkanie. Po tak długiej nie obecność w Bractwie od siostry wiedziała, co wydarzyło się nie cały miesiąc temu. O tym, że Colleen nie ma, a Bractwem przewodzi Hopper. Które kojarzyła ze swojej ostatniej spotkania, kiedy to jeszcze Colleen przewodziła. Dlatego też dziwnie było jej iść... czuła jakby coś jej nie pasowało. A może ona nie pasowała... Weszła do pomieszczenia jedynie rzuciła tylko ,,dzień dobry" po czym zajęła miejsce nie daleko Ricky. Spoglądając na twarze zgromadzonych. Część znała i ulżyło jej, że byli tutaj ale nie które były dla niej nowe.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-02, 01:15   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper siedział na tym swoim miejscu obrzucając spojrzeniem kolejne osoby, które wchodziły do pomieszczenia. Odpowiedział uśmiechem Mercy, przez nieco dłuższą chwilę patrzył na Ryana, z którym jego siostra już zdążyła się najwidoczniej zakolegować. Odpowiedział skinięciem głowy na ten gest wchodzącej dziewczyny - chyba Febe, ale nie był pewny, nie była tu szczególnie długo i niespecjalnie się wyróżniała. Nie zwrócił specjalnej uwagi na bliźniaczki Roseberry, nawet nie zdając sobie sprawy z tego negatywnego nastawienia Ricky. Zabawne, bo przecież to ona zaatakowała go z absurdalnie głupiego powodu, nie na odwrót. A co do samej Wallace... Hopper tylko pokręcił głową, widząc ten jej uśmiech. Była niereformowalna.
Will poczekał jeszcze chwilę na kilku spóźnialskich, zanim w końcu odchrząknął i zaczął mówić:
- Jak pewnie wiecie, przez ostatnie trzy tygodnie to ja zarządzałem tym miejscem. Yvonne nie żyje, Colleen została pojmana, reszta zarządu rozpłynęła się w powietrzu, jest martwa albo w siedzibie DOGS. Poza tym, od kiedy tu dołączyłem, to było moje zadanie: znajdować dziury w całym tym systemie, łatać je i nie pozwolić, żebyśmy wszyscy skończyli martwi.. - I jak pokazał atak na Bractwo, szło mu absolutnie chujowo. Żywa i niepojmana została tylko połowa osób, na które miał mieć oko, kiedy go nawet nie było na miejscu. - Miałem znaleźć nam nową siedzibę, znalazłem to miejsce. Miałem nadzorować przenosiny, może wiele rzeczy nie poszło zgodnie z planem, ale oto jesteśmy. To miejsce funkcjonuje, lepiej nie będzie, jest ukryte dla reszty świata. Starałem się upewnić, że nic się w międzyczasie nie posypie... A wy potrzebujecie teraz kogoś, kto nada Bractwu kierunek - kontynuował powoli, nigdzie się nie śpiesząc. - Nie jestem osobą, dla której tutaj trafiliście, nie jestem Yvonne Marie. Właściwie, to nawet nigdy nie widziałem się z nią na żywo, przez te kilka lat kiedy wam pomagałem utrzymywałem z nią kontakt korespondencyjny. Na miejscu jestem ledwie od dwóch miesięcy, większość z was mnie pewnie nawet nie zna. Osobiście proponuję urządzić głosowanie. Wydaje mi się, że to najlepszy sposób na znalezienie nowego lidera Bractwa - skończył, równie spokojnym tonem, co zaczął.
To wszystko... to była po porostu prawda. Nikt w Bractwie nie miał najmniejszego powodu żeby mu ufać, nie wspominając już o tym, jak cholernie daleko mu było do inspirującego innych przywódcy. A poza tym, nawet jeśli nie wiedział o tym nikt tutaj poza nim i Wallace - on umierał. Prędzej czy później będą musieli sobie kogoś tutaj znaleźć.

/Jeżeli tylko jesteście w stanie, w odpisach możecie pomijać kolejkę c: Kolejny post planuję wrzucić wieczorem 2.07.
Chętni do wzięcia udziału w grze cały czas mogą dołączać, czy to spóźniając się, czy to uznając, że stali gdzieś z boku od początku.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-02, 14:02   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Pokręciła głową na propozycję batonika. Mogła wziać ze sobą wodę, ale nie pomyślała o tym w ogóle, a jeść nie chciała chwilę przed zebraniem, wydało jej sie to... lekcewazące wzgledem innych? Siedziała wiec w ciszy, witajac się z tymi których znała uśmiechem czy skinięciem głową, w końcu spędziła tu "już" miesiąc. Miesiac, w trakcie którego wszystko wywróciło się do góry nogami. Powinna mieć za złe Hopperowi, że ją w to wciagnął? Być może. Odetchnęła głęboko z sobie tylko znanego powodu. Słuchała, gdy zaczął mówić, ale niewiele miała do powiedzenia ze swojej strony. Zauważyła to przedłużone zerknięcie na Michaela, ale nie zareagowała w żaden sposob, w końcu po co miałaby?
Za krótko tu była, by czuć się na siłach do wypowiadania się, szczególnie jako pierwszej. Poruszyła się więc tylko na kanapie lekko i zerknęla po reszcie.
Tak naprawdę nie sądziła, by był tu ktoś bardziej kompetentny do przejęcia przywództwa poza jej bratem..
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-07-02, 14:22   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie uważał, ze przyniesienie sobie czegoś do jedzenia czy do picia było czymś niegrzecznym. Miał taką potrzebę i to zrobił. Skoro Imari nie chciała, to na siłę jej go nie wciśnie. Fakt faktem wziął go dla niej, pomimo tego, ze nie wiedział czy dziewczyna w ogóle przyjdzie. Jednak znając jej przemianę materii to zastrzyk taki byłby dla niej wskazany.
Wzrokiem pędził po coraz to nowszych osobach pakujących się do sali. Uśmiechnął się do bliźniaczek Roseberry czy tez do Febe, którą w dniu ataku akurat rekrutował. Z reszta osób tylko wymienił spojrzenie i powrócił do wpatrywania się w Willa. Zdawał sobie sprawę, że mogło mu przeszkadza to, ze zbyt się zaprzyjaźnił z jego siostra, jednak... Te jego słowa wywołały w nim mieszane uczucie. Patrząc po nich wszystkich uważał, ze nawet jeśli Will był tutaj krótko, to jak mówił długo pomagał im jakoś utrzymać się na ziemi. Był idealnym kandydatem na to stanowisko.
- Skoro znalazłeś siedzibę, zapewne długo pomagasz samemu Bractwu nawet tylko korespondencyjnie, przez prawie miesiąc jeszcze nikt nas nie znalazł... Jesteś superinteligentny, według mnie najbardziej nadajesz się na to stanowisko. - odparł – Nie mamy dużo już ludzi, a wśród nich nie widziałem jeszcze lidera co by mógł nami rozporządzać. Więc mój głos na pewno na ciebie oddam Will. Może i nie znamy się aż tak bardzo, ale jestem w stanie ci zaufać.
[Profil]
  [AB-]
 
Simon Govain



Na imię mi Legion, bo jest nas wielu

Klonowanie

83

Trener





name:

Simon Govain

alias:
Legion

age:
30

height / weight:
172/74

Wysłany: 2018-07-02, 21:18   
   Multikonta: Stuart
  

   Podróżnik w czasie


Wypowiedź Hoppera była zaskakująca. Szczerze powiedziawszy rola lidera spadła właśnie na niego, zatem Simonowi wydawało się, że naturalną koleją rzeczy przejmie on wszystkie obowiązki. Nie był to bardzo rozmowny typ, jednak wszystko trzymał w jak najlepszym porządku i wydawało się, że ludzie wierzą w jego inteligencję, będąc gotowymi zatem pójść za jego rozkazem w ogień, ze świadomością że taki jest najlepszy z możliwych planów.
Wypowiedź Michaela tylko utwierdziła Trenera w tym przekonaniu. Chociaż zdawał sobie dalej sprawę z tego, że sam lider nie może robić pracy trzech osób, musi mieć swoich najbardziej zaufanych, najbliższych.
- Ciężko nam nie zgodzić się z przedmówcą. Hopper, zrobiłeś wiele dla społeczności i jestem pewny, że robiłeś to najlepiej jak umiałeś. Pasujesz na przywódcę chociażby dzięki wierze, jaką pokłada się w Ciebie i Twoją zdolność. - Tu zrobił krótką pauzę - Jednak nie możemy do końca poprzeć tej kandydatury. Wynika to z natury roli jaką już pełnisz. Jeśli rozpoczniesz pracę jako lider, możesz nie mieć już czasu na analizy jakie prowadziłeś do tej pory. O ile, naszym zdaniem, damy radę wybrać innego lidera, tak ze znalezieniem nowego, że tak to ujmę, mózgu, będzie ciężej. Nikt poza Tobą nie jest superinteligentny. - Potem przeszedł jeszcze raz wzrokiem po zebranych - Niezależnie od tego, kto spośród nas zostanie wybrany, podążę za nim bez zastanowienia. Proszę jednak, by już na tym spotkaniu ustalono, kto w razie potrzeby przejmie jego bądź jej obowiązki. Dziękujemy. - Wyraźnie zakończył wypowiedż, po czym spojrzał w kierunku Ricky, po części szukając u niej wsparcia, a po części zachęcając do wygłoszenia swojego zdania. Chciał poznać opinię uczennicy, po części ze względu na sympatię, a po części po prostu chcąc poznać opinię każdej zebranej na sali osoby.
[Profil]
  [B-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-07-02, 22:03   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Uśmiechnęłam się gdy zobaczyłam Simona i kiwnęłam mu lekko głową na przywitanie, a kolejna osoba która weszła do pomieszczenia została przeze mnie zmierzona wzrokiem. Wzięłam głęboki wdech i przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w Matilde. Widziałam każdy jej ruch i nie wierzyłam własnym oczom. Była tu od paru dni wnioskując że nie spotkałam jej na korytarzach, a po jej wzroku kierowanym na Hoppera.. No nie..
Czyżbym zaatakowała Williama ze złych pobudek? Wydawało mi się, że przez chwilę zobaczyłam w oczach Tildy to co widziałam w oczach Sami gdy ta na mnie zerkała. Nie miałam zbyt wiele czasu na rozwijanie tej myśli, bo Do sali weszła Rocky. Uśmiechnęłam się do niej lekko i krzesło które stało obok mnie przysunęłam jak najbliżej, a Ro właśnie na nim usiadła. Wolałam ją mieć blisko siebie zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Dotykałam jej ramienia swoim ale mi to nie przeszkadzało przynajmniej wiedziałam że jest obok.
Przeniosłam wzrok na naszego Lidera, gdy ten mówił, a później na mojego znajomego i na Simona. Uśmiechnęłam się do niego gdy ten skończył przemawiać akurat gdy patrzyła na mnie. Pokiwałam lekko głową i przelotnie spojrzałam na zgromadzonych dłużej zatrzymując się na Tildzie i później na Hopperze. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam.
- Chyba jestem w stanie zaakceptować to że taki palant jest naszym przywódcą.. - przerwałam na chwilę i uśmiechnęłam się pod nosem patrząc na Matilde. - Jestem w stanie zaakceptować również słowa Simona. Potrzebujemy Inteligenta który by pomagał, jak i innych którzy zabieraliby choć odrobinę ciężaru z decyzji jakie podejmujesz. - oznajmiłam i spojrzałam na moją siostrę próbując złapać ją za dłoń. - Nie jestem za tym byś był liderem, ale wiem również że nikt inny by się na to miejsce nie nadawał zwłaszcza w takim stanie jakim jesteśmy teraz, więc ja osobiście, może to nie najlepszy pomysł, ale wybrałabym kilka osób odpowiedzialnych za część obowiązków, by każdemu było lżej. - skończyłam mówić i patrzyłam prosto w oczy Hoppera. Wiem że u Niego w biurze mówiłam co innego, że najlepiej będzie gdy on da spokój, ale teraz gdy wiem, jak to działa i dlaczego nie miał głowy na wszystko byłam w stanie go zrozumieć.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-02, 22:34   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Słuchała Hoppera niezbyt uważnie. Sprawy Bractwa nie miały dla niej jakiegoś wielkiego znaczenia. Właściwie to była tu tylko ze względu na Hoppera. Poza tym podświadomie czuła, że będą się ważyć losy nowego przywódcy, a cóż… Matilde bardzo nie chciała, by nowym liderem był Hopper. Nie dlatego, że nie wierzyła w jego umiejętności bo rzeczywiście był tutaj jedyną inteligentną osobą. Nie wspominając już o tym, jak uparty i zdeterminowany potrafił być. Ale bardzo nie chciała dopuścić do tego, by objął to stanowisko na dłużej. Tak, dawał z siebie wszystko. I w tym był problem. Był przepracowany, praktycznie w ogóle nie spał, mało jadł i… cholera. Objęcie takiego stanowiska nie wpływało dobrze na jego zdrowie, z którym i tak było już krucho. Martwiła się o niego. I jakby było tego wszystkiego mało nagle ci wszyscy idioci zaczynali go popierać. Zaczynali mu włazić w tyłek, a on przecież z charakteru był tragiczny! Nie potrafił się dogadywać z ludźmi, nie był w ogóle ugodowy, trzymał trupy w szafie i był dupkiem.
– Simon ma rację. Nie możesz być i przywódcą i mózgiem – wyrzuciła z siebie dość stanowczym tonem głosu, wbijając spojrzenie w tęczówki Hoppera. Miała nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu ją posłucha. Że chociaż trochę liczy się z jej zdaniem To nie tak, że chciała mu zaszkodzić. Właściwie to robiła wszystko dla jego dobra. Nie miała zamiaru się w ogóle odzywać, ale to zaczynało zmierzać w naprawdę złym kierunku. Poza tym, na tyle ile poznała Hoppera przeczuwała, że nie chciał tej fuchy. Nawet jeśli tylko on był w stanie ją należycie wykonywać.
– Ostatnie problemy Bractwa wynikały głównie z bierności Colleen. Wybierając Hoppera to się nie zmieni. Nie będzie walki, rewolucji, czy czegokolwiek tam chcecie, bo on na to nie pozwoli. Prędzej, czy później znowu część z was zechce zaatakować rządowców i sytuacja sprzed miesiąca się powtórzy. – mówiła pewnym tonem głosu. I choć kierowała swoje słowa do zebranych ludzi, wzrok utkwiła w Hopperze, któremu posłała delikatny uśmiech. Za bardzo jej na nim zależało, by mogła bez walki pozwolić na zniszczenie jego życia objęciem tej chorej funkcji. Po chwili milczenia dodała: – Hopper jest dobrym doradcą, ale nie liderem. Proponuję Leilah Addams, albo Dale'a Fowlera. Nie boją się walczyć, działają szybko, ale mają też swój rozum i wysłuchają dobrych rad.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6