Poprzedni temat «» Następny temat
Starbucks
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-21, 20:36   Starbucks



[Profil]
 
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-12, 23:12   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


/2 dni po ataku na siedzibę Bractwa

Nie oceniajcie, naprawdę. Tak, kawa jest gówniana, słaba i w ogóle, ale czasem trzeba zamówić taką wielką, ogromną, z bita śmietaną, z syropem i co tam jeszcze się nawinie, słodką jak cukrzyca. Stała teraz z plastikowym kubkiem w ręce, oparta tyłkiem o barierkę i popijała słodki napój kawopodobny, obserwując życie miasta, co wybitnie lubiła robić.
Teraz jednak nie do końca wiedziała co miałaby ze sobą zrobić. Czuła się.. mało bezpiecznie. Dziwnie. Miała problemy ze snem, musi iść do lekarza po jakieś tabletki. Pewnie powinna raczej trafić na terapię po tym co widziała, ale to nie wchodziło w grę. Co miałaby powiedzieć? Prawdę? Nah. Zapewne zaraz będą o tym trąbić jako o wielkim zwycięstwie, niesamowitym zdarzeniu. Rozbicie głownej siedziby..! Oczyma wyobraźni widziała te slogany. Westchnęła, zagryzła wargę. SPojrzała na telefon. Nadal nic od Hoppera? Była bardziej zestresowana czy zła? Nie miała pojecia. Będzie zła jak ten się odezwie, obecnie raczej się bała o tego małego geniusza, który myśli, że mu wszystko w życiu wyjdzie.
Słomką jak łyżeczką zaczęła zjadać bitą śmietanę zanim ta kompletnie rozpuści się w ciepłym napoju.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-12, 23:46   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


// 12 marzec w okolicach godziny 11.

Dzień był znów słoneczny, jakby nie pokazywał to co działo się zaledwie dwa dni temu pod miastem. Jakby ludzie nie wiedzieli ile zwłok było trzeba pochować, ile było zaginionych osób, które było trzeba odszukać bądź uratować. Nikt tez nie wiedział, że ich młodziutka przywódczyni została zabrana, a w Bractwie znów zapanuje chaos... jednak Mike starał sobie nie zaprzątać głowy tym, był szczęśliwy po części. Wczoraj spotkał swojego brata bliźniaka po 10 latach, była to miła odmiana po tym jak stracił tyle przyjaciół.. Po tym jak musi opiekować się małą Penny i ukrywać ja przed światem.. Na dodatek musiał dalej rekrutować członków, szukać lekarstw czy też bandaży, bo nie wszyscy wyglądali tak zdrowo jak on... Nie każdy miał szczęście być w ten dzień od samego rana zupełnie gdzie indziej...
Zatem co robił na ulicach Downtown, po prostu przechadzał się, tak naprawdę szukając znajomych mordek, którzy w szoku mogli się schować. Znali go, a przynajmniej część znała go. Był łowca, rekrutował osobiście paru z nich. Dziś od rana znów skroił parę osób, był w jednym z domów i w przepasanej listonoszce miał trochę leków przeciwbólowych i bandaży, które zamierzał niedługo zanieść do nowej placówki. Po drodze wstąpił do Maca i podjadając frytki szedł ulicą, gdy jego oczom ukazała się jakaś dziwnie znajoma twarz.
Młody Ryan przez swoją moc widział wszystko jak na zwolnionym tempie, dlatego bez problemu miał czas by przypatrzeć się każdej napotkanej czy tez mijanej osobie. Powinien być informatorem, a nie Łowcą, ale on wolał być tym drugim, by nie narażać karku za mocno. Lubił życie jakie ono by nie było. Przystanął obok barierki i ściągnął okulary z nosa. Dziś był ubrany w swoja kochaną skórzana kurtkę, przetarte jeansy, nowe buty, które kupił za pieniądze od brata, listonoszkę i t-shirt z logo Batmana. Zdecydowanie wyglądał jakby było mu za gorąco w marcowy dzień... Ale co poradził, ze jak biegał to się rozgrzewał.
- Imari? - odparł spoglądając dziewczynie w twarz
Skąd znał jej imię, ktoś kiedyś mu ją przedstawił, musiało to być parę dni temu i jedyne co zapamiętał to jej wizerunek i imię. Jaką mocą dysponowała, tego nie wiedział. Natomiast taką wysoką i drobna blondyneczkę od razu zapamiętał... Na jego oko musiała być wtedy w ich starej siedzibie. Zadrapania robiły swoje, tylko wprawne oko by to zobaczyło. Nie miał jednak pojęcia, czy dziewczyna jego będzie kojarzyć, czy nie ucieknie? Nie mógł przewidzieć jej reakcji. Kiedyś na zebraniu trzeba by było dać jakieś sekretne słowo klucz na rozpoznawanie członków...
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-13, 11:15   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Być może pochłonięta własnymi myślami, tymi niezbyt kolorowymi, nie zauważyła by nawet Michaela, którego poznała przelotnie w siedzibie Bractwa. Pamiętała go właściwie tylko z widzenia i imienia, które dość szybko dopasowała do twarzy. Miała do tego pamięć od zawsze.
- Mike - uśmiechnęła się do niego, ogarniając sylwetkę mężczyzny wzrokiem. Wiedziała mniej więcej czym ten zajmował się w Bractwie, nie znała jednak specjalnych szczegółów. Hopper wprowadził ją w co zdążył zanim zniknął. Przez co czuła się w siedzibie raczej niekomfortowo, otoczona nieznanymi sobie ludźmi. Cięzko się jej dziwić.
- Co tutaj robisz? - zainteresowała się.
Tak, miała zadrapania, skrzętnie ukryte w większości pod ubraniem. Może coś na szyi czy na policzku się przebijało, te największe na szczęście były schowane, na co pozwalała pogoda, przynajmniej Imari nie wyglądała dziwnie.
Nie miała pojęcia, że Mike zbiera tez niedobitki po walce z DOGs, a ona właśnie takim na chwilę obecną jest. Udało jej się uciec, ale nie miała kontaktu do ludzi z Bractwa - poza Williamem, który sie nie odzywał. CIężko jej było więc do czegokolwiek dojść, nie mogła przeciez szukać otwarcie iformacji na ten temat, media nadal milczały.
Obecnie jedyne co mogła to siedzieć w ciszy i czekać az ktoś - ktokolwiek - odezwał by się do niej. Nie miała pojecia w jakim stanie jest organizacja, nie miała w końcu długiego stażu w niej. Czuła się trochę zostawiona na pastwę losu w tej sytuacji, z drugiej strony nie była aż tak związana z ludźmi tam, by oczekiwać czegokolwiek właściwie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-13, 16:22   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Po chwili jednak jego przepuszczenia, że go nie pozna, pękły niczym bańka mydlana. Mógł poczuć chwilową ulgę, bo znalazł kogoś, chociaż jednego z ocalałych członków. Jak na drugi dzień jakiegoś poszukiwania, to nie było tak źle, zwłaszcza, ze kontakt z ludźmi był ograniczony, a mało mutantów chciało ruszyć na poszukiwania, po tym co działo się ledwie dwa dni temu. Nie mieli zapasów, ledwo się przeprowadzili, spali na starych kocach, brakowało wszystkiego w tym ich mózgu, Hoppera. Tak nawet on się jeszcze nie odnalazł.
- Szukam zabłąkanych owieczek, co oddzieliły się do naszego i tak przetrzebionego przez wilki stada. - uśmiechnął się do niej ciepło – I wydaje mi się, że właśnie jedną znalazłem. - w jego głosie można było wyczuć panujący spokój.
Może to było i dziwne, ze zachowywał się nad wyraz spokojnie, w końcu była wielka tragedia, nie wiedział co stało się dalej z jego przyjaciółmi co zdezerterowali, miał na karku pięcioletnią Penny... Zabrali ich przywódczynie. Ale w tym całym nieszczęściu odnalazł i promyk nadziei, który nie pozwolił mu się załamać. Było to naprawdę spotkanie Richarda na swojej drodze, od teraz wiedział, ze musi żyć lepiej, nie tylko dla siebie, ale też dla niego. Musiał przeżyć ten koszmar i przejść go z uśmiechem, bo czym więcej ludzi u nich będzie się uśmiechać, poradzą sobie ze wszystkim. W jedności siła, a pojedyncze jednostki jednak nie miały jak przeżyć.
- Widzę, że byłaś na miejscu jak to się wydarzyło. - odparł i delikatnie odsunął jej blond kosmyki włosów by popatrzyć na jej szyję, a potem policzek. - Aa przepraszam, nie powinienem być tak bezpośredni. - zdał sobie sprawę, ze dziewczyna może nie życzyć sobie by jakiś „obcy” facet ją dotykał.
Sam Ryan się trochę dziwił od siebie tym gestem, zazwyczaj nie przejmował się czymś takim, ale jeśli drugi raz w życiu przeżywasz stratę najbliższych, to też zaczynasz inaczej myśleć i inaczej to przeżywać. Robisz się nieco twardszy, ale tez trochę opiekuńczy w stosunku do ocalałych. W końcu całe Bractwo to było dla większości z nich nowa rodzina.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-14, 12:22   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Możliwość, że go nie rozpozna istniała i to całkiem spora, gdyby Imari nie miała tak dobrej pamięci do twarzy. Kontakt z innymi mutantami miala niewielki, nie zdążyła nawiązać właściwie żadnych relacji w ciągu tych kilku dni, chcąc się oswoić z nowym miejscem i sytuacją. Nie szlo jej to najlepiej, a chwilę później wszystko poszło w drzazgi, więc nie czuła się obecnie wybitnie. Właściwie, daleko od wybitnego..
Z Michaelem zamieniła kilka słów, kilka "cześć" na rano czy coś. Wydawał się nieśmiały, ale raczej pozytywnie nastawiony, mimo sytuacji w jakiej byli wszyscy mutanci.
- Tak, chyba tak - zawsze bawiły ją te porównania, nie były dla niej swobodne - Ilu już znalazłeś? To.. dopiero chwila - dwa dni to w sumie niewiele. Każdy ratowal się na własną rękę. Mutanci byli zorganizowani tyle o ile. Ciężko jednak o zorganizowanie w takiej chwili. Nikt się tego nie spodziewał.. a powinni. Powinni. Tylko kim ona była, żeby to oceniać, robiąc to co robiła i narażając się za każdym dniem coraz bardziej, z każdą nową osobą jeszcze mocniej.. No właśnie. Nie zamierzała tu nikogo oceniać.
Zadziwił ją ten spokój w głosie mężczyzny, była ciekawa co dzieje się w jego głowie. Jej daleko było do spokoju. Poprzednią noc spędziła w klubie, z alkoholem, głosną muzyką. Gdzies, gdzie nikt by jej nie szukał i gdzie nie trzeba było myśleć, bo basy wżerały się w duszę a alkohol kołysał lekko, ale skutecznie.
Nie miała pojęcia co stało się z resztą i co ona powinna teraz zrobić.
Zdziwiło ją to, że ją dotknął i stanął tak blisko, na pewno nie spodziewała się po nim takiej reakcji, wydawał jej się na to zbyt nieśmiały.
- A.. tak - odwróciła wzrok, bo poczuła się niezręcznie - Nie, nic się nie stało - pokręciła głową, przesunęła kosmyki znów tak, by zakrywały jej podrapane części twarzy i szyi.
- Nie wiem jak inni. Nie mam raczej do nich kontaktów - przyznała, chcąc być w tym pomocną chociaż JAKOŚ, bo na razie to czuła się głównie i przede wszystkim winna.. że zostawiła tam tę dziewczynkę, że zawołała mutantów gdy wychodziły z pomieszczenia z DOGSami na plecach.. Zacisnęa palce na papierowym kubku na moment.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-14, 20:07   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdyby ktoś powiedział Michael'owi, ze jest nieśmiały tak sam z siebie, prawdopodobnie by się z niedowierzaniem uśmiechnął, a potem spytał, dlaczego tak sądzi. Nie uchodził za nieśmiałą osobę, nikt w Bractwie czy tez kiedyś w normalnym życiu by tak o nim nie powiedział, bo zazwyczaj łaknął kontaktów i był przyjacielski do nowo poznanych osób. Sytuacja zmieniała się jeśli chodziło o intymne doznania, ale to były dla chłopaka dwa inne światy. Niestety nie wiedział, ze drobna blondyneczka takie miała wizje jego pewnej siebie osoby.
- Jesteś drugą osobą, na którą się natknąłem. - odpowiedział zgodnie z prawdą – I nie taka chwila bo minęło już ponad dwa dni, a sporo nas się rozproszyło. - odparł z lekkim westchnieniem
Naprawdę szkoda mu było tych wszystkich ludzi. Los go oszczędził, a szczęście głupca mu kazało dzień przed atakiem Penny dać już do nowego obozu... Sam musiał nowego mutanta odebrać, więc mógł się nazwać szczęściarzem.. Jednak Mike wolałby ratować ludzi i niszczyć broń Dogsom... By ocalić jak najwięcej istnień, zbyt dużo ich zabili.. A przynajmniej tyle mówiły osoby, które zdążyły się już odnaleźć i być w nowym miejscu zamieszkania.
- Naprawdę nie chciałem cię urazić. - odparł jeszcze na szybko, jakby poczuł się winny tego delikatnego muśnięcia.
Nie rozwodził się nad nim, bo musiał zabrać ją do nowego domu, lecz czy będzie chciała iść? Mógł ją wziąć na ręce, ale równało się to z wymiotami i złym samopoczuciem nawet do paru godzin. Ale skoro nie wziął znów samochodu, będzie musiał niestety z Taxi Mike skorzystać... Oj karuzela to przy nim będzie pikuś.
- Najważniejsze, że chociaż ty jesteś cała. - odparł z lekkim uśmiechem na twarz – Frytka? - podsunął jej opakowanie bliżej siebie – Jeśli będziesz chciała o tym porozmawiać co się stało, to wiesz... Mogę wysłuchać. Oboje straciliśmy część własnej rodziny. - westchnął i lekko posmutniał
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-14, 20:47   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Drugą? - w jej głosie brzmiało zmartwienie - To.. niewiele - dodała, zagryzając wargę i wbijając wzrok w chodnik przed sobą, przyglądając się butom ludzi chodzących naokoło. Jeśli był dość uważny to pewnie zauważył, że obie wargi ma już poskubane do krwi. Robiła tak gdy się martwiła, zastanawiała, stresowała.. w wielu sytuacjach. Ciężko się jej dziwić, że teraz tak to wyglądało.
- Nie.. tylko się nie spodziewałam - wzruszyła ramionami, chcąc zamknąc ten temat. Nie była raczej przyzwyczajona do bliskości, nie do końca wiedziała jak na nią reagować.
- Nie, dziękuję - pokręciła głową. Nie miała ochoty na jedzenie, ledwo wciskała w siebie tę super słodką maź, która może miała kiedyś nawet coś wspólnego z kawą. W przeszłym życiu.
- Tak, chociaż ja - mruknęła. Podniosła na niego wzrok na moment, westchnęła, opuściła go znów na chodnik.
- Problem w tym.. że to nie była moja rodzina. Ile tam byłam? Kilka dni? Nie znałam większości z nich nawet z imienia.. - fuknęła zmarszczyła nos w niezadowoleniu. Wzruszyła ramionami. Było widać, że ma z tym problem. Jest zła, smutna, rozgoryczona, z męczona, niedospana, przestraszona. Nie ukrywała tego obecnie.
- Co teraz? Co z... wszystkimi? - Bo Imari.. pierwszy raz widziała śmierć. TAKĄ śmierć. Ciężko było sobie z tym poradzić, tym bardziej ze świadomością, że komus mogła pomoc, zamiast go wystawić by się ratować.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-15, 14:13   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike też sądził, ze to niewiele. Cieszył się, ze w ogóle kogoś znaleźli, bo podejrzewał, ze szukać ludzi będą jeszcze długi czas... Mało z nich wiedziała o przeprowadzce, tylko stara ekipa, która była tutaj dłuższy okres... Rozumiał, ze mutanci się po prostu ze strachu pochowali czy próbowali wtopić się w tłum.. Tylko ilu z nich wyrwano wtedy ze snu... Mike był naprawdę szczęściarzem, że go tam nie było, z drugiej strony było mu przykro. Mógł uratować parę istnień, może nie wszystkich, ale zdołałby przenieść parę naście osób w bezpieczną przestrzeń.
- Myślę, ze znajdziemy jeszcze resztę w najbliższym czasie. - odparł siląc się znów na spokój
Ryan cieszył się, ze zamknęła ten temat. Przeprosił i naprawdę nie miał zamiaru urazić w jakikolwiek sposób swoim niekontrolowanym gestem. Również wzruszył ramionami, jeśli frytków nie chciała, nie będzie jej zmuszać... Nie wiedział ile jadła przez te dwa dni, nawet w pierwszym odruchu chciał ją zabrać na normalne jedzenie, jednak uświadomił sobie coś... Pewnie po takich wydarzeniach nie będzie chciała jeść, on przecież przezywał ponad rok temu podobną sytuację i też długo nie mógł nic przekąsić, aż opadał z sił. W jego przypadku organizm dość szybciej spalał kalorie, zwiększony metabolizm robił niestety swoje, co było też wadą jego mocy...
- Od kiedy przekroczyłaś tam próg stałaś się członkiem rodziny i musisz to zaakceptować. - dotknął lekko dziewczynie ramie, by wstała
Mike wiedział, ze nie mogą tak rozmawiać w jednym miejscu, jeśli chcieli porozmawiać na takie sprawy nie powinni być na widoku, gdzie dużo ludzi idzie do pracy w tym i dogsi i gc... Musiał być ostrożny, może nowa jeszcze nie wiedziała o tym, ale niestety dyskrecja ponad wszystko, dlatego lekko ja ponaglił by za nim poszła. Poszedł w bardziej ustronne miejsce za starbucksem, tam z tyłu nie było nikogo i mogli chwilę pogadać w spokoju.
- Spokojnie, mamy nowe miejsce na ziemi. Ci co dali radę wyjść cało, to są bezpieczni. Ze mną nic ci się nie stanie, przysięgam. Póki jesteś obok, nie ma bata, byśmy nie dali rady uciec. - odparł pewnym siebie głosem wpatrując się w jej oczy.
Nie wiedział jaką ma moc, ona pewnie też tego nie wiedziała. Chociaż może czytała w myślach czy coś w tym rodzaju? Nie miał bladego pojęcia. Nową mało co znał, to było pierwsze ich takie poznanie poza zwykłym cześć czy wspólnym śniadaniem w sali. Jednak Mike czuł, ze musiał się nią teraz zająć.
- Zaproponowałabym ci jakiś porządny obiad zanim wrócimy, jeśli tylko byś dała rade coś przełknąć. Wyglądasz... - zamyślił się na chwile gryząc się w język by nie być za szczerym – Mizernie, Jakbyś mało jadła od kiedy się sama wiesz co wydarzyło.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-15, 18:29   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Oby - potaknęla. Wiedziała, że to nie jest miejsce na rozmowy na takie tematy, że to nie jest dobry pomysł by rozwodzić się tutaj nad tym kto jest znaleziony, kto nie, o kim wiadomo, że go złapali.. Pomijając już to, że większości z tych osób zwyczajnie by nie znała, może część kojarzyła jej się, ze względu na tę dobrą pamieć do twarzy.
Jej moc też zjadała duże ilości fizycznej i psychicznej energii, dlatego była tak chuda. Rzadko udawało jej się przebić przez ten deficyt kaloryczny na drugą stronę. Dała już sobie spokój, pilnując jedynie, by starać się jeść jak najwięcej. Jednak w tak stresujących sytuacjach.. nie potrafiła. Ciężko się dziwić, że pyszna pizza czy burger nie potrafi przejść ci przez gardło jak przed oczami masz sceny masakry na terenie Bractwa, w głowie ich krzyki..
Wstała za nim, podnosząc na niego wzrok na moment, ale poszla na tył Starbucksa, wiedząc, ze tu jest ciszej i spokojniej, a jeśli ktoś miałby się chować - to chyba w śmietniku. Gdyby sama nie była ostrożna przez te lata już dawno by zginęła, nie mówiła otwarcie o swoich umiejętnościach, o bractwie i innych mutantach, których znała.
- Jesteś zadziwiajaco pewny siebie jak na tę całą sytuację - powtórzyła - Ale nie mam dziesięciu lat, nie musisz mnie tak uspokajać - chociaż czasem faktycznie tak proste i dobitne komunikaty były dobre i trafiały do odbiorcy. Nie tym razem jednak, Imari pełna była wątpliwości i strachu.
- Zawsze tak wyglądam - prawie fuknęła - Metabolizm i tak dalej. Nie jestem głodna, jakoś straciłam ochotę na jedzenie od tych kilku dni. Dlatego piję tę abominację - uniosła kubek z przesłodką kawą. Dawała jakieś kalorie, puste i cukrowe, ale zawsze napędzała do działania. Inaczej jej dieta składała by się z alkoholu zapewne, chociaż i ten nie pomagal więc szybko dała sobie spokój. Ssanie w żołądku nie bylo przyjemne kiedy mieszało się z mdłościami, chociaż nie wiedziała czy z glodu czy przez wspomnienia.
- Mówisz, że jest już nowe miejsce? - nie wygladała na przekonaną by się tam udać. CIężko się dziwić. Żyła spokojnie tyle lat a chwilę po pojawieniu się na terenie Bractwa wszystko wybuchlo jej w twarz, prawie doslownie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-16, 22:02   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Jakby Mike wiedział wcześniej, że Imari ma podobne co on problemy z metabolizmem, to pewnie przybiłby jej piątkę. Spytał się o parę faktów, ale niestety wtedy jeszcze nie wiedział. Miał się już niebawem dowiedzieć, ze przeżywa chwile grozy ze swoim własnym ciałem. Jednak jak widać Mike się dobrze odżywiał, może i był szczuplejszy niż większość napakowanych miśków, ale miał ładna sylwetkę, ale jadł zazwyczaj za troje, wiedział, ze bez tego wyglądałby pewnie podobnie do Imari i nie miałby sił by biegać, a to był sens jego życia. Nie miał zamiaru umierać przez własną mutację.
- Przepraszam, po prostu sam coś podobnego przezywałem rok temu i myślałem, że... - potarł swój kark lekko zakłopotany – Tak będzie w porządku. Nie chciałbym byś zapadała się po prostu w sobie. - dodał spoglądając jej w oczy – To chyba normalne, że martwię się o członków własnej rodziny.
Mike był naprawdę lekko zbity z tropu, chciał być twardy i opanowany, ale jak widać nawet taką osobę łatwo było czymś zagiąć, ze poczuje się przez chwilę trochę zakłopotany daną sytuacją. A po chwili dziewczyna jednak powiedziała o swoim metabolizmie, na jego twarzy nie dało się nie zauważyć uśmiechu, a po chwili i cichego chichotu. Nie, nie śmiał się z nie tylko właśnie z faktu kosmicznego metabolizmu.
- Czyli tez masz problemy przez moc z metabolizmem? - odparł spoglądając jej w oczy, zdecydowanie zbyt często to robił, ale od razu było w nich widać jak ludzie kłamali, z resztą lubił ten kontakt o ile nie był od podsycony bardziej sprośnymi rzeczami – Aż z ciekawości zapytam, co za moc masz. - odparł niezwykle urzeczony tym zjawiskiem
Tak to jest jak myślisz, ze spotykasz bratnia dusze przynajmniej w jedzeniu, a jak wiadomo ono było u Mike'a chyba na pierwszym miejscu. Żołądek to był jego azyl, od kiedy moc mu się ujawniła. Nie tycie podczas wpieprzania tysięcy kalorii, kto by tak nie chciał.. Jednak z drugiej strony widząc taką chudziutką Imari, widział właśnie do czego może powodować to jeśli nie będzie spożywał jedzenia. Poczuł ciche uczucie gdzieś w środku, przypomniał mu się trening z Chris co kazała mu nie jeść ani kolacji ani śniadania, a potem mierzyła jego refleks.. I jak cholerka chciał się popisać i niestety zauważyła jak mu krew z nosa zaczęła iść i o ile czas jego się pogorszył bez powera z jedzenia. Podejrzewał, że dziewczyny moce tez pochłaniały właśnie najwięcej energii z właśnie jedzonka by mogła ich używać.
- Jeśli tylko tym się żywisz, to naprawdę wezmę cie na obiad i nie masz co mi odmawiać. Mogę też przynieść coś jeśli boisz się wchodzić do sklepów w tym stanie... - odparł z troską w głosie
Spojrzał po chwili na nią i na to jak pytała o to nowe miejsce. Na dodatek jej mowa ciała mówiła o niepewności, nie dziwił się jej.. Po tym incydencie dużo ludzi by po prostu uciekło i nie chciało wracać.
- Staramy się ją lepiej zabezpieczyć, niestety jak zdążyłaś zauważyć, nie szwedzie jest w 100% bezpiecznie... - spuścił lekko głowę – Jednak byłoby nam niezmiernie miło jakbyś do nas wróciła, zawsze się dla ciebie znajdzie miejsce przy stole czy kącik do spania. Od siebie dodam, doborowe towarzystwo. - uśmiechnął się lekko.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-17, 00:34   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tak, zapewne to byłaby rzecz, która szybko by ich połączyła - jedzenie. Chociaż Imari czasem się zapominała, czasem nie miała czasu, czasem zapijała się takimi okropnie słodkimi napojami jak ten, który miała w dłoniach. Mike miał przed sobą żywy przykład pod tytulem "co sie stanie jak nie bedziesz jeść odpowiednio" w osobie blond Imari.
- Normalne, jeśli tak ich traktujesz - uśmiechnęła się nieznacznie na te słowa. Musiała przyznać, że był specyficzny. Starał się, bardzo. Zastanawiała się na ile sam potrzebuje wsparcia, jakim próbuje być dla wszystkich obok.
Ona nie aż tak chętnie podejmowała kontakt wzrokowy na chwilę obecną, być może dlatego, że nie znała go zbyt dobrze, plus stres, plus zmęczenie i cała reszta.. Cukier we krwi niewiele dawał.
- Mam, po prostu to zjada dużo energii.. Ciężko ją uzupełnić. Hm.. nikt chyba nie znalazł na to odpowiedniej nazwy. Mogę.. wspomagać innych z kontrolą, siłą ich umiejętności - ściszyła głos, by na pewno nikt nie dosłyszał, mowienie o tym na ulicy było ryzykowne.
- Chwilowo tylko tym, fakt - przyznała - Zjadłam jeszcze trochę pizzy wczoraj.. Musiałam.. zuzyc trochę energii. I.. poradzę sobie z zakupami, naprawdę. To nie sklepy są teraz problemem - zmarszczyła nos, nie czując się komfortowo w mowieniu o swoich mocach w sposob otwarty.
- Nam? I na pewno mozesz mowić za grupę? Nie wiem.. - wzruszyła ramionami. Wybitnie nie czuła isę najlepiej z tą myślą.
- Może najlepiej byłoby, gdybym po prostu.. wróciła do siebie - Hopper by się wkurzył zapewne, już go widziała oczyma wyobraźni, jeśli by się w końcu odezwał! A tak nawet nie wiedziała czy ten gnojek żyje.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-20, 21:57   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike w życiu nie wpadł na coś takiego jak zapijanie się słodką kawą. Wolał herbatę niżeli kawę i to najlepiej z pięcioma łyżeczkami cukru. Nie zamierzał jednak wprowadzać głodówki w swój organizm. Był niezmiernie ciekawy, czy dziewczyna tez przez ten metabolizm nie mogła się dobrze upić... Chociaż miał wrażenie, ze to wina indywidualna jego mocy.
- Ooo przydałoby mi się to na początku mojej kariery. - odparł ze śmiechem nieco głośniej.
Nie zdradzał, ze gadał o mocy i szanował, ze dziewczyna ściszyła głos, bo wiem o takich sprawach raczej ciężko było rozmawiać gdzieś poza Bractwem lub zaprzyjaźnionych miejscach. Ściany miały po prostu uszy, a wszędzie te jełopy z GC i DOGSi węszyli spisek.
- Naprawdę zabiorę cię na porządny obiad, kiedy tylko będziesz chciała. Nie chciałbym byś mi tutaj zemdlała. Chociaż... - zamyślił się chwilę – Miałbym prostsze zadanie dostawienia cię do domu bez skutków ubocznych dla ciebie. - odparł znów pokazując rządek białych zębów w jej kierunku.
Po chwili jednak lekko zmarszczył czoło, a potem westchnął. No tak powinien mówić za siebie, ale to jego wysyłali na patrole tak jak i innych co by się przydali w tej roli.. Więc nie kłamał z tym stwierdzeniem, inaczej by wszyscy mieli członków rodziny perfidnie w dupie.
- Mogę mówić, bo nie tylko ja poszukuje zagubione owieczki. - odparł znów starając się uśmiechnąć – Wydaje mi się, ze powrót do siebie byłby jeszcze mniej bezpieczny od wrócenia do nas. Jesteśmy teraz twoim domem i rodziną. - odparł nieco ciszej i odsunął się od niej o dwa kroki – Byłoby niezmiernie miło odstawić cię do domu jeśli będziesz naprawdę chciała. Obiecuje nawet zrobić tobie obiad. Może to nie jest masterchef, ale na pewno jadalne i nie ma po tym zatrucia pokarmowego! - odparł akcentując ostatnie trzy słowa.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
26

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-06-26, 19:05   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Kawa, herbata, obojętne, jeśli potrzebowała kopa to zarzucala ją słodką śmietanką, cukrem, mlekiem skondensowanym czy co tam się trafiło i można bylo dodać do kawy i herbaty, by dobrze smakowała. Opcji było naprawdę wiele, a trzymało na nogach jakiś czas, jak kofeina. Pusty kop energii, ale jednak działał jeśli tego potrzebowała, czasem nie było czasu na nic innego, a teraz zwyczajnie nie mogła wcisnąć w siebie nic stałego, żołądek miała wciąż zaciśnięty.
- Wielu by się przydało i częsci udalo mi się pomóc - uśmiechnęła się, ale nie było w jej słowach przechwalania się, stwierdzała fakt. Cieszyło ją to - w końcu w tym własnie była dobra.
- No to.. chyba nie w tym tygodniu, bo ciężko mi od kilku dni coś przełknąć - wzruszyla ramionami, odnoszac sie do tego co dzialo się w starej siedzibie bractwa. Ciężko się jej dziwić, ze tak reagowała. W nocy nie mogła spać, ale zmeczenie robiło swoje i jednak padała na kilka godzin, budziły ją koszmary, widziała jak ich zostawia, widziala ciała, widziala jak wydaje ich na śmierć, wiedziała co robi przecież.. Splotła ręce na piersi, odstawiajac papierowy kubek na murek obok, kawę wypila jak na razie do polowy.
- Skutków ubocznych? - uniosła brew pytajaco, nie znajac jego mocy.
- Nie wiem co byłoby bardziej czy mniej bezpieczne, żadna opcja nie wydaje mi się obecnie dobra, jak na to patrzę - westchneła, spojrzała w wylot zaułka jakby spodziewała się tam znaleźć nagle bilboard z odpowiedzią. No, ulotkę chociaż.
Ledwo dołączyła i wszystko się posypalo, dlaczego miałaby chcieć tam wracać? Z drugiej strony przebywanie samemu obecnie też jej się nie uśmiechało. Nie wiedziała czy nie mają jej twarzy ma jakimś nagraniu, jakimś slajdzie, cokolwiek.. Ten sentinel. Zacisnęła dłonie na ramionach. Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, zadna decyzja nie jest dobra, więc chyba zostawię ją w twoich rękach - stwierdziła w końcu, nie mając sily się stawiać i walczyć.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-06-29, 01:22   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Zaciśnięty żołądek coś na co Mike nie mógł sobie zbytnio pozwalać. Jednak dieta kawowa czy herbaciana nie była dla niego, nawet jeśli by wsypał tam bardzo dużo cukru. On lubił jeść... Nie on to kochał, to praktycznie był związek, którego nie dało się rozdzielić. Mike i jego jedzenie! Mógł się cieszyć przynajmniej ładną sylwetką do końca swoich dni, dzięki metabolizmowi, który ciągle pracował.
- Ciesze się, ze wśród naszych jest taka osoba, która ma możliwość w taki sposób pomóc potrzebującym. - odparł szczerze ciesząc się z tej mocy dziewczyny.
Uważał, że osoby, które trenowały z młodzikami moce były na wagę złota, tak samo ci co uczyli samoobrony czy po prostu bicia się by nie zginać. Takie przetrwanie.
- Oj tydzień na pewno nie będziesz głodować. - odparł z lekką troską w głosie – Aa skutków ubocznych, kiedyś ci może je pokaże. - puścił do niej oczko i się zaśmiał
Tak dziewczyna na pewno nie chciała czuć tych skutków, no ale nie wiedziała czym moce Mike'a na innych skutkują. Skąd miała wiedzieć w ogóle jaką miał moc, skoro póki co jej w ogóle nie za reprezentował, ale nie miał póki co powodu. Nie czuł się tutaj zbyt bezpiecznie.
- W kupie siła. - odparł – Możesz dać nam jeszcze jedną malutką szanse. Jak mówiłem dodam do tego obiadzik od siebie, dla lepszego samopoczucia. No o ile byś jakiegoś koktajlu nie wolała, skoro z jedzeniem ciężko. - zamyślił się – Czekoladki może? Albo ciasto z galaretką owocową. - na to ostatnie poczuł napływ śliny w ustach, boże jak on kochał ciasto z owocami... - Ale to wiesz kupne, jak mówiłem mistrzem nie jestem. - przetarł dłonią swój kark.
Po chwili stanął obok niej i spojrzał jej głęboko w oczy.
- No to skoro zostawiasz to w moich rękach, to pójdziemy do nowej siedziby. Zaprowadzę cię w bezpieczniejsze miejsce i podjadę motorem. - uśmiechnął się i odsunął od niej by dać jej przestrzeń osobistą. - Chwilę poczekasz... Bo szybciej dobiegnę do nas niż dojadę na miejsce co może zając pewnie i z pół godziny. - odparł ze śmiechem, zdradzając tym samym swoją moc – No o ile nie chcesz karuzeli, chociaż wymioty w twoim stanie by niebyły zbytnio wskazane. - podrapał się po głowie. - Decyzje zostawiam tobie.
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5