Poprzedni temat «» Następny temat
Parking
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-19, 20:31   Parking



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-20, 19:09   

Początek kwietnia, okolice południa...
Dni stają się coraz cieplejsze, co z pewnością zachęca bezdomnych do opuszczania ich kryjówek i ruszenia w miasto. Nie inaczej dziś było z naszym Żulianem, który miał od samego rana silne przeczucie, że powinien się tu znaleźć. Jego nie zmącony trzeźwą myślą umysł uznał za genialny plan chodzenie od samochodu do samochodu z ofertą przypilnowania gracika, czy odstawienia wózka pod wiatę. Co jak co, dało się w ten sposób zarobić kilka drobnych na wykwintne śniadanko w towarzystwie najznamienitszych trunków - z którymi nasz ukochany Zeno nie potrafił się rozstać. Tylko one pozwalały mu na chwilę wytchnienia od dziwnych bóli głowy i koszmarów sennych, które z jakiegoś powodu zwykle były... Aż nazbyt prawdziwe.
Słoneczko zdawało się jednak coraz bardziej przyprażać, a nasz bohater nie mógł sobie pozwolić na paskudny udar - nawet, jeśli nosił czapkę! Skrył się więc pod jedną z wiat na wózki, wyciągając zza wyciągniętej kurtki butelkę i pociągając z niej dwa łyki. Koledzy z pewnością nie zauważą jego nieobecności, a nóż-widelec jakaś zbłąkana babeczka postanowi się zlitować nad biednym człowiekiem i rzucić mu ćwierć dolca? Tak. Warto było marzyć...
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-21, 15:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/2 kwietnia

Matilde miała już wszystkiego dosyć. Brakowało jej sił do dalszej walki. W dodatku wszystko ponownie zaczynało się sypać. Znowu miała mdłości, znowu swędziała ją skóra, była rozdrażniona bardziej niż kiedykolwiek. Przestała też chodzić na terapię. Chociaż czy ta terapia miała w ogóle jakikolwiek sens odkąd Wallace odkryła, że w jej grupie jest kret? Początkowo sądziła, że ma paranoję, ale z każdym kolejnym spotkaniem była tego coraz bardziej pewna. W końcu najlepszym środowiskiem dla dilera jest banda ćpunów w najgorszym stadium odwyku, czyż nie?
Nie powinno ją to szokować. Nie powinno ją też to gorszyć. Sama nie była lepsza. Osądzała gościa o nieuczciwość, a nie oszukujmy się – sama nie była lepsza. W tym momencie czuła do siebie odrazę, czuła wstręt. Ale nie umiała już dłużej się powstrzymywać. Jej życie to była kpina. Jej facet umierał i w dodatku nie miał ochoty spędzić swoich ostatnich tygodni życia w jej towarzystwie, bo praca była… ważniejsza. Była taka wściekła. Była taka zła. Czuła się odrzucona, czuła się niechciana. Może powinna to jeszcze raz przemyśleć, jeszcze raz się zastanowić, ale… nie miała siły. Podążała w kierunku umówionego miejsca odbioru, zupełnie jakby ktoś przejął kontrolę nad jej ciałem. W tym momencie było jej wszystko jedno. Po prostu chciała się pozbyć tych dwustu dolarów, które tak bardzo ciążyły jej w kieszeni dżinsów.
Nie spodziewała się jednak, że we wskazanym miejscu będzie bezdomny. Zaraz, zaraz czy to nie był ten sam bezdomny co wtedy? Wallace zmrużyła oczy, przez chwilę się wahając, czy jednak nie powinna spróbować przyjść innym razem, ale ostatecznie coś ją chyba tknęło. Oparła się plecami o ścianę budynku, odpalając papierosa i kalkulując w myślach jakie mogły być szanse, że to ten bezdomny miał mieć właśnie to czego potrzebowała. Polecony jej diler mógł być po prostu spalony. Mógł też nie chcieć, by ktoś znał jego twarz. Może po prostu zatrudnił bezdomnego w zamian za butelkę wódki. To było całkiem możliwe. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że bezdomny posiadał typową dla handlarza narkotyków papierową torbę. Matilde zaciągnęła się papierosem, a kiedy upewniła się, że nikt nie szedł w ich kierunku, wyrzuciła z siebie obojętne:
– Ma pan dla mnie cukier? – powiedziała to. Rany, czuła się tak podle. W tym momencie mogłaby się po prostu zapaść pod ziemię. Ale mimo to.. mimo to odważyła się przekrzywić głowę, by spojrzeć w twarz mężczyzny i unieść brew.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-21, 19:31   

Zeno, słysząc zbliżające się kroki natychmiast próbował ukryć swój największy skarb ponownie pod kurtką i dopiero wtedy podniósł na kobietę wzrok. Przez chwilę lustrował ją, od stóp do głów, próbując sobie przypomnieć, skąd też może kojarzyć tę zmęczoną twarzyczkę, a jego własne usta zdawały się otwierać coraz szerzej, gdy trybiki w jego głowie ostro pracowały. W końcu jednak zatrybiło - no tak, to ta śliczna panienka w opałach, co ją ten dziwny koleś bić próbował! Całe szczęście Zeno ze swą cudowną miotłą przybył w samą porę, co by niewiastę z opałów uwolnić!
- Cukier? - Zapytał, schrypniętym głosem, po czym podrapał się po swojej przerzedzonej brodzie. - Mam tylko to. - Rzucił w końcu, wyciągając z jednej ze swoich kieszeni wymiętolone saszetki z solą, zapewne z jednego z pobliskich barów szybkiej obsługi. - Ale coś czuję, że to panienki nie usatysfakcjonuje, hm? - Dodał po chwili, ponownie pocierając się po brodzie. Matilde z pewnością mogła zauważyć, że za tą zapijaczoną i obitą twarzą kryło się coś więcej. W końcu... Mężczyzna już raz pokazał, że ma w sobie niezwykłe pokłady odwagi i honoru. Czy jest możliwe, że krył w sobie... Coś jeszcze?
- Och, młodziutka. Nie chcesz tego robić... - Rzucił, niby od niechcenia, po czym kobieta mogła usłyszeć jego cichy, acz głęboki śmiech. Wyglądał, jakby właśnie sam wspominał lepsze czasy i swoje złe wybory. W końcu każdy z nas ma swoją historię. A Żulian... Żulian zdawał się znać ich dużo więcej, niż tylko własną.
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-21, 20:04   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Właściwie to czego ona się spodziewała? Że jeden z dilerów powierzyłby swój najcenniejszy skarb zapijaczonemu kolesiowi? Musiała być w naprawdę żałosnym stanie, skoro wpadła na ten genialny pomysł. Przecież znała środowisko dilerów. Nie tylko od strony klienta. Wiedziała na jakiej zasadzie pracował Aaron. Może nie był profesjonalnym dilerem bo sam wpadł po uszy, ale jednak.. jakimś tam był. I z całą pewnością nie wysłałby bezdomnego na taką misję. Wallace westchnęła, jednocześnie z niezadowoleniem potrząsając głową. Zdecydowanie nie miała na myśli soli kuchennej. I zdecydowanie nie miała zamiaru za taką płacić dwustu dolarów.
– Nie do końca – odparła z przesadnie uprzejmym uśmiechem, ponownie wzdychając. Wystawił ją? Dlaczego? To nie było podobne do dilerów. Chcieli zarobić. A ona miała kasę. Miała wystarczająco dużo kasy odkąd wróciła do pracy.
I faktycznie. Wallace przyjrzała się dokładnie panu Żulianowi i pomimo jego odrażającego wyglądu w twarzy miał coś… niespotykanego. Mało było takich ludzi. Którym się dobrze z oczu patrzyło. Nie spodziewała się natomiast kolejnych jego słów. I zaraz potem tego śmiechu. O co mu do cholery chodziło?
– Nie chcę robić… czego? – była zbita z tropu. Czy powinna w ogóle się nim przejmować? Był zwykłym pijaczyną, który przeżywał jakiś zajebisty odlot. Takich ludzi nie powinno się słuchać. Więc dlaczego wciąż tu stała? Czemu jeszcze nie odeszła? I dlaczego zadawała kolejne pytanie?
– Czy widział pan tu kogoś, kto może mieć to czego szukam?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-21, 21:13   

Zeno zdawał się być lekko oderwany od rzeczywistości. I w sumie teraz... Teraz już nawet nie miał ochoty się ukrywać z własnymi problemami. Tym bardziej, że kobieta mogłaby przysiąc, że przez chwilę była w stanie dostrzec na jego twarzy lekki i krótki grymas bólu. Gdy jednak butelka z tanim trunkiem dotknęła jego ust - to wrażenie szybko zniknęło, a na ustach mężczyzny ponownie zawitał szczery, choć niepełny uśmiech.
- Dobrze oboje wiemy, czego. - Stwierdził, przecierając swoje wargi. - Jane, stać Cię na więcej, niż pójście w ślady miłości.... Jakiejkolwiek? - Dodał po chwili, zamyślając się. Coś mu tu nie dawało spokoju. Ale widać... Nie był w stanie tego z siebie wydusić? Może jednak był większym dżentelmenem, niż jego stylówa mogła wyrażać?
Ale, ale! Gdzie jego maniery? Przecież jak sam popija, to i pani dać powinien! Wyciągnął więc swoją flaszeczkę w jej kierunku, wcześniej się upewniając, że żaden z jego kolegów tego nie zauważy, bo to chieny niemiłosierne były i wszystko by mu na raz wypiły! A on przecia biedny człowiek jest, ino o dobrym serduchu, co to topiło mu się na widok takich ślicznych, młodych panien. Mogłoby się zdawać, że mężczyzna... Miał jakąś wewnętrzną misję? Tak, to chyba dobre określenie.
- Wiesz panienko... Bardzo mi panienka kogoś przypomina. - Stwierdził, przecierając brudną dłonią własne oczy. Aż niemożliwym się wydawało, jak ślepia mężczyzny z jednej chwili na drugą potrafiły utracić blask i wyraz. Jak bardzo jego twarz z sekundy na sekundę się zmieniała. Jakby w tym jednym człowieku kryło się tak wiele różnych osobowości. Od nieporadnego, ulicznego pijaczka, po mędrca z ciężką przeszłością. Był... Jedną wielką zagadką...
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-21, 21:39   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace nie wiedziała jak to wszystko rozumieć. Zachowanie bezdomnego mężczyzny zaczynało ją coraz bardziej zastanawiać. To nie było normalne. Była też wręcz pewna, że widziała na jego twarzy dziwne cierpienie. Był chory? Ranny? Powinna o to zapytać? Pewnie powinna. Gdyby tylko nie była sobą. Ale Matilde Wallace nie martwiła się o nieznajomych ludzi. Po prostu. Taka była. Może gdyby był Hopperem. Ale nie był. W tym tkwił cały problem, prawda? Nie obchodzili ją ludzie. Obchodził ją tylko jeden człowiek. Nikt więcej.
I choć bardzo chciałaby zignorować to wszystko, nie była w stanie. Nie była w stanie odwrócić wzroku z twarzy pana Zenka. Zupełnie, jakby próbowała się doszukać w niej czegoś więcej. Wiedziała czego ma nie robić? Może jednak tylko udawał, że nie wie co to jest cukier?
– To nie takie pros… – zaczęła, sama nie wiedząc dlaczego mu się tłumaczyła. Ale potem.. usłyszała jego kolejne słowa i zrobiło jej słabo. Krew odpłynęła jej z twarzy, a papieros niemal wypadł z ust. O czym on do cholery mówił? Skąd wiedział jak… Nie, to niemożliwe. Pewnie zgadywał. Wybrał jakieś najbardziej popularne imię i trafił. Tak. Nie było lepszego wytłumaczenia. A mimo to czuła jak włoski jeżą się jej na karku. Była zła. Chyba tak. Może jednak bezdomny pracował dla tego jebanego dilera, który najwyraźniej zrobił dokładny research?
– Na imię mam Matilde – warknęła wściekle. I niech on jej nie mówi o miłości. Za kogo się miał? Dlaczego tak bardzo ją to irytowało? Dlaczego miała potrzebę tłumaczenia się? Jemu? Bezdomnemu? Brunetka zacisnęła usta w cienką linijkę. Prawie całkowicie przybrała już typową dla siebie postawę obronną. Miała wszystko czego tylko potrzebowała, by wybuchnąć i zrównać cały świat z ziemią, a mimo to.. z jakiegoś powodu z jej ust padły te słowa: – ja... nie mogę pozwolić mu umrzeć.
Była żałosna. Czy właśnie zwierzała się jakiemuś bezdomnemu? Brzydziła się sobą. A potem potrząsnęła głową, nie będąc w stanie zmusić się do powiedzenia „ja nie piję”. Po prostu coś jakby stanęło jej w gardle, a jej oczy się niebezpiecznie zaszkliły. Miała już dość tego wszystkiego. Czuła się taka bezradna. Wallace odchrząknęła pod nosem, chcąc zapanować nad swoim łamiącym się głosem, a potem siląc się na obojętny ton głosu odparła:
– Z elektrowni. Byłam z kolegą i… – ale nie była w stanie dokończyć. Po prostu machnęła dłonią i zaciągnęła się papierosem.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-24, 00:08   

Widząc brak chęci ze strony kobiety na ten jakże miły gest z jego strony, natychmiast wrócił dłonią z butelką ku sobie, by pociągnąć z niej kolejne łyki swojego taniego trunku. Po chwili też przetarł rękawem swoje usta, nim westchnął ciężko, spoglądając w górę - na dach wiaty wózkowej.
- Wszystko jest proste, jeśli tego chcemy. - Mruknął, odwracając ponownie wzrok ku brunetce i próbując przywołać na swoje usta jak najszczerszy uśmiech. - Jane. Moja żona miała na imię Jane. Wspaniałą kobieta... - Stwierdził po chwili znowuż wzdychając, a jego oczy z pewnością w tej chwili się zaszkliły. - Matilde, bardzo mi ją przypominasz. Obie jesteście piękne. Silne. Nie potraficie odpuścić. Hueh... Tak. Zdecydowanie. Uparte z was osły, Jane. - dodał po kolejnej sekundzie, wspominając swoją zmarłą towarzyszkę życia. Nie można było mieć teraz pewności, czy jego umysł już się gubił w czasie i przestrzeni, czy widział w pannie Wallace swoją ukochaną, czy te dwie dziewoje były do siebie aż tak podobne? Słowa mężczyzny były jednak naładowane pozytywnymi emocjami.
- Oczywiście, że nie możesz. Potrzebujecie siebie. No i piękne dzieci z Williamem byś miała, oj naprawdę piękne. - Rozmarzył się, przymykając swoje oczy, gdy znowu dało się dostrzec ten krótki grymas bólu, nim znowu go zapił kolejnymi łykami taniego wina. - Tylko najpierw trzeba schować dumę do kieszeni. Przyznać się do błędu. Zawalczyć o to, na czym nam zależy, do czego ciągnie nas serce, nawet, gdy umysł mówi nie, hm? A tak ciężko tego umysłu nie słuchać... Coś o tym wiem, moja droga. - Wydusił z siebie Zeno, jednocześnie podśmiewając się pod nosem. I widać też nogi go musiały już rozboleć, bo podparł się o ścianę tego lichego przybytku, nim przycupnął na ziemi, prostując przed sobą nogi i rozmasowując obolałe już kolana. - Kiedyś zawsze o nie dbałaś, Jane. Co się z nami stało? Czemu już mi nie pomagasz, Jane? - Szepnął, jakby sam do siebie. Zdecydowanie, mógł się wydać szalony, nieobliczalny. Zdecydowanie też nie wiedział, co się wokół niego dzieje, a ta iskierka radości i dobrego nastroju niemal w ułamku sekundy opuściła jego oczy. Zdawał się być pusty. Załamany. Opuszczony. Samotny...
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-24, 12:46   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy on właśnie insynuował, że ona nie chciała wyjść z nałogu? Matilde była wściekła. Była naprawdę wściekła. Do tego stopnia, że jej dolna warga zadrżała. Co on tam wiedział. Był zapijaczonym kretynem, który sam nie potrafił wyjść z nałogu. Nie powinien jej mówić takich rzeczy. Starała się. Kurwa, chodziła nawet na terapię. To, że teraz się złamała… nie miała wyjścia. Po prostu. Oh i cudownie. Teraz jeszcze przypominała mu jego żonę. Wallace zacisnęła mocno usta.
– Uhm… dzięki? – bezdomny wydawał się być w zupełnie innej rzeczywistości. Matilde chyba po prostu stwierdziła, że kłócenie się z nim, czy wdawanie w dyskusję było bez celowe. Po prostu… niech będzie, że strzelił jej komplement, nawet jeśli tak bardzo mijał się on z rzeczywistością. Nie była ani piękna, ani silna. Uparta… może. Może trochę. Ale tylko trochę.
– Co się stało z Jane? – mimo wszystko chyba ciekawość wzięła górę. I tyle było z niewdawania się w dyskusję. Czemu po prostu nie odeszła, kiedy miała szansę? Teraz natomiast jego kolejne słowa po prostu wryły ją w ziemię. Piękne dzieci z Williamem byś miała. Co to kurwa miało być… I nawet jeśli Wallace utrzymywała tą marsową minę to jej oczy dziwnie się zaszkliły. Te słowa raniły jak miecze. Ona i Hopper nie mieli żadnych szans. Pewnie nawet nie zostało im zbyt dużo czasu.
– Skąd o tym wszystkim wiesz? Gadaj. Jesteś z rządu? Śledzisz mnie? – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Tego było po prostu za wiele. Nie czuła się już bezpieczna. Ten facet najwidoczniej wiedział naprawdę dużo, a to było przerażające. I u licha dlaczego musiał mieć tyle racji? Schować dumę do kieszeni, zawalczyć o swoje… Dlaczego on nie mógł się zamknąć? Dlaczego mówił jej takie rzeczy? Zwłaszcza teraz, gdy była na skraju załamania i nie miała już żadnej wiary w to wszystko? Dlaczego właśnie w tym pierdolonym momencie mówił jej to wszystko, o czym myślała od dłuższego czasu?
– Chyba powinnam sobie pójść – rzuciła lodowatym tonem głosu. I była naprawdę bliska opuszczeniu tego miejsca, gdyby nie fakt, że zachowanie mężczyzny było niepokojące. Najpierw ten wyraz na twarzy, potem wydawał być się taki słaby… Wallace chyba się przestraszyła.
– Mam zawołać jakiegoś lekarza? Lub psychiatrę? – przełknęła ślinę, nie bardzo wiedząc co powinna zrobić w takiej sytuacji. Mężczyzna wyglądał jakby było z nim naprawdę źle. Zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Natomiast Matilde nawet nie wiedziała co powinna zrobić w tej sytuacji. Rany, dlaczego nie mogła lepiej sobie radzić z ludźmi?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-24, 21:16   

Postawa mężczyzny z pewnością dawała do myślenia. Zapewne na ulicy większość osób traktowała go jak starego wariata, który zbyt często mówi od czapy. Z całą pewnością nikt nie traktował go poważnie. Ot, kolejny starzec, któremu w życiu się nie udało i topił swoje smutki w pełnej szklance wódki...
Ale jednak.... Coś przyciągało do niego ludzi. Dziwna aura? Może energia? Mimo, że jego słowa tak często zdawały się być wyciągnięte z kontekstu, mimo, że zdecydowanie częściej jego usta opuszczały raczej same głupoty a nieraz pewnie i wiązanki, których szewc by się powstydził czy siarczyste pawie, coś zmuszało brunetkę, żeby jednak zostać, wysłuchać go. Bo w sumie... Czy możliwe było, że aż tyle rzeczy mogło się zgadzać? Czy on mógł wiedzieć coś więcej? Czy może rzeczywiście to był tylko ślepy los, który wyjątkowo dziś mu dopisywał?
- Nie ma jej już z nami. Choroba ją pokonała, moja droga. - Westchnął, mimo wszystko utrzymując smutny uśmiech na twarzy. Bez żadnego zająknięcia można było powiedzieć, że ją kochał całym swoim sercem. - Odkąd jej zabrakło, dziwne rzeczy zaczęły się dziać. Ale trzeba iść do przodu, czyż nie? Heh... Masz całe życie przed sobą. Nie marnuj go jak głupi starzec... Poznałem Cię już z moim synem, Williamem? Oh, jakie piękne dzieci byście razem mieli... - Kontynuował swój wywód, coraz bardziej się rozmarzając. Te zbiegi okoliczności mogły się wydawać wręcz absurdalne. Nie można więc było mieć pewności, czy rzeczywiście aż tyle łączyło Wallace z Zono, czy może kryło się za tym coś więcej, o czym sam pijaczyna niekoniecznie chciał wspominać?
Nie minęła jednak chwila, gdy słaby wyraz twarzy mężczyzny natychmiast się rozchmurzył, a jego śmiech zaczął się nieść po wiecie.
- Oh, to mi humor poprawiłaś! Ja? Rządowcem! Haha! Z całą pewnością, każdy Rządowiec zmaga się z brakiem zębów. Patrz no na Wellera, to z pewnością mój szefu, ahahaha! - Potrząsnął głową z niedowierzania, wciąż nie zdejmując rozbawionej maski. Od razu mogło się zdać, że wraca mu życie i humor, a ta widoczna przed chwilą apatia odeszła w zapomnienie. Co więc może być lepszego? Niż pociągnięcie kolejnego łyka drinku z siarką?
- Oh, Zanim pójdziesz, uważaj, bo chyba właśnie zgubiłaś Wallace. No, zobacz, tu pod Twoją nogą ten portfel leży. - Dało się usłyszeć stwierdzenie pijaczyny - i rzeczywiście - jakiś portfel leżał pod stopami brunetki. Teraz naprawdę trudno było stwierdzić, czy to mężczyzna się przejęzyczył, wiedział za dużo, a może to już wyobraźnia kobiety podsuwała jej takie gry słowne?
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-26, 14:41   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Była po prostu ciekawa. Nie interesowały ją losy tego starca. Być może normalnie funkcjonujący człowiek powinien okazać jakiekolwiek wyrazy współczucia, powiedzieć te jakże niepotrzebne słowa „przykro mi”. Ale bądźmy szczerzy. Wallace nie należała do tego typu ludzi. Dlatego po prostu skinęła głową, zupełnie jakby mężczyzna powiadomił ją o stanie pogody. Empatia nigdy nie była jej najmocniejszą stroną. A sama wiadomość o chorobie jego żony zapewne w przeciągu kolejnych sekund miała po prostu wylecieć jej z głowy.
– Huh? – spytała głupio, będąc totalnie wytrącona z równowagi. Jego syn William? Przez krótką chwilę Matilde nawet była skłonna uwierzyć, że jej Hopper i syn tego bezdomnego to była ta sama osoba. Chyba nawet zmrużyła oczy, by się lepiej przyjrzeć twarzy mężczyzny i doszukać jakiegokolwiek podobieństwa. Ale szybko zrozumiała, że to było bezcelowe. Ten mężczyzna po prostu miał jakieś omamy, był pijakiem, któremu alkohol za bardzo namieszał w głowie. To wszystko.
– Nie sądzę – odmruknęła w końcu tym swoim chłodnym tonem głosu. Nie, nie poznała żadnego „syna” i zdecydowanie nie miała mieć żadnych „pięknych dzieci”. Rany, ta rozmowa wyprowadzała ja z równowagi. Tak samo jak zaraz potem ten śmiech mężczyzny. Ale mimo wszystko chyba mu uwierzyła. Nie sądziła, by rząd posunął się do takiego kroku, by zatrudnić do wywiadu bezdomnych ludzi. Po prostu nie uważała, by ta – pożal się Boże – instytucja była wystarczająco myśląca, by coś takiego zrobić.
– W takim razie skąd wiesz o wszystkim? – nie dawała za wygraną. Potrzebowała jakiegoś wytłumaczenia. I nawet jeśli wcześniej byłaby skłonna machnąć ręką i sobie odejść, tak kolejne słowa Żuliana ponownie wryły ją w ziemię. Wallace. Czy on to powiedział? A może to działo się tylko w jej głowie? Czy to możliwe, że głód narkotykowy i chęć sięgnięcia po heroinę robiła jej z mózgu sieczkę? Matilde przełknęła cicho ślinę, by schylić się po swój portfel.
– Słuchaj, panie – warknęła, nie mając zamiaru dłużej być miła. – Nie odejdę stąd póki się nie dowiem o co w tym wszystkim chodzi – a potem po prostu otworzyła swój portfel i wbiła wzrok w te dwieście dolców, które odłożyła, by zakupić towar, by po chwili przenieść wzrok na mężczyznę i wysoko wznieść prawą brew. Była już tym wszystkim zmęczona.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-27, 19:28   

Zeno.... Był po prostu Zeno. To prosty człowiek, tylko mocno doświadczony przez życie. Los nie był dla niego łaskawy, ale to nie znaczyło, że on miał być zgryźliwym starcem. Zdążył się już przekonać, że nie czyni tym niczego dobrego. Zamiast tego wolał się spełniać, pomagając młodym, zagubionym duszom. Widać wasze aury musiały ze sobą niesamowicie współgrać, skoro już drugi raz przyszło wam się na siebie natknąć.
Żulian nie robił sobie nic z Twoich nerwów, tylko radośnie popijając swój trunek i śmiejąc się wesoło. Nie rozumiał, po co było się tu denerwować. On tylko mówił o tym, co widział, co było mu znane.
- Oh, Jane. Znaczy Matilde. W ogóle, to może lepiej trzymaj się z dala od monopolowych sklepów. Ponoć jakiś nekromanta tam czyha na Twoje zwłoki. Dziwnie ubrany mężczyzna. I coś za dużo pieniędzy ma... - Zaczął się zastanawiać, spoglądając w przestrzeń. Można bylo odnieść wrażenie, że mężczyzna naprawdę wędruje między światami i rzeczywistościami, bo przecież w jednej chwili mówił o tak znajomych rzeczach, tak bardzo trafiał w samo sedno, by po chwili.... By po chwili wszystko przestało mieć jakikolwiek sens?
- Pięknie by Ci w bieli było, kochaniutka. Tylko chyba śpieszyć się z tym musicie, czyż nie? Ah, co za piękne dzieci z Williamem... Kopie już? - Zapytał po chwili, przerzucając jednak swój wzrok ponownie na Ciebie. Jego oczy miały w sobie niezwykłe ciepło, radość, jakby serio oczekiwał na dobrą nowinę. I w sumie nie byłaś pewna, czy on był serio szalony, czy może jednak.... Wiedział? Czy mógł coś wiedzieć, czy to tylko jego pijackie wizje nie chcą go opuścić? Może już dawno cierpi z powodu demencji starczej albo schizofrenii? Tak, to wszystko miało zdecydowanie więcej sensu. Musiało tak być. Nawet w tym pokręconym świecie pełnym mutacji... Musiało tak być.
- Skąd wiem o jakim wszystkim? Mówię tylko o tym, co widzę. Czasem mi się śni. Czasem widzę na jawie. Cudowne uczucie, wiesz? Tyle szczęścia... To daje nadzieję głupiemu starcowi, hehe. - Zaśmiał się ponownie, nieco poprawiając swój siad i prostując nogi oraz plecy. Z pewnością - asfalt pod wiatą wózkową nie był najwygodniejszym siedziskiem dla zmęczonych już życiem mięśni....
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-06-28, 17:21   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde chyba nie miała już żadnych wątpliwości co do tego, że mężczyzna był szalony. Dlaczego w ogóle na początku zaprzątała sobie głowę ego zbędnym gadaniem? I jeśli wcześniej myślała, że może ma w sobie to coś, to kiedy Zeno wyskoczył z nekromantą Wallace była już pewna, że to zwykły pijak. Więc czy miała sobie coś zrobić z tych jego ostrzeżeń? Pewnie nie. Nie wierzyła w takie bzdury. Za kogokolwiek wielkiego uważał się Żulian, żaden z niego szaman. Po prostu. A ona nie powinna więcej marnować swojego czasu, bo kto wie czego ciekawego jeszcze się dowie.
Tak. Zdecydowanie powinna odejść, kiedy jeszcze miała szansę. Powinna sobie oszczędzić tego co wydarzyło się kilka sekund później. Bo kolejna zrzucona przez bezdomnego bomba po prostu… Nie, tego było za wiele. Wallace zacisnęła mocno zęby, czując jak cała jej konsternacja czy zachowany spokój przekształcają się w złość. Nic w tym co mówił nie miało sensu. I chyba wolałaby jeszcze słuchać o tym całym nekromancie niż o ślubie i dzieciach, których nigdy nie miała mieć. Czy to była jakaś forma znęcania się nad nią? Z jakiejś dziwnej przyczyny ten facet po prostu znał jej najskrytsze pragnienia i teraz chyba chciał ją po prostu zdołować. Wallace parsknęła lodowatym śmiechem.
– Mylisz się – cokolwiek sobie ubzdurał, cokolwiek chciał zrobić z jej samopoczuciem nie miało mu się to udać. Nie była aż taka naiwna, by uwierzyć jakiemuś pomylonemu człowiekowi. Nie, nie da się wyprowadzić z równowagi. Nie da sobie zasiać ziarnka niepewności. Po prostu. Jakiekolwiek myśli teraz miały napływać do jej głowy… po prostu to zamknęła. Zablokowała. Nie była do końca pewna w jaki sposób, ale to zrobiła.
– Alkohol wyżarł panu szare komórki – stwierdziła chłodno, czując jak robi jej się sucho w ustach. Czy mógł być mutantem? Czy rzeczywiście mógł widzieć rzeczy? Czy mógł wiedzieć…? Czy możę to co mówił miało w sobie coś z prawdy…? Nie. Nie, nie, nie. Zdecydowanie nie. Nawet nie miała zamiaru tego sprawdzać, bo po co? Nie była wariatką. Wallace wyciągnęła z portfela pieniądze przeznaczone na heroinę, po czym wcisnęła banknoty do ręki bezdomnego.
– Masz pan, przyda się panu na leczenie tego problemu – wyrzuciła z siebie. Wyprowadził ją z równowagi, to fakt. Ale w pewnym sensie dzięki temu, że wprowadził ją w stan konsternacji przynajmniej nie kupiła tej cholernej heroiny. I nie. To nie była wdzięczność, czy przejaw dobroci serca. Była samolubna. I nie chciała, by te pieniądze ją kusiły. I kiedy tylko pozbyła się nadmiaru gotówki, obróciła się na pięcie i odeszła.

/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5