Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-06-27, 19:54   #1
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


/Po wszystkich grach

Bycie najemnikiem, łowcą nagród, to ciężkie zadanie. Zawód ten był niebezpieczny i często sprawiał że Victor odnosił rany. Tym razem też tak było. Posiadał zlecenie na jednego z bossów mafijnych. Niestety, jego cel był paranoikiem i nigdzie nie ruszał się bez całej armii. Jeździł autami z podwójnie kuloodpornymi szybami i przebywał tylko w budynkach, których znał. Przygotowanie do tej misji było długie i męczące. Victor dostał się do pilnie strzeżonego wieżowca używając do tego dachu. Choć reszta akcji jest utajniona. Najważniejsze jest to, że zlikwidował cel, ale został przy tym ranny w ramie. Dostał z krótkiego pistoletu Glock'a 17, nabój 9 mm. Niestety pocisk nie przeszedł na wylot, więc nie mógł zaszyć rany. Uciekł z miejsca zdarzenia nie zostawiając śladów krwi. Zrobił prymitywny opatrunek tylko po to, żeby zatamować krewienia. Nie chciał zostawiać krwi, nie dlatego że była w jakiejś kartotece, ale dlatego że krew to nie wygodne pytania. Musiał zobaczyć z Goldhope. Tylko ona była aktualnie dostępna i nikt inny mu nie pomoże.
Przeszedł pod jej drzwi. Posiadała na sobie marynarkę, lecz kolorystycznie nie pasowała do jego spodni. Zachowywał się naturalnie i nie przykuwał niczyjej uwagi. Zapukał kilka razy do drzwi. Liczył, że była w domu, w końcu była już prawie północ.
[Profil]
  [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-06-27, 20:28   
   Multikonta: ronnie/billy


Darcy naprawdę starała się nie ściągać na siebie uwagi. Paradoksalnie wysiłek, który wkładała w posiadanie tego wymarzonego, normalnego życia sprawiał, że wcale go nie miała. Nie chciała mieć zbyt wiele wspólnego z Bractwem, z mutantami, ale też nie chciała zostać wykryta przez chociażby dogs czy w najgorszym wypadku przez gc. Chciała żyć własnym życiem, jednak strach przed tym co mogło się stać, kompletnie odbierał jej możliwość prowadzenia takiego życia jakie chciałaby mieć. W końcu normalna kobieta w jej wieku nie spędzałaby praktycznie każdego wieczora samotnie, tylko dlatego że bała się spotykać się z ludźmi. Przecież ktoś mógłby zauważyć. Wizja mogłaby przyjść do niej nieoczekiwanie, straciłaby przytomność, ktoś wezwałby karetkę i podczas badań szybko wyszłoby, że jest mutantką. Ale zadowalała się tym co miała. Dość obskurnym, mikroskopijnym mieszkaniem, pracą, w której pomagała ludziom - tak jak zawsze tego pragnęła. Cały czas powtarzała sobie, że w życiu trzeba było się cieszyć z tych małych rzeczy, nieprawdaż? Musiała tak myśleć, inaczej zdałaby sobie sprawę z tego, że jej starannie uwite normalne życie to tylko wydmuszka. Jeszcze gorsza była jednak świadomość, że podczas gdy ona prowadziła swojego sztuczne życie, inni mutanci umierali. Dotarły już do niej wiadomości o bractwie. Wiedziała, że mogłaby jakoś pomoc. Może gdyby była na miejscu dałaby radę to przewidzieć, ale nie mogła już tego cofnąć. Faktem było to, że przez własne tchórzostwo czuła się cholernie winna.
Skończyła dyżur wyjątkowo późno. Musiała asystować przy operacji, chociaż miała wyjść kilka godzin wcześniej. Niestety, ale na ostrym dyżurze nie wszystko wychodziło tak jak było to zaplanowane w grafiku. Do domu wróciła zmęczona i marzyła tylko o tym, żeby zakopać się w pościeli. Co zresztą zrobiła kilkadziesiąt minut później. Nie dany był jej jednak spokojny sen, bo jakąś godzinę później obudziło ją pukanie do drzwi. Przez moment myślała, że być może to nie do jej mieszkania, ale znów to usłyszała. Chwilę walczyła z atakiem paniki, ale po chwili jej zaspany umysł podsunął jej, że jeśli dogs miałoby po nią przyjść wcale nie pukałoby do drzwi. Wiedziała jednak jacy ludzi składają jej takie nocne wizyty.
Zarzuciła na siebie szlafrok i popędziła do drzwi, zerkając uprzednio przez judasza. Wzrokiem odszukała kij bejsbolowy, który miał służyć jej w razie, gdyby ktoś chciał zrobić jej krzywdę. Kolejna atrapa. Gdyby ktoś miał po nią przyjść drewniany kij na nic by się zdał, ale tak czuła się bezpieczniejsza, a potrzebowała tego uczucia.
Za drzwiami stał Victor i ten widok sprawił, że w momencie gdy tylko go poznała otworzyła szybko drzwi, wciągając go za marynarkę do środka. - Mógłbyś zacząć zapowiadać te swoje nocne wizyty. - fuknęła na niego, ale na jej twarzy mimo wszystko malowało się zmartwienie. Przecież zdawała sobie sprawę z tego, że jego wizyty nie są towarzyskie i zwykle pojawia się u niej ranny. Zazwyczaj dość poważnie, a nawet w takim stanie, że z chęcią gdyby tylko mogła wysłałaby go do szpitala. - Co się stało?
[Profil]
  [A+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-06-28, 22:54   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Czekając aż dziewczyna otworzy mu drzwi, rozglądał się po korytarzu. Chciał mieć pewność, że nikt go nie zauważy, bo wolałby uniknąć pytań. Chciał dzisiaj widzieć tylko Darcy i nikogo innego. Może i zabrzmiało to romantycznie, ale wcale takie nie było. W końcu jak mógł myśleć o czymś romantycznym, jak posiadał dziurę w ramieniu!
W końcu otworzyła drzwi, a także porwała go do środka. Wszedł głębiej do mieszkania, nie podchodząc za blisko do okien.
- Wybacz, gdy będę planował własne zranienie to wcześniej Cię uprzedzę, obiecuje. - powiedział próbując ukazać lekki uśmiech, niestety średnio mu to wychodziło, bo zaczął się krzywić z bólu.
- Postrzał w obojczyk, kula została w środku. Masz alkohol? - dodał poważnie siadając na krześle, a także ściągnął marynarkę, jak i koszulę. Na prawym ramieniu miał prowizoryczny bandaż, który był już przesiąknięty krwią. Miał tylko nadzieje, że za dużo jej nie stracił.
[Profil]
  [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-06-29, 00:32   
   Multikonta: ronnie/billy


Miał szczęście. Była sama. Chociaż właściwie to wcale nie było szczęście, bo wieczory zwykle spędzała samotnie. Nie mogłaby przecież zaprosić do siebie kogoś, ryzykując tym że nagle wpadnie do niej jakiś ranny mutant (a to niestety ostatnio zdarzało się coraz częściej) i wpadnie przez to kłopoty. Teoretycznie mogłaby odmówić pomocy, ale praktycznie… Miała chyba zbyt miękkie serce, żeby się w ten sposób zachowywać. Wiedziała, że jest w stanie pomóc. Miewała wyrzuty sumienia z powodu, że siedzi z założonymi rękoma, bo jest okropną egoistką, która myśli tylko o własnym bezpieczeństwem. Dlatego mimo to, że wolałą, aby nikt się nie pojawiał pod jej drzwiami, zawsze pomagała. Taka już była. Zresztą dość ciężko było odmówić akurat Victorowi, skoro już kiedyś zagroził jej, że ją wyda DOGS. Może i nie była mściwa, ale za to dość pamiętliwa. Ciężko było zapomnieć o tym, że właśnie w taki sposób zaczęła się ich “współpraca”, nawet jeśli Brown już od jakiegoś czasu nie musiał używać tego argumentu.
- Mógłbyś w ogóle nie prowokować takich sytuacji. Ale co ja wiem o życiu - powiedziała z przekąsem.
- Coś się znajdzie. - mruknęła. Skrzywiła się, gdy zobaczyła obandażowane ranę. Żadne obrażenia nie były jej straszne, ale mimo wszystko zdążyła już trochę poznać Victora i nie można jej się dziwić, że nie lubiła patrzeć na to jak przychodzi do niego z coraz to dziwniejszymi ranami. Wolała nie pytać skąd się biorą. Podobno im mniej się wie, tym lepiej się śpi.
Zostawiła go na chwilę samego, a sama poszła do łazienki i wyciągnęła z jednej z szafek apteczkę. Jak zawsze miała tam najważniejsze przybory, które zdołała zabrać ze szpitala. Nie były to znaczące ilości, ale zawsze miała niezbędne rzeczy pod ręką. Wolała nie ryzykować tym, że ktoś zauważy że kradnie, ale tak małe ilości często po prostu pozostawały niezauważone. Zresztą już dawno zauważyła, że robią to inni pracownicy szpitala - podbierają leki, bandaże. Nic nowego, tyle że oni nie przyjmowali nocą wyciągniętych spod prawa mutantów.
Po chwili wróciła do niego. - Co się stało? - zapytała, zerkajac na niego z zaciekawieniem. Wiedziała, że lepiej nie pytać i prawdopodobnie nie usłyszy niczego szczerego, ale przede wszystkim chciała go zagadać, bo to co miała zamiar zrobić nie będzie należało do najprzyjemniejszych. Ściągnęła opatrunek i ostrożnie próbowała wyczuć palcami jak głęboko mogła znajdować się kula. - Wiesz, że kula mogłaby trafić w nerw i wtedy mogę zrobić ci tylko krzywdę? - spojrzała na niego uważnie. Zawsze to powtarzała. To nie był szpital, a wszystko co robiła tu przy użyciu tych podstawowych narzędzi często bywało niewystarczające. - Będę musiała to rozciąć. Mam znieczulenie. Możesz być po tym trochę skołowany.
[Profil]
  [A+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-06-30, 11:38   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Wkurzało go to, że musiał prosić Darcy o pomoc. Wiedział dobrze, że chciałaby żyć normalnie, tak jak reszta ludzi, ale co jakiś czas pojawia się Victor, lub ktoś mu podobny i wyrywa ją z tego świata. Może i był mordercą, ale posiadał coś takiego jak sumienie. Chciałby dla niej jak najlepiej, aby mogła żyć życiem jakim chce. Niestety... w tej sytuacji nie mógł nic zdziałać sam. Gdyby ta cholerna kula przeleciała na wylot, może nawet pozszywałby się sam. Ich pierwsze spotkanie było dość... ekstremalne. Victor był ciężko ranny i wiedział że potrzebuje pomocy, dlatego też musiał zgłosić się do Darcy, o której już słyszał wcześniej. Szantażował ją, choć raczej by nie byłby w stanie spełnić tego szantażu, bo szybciej by wykitował, niż dostarczył jakiekolwiek wiadomości do DOGS. Cóż... był idealnym pokerzystą, umiał blefować.
- Taka praca. - powiedział krzywiąc się czując ból, gdy opatrunek został ściągnięty. Takie postrzelenia to było ryzyko zawodowe. Dobrze, że tym razem skończyło się tylko na postrzeleniu w ramię, a nie w głowę. Victor sam sobie nie wróżył długiego życia, na pewno nie przy takim zawodzie. Nie oszukiwał siebie i był przygotowany na to, że któregoś dnia będzie gdzieś umierał w jakiejś alejce. Starość go dopadnie i zastąpi go ktoś młodszy, sprawniejszy.
- Dobrze wiesz, że lepiej dla Ciebie jak nie będziesz wiedziała. - odpowiedział na jej pytanie. Nie chciał jej w to mieszać jeszcze bardziej. Wystarczyło, że już go zszywała. Na szczęście miał plan jak uniewinnić Darcy w razie, gdyby odkryli to, że mu pomaga. Najprostsza sprawa na świecie, czyli porwanie i zastraszenie. Wyjdzie na to że lekarka była tutaj największą ofiarą i powinni zostawić ją w spokoju.
- Mam dużą tolerancję na ból. Rób co musisz robić doktorku. - był przygotowany na okropny ból, dlatego chciałby się znieczulić alkoholem. Procenty zawsze go rozluźniają.
[Profil]
  [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-06-30, 17:32   
   Multikonta: ronnie/billy


Po ostatnich wydarzeniach w Bractwie coraz bardziej zastanawiała się nad tym czy może nie powinna by się jednak bardziej w to wszystko zaangażować. Czuła się winna. Mimo wszystko nie miała przecież tak ciężko. Przez cały czas musiała oglądać się przez ramię, ale miała swój, “bezpieczny” kątek, ubranie, jedzenie. Mogła swobodnie chodzić po ulicach, zarabiała pieniądze w legalny sposób, tymczasem inni mutanci w Bractwie musieli żyć jak zwierzęta okrzyknięci przez społeczeństwo terrorystami. Ktoś mógłby powiedzieć, że po prostu dbała o swój własny tyłek i sama nie raz używała w myślach tego argumentu, ale to wcale nie sprawiało, że czuła się z tym jakoś lepiej. Wręcz przeciwnie. Czuła się przez to ze samą sobą jeszcze gorzej, bo przecież mogła się w to jakoś zaangażować. Nie lubiła tego, nie chciała tego, ale była mutantką. Nie mogła tego w żaden sposób zmienić, więc może nadszedł czas, by zrobić coś… dobrego? Przestać chować głowę w piasek i zacząć coś robić, bo sytuacja tylko się pogarszała. Jeszcze o niej nie wiedzieli, ale być może to była tylko kwestia czasu, gdy zapukają do jej drzwi. Bała się tego, ale chciała przestać. Miała przydatne umiejętności. Mogła być użyteczna. Problem w tym, że po prostu nie chciała, bo myślała tylko wyłącznie o własnym tyłku.
- Nie myślałeś kiedyś o zmianie zawodu? Na coś mniej inwazyjnego. Rozwoziciel pizzy, cokolwiek. - odpowiedziała mu, wciąż przyglądając się ranie postrzałowej. Nie wyglądało to za ciekawie.
Na chwile zamarła w bezruchu, unosząc wzrok i przyglądając mu się uważnie. - Okłam mnie w takim razie. Zagadaj mnie. Mam wrażenie, że jestem tym wszystkim bardziej zestresowana niż ty, a to ty masz najwyraźniej zamiar wykrwawić mi się na kanapie. - powiedziała całkiem poważnie, bo jego ramię krwawiło dość obficie. Miała nadzieję, że uda jej się to jakoś zatamować.
Westchnęła ciężko, gdy odmówił znieczulenia. - Jak sobie życzysz. - mruknęła, wywracając oczami. Wcale nie musiał znosić tego bólu. Mogła mu ulżyć chociaż w taki sposób, bo przecież jak tylko znieczulenie przestanie działać, znów zacznie boleć. Jak widać Victor wolał być jednym z tych upartych pacjentów. Odłożyła na chwilę narzędzia i poszła do kuchni po butelkę wina. Niestety. Nie miała nic mocniejszego. Pośpiesznie otworzyła je za pomocą korkociągu i przyniosła do salonu, stawiając obok niego. - To jedyny alkohol jaki mam. - powiedziała, szukając wody utlenionej, obcążek i wacików, by zatamować krwawienie. W końcu, gdy wszystko było już pod ręką, polała ranę i zmarszczyła brwi. Właśnie zaczynała się ta najbardziej bolesna część. - Słyszałeś o tym co się stało w Bractwie?
[Profil]
  [A+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-06-30, 21:52   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Victor akurat był inny. Szczerze? To nawet nie lubił ludzi, wszystkich... normalnych czy mutantów. Dla niego każdy był obojętny. Nie czuł się winny, a także nie czuł obowiązku pomagania mutantom. Na tym świecie tracił każdego na kim mu zależało, więc wolał się zająć tylko sobą. Starał się trzymać z boku i nie angażował konflikty, które go nie dotyczyły. Dlatego też przychodził do Darcy tylko wtedy gdy naprawdę tego potrzebował, by nie wciągać jej w swój pokręcony i niebezpieczny świat. Nie chciałby aby coś jej się stało, bo mógłby czuć się przez to winny. Już mu wystarczało to, że winił się za śmierć całego swojego zespołu.
- A ty nie myślałaś nad zmianą kraju? W Europie też można żyć, a nawet nie ściga Cię rząd. - odpowiedział jej w sumie tym samym. Jak tak bardzo chciała normalnie, żyć to dlaczego się nie przeprowadziła do Europy? Victor nie ograniczał się do jednego kraju. Może i był Brytyjczykiem z pochodzenia, ale więcej czasu spędził w Afryce i Azji.
- Miałem starcie z dwunastoma mężczyznami i niestety popełniłem błąd. Źle wyliczyłem tor pocisku jednego z napastników i mnie trafił. Cóż tutaj opowiadać. Mam dużo lepsze opowieści, niż to co dzisiaj się zdarzyło. - a podobno ranny nie powinien się odzywać, by nie przeciążać organów, ale najwidoczniej nie dotyczyło to postrzałów. Lubił Darcy, nie mógł zaprzeczyć. Była... interesująca. Raz chce żyć normalnie, ustatkować się, ale zaraz myśli o tym, aby wstąpić do Bractwa i pomagać innym. Niestety... Victor kiedyś znał takich ludzi i nie za dobrze się to dla nich skończyło. Dlatego też będzie starał się wybić pomysł z pomaganiem innym. Gdyby doszło do walki Goldhope nie miałaby szans.
- Zapamiętam, następnym razem kupię Ci skrzynkę najlepszej whiskey. - na takie rany najlepszy był ciężki alkohol. No ale jak nie było to zadowoli się winem. Wziął butelkę i wziął z pięć głębokich łyków wypijając połowę butelki. Musiał poczuć alkohol, żeby się rozluźnić. Krzywił się z bólu gdy polała mu wodą utlenioną, ale starał się nie hałasować. Musiał zachować spokój, żeby sąsiedzi niczego podejrzanego przypadkiem nie usłyszeli.
- Słyszałem i radzę Ci... trzymaj się od nich z daleka. Ich sprawa jest już przegrana. W tym kraju nic się nie zmieni. - powiedział poważnie i szczerze. Nie wierzył, że działania Bractwa mogłyby doprowadzić do zmiany tego kraju. Żeby coś zmienić, musiałoby dojść do zmian na samej górze, czyli cały rząd, sejm, senat... wszystko trzeba by było stworzyć od nowa. A jest to raczej nie wykonalne.
[Profil]
  [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-07-02, 15:57   
   Multikonta: ronnie/billy


Może to było dość naiwne, ale Darcy po części wierzyła w to, że jeśli wszyscy byliby obojętni na cierpienie innych, świat byłby naprawdę okropnym miejscem. I tak już był, dlatego dość ciężko było jej zaakceptować obecny stan rzeczy. Z drugiej strony wiedziała, że jeśli zaangażuje się w konflikt wpadnie w kłopoty i to z takie, z których tak łatwo się nie wykaraska. Czasami okłamywała się, że jest w stanie jeszcze odzyskać swoje życie i dlatego bała się zaryzykować. Bezczynność była jednak w jej wypadku ciężka do zniesienia, bo wiedziała że mogła pomóc. Tylko, że nie potrafiła się do tego zmusić, bo zbyt bardzo bała się o własną skórę.
Potrząsnęła lekko ramionami. - Tutaj mam rodzinę. Mój ojczym jeszcze żyje, podobno jak brat, przyrodnie rodzeństwo. Nie utrzymuję z nimi kontaktu, ale… Nie wiem. Nie mam pieniędzy, żeby wyjechać. Ledwo utrzymuje to mieszkanie. Poza tym mogłabym mieć problem z wyjazdem. Musiałabym wyrobić te wszystkie dokumenty, a co jeśli by coś poszło nie tak? - zawahała się. W sumie to Victor miał rację. Mogłaby wyjechać. Pieniądzę ostatecznie nie były takie ważne, jeśli chodziło o przeżycie. W Europie mogłaby prowadzić normalne życie. Ale chyba nie potrafiła się zdecydować na taki krok.
- Mam nadzieję, że teraz mnie okłamujesz. - odpowiedziała mu z lekkim uśmiechem. Nie. Nie pytała o to co tak naprawdę robił. Momentami zastanawiała się nad tym czy może nie pomaga komuś komu nie powinna pomagać, a jednak oprócz tego, że Brown kiedyś jej groził to. nigdy nie wyrządził jej żadnej krzywdy. Właściwie to widziała w ludziach to co najlepsze, tudzież to co chciała wiedzieć, więc nawet jeśli przychodziły jej do głowy takie myśli, to szybko je zagłuszała. Nie mógł być tym złym.
Zaśmiała się. - W takim razie będziesz musiał sam je wypić. Lubię wino. Następnym razem poproś o znieczulenie. - spojrzała na niego z wysoko uniesionymi brwiami. Już chociaż dla jej świętego spokoju, bo świadomość, że niejako przeprowadza mu ten zabieg “na żywca” trochę ją martwiła. Potrafiła sobie wyobrazić jaki ból będzie mu sprawiać wyciągnięcie kuli.
Przez chwilę milczała, rozważając jego słowa. Wytarła krew, która pociekła z rany i sięgnęła po cążki. Przegryzła nerwowo wargi. - Może nie chodzi o to, żeby coś zmienić, ale pomóc tym którzy tej pomocy potrzebują. - mruknęła cicho, zerkając na niego ostrożnie. Sięgnąła cążkami po kulę i powoli wyciągnęła ją, rzucając narzędzie na stolik, by szybko zatamować krwawienie. - Trakują ich jak zwierzęta. Spalili ich szpital, wystrzelali ich jak psy, a potem jeszcze mieli czelność napisać w gazetach, że spacyfikowali grupę terrorystów.
[Profil]
  [A+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-07-08, 11:32   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Victor był człowiekiem, który adaptował się do danego środowiska. Czy to gęsty las, czy betonowa dżungla, dla niego nie miało to znaczenia. Wiedział jak odpowiednio zachowywać się w tych środowiskach. Miał swoje zdanie i owszem... nie podobało mu się to jak traktuje się drugiego człowieka, lecz co mógł takiego zrobić? Wyjść na ulicę, krzyczeć, że to nie sprawiedliwe? Zamknęli by go, wyłupali oczy, albo zabili. Bardziej od sprawiedliwości zależy mu na własnym życiu, dlatego też dostosował się do tego świata i prowadził życie najemnika nie ukrywając swoich zdolności, lecz za to ukrywając swoją twarz.
- Dobrze mieć bliskich. Jeżeli chcesz nowe papiery to mogę Ci takowe załatwić. Wylecisz bezproblemowo z kraju i czasem będziesz mogła odwiedzać rodzinę, a jeżeli chodzi o pieniądze... - podniósł się delikatnie z krzesła, lekko przy tym krzywiąc usta, bo go zabolało. Za paskiem, za plecami widać było że posiada pistolet, ale nie po niego sięgał. Sięgnął do tylnej kieszeni i wyciągnął z niej plik banknotów. - To za dzisiejszą wizytę. - dodał po czym położył na stole. Nie dawał jej do ręki bo jeszcze mogła by nie wziąć, a on nie przyjmował odmowy. Nie lubił być darmozjadem, czy w tym przypadku pacjentem, który nie jest w stanie docenić pomocy lekarskiej.
- Miałem Cię zagadać. Sama stwierdzisz czy chcesz wierzyć, czy też nie. - Był chamem, ale sama tego chciała. Naprawdę wolał jej wszystkiego nie mówić, dla jej bezpieczeństwa. Jakby DOGS uznało ją za jego wspólniczkę to mogliby jej zrobić wiele złych rzeczy, do których Victor nie miał zamiaru dopuścić. Lubił ją i zależało mu na niej. Darcy nie była świadoma o wielu rzeczach, a przede wszystkim o jednej. Zawsze ją obserwuje przynajmniej tydzień po każdej z wizyt. Musi mieć pewność czy DOGS jej nie namierzyli, nie śledzą i czy nie planują jakiejś zasadzki. Wolałby jej o tym nie mówić, bo pewnie uznałaby go za jakiegoś pojebanego stalkera, w dodatku obserwującego ją z lunety karabinu snajperskiego.
- Przecież mam znieczulenie. - przyznał po czym wskazał na butelkę wina, którą wypił do końca. Nie ma to jak naturalne znieczulenie. Gdy zaczęła zabieg zagryzł mocno zęby, żeby przypadkiem nie ugryźć się w język. Nie chciałby go stracić.
- I będą ich zabijać dalej. Zginie coraz więcej ludzi i nic tego nie zmieni. Żadne protesty, żadna walka. Żeby coś się ruszyło musiałby wybuchnąć wojna domowa i cały kraj musiałby być w to zaangażowany, ale to też ma swoje wady. Zginęłoby jeszcze więcej ludzi. Nienawiść do mutantów wzrosłaby i to bardzo. Może i nie jestem politykiem, ale wiem że Bractwo jest na przegranej pozycji i nie ma najmniejszej szans na zwycięstwo. - mówił cicho uważając aby z bólu nie zagryźć języka.
[Profil]
  [AB-]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-07-11, 13:29   
   Multikonta: ronnie/billy


Jak widać oboje się ukrywali. Może to co robiła Darcy znacznie odchodziło od tego co robił Victor, ale jednak żadne z nich jasno nie opowiedziało się po żadnej ze stron. Goldhope coraz częściej mężczyła myśl, że być właśnie w ten sposób postępuje bardzo źle. Ostatecznie dbała tylko i wyłącznie o swój własny tyłek, a swoją doraźną pomocą karmiła własne ego i sumienie. Chociaż wiecznie niezadowolona z obecności swoich nieproszonych gości czuła, że robiąc te absolutne minimum, robi cokolwiek, a to sprawiało że mogła spokojnie zasnąć. Nie była altruistką, ale ciężko było jej tylko patrzeć na czyjeś cierpienie, wiedząc że mogłaby w jakimś sposób pomóc. Inni ludzie nie zwracali na to uwagi. On tak. Taka już była. To dość niebezpieczna skłonność w tych czasach.
- Mogę się nad tym zastanowić? - zapytała cicho. Wcale nie pogardzała jego pomocą. Wręcz przeciwnie. Doceniała tą propozycję, ale to była naprawdę duża zmiana, a takie jednak ją przytłaczały. Lubiła mieć chwilę na zastanowienie, nie podejmowała nieprzemyślanych decyzji.
Zganiła go spojrzeniem, gdy wstał z krzesła. Jakby tego było mało krwawił jej na dywan. Chociaż to nie było takie ważne jak to, że naprawdę nie chciała, żeby jej się tutaj wykrwawił. Powinien leżeć grzecznie na kanapie i pozwolić jej na opatrzenie mu rany. Przegryzła wargi, odwracając wzrok, gdy zobaczyła że ma broń. Nie powinna się temu dziwić, przecież sama takową posiadała. Tylko, że nie za paskiem gotową, żeby w każdym momencie móc jej użyć. Czasami cholernie chciała zapytać czym się zajmuje. Plik banknotów, który rzucił na stół, skutecznie zgasił jej ciekawość. - Nie bądź śmieszny. Zabierz je. Nie robię tego dla pieniędzy. - powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. Nie chciała tych pieniędzy. Z pewnością by się przydały, ale nie powinna na tym zarabiać. Nie mogła ich wziąć. Honor jej na to nie pozwalał.
Posłała mu ciężkie spojrzenie, słysząc jego odpowiedź. - Stąd też broń za paskiem? - zapytała, bo chociaż wcześniej zduszona, ciekawość ostatecznie wygrała. - I pliczek pieniędzy pod ręką? - zapytała. Chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zasada “im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” była jak najbardziej prawdziwa, to mimo wszystko była dość wścibską osóbką, czasami nie mogła się opanować, a Victor przychodził do niej już od jakiegoś czasu. Nie mógł się dziwić, że w końcu zaczęła pytać. Nie miała zielonego pojęcia jednak, że on wolał się nie dzielić się z nią swoimi tajemnicami ze względu na to, że nie chciałby aby coś się jej stało. Ufała mu na tyle, by wiedzieć że nie naraziłby jej na niebezpieczeństwo. Nie wiedziała tego na pewno, ale tak myślała. Może była zbyt ufna.
- Wolałabym zaaplikować ci prawdzwe. - uniosła wysoko brwi, nie odwracając wzroku od rany.
Spojrzała na niego, cały czas uciskając ranę. - Prawdziwy z ciebie optymista, co? - uniosła kącik ust w lekkim półuśmiechu, ale po chwili pokiwała głową. Wiedziała, że miał rację. - Czy to znaczy, że jeśli przegrają, powinno się pozwolić im umrzeć? - zmarszczył brwi, przyciskając kolejny kawałek gazy. - Nigdy nie byłam za angażowanie się w to wszystko, ale… - mruknęła, wyrzucając zakrwawiony materiał. - Nie można tak patrzeć na to bezczynnie. - zakończyła, obficie polewając ranę wodą utlenioną. Wciąż krawiła, ale nie tak mocno jak wcześniej. To dobrze. Bała się, że kula mogła uszkodzić jakiś nerw, ale wydawało się, że Victor dość sprawnie poruszał ręką mimo bólu.
[Profil]
  [A+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-07-12, 00:19   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Victor akurat była egoistą, ignorantem, chujem i gościem, który dba o własne przetrwanie. Nigdy nie był uczony przyzwoitości, grzeczności, czy współczucia. Hello... w końcu został wychowany przez najemników. Miał dziesiątki tatusiów, którzy dawali mu karabin zamiast misia do snu. Pierwsza i najważniejsza zasada najemnika... przetrwanie. Jeżeli przetrwasz, jesteś w stanie spróbować drugi raz. Nie podchodź do bitwy jeżeli wiesz, że jest z góry przegrana. Tak właśnie myślał o Bractwie. Oni wszyscy już nie żyją, tylko ktoś zapomniał im o tym powiedzieć. Może i to okrutne, ale prawdziwe. Jeżeli chcą walczyć z całym krajem, powinni posiadać własny kraj.
- Niczego na siłę nie będę robił. - powiedział jakby nie było tematu. Nie miał wyrzucać jej z kraju, bo niby dlaczego? Jak chce tutaj być to niech jest. Poinformował tylko że istnieje taka opcja.
- A ja robię wszystko dla pieniędzy. Cenie sobie swoje usługi i jestem w stanie docenić czyjeś usługi. Zrób z tym co chcesz, oddaj na biedne dzieci, szczeniaczki, albo kup więcej medykamentów i załóż własną przychodnie, mam to gdzieś. Pieniądze to tylko środek do celu. - jako człowiek, który zabija dla pieniędzy ma naprawdę niskie o nich zdanie. Nie uważał waluty jako czegoś stałego. Wydawał pieniądze i to w dużych ilościach. Kupując nowe mieszkanie (kryjówkę), broń czy samochód, ale nie tylko inwestował w swój "biznes". Kupował alkohol, czy jakieś inne pierdoły do poprawienia humoru. Niczego sobie nie żałował w życiu. Oczywiście... miał schowaną gotówkę na awaryjne sytuacje, ale jak sama nazwa wskazuje jest to na "awaryjne sytuacje".
- To jest Ameryka, tylko idioci chodzą po tym kraju bez broni. - dobrze, że Darcy widziała tylko tego Glocka... gdyby zobaczyła jego szafę, a raczej pokój zbrojeniowy... Główny bohater "50 Twarzy Grey'a" przy nim to największa pizda. Gdyby FBI wpadło do jednej z kryjówek Victora i zobaczyłaby tą całą broń, mogliby go zamknąć na dożywocie.
- Jestem akurat egoistycznym realistą. Po prostu wiem jak się to skończy. To jest wojna, wrogów się zabija, albo jest się zabitym. Oni nawet się nie zorientują że przegrali bo wszyscy już będą martwi. Myślisz, że twoja obecność by ich ocaliła? Zginęłabyś tak samo głupio jak oni. - Victor naprawdę się zastanawiał... czyżby był najbardziej racjonalną osobą w tym chorym kraju? Wszyscy tylko dookoła "Do broni towarzysze! Za mutantów!", oczywiście druga strona to samo. Bez politycznego wsparcia nic się nie zmieni. Terroryści zawsze przegrają, niezależnie co by zrobili.
Niestety... ale ich rozmowę przerwał telefon komórkowy. Victor odebrał go i zaczął rozmawiać. Zachowywał bardzo poważną minę, nawet bardzo. Nawet w pewnym momencie aktywował swoją moc. Darcy mogła to zobaczyć, ponieważ jego tęczówki zmieniły kolor na bardzo jasno niebieski. Jego oczy były bardzo podobne do oczu psów haski. Po rozmowie skierował wzrok na Darcy dezaktywując swoją moc.
- Musisz mnie jak najszybciej zszyć, nawet niezdarnie... ważne bym nie krwawił. Po tym się spakujesz, jedna torba. Bierz to co najpotrzebniejsze czyli ubrania, żadnej elektroniki. Ktoś nas namierzył. - zaczął mówić i w zdrową rękę chwycił pewnie pistolet. Podrzucił go sobie, żeby magazynek oparł się na jego dłoni, a za pomocą palców przesunął zamek, aby sprawdzić czy w komorze znajduje się nabój. Po tym chwycił gnata normalnie.
- Musisz wziąć wolne z pracy, najlepiej jak najdłużej. Powiedz, że sprawy rodzinne. Zabiorę Cię w bezpieczne miejsce. Nikt nas nie obserwuje z zewnątrz, więc mogą mieć telepate, albo kogoś kto dobrze słyszy, więc nie możemy planować z wyprzedzeniem. Musimy dostać się do mojego samochodu. - pewnie brzmiało to wszystko dla Darcy szalenie i za szybko, ale Victor umiał się szybko organizować. Tutaj chodziło o ich życie, a jeżeli ktoś o nich wie to musiał być ktoś potężny. Zakładał, że to nie było DOGS, bo by nie chcieli iść na układ.
[Profil]
  [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-07-12, 13:06   

Ludzie mawiają że przezorny jest zawsze ubezpieczony, czy aby to jednak było prawdą? Zdolności adaptacyjne Viktora były naprawdę imponujące, tylko wychowanek najemników był w stanie podjąć działania od razu po zakończeniu rozmowy z nieznaną mu osobą, nie wiedząc nawet o co chodzi i co może mu zagrażać... Nie zapominajmy również o Darcy, ktoś komu zależało na usługach Viktora wiedział iż u niej przebywa, wiedział też że został postrzelony.
Mężczyzna zdążył się rozłączyć i poinstruować swoją towarzyszkę co powinna zrobić i jak, mniej więcej będą dalej postępować, gdy skończył wypowiadać swoje instrukcje rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Kto to mógł być? Czy byli podsłuchiwani? A może był to tylko przypadek i do Darcy przyszedł kolejny klient? Dużo pytań pojawiło się w ich głowach, na żadne jednak nie znali odpowiedzi, jedyne co mogli zrobić to iść i sprawdzić drzwi...
Przed drzwiami zaś od dawien dawna nie było nikogo. Jedyne co znajdowało się na wycieraczce to paczka, trochę przypominająca wielkościami książkę bądź jakiś atlas zapakowaną w srebrny papier i przystrojoną tak, jakby miała stanowić dla kogoś prezent. W prawym górnym rogu znajdował się zaś napis, iż jest to przesyłka do Pana Viktora Browna.
[Profil]
 
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-07-12, 23:33   
   Multikonta: ronnie/billy


Spojrzała na niego przelotnie, chociaż większą uwagę przykuwała do jego rany. W końcu nie przyszedł do niej tutaj tylko na pogaduszki o roli pieniądza. Westchnęła cicho. - No cóż… Ja nie, okej? To stanowczo za dużo. Skoro ich tyle masz mógłbyś załatwić sobie porządną opiekę medyczną, a nie kilka szwów i trochę wody utlenionej. Nie mogę ich wziąć. Po prostu następnym razem nie daj się odstrzelić. Zaoszczędzisz mi stresu. - odpowiedziała spokojnie. Teraz wyglądała na opanowaną, w końcu praca na ostrym dyżurze jednak nauczyła ją pewnego rodzaju skupienia przy pracy. Nie można było się dać ponieść emocjom. W życiu codziennym nie była tego mistrzem, ale w tej jednej dziedzinie potrafiła to opanować, więc nawet jeśli teraz wyglądała na względnie rozluźnioną, wcale taka nie była. Bo jednak za każdym razem martwił się, że tym razem coś może pójść nie tak. Była lekarzem, widziała przeróżne przypadki i naprawdę nie chciała, aby ktoś kiedyś zakończył swój żywot na jej kanapie, a już z pewnością nie chciałaby żeby padło na Victora. A co do pieniędzy… W wypadku Darcy było odwrotnie, ponieważ znała ich znaczenie. Nigdy nie miała ich zbyt wiele, a studia medyczne sporo kosztowały jej rodzinę, więc miała do nich pewny szacunek, więc między innymi dlatego nie chciała ich wziąć. Było ich za dużo, a po drugie… Po prostu nie chciała brać pieniędzy za to co robiła, bo wtedy wydawało jej się to po prostu złe.
- Z tym nie mogę się nie zgodzić. - odpowiedziała. Zresztą sama takową posiadała. Ukrytą w torebce, czasami leżała w szafce przy łóżku. Umiała się nią posługiwać, ale nie wyobrażała sobie sytuacji, w której miałaby się użyć. Po prostu. Kolejna rzecz, która sprawiała że trochę łatwiej było jej uwierzyć, że jest bezpieczna.
Teoretycznie miał rację. Brzmiało to okrutnie, ale mimo wszystko takie myśli często pojawiały się w jej głowie. Po co podejmować walkę, która z góry była przegrana? Chciała narażać własne życie w walce, która była już spisana na straty. Ale nie o to do końca jej chodziło. Nie chciała walczyć. Chciała pomóc. Nie miała szansy jednak dokończyć tej dyskusji, bo Victor odebrał telefon, a Darcy od razu zamilkła. Czuła, że coś jest nie tak. Widziała to po jego minie, zresztą po chwili jego oczy zmieniły kolor. Teraz już miała pewność, że coś jest nie tak. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć. Cholera jasna. Miała ochotę porządnie się teraz na niego nadrzeć, ale jakby na potwierdzenie powagi swoich słów złapał za broń, a ona za igłę i nić. Dość niezdarnie, bo kilka rzeczy na stole spadło na ziemię. - Jak to ktoś nas namierzył? Rząd? Wiedzą, że jesteśmy mutantami? - mógł ją obwiniać za to, że zadawała skrajnie głupie pytania, ale właśnie tego się najbardziej bała. Trafić do miejsca, z którego nie było ucieczki, gdzie bez końca będą badać jej umiejętności, eksperymentować na niej. Przycisnęła jego ramię mocniej do oparcia łóżka. Niestety, ale jeśli chciał, żeby zrobiła to szybko musiała być niedelikatna. Ręka odrobinę się jej trzęsła, ale wzięła głęboki oddech i w momencie, gdy była gotowa do zaszycia rany zadzwonił dzwonek. Mimowolnie zacisnęła palce na jego ramieniu. Cholera jasna. Kompletnie nie wiedziała co teraz powinna zrobić, dlatego spojrzała na niego pytająco, odpychając się od oparcia kanapy. Skierowała się w stronę drzwi, ale nie spuszczała wzroku z Victora. Chciała, żeby był teraz za nią i nie zostawiał jej samej w tej sytuacji, bo naprawdę nie wiedziała co ma zrobić.
[Profil]
  [A+]
 
Victor Brown



Look forward, not back

Sokoli wzrok

83%

Najemnik





name:

Victor Brown

alias:
Eagle Eye

age:
32

height / weight:
189/80

Wysłany: 2018-07-13, 12:19   
   Multikonta: Brak
  

   Talon na Aarona i balon


Niestety nie mogli w spokoju porozmawiać, czy też posprzeczać się na temat pieniędzy. Mógłby to jej przedstawić jeszcze bardziej jak widział pieniądze, bo akurat nie rozumiał tego dlaczego nie chciała ich wziąć? Duma? Szlachetność? Pierwsze czego uczą młodych snajperów jest inne pojęcie tych wyrazów. Cóż jest szlachetnego w zabijaniu ludzi z odległości, ledwo widząc swój cel? Dla zwykłych ludzi nic, można nawet dla niektórych jest to oznaka tchórzostwa, lecz nie dla Victora. Postrzegał to zupełnie inaczej.
- Rząd nie, inaczej by już wbiegał cały oddział, żeby nas zdjąć. Jest to ktoś potężny, być może inny mutant, albo grupa mutantów. Za pewne wiedzą. - odpowiedział jej. Był teraz na siebie strasznie zły. Był ranny, narażał Darcy i gdyby naprawdę był to rząd, raczej nie mieliby szans na ucieczkę. Gdy zapukał ktoś do drzwi, od razu wycelował w ich stronę broń. Spojrzał tylko na Darcy i drugą, obolałą ręką, a raczej palcem wskazującym pokazał jej, żeby była cicho przykładając go do ust. Podszedł powoli do drzwi, oczywiście trzymając się ich z boku, żeby przypadkiem nie oberwać jakąś kulką, gdyby ktoś postanowił przez nie strzelać. Nie słysząc nikogo za drzwiami podszedł i spojrzał przez wizjer, choć nikogo dalej nie widział. Otworzył drzwi używając zranionej ręki i wyjrzał na korytarz. Nikogo nie było, a na ziemi znajdowała się paczka. Ostrożnie ją podniósł i wniósł do mieszkania. Oczywiście zamknął drzwi. Znowu użył swojej umiejętności do obejrzenia paczki i zaczął ją powoli otwierać, sprawdzając czy przypadkiem to nie bomba.
- Idź się pakować. Nie zabawimy tutaj długo. - powiedział tylko do Darcy i dalej zajmował się paczką.
[Profil]
  [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-07-13, 18:02   

Viktor z pewnością miał dużo roboty z odpakowywaniem paczuszki. Gdy udało zdjąć się mu wstążkę i pierwszą warstwę srebrnego papieru podarunkowego oczom mężczyzny ukazała się koperta, w którą zapakowane było eleganckie zaproszenie, złote, tłoczone litery mówiły :
Cytat:

Serdecznie zapraszam Pana Victora Browna do udziału w przyjaznej pogawędce przy kieliszku whisky. Odbędzie się ona dnia jutrzejszego o godzinie 16 w starym hangarze znajdującym się przy jeziorze w Olympii. Prosimy o stawienie się w pojedynkę.
Z pozdrowieniami,
B&C


Paczka zawierała jednak coś jeszcze. Po odwinięciu kolejnej warstwy papieru mężczyzna mógł dostrzec iż przesyłką jest zestaw małego szpiega. Czyżby było to jakieś naprowadzenie na to o czym tajemniczy głos chciał z nim porozmawiać? A może jakiś podły żart? Co ten podarunek mógł znaczyć? Domyślasz się, Viktorze?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5