Poprzedni temat «» Następny temat
Starbucks
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:42   Starbucks



[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-21, 13:39   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ugh. Ten dzień zdawał się być coraz bardziej parszywy.
Nie tylko zgubiłam kulę, napadł mnie wyrośnięty szczur ze swoją właścicielką-wariatką, ale jeszcze ten nieznośny ból głowy nie chciał mnie opuścić a mój układ pokarmowy wciąż domagał się odpowiedniej opieki. Do kolejnego autobusu jadącego w kierunku Olympii miałam jeszcze sporo czasu, a w sumie wejście do niego o pustym żołądku mogłoby się dla mnie źle skończyć. Można się więc dziwić, że nogi zaprowadziły mnie do jedynego miejsca, gdzie mogłam znaleźć napoje energetyczne bez dodatkowego prądu?
Ustawiłam się więc grzecznie w kolejce, rozmyślając, czy wolę zamówić bajgla z jajkiem i bekonem, czy jednak croissanta do mojego esspresso. Tylko coś, kutwa, nikt nie chciał przepuścić ledwie stojącej baby o jednej kuli do przodu, pfff!
No dobra. Może i nie wyglądałam najpiękniej, moje włosy zdecydowanie powinny się już spotkać z fryzjerem, a syndrom dnia następnego był po mnie aż nazbyt widoczny, no ale - halo! Dalej stałam ledwo na nogach. Może właśnie dlatego próbowałam zaczepić stojącą przede mną blondynkę?
- Ekhm... Przepraszam?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Margaret Trailor



Be like snow - beautiful but cold.

finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc





name:

Margaret Trailor

age:
28 lat

height / weight:
168/55

Wysłany: 2018-06-22, 15:49   
   Multikonta: Fay


// 7 kwietnia

Dzień w biurze mimo, że nie był szczególnie ciężki, monotonią mógł męczyć chyba każdego. Zazwyczaj godziny jej pracy były bardzo elastyczne, mogła pracować, kiedy miała ochotę nie licząc wszelakich spotkań, które miały wyznaczone terminy. Jednak raz na jakiś czas musiała posprawdzać i skontrolować dokumenty z ostatniego okresu działań firmy. Nie mogła tego zostawić, nie mogła nikomu zlecić i chcąc mieć to jak najszybciej z głowy, zabrała się za to dzisiaj.
Po kilku godzinach musiała zrobić sobie przerwę. Cisza jej gabinetu aż dźwięczała jej w uszach, nie pozwalając dalej się skupić, więc po kilku próbach stwierdziła, że musi po prostu opuścić biuro.
Miała ochotę na kawę, której przyniesienie pewnie najprościej byłoby zlecić sekretarce, jednak tym razem Margaret postanowiła zająć się tym sama, zamierzając połączyć jej kupno z krótkim spacerem.
Podjęcie decyzji nie zajęło jej wiele czasu. Nasunęła na stopy czarne buty na obcasie i przez telefon poinformowała swoją sekretarkę, że wychodzi. Gdy opuściła swoje biuro w celu udania się do windy, ta już czekała na nią z jej płaszczem, który założyła po drodze.
Już dawno przyzwyczaiła się do tego, że o jej każdym kroku musiało wiedzieć przynajmniej kilka osób. Tu asystentka, która zajmie każdym, kto będzie miał do niej jakąś sprawę, tu ochroniarz, któremu wysłała wiadomość w windzie. Nawet podczas spaceru musiał jej towarzyszyć, był gdzieś niedaleko, zachowując odległość i nie naprzykrzając się, dopóki o coś go nie poprosi.
Tym razem nie zamierzała. Zjechała windą te kilkadziesiąt pięter w dół, wyszła z budynku i ruszyła jedną z ulic w kierunku, w którym wiedziała, że znajdował się Starbucks. Nic wyszukanego, jednak czuła, że czegoś takiego w tym momencie potrzebowała - zwykłych, banalnych rzeczy, do których zaliczała się taka błahostka jak stanie w kolejce po kawę, a gwar i szum rozmów był miłą odskocznią od wszechobecnej ciszy w biurze.
Marg nie wzięła jednak pod uwagę tego, że gdy już wyjdzie do ludzi, ktoś będzie coś od niej chciał. W tym przypadku była to kobieta stojąca za nią, chociaż Trailor potrzebowała chwilki żeby uświadomić sobie, że to do niej się zwracają.
- Tak? W czym problem? - spytała spokojnym, chłodnym tonem głosu, jednocześnie odwracając się do tyłu, akuratnie żeby ujrzeć stojącą za nią kobietę i cóż... mówią, że nie ocenia się książki po okładce, ale w tym przypadku po prostu się nie dało. Uprzejmość jednak nie pozwalała jej chociażby lekko się skrzywić.
[Profil]
  [0-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-23, 20:48   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tak. Zdecydowanie daleko było mi dzisiaj do miss piękności, a życie z pewnością mnie od dłuższego czasu nie oszczędzało. Ricky też już ledwo radziła sobie z utrzymaniem mnie w ryzach - tym bardziej, odkąd obudziło się we mnie to coś, co nawet alkoholu nie potrzebowało, żeby mnie sprowadzić do poziomu wujka Staszka na weselichu. Albo po weselichu. I poprawniach. I w ogóle po tygodniu chlania na umór między imieninami ciotki Jadźki a urodzinami Danki spod trójki.
Z pewnością było po mnie to widać. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości. Jednak, czy ta przypadłość mogła już nawet wywoływać u mnie halucynacje?
Jeśli do tej pory ledwo stałam na nogach, to nie chciałam wiedzieć co się ze mną działo, gdy ujrzałam twarz nieznajomej.
Alison.
Przyrzekłabym, że to jest Alison. Jej chłodny ton, rysy twarzy, w sumie nawet podobna fryzura i wzrost w tych szpilkach... Jedyne co nie pasowało, to te ubrania. Ale poza tym...
Alison.
Czy możliwe było, że przeżyła?
Zdziwienie malowało się w moich oczach a moje usta z pewnością się rozwarły, gdy krótko się zająknęłam. Mimowolnie, wolną dłonią próbowałam dotknąć ramienia kobiety, jakby się upewniając, czy rzeczywiście stoi naprzeciwko mnie.
- Przecież... Przecież Ty nie żyjesz... - Wydukałam, próbując przesunąć dłoń w miejsce, gdzie przecież wyraźnie widziałam ranę postrzałową - brzuch. Widziałam, jak krew spływała po jej ubraniach, a jej bezwiedne ciało opadało na ulicę. Ona... Ona nie mogła tego przeżyć. To nie mogło być prawdą.
I tylko nie wiedziałam, czy bardziej przerażała mnie myśl, że mogli ją uratować, wcześniej traktując ją dokładnie tak samo jak mnie w biurze, czy jednak myśl, że to ja kompletnie oszalałam a moja wyobraźnia właśnie sobie ze mną pogrywa...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Margaret Trailor



Be like snow - beautiful but cold.

finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc





name:

Margaret Trailor

age:
28 lat

height / weight:
168/55

Wysłany: 2018-06-24, 10:46   
   Multikonta: Fay


W pewnej chwili Marg nie miała pojęcia, co się dzieje. Odwróciła się do tamtej kobiety, przez chwilę mierząc wzrokiem jej ubranie i ogólny wygląd, aż doszła do twarzy na której malowało się swego rodzaju... przerażenie? Zdziwienie? Jakby ujrzała ducha, a kolejne słowa jedynie utwierdziły ją w tym przekonaniu.
- Jak widać żyję i mam się dobrze - mruknęła do niej, biorąc ją... chyba za jakąś wariatkę. A przynajmniej kogoś z jakimiś problemami czy zaburzeniami... Bo Marg chyba nie wyglądała na osobę, która mogłaby się znać z kimś takim, prawda? Samo to powinno dać kobiecie do myślenia.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby to na tym się skończyło, naprawdę. Powiedzmy, że pomyłki się zdarzają. Trailor zwyczajnie przestałaby zwracać na kobietę uwagę, dając jej do zrozumienia, że nie zna jej i nie chce poznać. Sprawa skomplikowała się, gdy zobaczyła zbliżającą się w jej kierunku rękę kobiety. W porządku, byli w miejscu publicznym, w kolejce, gdzie Marg sama zgadzała się na to, żeby jej przestrzeń osobista była w jakiś sposób naruszana, jednak to... to było kompletnie coś innego. Co innego stać przed kimś czy za kimś w pewnej odległości, a co innego gdy któraś z osób próbowała cię dotknąć.
Margaret w tamtej chwili przeszło przez głowę wiele scenariuszy. Może to nie o nią tak naprawdę kobiecie chodziło, ale o pewne droższe części jej garderoby? A może po prostu rozpoznała ją i była jedną z tych osób, która sprzeciwiała się jej zasiadaniu w zarządzie Genetically Clean? Może była niebezpieczna?
Trailor instynktownie się cofnęła - Proszę mnie zostawić - powiedziała cichym, ale dobitnym tonem głosu. Nie chciała robić tu scen, ale z drugiej strony własne bezpieczeństwo było dla niej priorytetem, daleko przed tym, co mogli sobie pomyśleć inni. Dlatego też w pewnym momencie po prostu przeniosła wzrok na ludzi, znajdujących się w i przed kawiarnią, szukając wzrokiem Lewisa, swojego ochroniarza, który z pewnością kręcił się gdzieś w pobliżu.
[Profil]
  [0-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-24, 15:26   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Z pewnością, moje serce zapewne wyskoczyłoby z piersi i zawędrowało do sąsiedniego stanu, gdyby to tylko było możliwe. Byłam niemal pewna, ze zlał mnie też zimny pot. Przecież to nie było możliwe. To nie mogła być Alison. A jednak... Tak bardzo ją przypominała. Przez szpilki na jej nogach nawet nie byłam w stanie dostrzec tej niewielkiej różnicy we wzroście, choć coraz bardziej do mnie dochodziło, że to wcale nie był ani głos, ani ton należący do mej martwej nie-tylko-przyjaciółki. Ale przecież... Przecież moje oczy nie kłamały. Stała tu. Tak bardzo znajoma, a jednocześnie tak obca...
Chyba przez złe samopoczucie miałam też opóźnione reakcje i myślenie na poziomie tego, które na co dzień ma świnka morska.
Prawdopodobnie właśnie dlatego nie zrozumiałam tej gwałtownej reakcji blondynki. Chyba dlatego tak mną poruszyły spojrzenia ludzi zebranych w lokalu. Chyba właśnie dlatego poczułam się jak jeszcze gorszy śmieć niż ten, którym w rzeczywistości byłam.
- Ale... Alison... - Mruknęłam, marszcząc brwi i próbując dostrzec cokolwiek w jej oczach, co mogłoby wskazywać na to, że to jednak była moja była kochanka. Że może jednak psy ją zgarnęły, ledwo żywą, doprowadzili do porządku, czy zabawili się z jej pamięcią. Przecież dobrze wiedziałam, że są w stanie to zrobić. I tylko... Nie wiedziałam, który scenariusz bardziej mnie przerażał - ten, w którym Blake rzeczywiście straciła życie, czy ten, w którym stała się ofiarą D.O.G.S.ów...
- Ali... Nie możesz mi tego robić... - Wyjąkałam żałośnie, wciąż nie akceptując żadnej myśli mówiącej o tym, że się pomyliłam. Że ta kobieta tylko z zewnątrz jest do niej łudząco podobna. - Proszę, porozmawiaj ze mną... - Dodałam po chwili błagalnym tonem. Musiałam wyglądać żałośnie, ale czy... Czy nie potrzebowałam teraz tej chwili wsparcia? Czy było możliwym, że spotkanie sobowtóra mej ukochanej mogło jakkolwiek wpłynąć na mój dalszy los?
Nie wiedziałam... I nawet, jeśli starałam się ignorować wciąż zbierające się spojrzenia ludzi wokół, wychodziło to coraz gorzej. Z pewnością, nie wyjdzie z tego nic dobrego...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Margaret Trailor



Be like snow - beautiful but cold.

finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc





name:

Margaret Trailor

age:
28 lat

height / weight:
168/55

Wysłany: 2018-06-25, 17:36   
   Multikonta: Fay


Nienawidziła tego. Nie znosiła, gdy sytuacja wymykała się spod kontroli, co właśnie się tu działo. W jebanym Starbucksie, który był przecież miejscem publicznym, potencjalnie bezpiecznym, wydawałoby się - na tyle drogim, że byle margines nie traciłby tutaj ostatnich dolarów, za które mógłby kupić jedzenie. Albo tani alkohol.
Gdzie był ten cholerny Lewis, przecież właśnie ze względu na takie sytuacje trzymała go przy sobie. Miał jej zapewnić bezpieczeństwo, a jak na razie przy tej niestabilnej emocjonalnie kobiecie, mającej chyba na dodatek jakieś przywidzenia, wcale nie czuła się pewnie. Kobieta może nie zachowywała się jakoś agresywnie, ale Marg byłaby wdzięczna, gdyby ta nie sięgała do niej z łapami i nie naruszała jej przestrzeni osobistej. Wtedy byłaby może bardziej skora do rozmów.
- Nie wiem kim, u diabła, jest Alison - syknęła, kątem oka zerkając po ludziach dookoła nich. Może kobiecie chodziło o Alyssę? Miała tak na drugie imię, ale skąd do cholery ona mogłaby o tym wiedzieć? Była pewna, że to jakaś pomyłka.
- Nie - ucięła tylko na prośbę o rozmowie, definitywnie odwracając się w kierunku przodu kolejki, akurat w momencie, gdy osoba przed nią odeszła od kasy. Szybko zajęła jej miejsce, żeby tylko oddalić się od tamtej kobiety, rzucając do mężczyzny po drugiej stronie lady zamówienie na waniliową latte. Zwykłą, bez żadnych rewelacji, na wynos. Prośbę o imię zbyła jednym chłodnym spojrzeniem, bo już naprawdę, wystarczyło jej, że tamta dziewczyna brała ją za kogoś innego. Cholera wie, może coś jej odwali gdy usłyszy jej prawdziwe imię? Poza tym nie chciała przeciągać, jedynie wziąć kawę i wyjść z tej cholernej kafejki. Czekając napisała jeszcze szybkiego smsa do Lewisa, żeby czekał przy wyjściu, zanim odebrała swoje zamówienie i ze stukotem obcasów ruszyła w tamtą stronę.
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-06-26, 16:43   

Zamówienie waniliowej latte, nawet bez podania imienia przebiegło szybko, sprawnie i przyjemnie. Mężczyzna nabił zamówienie na kasę a gdy to tylko zostało sfinalizowane - stała się rzecz niesłychana!
W całym lokalu zaczęła rozbrzmiewać wesoła muzyka, konfetti posypało się się po ścianach a zza lady zaczęły wylatywać kolorowe baloniki wypełnione helem, które pod sufitem ułożyły się w piękny napis "100000 klient". Tak, nie przewidziałaś się Margaret - byłaś stutysięczną klientką tego lokalu, odkąd został otwarty! Widać Starbucks bardzo zechciał dbać o swoich klientów, dając im wyjątkowe nagrody, toteż zanim zdążyłaś nawet pomyśleć "co tu się u diabła dzieję" - z sufitu spadły na Ciebie setki świeżych, wylukrowanych donutów i pączków.
Marnotrastwo jedzenia? Z całą pewnością. Widowisko? Och, tym bardziej. A co najgorsze - lokal zabezpieczył się przed pozwami i opłacaniem pralni, wyraźnie informując na swojej stronie internetowej o tym wyjątkowym konkursie. Ups...
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-26, 16:48   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Z całą pewnością w moich oczach zbierały się łzy. Nie miałam jednak siły już płakać. Bolało mnie to odtrącenie, nawet, jeśli prawdopodobnie to wcale nie była Alison. Nie wiedziałam jeszcze, czy powinnam komukolwiek mówić o tym dziwnym spotkaniu. Chociaż z drugiej strony... Czy nie miałam wystarczających kontaktów, by ktokolwiek mógł sprawdzić, kim też jest ta kobieta? Czy jest jakakolwiek szansa, by to jednak była Blake? Czy miała wyprany mózg i nie wiedziała kim jest?
Nie wiedziałam. Biłam się z własnymi myślami ledwie powstrzymując się przed kolejnym dotykiem. Odwróciłam wzrok czując wstyd przed samą sobą i czując wzrok innych skierowany w naszą stronę.
I chyba.... Całe szczęście sytuacja szybko się zmieniła, gdy kobieta złożyła zamówienia. Nieprzychylne spojrzenia zmieniły się w oklaski i okrzyki wiwatu, a cały wzrok został przerzucony na mą... rozmówczynię? O ile mogłam ją jeszcze tak nazywać...
Zabawne. W normalnych okolicznościach pewnie bym się na to roześmiała. Gdyby to tylko była Ali. Moja Ali... Ale... Chyba nie była?
Wlepiałam więc w nią jedynie wzrok, nie wiem w co wierząc. Że może od uderzenia pączkami po głowie coś sobie przypomni? Cóż... Nadzieja matką głupich...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Margaret Trailor



Be like snow - beautiful but cold.

finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc





name:

Margaret Trailor

age:
28 lat

height / weight:
168/55

Wysłany: 2018-06-29, 15:43   
   Multikonta: Fay


Co za chory pojeb pomyślał, że obsypanie kogoś pączkami może być zabawne. Nie no, kupa śmiechu w chodzeniu potem po ulicy uwalonym lukrem, lepiącym się od niego. Trailor w życiu by się nie spodziewała, że ktoś mógłby wpaść na coś tak głupiego, dlatego też w życiu by się czegoś takiego nie spodziewała.
Ale cóż, stało się. Ku ogólnej uciesze gawiedzi o jak widać dość prymitywnym poczuciu humoru. Blake jednak ani trochę się tym nie przejęła. Popatrzą się chwilę, pośmieją, a potem każdy z nich wróci do prostego, szarego życia, które z pewnością prowadzili.
Była wkurzona całą zaistniałą sytuacją. Była głupia i uwłaczająca, kompletnie niepotrzebna. Marg jednak znała swoją wartość i nie miała zamiaru płakać z tego powodu.
Ze sztucznym uśmiechem na twarzy podziękowała za kawę i uważając, żeby nie potknąć się na śliskiej podłodze, obróciła się miejscu i powoli ruszyła ku wyjściu, kawę ostentacyjnie wyrzucając do śmietnika, gdzie było jej miejsce. Jak i całej tej sieci kawiarni. Zabezpieczyli się przed pozwem? Chuj, miała własnych, sprawdzonych prawników i miała zamiar wydać ostatnie pieniądze, żeby coś z tą sprawą zrobili. A co do pralni to... proszę, nawet nie miała zamiaru się z tym męczyć. Koszula o wartości pensji przeciętnego amerykanina nie nadawała się nigdzie indziej, jak tylko do śmieci.
- Gdzieś ty, kurwa, był. Właśnie za niedopuszczanie do takich sytuacji ci płacę - warknęła na zewnątrz do swojego ochroniarza. W środku przecież szukała go wzrokiem, powinien od razu znaleźć się przy niej, już wtedy, gdy ta wariatka stojąca za nią robiła problemy - Co się tak patrzysz... dzwoń po samochód. Chcę wrócić do mieszkania - powiedziała chłodno. Nie byli daleko od jej biura, kwestia minuty, kiedy się tu pojawi. A do tego czasu mogła sobie przynajmniej wyjąć kawałki ciasta z włosów. Jebany Starbucks.
[Profil]
  [0-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-07-15, 10:45   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Przyglądałam się całej tej sytuacji, w sumie... Nie bardzo wiedząc, co robić. Z jednej strony strasznie chciałam pomóc tej kobiecie, przy okazji śmiejąc się z tego zrządzenia losu, bo Alison z pewnością też by to wyprowadziło z równowagi. Powstrzymywało mnie jednak odtrącenie sprzed kilku chwil i to uczucie wstydu, gdy tylko dla ludzi dookoła zaczęło się przedstawienie.
Nie mogłam jednak oderwać od niej swojego wzroku. Obserwowałam, jak odchodzi, doszukując się jakichkolwiek podobieństw do Blake. Patrząc, jak kawa ląduje w koszu, a blondynka opiernicza swojego ochroniarza na zewnątrz. Wiedziałam, że coś tu nie gra. Że nawet mimo chłodu lodowej księżniczki, ta nigdy by się tak nie zachowała. A jednak wciąż ślepo chciałam wierzyć, że jej się udało. Że przeżyła. Ta myśl tak bardzo mnie prześladowała, że dopiero popchnięcie przez kogoś stojącego za mną wybudziło mnie z transu, bym sama mogła w końcu zamówić dla siebie tę nieszczęsną kawę...
Pozwoliłam sobie jednak nie podchodzić do lady, tym bardziej, że pączki dość mocno zagracały drogę. Zamówiłam tylko na szybko dużą czarną kawę, niecierpliwie tupiąc jedną nogą. Nie mogłam zgubić tropu Ali. Po prostu nie mogłam. Musiałam wiedzieć, musiałam... Musiałam mieć pewność, czy to ona czy nie. Gdy tylko dostałam swój kubek, obróciłam się w kierunku wyjścia, za szklanymi drzwiami wciąż widząc tę kobietę. To dobrze. Bardzo dobrze. Jest nadzieja.
Podpierając się na swojej kuli, zaczęłam iść w jej kierunku. Nie mogła teraz na mnie naskoczyć. Nie robiłam nic złego. Tylko wychodziłam. A że robiłam to trochę wolniej nie spuszczając z niej mojego wzroku? Oj tam, oj tam...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Margaret Trailor



Be like snow - beautiful but cold.

finansistka i członek zarządu GC, współwłaścicielka Trailor Pharmacare Inc





name:

Margaret Trailor

age:
28 lat

height / weight:
168/55

Wysłany: 2018-07-15, 23:29   
   Multikonta: Fay


Minuty jak na złość wlekły się niemiłosiernie. Zupełnie jak jej kierowca, który do jasnej cholery powinien już tu być, oszczędzając jej upokorzenia i spojrzeń przechodniów. W tym momencie cieszyła się, że nie była osobą aż tak rozpoznawalną na ulicy i fotografowie szukający sensacji raczej do niej nie lgnęli. A nawet jeśli jakimś cudem ktoś zrobiłby jej zdjęcie w niekorzystnej sytuacji w nadziei na kilkadziesiąt dolców w jakimś wydawnictwie... cóż, naprawdę nietrudno było przebić taką ofertę.
Trochę się ogarnęła czekając na samochód. Miała przy sobie wilgotne chusteczki, więc mogła zebrać kawałki pączków i lukru chociaż z tych odkrytych części ciała, reszty nawet nie próbując domyć, bo nie miało to większego sensu. Wyrzucając chustkę do śmietnika, zauważyła idącą w jej stronę wariatkę z kafejki.
- Znowu ty... - niemal jęknęła pod nosem, bo tylko jej jeszcze tutaj brakowało. Nie wystarczyło jej wrażeń jak na jeden dzień, musiała się dodatkowo użerać jeszcze z tą kobietą - Wyjaśnijmy coś sobie - powiedziała, gdy ta była już wystarczająco blisko, robiąc krok w jej stronę - Nie mam kurwa pojęcia, kim jest Alison. Nie znam żadnej, tak samo jak i nie znam ciebie. Bo niby skąd miałabym? Spójrz na siebie, a potem na mnie i powiedz, czy wyglądam jak osoba, którą można spotkać w jednej z podrzędnych melin, do których najwyraźniej sama uczęszczasz? Rozumowanie topornie ci idzie, więc pozwól, że odpowiem: nie. Pomyśl o tym, gdy następnym razem zaczniesz zawracać dupę osobie która, chociaż ty najwyraźniej tego nie dostrzegasz, sobie tego nie życzy.
I tyle. Wyrzuciła to wszystko z siebie jednym tchem, napędzana całą tą frustracją spowodowaną wcześniejszym wydarzeniem, po czym nie dając szans na jakąkolwiek odpowiedź po prostu odwróciła się i ruszyła do samochodu, który w tej samej chwili pojawił się przy chodniku.
Zazwyczaj lepiej panowała nad emocjami. Była przyzwyczajona do wielu sytuacji, do działania pod wpływem stresu, ale to... dawno nie została aż tak mocno wyprowadzona z równowagi. Wsiadła do auta, starając się nie odezwać, żeby przypadkiem nie oberwało się kierowcy czy ochroniarzowi. Oboje jednak rozumieli ją bez słów, bo już po chwili ruszyli prosto do jej mieszkania.
[Profil]
  [0-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-07-19, 22:20   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Cóż... Reakcja nieznajomej z całą pewnością była przesadzona. W końcu z lokalu jakoś wyjść musiałam, co wcale nie było proste o jednej kuli i z kubkiem kawy w ręce. Znaczy, jasne, rozumiałam, że samo moje wlepianie w nią wzroku mogło już irytować, ale co mogłam poradzić? Gdyby ona przeżyła to samo co ja... Zrozumiałaby.
Nie łatwo było stracić kogoś tak bliskiego. Kogoś, z kim łączyły Cię wspólne chwile, wspomnienia, uczucia... Nie łatwo było spoglądać w przeszłość, widzieć okrutną, przedwczesną śmierć na własne oczy. Nie łatwo było się pogodzić z tym widokiem i ze świadomością, że więcej tej osoby się nie zobaczy. Czy więc naprawdę tak grzeszyłam próbując znaleźć ukojenie dla mojej duszy i umysłu w tej ślicznej nieznajomej?
Wzdrygnęłam się, gdy jej krzyk do mnie dotarł, oblewając się kawą. Nie robiło mi to już jednak różnicy, bo moja bluzka i tak już nie była pierwszej świeżości. Chyba nie powinnam była się dziwić, że mogłam wzbudzić tak negatywne emocje... Najgorsze jednak było to, że nie mogłam wtrącić nawet jednego słowa, gdy tak mi się dostawało. Więc gdy kobieta tylko się obróciła, kierując do własnego auta, z moich ust wydobyło się tylko ciche:
- Przepraszam...
Czy ja rzeczywiście przepraszałam tę kobietę? Czy było mi przykro za to nieporozumienie i jej nerwy? Czy może próbowałam przeprosić moją Ali za to, że nie byłam w stanie jej pomóc? Że nigdy nie wyznałam jej prawdy?
To już będę wiedzieć tylko ja...
Przez chwilę jeszcze obserwowałam odjeżdżający pojazd, jakby to miało mnie jakkolwiek nakierować na przyszły trop panny Blake. Jakaż złudna to była nadzieja... Gdy auto zniknęło już za rogiem, dopiero byłam w stanie wziąć głębszy oddech i skierować się w stronę dworca, by móc w końcu wrócić w swoje ciche cztery kąty...

[z/t]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5