Poprzedni temat «» Następny temat
Bar Fallen Angel
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-14, 16:49   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


W sumie już nie do końca byłam pewna, czy to z moim zapijaczonym umysłem było coś nie tak, czy cała ta sytuacja była pochrzaniona. Bo - przede wszystkim - skąd Andy mógł się znać z moim bratem? I co oboje tu robili, w dodatku w takim stanie?
Rzeczywiście, Aaron nie wyglądał na pełnię sił - co byłam w stanie zauważyć nawet mimo tego, że wirował jak oszalały.
- Kto-ś do mnie... Dzwonił. Ko-bieta. - Odpowiedziałam, pewnie niezbyt wyraźnie, zatrzymując się w drzwiach do pomieszczenia, słysząc pytanie ze strony przyjaciela. I mimo jego najszczerszych chęci - nawet teraz nie chciałam dać sobie pomóc. Byłam na to zbyt uparta i dumna. No i... Nie mogłam przecież powiedzieć, jak bardzo źle skończyłam, czyż nie? A z pewnością, odprowadzanie mnie, gdy zmagałam się z połamanymi żebrami... Nie należałoby do najprzyjemniejszych. Prawdopodobnie właśnie dlatego, chwiejnym i nierównym krokiem starałam się samodzielnie podejść do łóżka, na którym to odpoczywał mój bliźniak, wcześniej jednak wyraźnie odpychając rękę Darka szykującą się do złapania mnie pod ramię. Byłam, kutwa, silną i niezależną kobietą! Nawet w obliczu wyszorowania podłogi własną twarzą.
- Szukali Alby. Ale.. Jeszcze nie dotarła. Nie mogłam cz-czekać. Co się do cholery tak pokomplikowało?! Co Ty znowu odjebałeś?! - wyrzuciłam z siebie, dalej utrzymując podbity ton, gdy sama zajęłam skrawek łóżka, nie potrafiąc zamaskować grymasu bólu na twarzy. Na krótką chwilę chyba nawet zapomniałam o Nefrycie, gdy tak łapała mnie nerwica z powodu Młodego. - I... Nie wiem co się stało. Ja dziś nawet... Nawet nie piłam. I nie wiem co się stało... Ja... Nie pamiętam... - Dodałam po chwili, w końcu odpowiadając na jego pytanie. Moje wspomnienia ze mną pogrywały. Nie wiedziałam już, co jest prawdą, co fikcją, a co koszmarem. Tak bardzo teraz pragnęłam, żeby wszystko okazało się tylko złym snem, tymczasem... Życie postanowiło kolejny raz mnie skopać - i to tym razem dosłownie.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-06-15, 19:26   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


- Pierdol się – rzuciłem po chwili do Andy’ego, kiedy w końcu ogarnąłem, co tak naprawdę do mnie powiedział. Dupek i tyle. Niech sobie sam sprząta swój bar. Hasztag, mógł nas tu nie zapraszać i tyle. Ja tam jakoś nie czułem się na siłach i w ogóle nadal czułem się dziwnie, myśląc o tym, że tak znikąd obudziłem się w łóżku. Nie pamiętałem, jak się tu znalazłem i to było creepy, szczególnie kiedy brałem poprawkę na swój totalnie osłabiony stan.
W ogóle, co on tu robił i czemu mi pomagał usiąść?
Ale nadeszła Sam, odwróciła mą uwagę od tej rozkminy i w sumie sprawiła, że moje serce mocniej zabiło, analogicznie mocniej zawirowało w głowie i… Boże, bałem się. Chyba dawno tak bardzo się nie bałem jak teraz.
- SZUKALI? ALBY?! – I tylko tyle, bo więcej nie byłem w stanie powiedzieć. Mój mózg chyba się smażył, zrozumiawszy nie tak jak powinien słowa Samanthy. Albo to ona, albo to jakieś zrządzenie losu powodowało, że czułem się jeszcze gorzej, mimo że powinienem biegnąć, iść szybko, by ją chronić.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Andy Dark



It's So Nice To Meet You. Let's Never Meet Again.

Kontrola/Tworzenie Nefrytu

57%

Missing





name:

Andy Dark

alias:
Nefryt

age:
28

Wysłany: 2018-06-16, 16:33   
  

   Władca Pingwinów

  

   Masz talona na Aarona i balona


No cóż.. Tak jak przewidział, Sam nie dała sobie pomóc, choćby nie wiadomo, w jak złym stanie była. Nadal chciała sprawiać wrażenie silnej i niezależnej kobiety. No ale cóż, nie chciał wywoływać żadnych wojen, więc pozwolił jej zadbać o samą siebie i niech się sama odprowadza do braciszka. W następnej chwili coś tam próbowała z siebie wydusić. Starała się złożyć zdania jakoś tak, byśmy coś zrozumieli. O dziwo udało jej się. Nie znał żadnej Alby, jedynie podejrzewał, że mogła być z Bractwa. Co dziwniejszy wydał się fakt, że Aaron tak bardzo się tym przejął.
- Alba? Kto to, Twoja dziewczyna? - Zapytał Andy, kładąc ręce za głowę, jednocześnie opierając się na oparciu krzesła, na którym siedział. Spoglądając w górę, zastanawiał się, jak by ona mogła wyglądać. Patrząc na zachowanie Aarona i jego "wybuchowość" wyobrażał sobie ją coś na kształt.. Demona. Yup, takiego z rogami. Lekko uśmiechając pod nosem wstał, by podejść do wcześniej wspomnianego lustra. Tam zaś przejechał ręką po szkle by sprawdzić, czy to, co widział wcześniej na pewno było prawdziwe. No, jak widać wyobraźnia i zmęczenie płatały mu figle, bowiem dokładnie sprawdził, a pęknięcia jak nie było, tak nie ma. Słysząc słowa Sam o tym, że dzisiaj nie piła, a patrząc na jej stan, coś mi kurwa nie grało 'IKS DE".
- Na pewno nie? Sam, nie wyglądasz na najtrzeźwiejszą osobę tego dnia. - Skomentował krótko, nie odwracając się nawet w jej stronę. Wziął głęboki wdech, po czym podszedł do lodówki, z której wyciągnął zaś 3 wody truskawkowe. Lubił je, więc zapasów ich miał sporo. Krocząc ku towarzyszom, dał każdemu po jednej.
- Macie, może poczujecie się lepiej. - No cóż. Trzeba było odegrać dobrego gospodarza, toteż i to uczynił. Gdyby tylko życie było łatwiejsze, zdążyłby już zbudować willę gdzieś w ciepłym kraju, a tak tkwił tutaj z nimi, patrząc na kabaret nieszczęścia. Nie ma lekko.

~ZABIJ ICH~


I nagle zamarł. Słysząc głos dosyć podobny do jego własnego, spoglądał na nich w przerażeniu. Ci jednak zdawali się nic nie słyszeć, bowiem nie było po nich żadnej reakcji. Andy szybko zbladł, po czym odwrócił się, spoglądając w oddalone kilka metrów od siebie lustro. Mimo to dostrzegał tylko siebie. Szybko otworzył wodę, po czym duszkiem spożył zawartość butelki. Jak się potem okazało, chłód napoju nie tylko przyniósł mu lekkie uspokojenie, ale także zdziwienie, bowiem woda nie smakowała tak, jak powinna. Fermentacja? Bitch Please.. Pił zbyt wiele alkoholu w swym krótkim życiu by bez zastanowienia stwierdzić, że to był właśnie alkohol.
- Co jest kurwa? - Powiedział lekko pod nosem, po czym odwrócił się w stronę pozostałej dwójki, już tym razem w miarę normalny. - Skosztujcie wody - Nie był to rozkaz, oj nie. Raczej chęć sprawdzenia, czy im przytrafiło się to samo. Przecież kurwa niedawno kupował tą wodę i pamiętał, że stała koło tysiąca innych wód, a nie na alkoholowym. Co do chuja się tu odpierdalało..
[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-16, 17:05   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Moje reakcje były wyraźnie opóźnione, wzrok mętny a w mojej głowie wciąż wirowało. Nie czułam się dobrze. Tak w sumie to nie wiem, kiedy ostatni raz czułam się aż tak źle. Nawet mimo mojej słabości do alkoholi, rzadko kiedy doprowadzałam się do aż takiego stanu. Chyba właśnie dlatego, słysząc krzyk Aarona, nim zdążyłam przyswoić o co mu chodzi, musiałam się złapać dłonią za czoło, wolno przecierając swoją skórę.
- Czego się drzesz debilu! - Odburknęłam na jego ton, samej mówiąc mało wyraźnie. - Jakaś baba stąd dzwoniła, że Alb...a ma przyjść, bo się pokojmplijikowałeś. - Dodałam po chwili, już chyba nie bardzo panując nad własnym językiem. Sama nie wiedziałam, czemu zaczynam się denerwować.
Chociaż... Dobra, denerwować to się zaczęłam dopiero po tej miłej uwadze Andyego na temat mojego stanu.
- Jakbyś Ty kułwa cokolwiek wiedział. Twierdzisz, że kłamię? Że nie potrafię odróżnić wody od wódy?! - Warknęłam w kierunku Darka, wyraźnie niezadowolona z obrotu spraw. W końcu... Przyszłam tu, bo ponoć coś złego się działo. Tymczasem - nawet, jeśli nikt tu nie wyglądał jak po tygodniowej wizycie w SPA - wcale nie było aż tak tragicznie. A może to jakiś kolejny pijacki zwid? Może tak naprawdę nikt nigdy do mnie nie dzwonił?
Po otrzymaniu wody od mężczyzny, nawet nie zamierzałam jej otwierać. Po prostu rzuciłam butelkę na łóżko, gdzieś względnie blisko. Nie miałam ochoty na nic. Tym bardziej, gdy tak się na mnie naskakiwało. Miałam zresztą wrażenie, że wzięcie czegokolwiek do ust - nawet i tej zwykłej wody - może się skończyć dla mnie siarczystym pawiem, a z jakiegoś dziwnego powodu... Bałam się to robić. Myśl o tym, że mogłabym nie utrzymać swojej treści żołądkowej w środku budziła we mnie dziwny, niepokojący lęk...
- O chuj Ci znowu chozi? - zapytałam, widząc dziwną reakcję pana od nefrytu. Co on kuźwa, pigułek gwałtu dosypał do tych butelek i o tym zapomniał, czy ki wuj, że aż tak się tym podniecał?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-06-18, 01:03   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


- Co się zrobiłem…? Sam, ty cholero! Nie strasz mnie! I tak się czuję do dupy. Nie potrzebuję więcej atrakcji – oburzyłem się, bo serio ostatnim, czego potrzebowałem w tej chwili, to świadomość, że ktoś szuka Alby i to nie dlatego, by się umówić na pogaduszki przy kawie. Fałszywe takie informacje również nie były tu mile widziane. Ogólnie jakiekolwiek złe… Co ja najlepszego zrobiłem?!
- I nie, Jezu, Sam, nie dyskutuj! – krzyknąłem na tyle, na ile pozwalał mi mój osłabiony stan. Nie miałem sił, by wysłuchiwać jej najebanej ani też jakichś pseudosprzeczek pomiędzy nią i Andy’m. – Doskonale widać, w jakim jesteś stanie. I słychać. Co ci się, do cholery, stało? Chyba nie powinnaś pić na umór w takim stanie… – pragnąłem zauważyć, bo sama chyba tego nie widziała. Nie mieściło mi się w głowie…
Ale dobra. Za dużo się działo, a ja byłem zmęczony. Trzeba było to wszystko jakoś ogarnąć, a przede wszystkim Albę. Już wolałem ją mieć przy sobie niż by się szlajała sama Bóg wie gdzie albo, co gorsza, siedziała w Bractwie. Nie mieliśmy pojęcia, ile wie D.O.G.S. Raczej wystarczająco, skoro nas wypuścili. Sam się trzymała jakoś ledwo na nogach, więc ją i jej trzeźwość ogarniemy, kiedy wytrzeźwieje.
- W ogóle brałaś jakieś leki? – zapytałem tak na wszelki wypadek. Kto ją tam wiedział…? – A ty, Andy, co tak pedalsko? Woda truskawkowa…? – odezwałem się też zaraz do niego, by nieco zluzować z tym alkoholem Sam. Była dorosła, bądź co bądź. I sam potrzebowałem zluzować, bo było mi słabo. Może dlatego też tak chętnie złapałem za butelkę wody? Chciałem się nieco dotlenić, orzeźwić, ale Andy najwyraźniej miał dziwne poczucie humoru. Albo dowcipnych znajomych.
- JA PIERDOL?, DARK. I jeszcze każesz jej to pić??! Gdzie ty masz głowę?! – zapytałem, zakręcając butelkę i odrzucając na łóżko z dala od Sam. – Weźcie może nie dostarczajcie mi takich pojebanych rzeczy, bo zaraz tu zezgonuję. Przynieś lepiej prawdziwej wody i mogę cię o coś prosić? Ważnego. CHOLERNIE WAŻNEGO. Ważniejsze od twojego odbicia w lustrze – zacząłem, chcąc oddać w jego ręce los Alby… Tylko, czy to znowu był dobry pomysł? Dziwnie się zachowywał, choć to może kwestia mojego dyskomfortu. Sam powinienem być w pełni sił i ratować swą najdroższą księżniczkę.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Andy Dark



It's So Nice To Meet You. Let's Never Meet Again.

Kontrola/Tworzenie Nefrytu

57%

Missing





name:

Andy Dark

alias:
Nefryt

age:
28

Wysłany: 2018-06-20, 19:30   
  

   Władca Pingwinów

  

   Masz talona na Aarona i balona


Nie dość, że miał na głowie opiekowanie się tymi dwiema pożal-się-Boże istotami, to jeszcze narzekają. PF, jak im się nie podoba, to wiedzą dokładnie, gdzie są drzwi i jak się wydostać z tego miejsca. Droga wolna, Adios, hasta la vista itp. Nie dość, że gości ich u siebie, to jeszcze ten pedałek Aaron ma czelność obrażać jego wodę truskawkową?! No kurwa tak być nie będzie. Widząc ich reakcję, szybko wstał, zabierając jednocześnie butelki z o dziwo - alkoholem. Sam nie wierzył w to, jakim cudem woda truskawkowa przemieniła się w alkohol. Czy to Jezus im się objawia? Nie wiadomo. Co było wiadome jednak to fakt, że na chwilę obecną priorytetem było wyrzucenie alkoholu (smuteg) i wręczenie im nowej wody - tym razem cytrynowej. Matko Bosko, cóż za mieszanka świeżości w tych napojach. - Może teraz będzie lepiej. - Podał im napoje, po czym sam wziął łyka jako pierwszy, co by znów nie zaznać niespodzianki. Na szczęście nic takiego nie wystąpiło, za co był wdzięczny losowi. Wtem usłyszał prośbę Aarona. No fajnie, teraz go o coś prosi - święto lasu.
- Sam nie wiem. A o co chodzi? - Rzucił tak jakby.. Obojętnie? Ta, coś w tym stylu.
_________________
[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-06-21, 12:46   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Podparłam się dłońmi o brzeg łóżka. Coraz bardziej żałowałam, że tu przyszłam. Może jednak trzeba było siedzieć na zadzie i czekać, aż Alba sama przyjdzie i ją tu wysłać? Może wtedy byłoby lepiej? Nikt by się mnie nie czepiał, nie nadwyrężałabym świeżych ran. I nie musialabym wysłuchiwać tych głupich pretensji. Kuźwa jego mać. Żaden z nich nie dał nawet znaku życia. Żaden z nich nie wiedział, co się dzieje. Ale wydać osąd było łatwo, czyż nie?
Spojrzałam w ziemię, lecz nawet ona nie chciała ustać w miejscu, wirując i skręcając linie pomiędzy panelami. Nie wiedzieć czemu, miałam wrażenie, jakbym upijała się coraz bardziej - a przecież wciąż nawet łyka żadnego trunku do ust nie wzięłam.
- Ja... Nie wiem co się stało. Nie pamiętam. To jest... Bez sensu... - Wydukałam w odpowiedzi na pytanie Aarona, by po chwili kontynuować:
- Nic dzisiaj nie piłam, do kurwy nędzy! - Ponownie podniosłam ton, przymykając oczy i zaciskając palce na materacu/pościeli/czy czymkolwiek, co na tym łóżku akurat leżało. - Nic nie brałam. Nic nie mam. Mógłbyś w końcu przestać we mnie wątpić, ćwoku. - Zauważyłam jakże błyskotliwie. Na wszelki wypadek też, poprawiłam kurtkę. W końcu od początku nie chciałam nikogo martwić. Wystarczy, ze widzieli mój zewnętrzny stan. Nie musieli jeszcze widzieć dodatkowych atrakcji, których doznałam, w postaci tego dziwnego ustrojstwa na karku. Ach, ile byłoby prościej, gdybym wiedziała że ich kiepski stan również bazował na tym gównie?
Zignorowałam również kolejną butelkę podaną przez Andy'ego. W końcu mój układ pokarmowy dalej starał się ze mną walczyć. Coś jednak nie dawało mi tu spokoju... Nawet, mimo mało trzeźwego umysłu.
- Skąd... Skąd wy się w ogóle znacie? Za uja pana bym nie podejrzewała, że możecie się... Tolerko... Tore... Torelo.... Tolerować... - Zapytałam po chwili, próbując już podnieść wzrok.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-06-21, 23:42   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Ja pierdole. I jeszcze śmiała zmieniać temat, kurwa, mimo że to gołym okiem było widać. Tępy by to zauważył. Była nachlana na umór niemalże, bełkotała już i ledwo ogarniała, co się wokół niej dzieje, ale nie! Nie pamiętała! I jednocześnie się zapierała, że nic nie piła!!! Dobre sobie.
- SAM! DAJ SOBIE SPOKÓJ, OKEJ?! DOBRZE WIDZ?, ANDY RÓWNIEŻ, WI?C TO ĆWOKU NIE JEST, KURWA, NA MIEJSCU! NIGDY NIE JEST!!! TRAKTUJESZ MNIE GORZEJ OD JEBANEJ PADLINY, KTÓRA LEŻY NA POBOCZU… JA NIE WIEM! SKORO TO NIE MUTACJA, TO W KOŃCU, KURDE, CO!?!?!?! ZROBIŁEM CI COŚ?! KOTA CI ZABIŁEM?! MAM SERDECZNIE DOŚĆ CIEBIE I TEGO TWOJEGO PROTEKCJONALNEGO ZACHOWANIA, MIMO ŻE, KURWA, ROZUMÓW NIE POZJADAŁAŚ!!! Cholera – wyrzuciłem z siebie wściekły i przerwałem dopiero, jak mi się znowu cholernie słabo zrobiło. Ogólnie non stop mi tak było fuj, ale teraz znowu mi ciemniało przed oczami. Najgorzej, bo nie pamiętałem, o co chciałem poprosić Andy’ego. Przez genialną Sam i jej ego wielkości planety.
- Zadowolona jesteś? Powiedz mi, czy chociaż jesteś zadowolona. Nie wiem, po chuj tu przychodziłaś, skoro jestem takim obciążeniem dla ciebie. Mogłaś sobie zostać w domu i dalej pić. Poradziłbym sobie – stwierdziłem dumnie, po czym rozważyłem nawet wstanie z łóżka, bo mi się przypomniało nagle, o co chciałem prosić Andy’ego. Wolałem sam niż prosić jakichś dobrych, genialnych i lepszych z pewnością ode mnie ziomków Sam. – Poradzę sobie – powtórzyłem, poprawiając się. Chuj. Wolę skisnąć niż zostać z nią w jednym pokoju na jednym łóżku i słuchać jej mniej lub bardziej pijackich pierdół, a szczególnie dalszego wysłuchiwania tego, jak wielkim jestem ciołkiem czy tam ćwokiem.
- Idę zadzwonić do Alby. Tej, której nie chciałaś pomóc – pragnąłem zauważyć, po czym zacząłem się zsuwać powoli z łóżka. Nie widziało mi się ruszanie dupy stąd gdziekolwiek, ale musiałem, bo się martwiłem. Niezależnie od tego, czy ją szukali, czy też jeszcze nie wiedzieli o jej istnieniu. – A ty się połóż i już nic więcej nie pij, jebany dalajlamo.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5